Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#78047

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sytuacja miała miejsce w autobusie miejskim.
Przez okres wakacyjny przemieszczałam się nim codziennie z przesiadką na drugi koniec miasta. Miasto nieduże ale krańce bardzo oddalone.

Dojeżdżałam na staż. 1,5 godziny rano i przynajmniej tyle samo wieczorem. Z domu musiałam wyjść przed 5.00 rano.
Czasu miałam mało na zjedzenie śniadania, więc zabierałam ze sobą do pracy dużą wyprawkę. Praca też okazała się wymagająca i stresująca, nie zawsze miałam czas i ochotę spokojnie się najeść.

Upragniony moment jakiegokolwiek posiłku to była powrotna droga do domu. Czasem przekąsiłam coś w drodze na przystanek, ale zdażały się sytuacjie (jak tego dnia ulewny deszcz), które mi tego nie ułatwiały. Po dotarciu na przystanek otwarłam upragniony serek, zaczęłam jeść, niestety nadjechał autobus.

Wiem że w autobusach nie należy jeść.. lecz ten kursuje całkiem pusty, miejsca siedzące, a ja wyposażona w woreczek na opakowanie po serku i husteczki.

Kierowca: Pani z tym nie wsiądzie!
Ja: Przepraszam, wiem że nie powinnam, ja go schowam.
[K]: Albo go wypieprzysz do kosza albo nie wisiadasz!
[Ja] Naprawdę zadbam, nc się nie ubrudzi, a dokończę gdy wysiądę.
[K]: Dobra, wywalasz, bo drzwi zamknę.

Wyrzuciłam.. potulnie wsiadłam.... kolejny autobus za godzinę, ja zmęczona, a w okolicy sklepu brak.

Co w tej historii najbardziej piekielnego?

W połowie trasy do centrum miasta do autobusu wsiadł Pan Żul.
Pijany śmierdzący, ledwo wszedł to udsiadł na podłodze naprzeciw wejścia. Delikatnie mówiąc oddał kał i mocz w spodnie, nie mówiąc o tym co wydostawało się górą.

Pasażerom zrobiło się słabo, jak tylko autobus się zatrzymał wszyscy ewakuowaliśmy się na najbliższym przystanku.

Podeszłam do otwartych drzwi obok kierowcy.
[J]: Co zamierza Pan z tym zrobić. Ja nie mogłam wniść serka a tu takie coś?
[K]: Pani mi dupy nie zawraca. Na kursie jestem.

Zamknął drzwi i odjechał, z żulem i kilkoma pasażerami upchniętymi w kącie autobusu, jak najdalej od Pana Żula.

Piekielne? Ja będę pamiętać to jeszcze długo... Sami oceńcie

komunikacja_miejska

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (Głosów: 152)
poczekalnia

#78049

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z dzieciństwa.
Przedszkole. Dwóch chłopców zrobiło siku w majtki. Co zrobiła nauczycielka? Rozebrała ich, odwróciła do nas tyłem i darła się na nich, darła i darła.
Pamiętam to do dziś. Zapłakane twarze chłopców, zanim ich odwróciła tyłem, także. Nazwiska także. Jestem za testami psychologicznymi dla nauczycieli przed przyjęciem do pracy.

Zerówka

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (Głosów: 153)
poczekalnia

#78046

~SmutnaBezrobotna ·
| było | Do ulubionych
Sytuacja tak absurdalna, że mi samej ciężko w nią uwierzyć. Jestem po rocznym stażu w urzędzie, mam studia magisterskie i ogólnie chciałabym pracować w administracji. Dostałam skierowanie z Powiatowego Urzędu Pracy na stanowisko refundowane (firma garmażeryjna, pomoc w kadrach), min. ukończone technikum ekonomiczne a ja jestem po Finansach i Rachunkowości, czyli kryteria spełnione. Poszłam tam, pani blondynka obejrzała CV, spytała o znajomość programu do księgowości, pomarudziła że ja tylko staże więc doświadczenia niet. Powiedziała że odezwie się nazajutrz, bo moja osoba wymaga nauki ( chodzi o wystawianie faktur, obliczanie zamówień towarów, zużycie paliwa, pensje dla kierowców i kucharek, kontakty z dostawcami ) i mimo że trudne to nie jest, ale czasochłonne więc panie się zastanowią.
Następnego dnia dostałam telefon, na teraz mogę pracować w pakowni i obsługiwać klientów, ale z czasem będę się wspinać po drabince "kariery" i wyląduję w końcu w kadrach. Dziś idę do firmy na rozmowę, pani przez telefon nie powiedziała że praca dwu zmianowa, że nie będę miała żadnych szkoleń w międzyczasie ale i tak przecież za jakiś czas mogę się starać o pracę w kadrach (niby ku*wa jak, skoro dalej nie będę nic wiedziała? ), że moje stanowisko pracy to pakownia i obsługa klienta. Dodała też, że co mi zależy skoro pensję będę dostawać jak za pracę biurową ( gdzie jest jedna zmiana od 7 do 15 i jedna sobota pracująca, w przeciwieństwie do pracownika fizycznego, gdzie druga zmiana kończy się o 22 a i w weekendy się pracuje ), a ponieważ nie mam męża ani dzieci więc praca zmianowa nie powinna być problemem. Acha, dodała że przecież rok mogę tak przepracować i szukać czegoś po tym czasie, w końcu będę miała DOŚWIADCZENIE (tak,w pakowaniu pierogów).
Poprosiłam o podpis na skierowaniu, nie chciała podpisać, mówiąc że przecież mam czas na oddanie skierowania do 10-ego i mogę to przemyśleć. Na chwilę obecną oferuje mi umowę zlecenie i może jak porozmawia z panią Jolą, to pomyślą nad jakimś kursem dla mnie. Nosz f*ck, i podobno jakaś dziewczyna jest żywo zainteresowana pracą, ale ja mieszkam bliżej i ja mam pierwszeństwo. Dzięki, łaskawco!
Poszłam do PUP bez podpisu, powiedziałam jaka jest sytuacja. Na szczęście babeczka nie robiła problemów. Do tej pory zachodzę w głowę, jak można szukać przez urząd pracowników biurowych i nakłaniać chętnych do zupełnie innych zadań? Chore..

PUP Wrocław

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (Głosów: 165)
poczekalnia

#78043

~zasmuconatrzydziestka ·
| było | Do ulubionych
jakoś w marcu pojawiła się tu historia człowieka o nicku -legion, o piekielnej rodzince, która generalnie mówiąc miała go głęboko w...

no to opowiem Wam coś podobnego o moim mężu...

mój "teść" (w cudzysłowie dlatego, że jeszcze nie miałam z nim od naszego ślubu styczności, dzięki Bogu) pije od... właściwie od zawsze. Zdarzały się czasem dni lub nawet tygodnie trzeźwości, ale jak juz poszedł w cug, to troche to trwało... moj maz ma jeszcze brata, który był absolutnie faworyzowany przez piekielnego tatusia, który mimo swojego nalogu byl dla niego autorytetem... z czasem razem zaczeli sie wymykac na piwko, a to jeden drugiemu cos przemycil w buteleczce itd. tesciowa albo slepa, albo wolala tego nie widziec. A ze moj mąż od alkoholu trzymal sie z daleka, pamietajac swoje piekielne dziecinstwo (tluczone talerze, szyby w drzwiach to jedyne sytuacje ktore znam, o reszcie mąż nie chciał wspominać; tak, wiem, zaraz beda komentarze z pytaniami to dlaczego tesciowa sie nie rozwiodla - coz, pytajcie ja, nie mnie) stal sie kompletnym odmiencem. jako, ze oszczedzal kazdy grosz aby cos w zyciu osiagnac - nazywano go chytrusem i okradano przy kazdej okazji. Wymiawiano mu kazda szklanke wypitej herbaty i kazdy zjedzony okruszek chleba. Jak im sie udalo, to zjadali mu obiad, aby po powrocie do domu z pracy nie mial czego w kuchni szukac. Ojciec wyżerał własnemu dziecku obiad z garnka, żeby ten chodził głodny!! czysta paranoja... a matka oczywiście nie potrafiła nawet słowa powiedzieć tylko udawała ślepą i głupią... takich sytuacji bylo mnostwo...

nie moge sie nadziwic jak matka czy ojciec moga tak traktowac wlasne dzieci... ja bym wszystko dala, zeby moje dziecko mialo lepiej niz ja... a tu sytuacja odwrotna: zabrac, byle mialo jak najgorzej

mam nadzieje, ze ktos ich kiedys za to rozliczy

nie ma jak rodzina

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (Głosów: 110)
poczekalnia

#78045

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Byłam z koleżanką u jej znajomej.
Kawa, ciastki, gadka, nagle z toalety krzyk- "mamo, kupa!".
No ok, 3 i 5 latki kumpeli też robią "strusia" i czekają aż im matka tyłek wytrze.
Syn tej znajomej ma lat 10. I jest jej jedynym dzieckiem, gdyby ktoś się łudził.

** Chłopiec pełnosprawny umysłowo oraz pod względem motorycznym, bez cech autyzmu, przeciętny 10latek.

dzieci maDki nadopiekuńczość

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (Głosów: 159)
poczekalnia

#78040

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dreadlak i historia #78033 sprawiła, że muszę się podzielić swoją piekielnością :) Ciekawi mnie co sądzicie o moim pomyśle.

Tak się składa, że robię relatywnie dużo kilometrów samochodami osobowymi, zdarzają się trasy po 1000km dziennie.
Takich sytuacji jak Dreadlak opisał, miałem przynajmniej kilkanaście.
Złość mnie bierze kiedy ludzie tak bezmyślnie przechodzą przez drogę/przejście. Oczywiście obserwuję te przejścia (nierzadko z nogą przygotowaną na hamulcu), bo zawsze mały dzieciak może wybiec, a dziecko może nie wiedzieć/ no wiadomo.

I obserwuję kilka grup ludzi:

1. Ultra bezpieczni - nawet jak mają zielone, to obejrzą się pięć razy/ dziecko jak mają to trzymają mocno za rękę/ bluzę /kurtkę, a przechodząc przez przejście gdzie są 2-3 pasy jezdni, zerkają czy czasem z kolejnego pasa nic jedzie. Na przejściu bez sygnalizacji - gdy się im zatrzymam - czasem nawet podziękują gestem dłoni/ skinieniem głową - moje uszanowanie. Wzór do naśladowania.
2. Zaspani - zwykle pojedyńcza osoba w godzinach porannych. Zapala się dla nich zielone a oni stoją.... gdy po paru sekundach nie ma reakcji to tam mrugnę/ delikatnie trąbnę.
3. Studenci/Uczniowie LO - idą w słuchawkach najczęściej tych dużych, ale mimo to przechodząc przez przejście zerkają lewo/prawo. Nie pochwalam, ale nie piekielnię, bo sam tak robiłem.
4.Zakapturzeni - szczególnie zimą. Mega kaptur, najlepiej jeszcze z futrem, tak że pole widzenia to mają ograniczone jak koń z klapkami. Zapala się zielone dla nich i dłuuuuuga. Idą nie patrząc czy czasem ze skrajnego pasa w poślizg nie wpada np. TIR. Zero ogarnięcia lewo-prawo. Zielone i Ch**, idą.

5. Dziunie - tapeta na ryju, słuchawki, koniecznie ryj wgapiony w iphone'a, jak lato to jeszcze okularki. Idzie jak na jakimś auto gps, czasem nawet na światło nie spojrzy, a zdarza się, że mało w słup głową nie walnie.

6. To samo co wyżej tylko z dzieckiem/ lub z wózkiem. A no i jeszcze fajeczka ultra slim, tudzież e-papieros.

No to po paru takich przygodach i wciskaniu hamulca w podłogę, dla ludzi z punktów 4-6 stosuję czasem edukację.
Jak dojeżdżam do przejścia i widzę takie człowieka pojedyńczego, który na nic nie baczy, no to mu się zatrzymuję. Gdy nadal nawet nie spojrzy w moją stronę i gapi się w tego smartfona, to wtedy już w momencie gdy przechodzi koło mojej maski, wciskam nagle klakson i taki człowieczek niemal sra w gacie - wybudzony nagle ze swojego srajfonowego świata.
A jakieś to potem oburzenie w moją stronę :D I bluzgi, zdarzyło się, że nawet ktoś kopnął zderzak (auto służbowe, śmiało).


Podsumowanie - z mojego doświadczenia wynika, że nawet przedszkolaki lepiej niż dorośli wiedzą, jak zachować się na przejściu. Tylko raz zdarzyło mi się hamować przed dzieciakiem (pies pociągnął smyczą), natomiast przed 'Dziuniami' z pkt. 6 nagminnie.

Ludziska zrozumcie, że kierowca oczekuje od pieszych chociaż minimum ostrożności.
Szczególnie na przejściach 2-3 pasowych. Nagminnie też obserwuję sytuacje, w których jeden pas się zatrzyma - chcąc przepuścić pieszych - a drugi już nie.
Wtedy pieszy jest szczególnie narażony i po prostu musi na takim przejściu spojrzeć przed każdym pasem.

przejścia dla pieszych

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (Głosów: 132)
poczekalnia

#78030

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Miejskie autobusy i tramwaje to arena cyrkowa dla różnego rodzaju patologii, debilizmu, chamstwa i skrajnej głupoty.

Jestem zmuszona do korzystania z transportu miejskiego. Do wielu, wielu sytuacji zdążyłam się już przyzwyczaić. Jedna jednak niezmiernie mnie denerwuje i dziwi.

Dwie linie tramwajowe, A i B. Trasę zaczynają z dwóch zupełnie odległych krańców miasta, jednak na przystanku X linie nakładają się na siebie i od tego przystanku jadą tą samą trasą do pętli Z. Rano i w godzinach szczytu różnica między przyjazdem na przystanek X tych dwóch linii to 4-6 minuty. Wiadomo jednak - czasem jeden tramwaj nie przyjedzie o czasie z powodu korków, zmiany świateł i innych zdarzeń. Bardzo często zdarza się więc, że A i B podjeżdżają na przystanek X w tym samym momencie lub w odstępie dosłownie 1 minuty.

Wyobraźmy sobie taką właśnie sytuację. Tramwaj A już stoi na przystanku, drzwi się otwierają, pasażerowie wysiadają. Na zakręcie widać już wjeżdżający tramwaj B. Tramwaj B zatrzymuje się, pasażerowie wysiadają. Co zrobi normalny człowiek? Poczeka, aż wszyscy pasażerowie wysypią się z obu pojazdów i skieruje się do jednego z nich. Oba tramwaje jadą w jednym kierunku, ludzi na przystanku dużo lecz bez problemu wszyscy swobodnie będą mogli jechać. Przecież tramwaje są dwa, prawda?

No nie.

99% ludzi ładuje się do pierwszego tramwaju. Wpychają się na chama, taranują ludzi już będących w środku. Często zdarza się, że motorniczy nie może zamknąć drzwi bo ludzie stojący na schodkach je blokują.

Tramwaj B odjeżdża prawie pusty.

Czym kierują się ci ludzie? Kwestia wykupionego biletu okresowego tylko na jedną linię nie stanowi problemu. Mając wykupiony bilet na linię A można jechać linią B na tym odcinku trasy, na którym obie linie się pokrywają.

Rozumiem przypadki gdy np. osoba chce jechać konkretnie linią A bo w tramwaju jedzie już jej znajomy albo tramwaj A wygląda na nowszy/czystszy/ma ładniejsze kolory/przystojniejszego motorniczego. Ale żeby dotyczyło to prawie wszystkich osób stojących na przystanku? Nie wydaje mi się.

Ludzie to jednak bydło.

komunikacja_miejska

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 59 (Głosów: 117)
poczekalnia

#78035

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem kontrolerem biletów.

Dostałem kolejną skargę od niezadowolonego podróżnego. Napisana została odręcznie, na urzędowym formularzu i brzmiała mniej więcej tak:
"Nie zgadzam sie z mandatem. Szłem kupić bilet a kontrorer nie pozwolił mi go kupić. Rządam anulowania mandatu ponieważ chciałem kupić bilet. Rządam też zwolnienia kontrorera z pracy".

Pomijając liczbę błędów, jest to chyba pierwsza skarga, w której pasażer nie napisał wymyślonej historii. A wyglądała ona tak:
Po ogłoszeniu kontroli biletów z miejsca siedzącego w tylnej części autobusu poderwał się 27-letni mężczyzna i zaczął iść w kierunku automatu z biletami. A że byłem pewny, że nie wsiadał razem z nami, a zdążył przejechać już co najmniej jeden przystanek, zatrzymałem go i poprosiłem o bilet.
- Ja właśnie idę go kupić - odpowiedział pasażer.
- A dlaczego nie kupił go pan od razu po wejściu do autobusu?
- Bo dopiero jak zaczął pan sprawdzać przypomniałem sobie, że nie kupiłem biletu.

komunikacja_miejska

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 110 (Głosów: 136)
poczekalnia

#78032

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mam hobby - jeździectwo.
Nadarzyła się okazja, więc jedziemy na zawody. My - czyli ja, kierowca i dwie przyjaciółki - autem, a konie wynajętym transportem.
W drodze powrotnej jedziemy za przyczepką przez miasteczko, które jako tako znam. I widzę, że kierowca bukmanki pakuje się prosto w roboty drogowe totalnie zlewając informację o objeździe. Dojechał do naszej zamkniętej drogi i na czuja pojechał gdzieś w bok, w nie interesującym nas kierunku. Zgubił się, zatrzymał się na poboczu i melduje, że nie wie gdzie jechać. Ja wiedziałam, że musimy wrócić tą samą drogą i zjechać na objazd, wiec zaoferowałam, że go wyprowadzę. Na właściwej już drodze okazało się, że można było pojechać drogą, z której zawróciliśmy i też by się dało wyjechać - ale ani ja, ani drugi kierowca, ani nawigacja nie wiedzieliśmy o tym, bo był to przejazd przez parking przy jakimś sklepie.
Po powrocie do stajni rozliczamy z gościem kilometry i tu następuje piekielność:
- a za to, że się pani zgubiła w tym miasteczku i zrobiliśmy 3 km więcej, należy się 4,83 zł.
Facet chyba zapomniał, że beze mnie krążyłby tam do dnia ostatecznego.
Nawet jeśli chciał sobie wrzucić te 3 km w koszta, to nie musiał osobno tego wyliczać...

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 39 (Głosów: 101)
poczekalnia

#78028

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dojeżdżam do szkoły autobusem, który rano jest często zatłoczony. Nie inaczej było dzisiaj. Przy drzwiach siedziało dwóch dresiarzy w patriotycznych kurtkach, a obok nich stał trzeci. Dwa miejsca dalej był wysoki, czarnoskóry mężczyzna, ale dresiarze i tak głośno rozmawiali o swojej głębokiej miłości do Ojczyzny, wyższości kultury polskiej nad arabską, konieczności zabicia lub deportacji wszystkich imigrantów i tym, że Polska jest tylko dla Polaków.

Na następnym przystanku, do autobusu wsiadł starszy mężczyzna. Cały drżał, mimo laski ledwo stawiał kroki i widać było, że przy pierwszym zakręcie z pewnością się przewróci i tak łatwo nie wstanie. Staruszek poprosił drżącym, słabym głosem jednego z siedzących dresiarzy o ustąpienie mu miejsca, ale usłyszał tylko bardzo kulturalne ,,Spier*****, dziadek". ,,Dziadek" już miał się dostosować do polecenia, ale w tej samej chwili, czarnoskóry mężczyzna, którego, zdaniem dresiarzy, ,,powinno się k*rwa wypier***** z kraju" wstał, przeprosił staruszka łamaną polszczyzną za zachowanie ,,patriotów", po czym pomógł mu usiąść na swoim miejscu, zapytał, dokąd jedzie i czy będzie potrzebował pomocy przy wysiadaniu.

komunikacja_miejska

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (Głosów: 205)