Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#79519

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak mi się przypomniała pewna sytuacja podczas porządkowania zdjęć...

W 2011 roku wybyłem na krótko do Norwegii. Zachwycony tamtejszą przyrodą oraz kulturą korzystania a niej* bardzo często chodziłem ze swoją wtedy jeszcze narzeczoną na długie spacery po lesie.

W lesie oczywiście żadnego papierka, już o stertach gruzu nawet nie wspominam. Podczas jednego ze spacerów zauważyliśmy leżący gdzieś w leśnej głuszy kawałek papierka. Nie chcąc, by w tym pięknym lesie nawet kilka kilometrów od miasteczka leżał choćby jeden papierek, schyliłem się i podniosłem...

... skasowany bilet warszawskiej komunikacji miejskiej.

* w Norwegii można przy zachowaniu odpowiednich wymogów biwakować w lesie łącznie z paleniem ognisk. Świadomość społeczna akurat w tym zakresie jest tak wysoka, że nawet tak z pozoru nierozsądny przepis nie stwarza zagrożeń. Po prostu każdy pali i gasi ogniska tak, by nie spalić lasu.

EDIT: pojawiła się informacja w komentarzach, że historia już była i faktycznie była, tylko że w Finlandii: http://piekielni.pl/54327. Za niezamierzony plagiat oczywiście przepraszam - widać, że bilety warszawskiej komunikacji miejskiej po prostu lubią podróże... Sytuacja w każdym razie moja i autentyczna, rok 2011 okolice Kristiansand na południowym krańcu Norwegii.

Norweskie lasy.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (142)

#79517

(PW) ·
| Do ulubionych
Sobota, noc, spokojny powrót do domu samochodem. Trasa Wrocław-Poznań. Zaczynam wyprzedzanie, długa prosta, kolumna samochodów na przeciwległym pasie jakiś kilometr przede mną.
Nie kilometr, 150 metrów. Samochód z przeciwka nie miał żadnego oświetlenia po lewej stronie. Oooo, przepraszam miał: zapalił długie, będąc prawie na styk że mną.
Zdążyłem.

I tak się zastanawiam co trzeba mieć w głowie aby jechać niesprawnym samochodem nocą i jeszcze oślepić kierowcę z przeciwka.

Kolego, zanim drugi raz tak postąpisz zastanów się czy twoje ego jest ważniejsze od naszego życia.

Droga

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (125)

#79515

(PW) ·
| Do ulubionych
Wakacje ach wakacje!

Z córką na plaży w Jantarze idę do przebieralni jedynej znajdującej się w tym miejscu i szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, ze wyjdę z obrzydzeniem.
Rozumiem potrzeby kobiet, ale upchnąć w konstrukcji przebieralni tak na oko około 60 zużytych podpasek?!? Dosłownie każdy kątownik i szczelina przebieralni wypchana była podpaskami. Być może dobrze, że nie zakopane na plaży - ale dosłownie 30m dalej były kosze na śmieci!

Nie wiem, może włodarzom tej plaży nie śniło się, że przebieralnia służy za punkt higieniczny i powinni ustawić kosze przy przebieralni?
Widziałem, ale jednak nie ogarniam.

Ciekawe, że zużytych pampersów, prezerwatyw na plaży i w przebieralni jednak nie widziałem.

Jantar przebieralnia podpaski uslugi

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (102)

#79512

(PW) ·
| Do ulubionych
Widziałem wiele postów o rowerzystach, nastolatkach na desce czy rolkach, którzy próbują używać drogi zupełnie jak samochody. Ale chyba nic nie przebije człowieka, który jechał środkiem pasa na... elektrycznym wózku inwalidzkim.

Czytając komentarze: obok drogi był zupełnie przyzwoity asfaltowy chodnik.

Użytkownicy_dróg

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (153)

#79501

~MajaxSycho ·
| Do ulubionych
Rodos. Jedna z najbardziej obleganych plaż. Godzina około 13:30, czyli pora obiadowa. Od rana nic nie jadłam, więc głodna idę do baru i kupuję pięknie pachnący obiadek. I wiecie co? Zwróciłam go.

Koło leżaka rozłożyło się młode małżeństwo... z małym, rocznym pasożytem. No dobra - dzieckiem, ja sama ich nie lubię, bo głośne, bo wszędobylskie, ale to dobrze się zachowywało. Pretensji nie ma mieć o co, no... hah, nie było dopóki dzieciak się nie załatwił. Wiecie, w sumie, co się dziwić, ma pieluchę, obok łazienka z przebieralnią i prysznicem. Szkoda tylko, że rodzice pasożyta tego nie użyli.

Tuż przed moją twarzą rozebrali dzieciaka do naga, pieluchę zdjęli, zasrany tyłek zwrócony w moją stronę. Facet brudną, śmierdzącą pieluchę odłożył na kocyk, a baba wzięła pasożyta i dupę umyła w morzu, gdzie jest pełno ludzi. Przypominam, że dosłownie trzy metry dalej była łazienka.

Obiadku nie dokończyłam. Ale ludzie nie mają za grosz kultury, a przypominam, że niektórzy dzieci nienawidzą, tym bardziej oglądania ich w takich sytuacjach.

plaża

Skomentuj (52) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (236)

#79504

(PW) ·
| Do ulubionych
Ferdek Kiepski mawiał: "Nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem".

Nasza dzielnica ma bardzo sprawnie funkcjonujący fanpage na facebooku i przynależącą do niego grupę w stylu "szukam/sprzedam/zamienię". Tam ogłaszała się pani, która a to prosiła o jedzenie dla swoich kotów, a to dla siebie. Wiedziona dobry sercem, przekazałam jej kilkukrotnie jedzenie dla kotów (m.in. kiedy zamawialiśmy dla naszego sierścia), czy dzieliliśmy się jedzeniem przywiezionym od moich rodziców. Za żadnym razem nie było to byle co (kotom zawsze zamawiałam pełnomięsną karmę lepszej jakości).

Kiedyś, po kolejnym jej poście, rozmawiałam z nią dłużej na messengerze, gdzie żaliła mi się, że nie może znaleźć pracy, a jak już uda jej się załapać na zlecenie, to kasa przychodzi po pół roku. Słowo do słowa, wyszło na to, że mogę jej zaproponować zlecenie w swoim projekcie: prosta praca przy komputerze, wcześniej przeszkolenie, sprzęt zapewniamy, takoż kawę/herbatę/wodę. Za tydzień pracy miała zgarnąć uczciwe pieniądze.

Dziękowała; obiecywała, że na 100%, na pewno, na bank się pojawi, bo jej strasznie zależy, bo koty, bo ona, bo zobowiązania. Podpisałyśmy kilka dni wcześniej umowę o zachowaniu tajemnicy i ja, spokojna, że mam osobę do pracy, robiłam swoje. Wymieniłyśmy w międzyczasie jeszcze kilka maili z potwierdzeniem, że na pewno się pojawi.

Nadeszła godzina 0 umówionego dnia. I tu chciałoby się zacytować przeróbkę starego szlagieru: "Umówiłem się z nią na 10:00. Ona przyszła, a ja nie".

Dzwoniłam, pisałam smsy i maile. Tego dnia zostawiłam telefon służbowy w biurze i kiedy przyszłam rano, ujrzałam powiadomienie o nieodebranym połączeniu (o 21: coś tam) i smsa o treści: "Kosmicznyracuch, już nie chcesz ze mną rozmawiać?!" oraz jakimś mętnym wyjaśnieniem, że potrącił ją samochód.
Próbowałam oddzwonić, potem odpisałam - bez skutku.

Po kilku dniach dostałam maila na służbową skrzynkę z żądaniem usunięcia jej danych oraz dopiskiem: "My, koty, jakoś damy sobie radę - nawet bez pomocy ludzi dobrej woli".

Koniec końców, nie usłyszałam nawet "przepraszam, przykro mi, że tak wyszło".

Robotę robiłam sama głównie wieczorami, z pomocą innych ludzi z biura, przeklinając na czym świat stoi.

Czy jest jeszcze ktoś, kto chce pracować, czy już większości po prostu trzeba dać gotowe do rąk?

praca

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (124)

#79508

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj w kościele. W ławce za mną matka z dzieckiem około pięciu lat i starsza pani, nie wiem, czy razem z nimi, czy też nie.

Chłopczyk... Rozrabia. Jak pijany zając w kapuście. Piszczy, głośno gada, kopie w ławkę (przed sobą, czyli moją), chwyta za oparcie i szarpie z całej siły, wiesza się na nim tułowiem, tak że człowiek nie spojrzy siadając i dzieciaka przyciśnie. Mamuśka praktycznie bez reakcji, coś tam niby próbowała latorośli tłumaczyć, ale bardzo sporadycznie i bez efektu. Ludzie zaczęli się oglądać, cała moja ławka, ja najbardziej z racji tego, że dzieciak siedział dokładnie za mną i mi najbardziej się obrywało.

W pewnym momencie czuję silne szturchnięcie w ramię. Odwracam się - starsza pani wychylona w moją stronę syczy urażonym głosem:

- Czy pani nie ma dzieci?!

W pierwszym odruchu miałam odpalić coś o wychowaniu, ale nie wiadomo, czy to nie ukochany wnusio owej pani, więc i tak prawdopodobnie nie dotrze, dlaczego się czepiam cudownego aniołka, tym bardziej, że nie chciałam wszczynać długiej dyskusji. Odpaliłam więc:

- A pani nie wie, że w kościele się nie gada, ani nie szturcha obcych ludzi?

Spojrzenie hiszpańskiego inkwizytora, który zastanawia się, czy już spalić na stosie, czy jeszcze nie, ale uciszyła buzię.
Oczywiście. Przecież to jest dziecko, jemu wszystko wolno.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (116)

#79506

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historię 79491, przypomniała mi się przygoda z pewną małą prywatną firmą.

Otóż w 2008 roku podjęłam pracę w pewnym centrum serwisowym, które dopiero się rodziło. Ja i jeszcze inna dziewczyna byłyśmy pierwszymi pracownicami i co za tym idzie, dużo musiałyśmy zbudować samodzielnie. Choć bardziej ja, bo [K]oleżanka nie czuła się zbyt swobodnie przy komputerze, ogarniała tylko podstawy i to czego ją nauczyłam.

Nasza praca polegać miała na przyjmowaniu zgłoszeń nowych zleceń montażu linii telefonicznej czy internetu oraz zgłoszeń awarii na tychże łączach i zlecaniu wykonania grupom monterskim. Miałyśmy do dyspozycji pięć takich firm, każda na dany obszar ogarniający kilka województw. I w końcu wyglądało to tak, że całą bazę klientów ogarnęłam na początek ja najpierw w zeszycie :), a gdy otrzymałyśmy komputery, w Excelu. Po pół roku wysłano nas na szkolenie do Warszawy i już pracowałyśmy na programie przeznaczonym do tego typu akcji. Tam też ogarniałam większość tylko ja, bo [K] wiedziała tylko jak przyjąć zgłoszenie i je zakończyć.

Pani zastępca prezesa nie potrafiła się tam nawet zalogować, a też była na tym szkoleniu...
A pan prezes? Cóż mogę o nim powiedzieć, burak który wykształcenie kupił na targu, a firmy dorobił się po tatusiu, kultury za to nie nauczył go nikt... Dlaczego tak określam tego pana? Otóż co tydzień zdawałyśmy mu raporty, raz ja raz [K]. Jednak w jej raportach wiecznie mu coś nie pasowało i kiedyś przy chłopakach z jednej z grup wypalił do mnie - Pani Alijano Pani ma maturę proszę poprawić raport [K]... Dziewczyna nie miała matury jednak wykształcenie średnie owszem. Ale dla typa liczył się papierek, a faktycznie do jej raportów nie można było się doczepić tak na dobrą sprawę.

Umowa.
Pierwszą dostałyśmy na trzy miesiące tzw okres próbny, z szałowym wynagrodzeniem 800zł. Obiecane miałyśmy podwyżki do co najmniej 2000zł brutto jeśli się sprawdzimy. Jednak po tym okresie niespodzianka, prezes jest z nas zadowolony jednak z podwyżką jeszcze się wstrzymuje, bo coś mu jeszcze nie pasuje. Nie potrafił określić co dokładnie.

Traktowanie.
Kiedyś dostałyśmy opieprz od małżonki szanownego prezesa (tak też tam pracowała), że nie wstajemy z krzeseł kiedy "szefo" wchodzi do pokoju. To jest nie do pomyślenia. Innego dnia sekretarka firmy zapytała nas czy przywitałyśmy się z córką szefostwa, kiedy uświadomiłam ją że to małolata (7 lat) powinna powiedzieć pierwsza dzień dobry, spojrzała na mnie jakbym dopuściła się grzechu śmiertelnego.

Urlop.
Prezes zapowiedział, że raczej nie ma szans, bo wówczas jedna z nas musiała by pracować za drugą (pracowałyśmy jedna od 7 do 15 druga od 12 do 21). Oczywiście wpadł na pomysł aby zatrudnić jeszcze kogoś dopiero kiedy wierciłyśmy mu dziurę w brzuchu o to jakiś miesiąc. I tutaj niespodzianka - pierwsza zatrudniona stwierdziła po pierwszym dniu, że nie da się pracować w takich warunkach jakie stwarza prezes i więcej nie wróciła. Dwie kolejne wytrzymały dwa tygodnie i razem z nami złożyły wypowiedzenia (my również miałyśmy dość, choć z wszystkich piekielności pamiętam tylko tyle ile opisałam). I tak mnie plus dwóm nowym udało się zwolnić za porozumieniem stron a koleżanka, z którą pracowałam od początku musiała przepracować tam jeszcze miesiąc. I ta na koniec miała jazdy.

1. Sekretarka przyszła kiedyś do niej z "dobrą" radą, żeby poszła przeprosić szefa za złożenie wypowiedzenia bo szef jest gotów jej wybaczyć...

2. Jako, że nie mieli nikogo na nasze miejsca, wysłali do koleżanki na przeszkolenie panią sekretarkę. Ta oprócz tego dodatkowo kontrolowała koleżankę na każdym kroku.

3. Na koniec, żeby dobić moją byłą współpracownicę, szef zszedł do naszego biura do sekretareczki i przed nosem koleżanki wręczył jej nowy telefon komórkowy z wdzięczności za jej pracę oraz poinformował ją o opłaceniu dla niej wakacji.

pseudo szefowie buractwo

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (111)

#79502

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając story nr 79439, przypomniało mi się coś, co przeżyłem kilka lat temu.

Uprzedzam, wstęp może być przydługi, ale każdy zawarty weń element jest istotny.

Studiowałem jeszcze wtedy na uniwerku w jednym dużym mieście całkiem blisko granicy z Czechami. Nie miałem prawka, więc dojazdy do domu uskuteczniałem kochanym i lubianym przez wszystkich PKSem.

Jak wiadomo w okolicach większych świąt czy dłuższych weekendów brać studencka wcale nie tęskni za domem oraz świeżymi zapasami żywności jakie można na własnym grzbiecie wytargać od rodziców, więc zostaje w mieście i kolejek oraz tłoków na dworcu wtedy nie ma żadnych. W ogóle. Ani trochę. Kto tak podróżował, ten zaświadczy że nie wpieram kitu. Podobnie z żebrakami i żulernią. Zjawisko, jak wiadomo, nie istniejące i występujące tylko w baśniach albo na dzikim wschodzie.

Jakimś zatem dziwnym trafem w czasie jednego z takich przedświątecznych powrotów trafiłem i na sakramencki tłok na peronach jak i na różnej maści typów i typki próbujące uciułać na "pół litra chleba".

Był tam On. Dobrze ubrany. Ogolony. Ostrzyżony. Zalatujący niezgorszego gatunku perfumą. Jakby podszedł i poprosił Was o dwa czy pięć zeta do biletu, bo mu brakuje, pewnie spora część by dała, nie? Przynajmniej za pierwszym razem.

W każdym razie ja dałem. Tylko że opisywana sytuacja nie była pierwszą. Ani drugą. Ani dziesiątą. Widziałem gościa tu co tydzień praktycznie, zawsze z tą samą śpiewką, więc szybko nauczyłem się go olewać, choć jego nieustanne zawracanie kija i ton skomlącego psa zaczynały mi działać na nerwy.

Tego dnia też. Podbija do kolejki do busa, w której stoję i zaczyna mendzić babeczkę przede mną, która najpierw olewa, a potem grzecznie próbuje odmówić. Ten dalej, jakby nie słyszał.

A mnie w tym momencie szlag trafił, nie wiedzieć czemu.

- Nie widzisz, człowieku że pani odmawia? Odpieprz się i przestań ludzi w wała robić, bo i ty wiesz i ja, jak to z tym biletem jest. Paszoł won - wypaliłem mniej więcej w tym guście tylko bardziej bezpośrednio.

Typ z mety zrobił się czerwony na japie, zaczął się jąkać i bulgotać coś o tym, żebym się szybko oddalił, bo jak nie to pogłaska mnie dłonią w okolicach szczęki celem uspokojenia, ale zgasili go inni ludzie z kolejki stojący za mną. Było ich dość sporo, pewnie dlatego mam wciąż wszystkie zęby na miejscu.

Na pytanie indagowanej przez buca kobiety czy to faktycznie żebrak, jeden z ziomków z kolejki podsumował to tak (i to zapamiętałem dokładnie):
- Jeżdżę tu jakieś 4 lata. Jakbym ja tyle czasu zbierał na bilet co on, to na podróż dookoła świata by starczyło.

I co? I skąd masz, człecze marny wiedzieć, że naprawdę pomagasz komuś w potrzebie, a nie wspierasz przemysłu żebraczego? No jak?

Nie wiesz. rosyjska ruletka, słuchajcie.

cwaniactwo PKS

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 85 (121)

#79583

(PW) ·
| Do ulubionych
Bohater: piekielni rodzice.
Miejsce akcji: pociąg - pendolino, relacji Gdynia - Rzeszów.

Wśród pasażerów dwie pary rodziców, z - w sumie - czwórką dzieci, niemowlę + trójka w wieku na oko +/- 5 lat.
I tak, wiem - dzieci mają swe prawa, nie będą siedzieć jak trusie przez kilka godzin.
I tak, wiem - mogłam wybrać wagon "podróżuj w ciszy", a jechałam normalnym - bo nie sądziłam, że normalny wagon zwalnia podróżnych z zachowania kultury i starania się, żeby współpasażerom nie uprzykrzać nadmiernie podróży.
I przechodząc do sedna - pominę skoki po fotelach, biegi przejściem między siedzeniami, okrzyki, kłótnie i płacz.

Ale drodzy rodzice - obecni, przyszli, jacykolwiek - trąbka nie jest najlepszą zabawką dla dziecka na podróż pociągiem, autobusem, samolotem... a trąbki sztuk 3... boli mnie samo wspomnienie...

pendolino dzieci rodzice podróż

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (148)