Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#79724

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Lato, wakacje, tłumy nad morzem...tłumy często zapominajace, że na wakacjach też trzeba myśleć.
Wypoczywaliśmy z chłopakiem w tym roku w jednej z nadbałtyckich miejscowości. Pewnego dnia po śniadaniu postanowilismy zabrać auto i wybrać się pozwiedzać do pobliskiego miasta. Próbując się przecisnąć przez zatłoczone i zastawione autami uliczki natkneliśmy się na pana poruszajacego się jednym z gokartów (?) na pedały samym środkiem drogi publicznej. Kilka metrów przed nim, nawet jeszcze bliżej osi jezdni jechała córka-dziecko może 7-letnie. Jechaliśmy za nimi wolniutko dłuższą chwilę, chłopak zdenerwował się, uchylił szybę i upomniał tatusia , żeby się zastanowił co robi, po tej ulicy jeżdzą auta, nie jest to bezpieczne, 100 m dalej jest duży park, idealny dla gokartów czy rowerów. Tatuś przeprosił? Machnął jedynie ręką i nonszalancko rzucił: "Dobraaa...jedź pan!" wciąż korzystając z jezdni.
Świetny przykład dla własnego dziecka...

wakacje

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 51 (69)
poczekalnia

#79723

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pracuje już od 5 lat w restauracji/barze u Szkocji. Sytuacji piekielnych (bądź absurdalnych) cała masa, ale ostatnio pewna starsza pani rozwaliła mnie w taki sposób...
Pani po kilku drobniejszych perypetiach zamówiła na barze herbatę i pomimo,że nie podajemy do stolika zamówień z baru kolega grzecznie zaniósł, gdyż pani po rzuceniu "Herbata i kanapki" sobie odeszła (jaka herbata? z czym kanapka?).
Kilka minut później podchodzi do mnie krzątającej się między stolikami z wpół wypitym kubkiem herbaty mówiąc:
-Podaj mi świeżą herbatę, bo nalałam do niej mleka, ale zapomniałam, że ja nie lubię z mlekiem...

Serio?!

gastronomia

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (65)
poczekalnia

#79721

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odnośnie historii #79702.
Jestem głucha... znaczy, że od urodzenia mam uszkodzenie słuchu na jakimś tam poziomie.
Mam dokładnie takie same sytuacje jak koleżanka autorka w/w historii. Dla tych co nie mają bladego pojęcia jak to jest - zatkajcie sobie uszy stoperami i idźcie do urzędu, podejdźcie najlepiej do babki, która siedzi za szybą i spróbujcie załatwić jakąś mega trudną sprawę. No to ja właśnie tak funkcjonuję na co dzień.
Piekielności w punktach:
1. Matka - "naprawdę potrzebujesz aparatów za 6000 zł? Już nie przesadzaj, że aż tak źle jest. Trzeba się nauczyć słuchać. Od tej muzyki ogłuchłaś (przypominam - wada wrodzona)
2. Nowo poznani ludzie - mówię, że jestem niesłysząca, a oni zachowują się jakbym co najmniej powiedziała, że jestem kosmitą przybyłym z odległej galaktyki i że Darth Vader naprawdę istnieje. Każą pokazać aparaty słuchowe i nawet pytają, czy mogą przymierzyć.
3. Kiedy proszę o powtórzenie, bo jestem niesłysząca, to ludzie zamiast powiedzieć to samo głośniej, powtarzają tak samo cicho albo mówią to co mnie najbardziej wk... denerwuje - "dobra, nieważne, już nic". Tylko to powoduje, że czuję się jak idiotka.
4. Najgorsza piekielność - niestety mój syn w drodze dziedziczenia, również ma niedosłuch. A kochana rodzinka, która myślałam, że będzie mnie wspierać w trudnych chwilach, uważa, że wszystko sobie wymyśliłam, i żebym nie robiła ze swojego syna kaleki.

Zapewniam Was ludzie - niepełnosprawności się nie wybiera, a jak już wylosowałeś ten wspaniały bonus, to codziennie musisz zmagać się z ludźmi, którzy postanawiają cię jeszcze bardziej skopać, mimo że już bez tego masz pod górkę.

niepełnosprawność

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (96)
poczekalnia

#79720

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Świat jest mały i ma to swoje kiepskie strony.

Na wakacjach za granicą na plaży podszedł do mnie typ z mojego miasta, który ma bardzo charakterystyczny samochód i sporą firmę. Kiedyś go poznałem przez kolegę kolegi , rozmawialiśmy z 5 minut właśnie o jego samochodzie. Jak to na urlopie, gadka szmatka, chwilę pogadaliśmy o tym i tamtym, ogólnie marudził, że nudno, że ciepło, że nikogo znajomego, nie ma się z kim napić nawet.

Przysiadł się do mnie w trakcie obiadu ze swoją dziewczyną i wyskoczył z tekstem, że musimy zrobić sobie męski wieczór i wyskoczymy się zabawić do kasyna. No cóż, kasyno do tej pory kojarzyło mi się tylko z „Kasyno Royale” z Jamesem Bondem i z tłumami ludzi, którzy wrzucają pieniądze do maszyn, albo z obłędem w oczach obstawiają ruletkę, czy grają w oczko. Ostatnią rzeczą z którą kojarzyłem kasyno to „zabawa”, co może być zabawnego w sponsorowaniu kolejnego jachtu czy ferrari właściciela kasyna? Nic. Ale zajrzałem do portfela, stwierdziłem, że stówkę albo dwie mogę wydać, żeby zobaczyć jak ten cyrk wygląda na żywo. Pojechaliśmy, ładny kawałek, do innego kraju nawet.

Kasyno jak kasyno, tłumy ludzi przegrywający swoje ciężko zarobione pieniądze, mocno opaleni panowie w burkach w jedną noc wydający więcej niż większość ludzi zarobi przez całe życie, z obstawą, żeby nikt niewierny nie zagrał przy ich stoliku, specjaliści od „systemów”, notujący każde rozdanie czy wynik ruletki, no i panienki czyhające na tych co jednak coś tam trafili. Widziałem też najgłupsze urządzenia na świecie pokazujące jakie numery padły w poprzednich losowaniach ruletki.

„Kolega” jak zauważyłem, czujący się tutaj jak ryba w wodzie, zamienił „grube hajsy” na żetony i poleciał je wydać. Poszedłem i ja połaziłem, pooglądałem, obstawiłem raz drugi, coś tam wygrałem, schowałem kasę do kieszeni i poszedłem szukać znajomego. Prawie wszystko przegrał, ale „passa musi się odmienić”, „musi się odegrać”, „teraz ma przeczucie”. Znów wymienił kasę na żetony . I Znów . I jeszcze kolejny raz. I znów. I jeszcze raz . I ostatni raz. No i na wyjście jeszcze trochę. No i naprawdę ostatni raz. Przez kilka ostatnich razów stałem przy nim i namawiałem, go, żeby skończył i widziałem, że sporo przegrał. Skończył, wyszliśmy, wracamy. No i rozmowa (w skrócie) w trakcie powrotu.

-Jak ci poszło Garrett?
-no na plusie
-to ile wygrałeś
-500
-aha.

Wróciliśmy do hotelu, na drugi dzień przy śniadaniu rozmawiałem z jego dziewczyną, mówi, że facet przegrał prawie 20000 więc zadowolony nie był. No i za chwilę przyszedł i wyskakuje z tekstem:

-wiesz, wczoraj w kasynie PRZEGRALIŚMY sporą kasę, musimy się rozliczyć.

-ja nic nie przegrałem, pojechaliśmy razem, ale nie graliśmy razem i z niczego się nie będę rozliczał, co najwyżej mogę za paliwo zwrócić.

-chyba cię po*** byliśmy razem, razem graliśmy wisisz mi 9500 i k*** nie p****, że nie grałeś, pół na pół się dzielimy, wypłacasz mi 250 z twojej wygranej, a resztę mi oddasz w Polsce.

Wyśmiałem typa, każdy grał za swoje, swoje przegrał i nic mu do moich pieniędzy, rzuciłem mu 50 za paliwo i powiedziałem, że jak mieliśmy grać razem to trzeba mi było powiedzieć przed wyjazdem, a nie po. Wkrótce wymeldowałem się i wróciłem. Koniec? Nieeee…

Świat jest mały jak napisałem.
Spotkałem go przypadkiem, wyskoczył do mnie z pięściami i tekstem, żebym mu oddawał pieniądze, bo ja nie to mnie *********** i ************ oraz ******* jak również ******* i jego koledzy też mnie znajdą i jak nie mam kasy to mam mu swój samochód oddawać, bo jak nie to zobaczę… No naprawdę ciekawy jestem spotkania z jego kolegami.

Kwoty w euro oczywiście.

cwaniak z kasyna

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (121)
poczekalnia

#79718

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Taka sytuacja.

Do naszej firmy przychodzi tzw. Pan Kanapka z kanapkami i daniami obiadowymi. Gdy się pojawia, chętni przychodzą do recepcji i wybierają, na co mają ochotę. Nasz Pan Kanapka ma w ofercie dania mięsne i bezmięsne. Akurat dzisiaj miałam ochotę na coś lżejszego, więc wygrzebałam z jego przepastnych skrzyń jakieś fajnie wyglądające kotlety warzywne w zestawie, kupiłam, poszłam.

Po chwili dostją maila od jednej z dziewczyn, że JAK JA MOGŁAM zabrać jej te kotlety. To były ostatnie (w sumie tak), a ja na pewno wiem, że ona jest WEGETARIANKĄ. A przez to, że zabrałam jej te kotlety, to ona miała do wyboru wyłącznie kopytka i placki, i kanapki, i naleśniki, a nic na obiad! Dania wegetariańskie powinno się zostawiać wegetarianom, jak się je mięso, zwłaszcza gdy są OSTATNIE!

Chyba ktoś tu wstał lewą nogą :D

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (113)
poczekalnia

#79717

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Z zupełnie innej beczki: "Wielki Biznes" i "Mały Biznes"

Szwagier ma małą, dwuosobową firmę, zajmują się wykonywaniem pewnych dosyć unikatowych usług. Najbardziej zbliżone jest to w wykonaniu i efekcie końcowym do lakierowania, ale lakierowaniem nie jest.

Usługi wykonują w większości dla osób prywatnych. Wygląda to zazwyczaj tak: telefon (mail, messenger), umówienie się, obgadanie szczegółów, przygotowanie materiału, wykonanie usługi, 24 godziny na półce, odbiór i zapłata. Te 24 godziny są niezbędne, aby zaszły reakcje chemiczne, wszystko wyschło i można było towar zapakować. Nie da się tego przyspieszyć, nie da się tego pominąć, jak ktoś dotknie czy coś obetrze konieczna jest powtórna obróbka, żeby efekt był perfekcyjny.

Szwagier ma stronę WWW, ma konto na facebooku, gdzie jest wszystko dokładnie opisane i są setki zdjęć wykonanej pracy, a nauczony doświadczeniem zawsze uprzedza, że wykonanie jednego typowego elementu będzie trwało minimum 2 dni, chyba, że jest więcej zleceń to wiadomo dłużej.

5 czerwca: dzwoni pani Monika z „największej w Polsce”
agencji reklamowej, mają spore zlecenie, ale chcieli by zrobić kilka próbek żeby wybrać materiał i kolor, zlecają takie coś pierwszy raz, a oni są największą na rynku agencją, współpracują tylko z najlepszymi, bla-bla, efekt musi być perfekcyjny, klient wymagający, klękajcie narody. Próbki wykonane, odebrane, cisza.

28 czerwca: dzwoni p. Monika. Klient zaakceptował wykonanie, jednak kolor mu nie odpowiada, znów próbki kilku odcieni tego koloru. Zrobione, odebrane, cisza.

14 lipca szwagier dzwoni do p. Moniki, czy już coś wiadomo, bo zamierza iść na urlop. Telefon wyłączony, dzwoni do firmy, nikt nic nie wie, wszystkim zajmuje się p. Monika. Ale jest na urlopie. Jak wróci to się odezwie.

1 sierpnia. Jest info, klient jeszcze nie wybrał odcienia, ale już wiadomo, że docelowo będzie 200 szt gadżetów do zrobienia i to całkiem dużych. Na 20 sierpnia mają być w Anglii. Szwagier szybko oblicza, potrzeba dwa tygodnie na zrobienie, będzie to kosztować tyle i tyle, zostawiają sobie minimalny margines na ewentualne poprawki. Wystawia fakturę proforma i wysyła emailem. Ustala, że około 6 sierpnia muszą dostać przedmioty i brać się za robotę. Znów cisza, p. Monika nie odbiera telefonów. Maile wracają z automatu, że osoby nie ma w biurze i skontaktuje się jak wróci.

13 sierpnia szwagier uznaje, że brak kontaktu oznacza rezygnację z usługi, a i czas na wykonie jest zbyt krótki. Zamyka firmę i idzie na urlop.

18 sierpnia dzwoni p. Monika, że klient już wybrał kolor! O godzinie 18 pracownik przywiezie przedmioty i czy będą mogli się od razu wziąć do pracy, bo na godzinę 9 następnego dnia kurier przyjedzie po przedmioty i zabiera je do Anglii. :)

Podsumowując, największa (być może) agencja reklamowa zatrudnia pracowników (pewnie po studiach) którzy w założeniu umieją czytać, pisać i rozumieją co się do nich mówi. Dwa miesiące zajmuje im decyzja dotycząca wybrania koloru i jego odcienia, a na wykonanie dwutygodniowej pracy dają podwykonawcy parę godzin, bo nagle zaczyna im się spieszyć.

Oczywiście p. Monika była „zaszokowana” odmową, no jak można odmówić „największej agencji reklamowej”, przecież wszystko było ustalone, jak mogli wyjechać na urlop, przecież teraz oni będą musieli szukać innego wykonawcy i za opóźnienia będą musieli zapłacić kary, oni tak tego nie zostawią, spotkamy się w sądzie, przecież to nie może tak być, żeby ktoś pojechał sobie na urlop.

Ogólnie może to wyglądać na mało piekielne, no nie udało się wykonać zlecenia i trudno. Ale jeżeli w 90% procentach współpraca z firmami tak wygląda i tak się kończy to można się wkurzyć, szczególnie jeżeli zbierasz ochrzan i straszą cię sądem za nie swoje winy. Co ciekawe współpraca z „osobami fizycznymi” praktycznie w 100 % kończy się pozytywnie.

uslugi

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (125)
poczekalnia

#79716

(PW) ·
| było | Do ulubionych
A propos Ukraińców w Polsce. Jakiś czas temu zamówiłam meble w odległym o ponad 100 km salonie meblowym tytułujacym się fabryka mebli. Fabryka ta oferuje bezpłatny transport tylko do 50 km wiec słono zapłaciłam. Panowie Ukraińcy przyjechali po 19, wtaszczyli mebelki(dwa ogromne narożniki plus paczki na wielką szafe) i poprosili o szklankę wody. Podałam wodę, ukroilam ciacho to i panowie zrobili się rozmowniejsi. W fabryce pracują Ukraińcy i Polacy. Ukraińcy mają 7 zł za godzinę a Polacy ponad 10. Polacy pracują 8h a Ukraińcy dopóki nie rozwioza przydziału. W momencie kiedy byli u nas mieli jeszcze pół auta mebli. Nadgodziny również bezpłatne. Panowie zamierzali popracować do wypłaty i wracać do siebie. Pana szefa fabryk miałam nieprzyjemnośc poznać przypadkowo gdy wulgarnie opieprzal pracownicę jak się później okazało również Ukrainke. To jeszcze nie koniec januszostwa byznesu pana szefa. Od czasu zakupu mebli bez mojej zgody (sprawdzałam umowe) wysyłali mi prawie codziennie na trzy numery telefonow oferty i promocje. Jak to w takich przypadkach bywa prośba nie pomogła, efekt przyniosła dopiero odpowiednia formułka zawierająca pseudo prawniczy bełkot. Nie polecam tego sklepu, nie warto popierać wyzysku.

Kto sie ma domyslic ten domyśli

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 45 (83)
poczekalnia

#79714

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Minęło trochę czasu od tragicznego wypadku w karetce, w jakim brałem udział. Żeby nie przedłużać, streszczę: zderzyliśmy się, jadąc na sygnale, z nastoletnim mistrzem kierownicy.
Jako,że nasze obrażenia nie były krytyczne, po wygrzebaniu się z rozbitej karetki, pobiegliśmy ratować ludzi z drugiego auta.
Zrobiliśmy segregację. Wezwaliśmy pomoc.
Przez godzinę kierowałem akcją ratunkową i reanimowałem najciężej poszkodowanego.
Dopiero kiedy przyjechał zmiennik, przekazałem akcję i pojechałem do szpitala, żeby zrobić porządek z moimi obrażeniami.
W nagrodę, niedawno dostałem... wezwanie do Prokuratury.
Matka poszkodowanego oskarżyła nas o niewłaściwe udzielanie pomocy. Na podstawie oglądania zdjęć syna i w oparciu o zerową wiedzę medyczną.
Twierdzi, że powinniśmy reanimować w karetce, jadąc do szpitala, że syn dziwnie wygląda na tych zdjęciach i że ja nie mogłem go ratować, jako uczestnik wypadku.
Poszedłem.
Powiedziałem, że według wszelkich wytycznych, karetka to najgorsze miejsce do reanimacji, że były przyczyny urazowe dziwnego wyglądu, a gdybym zrobił to, co mogłem - czyli siedział we wraku czekając na pomoc, to cała akcja opóźniłaby się o co najmniej 20 minut, co odebrałoby poszkodowanemu resztki szans na ratunek...
Przedstawiłem wyniki moich badań, z których wynikało, że doznałem cholernie bolesnych, ale w żaden sposób nie wpływających na ocenę sytuacji i zdolność do pracy obrażeń.
A na koniec usłyszałem od Pani Prokurator, że pani wnosząca zawiadomienie wypowiada się o mnie z ogromnym szacunkiem i wdzięcznością...
Wolę chyba, żeby mnie nie szanowała...
Jeżeli tak ma wyglądać wdzięczność, to za nią też podziękuję.
Czy tylko ja mam wrażenie, że każdy dobry uczynek musi zostać w tym kraju ukarany?

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (137)
poczekalnia

#79713

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przedwczoraj siostra udała się z mężem na wakacje do Albanii. Przechodząc przez salon usłyszałem od mamy - rozmawiającej z siostrą przez telefon - żeby nie jadła owoców morza, co przypomniało mi historię sprzed roku.

Zeszłego sierpnia byłem właśnie w Albanii z mamą - kraj piękny, stosunkowo tani, co prawda ludzie wówczas po angielsku ledwie przebąkiwali, ale obecnie (według relacji innej części rodziny, która w tym roku tam była) można się już dogadać bez migów. Niemniej jednak nie przedłużając, będzie o feralnych owocach morza.

Jako iż moja mama je uwielbia, chcąc nie chcąc wiem, że jeżeli ugotowany omułek nie otworzy muszli, oznacza to, że jest od dłuższego czasu martwy i absolutnie nie nadaje się do spożycia. Rok temu oczywiście zajadała się nimi codziennie, dopóki siostra nie zadzwoniła z Grecji, skąd powiedziała, że rezydentka ostrzegła turystów przed owocami morza, albowiem w Grecji - a być może na całym obszarze śródziemnomorskim - zamknięte omułki są otwierane na siłę i zwyczajne podawane wśród tych wcześniej żywych. Rodzicielka moja oczywiście zbladła i zalała się zimnym potem, i dla pewności nie chciała już ich zamawiać.

Niestety było za późno - następne kilka dni spędziła na białym tronie.

Dzisiaj podobno już się tego nie robi, jednak sądzę, że takie świństwo z podawaniem toksycznego jedzenia bardzo negatywnie wpływa na opinię turystyczną, i ci kucharze - zarówno greccy jak i albańscy - strzelają w kolano i sobie i całemu państwu.

albania małże omułki

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 53 (83)
poczekalnia

#79711

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mam uprawnienia do kierowania pojazdami od zeszłego tysiąclecia. Najeździłem się juz dosyć i nie lubię na drodze szarżować. Zwłaszcza gdy wiozę rodzinę. Czasami jednak zdarza się, że ktoś się za mną uparcie trzyma i bardzo denerwuje się na mnie, że jadę zgodnie z ograniczeniem na znaku. Kiedy ja nie mam ochoty rozwinąć większej szybkości (a z reguły nie mam, pomimo, że pod nogą mam 150 koni w osobowce) to na najbliższym przystanku, zatoczce lub parkingu zatrzymuje się i przepuszczam pośpieszny. A potem jadę za nim (lub za nimi) w bezpiecznej odległości. I absolutnie nie drażnię się z tym co mnie wyprzedził.
Ostatnio coś takiego zrobiłem na drodze Wałbrzych - Kowary tuż przed Kamienną Górą. Było to 13 sierpnia, w Niedzielę. Mały samochodzik wyprzedził mnie i pojechał w dal. Za kilka minut spotkałem go leżącego po prawej stronie do góry kołami dymiącego parą z rozbitej chłodnicy. Już ktoś przy nim stał więc się nie zatrzymywałem bo droga wąska. Potem z Kamiennej góry jechała karetka a potem Straż Pożarna. Szkoda, że ktoś nie dotarł tego dnia do domu.

Kierowcy

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (83)