Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia
Nie jestem lekarzem. Nie ukończyłam żadnego kierunku medycznego. Nie jestem osobą na tyle kompetentną, żeby samodzielnie stawiać sobie diagnozy i decydować o tym, jakie leki przyjmować, żeby nie fiknąć na tamten świat.

I do niedawna naprawdę miałam nadzieję, że nigdy nie będę musiała okazać się mądrzejsza od lekarza.


Od kilkunastu lat choruję na Hashimoto, co wiąże się z koniecznością codziennego przyjmowania lewotyroksyny. Regularnie robię wszystkie potrzebne badania i chodzę do endokrynologa, ale lek może przepisywać mi również lekarz rodzinny. Pewnego dnia właśnie w tym celu musiałam się do niego udać. Lekarz znał mnie od samych początków wystąpienia choroby i przed wypisaniem recepty kazał mi zrobić badania hormonalne, co przyjęłam za dobrą monetę, a nawet pewien przejaw troski. Kiedy pojawiłam się ponownie z wynikami, stwierdził jednak, że... nie przepisze mi lekarstwa, bo przecież wyniki mam w normie. Jak już zebrałam szczękę z podłogi, to próbowałam wytłumaczyć mu, że wyniki w normie mam tylko dlatego, że regularnie przyjmuję Euthyrox, że sam obserwował u mnie rozwój choroby i miał w karcie czarno na białym, że ten lek zwyczajnie jest mi potrzebny, bo nawet parę dni przerwy w jego przyjmowaniu może mieć opłakane skutki. W odpowiedzi dowiedziałam się jedynie, że najwidoczniej lek wyrównał mi hormony tarczycy i mam się cieszyć, że jest już ona zdrowa.

Receptę bez problemu dostałam u innego lekarza - wolę nawet nie myśleć o tym, co byłoby, gdybym posłuchała pierwszego z nich.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (101)
poczekalnia
Pracuję w McDonald's.

Nie wiem jak Wy,ale ja nie rozumiem wszechobecnego "hejtu" w Internecie na temat mojego miejsca pracy."Ktoś kończy studia?Skończy w maku" - takie złośliwe komentarze można zauważyć na każdym kroku.Dowiedzieć się też można,że kończą tam najwięksi nieudacznicy,którzy innej pracy znaleźć nie mogą.

Nie chcę bronić "maka",ale zapewnia on rzadko spotykaną umowę o pracę,przestrzega kodeksu pracy,a i wynagrodzenie - jak dla młodego,studiującego człowieka - jest wysokie.Ponadto jest elastyczny grafik i zawsze można swoją dyspizycyjność dogadać.

Dlatego nie rozumiem tej nienawiści.Ja lubię swoją pracę i tak - poleciłbym każdemu,choćby na czas nauki.

Pozdrawiam.

McD

Skomentuj (49) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 71 (125)
poczekalnia
Dziś będzie krótko.
Hali http://piekielni.pl/81382 ciąg dalszy.

Po raz kolejny pojechałam na zastępstwo.

Męska szatnia
Wchodzę i czuję, że coś mi śmierdzi. Z początku spodziewałam się, że to z toalety... ale jakieś było moje zdziwienie gdy za winklem zobaczyłam gówniane ślady butów na ścianie.

Druga męska szatnia
Błoto. Wszędzie błoto. A najwięcej go było pod prysznicem. Tak się zastanawiam czy w domu też wchodzą pod prysznic w uwalonych butach?

I w końcu na dokładkę...
Przychodzi [f]acet i wywiązuje się między nami taka rozmowa.
f - Dzień dobry, mój syn zostawił w szatni buty, ktoś widział?
[j]a - A kiedy to się stało? Wie pan, ja tu jestem na zastępstwie.
f - No 2 tygodnie temu.
I tu już sobie myślę "ahaa, zara będzie"
j - No dobrze, jeśli mają gdzieś być to w rzeczach znalezionych, zaraz zobaczymy.
Prowadzę więc uśmiechniętego pana do pokoju z rzeczami znalezionymi, otwieram drzwi. Jest tam kilka worków z owymi znajdźkami, a czasem rzeczy leżą luzem.
j - Proszę.
f - No to szukaj.
j - Słucham?
f - No szukaj, nie będę grzebać w tych workach, bo jeszcze się ubrudzę.
j - To pana buty, nie moje.
f - Szukaj bo nie mam czasu! (Facet zrobił się dość agresywny w tym momencie i poza tym, że się darł zaczął też wymachiwać rękami.)
j - Ja też nie mam czasu, albo pan szuka, albo zamykam.
f - Ja zadzwonię do twojego szefa i mu powiem, że nie wykonujesz swoich obowiązków!
j - Do moich obowiązków nie należy szukanie czyichś butów w biurze rzeczy znalezionych. Proszę dzwonić, szef powie panu to samo.
Po tej krótkiej wymianie zdań, naburmuszony zaczął grzebać w workach, ale butów nie znalazł. Wychodząc zażądał numeru szefa, który oczywiście mu podałam :), potem wściekły jak osa wyszedł, dzwoniąc. Szef później zadzwonił i pytał o co chodzi, więc wyjaśniłam mu sprawę on natomiast westchnął i powiedział, że jak znów ktoś się będzie awanturować, to po prostu mam wezwać ochronę i się nie certolić.

Ot wesoło.

norwegia hala sportowa

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (113)
poczekalnia

#82227

~XLS ·
| było | Do ulubionych
Dyskryminacja ze względu na płeć.

Opowiedziałem ostatnio koledze te historię http://piekielni.pl/81152 a on opowiedział mi swoją, którą postanowiłem tu zamieścić.

Ściąganie na sprawdzianach w szkole - nie wiem jak jest teraz, ale w tamtych czasach jedni nauczyciele traktowali to pobłażliwie, inni tępili, a jeszcze inni nazywali to wprost oszustwem.

Czasy szkolne u kolegi. Przyszła nowa nauczycielka. Zrobiła pierwszy sprawdzian, jeden z uczniów wpadł na ściąganiu i się zaczęło... Został nazwany pacanem, baranem, oszustem i złodziejem(?), jego praca została podarta, a on wyrzucony z sali.

Wygląda na to, że nauczycielka jest z tych, które absolutnie nie tolerują ściągania.

Ale...

Zupełnie inna była jej reakcja, gdy na ściąganiu złapała dziewczynę:
- Paulinko, schowaj tę karteczkę, a ja udam że tego nie widziałam.

dyskryminacja szkoła

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 22 (108)
poczekalnia
Zielony operator.
Moi rodzice od czasu burzy 2 miesiące temu w miejscu zamieszkania mają na telefonach 3G i brak możliwości połączenia z netem, a LTE kuśtyka.
Podobnie sąsiedzi też jest 3G i brak netu, a na LTE transfer na poziomie modemu.
A dodam wystarczy odjechać od domu i wszystko działa jak należy.
W każdym razie abonament płacony a nim jest płacony pakiet 50GB to warto by chodził, to i reklamacja złożona.
Odpowiedzi zielonego:
Zmieńcie telefony na nowe.
Sprawdźcie w innych telefonach.
Aktualizujcie oprogramowanie.

Na zapytanie czemu nie działa w tej lokalizacji, a gdzie indziej jak należy?

Wina Państwa telefonu, dział tech stwierdził że zasięg jest ok.

call_center

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (92)
poczekalnia
Kilka dnie temu słyszałam w radio, że drogówka wytypowała na podstawie jakichś swoich „badań” trzy czynniki wpływające na niezadowolenie kierowców z uczęszczania po drogach w dużych aglomeracjach miejskich:
1. Stan dróg
2. Oznakowanie nie mające zastosowania
3. Brak uprzejmości między kierowcami
Co drogówka z tym zrobi- nie wiem, a ja o tej uprzejmości chciałam.
Mamy duże miasto. Równolegle do siebie są dwie strategiczne arterie, między którymi są uliczki raczej osiedlowe, wszystkie jednojezdniowe dwukierunkowe. Na jednej z nich prawy pas przez niewielki odcinek swojej długości jest również parkingiem, który przecina też WYJAZD (wjazdu zabrania znak) z osiedla. Na przeciw parkingu jest oczywiście lewy pas tej drogi a za lewym pasem wysokie krzaki oddzielające bloki od jezdni ORAZ niewielkie skrzyżowanie, z możliwością skrętu wyłącznie w lewo. Moment zbiegnięcia się parkingu i lewoskrętu jest także momentem kiedy kierowca wykonujący manewr omijania rzeczonego parkingu może już swobodnie minąć się z jadącym z naprzeciwka. Na skrzyżowaniu pierwszeństwo nie jest określone żadnymi znakami.
Jak więc powinni zachować się kierowcy na opisanym odcinku drogi? Logicznie, czyli jadący prawym pasem zbliżający się do przeszkody (parkingu) sprawdza czy z naprzeciwka bądź z lewej strony nie wjeżdża na swój pas auto. Jeśli wjeżdża to przepuszcza, jeśli nie wjeżdża to przejeżdża na tyle szybko i sprawnie by przestrzegać przepisów oraz by nie utrudniać ruchu jadącym z naprzeciwka. A co w sytuacji kiedy już jest w trakcie wykonywania manewru i z lewej strony wyjeżdża auto? A no lewa strona czeka, chyba, że na parkingu jest akurat jak zjechać, to kierowca, który powinien jechać prawym pasem „uprzejmie chowa się” na tym miejscu, lewa strona przejeżdża, prawa kontynuuje manewr. Od lat poruszam się tym odcinkiem i zdarzyło się, że ktoś z jednej czy drugiej strony się zagapił, zdarzyło się że auto podczas manewru omijania parkingu musiało się zatrzymać bo wbiegł pieszy i wtedy auta będące na swoim pasie czekały dłużej. Zdarzyło się, że ktoś parkował i sytuacja szybko się zmieniła i trzeba było uciekać z jednej czy drugiej strony, ale chyba wszyscy mamy nowego sąsiada od kilku dni.
Wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju pan burak, którego gościmy na naszych uliczkach od kilku dni, robi następujący manewr: wyjeżdża z lewej na pełnym gazie bez sprawdzenia sytuacji na odcinku parkingu i pruje do skrzyżowania z główną arterią. Nie zdążyłeś wjechać między zaparkowane samochody a krzaki i go przepuszczasz- Twój fart. Jesteś w trakcie wykonywania manewru, hamuje z piskiem (tylko czekam na czołówkę), zaczyna darcie japy i blokuje auta. Kończy się to różnie. Już słyszy się na osiedlu głosy, że wielu kierowców zaliczyło z nim starcie.
Wczoraj rano ja wyjeżdżam do pracy. Jadę drogą jednokierunkową, której wyjazd przecina parking.
Staję na wylocie i sprawdzam lewą i prawą stronę, czysto. Wyjechałam, przejechałam dwa metry i przód mojego auta jest na równi z wyjazdem z lewoskrętu. Przytulam się do prawej bo już można się ze mną minąć, a za pół metra już całkiem będę na swoim pasie. Nagle jednak muszę się zatrzymać bo z lewej strony wprost na mnie wbija się ON. Z piskiem opon zahamował 20 cm przed moją maską, stanął ukosem i mnie blokuje. Szyba w dół i zaczyna się drzeć COFAJ SIĘ! COFAJ SIĘ!
Ja nic, bo z lewej krzaki, z prawej zaparkowane auta, za mną wyjazd z jednokierunkowej, której wylotu nie widzę, nie wiem czy jest już tam jakieś auto, więc uśmiecham się i pytam: GDZIE?!
Na co ON: COFAJ SIĘ, COFAJ SIĘ, WYP**DALAJ! Ty ścierko, ty prostytutko, cofaj się, wyp****dalaj z mojego pasa!
JA: jestem w trakcie wykonywania manewru, nie mam gdzie zjechać, ty mnie zablokowałeś, wyprostuj auto to się miniemy.
ON: COFAJ SIĘ, COFAJ SIĘ *UWA! MÓJ PAS!
Nie odezwałam się tylko z uśmiechem podjechałam te 20 cm i stoję, mam czas, za nim żadnego innego auta, nikt poza nim nie ucierpi, a cofać się 300 metrów do tyłu, żeby stanąć przed parkingiem i księcia przepuścić nie mam zamiaru, no bo z jakiej okazji.
Zauważył, że nie mam zamiaru się cofać więc nadal drze się COFAJ COFAJ , ale auto prostuje i spokojnie się mijamy, co mogliśmy zrobić od samego początku, gdyby tylko wyjechał normalnie a nie jak furiat. Oczywiście kiedy zrównał się ze mną nadal rzucał ścierkami i prostytutkami, a ja przez moment obawiałam się, że specjalnie mnie zarysuje, jednak wyzywanie mnie mu wystarczyło.
Wróciłam z pracy i zaczepia mnie sąsiad, mówi że widział rano moje starcie z panem burakiem i że jemu kilka razy też już się przytrafiło to samo, a jakiemuś innemu sąsiadowi zajechał drogę nawet wtedy kiedy za sąsiadem jechało jeszcze kilka innych aut. Ponoć szykują dla niego prezent. Mówił, że bardzo śmierdzący prezent. Obawiam się jednak, że zanim prezent „dojrzeje” to będzie nieszczęście.

To tyle na temat uprzejmości kierowców.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 43 (71)
poczekalnia
Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, cz. 2.

Wraz z siostrą, poprzez umowę notarialną, z klauzulą, że nikt nie ma prawa do zachówku, otrzymałyśmy od dziadka duży dom. Dom mocno zaniedbany, wymagający generalnego remontu.
Z [S] wiele razy rozmawiałam, co zrobimy z domem, ale obie byłyśmy zbyt młode, jak na podjęcie takiej decyzji, więc to odsuwałyśmy w czasie. Wiedziałyśmy, że mieszkać razem nigdy nie będziemy (odsyłam do cz.1).
W historii występuje mój już wtedy [M]ąż.

Pierwszą część historii zakończyłam na etapie wyprowadzki [S] do miasta obok.
W mieście mieszkała przez rok, w tym czasie utrzymywałyśmy normalny kontakt (nie było o co się kłócić).

Właśnie po roku od jej wyprowadzki nasz brat, mieszkający od 9-ciu lat za granicą, zaproponował jej, aby przyleciała do niego, on jej pracę załatwi i zamieszkają razem. Długo się nie zastanawiała, w ciągu miesiąca znalazła się u niego, biorąc ze sobą koleżankę [K]arolinę (razem mieszkały
i pracowały w mieście).

Po dwóch tygodniach od wyjazdu poinformowała mnie, że muszę podjąć decyzję, czy sprzedajemy dom, czy ja odkupię od niej połowę. Nie byłam gotowa na podjęcie takiej decyzji na już, o czym ją poinformowałam. Zaczęły sie telefony co drugi dzień, raz od [S], a innym razem od naszego brata (który ze sprawą nie miał nic wspólnego).
Telefony typu:
[S] kur... nie mam za co żyć, potrzebuję pieniądze, zaraz wyląduję na ulicy!
[J] jak to możliwe, skoro wzięłaś ze sobą 30 tys złotych?? (oszczędności po dziadku)
[S] kur... ty nic nie rozumiesz, tutaj to są grosze, jeszcze musiałam pożyczyć Karolinie! Wyślij mi pierwszą ratę 20 tys za dwa dni (aha to już decyzja podjęta, że kupuję? :))
[J] Jak dobrze wiesz, ja nie mam nawet złotówki. Pieniądze ma mój [M]ąż i najpierw muszę z nim podjąć decyzję. A poza tym, nawet gdybym pieniądze miała, to bez umowy notarialnej nie wyślę ci nawet 100 zł.
[S] kur.. ty mi nie chcesz dać moich pieniędzy! To są moje pieniądze i masz mi je dać!
[J] To nie są twoje pieniądze, tylko twoja połowa domu, a to dwie różne rzeczy.
[S] ja pier... ty jesteś nienormalna! zaraz ma do nas dolecieć chłopak Karoliny, czy ty nie rozumiesz, jaką mam teraz ciężką sytuację?!

Po tej rozmowie dzwoni [B]rat.
[B] słuchaj, połowa domu jest [S] i jej się ta kasa należy.
[J] A może ty mi wyjaśnisz, jak to jest, że ludzie wyjeżdżają za granicę, żeby zarobić 30 tys, a ona tyle wywiozła i po 2 tygodniach grozi jej ulica?
[B] taa tylko ci ludzie mieszkają po 30 osób w jednym pokoju, a [S] przecież na starcie musi się urządzić
[J] a nie może zacząć się urządzać, jak już zacznie pracować? Przecież mieszka z tobą
[B] ale musimy wynająć inny dom, bo się ciasno zrobiło, potrzebujemy 3 tys EUR na zaliczkę (kwoty dokładnie nie pamiętam)
[J] siedzisz tam od lat, [S] pojechała z pieniędzmi i co, nie macie na zaliczkę? Skoro ją tam ściągnąłeś, to chyba zdawałeś sobie sprawę, co to oznacza?
[B] ale ja nie mam kasy! Jeszcze ma dojechać chłopak Karoliny
[J] a właśnie, kto normalny ściąga do siebie jakiegoś kolesia, kiedy sytuacja jest taaaka krytyczna? Przecież [S] i [K] jeszcze nawet nie zaczęły pracować!
[B] no chcą to ściągają co nie. Słuchaj, bo [S] już rozmawiała z prawnikiem, i jesteś raczej w kiepskiej sytuacji (tutaj zaczęły się grośby)
[J] fajnie, tylko oboje wiecie, że ja nie mam pieniędzy
[B] no to pogadaj z [M], kupujcie i po problemie

Kolejna rozmowa z [S]:
[S] Masz podjąć decyzję, kupujesz ten dom czy go sprzedajemy, ile można się zastanawiać?!
[J] przez ostatnie lata obie się zastanawiałyśmy, a teraz ja mam podjąć decyzję w tydzień?!
[S] Rozmawiałam z prawnikiem, i to ty masz w tej sytuacji przeje...ne, a nie ja, hahaha. Także do jutra chcę decyzję.

Tego typu telefony trwały przez miesiąc. W międzyczasie prowadziłam rozmowy z [M], który domu kupować nie chciał. Nie chciał, bo dom dużo za duży, wymagał włożenia w niego równowartości nowego, małego domku. Kto duży, stary dom ma, ten wie, że to jest skarbonka bez dna.

W końcu do [S] dotarło, że pogróżki nic nie dają, postanowiła się pogodzić i ustalić, kiedy dam ostateczną odpowiedź, czy dom kupię, czy sprzedajemy.
Termin ustaliłyśmy, miałam dodatkowo 5 miesięcy na podjęcie decyzji, wypadało to na grudzień. Do grudnia kontakt miałyśmy bardzo dobry.
W końcu grudzień przyszedł, 3 dni przed świętami [S] pyta
o decyzję.

W tamtym czasie przechodziłam trudny okres i nie brałam pod uwagę żadnego zakupu domu, więc poinformowałam [S], że dom sprzedajemy.

Wywiązał się dialog:
[S] no i ok, to wyślij mi zdjęcia pomieszczeń, na pewno wszystko posprzątałaś na święta hehe to zdjęcia będą w sam raz, żeby wystawić ogłoszenie w necie. Ja się wszystkim zajmę, tylko zdjęcia potrzebuję
[J] no nie, nie posprzątałam. Przypominam, że mieszkam na jednym piętrze, a jest jeszcze parter, poddasze i piwnica. Poza tym, zanim wystawimy dom na sprzedaż, to trzeba trochę ogarnąć- przejrzeć wszystkie rzeczy i wyrzucić co niepotrzebne
[S] no to ogarnij
[J] ale tego nie da się zrobić w 3 dni, sama wiesz, ile tu jest rzeczy. A poza tym, dlaczego miałabym sama sprzątać? To ty chcesz zrobić coś z domem, więc skoro chcesz sprzedać, to niestety musisz się tym zająć.
[S] no chyba cie poj...ło, że ja przylecę, żeby dom sprzątać! Ludzie w gorszym stanie wystawiają i jakoś sprzedają! Przestań wymyślać i wyślij mi te zdjęcia!
[J] chcesz szybko sprzedać dom tak? Jeśli po dwóch tygodniach ktoś będzie chciał obejrzeć dom, to myślisz,
że w ogóle nie przygotowany dom do sprzedaży go zachęci?
[S] jak się znajdzie kupiec, to wtedy się posprząta
[J] a nie rozsądniej najpierw posprzątać, a potem szukać kupca?
[S] dobra, widzę, że specjalnie wymyślasz idiotyczne problemy, więc wynajmę firmę sprzątającą, niech wszystko wypier...lą.

I tutaj na chwilę przerwę, żeby wyjaśnić. Nigdy nie sprzedawałam domu i moja wiedza na ten temat była mocno ograniczona, ale logicznym wydawało mi się, że dom do sprzedaży najpierw trzeba przygotować, czyli zminimalizować ilość osobistych rzeczy, przynajmniej w pomieszczeniach,
z których się nie korzystało. Druga sprawa, zwyczajnie chciałam się zabezpieczyć. Znając [S], gdyby znalazł się kupiec i trzeba by było ogarnąć dom, to by powiedziała, że muszę wszystko zrobić sama, bo ona nie dostanie urlopu przez najbliższe 2 lata, a jak tego nie zrobię, to sama mam od niej kupić.

I tak temat ucichł na kolejne 5 miesięcy. Przyszedł maj, nie utrzymywałyśmy z [S] kontaktu. Minął dokładnie rok, od kiedy [S] wyjechała za granicę i od kiedy zażądała kupienia od niej domu.

Moja i [M] sytuacja się poprawiła, podjęliśmy decyzję, że dom kupujemy.
Już miałam pisać w tej sprawie do [S], kiedy się okazało, że przylatuje do Polski. Umówiłyśmy się na spotkanie.

Pierwsza zaczęła [S]. Otóż skoro nie chcę domu kupić, a ona nie będzie czekać latami, aż ktoś dom kupi, to ona podaje mnie do sądu, niech komornik zajmie się sprzedażą domu. W myślach pogratulowałam pomysłu. Iść po najmniejszej linii oporu, sprzedać dom za grosze, bo ja zła siostra nie chcę odwalić za nią całej brudnej roboty związanej ze sprzedażą domu. Poinformowałam [S], że kupię od niej połowę domu,
w 5 ratach.
Dwa dni później podpisałyśmy umowę przedwstępną, taką bez notariusza.
Umówiłyśmy się, że [S] da mi znać, kiedy będzie kolejny raz w Polsce z miesięcznym wyprzedzeniem, a ja zacznę załatwiać papiery.
Przez kolejne 5 miesięcy kontaktu również nie utrzymywałyśmy- w końcu cel został osiągnięty, już nie byłam jej potrzebna prawie do niczego.

I tak w październiku [S] potwierdziła, że przylatuje w listopadzie, a więc rozpoczęłam załatwianie dokumentów.
A wraz z nimi wznowił się kontakt z [S], wyłącznie na temat domu, gdzie każda rozmowa kończyła się kłótnią. Nie bardzo to rozumiałam, w końcu wszystko szło po jej myśli, a jednak potrafiła wyrwać słowo/ zdanie z kontekstu i rozpocząć nic nie wnoszącą kłótnię.

Największym problemem się okazało zameldowanie. Ja chciałam, żeby zaraz po podpisaniu aktu notarialnego się wymeldowała, [S] wymeldować się nie chciała. Dodatkowo usłyszałam, że jak ją oszukam, to mnie poda do sądu i w ogóle cała ta sprzedaż domu to jest jak by ją tu oszukać bardziej.

U notariusza.

Notariusz wiedział o problemie meldunku, zapytał [S], czy meldunek jest jej do czegoś potrzebny, skoro na stałe mieszka za granicą. Odpowiedź [S]: Nie.
Powiedziała, że jeśli po notariuszu zawiozę ją do Urzędu Skarbowego, potem do gminy się wymeldować, a potem do jej hotelu to ona może się wymeldować (między notariuszem a jej hotelem ok 60 km, miasta po dwóch przeciwnych stronach, po środku miejscowość z domem). Jedyne co mi pozostało, to zapis w akcie, że [S] zobowiązuje się wymeldować przed otrzymaniem ostatniej raty.

[N]otariusz zapytał, na jaki adres ma wysłać [S] dokumenty.
[S] na ... (tu podała adres domu, który właśnie sprzedawała)
[J] może podaj swój aktualny adres, ja już od dawna nie odbieram poczty zaadresowanej do ciebie
[S] ale to jest bez sensu, a jak np. za miesiąc się stamtąd wyprowadzę?!
[N] Proszę pani, mimo wszystko, aby otrzymać korespondencję, podaje się adres zamieszkania, nie adres zameldowania.

[S] podała adres, ale niepełny, bo po prostu go nie znała.

Tak zakończyła się znajomość pomiędzy mną, a rodzoną siostrą i naszym bratem, który stanął murem za [S] i również zerwał ze mną kontakt.

I jeszcze tylko taki malutki smaczek :) Pierwszą ratę [S] otrzymała w gotówce przy notariuszu, kolejne raty mam wpłacać na konto bankowe wskazane przez [S]. [S] wskazała konto narzeczonej naszego brata.

Dom jest mój (i męża) od pół roku, jednak do dzisiaj mam koszmary, że brat z siostrą przyjeżdżają, robią imprezy, niszczą, wynoszą moje rzeczy, żądają własnego pokoju, a ja tylko chodzę i sprzątam po nich gigantyczny syf...

Zgadzam się, że [S] miała prawo ode mnie żądać decyzji w sprawie domu, ale można było to zrobić w normalny sposób. Znalezienie kupca na tak wysoki dom mogło trwać latami, dla [S] najlepszą opcją był zakup domu przeze mnie, ale nie miała prawa mnie do tego zmuszać.

Z rodziną najlepiej na zdjęciu

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 68 (128)
poczekalnia
Przypomniała mi się sytuacją sprzed roku, dokładnie chodzi mi o tzw chodzenie księdza po kolędzie. Sama jestem ateistka ale, że mieszkałam wtedy z babcią to wiedziałam, że trzeba będzie go przyjąć. Nie byłam bojowo nastawiona, kiedy już się zjawił przywitałam grzecznie nawet nastawiałam się na jakąś krótką pogawędkę. Ksiądz usiadł, zajrzał do kajecika kto jest zameldowany i zaczyna pytać o domowników. Podkreśle, że cały czas rozmawiał ze mną bo moją babcie już zna, a mnie widział pierwszy raz. Wytłumaczyłam, że mama jest zameldowana ale obecnie przebywa za granicą. Pierwsze pytanie : To co, w Polsce już nie da się pracować tylko trzeba się obcym wykorzystywać? Ja w szoku, babcia siedzi cicho. Tłumaczę, że tutaj miała problem ze znalezieniem pracy, a akurat dostała dostała dobrą ofertę w kraju X. Następne pytanie również niemiłe : Dlaczego Pani mama ma dwa nazwiska? Na to odpowiadam, że dwa razy wychodziła za mąż. Na to ksiądz, że nie wie co się teraz z ludzmi dzieje, za jego czasów to było nie do pomyślenia. Tutaj szczerze nie wiedziałam co powiedzieć więc byłam cicho. Kolejne pytanie : Czy chodzi Pani do kościoła i ma bierzmowanie? No i tutaj wybuchło piekło. Jak tylko powiedziałam, że nie mam bierzmowania i nie chodzę do kościoła bo jestem nie wierząca zaczęło się podnoszenie głosu i obrażanie. Ksiądz : Gratuluje życia w grzechu, jak tak można! Kto to widział, żeby w kraju chrześcijańskim takie rzeczy!Będziesz mieć problemy z pochówkiem! Może się jeszcze opanujesz, młoda jesteś, a co jeśli będziesz chciała wyjść za mąż?! Odpowiedziałam, że jeśli będę chciała to nie muszę brać ślubu kościelnego, cywilny mi jak najbardziej wystarczy. Na to znowu podniesionym tonem : Tu jest Polska i tutaj każdy szanujący się mężczyzna jest katolikiem i żaden nie będzie chciał z tobą ślubu cywilnego tylko kościelny! Ja to nie wiem w sumie czemu się dziwię, że takie pokolenie rośnie skoro rodzice po dwa nazwiska mają, co chwile rozwody biorą! No i tutaj już się wk*rwiłam i już sama podniosłam nieco głos : Bardzo proszę proszę żeby ksiądz wyszedł z mieszkania bo sobie nie życzę żeby obcy człowiek obrażał mnie, a zwłaszcza moją mamę. Z wielkim oburzeniem wstał jednak zdążył jeszcze złapać ze stołu kopertę i prawie wybiegł z mieszkania krzycząc tak żeby sąsiedzi słyszeli : Bezbożnicy tu mieszkają i niekulturalni ludzie, jeszcze nigdy mnie nikt tak nie potraktował! Trzasnął też drzwiami. Ja zła, babcia smutna co ludzie powiedzą, sąsiedzi i w kościele itp. Spędziłam trochę czasu żeby ją uspokoić. Nie zostawiłam tego tak, napisałam skargę (znałam nazwisko tego księdza) do kościoła, nawet się przeszłam osobiście gdzie na mój widok uciekał w podskokach. Proboszcz na szczęście wziął sprawę na poważnie, nawet doszło do tego, że piekielny ksiądz przepraszał mnie i babcię osobiście oraz dostałyśmy zaświadczenie, że się on na żadnej następnej kolędzie u nas nie zjawi. Nie wiem jaki trzeba mieć tupet, jakim być człowiekiem nie zależnie od wykonywanej pracy żeby obrażać kogoś w jego własnym domu.

kościół kolęda

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 34 (130)
poczekalnia

#82221

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dzisiejsza dawka spamu przypomniała mi... ale nie uprzedzajmy faktów.

Jak pewnie każdy programista przez lata dorobiłem się swoich gotowców czyli uniwersalnych fragmentów oprogramowania, które wykorzystuję w projktach.

Parę dobrych lat temu pracowałem w zespole. Wykorzystałem tam jeden z moich gotowców. Dzięki temu praca poszła nam szybciej i klient był zadow... mniej wściekły na opóźnienia.

Niestety jeden z kolegów postanowił ukraść mój gotowiec a następnie używać go w swoich fuchach.

I wszystko byłoby fajnie a ja żyłbym w nieświadomości gdyby nie jeden szczegół. Mój kod czasami wysyła mi informacje diagnostyczne na maila. Informacje takie jak adres serwera, nazwy usług, maile, użytkownicy i hasła.

Więc od paru lat dostaję spam wysyłany przez klientów tego kolegi. Najwyraźniej zrobił strony dla kilkunastu firm, w tym jednej dużej sieci komórkowej. A do mnie przychodzą loginy, adresy, hasła... informacje za które hakerzy daliby się pokroić. Dziś znowu przyszło kilkaset maili, nie nadążam z kasowaniem.

Nauczka - jak kradniesz cudzy kod, sprawdź co on robi.

kradzież oprogramowania

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (134)
poczekalnia

#82220

~black4lady ·
| było | Do ulubionych
Wizyta kontrolna u ginekologa.
Nie miałam żadnych dolegliwości, chciałam wykonać rutynowe badania (cytologię i USG). Wizyta prywatna.
Pani doktor poinformowana o występujących chorobach nowotworowych w rodzinie.
Ginekolog - G
Ja - J
G - wiek ?
J - 24 lata,
G - data ostatniej miesiączki ?
J - XX-XX,
G - kiedy Pani ostatnio współżyła ?
J - nie współżyłam, jestem dziewicą,
G - jest Pani dorosłą kobietą, na co Pani czeka? Tu niedługo w ciążę trzeba zajść. Badań nie będziemy wykonywać bo tam nie ma się co dziać złego.
Komentarza nie będzie.

ginekolog

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (120)