Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#82691

~mojemiastoawnimwypadek ·
| było | Do ulubionych
Mieszkam w Poznaniu przy Pl. Wielkopolskim. Obok leci jedna z głównych arterii miasta. I coś mnie trafia, gdy w nocy budzi mnie dźwięk szybko jadących pojazdów- aut, motorów, czy pseudo-sportowych sebiksowozów z dziurawym tłumikiem, bo tak fajnie.

Ktoś powie, że to zalety mieszkania w centrum. A ja powiem, że jest to głupota, która dziś blisko 2 w nocy spowodowała, że obudził mnie wypadek. Usłyszałam tylko gwałtowne hamowanie i zgniatanej stali. Auto wbiło się w budynek, strażacy wyjechali.

Co mnie denerwuje? Jest to jeden z powyższych delikwentów. Jadą szybko, bo przecież dwu pasmowa i pusta droga. Nie mają za nic, że o tej godzinie mogą jeszcze wracać ludzie z imprez i stać się ich ofiarą, bo będą przechodzili na pasach na nocny. Albo będą szli chodnikiem, a taki mistrz skasuje ich przy okazji.

Patole policji? Prawie brak, a niebezpieczeństwo duże, bo takich montrych w letnie weekendy pojawia się przynajmniej 2 na noc.

wypadek

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 8 (66)
poczekalnia

#82703

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sąsiad dosyć regularnie pali plastikami w piecu. Robi to w nocy, po 22. Także w czasie upałów. Smród straszny, okna trzeba zamykać, duszno.
Dzwonię na policję, przedstawiam sprawę.
- Proszę zadzwonić do straży miejskiej, mówi policjantka.
- Ale oni nie pracują w nocy.
- To niech pan zadzwoni w dzień.
- W dzień oni nie palą plastików.
- Może podeślę patrol.

Oczywiście nie przyjechali.
Policja Zielona Góra.

Po co palić w piecu, gdy temperatury dochodzą do 30 stopni Celsjusza? Chyba tylko na złość sąsiadom.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (85)
poczekalnia
Jest pewien gatunek ludzi, którzy uwielbiają komentować. Oraz plotkować, plotkować i plotkować, jakby zależała od tego przyszłość świata... Nieważne co, nieważne z kim, nieważne o czym, ważne (chyba) tylko, żeby gębą kłapać.
Przodują w tym starsze kobiety, ale i faceci nie są święci.

W okolicy miał miejsce wypadek. Z nieznanych przyczyn zderzyły się dwa samochody, w zasadzie czołowo. Natychmiast zginęły 2 osoby i 4 zostały mocno ranne. Wiek wszystkich 20-30 lat. Takie były fakty i wiem to z pierwszej ręki, bo kolega jechał za nimi i był na miejscu. Wezwał pogotowie, próbował kogoś wyciągać, reanimować, pomagać. Jednym z chłopaków i najprawdopodobniej kierowcą był znany mi człowiek.

Na drugi dzień wpada na mnie sąsiadka i od razu (w skrócie):
-taka tragedia, tylu młodych pozabijanych, jeżdżą jak warjaty, a to pogotowie podobno dopiero po godzinie przyjechało, dopiero śmigłowiec rannych pozabierał, tyle piniędzy się płaci na te służbe zdrowia, drogie te lekarze, a tacy młodzi i ich nie poratowali...

Sąsiadka ma lat pewnie z 80, chyba nie jest zbyt wykształcona, więc wiele można jej wybaczyć. Sąsiadkę wysłuchałem, przytaknąłem i uciekłem, a na swoje usprawiedliwienie tylko mogę napisać, że wszystko to trwało z 5 sekund, a sąsiadka trajkotała jak katarynka.

A piekielność?

Na drugi dzień już wiedziała kto zginął. Był to lokalny złodziejaszek, taki co to rower ukradnie sąsiadowi, albo radio mu z samochodu wyciągnie, trawę sprzeda, posiedzi trochę, potem wyjdzie, znowu go posadzą, taki głupszy niż szybszy.

A sąsiadka?
- w tym wypadku to ten Piekielny z Piekielnej zginoł ! Dobrze tak sk$rwensenowi ! Jak porządny człowiek zachoruje to miesiącami czeka na wizytę do lekarza! a do złodzieja to helikopterem lekarzy wieźli, kto to widział !!

słuzba_zdrowia

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (67)
poczekalnia
Na komórce nie działa mi dodawanie komentarzy, więc tutaj napiszę i może uda się odpowiedzieć na historię piekielni.pl/82664

Pracowałam kiedyś na infolinii. Tajemnica różnych ofert jest taka, że w salonie będzie co innego, na infolinii inna promocja a przez internet też inna promocja. Bardzo możliwe, że w salonie takiej opcji nie było, albo był nowy pracownik, który po prostu się nie znał. Ewentualnie było jakieś ciśnienie na umowę, ale z doświadczenia wiem, że jak klient zaczyna rezygnować z droższych warunków, to "nagle" znajduje się jakaś promocja.

Promocje często są "indywidualne". Może to za dużo powiedziane, ale może być tak, że Nowakowa spod czwórki to ona ma HBO za 0 zł na pół roku, a ja tylko na 3 miesiące, no chcą oszukać! Nie chcą, ale w systemie czasami pojawia się coś ekstra i można to zaproponować.

Autorce wyznania radzę też dopytać się o warunki tego pakietu za pięć złotych, bo może być tak, że promocja trwa 3 miesiące, a potem zacznie kosztować 25 złotych.

A jak już piszę doświadczenia "z drugiej strony", to na pewno spotkaliście się z sytuacją typu: "na infolinii mnie oszukali, powiedzieli, że super pakiet za darmo dostanę, a nagle rachunek po pół roku sięga kosmosu". Jak wygląda to naprawdę? Pracownik jest w obowiązku przeczytać zasady działania danej promocji, a kto zawierał umowę przez telefon ten wie, że to jest długie, zawiłe i mało kto tego słucha, tylko wyraża zgody. Umów też mało kto czyta, a podpisuje się nową umowę, bo już w salonie ustalane są szczegóły przez ostatnie 30 minut, to teraz trzeba czytać te kilka stron A4? Czytanie umów i słuchanie tego co nawija konsultant jest tak częste jak kupowanie licencji do win.rar'a. Naprawdę, nie było możliwości, aby nie wspomnieć, że promocja jest na czas określony. Akurat z naszej placówki można było wylecieć, jeżeli oszukiwało się klienta.

Moja ostatnia rada.
Klient chce pakiet sportowy. Patrzymy się wsystem i ma trzy albo nawet cztery opcje. Bez promocji, z promocją, promocją numer dwa i mega promocją. Konsultant ma przedstawić najdroższą opcję. Za drogo? Akurat mamy promocję dla Pana! Po co wspominać, że może być jeszcze taniej? Jak cena odpowiada to niech ma, jeżeli nadal kręci nosem, to "poszukamy" czegoś lepszego. Rada jest taka: zależy wam na czymś ekstra? Policytujcie trochę, nie zawsze, ale często są promocje, a czasami nawet jest ich kilka. Rekordzista nie płacił za dodatkowe kanały ze dwa lata, ale jak to osiągnął, tego nie wiem.

Może mało piekielne, ale mam nadzieję, że przydatne informacje.

Praca

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 56 (72)
poczekalnia
Dla wszystkich zorientowanych i nie zorientowanych, dla Szczecinian, ale i dla reszty Polski. O Balbinie, kobiecie, która zablokowała trzecie pod względem powierzchni miasto w Polsce.


Wyobraźcie sobie, że siedzicie w autobusie. Jedziecie komunikacją miejską w pogoni za swoimi sprawami. A to dziecko odebrać, to do pracy, może na zakupy. Ktoś na pewno ma umówioną wizytę u lekarza i jedzie, bo czekał na nią pół roku. Inny ktoś po dwunastu godzinach pracy myśli o ciepłym łóżku, patrząc mętnym wzrokiem w dal, odliczając ostatnie przystanki. Każdy z was chce być już na miejscu, bo każdy kolejny przystanek to dodatkowy zmarnowany czas. Ludzie wsiadają, wysiadają, a Wy chcecie być już u celu. Na jednym z takich przystanków czeka Balbina. Co ów kobieta z piekła rodem robi? Blokuje. Wjeżdża przed autobus, krzyczy, stwarza zagrożenie dla siebie i innych. Ostatnio wyjechała na trzy pasmową drogę. Pod auta. Mimo poleceń policjanta. Co w takiej chwili chcecie zrobić? Pewnie część wysiądzie, część będzie czekać dalej. Jeszcze inni źli i zmęczeni spróbują wobec niej przemocy słownej.

Kim jest ów Balbina? Ano ponoć jest niepełnosprawna (choć chodzi na własnych nogach), porusza się na SKUTERZE (nie mylić z wózkiem! bo i tacy obrońcy się trafiają), zatrzymuje autobusy, bo kierowcy w trosce o bezpieczeństwo jej i pozostałych pasażerów nie chcą jej zabierać. Kiedy jednak trafi się, że otworzą dla niej rampę, odmawia ona wjazdu tyłem, ustawienia się w odpowiednim miejscu i przypięcia pasami krzycząc, i jazgocząc czym tak czy siak doprowadza ludzi do szału. Blokuje też sklepy czy urzędy idąc doń na ostatnią chwilę w akompaniamencie krzyków "bo mi się należy". Co ciekawsze, ani władze miasta ani policja nie są w stanie jej nic zrobić. Nic. Zero. Czy wyobrażacie sobie sytuację, w której blokujecie ruch, wezwany patrol policji wypisuje Wam mandat, Wy uciekacie, ubliżacie funkcjonariuszom i NIE PONOSICIE KONSEKWENCJI? Otóż Balbina ma taryfę ulgową na wszystko. Uciekając przed radiowozem potrąciła człowieka, na co jest film. Prawdopodobnie też przejechała tym swoim Balbiwozem funkcjonariuszowi po stopach. I nadal NIC.

Co robią ludzie? Informują się gdzie może być, zaczynają tworzyć złośliwe memy by jakoś osłodzić tą gorycz i nienawiść do niej kiełkującą. Myślą jak temu zaradzić i jak ją powstrzymać skoro władza się nie kwapi.

Co robią organizacje i gazety? Ano piszą o biednej schorowanej kobiecie, która walczy o prawa niepełnosprawnych, a zły Szczecin grozi jej i oczernia w internecie.

Co robią władze? Udają, że robią. A ludzi nosi, bo nigdy nie wiesz kiedy na Balbi trafisz.


Kto jest piekielny moi mili? Czym może się to skończyć? Kiedy w końcu wściekły tłum chwyci za widły i wyda samosąd?

PS. W 2015 zablokowała nawet prezydenta. Kto ma chęć - polecam youtube.

komunikacja_miejska

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 73 (101)
poczekalnia
Moja historia dzisiaj to raczej o tym jak do piekielności nie doszło..

Postanowiłam sprzedać swojego ukochanego laptopa aby nabyć nowszy model. Cena nieco wysoka, bo wyjściowo ponad 7 tys, ale to w końcu MacBook Pro i nadal na gwarancji Apple Care (rozszerzona gwarancja Apple). Te laptopy chodzą w podobnych cenach, a mój ostatnio to został niemal wymieniony na nowy, ma całkowicie nową baterię. Wszystko opisane w ogłoszeniu.

Oczywiście wśród "kupujących" w większości Brytyjskie przekręty. Ale trafił się też ktoś z bliska, bardzo zainteresowany, nawet cena pasuje i zgodził się na odbiór osobisty.

Pan gotów przyjechać z kolegą nawet już teraz zaraz, proszę podać tylko adres i już jedziemy.

Jako, że nie mam doświadczenia w sprzedaży internetowej a sprzęt jest o sporej wartości, to zaproponowałam Panu opcje najbezpieczniejszą, zarówno dla mnie jak i dla niego. Spotykamy się w siedzibie mojego banku, tam pokaże mu laptopa i jeśli wszystko będzie odpowiadało, to podpisujemy umowę, podchodzimy do okienka i Pan wpłaca pieniądze na moje konto. (takie zabezpieczenie dla mnie przed fałyszywymi pieniędzmi)

Na to Pan zaklnął i się po prostu rozłączył... A mnie w głowie zaczęły przebiegac wszystkie możliwe scenariusze, co by było, jakbym do mieszkania wpuściła 2 nieznanych mi mężczyzn.... Bo tego, że to był wałek, to jestem pewna

sprzedaz_internetowa.

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (122)
poczekalnia
Lato. Wysyp wesel, psia jego mać.

Specjalnie przyleciałąm do Polski na ślub i wesele do Warszawy, mając nadzieję na fajną zabawę. Okazuje się jednak że "stolyca" wcale nie oznacza zabawy na poziomie. Wręcz przeciwnie.

Mam jedną zasadę od zawsze. Nie biorę udziału w oczepinach. Jeśli ktoś (nawet panna młoda lub pan młody) mnie próbuje siłą wyciągnąć, to ja z równą siłą się wyrywam. Kiedyś pamiętam, że się nawet jakaś tam ciotka na mnie obraziła, ale miałam to w szanownym poważaniu.

Do rzeczy, Na weselu w tym roku stałam sobie grzecznie w kącie, a oczepiny się zaczęły. Były standardowe i nawet fajne zabawy i konkursy. Aż tu nagle lider kapeli mówi, że do następnej zabawy prosi 10 singli i 5 singielek.

Zabawa polegała na tym że panowie ustawili się w dwóch rzędach przodem do siebie z małą butelką wepchniętą w spodnie. 5 panów miało pełną butelkę a 5 pustą. Zadaniem pań było latanie ze słomką i przelanie zawartości butelki z pełnej do pustej. W sensie w buzi.

Zażenowana całym tym pomysłem próbowałam przemówić młodym, rodzicom i kapeli do rozsądku, ale zostałam wyśmiana. Wodzirej dodatkowo ze śmiecham polecił gościom robić zdjęcia ustawiając się za jednym lub za drugim rzędem. "Bo to będą śmieszne zdjęcia, hahaha"

I tak oto ludzie zaczęli "się bawić". Wśród dziewczyn była tylko jedna na pięć, która zrezygnowała po kilkunastu sekundach. Nie dziwie się. Miała 17 lat. I trochę oleju w głowie na szczęście. A reszta Pań miała cudowne zdjęcia, które sugerowały nic innego jak seks oralny w miejscu publicznym. Panowie zaś dla śmiechu zaczęli wypychać biodra w kierunku dziewczyn, robić oczywiste grymasy rozkoszy na twarzy, jeden nawet zaczął głaskać po włosach dziewczynę, ku wielkiemu zadowoleniu i śmiechowi gości.

I tak sobie latały dziewczynki, każda od jednego pana do drugiego, każda chciała przelać zawartość jak najszybciej, a ja stałam tylko z boku z oczami jak pięciozłotówki zastanawiając się gdzie ja w ogóle jestem. I czy przypadkiem zaraz się tu orgia nie zacznie.

Później jeszcze zapytałam tych ludzi biorących odział w zabawie, czy zdają sobie sprawę co zrobili, ale nikt nie widział nic złego i że nie umiem się bawić. Po mojej stronie opowiedziała się tylko ta młodziutka dziewczyna, która była wraz z rodzicami i tuż po oczepinach pojechali do domu.

I tak oto, drodzy czytelnicy, wybuchła afera. No kto by się spodziewał? To znaczy ja na pewno. Ale nawet ja nie spodziewałam się aż takich jazd. Bo że panna młoda jest na tyle głupia że wstawiła te zdjęcia na fejsa to mogłam się domyślać, trochę ja znam. Że oznaczy wszystkich na tych zdjęciach, tez się domyślałam. A uczestnicy zabawy mieli, z tego co słyszałam, w znajomych swoich szefów, swoich rodziców, kolegów z pracy. Wszystko im się wyświetliło.

Dodatkowo ludzie robili zdjęcia prywatnymi telefonami, do czego gorąco zachęcał wodzirej/ lider kapeli. Wszyscy zaczęli sobie te zdjęcia pokazywać, a lwia część z tych osób wysyłała je przez Messengera i inne apki.

Weryfikacja znajomości part 1.

EDIT: po przeczytaniu komentarzy dodam, że:
1) jedna z dziewcząt została zwolniona z pracy, jako powód podano "szkodę dobru firmy". Była to praca na bardzo wysokim stanowisku jak na trzydziestolatkę. Owszem, miała kolegó z pracy w znajomych.
2) jeden z panów jak się okazało nie do końca był singlem ;)
3) owszem była próba wkręcenia mnie w to, ale na szczęście krótka.
4) nakłanianie 17 latki!!! żeby przestała wydziwiać i wróciła na parkiet jest moim zdaniem absolutnie próbą naruszenia jej godności osobistej. Jej rodzice potem wymienili ze mną kilka wiadomości o żenadzie w tamtym momencie. Jak widać nie każda dziewczyna jest rozpustną suką, której przykłądanie głowy do męskiego rozporka jest hihihi zabawą.
5) dodam, że do oczepin dotrwały niektóre dzieci. DZIECI! kilkuletnie, które już kumają conieco.
6) no i komentarz o tym, żebym nie umoralniała. Patrz punkt 4 i 5.
7) I co to do cholery za facet, który PUBLICZNIE nie ma nic przeciwko, że 17letnia dziewczyna (najprawdopodobniej dziewica) przykłada mu głowę do rozporka. Dwaj panowie, którzy "przez nią" nie wzięli udziału w zabawie, skwitowali to krótko: kur.. nie wygramy wódki tym razem.

wesele

Skomentuj (55) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (177)
poczekalnia
O fanatykach religijnych.
Czekając na nadjechanie mojego pociągu, siadłem sobie dzisiaj, razem ze swoją dziewczyną, na ławce w dworcowej poczekalni. Oprócz nas siedział tam jeden młody chłopak.
Po chwili zauważyłem, że na każdej ławce leżała kartka zapisana od góry do dołu tekstem, zawierającym wiele pogrubionych i podkreślonych fragmentów.
Gdy wziąłem jedną z tych kartek, okazało się, że jest to służąca chyba tylko szerzeniu nienawiści litania na temat "dlaczego osoby homoseksualne są dziećmi szatana". Pełna była cytatów z Biblii, mających rzekomo udowadniać, że są oni z natury zdeprawowani i robią to, co robią(w domyśle chyba gwałcą wszystko co ma płeć zgodną z ich własną) bo są zaślepieni złem, a są zaślepieni złem, bo robią to, co robią.
Większość tych tekstów, co ciekawe była stylu "a oczy ich są ślepe na dzieła Pana bo grzeszą" czyli te kawałki można by podpiąć pod cokolwiek, bo tylko 1 fragment wprost mówił, że o "sodomitów" w nim chodzi.
Całość podpisana "chrześcijanie"
Kartkę zgniotłem i wyrzuciłem do kosza, na co przyglądający mi się typek obecny przed nami, podszedł do mnie awanturując się, że "sprzyjam gejostwu, pozwalam na szerzenie się bluźnierstwa i pewnie sam jestem jednym z nich, że tak się boję słów prawdy".
Na jego nieszczęście miałem dziewczynę u boku, więc trzy kolejne osoby, które przyszły po nas, nie miały zbyt długiego widowiska, jako że krzykaczowi brakło argumentów.
Jednym z przybyłych był ksiądz.
Wziął pierwszą z brzegu kartkę, przeczytał w milczeniu, zgniótł w kulkę i dał "chrześcijaninowi" ze słowami "a teraz pozbierasz pozostałe i wszystko wyrzucisz".
Kartki o pedofilach w Kościele prawdopodobnie już w druku.

komunikacja_miejska

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (115)
poczekalnia

#82688

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Z pamiętnika fotografa - hobbysty.

Wydawałoby się, że fotografia to takie spokojne hobby. No bo co się może stać, żeby cię zdenerwować podczas robienia zdjęć?

Makro. No i udało ci się znaleźć tego jednego jedynego kwiatka w parku. Żadnych przebarwień, uszkodzonych płatków, otoczony ładną zielenią.
Ustawiasz aparat, nakładasz filtry, usuwasz kilka pożółkłych listków, zdmuchujesz muszki i gotowa do boju pochylasz się nad roślinką...
"-Kwiatek" - słyszysz piskliwy wrzask i w tym momencie mała pulchna łapka na oko cztero lub pięcioletniego potwora zaciska się na łodydze wybranego przez ciebie okazu i zrywa go z przed twojego nosa.
Wzruszasz ramionami i idziesz szukać dalej.
I nadarza się prawdziwa gratka - na kwiatku siedzi piękny ogromny motyl. Gorączkowo ustawiasz aparat, nachylasz się do zdjęcia powtarzając w głowie "nie odlatuj, nie odlatuj..." obraz wyostrzony... palec prawie na spuście migawki...
"-Motilek!" - słyszysz rozdzierający wrzask za swoim uchem (aż się zastanawiasz czy masz jeszcze całe bębenki) a w polu widzenia obiektywu pojawiają się znajome pulchne łapki machające na wszystkie strony...

Znalazłaś świetne miejsce na zachód słońca. Wprawdzie ponad pół godziny samochodem w jedną stronę, do tego około 20 minut stromego spacerku w górę, ale warto. Przecinka w drzewach, obniżenie pomiędzy dwoma wzgórzami. Jedno jedyne miejsce by ustawić aparat -precyzja co do kilku centymetrów, inaczej w obiektywie widzisz gałęzie.  Jeździsz kilka dni z rzędu  (bo niebo bez chmurki, bo zbyt zachmurzone, bo wietrznie i gałęzie latają na wszystkie strony, bo droga zablokowana i przegapiłaś TEN moment). Ale w końcu jest. Idealna ilość chmurek baranków, bajkowe niebo, kolory, krajobraz... Pewnie ustawiasz statyw, nakładasz filtry, ustawiasz światło. 
Nie wzięłaś jedynie pod uwagę, że malownicza okolica przywabi na romantyczny spacer zakochaną parkę.
Co robi zakochana parka by zamanifestować światu swą miłość?
Selfiki.
A gdzie najlepiej zrobić selfika?
Pewnie w miejscu, które wybrał sobie fotograf z aparatem jak armata. Wygląda profesjonalnie, to się pewnie zna.
Więc biegną i ustawiają ci się na wprost obiektywu.
I strzelają sobie selfika za selfikiem,  dziobek za dziobkiem. Światło ucieka, a za późno by przestawiać statyw i szukać nowego miejsca.
Słońce zachodzi, parka odchodzi szczęśliwa, że ma aż tyle zajebistych dowodów miłości, a ty zostajesz z potężnym wku..em.

Pejzaż, widok na ruiny starego opactwa. Aparat na statywie, czekasz cierpliwie aż przejdą wszyscy spacerowicze. I jest pusto. Wprawdzie nadchodzi z naprzeciwka rodzinka, ale jest wystarczająco daleko, by być poza polem widzenia aparatu. Spokojnie nachylasz się do aparatu i zamiast opactwa widzisz latorośl rodziny skaczącą na wprost aparatu. Rodzinka zaśmiewa się na całego. Siadasz i odpalasz Facebooka na telefonie, czekając aż im się znudzi. W końcu mijają cię z pretensjami "-przecież to tylko dziecko". Dziecko w międzyczasie próbuje kopnąć statyw.

Znowu pejzaż. Idzie pani ze szczuropieskiem na rozciągniętej smyczy. Przymierzasz się do zdjęcia, sprawdzasz ustawienia. Piesek obwąchuje statyw, w pewnym momencie podnosi przy nim tylną łapkę w celu wiadomym. Z przekleństwem podrywasz statyw z aparatem do góry, płosząc zwierzę, które zaczyna na ciebie jazgotać. "Przecież to pies, musi się wysiusiać" - słyszysz równie nieprzyjemny dla ucha jazgot właścicielki. Ale dlaczego na twoją własność, do ciężkiej chole...

Siedzisz w przestrzeni piknikowej, sama przy stoliku. Czekasz na swojego, który poszedł po kawę. Zmieniasz obiektyw, bo wiesz, że w następnej części wycieczki będzie parę okazji do fotografii natury. Na chwilę odkładasz obiektyw na stół i nagle widzisz sięgające na stół brudne łapki jakiegoś dzieciaka. Łapiesz za obiektyw i warczysz "nie dotykaj".
"-Przecież to tylko dziecko, chciało się pobawić"
Sorry, ale nie nowym obiektywem za twoją tygodniową wypłatę.
Ta sama historia, ale tym razem nie obiektyw, a filtry. Próbujesz je posegregować po całodziennym wymienianiu i wrzucaniu do torby na chybił trafił. Tym razem ci się nie udaje i kolorowe szkiełko ląduje w ubabranych lodem, piachem i czekoladą łapkach.
Filtr do wyrzucenia. Rodzice nie widzą problemu, no bo "przecież to tylko dziecko".

Wracasz  z kolejnej wyprawy, zasiadasz w ulubionym fotelu ze szklanką piwa/wina/koniaku/spirytusu i obiecujesz sobie, że od dziś makro tylko we własnym ogródku,  a pejzaże albo po przeprowadzce na bezludną wyspę, albo po tym jak apokalipsa zombie wykończy 99% ludzkości (chociaż boisz się, że pozostałe jeden procent nadal właziłaby ci w obiektyw).

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (145)
poczekalnia
Sytuacja z dziś, sami oceńcie kto był piekielny.

To, że teściowa zmarła oczywiście wiedzą wszyscy w okolicy. A "uroki" wsi takie, że jeżeli umarł ktoś z TAKIEGO DUŻEGO domu z TAKIM DUŻYM OGRODEM itp. To znaczy, że spadek w miliardach monet pozostawił.
Cóż, po teściowej nie zostało nic poza długiem do spłacenia, ale mniejsza o to. O tym nikt z rozsiewających plotki nie pomyślał ;).

O takim "gadaniu" dowiadujemy się głównie od rodziny P. Która tutaj mieszka (telefon od kuzynki z pytaniem czy to prawda, że kupiliśmy nowy dom; telefon od ciotki czy to prawda że wyprowadzamy się za granicę itp.) Po jakimś czasie zrozumieli, że nie dostaliśmy nic, ale przekazują nam żartobliwie co lepsze "podejrzenia", zasłyszane z miejsca pracy. Kuzynka P. Prowadzi tutaj własny sklep (jedyny w okolicy) i właśnie to on jest jednym z głównych "punktów" głośnych debat przede wszystkim starszych ludzi na różne tematy. Z czasem zaczęliśmy mieć dość plotek, telefonów (od dalszej rodziny) i domysłów.

Wczoraj robiliśmy grilla ze znajomymi P.
Jego kolega kupił sobie ostatnio auto; nie prosto z salonu, ale rocznik 2014, zadbane i ogólnie wizualnie robi wrażenie. Przyjechał nim do nas. Miał nie pić nic,ale wyszło inaczej. Stanęło więc na tym, że przyjedzie po niego żona a my auto odwieziemy jutro pod jego dom (wiocha obok). Dziś rano zgodnie z obietnicą wsiadamy w auto kolegi, a że sklep otwarty do 13* to postanowiliśmy zatrzymać się żebym skoczyła po bułki i zgrzewkę wody.
Wchodzę, biorę co miałam wziąć i czekam w kolejce. Obsługuje (k)uzynka P. Moja kolej.
J-Hej, tylko woda będzie. I bułki trzy.
(k)-(podaje cenę)... Oo, co to nowe auto sobie kupiliście? Przecież P. kupił dwa miesiące temu chyba?
J- (czuję wzrok ludzi na sobie) A no wiesz... Tyle pieniędzy po śmierci mamy dostaliśmy, że jeszcze chyba ze dwa kupimy, tak o, żeby stały przed domem i oko cieszyły.


Podłożą nam ogień pod dom czy nie?

*Wiem, że niedziela niehandlowa dziś, ale jak już wspomniałam, sklep należy do kuzynki P. To tak jakby ktoś chciał się "przyczepić".

ludzie zazdrość plotki

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 59 (87)