Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82034

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja historia będzie dotyczyć współlokatorki ze studiów [W]. Mieszkanie wynajmowałam z nią oraz jeszcze jedną koleżanką [K].

Na początku wydawało się, że będzie fajnie, w końcu wszystkie się znałyśmy. Z czasem jednak okazało się, że jedna z trójki stała się mocno piekielna, a przynajmniej tak uważałyśmy.

1. Kuchnia
Kuchnia była oczywiście wspólna. Nie muszę mówić, że W po sobie nie zmywała? W tym naszych prywatnych naczyń, które wraz z K przywiozłyśmy z domu. Trzeba było prosić o łaskawe pozmywanie, chcąc użyć garnka czy patelni. Ale to już doskonale znacie.

2. Goście
W uznała, że na święta zaprosi swoją rodzinę. Ok, czemu nie, my wyjeżdżałyśmy do domów, więc miała mieszkanie dla siebie. Ustalone było, że goście będą spać w pokoju jej i K (miały wspólny), a z mojego nie będą korzystać. Miała im także dać swoją pościel. Nie muszę chyba mówić, czyja pościel została użyta? Pościel K. Nie muszę mówić, czyje śmieci i brudne naczynia znalazłam po powrocie w swoim pokoju? Oczywiście gości W. Myślicie, że chociaż zapłacili coś za pobyt we wspólnym mieszkaniu? Pff.

3. Karpik
Wiecie już, że W była w mieszkaniu na święta. Postanowiła z tej okazji kupić karpia - żywego. Albo dwa, nie pamiętam już. Był moment, w którym okazało się, że goście mogą jednak nie przyjechać i... nie będzie nikogo, kto zabije i oprawi rybę, bo ona tego nie zrobi. Wpadła więc na GENIALNY pomysł poproszenia o to właściciela mieszkania - który na pewno nie miał nic innego do roboty w święta.
Inną sprawą był fakt, że ryby mieszkały w wannie i nie można było się w niej kąpać. Na prośbę o zabranie "zwierzątek" W zareagowała gniewem i choć przełożyła je do miednicy, to kazała się nam pośpieszyć, bo ryby się męczą. Nie przeczę, ale powiedziała to tak, jakby w wannie były na rajskich wakacjach...

4. Foch
Tak naprawdę to przed Fochem jako tako się dogadywałyśmy. Po Fochu wspólne mieszkanie było jedną wielką, milczącą batalią.
W ramach wstępu powiem, że mieszkałyśmy w podmiejskiej dzielnicy, jednak niemal pod nasz blok (a dokładnie pod sąsiedni) podjeżdżał autobus bezpośrednio z dworca (istotny jest fakt, że nie był to Dworzec Główny). Dojazd był zatem bardzo prosty i wygodny.
W wracając pewnego razu z rodzinnego domu, zażyczyła sobie, żebyśmy odebrały ją z dworca i to nie z "naszego", ale z Dworca Głównego, bo nie chce jechać 1 przystanek dalej. Odmówiłam, ponieważ przede wszystkim nie miałam jeszcze wymienionych opon, a była już zima. Zasugerowałyśmy jej, że przecież ma wygodny dojazd komunikacją miejską i... nastąpił Foch.
Dostałyśmy zakaz używania jej rzeczy, a atmosfera w mieszkaniu stała się bardzo kwaśna. Może to moja wina i powinnam jechać po nią na letnich oponach na "szklance"? Nie wiem. Było, minęło.

studia mieszkanie

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (159)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…