Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#81231

(PW) ·
| Do ulubionych
Spieszmy się kochać rowerzystów, tak szybko odchodzą.

Jedzie sobie mój luby samochodem dostawczym, wyładowanym towarem. Mokro, ślisko, szaro, buro, wcześnie rano (bo 6), ciemno, toteż luby jedzie powoli, wytężając wzrok.

Jakie było jego zdziwienie, gdy nagle znikąd pojawił się rowerzysta. Wspomniałam już, że było ciemno? Pan jechał na czarnym rowerze, w czarnej kurtce, czarnych spodniach, z czarną smyczą, na której biegł czarny pies, oczywiście bez odblasków.

W konsekwencji luby wdepnął hamulec i wpadł w poślizg. Szczęśliwie rowerzysta dostał tylko lusterkiem po plecach. Kierowca przerażony wyskoczył z samochodu, aby obadać sytuację i przekonać się, czy przypadkiem gościa nie zabił, usłyszał tylko: "Jak zniszczyłeś mi rower, to cię zabiję!”.

Następnie rowerzysta machnął ręką i kazał jechać dalej. Lubego zatkało na tyle, że nic nie odpowiedział i po prostu pojechał, a powinien gościa opieprzyć od góry do dołu za brak odblasku/kamizelki.

Ludzie, włączcie myślenie, szczególnie na drodze.

P.S. Lusterko do wymiany. A najbardziej w tej historii żal jest psa, który mógł zginąć przez głupotę właściciela.

w drodze

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 85 (105)

#81206

~kasjerka ·
| Do ulubionych
Pracowałam w dużym sklepie budowlanym na kasie. Dziwnych historii było mnóstwo. Opiszę tylko jedną.

Razu pewnego otrzymałam zwykłe polecenie od kierowniczki: umyj kasy. Dostałam od niej ściereczkę i nieznany mi środek. Opisy na butelce tylko po rosyjsku, ale 2 lata nauki w podstawówce wystarczyły, żebym zrozumiała, że to silny detergent, którego można używać wyłącznie mając założoną odzież ochronną (rękawiczki, maseczka). Zapytałam więc kierowniczkę o tę odzież, ale "nie potrzeba".

Dyskusja mogłaby być długa, a ja nie zamierzałam ryzykować. Powołałam się na BHP. W końcu kierowniczka naburmuszyła się, obraziła i odstawiła butelkę do szafki.

Dwa dni później dowiedziałam się, że ta sama kierowniczka wydała to samo polecenie innej kasjerce. Dziewczynie jeszcze tego samego dnia skóra zaczęła schodzić płatami. Musiała iść na chorobowe...

Widząc u sprzątaczki ten sam środek, zapytałam, co to.

"Nie wiem, ale nam tym każą kible czyścić”.

Aha...

sieć sklep bhp czystość sprzątanie bezpieczeństwo

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (122)

#81210

(PW) ·
| Do ulubionych
5 lat temu zostałem napadnięty. Straty: portfel i telefon.

Telefon zablokowany (SIM i urządzenie z aplikacji), karty niby na PIN, ale też blokada. No i na policji dowód osobisty, a dodam wpis z protokołu: "utracony w wyniku napaści z kradzieżą... itd. itd.”.

3 miesiące później znajdują telefon u jakiegoś pasera. Nie odzyskuję, czeka w policyjnym depozycie 3 lata jako "dowód w sprawie”.

9 miesięcy po zdarzeniu komornik, w sprawie pożyczki, jaką wziąłem - a wziąłem na dowód 4 dni po jego utraceniu. Bagatela 25 tys. E-sąd klepnął i jest wyrok.

Idę do sądu i pokazuję pismo z policji... Cóż, problem jest, ale musi pan płacić, bo jest wyrok (wyraz na twarzy urzędniczki - :-) ). Prawnik zaskarżył wyrok i udało się.

Ale pytanie, jakim cudem nikt nie widział, że DO jest z dniem tym i tym skradziony.

policja

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (108)

#81204

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie długo - weźcie chrupki!

Jestem klientem Pomarańczowej Sieci od wielu lat. Korzystam z usług mobilnych (telefon i internet) oraz stacjonarnych (internet i telewizja). W połowie grudnia 2017 wykonałem telefon na infolinię w celu przedłużenia umowy i skorzystania z pewnej atrakcyjnej oferty. Ustalona została oferta z konkretnym telefonem. Konsultantka, z którą rozmawiałem, zapewniła mnie, że kuriera mogę spodziewać się za jakieś 2-3 dni. Niestety konsultantka błędnie wprowadziła do systemu nasze ustalenia – zaznaczyła telefon zupełnie innej firmy! O pomyłce dowiedziałem się już następnego dnia, gdy zadzwoniłem na infolinię z prośbą o podanie numeru przesyłki kurierskiej. Natychmiast próbowałem wyprostować ten błąd, lecz dowiedziałem się, że niestety jedyna droga to oczekiwać na kuriera z przesyłką, odmówić jej odbioru oraz czekać, aż wróci ona do Pomarańczowych i całość zamówienia zostanie anulowana. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że nawet nie próbuję zrozumieć tej idiotycznej procedury, ponieważ zakładam, że nad wymyśleniem tak niezwykłej głupoty musiał siedzieć człowiek o szczególnym talencie.

Po kilku dniach ponownie skontaktowałem się z infolinią. Tym razem połączyłem się z panem Grzegorzem. Człowiek ten, jako jedyny spośród tych, z którymi miałem przyjemność rozmawiać wcześniej, zadał sobie trud, odszukał i odsłuchał nagranie mojej rozmowy z tamtą konsultantką i poinformował mnie, że z ogromnym żalem potwierdza winę firmy, przyznaje mi rację i rozumie moje zdenerwowanie, ponieważ z nagrania bardzo jasno wynikało, jak miała wyglądać oferta i jaki miał być dołączony telefon.
Za „haniebne” uznał również to, że zapewniano mnie o dostarczeniu przesyłki jeszcze w tym samym tygodniu, podczas gdy już w momencie tej rozmowy było kilka dni po terminie. Pan konsultant zapewnił mnie, że osobiście zajmie się moją sprawą. Uznał, że w związku z tak rażącymi błędami leżącymi po stronie firmy postara się dla mnie o odpowiednią rekompensatę i obiecał, że skontaktuje się ze mną konkretnego dnia o konkretnej godzinie. Ustawił sobie nawet przy moim numerze status "pilne" - tak mówił. Pomyślałem wówczas, że firmie faktycznie zależy na opinii klientów i ewentualne błędy stara się naprawić tak, by klienci czuli się usatysfakcjonowani. Niestety, ani umówionego dnia, ani w żadnym innym późniejszym terminie pan Grzegorz już się nie odezwał.

Ja, pozostając w dalszym ciągu ze starym i szwankującym telefonem, wykonywałem niemal codziennie kolejne połączenia na infolinię z pytaniami i prośbami o anulowanie tego pierwszego błędnego zamówienia. Za każdym razem byłem odsyłany z działu do działu i wciąż słyszałem zapewnienia, że w ciągu 48 godzin na pewno moja sprawa zostanie całkowicie zamknięta. Jak się za chwilę okaże, za każdym razem byłem bezczelnie okłamywany przez pracowników infolinii.

Przy którymś z kolei połączeniu usłyszałem, że oto mój problem został zlikwidowany i mogę przystąpić do złożenia nowego zamówienia. Nie chcąc ryzykować, że znowu infolinia spieprzy sprawę, udałem się do salonu stacjonarnego w dużym centrum handlowym celem dopełnienia formalności i wzięcia nowego aparatu. Na miejscu spędziłem ponad 3 godziny, ponieważ tam akurat wystąpił jakiś błąd techniczny i konieczne było czekanie na usunięcie awarii. W końcu doczekałem się czynności związanych z podpisaniem dokumentów i przedłużeniem umowy. I tu – ku mojemu ogromnemu zdenerwowaniu – okazało się, że owszem – moje grudniowe zamówienie zostało anulowane, ale tylko przy usługach mobilnych, zaś przy stacjonarnych w dalszym ciągu „wisi” to błędne i wszelkie działania są zablokowane.

Moja wizyta w salonie miała miejsce ponad 3 tygodnie od dnia feralnej pomyłki pierwszej konsultantki. Wtedy także napisałem oficjalne pismo z prośbą o całkowite rozwiązanie problemu. Tam również usłyszałem zapewnienie, że w ciągu 48 godzin sprawa zostanie załatwiona. Mało tego, pracownik salonu dumnie oświadczył mi, że jest ekspertem i jego zgłoszenia są traktowane priorytetowo. Wow! Byłem naprawdę pod dużym wrażeniem obcowania z człowiekiem tak wielkiej rangi, lecz oczywiście nie musiałem zbyt długo czekać na to, by przekonać się, jaki to z niego ekspert, gdyż jego zapewnienia znowu okazały się kłamliwą chęcią zepchnięcia mojej sprawy gdzieś „dalej”, byleby tylko się mnie pozbyć, bo problem jak był, tak jest nadal.

Wczoraj (4 tygodnie od początku tych przepychanek) zadzwoniła do mnie jakaś zupełnie nowa konsultantka z propozycją przedłużenia oferty. Ucieszyłem się – warunki ustalone, telefon wybrany, kobieta zaczęła odczytywać mi zgody, które miałem potwierdzić. I już pod koniec naszej rozmowy wyskoczył w systemie błąd – moje zamówienie w dalszym ciągu nie jest anulowane na usługach stacjonarnych! Po tym telefonie wykonałem kolejne połączenie na infolinię i kolejny raz spotkałem się z tym samym – zapewnieniem, że sprawa jest przekierowana do odpowiedniego działu, że ktoś się tym zajmie i w ciągu 48 godzin na pewno problem zniknie. Z tego co wiem, jeszcze nie zniknął. I to było kolejne 48 godzin!

Za chwilę minie miesiąc, odkąd wskutek jednego głupiego błędu popełnionego przez pierwszą konsultantkę mam zablokowaną możliwość podpisania nowej oferty i przedłużenia umowy, korzystam ze starego telefonu, który nie jest już w stanie sprostać moim potrzebom i jestem notorycznie lekceważony przez kolejnych pracowników infolinii.

Gdyby tego całego syfu było mało, to dzisiaj, dla umilenia mi współpracy z Pomarańczowymi, otrzymałem rachunek za usługi mobilne. Moje połączenia z infolinią w ostatnim okresie rozliczeniowym kosztują mnie ekstra ponad 50 PLN! Szlag mnie trafił!

Zastanawiam się tylko, jaką rekompensatę przewiduje "Sieć Numer 1" za stracony czas, pieniądze, nerwy i bezczelne olewanie klientów. Kto wie, może dostanę smycz do kluczy z napisem "I love Pomarańczowych"? - jeśli tak będzie, to zapewniam - nie poczuję się usatysfakcjonowany.

call_center

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 56 (80)

#81244

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj zadzwonił do biura facet, który "właśnie przypadkiem zrobił przelew na 100 funtów na nasze (firmowe) konto.

No nic, koleżanka (która odebrała telefon) sprawdziła konto... oczywiście taka wpłata nie została odnotowana.

Dzwoniący stwierdził, że pewnie jeszcze nie zaksięgowano... No ale on na już potrzebuje te pieniądze z powrotem.

Koleżanka przytomnie spytała, skąd w ogóle facet wziął nasze dane, na co ten odpowiedział, że kiedyś złożyli zamówienie w naszym sklepie. Oczywiście nasz system nie znalazł tego klienta (koleś podał swoje (albo i nie) nazwisko, nazwę firmy i kod pocztowy - żadna z tych informacji nie okazała się pomocna).

Gdy zorientował się, że nic nie ugra, zaczął kręcić "to firma XYZ, tak?" (choć już na dzień dobry koleżanka powiedziała, że to firma ABC), po usłyszeniu przeczącej odpowiedzi stwierdził, że musiał pomylić numery i się rozłączył.

Pierwszy raz spotkałam się z takim krętactwem. Smutna jest myśl, jak naiwni muszą być niektórzy ludzie, żeby nabrać się na takie sztuczki oszustów.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 68 (74)

#81218

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie bardzo krótko.
Dałem do lokalnego Sztabu WOŚP Voucher na sesję foto - nie wiem za ile poszedł na aukcji, nie chce tego wiedzieć ...dla mnie ważne, że się sprzedało i kasa poszła gdzie trzeba.
Do dziś dostałem dwa maile i jeden telefon od osób, które rzekomo wylicytowały voucher i chcą umówić się na termin sesji. Gdy poprosiłem o przesłanie potwierdzenia w postaci zdjęcia vouchera, to już nie odpisali (wzór Vouchera został specjalnie zrobiony na tą licytację, więc nie ma drugiego takiego samego).

Co się dzieje z ludźmi? - czy serio wszyscy myślą, że tak da się kogoś oszukać i dostać coś za darmo?
Paranoja.

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (135)

#81215

(PW) ·
| Do ulubionych
Z pamiętnika pielęgniarki.
Narzekałam tu niejednokrotnie na ludzi, którzy nie potrafią wstrzymać się sekundę z wyłuszczaniem swojej sprawy. I nie mam na myśli: "poczeka, nie widzi, że kawę piję?", ale sytuacje, kiedy naprawdę przez chwilę nie mogę wysłuchać, bo np właśnie dawkuję dla kogoś lek, albo uzupełniam dane innego pacjenta. Do lwiej części ludzi nie docierają informacje typu: siedem... osiem... chwileczkę, liczę krople... dziewięć... Będą gadać dalej, po co przyszli.
Dzisiaj jednak już mnie trafiło.

Siedzę za biurkiem, przychodzi pacjentka prosząc o wydanie wyniku. Ok, nie ma sprawy. Wstaję, chcąc podejść do regału, ups... Mroczki przed oczyma. Nie zdarza mi się, ale cóż.
Mówię kobiecie "Oj, chwilka, bo mi się w głowie zakręciło". Siadłam z powrotem i czerep nisko między kolana.
Siedziałam lekko zamulona, cały czas słysząc nawijanie kobiety: że wyskoczyła z domu po zakupy, przy okazji odbierze wyniki, a potem coś tam, coś tam. Generalnie rzeczy nieistotne.
Nie oczekiwałam wachlowania tekturką od kalendarza, ani poklepywania po rączce, ale na pozostawienie takiego padniętego człowieka na kilka sekund w spokoju chyba już można by liczyć?

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (168)

#81214

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj mijają równo 3 miesiące od momentu założenia przeze mnie kancelarii adwokackiej. Czas na podsumowanie drobnych piekielności związanych z tą branżą.

1. "Bo ja mam tylko jedno pytanie" - czyli próba wyłudzenia bezpłatnej porady prawnej przez telefon.
Czasami dzwoni telefon. Odbieram, mój rozmówca (lub rozmówczyni- dalej R) nawet się nie przedstawia, a po głosie wiem, że nie jest to żaden z moich klientów.
R: Dzień dobry. Bo wie pani, ja mam jedno takie pytanie.
I w tym momencie następuje kilkuminutowy opis stanu faktycznego, czasami bardzo skomplikowanego, innym razem wymagający sięgnięcia do przepisów albo np. rozrysowania "drzewka" kto po kim dziedziczy. Po tym opisie pada prośba: no niech mi pani mecenas powie, co ja mam z tym teraz zrobić.
Ja: Przykro mi, ale nie udzielam porad przez telefon. Zapraszam do kancelarii w takich i takich godzinach.
R: A nie, to ja nie mam czasu.
I się rozłącza.

Dlaczego nie udzielam porad przez telefon? Owszem, z jednej strony kwestie finansowe. Nikt mi nie płaci za odbieranie telefonów, a mój zawód w dużej mierze polega na korzystaniu z wiedzy, którą zdobywałam przez długie lata nauki (5 lat studiów i aplikacja, która oficjalnie trwa 3 lata, ale najpierw czekając na jej rozpoczęcie, a potem na egzamin i ślubowanie po jej zakończeniu wychodzą tak naprawdę 4 lata). Równie ważne jest to, że bardzo często udzielenie porady wymaga zapoznania się z dokumentami, które dzwoniący próbuje mi opisać. Tymczasem praktyka wskazuje, że jak ktoś mówi, że przegrał sprawę cywilną może mieć na myśli faktycznie, że ją przegrał, jak również że sąd umorzył postępowanie lub odrzucił pozew (bo przykładowo strona nie uiściła opłaty za pozew i nie wniosła o zwolnienie). I jeszcze ważna kwestia - ja biorę odpowiedzialność z udzieloną przeze mnie poradę. Dlatego tak istotne jest dla mnie spotkanie się z klientem, wypytanie o wszelkie szczegóły, zajrzenie do przepisów, komentarzy i orzecznictwa, a rozmowa przez telefon tego nie ułatwia.

2. "A może pani poleci jakąś kancelarię" - czyli mam pomóc w znalezieniu innego adwokata.
Przychodzi pani i od progu podejrzliwie na mnie patrzy. No cóż, mam 28 lat, ale wyglądam młodziej, co na pierwszy rzut oka może nie wzbudzać zaufania i rodzić podejrzenia o brak doświadczenia (tak, jakby 3 lata aplikacji nie stanowiły żadnego doświadczenia...). Pani wyłuszcza mi swój problem, opisuje i na koniec pyta: no, i może pani zna kogoś, kto się takimi sprawami zajmuje. Mówię, że identycznej nie miałam, ale miałam kilka bardzo podobnych i mogę poprowadzić sprawę.
Pani: Nie, ja to wolę kogoś innego, kto miał identyczną sprawę, i myślałam, że pani mi powie, do kogo pójść.
Nie poleciłam nikogo, bo nie wiem kto prowadzi dokładnie takie sprawy.
Swoją drogą Szanowni Czytelnicy: czy zdarzyło się Wam pójść do fryzjera, żeby dowiedzieć się, który inny zrobi najlepsze ombre, albo do stolarza, żeby zapytać kto z jego konkurencji zrobi najlepiej meble do kuchni?

3. "Może tak po koleżeńsku mi pomożesz..." - czyli klasyka w każdym zawodzie. A gdzie zaczyna się biznes, tam często kończy się koleżeństwo.
Ogólnie nie mam obiekcji, żeby pomagać dobrym znajomym - napisać im pismo, podpowiedzieć gdzie i co załatwić itp. W przypadku dobrych znajomych wiem, że mogę liczyć na jakąś wzajemność z ich strony, kiedy ja będę czegoś potrzebowała, a jeśli nawet nie będę nic chciała od nich, to często razem wspólnie się bawimy, jeździmy na wspólne wyjazdy, dobrze się dogadujemy i przyjaźnimy.

Trochę inaczej sytuacja przedstawia się w przypadku dalekich znajomych, którzy nagle sobie przypominają, że może warto o coś spytać prawnika. I tutaj sytuacja z dnia wczorajszego, która była bezpośrednią przyczyną napisania całej historii.

Godz. 22, leżę już w łóżku i czytam książkę. Słyszę charakterystyczny dźwięk messengera. Patrzę, a tam wiadomość od znajomego (nazwijmy go Krzysiek), który średnio raz na miesiąc ma problem prawny, przy czym dotyczą one dziedziny, której kompletnie nie znam (fundacje, stowarzyszenia). I chociaż ze 2-3 razy mu podpowiedziałam co i jak (wczytując się wcześniej w przepisy i komentarze), do tej pory nie zaoferował nawet kawy czy piwa w zamian.
Krzysiek: Hej. Mogę mieć pytanko prawne?
Ja: Ale ja już jestem po godzinach pracy :) (liczyłam, że załapie aluzję).
Krzysiek: Wiem. To Ci napiszę o co chodzi, a Ty mi odpiszesz jak będziesz w kancelarii.
Dłuuuugi opis stanu faktycznego, przy czym mocno poplątany. Chodziło o jakiś statut fundacji. Cóż, dzisiaj grzecznie odpisałam, że nie zajmuję się tym, owszem, mogłabym się tym zająć, ale to wymaga ode mnie zaczerpnięcia wiedzy, być może spędzenia trochę czasu w bibliotece, a ja za to biorę pieniądze.
Krzysiek: Ojej, a myślałem że tak po koleżeńsku mi pomożesz.

4. I absolutny hit "pani mecenas, bo to jest bardzo pilne"
Wigilia. 23.30. Zbieram się na pasterkę, a nagle dzwoni telefon. Odruchowo odbieram. Rozmówca się nie przedstawia, na 100% to nie jest mój klient.
Rozmówca (bełkocząc jak pijany): Dzień dobry, bo wie pani, bo mam pani numer z Internetu. I ja wczoraj dostałem takie pismo z Sądu i ja mam 14 dni, żeby na nie odpowiedzieć. Bo to o spadek chodzi. Pomoże pani?
Ja: Czy pan sobie zdaje sprawę z tego, że jest Wigilia, dochodzi północ, a ja nie pracuję już.
Rozmówca: No ale ja muszę odpowiedzieć!
Ja: W porządku, rozumiem, ale są Święta. Proszę skontaktować się po Świętach.
Gość jeszcze coś nabluzgał i rozłączył się, a później nie dzwonił. Do tej pory nie wiem, czy był tylko wstawiony, czy postanowił sobie stroić żarty. Od tego momentu jednak sprawdzam, czy wyłączyłam telefon firmowy na noc.

I póki co byłoby tyle.

kancelaria_adwokacka

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (138)

#81211

(PW) ·
| Do ulubionych
Odkąd pamiętam miałam telefon od pomarańczowych. Najpierw na kartę, potem mix, w końcu abonament.

Tak się złożyło w moim życiu, że znalazłam się za granicą, na dłużej, możliwe że na stałe. Razem ze mną telefon na abonament. No i jak to bywa, nie opłacało mi się, ani nie stać mnie było na zerwanie abonamentu. Pozostało płacić i korzystać podczas pobytów w Polsce. Nie chciałam oddać komuś numeru, bo jednak wszyscy go mieli, po za tym też był podany w bankach itp.

Jak już zostało mi kilka miesięcy do końca abonamentu akurat byłam w Polsce. Pomagałam mamie przy przedłużeniu jej umowy oraz pomagałam wybrać telefon. U pomarańczowych. I od słowa do słowa, Pan poznał moją sytuację i dopytywał czy nie chciałabym zerwać umowy itp. Dowiedziałam się ile na dzień dzisiejszy wyniesie mnie zerwanie i w sumie tyle. Po przyjeździe do domu przeliczyłam sobie ile mnie wyniesie płacenie do końca abonamentu. Po za tym nie wiedziałam też czy będę w Polsce w tym czasie, żebym mogła złożyć wypowiedzenie umowy. Okazało się, że opłaca mi się jednak zerwać tę umowę. Na tamten dzień, ta kwota już tak nie bolała.

Pojechałam do salonu nr 1. Odczekałam swoje. Powiedziałam do Pana z czym przychodzę, że chcę zerwać umowę na abonament z zachowaniem numeru i przejściem na kartę.
Pan w salonie odparł, że jest to niemożliwe. Skoro wypowiadam umowę to tracę numer.

Było dla mnie to dziwne, bo sama kiedyś pracowałam na infolinii pomarańczowych i wiedziałam, że się da.

Zadzwoniłam na infolinię. Na co zdziwiony Pan potwierdził, że jest taka możliwość, ale niestety muszę to zrobić w salonie. Poradził, żebym udała się do głównego salonu w moim mieście.

Pojechałam do salonu nr 2. Odczekałam swoje. A tam znowu to samo. Że jest to niemożliwe. Powiedziałam to co Pan na infolinii. Pani w salonie stwierdziła, że nie wie z kim rozmawiałam, ale tego nie da się zrobić. Powiedziałam, że kiedyś pracowała w tej firmie i że wiem że da się. Stwierdziła, że może kiedyś tak było i jedyne co mi poradziła, to zerwanie umowy przez innego operatora. Tak, Pani w salonie poradziła mi przejście do konkurencji.

Wróciłam do salonu początkowego, ale tam to samo.

Co było robić, posłuchałam rady Pani z salonu i przeszłam do konkurencji :)

Na koniec jeszcze czekałam na rachunek ileż to mam zapłacić tej kary za zerwanie umowy. I tu też było zabawnie, bo nic nie dostałam pocztą, nie mogłam sprawdzić faktury na moim koncie bo mi je usunęli. Pozostało zadzwonić na infolinię, a jako że byłam już z powrotem za granicą, dzwoniłam z zagranicznego numeru. I Pan na infolinii nie umiał tego ogarnąć. Podawałam mój stary numer, ale Pan najpierw się upierał, że nie jest w stanie sprawdzić bo nie mają w bazie. Na szczęście w końcu załapał. Też mnie poinformował, że powinnam dostać maila z fakturą, którego nie dostałam.

No i niesmak pozostał, bo jednak byłam x lat związana z pomarańczowymi, a ani razu nikt nie zapytał dlaczego chcę zerwać umowę, a potem dlaczego przechodzę do innego operatora.

telefonia komórkowa

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (129)

#81223

~Zjemczekolade ·
| Do ulubionych
Pralka wyświetliła mi komunikat „E20”, czyli „zapchana”.

Niestety po wyczyszczeniu problem nie znikał. Jeżeli czegokolwiek nauczyły mnie moje studia na politechnice, to tego, że jeżeli sprzęt coś sygnalizuje, to znaczy, że faktycznie coś tam się popsuło. Zamówiłam reklamację.

O dziwo po dwóch dniach przyszedł pan. Posłuchał. Rozkręcił zaworek, o którym nie miałam pojęcia i wyrzucił z niego sprężynkę i koreczek. Oczywiście zapchane. I kazał wyrzucić.

Po czym, gdy po 4 min. zbierał się do wyjścia, stwierdził, że „chyba gdyby nie ten koreczek, toby pracy nie miał”.

Mieszkanie

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 85 (103)