Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82062

(PW) ·
| Do ulubionych
Za każdym razem, kiedy myślę, że już nic mnie nie zaskoczy, kuszę los. Los za każdym razem daje się skusić.

Poszłam rano na tai chi do parku. Po ćwiczeniach usiadłam z kolegą w parkowej kawiarence, żeby poplotkować i wypić kawę (dzień ciepły, piękny, kawiarniany ogródek aż zapraszał do tego, żeby usiąść i wypić frappe). Siedzieliśmy, gwarzyliśmy, w pewnym momencie poprosiłam kolegę, żeby się dyskretnie obrócił i spojrzał na jeden z dalszych stolików, przy ogródkowym płotku.

Do płotka był przywiązany jakiś mały pies, który najwidoczniej chwilę wcześniej zdefekował na ziemię. Właścicielka - na oko dobrze utrzymana sześćdziesiątka - wyciągnęła z torebki woreczek, zapakowała w niego psie odchody i położyła na parkiecie pod stolikiem. W tym momencie poprosiłam kolegę o dołączenie do obserwacji (byłam pewna, że babka wstanie i całkowicie nieprzypadkowo zapomni o worku).

Po jakichś 10 sekundach kobieta schyliła się, wyciągnęła woreczek i wytrząsnęła jego zawartość do wazonu na stoliku, a samą torebkę zmięła i schowała pod zużytymi serwetkami na talerzyku. Odwiązała psa, wstała i skierowała się do wyjścia.

Zaczęliśmy za nią wołać, żeby wróciła, bo moment, co ona sobie myśli, ale potruchtała ze smyczą bez odwrócenia się. Udało nam się zwrócić za to uwagę bufetowej, która z oczywistych powodów nie była ucieszona pozostawionym "napiwkiem".

A myślałam, że to szpitalna kolekcja przedmiotów, które utknęły w odbytach pacjentów jest szczytem wszystkiego.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (122)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…