Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#82422

~Matka ·
| Do ulubionych
Czytam na Piekielnych bardzo wiele historii na temat rozwydrzonych dzieci i rodziców (w szczególności matek), którzy ignorują ich zachowanie. Sama jestem matką i z mojej perspektywy częściej spotykam się z piekielnoscią innego rodzaju. Bardzo ważna jest dla mnie kultura osobista i poprawne zachowanie, dlatego wychowując swoje dzieci zwracam na ten aspekt sporo uwagi.

Mam dwoje dzieci w wieku 5 i 4 lata. Są to jeszcze na tyle małe dzieci, że zdarzają się im niewłaściwe zachowania, dlatego nierzadko zdarzają się sytuacje, w których musze zwracać moim dzieciom uwagę, że ich zachowanie jest niewłaściwe. Nie robię tego w żaden nieprzyjemny dla dzieci sposób, po prostu uczę ich jak należy się zachować. Np. syn chciał zagaić rozmowę z panią w wieku około 60 lat i zwrócił się do niej na "ty", mówię mu więc: "Kochanie, jeśli zwracasz się do obcej dorosłej osoby powinieneś powiedzieć Proszę Pani/Proszę pana".

Inna sytuacja. Córka stoi ze mną w kolejce w sklepie i nie zwracając uwagi na kobietę, która stoi przed nami pcha się na nią. Mówię jej, że to zachowanie jest niewłaściwe i żeby przeprosiła kobietę, na którą weszła. I piekielna jest tu najczęściej reakcja ludzi, którzy zamiast przyjąć z aprobatą, że uczę dzieci kultury, to na ogół słyszę w odpowiedzi: "Och, niech pani nie będzie taka surowa, to tylko dziecko".

Ja wiem, że te osoby nie mają nic złego na myśli, ale czy tego typu odpowiedziami nie podważają mojego autorytetu, jako rodzica. Przekazuję dzieciom zasady kultury, a oni przekazują im wprost odwrotny komunikat: To, co mówi mama jest nieważne. Jesteś dzieckiem i wolno ci wszystko.

Warszawa

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (202)

#82400

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam po długiej nieobecności. :)
Teraz wam przybliżę dlaczego długo się tutaj nie udzielałem. Będzie długo i chaotycznie.
Jako że wstęp musi być:

Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.
Z rodziną najlepiej na zdjęciu.

W mojej firmie zatrudniałem swojego Ojca. Był bohaterem kilku historii tutaj, jednak także jego ukrywałem tutaj i przemycałem jako Przedstawiciela Handlowego. Do rzeczy.
WAŻNE: Firmę prowadziłem u rodziców w domu i w budynkach gospodarczych.

Po narodzinach syna ograniczyłem swoje wyjazdy na trasy maksymalnie 2 dniowych, czasem 3 dniowych. Cześć moich tras przejął ojciec. Mu to odpowiadało, więcej zarabiał. Jednak po pewnym czasie (około pół roku) zaczęło mi brakować pieniędzy z KP, faktur czy paragonów. W tym samym czasie wyszło że mój kochany tatuś ma kochankę. Kochankę nie byle jaką, nazwijmy ją "znajomą rodziny". Nasze stosunki trochę się zmieniły. Zacząłem ojca liczyć, pokazywać mu wyliczenia. Wtedy następowała obraza majestatu i brak wyjazdu.

Kumulacja nastąpiła w maju kilka lat temu. Było już oficjalnie wiadomo że rodziciel ma kochankę, wiadomo było kto to jest, wiadome było że małżeństwa rodziców się nie da uratować. Ojciec już nawet się wyprowadził. Tata przyjechał z trasy, rzucił papiery (faktury, KP), oznajmił że w następnym tygodniu go nie ma, wsiadł w auto i pojechał. Po sprawdzeniu papierów, przeliczeniu wyszło że nie dał około 3 tysięcy z trasy. Zadzwoniłem do niego i zapytałem gdzie są pieniądze z trasy. Odpowiedz brzmiała tak:
[O]jciec - Jestem na urlopie, proszę mi nie przeszkadzać. Cześć!
[J]a - Gdzie są pieniądze z KP i Faktur trzeba opłacić towar i inne zobowiązania a ty pieniądze zabierasz?
[O] - Ja sprzedałem?! Ja zarobiłem! Czyli są moje!
[J] - Hola Hola co sprzedałeś, sprzedałeś mój towar, jeździłem moim autem i na moim paliwie. Pieniądze są firmowe.
[O] - Nie mam czasu na dyskusje. Cześć!
Przez tydzień nie podnosił słuchawki.

Po tygodniu przyjechał jakby nigdy nic i pakuje się trasę i prosi o zaliczkę na trasę.
[O] - Zaliczkę daj na trasę.
[J] - Najpierw się rozliczmy z poprzedniej trasy.
[O] - Ja jestem rozliczony.
[J] - Nie jesteś, rzuciłeś papierami gdzie są pieniądze z trasy.
[O] - To moja premia.
[J] - Co? Jaka premia?
Dalej się już pożarliśmy, ojciec się obraził, ja także. Ojciec wziął następny tydzień urlopu.

Po tygodniu wrócił przeprosił, mówi że więcej to się nie powtórzy, obiecał poprawę i pojechał w trasę. Ojciec wrócił z trasy, dał dokumenty do rozliczenia, pieniądze i oznajmił że idzie na dwa tygodnie urlopu. Tutaj zaoponowałem i powiedziałem ze zostało mu już tylko 4 dni. Jest to trochę nie poważne, brać miesiąc wolnego w najlepszym okresie w handlu. W takim razie on bierze urlop bezpłatny. Po przeliczeniu pieniędzy z trasy zostawił sobie połowę. Znowu telefon, znowu brak kontaktu. Wkurzyłem się, napisałem mu wypowiedzenie.

Firma ma na siebie i innych zarabiać, a nie tylko on ma zarabiać. Po przyjeździe do firmy wręczyłem mu wypowiedzenie. Tatuś się wku*wił zaczął wszystkim wygrażać i oznajmił że on tego nie podpisze "bo dzięki niemu tylko ta firma istnieje". Na odwrocie wypowiedzenia napisałem że nie przyjął wypowiedzenia, jednak było wręczane w obecności światków i jest wiążące i podpisy tychże świadków.

Po tygodniu przyjechał, zaczął przepraszać, że chce pracować tyle serca tutaj zostawił. Szczerze (tak myślałem) sobie porozmawialiśmy w 4 (ja, ojciec, mama i brat) doszliśmy do konsensusu. Powiedziałem do ojca że ma 3 miesiące na odbudowę zaufania, jeżeli będzie pracował tak jak kiedyś za dobrych czasów to go zostawię. Spokój trwał do lipca. Ojciec oznajmił że idzie na urlop. Pytam go jaki urlop, nie masz już urlopu. Wtedy ojciec z uśmiechem oznajmił żebym mu to pokazał w papierach. Idę do biura a tam brak wszystkich akt osobowych pracowników i urlopowych.

Wkur*łem się nie na żarty. Wiedziałem że to już koniec naszej współpracy za dużo tego się wydarzyło. Dodatkowo ojciec nie chciał oddać dokumentów, ani pieniędzy z trasy. Zadzwoniłem na Policję.

Po przyjeździe Policji i wysłuchaniu obu stron, ojciec oddał dokumenty z trasy, pieniędzy nie oddał, nie oddał dokumentów osobowych.
Policja stwierdziła że może przebywać na terenie firmy i domu, bo teren na którym mieści się dom i firma należy do niego, dodatkowo jest zameldowany. Może przebywać mimo że nie mieszka. Policja także stwierdziła że jest to konflikt rodzinny i powinniśmy miedzy sami się dogadać, spisali notatkę i pojechali.

Zgłosiłem kradzież akt osobowych. Po miesiącu umorzenie śledztwa z powodu "konfliktu rodzinnego".

Ojciec już nie pracował, jednak oficjalnie dalej był zatrudniony i pobierał pensje.

Musiałem zacząć jeździć na trasach ojca i swoich. Teraz w domu spędzałem tylko weekendy.

Po tygodniu bądź dwóch ojciec wrócił do domu i oznajmił że "Dom jest mój i mogę sobie tutaj mieszkać" W związku z tym zaczęły dziać się nie przyjemne rzeczy i zdarzenia. W czasie pracy wyłączał prąd (główny włącznik był w domu) i zamykał dom. Musiałem przeorganizować prace produkcji i biura. Zaczynaliśmy prace o 16, a kończyliśmy o 22. Dlaczego tak zapytacie? Otóż wtedy w domu była moja mama która ten prąd włączała. Zmieniłem zamki w magazynie bo zaczęły ginąć rzeczy. Po 3 dniach drzwi były wyłamane i znowu zniknęły rzeczy.

Była Policja, stwierdziła że zamek jest wyłamany w drzwiach, drzwi wyważone, jednak "Pana Ojciec ma prawo wyłamać drzwi skoro są tam jego rzeczy" Jego rzeczami była kosiarka która tam stała od zawsze. A na pytanie ze zniknął towar, opakowania zrobili rewizje jego pokoju i auta nie znaleźli rzeczy i powiedzieli że nie ma i nic nie mogą zrobić.

W sierpniu odbyliśmy ostateczną rozmowę. Ojciec zażądał 60% udziałów w firmie bo on tylko praktycznie generuje zyski, on będzie rządził nikt mu ma w paradę nie wchodzić. Dom także ma być jego, a my mamy kolokwialnie spierd*lać. Oferta nie do przyjęcia.

W połowie sierpnia wyszła awantura miedzy mamą, a ojcem. Spłodziciel (ciekawe czy jest takie słowo) uderzył mamę i wyzwał ją. Ojca obezwładnił brat. Przyjechała policja i zabrała go na dołek na 24. Przed odjazdem powiedział że mam czas do jutra do wyniesienia się z jego budynków. Zabrałem praktycznie wszystko. Od 17 do 24 wywoziłem rzeczy. Nie wywiozłem tylko maszyn bo jednak znaleźć wolny wózek widłowy o 17 graniczy z cudem. Na drugi dzień udało mi się wózek załatwić około 12. O 13 byliśmy na miejscu jednak ojciec już był i kazał nam spierd*lać. Mama nie miała jak pomoc. Policja tez nic nie zdziałała.

Byłem zmuszony kupić nowe maszyny. Mimo około 6 prób odbioru maszyn do dzisiaj nie udało mi się ich odzyskać.

Teraz wątki późniejsze. Mimo że z ojcem od września nie mam nic wspólnego, dalej mnie nęka. 6 grudnia przychodzi od mnie PIP. Po przejrzeniu dokumentów i stwierdzeniu braku jakiś nieprawidłowości dostaje notatkę 23 grudnia. 27 Grudnia mam telefon z Policji w związku z niewysłaniem świadectwa pracy.

Co jakiś czas dostaje nowe listy od rodziciela z żądaniami.

Sprawa ze świadectwem pracy ciągnęła się rok. Był nawet potrzebny grafolog, który badał pismo moje, mamy i brata. Po roku została umorzona. Teraz wiecie na co idą nasze podatki.

Rodzicie rozwiedli się w styczniu, po uprawomocnieniu się wyroku ojciec zakłada firmę zajmującą się tym samym. Ojciec produkując na moich maszynach, pakując towar w moje opakowania sprzedaje je po punktach. Po zgłoszeniu na Policji. Dostaje zakaz sprzedaży, jednak nic sobie z tego nie robi i sprzedaje dalej. Sprawa trafia do sądu.

Przesłuchiwani przed sądem byliśmy w odstępie tygodnia. Ojciec był pierwszy. Przedstawił siebie jako ofiarę i sponsora mojej działalności co nie było prawdą. Sąd nie daje wiary moim wyjaśnieniom i umarza sprawę, mimo tego że mówię że mogę powołać świadków i przedstawiam umowy pożyczek od rodziny. Także sąd nie daje wiary temu że ojciec przed podjęciem pracy u mnie przez rok był bezrobotny (mimo przedstawionych dowodów). Sprawa zostaje umorzona jako niska szkodliwość czynu.

Około kwietnia brat unieruchamia moje maszyny stojące u ojca (jestem persona non grata na dworze ojca nie mam wstępu nawet na ulicę przed domem). Ojciec wydzwania i wygraża się. Dostaje kolejne pisma wraz z fakturą za magazynowanie maszyn. Mimo że chciałem je odebrać.

Sprawa ciągnie się już 2 lata i końca nie widać.

Ojciec nie tylko mi utrudnia życie, brata okradł na 2-3 tysiące. A mama go praktycznie utrzymuje bo nie płaci kredytu za dom, ani żadnych mediów (gaz, prąd) mimo że mieszka. Jak mama przestanie płacić odetną to także jej. Pod licznik nie wchodzi w grę bo ojciec nikogo nie wpuszcza.

Taka długaśna historia co u mnie się działo i dzieje.

Pozdrawiam!

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 286 (304)

#82405

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję od 2 lat w McDonaldzie w Niemczech (mała miejscowość około 500 km od granicy). Dosyć często odwiedzają nas klienci z Polski, zawsze można z kimś porozmawiać, pośmiać się itp. Do wczoraj. Odbierając zamówienie na drivie słyszę, że mężczyzna ma polski akcent, potem widzę, że auto na polskich tablicach, w dodatku z moich rodzinnych stron, więc postanowiłam zagadać, ot zwyczajnie chciałam być miła. Gdy do mnie podjechał zapytałam skąd jest, bo mamy auta na tych samych tablicach.

Na moje nieszczęście w środku siedziała żona tego pana i się zaczęło: "Co cię to interesuje ty szmato, dziwko je**na, k**rwo pier***ona" i milion innych epitetów. Stanęłam jak wryta, nawet nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo facet machnął ręką i odjechał.

Dzisiaj już o tym zapomniałam, aż do momentu pojawienia się w pracy. Podszedł do mnie szef i mówi, że dzwoniła kobieta i powiedziała ze wczoraj na drivie o tej i o tej godzinie była taka blondynka, która rozdaje żonatym facetom numer telefonu i że ona sobie nie życzy, żeby taka osoba tam pracowała.

Także tego...

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 216 (238)

#82404

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie tyle piekielne, co raczej śmieszne. ;)
Jak wspomniałam, wynajmuję mieszkanie we Wrocławiu razem z piątką lokatorów. Mam mały, podręczny zestaw do pielęgnacji paznokci, coś w tym stylu: https://www.komputronik.pl/product/249916/beurer-mp-41.html?gclid=CjwKCAjwgYPZBRBoEiwA2XeupSjvobtCyu5umUk-NyPilL76P46hvX2wvclLtfazFKEXA921NpDk8RoC2Q8QAvD_BwE

Wczoraj dość późną porą postanowiłam skorzystać z zestawu.
Dziś rano wstaję, idę do kuchni. Siedzi kuzyn z dziewczyną i jej koleżanką, patrzą się na mnie jakoś dziwnie. Ani porannego "cześć", ani nic. Szybki rachunek sumienia - nie przypominam sobie, bym zrobiła cokolwiek, co mogłoby ich urazić. Pytam więc o co chodzi.

Dziewczyna kuzyna znacząco chrząka i oświadcza dramatycznym szeptem:
"Wiesz, mabmalkin... my rozumiemy, że twój mężczyzna tu nie mieszka. Ale wiesz... trochę nam niezręcznie, jak słyszymy gdy TO uruchamiasz...".

Potrzebowałam kilkunastu sekund, by zrozumieć. No tak, maszynka do paznokci wydaje specyficzny odgłos ;).
Aczkolwiek, oświadczanie czegoś takiego przy jej koleżance (obcej mi osobie) sprawiło, że poczułam się niezręcznie. A i sama nigdy nie zwróciłam im uwagi, gdy słyszałam CO robią ;).

mieszkanie studenckie

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (189)

#82409

(PW) ·
| Do ulubionych
Z cyklu o pobytach w szpitalu psychiatrycznym.

Jako, że byłam w tym przybytku doli i niedoli, to opowiem wam kilka historii w nim mających miejsca.

Jeszcze taki mały wstęp, w szpitalach psychiatrycznych w pasy przypinają pacjentów "pielęgniarze" i "pielęgniarki". I o przymusie bezpośrednim decydować mogą w/w ludzie oraz lekarz.

1. Gdy próbujesz zrobić coś sobie z powodu napadu chorobowego, to automatycznie zapinają cię w pasy do łóżka. Zapominając o tym, że zbyt mocno przypięta kończyna może się nie dotlenić i robi się sina i zimna, z czasem blada. Na nic się zdają prośby o rozluźnienie uścisku. Dopiero jak ktoś jest jeszcze w miarę ogarnięty, to rozluźni więzy- przeważnie inni pacjenci. Lub dobry personel szpitala (tych jest mniej).

2. Gdy na obchodzie próbujesz pokazać zdjęcia zrobione zaraz po odpięciu z pasów, gdzie widnieją czerwone pręgi na przegubach i goleniach oraz próbujesz wyjaśniać dlaczego nic nie zostało zrobione z niedotlenionymi kończynami z punktu 1, to tylko wciskają kit o "ustawie o ochronie zdrowia psychicznego", a gdzie ustawa o "przymusie bezpośrednim"?

3. Ustawa o przymusie bezpośrednim mówi, że pacjent po czterech godzin unieruchomienia powinien zostać uwolniony z pasów oraz zbadany, a także umożliwić mu załatwienie potrzeb fizjologicznych. A akurat w tym szpitalu człowiek po czterech godzinach stosowania w/w przymusu nie może po prostu nawet z "pielęgniarzem" czy "pielęgniarką" lub studentem pielęgniarstwa iść oddać mocz czy stolec. Dalej siedzi unieruchomiony do 8 godzin, gdzie dopiero przychodzi lekarz i łaskawie osądza uwolnienie. Nie wspominając o problemach medycznych jakich można się nabawić ze zbyt długo przetrzymanego moczu.

4. Gdy chcesz zmienić lekarza prowadzącego lub wypisać ze szpitala na własne żądanie, to przychodzi przemiła pani doktor i wypowiada pełne podziwu słowa "Mogę panią tak załatwić, że zpremedykuje (no uspokoi zniesie lęk itp.) panią i będzie pani przez trzy dni leżeć w pasach i robić pod siebie, to odechce się pani takich odpałów."- normalnie jak powiedziałam to innej pani doktor, to tylko usłyszałam "to młoda pani doktor i ona się dopiero uczy". Was ist das?

5. Unieruchamianie w pasy, ale najpierw zrobimy jej (mnie) na złość. Nie miałam nic przy sobie, tablet w szafie, nic nie mogli mi zabrać (zabierają jak ktoś w momencie unieruchomienia ma telefon czy tablet przy sobie lub coś innego). Byłam głupia. Piękny gruby pielęgniarz powiedział "No to gdzie masz tablet, zabierzemy ci za karę". I tak przeszukiwał moje rzeczy w kierunku znalezienia tabletu. Powiedziałam pani doktor, niby poruszy tą kwestie na odprawie...

6. Strasznie bolała mnie głowa, chciałam coś na ból, chociażby zwykły paracetamol, ależ nie, przecież wyłudzam leki... Ale zastrzyki z clonazepamu, diazepamu czy innego pamu czy lamu dawali za małe przewinienia i bez nich, bo się człowiek wykłócał o swoją racje.

7. Tu może wina cateringu, a nie szpitala, ale zupy przychodziły gorące, ale drugie dania zimne, jedzenie było jakby dla świń szykowane, na szynce mielonce był kładziony DŻEM. Kawałek ogórka to ten niby bukiet warzyw czy pół rzodkiewki...

8. Prysznic razem z muszlą klozetową, kto chciał wziąć prysznic, to musiał znaleźć sobie kompana by mu pilnował w czasie kąpieli, drugi prysznic (były dwa) na szczęście był oddzielny.

9. Jeżeli osoba, która jest już unieruchomiona pasami poprosi drugą, która jest wolna o telefon do jej rodziców, to zostaje ostrzeżona iż też pójdzie w pasy...

To na razie tyle... Niestety musiałam ten koszmar przeżywać kilka razy, ale przecież co tam wariaci mają do gadania, nikt takim nie uwierzy.

szpital_psychiatryczny

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (197)

#82410

(PW) ·
| Do ulubionych
Wkurzona jestem. Bardzo.
Dzwoni telefon, numer komórkowy, odbieram.

Pan się przedstawia, po polsku: "Dzień dobry, Michał Piekielny z tej strony, jestem agentem ubezpieczeniowym, dzwonię by zaoferować pani ubezpieczenie. .."
- A skąd ma pan mój numer?
- Dostałem od jednego z moich byłych klientów.
- A od kogo dokładnie?
- No wie pani, ja teraz nie wiem, musiałbym sprawdzić kilkaset teczek z danymi...
- Bo wie pan, ja się chętnie dowiem kogo pozwać o naruszenie moich dóbr osobistych...
Bip... Bip... Bip...

No i wkurza mnie coś takiego. Idzie taki jeden głąb z drugim do agenta ubezpieczeniowego, a agent w ramach dodatkowej prowizji prosi o udostępnienie kontaktów w telefonie. No i taki jeden głąb z drugim nie widzi w tym nic złego...

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (203)

#82425

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z siostrą i kuzynką (https://piekielni.pl/82408) przypomniała mi krótką opowieść z mojej rodziny. Osoby dramatu te same co wyżej.

Miesiąc temu do mojej siostry dzwoni nasza kuzynka, że jej córka jest zagrożona z jednego ważnego przedmiotu, nie zda, łojezu, lament. I moja siostra MUSI udzielić jej korepetycji. Siostra owszem korepetycji udzielała, ale na studiach - teraz pracuje zawodowo, ma swoją rodzinę, no po prostu korków dawno nie daje, bo zwyczajnie nie ma na to czasu. A więc kuzynce grzecznie odmówiła, informując, że może dać namiar na swoją koleżankę - nauczycielkę.

Obraza, foch, szantaże emocjonalne - no po prostu zrywamy kontakty rodzinne.

Pech (mój w tej całej sytuacji) polega na tym, że kuzynka pożyczyła ode mnie jakiś czas temu taki mały sprzęt agd. Potrzebuję go, więc dzwonię (jakieś dwa tygodnie po akcji "korepetycje"). Nie odbiera. Jej mąż nie odbiera. Dzwoni do niej moja mama - nie odbiera. W końcu piszę smsa:
Ja: Hej, czy możesz mi podrzucić, co moje - potrzebuję.
Kuzynka: Nie utrzymuję z wami kontaktu.
Ja: Ale proszę mi oddać moją własność.
Kuzynka: Biorę na poczet szkód moralnych, które wyrządziła mojej rodzinie twoja wspaniała siostra.

No nie będę się sądzić o wyciskarkę do soku, bez przesady. Kupię sobie nową, siostra zadeklarowała, że się dołoży.

Kuzynce natomiast życzę zadławienia się sokiem. I pały z matematyki, sesesese.

korepetycje rodzina

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 236 (248)

#82413

(PW) ·
| Do ulubionych
Ludzka znieczulica, temat piękny i wałkowany tutaj wielokrotnie. Zawsze się znajdzie coś piekielnego, nieważne czy jesteś lekarzem, ratownikiem, policjantem, pielęgniarką, salową, przedszkolanką czy spawaczem.. Na końcu każdej historii pojawia się pytanie, skąd ta znieczulica.

Odpowiedź jest prosta, cześć ludzi to debile, część nie wie jak udzielić pomocy i boi się uszkodzić kogoś. Inni myślą, że ktoś z tłumu to zrobi (patrz https://pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_t%C5%82umu). Dla leniwych, szybka informacja, jeśli jesteś ofiarą wypadku lub ratującym, musisz wskazać konkretną osobę do wykonania konkretnego zadania. Wrzeszczenie pomocy lub „wezwijcie karetkę”, nic nie da.

Jest też jeszcze jedna bardzo ważna kwestia, odpowiedzialność prawna. Polsce (nie wiem jak w innych krajach), po pierwsze masz obowiązek chronić swoje życie i zdrowie. Co jest zrozumiałe i sensowne. Jednak Często udzielenie pomocy kończy się wezwaniami na policję lub do prokuratury.

Nikt z nas nie lubi odwiedza tych przybytków.
Kilka lat temu, ja i kolega byliśmy świadkami wypadku drogowego. Pani wraz z koleżanką wyszły z miejsca pracy. Wsiadły do swojego bolidu. Zagadane były tak, że kierująca nawet nie spojrzała na drogę zjeżdżając z parkingu (chodnik). Wbiła się pod koła taksówki.

Straty:
Taxi trochę poobijane, kierowca tylko delikatnie przekroczył prędkość. Kierowca i pasażer cali.
Cienkosz szanownej gaduły skasowany, gdyby nie słupki to by dachował. Kierująca nieprzytomna, pasażerka wykazuje oznaki życia, jednak krew wszędzie, dała nam sygnał do tego by interweniować.
Ja za telefon 112 opis sytuacji, miejsca i, wiek poszkodowanych i ogólne obrażenia. Kolega pobiegł do miejsca pracy Pań, wyjaśnił, co się stało oraz że potrzebna apteczka (byliśmy pieszo, mało, kto nosi ze sobą apteczkę). Dostaliśmy rolkę ręczników papierowych… wspomnę tylko, że był to wydział mechaniczny Szczecińskiej Polibudy.

Opatrzyć Pań się nie dało jedyne, co mogliśmy zrobić to zetrzeć trochę krwi i siedzieć przy nich. Pani od krwi miała powbijane w potylice kawałki szkła. By się ktoś nie czepiał kierowca taxi był w szoku i nie można było się z nim komunikować i poprosić o apteczkę.

Przyjechała karetka oraz policja. Panie opatrzyli zabrali do szpitala, taksiarza zbadali, wszystko ok lekki szok. Nam podziękowali za szybką reakcję i spisali dane.
Poszliśmy w siną dal.

Po trzech miesiącach, wezwanie do prokuratury. Złożyłem zeznania, co i jak. Myślę jest ok. Niestety minęły kolejne 3 miesiące wezwanie na rozprawę, Stawiłem się. Potem były jeszcze 2 rozprawy. Poprosiłem taksiarza by dał mi znać, jaki wyrok zapadł (świadkowie nie dostają takiej informacji). Facet przegrał w sądzie, okazało się, że Pani ma jakieś znajomości.

Więc odwołanie, teraz wygrał taksiarz, już o zachowaniu oskarżonej nie będę pisał, powiem tyle, że sędzina groziła jej obrazą sądu. Teraz wygrał taksiarz.
Mija kilka miesięcy kolejne wezwanie na rozprawę, okazało się, że Pani przy pomocy swoich znajomości wyciągnęła około 100 000 odszkodowania, jeszcze przed pierwszym wyrokiem. Więc rozprawa o malwersacje finansowe.

Sprawy ciągnęły się 4 lata, a mogłem przejść obojętnie obok.
To, niestety nie jest jedyna taka sytuacja w moim życiu.
Jeśli się spodoba to mogę opisać rozprawy, tylko to nie będzie piekielne, a śmieszne.

PS. Przepraszam za błędy, mam zapalenie rogówki i nie do końca widzę.

policja ratownictwo pierwsza pomoc sąd

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (207)

#82414

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie krótko.

Zmarła mi babcia.
Dlaczego? Błędna diagnoza, niewłaściwe leczenie.
O własnych nogach weszła do szpitala, wyszła nogami do przodu z sepsą.

Co najbardziej mnie uderzyło w całej sytuacji? Lekarka, która po śmierci babci pretensjonalnie oznajmiła (bo jakim prawem jesteśmy niezadowoleni?!), że nie podłączali respiratora, bo pacjentom w takim wieku się nie podłącza.

Babcia miała 77 lat.

szpital zakaźny

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (201)

#82347

(PW) ·
| Do ulubionych
Rzecz działa się jakoś na początku lat 90-tych ubiegłego wieku.

Basen. Pierwsze zajęcia z nauki pływania dla dzieci.
Pan instruktor najpierw zagonił dzieciaki pod prysznice. Następnie posadził całą grupę na ławeczkach dookoła basenu i rozpoczął wykład na temat tego, co wolno a czego nie. Półgodzinny wykład. Do mokrych dzieciaków w wilgotnym, niezbyt ciepłym pomieszczeniu z przeciągami.

Na kilka następnych zajęć ponad połowa chętnych nie przyszła z powodu choroby. Grupa została rozwiązana, bo brak chętnych.

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (191)