Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany
Jaka jest najbardziej kontrastowa grupa społeczna... Oczywiście sąsiedzi... Tu będzie jak kilka lat temu sąsiadka pokazała rogi... O kurę...

Więc od początku. Mieszkam na wsi, w tamtym czasie oprócz mnie i rodziców, tymczasowo mieszkała u nas siostra z rodziną (szwagier i dziecko). Wiadomo jak to na wsi są zwierzaki. My i wspomniana sąsiadka mamy kury, a między nami mieszka sąsiad. Mój imiennik, ale roboczo nazwijmy go Piotr, który ogólnie jest dobrym człowiekiem, ale to jego "Błąd" był iskrą, która odpaliła beczki z prochem...

A więc po kolei... (podzielę historię by była przystępniejsza)

Akt 1: Sąsiad cz.1

To była sobota. Gdzieś się wybraliśmy całą ekipą i po powrocie idąc zamknąć bramę słyszę gromkie "Cześć sąsiad!", a po chwili dowiaduje się, że kura nam nawiała z ogrodzenia, ale ją złapał i wrzucił ją z powrotem... Podziękowałem i wziąłem się do rozładunku samochodu...

Akt 2: Śniadanie.

Po przyniesieniu wszystkiego z samochodu wziąłem się za śniadanie (głód, to miałem wręcz wyj3bane na to co się dzieje za mną...). Do chwili aż za plecami słyszę krzyk, że "Jej kurę ukradliśmy!". Nadal z stoickim spokojem i bez odrywania skupienia od kanapki odpowiadam, że Piotrek (sąsiad, imiennik) przerzucił kurę, bo myślał, że nasza. Dodałem jeszcze, że teraz nie ma co ich straszyć, a wieczorem się po prostu weźmie z grzędy. Kury nie widzą po zmierzchu i ogólnie nie grzeszą inteligencją. Nie załapałem do końca o co chodziło Piekielnej, ale do mnie z mordą, później się domyśliłem, że ona myślała, że to ja, ale niby czemu miałbym mówić o sobie w trzeciej osobie? (czasem mi się zdarzało, ale to raczej liczba mnoga i dla żartu). W tym czasie pojawili się kolejno Mama i Szwagier, na których fałszywe oskarżenia działają gorzej niż płachta na byka... Rozpętało się piekło i w końcu sąsiadka odpuściła i odeszła na zasadzie "Nie przegadam was, więc przyjdę wieczorem po ptaka"...

Akt 3: Sąsiad cz. 2

Nie bez powodu sobota się rymuje z robota. Więc do roboty. Ja z Ojcem i Szwagrem za zajęcia i dochodzimy do wniosku, że sąsiadka musiała nam kury liczyć. Zresztą na podwórku była jedna obca kura, rozpoznana głównie przez inny kolor...
Ale wracając do sąsiada, tu nikt nigdy nie jest na tyle zajęty by nie podejść i nie pogadać... Więc jak pojawił się na horyzoncie to go od razu, że nie naszą kurę nam przerzucił... Pogadaliśmy, on się dowiedział, że piekielna awantury robiła, a my, że kura szukała przejścia na MOJE podwórko, więc się nie zastanawiał tylko sru przez ogrodzenie.
Nadmienię, że pewnie też rozmawiał z rodziną, lub samą piekielną, ale to zmienia nastawienie w następnym etapie...

Akt 3: Wymiana

Wieczorem, tak jak było umówione przyszła Piekielna, ale już korna i uniżona. Grzeczniej poprosiła by złapać jej ptaka (przyszła ciut za wcześnie, ale się udało). Akurat teraz wyjdzie trochę naszej piekielności, bo Szwagier oderwał się od grilla i cały czas truł jej d00pę. Stwierdził, że następnym razem jedyne co dostanie to miseczka rosołu, a nie kurę...

Osobiście śmieję się z głupoty tej sąsiadki. Powiedział bym jej nawet "Dzień dobry", tylko do tej pory jakoś nie wchodzi mi w drogę...

wieś dom

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (28)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…