Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#78699

(PW) ·
| Do ulubionych
Coś o "znieczulicy" sąsiadów. - Skąd się bierze.

Mieszkałam kiedyś w sąsiedztwie alkoholiczki, która wychowywała 6-letniego syna. Normą było, że dziecko do północy latało samo po plac zabawie, a matka piła u siebie w domu z bezdomnymi z osiedla. Dziecko niejednokrotnie chodziło pobite i głodne, bo kobieta rzeczy z paczek z Caritasu sprzedawała by było więcej na alkohol.


Zgłaszałam sprawę do opieki społecznej kilkukrotnie. Nic się nie zmieniło, bo pijaczka była zbyt cwana, wcześniej musieli się z nią umówić telefonicznie, wtedy ona nic nie pila, dom sprzątała na błysk, a dziecko nauczyła by mówiło, że wszelkie zadrapania i siniaki ma od zabawy na podwórku. A czemu dziecku żebra widać? Oj, bo to taki niejadek jest!

Po bodajże 4 zgłoszeniu telefonicznym babka w słuchawce poradziła bym przyszła do nich oficjalnie zgłosić skargę. Tak, a potem ta alkoholiczka podpaliłaby mi drzwi, albo nie wiadomo co jeszcze zrobiła. Tak więc przestałam reagować, a jakby coś dziecku poważniejszego zrobiła, to by było gadanie "a gdzie byli sąsiedzi?".


* kobieta była agresywna w stosunku niektórych sąsiadów, nawet jedna babcie próbowała zrzucić ze schodów, bo ta wezwała podczas jakiejś awantury policje. (Ja awantur nie słyszałam, za daleko mieszkałam).
* dziecko uciekało przed policją, gdy ktoś wzywam radiowóz z powodu późnych jego zabaw na dworze.

znieczulica

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (115)

#78838

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja korpo ma podpisaną umowę z jedną korporacją Taxi na przewozy pracowników. Zbiorcza faktura raz w miesiącu bezgotówkowa obsługa.
I mam kilku pracowników, którzy z uwagi na to iż zostają czasem dłużej, byle skończyć projekt to wracają do domu właśnie taksówką.
W każdym razie poprosiłem o zestawienie kursów do faktury i co ujrzałem.
Pracownik 1.
Kurs od A(firma) do B(dom). Ilość kursów xx
Koszt: przekrój od 43 do 89 PLN.

Pracownik 2.
Od A do B. Ilość xx
Koszt: przekrój od 62 do 140 PLN.

Kursy w podobnych porach w to samo miejsce tylko różnymi taksówkami w jednej korporacji. Pismo z prośbą o wyjaśnienie rozrzutu poszło.

taxi

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (113)

#78817

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam ostatnio dwie historie na temat nagród w szkolnych konkursach. Że zamiast pucharu, medalu, czy innej rzeczy coś wartej dla dzieciaka - same reklamowe gadżety. I to mi przypomniało kuriozalną, jak o tym dzisiaj pomyślę, sytuację!

W szóstej klasie szkoły podstawowej byłam przewodniczącą samorządu. Nie mieliśmy jako samorząd za wiele do roboty, raczej figurowaliśmy dla zasady, "żeby był", bez realnych możliwości zgłaszania naszych inicjatyw i pomysłów.
Pewnego dnia ja i koleżanka (zastępca) dostałyśmy jednak bardzo odpowiedzialne zadanie - przejść się w wolnym czasie po okolicznych bankach i popytać o gadżety reklamowe, które mogliby przekazać nam do szkoły na jakieś dni sportu czy coś w tym rodzaju. Wyobraźcie sobie - dwie dwunastolatki wchodzą do banku i proszą losowego pracownika o breloczki, długopisy, maskotki... Do szkoły... Na nagrody... Istna komedia.

PS Z tego co pamiętam Deutsche Bank dał nam takie fajne papierowe czapeczki. :D

szkoła konkursy nagrody

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (149)

#78837

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja sąsiadka z piętra jest w 5 miesiącu ciąży, w związku z czym większe zakupy zamawia przez internet w brytyjskim markecie. W każdym razie w koszcie dostawy jest doręczenie do domu. A czemu o tym piszę? Bo zapukała do mnie i poprosiła o wniesienie bo dostawca czeka pod klatką i ktoś ma zejść.

Nie uwierzyłem, ale powiedziałem sąsiadce, aby od razu dzwoniła na infolinię z awanturą.
Zakupy ważyły jak je widziałem ze 25kg wliczając zgrzewkę wody. No ale na 3 piętro trzeba wejść.

kurierzy

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (119)

#78656

(PW) ·
| Do ulubionych
Powiem krótko. Zostałam oszukana.
Historia ku przestrodze.

Obecnie pojawia się nowy rodzaj oszustwa internetowego - profesjonalnie wyglądające sklepy internetowe oferujące usługi z zakresu elektroniki/sprzętów AGD, które podszywają się pod realnych przedsiębiorców.

Polecam artykuł: https://zaufanatrzeciastrona.pl/post/jak-bezkarnie-krasc-pieniadze-czyli-o-bezradnosci-organow-scigania/

Kupiłam monitor w sklepie http://www.media-awe.pl/, który to okazał się jednym z w/w sklepów (strona nadal jest aktywna!). W Internecie nie znalazłam żadnych negatywnych opinii, cena była o 100 zł niższa niż u konkurencji (a więc nie podejrzanie niska), sklep wyskoczył w jednej z porównywarek... skusiłam się. Tak, mogę sama siebie winić.
Jestem stratna na prawie 2000 zł.
Po dokonaniu transakcji w panelu klienta pojawiła się faktura, którą... opłaciłam. Jak możecie się domyślić, po dokonaniu zapłaty po stronie sprzedawcy nastała cisza. Na maile nie odpowiadali, a telefon podany na stronie nie działał.

Kierowana intuicją, po czterech dniach ciszy zgłosiłam sprawę na lokalnym komisariacie, policja przyjęła zeznanie. Udało mi się też znaleźć osobę, pod której działalność podszywa się ten sklep, oto wiadomość: "Nie mam z tą "działalnością" nic wspólnego. Ktoś podszywa się pod moją firmę i już zgłosiłem tę sprawę na policję. Jeśli przypuszcza Pani, że została Pani oszukana to myślę, że nie ma sensu czekać tylko też to zgłosić."

Niestety, strona i inne podobne nadal są aktywne, i przyciągają nowe ofiary. W artykule powyżej napisali, że inną oszukańczą stronę zdjęli dopiero po miesiącu. Błyskawiczne działanie organów ścigania, prawda?
Konsultowałam się ze znajomymi prawnikami i dowiedziałam się, że takie sprawy są często umarzane, gdyż ciężko znaleźć sprawcę. Smutną prawdą jest fakt, że policja nie jest przystosowana do walki z cyberprzestępczością.

A kogo mam pozwać, skoro ktoś się podszywa pod oszukańczy sklep? :(

Wiem, że jestem sama sobie winna, ale mam nadzieję, że chociaż część społeczności mogę przestrzec.
Także uważajcie.

policja oszustwo

Skomentuj (51) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (127)

#78761

(PW) ·
| Do ulubionych
W sumie, nigdy nie myślałam, że cokolwiek tu napiszę... ale szczyty zostały osiągnięte.
Miałam kota, wabił się Fidel. Jeden z tych charakternie bardziej podobnych do psów. Ideał. Niestety w Wielkanoc znalazłam go ledwo żywego, praktycznie zesztywniałego pod łóżkiem. Jako, że to święto niewiele lecznicy otwartych, ale udało nam się do jednej dojechać. Jak to przystało na święta i lekarza kolejka ogromna! Wbiegłam do lecznicy i prosto do recepcji. Pani z obsługi zachowała się idealnie, przyjęła, zapytała co się stało po czym podeszła i zerknęła na kota, ten akurat miał zatrzymanie serca, więc biegiem zabrała go do gabinetu lekarza. I wtedy rozpętała się piekło.

Starsza PANI będąca przed nami w kolejce narobiła tak zajadłej awantury, że wepchnęłam się przed nią i jej kocinkę. Na nic zdały się tłumaczenia, że kot miał zatrzymanie akcji serca, że umiera. To zdała się skwitować tylko tekstem, że jej kot też cierpi... młody kot, żyjący, wyrywający się i pełny energii... nie kłóciliśmy się, chyba nie warto, bo nasz kot niestety zmarł:(

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (188)

#78805

(PW) ·
| Do ulubionych
Chciałem założyć zlecenie stałe w banku powiązanym z jedną z sieci telefonicznych. Zlecenie miało być realizowane do banku, który obsługuje serwery mojego banku, a który notabene był jeszcze do niedawna jego właścicielem (oczywiście działał wtedy pod inną nazwą). Zlecenie stałe założone, ja szczęśliwy, że nie muszę już co miesiąc pamiętać o wpłacie.

Jakiś tydzień po terminie spłaty dostaję smsa z banku docelowego, że termin spłaty minął i nie ma wpłaty plus jeszcze doszły oczywiście do tego odsetki.
Sprawdzam konto przez internet - faktycznie przelew nie poszedł, a cały czas widnieje w zleceniach stałych. Dzwonię więc na infolinię swojego banku i streszczam konsultantowi o co chodzi.

[K]Ale my nie obsługujemy zleceń stałych do tego banku...
[J]Jak to Państwo nie obsługujecie? Przecież ten bank jest na tych samych serwerach co Państwa bank.
[K]No tak, ale system nie pozwala na obsługę takich zleceń
[J]To dlaczego nie wyświetla się żadna informacja przy próbie założenia takiego zlecenia?
[K]Ale jest informacja w regulaminie, że do tego banku zleceń stałych nie obsługujemy.

Wygląda na to, że wydawałoby się podstawowa funkcja w bankowości internetowej nie jest jednak do końca taka podstawowa... Przynajmniej w niektórych bankach. Nie przyszłoby mi do głowy, że jakiś bank blokuje możliwość wysłania przelewu do jakiegokolwiek innego banku - a czym jest zlecenie stałe, jak nie zwykłym przelewem z powtarzalnym terminem płatności?

Ale jak to się u nas mówi - gdyby człowiek był prorokiem, to by nie był żebrokiem.

bank

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (99)
Czołem, nosem, maczetami!
Czytam piekielnych już jakiś czas, ale dopiero teraz poczułam potrzebę ponarzekania tu trochę. I przepraszam czytających, ale mam tendencję do rozpisywania się ponad normę.
Może w ramach przywitania, podam informacje przydatne później w historii. Jestem dziewczęciem reprezentującym wymierający już gatunek gimbusa, konkretnie - druga klasa. (Tak, zdaję sobie sprawę, że większość z Was jest dojrzalsza i starsza, ale podzielę się historią - a nuż ktoś dowie się czegoś nowego o gimnazjalnej rzeczywistości). Staram się nie wpychać ludziom w gusta i przekonania. Ale nic nie irytuje mnie bardziej od chamstwa.

Od tego roku szkolnego zmorą wszelkich moich szkolnych wycieczek stały się głośniki. Wiecie, 'elyta' klasowa siada sobie z tyłu autokaru, puszcza na cały regulator Martyniuka tudzież innego Cypisa, czasem dziko wyjąc słowa i tupiąc w podłogę. Powiem wprost, irytuje mnie takie zachowanie. Do samej muzyki tego typu nic nie mam, ale no ludzie, zlitujta się, nie każdy ma ochotę tego słuchać przez kilka godzin w kółko. Nie wspomnę już, że miewam bardzo mocne bóle głowy, a autokarowe 'przeboje' tylko je nasilają. Z kolei teksty o tym, że 'luubiisz too suuko!' albo 'techno techno techno techno, jazda jazda jazda jazda!' są dla mnie nieco żenujące.

Próbowałam wszystkiego. Pójść, poprosić o ściszenie? Tylko wyśmieją. Podejść do nauczycielki z tą samą prośbą? 'Oj no coo tyy, @BoZrodloBoZrodloWciazBije, wyluzuj, zobacz jak koledzy się fajnie bawią'. Powiedzieć rodzicom? 'Masz problemy. Jak ci przeszkadza, to słuchawki załóż.' Założyć słuchawki? Próbuję, ale jak głośniej od tego, czego sama słucham, słyszę bluzgi i umpa-umpa, to się odechciewa wszystkiego. Cóż pozostaje, staram się w miarę możliwości omijać wycieczki.
Tym razem mi się nie udało.

Kilkudniowa wycieczka, idealny czas do integracji z klasą - mówili. Będzie fajnie - mówili. Pomyślałam, że znowu pewnie dostąpię tej niewątpliwej przyjemności pękania uszu i głowy, dopóki szanownej elicie nie wyładuje się głośnik, przeto trzeba się przygotować. I wiecie co? Miałam rację! Ledwo autokar ruszył, a z tyłu już hit ostatnich tygodni: 'POKA POKA SOWE, POKA POKA SOWE MI'. Uśmiecham się porozumiewawczo do równie nielubiącej tego rodzaju muzyki koleżanki, którą poprosiłam wcześniej o zabranie ze sobą głośnika. Podłączam telefon... I za chwilę przez radosny głos Sexmasterki przebijają się pierwsze gitarowe riffy. Podgłaśniam, tak, aby 'poka sowę' zostało przebite przez growlowanie obrazoburczych tekstów (dla zainteresowanych: Mayhem, De Mystieriis Dom Sathanas). Oni głośniej, ja też. Oni zaczynają krzyczeć tekst? Nie ma problemu. Przełączamy z koleżanką na coś lżejszego i rytmicznego (Tankard, Metaltometal) i śpiewamy również. Tak, w normalnych warunkach nigdy nie zmuszałabym Bogu ducha winnych pozostałych kolegów z klasy do słuchania tego, co ja. Ale to była sytuacja wyjątkowa. Ukułam szybciorem zasadę 'buractwo buractwem zwyciężaj' i pomyślałam, że przestanę dopiero, gdy przestaną oni. Nie, nie poddali się. Ja również. Początkowo wybierałam co mocniejsze kawałki ze swojej biblioteki muzycznej, ale potem, żeby dać niewinnym odpocząć, przeszłam w punk, rock czy wreszcie klasyczną i poezję śpiewaną. Byle tylko głośniej od płynącego z tyłu pod-rapu.

Tak, byłam z siebie dumna i żałowałam, żem na to nie wpadła wcześniej. Elita po raz pierwszy poczuła czyjkolwiek opór. Ale piekielność właściwa nastąpiła dopiero później.
Już po przyjeździe mnie i koleżankę wezwała nauczycielka. Dowiedziałam się, co następuje:

1. Nie można puszczać muzyki w szkolnym autokarze, bo to niekoleżeńskie. (nie dowiedziałam się, czemu niektórych się to nie tyczy)
2. Nie można puszczać metalu, bo od niego boli głowa.
3. Nie można puszczać metalu, bo nikt normalny nie słucha metalu. (no, dzięki :v)
4. Nie można puszczać metalu, bo nauczycielka słyszała tam 'satan'.
5. Nie można puszczać Kaczmarskiego, bo pił. (?¿?)
6. Nie można puszczać klasycznej, bo jest nudna.
7. Nie można puszczać piosenek ze słowem 'obsrał' (Kabanos, Ptaszek).
8. (wyczytane pomiędzy wierszami) A w ogóle to nie można puszczać muzyki, jeśli jest się mną.
Gwoli ścisłości, niektóre osoby z klasy też miały dość amatorskich, 'fajnych' DJów, niektóre były obojętne, a sama elita i próbujące się jej przypodobać elementy społeczności klasowej oczywiście cierpiały od 'tego gówna', w sensie, że mojej muzyki. Nie sprecyzowały niestety, którego jej rodzaju.

Jak się skończyła akcja? Nauczycielka zagroziła zabraniem głośnika, a że rodzice moi i koleżanki bezsprzecznie i nie słuchając wyjaśnień uznaliby naszą winę, wolałyśmy nie robić problemów i w drodze powrotnej używać słuchawek.
Tak, wciąż przebijało się przez nie puszczane z tyłu na pełen regulator disco-polo.
Jako podsumowanie ciśnie się na klawiaturę nieśmiertelny Orwell: "Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych."

wycieczka_szkolna

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 146 (178)

#78711

(PW) ·
| Do ulubionych
Skoro o taksówkach historii wiele, to i ja dorzucę, a co!

Kilka lat temu wybrałam się z koleżanką na pogaduchy połączone z kolacją i małą alkoholizacją. Nie wypiłyśmy wiele, ale humorki dopisywały.

Zanim Uber pojawił się w Poznaniu korzystałam z usług jednej korporacji. Kilkukrotnie trasę z punku A do punktu B pokonywałam z moim ówczesnym partnerem, a że generalnie natura jego milcząca, to wręcz na pokłóconych mogliśmy wyglądać, przyklejając każde nos w szybę i jakoś nigdy nikt nie próbował wykorzystać naszego braku koncentracji na trasie - ot, opłata za tę trasę zawsze bardzo podobna.

Zamawiam więc taksówkę, korporacja ta sama, co zwykle, zastanawiałyśmy się, czy ok 35-40 zł nam starczy, bo tylko tyle gotówki miała przy sobie koleżanka - ja chyba nic. Jako, że spod rynku do mnie opłata wynosiła max 19 zł, a ona nie mieszka wcale na drugim końcu miasta i ode mnie do niej opłata zazwyczaj wynosiła też mniej więcej podobną kwotę - powinnyśmy dać radę!

Wsiadamy, zaznaczamy, że mamy tylko taką kwotę i pytamy czy dojedziemy - dojedzieeeemy! Gadamy, śmiejemy się, pozornie na trasę nie patrzymy - złotówa skręca nie tam, gdzie powinien - jednokierunkowa, zwracam mu uwagę, wtrąca głupkowate "eeee tam, trasa ta sama przecież!". OKEJ. Patrzę na taksometr po mniej więcej 2/3 trasy do mnie i co? I już mamy 19 zł. Spytałam jaka magia się tu zadziała, bo trasę znam, pyra ze mnie rodowita, więc jego - jak mniemam - założenie, że wiezie dwie przyjezdne była błędna, a ta "taka sama trasa" absolutnie taka sama nie jest. Dojechaliśmy do mnie, licznik wyłączony na kwocie o kilka zł wyższej, niż przewidywana, koleżanka wracała dalej za "umówioną", nie wyliczoną przez taksometr kwotę.

Powiedzcie mi - jakim prawem ci oszuści dziwią się, że ludzie wolą Ubera?

Swego czasu często kuper woziłam taksówkami i sytuacji takich miałam masę. Druga, którą dobrze zapamiętałam miała w tle imprezę, szpilki i przeprawę przez kocie łby - kurs za 10-12 zł. Pan pogardził i jak usłyszał miejsce docelowe - tą trasą też często jeździłam - rzucił niewybredny komentarz w stylu "szkoda silnik odpalać, młoda głupia pijana wygodnicka". I tak, jak zawsze kierowcy wręczałam 15 zł i obdarowywałam go uśmiechem numer pięć, tak temu panu na przednie siedzenie rzuciłam kwotę odliczoną co do grosika. Najdrobniej, jak tylko miałam. Śwignęłam mu zwyczajnie garść "żółtych" i pokopytkowałam do mieszkania. Też z uśmiechem numer pięć.

Nie, żeby chamstwo chamstwem zwalczać, ale pieniądz trzeba szanować.

taxi

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (134)
Kilka piekielności z mojej pracy. No dobrze, pojedyncze sytuacje nie są piekielne, jednak kiedy powtarzają się notorycznie, robi się to irytujące.

Może kilka słów o mojej pracy, żeby choć trochę nakreślić sytuację. Pracuję w biurowcu na recepcji (o ile dobrze pamiętam jest tutaj użytkowniczka która pracuje na takim samym, bądź podobnym stanowisku, tylko za granicą). Do moich zadań należy m.in. odbieranie telefonów, przyjmowanie paczek oraz kierowanie klientów do odpowiednich biur.

Zaczynamy więc:

1. Na recepcji mamy dwa telefony A i B. Każdy telefon ma swój numer. Jednak, jeśli dzwonisz na numer telefonu A, dzwoni również telefon B. Nawet gdy rozmawiasz i teoretycznie numer powinien być zajęty, telefon B uparcie dzwoni. Kiedy w końcu odbiorę telefon, często słyszę dlaczego tak długo nie odbieram, tłumaczenia nie pomagają. Rozmowy z kierownictwem, żeby to jakoś zmienić również nie.

2. Gdy jakieś biuro jest zamknięte, na sekretarce telefonicznej jest ustawiona automatyczna wiadomość w stylu "Niestety skończyły się godziny urzędowania prosimy o kontakt w godzinach takich i takich". Powinnam napisać, że w większości biur. Jest jedno biuro, którego szefostwo stwierdziło, że poza godzinami pracy połączenia będą przekierowywane do mnie na recepcję. I to była największa głupota, na którą mój szef się zgodził. Bywają dni, że 50% telefonów to właśnie te przekierowane.

3. Paczki i kurierzy. Kurier jednej z firm wymyślił sobie, że paczki będzie zostawiał mi na recepcji, a ja je potem rozniosę. Oczywiście nie robiło na nim wrażania gdy mówiłam mu, że nie mam czasu, że muszę siedzieć na recepcji. Pomógł dopiero tekst, że to jemu za to płacą a nie mnie (swoją drogą nie wiem czemu wpadłam na ten tekst tak późno).

4. W naszym budynku znajduje się sala konferencyjna, na której bardzo często odbywają się różnego rodzaju pokazy, jak ja to nazywam, "dla dziadków". I tutaj piekielności są zarówno ze strony dziadków jak i przedstawicieli handlowych.

a) DZIADKOWIE.
Zdarzają się osoby, które na taki pokaz przychodzą nawet godzinę przed czasem. Mówię, że mogą usiąść na sofie i poczekać. Ale nie... Oni wolą chodzić po całym biurowcu. Serio! Albo wiszą mi na recepcji i przeszkadzają w pracy. Mistrzem została babcia, która na recepcji odpaliła papierosa (gdzie nie spojrzeć naklejki i tabliczki o zakazie palenia). Jeśli chodzi o toalety, to po przejściu takiej grupy dziadków jest potrzebny naprawdę ciężki sprzęt. Nie będę tutaj opisywać szczegółów bo są obrzydliwe. Jednak kradzież szczotek do muszli klozetowe jest na porządku dziennym (no dobra, średnio raz w miesiącu giną).

b) PRZEDSIĘBIORCY HANDLOWI.
Tutaj po prostu brak mi słów. Jeszcze nie zdarzyło się by byli to porządni ludzie. Jeśli coś idzie nie po ich myśli, to wyzywają dziadków, grożą im policją i naszą ochroną. Są aroganccy i myślą że wszystko im wolno.

Myślę, że na początek tyle wystarczy. Żeby nie przedłużać.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (102)