Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#81942

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem świeżo po wizycie Pani z opieki społecznej :) W sumie mogłam wypaść jeszcze gorzej, ale całe szczęście Pani była miła i życiowa i machnęła ręką na bałagan w domu, stertę niepozmywanych naczyń i ogrom zebranego prania :)
A zaczęło się od tego, że ostatnimi czasy gorzej się czuję, raczej nie wstaję z łóżka. Dogadałam się ze znajomą, że będzie moje dzieci odwozić do szkoły i żłobka. Ja jej daję na paliwo, plus tygodniowo 50 zł na jakieś śniadanie i sok dla starszego do szkoły (ostatnio już dzieciak nie chce kanapek z domu, woli pączki, drożdżówki itp. jakoś mi nie przeszkadza bo w szkole dostaje obiad 2 daniowy, w domu też jest codziennie zdrowy obiad i kolacja).
Ostatnimi czasy zepsuł nam się jeden z samochodów. Naprawa bardzo kosztowna i niestety czasochłonna, ale mąż podjął się sam to naprawić wieczorami, przez co niestety nie ma czasu, żeby ogarnąć dom. No ale zawsze to oszczędność, bo ponosimy tylko koszty części, robocizna odpada :) Okazało się, że starszy syn ma wycieczkę, dość kosztowny wyjazd, ale dogadałam się z nauczycielką, że syn pojedzie a ja zapłacę dzień przed wyjazdem, bo z racji tej naprawy niestety jesteśmy trochę pod kreską. Nauczycielka nie miała żadnych "ale" w tej sytuacji więc myślałam, że wszystko załatwione. Niestety ale chyba ktoś się doszukał jakiegoś zaniedbania z mojej strony.
Przyszła Pani z opieki, bo wpłynęło zgłoszenie, że dzieci zaniedbane, że ja się domem nie zajmuję, że sąsiedzi dzieciom jedzenie kupują itp.
Zaskoczyło mnie to bardzo, bo staramy się z mężem jak możemy, ostatnio nawet mąż zmienił pracę na lepiej płatną kiedy ja już nie mogłam pracować żeby dzieciakom niczego nie brakowało.
Wyjaśniłam zaistniałą sytuację, powiedziałam szczerze jak się sprawy mają i ze nasze problemy finansowe trwały raptem tydzień, a to jedzenie dzieciom jest kupowane za moje pieniądze. Kobietka popatrzyła na mieszkanie, na te wyprane ciuchy w misce, lodówka była pełna więc stwierdziła, że w sumie nie za bardzo ma się do czego przyczepić.
A kiedy zapytałam, kto złożył ten donos to kobietka powiedziała tylko tyle, że to już nie pierwszy donos od tej osoby w naszej sprawie. Zagadka się rozwiązała. To kochana szwagierka, kolejny raz wykreciła mi taki nr... Kiedyś miałam już wizytę opieki społecznej w sprawie tego, ze narkotyzuję dziecko... Żyć nie umierać

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (99)
poczekalnia

#81939

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pomyślałam, że poopisuję trochę moje przygody z wynajmowaniem pokoju na obczyźnie :-)

Do mojej pierwszej pracy w Anglii przyjechałam we wrześniu 2004. Pracodawca zobowiązał się do zapewnienia mi mieszkania.
Jednakże okazało się,  że jakoś im się zapomniało i na dwa tygodnie zostałam umieszczona w B&B (hotelu ze śniadaniem). Problem polegał na tym, że żeby zdążyć na poranną zmianę musiałam wyjść z hotelu zanim wydawano śniadanie :-) przez te dwa tygodnie żywiłam się byle czym - nie stać mnie było na normalne obiady (70 funtów w kieszeni, a pensja dopiero za cztery tygodnie), a w pracy mogłam tylko dostać obiad, jak zostawałam na cały dzień, a i to pod warunkiem, że coś zostało (dom opieki).

Później znaleziono nam dom (w międzyczasie dojechała jeszcze jedna dziewczyna), niestety ponad godzinę drogi od pracy.

Dziewczyna ta, Polka powiedzmy B., nie była idealną lokatorką. Tekst w stylu: "to ja już nie będę kupować mleka, bo mi się psuje,  będę brać twoje do kawy" rozłożył mnie na łopatki. A mleko psuło się jej, bo kupowała w trzylitrowych butelkach, zamiast w mniejszych (taka oszczędność, bo wychodziło taniej na litrze) Chciała kupowania cukru na spółkę - sorry, ja nie słodzę. Na szczęście udało mi się wybronić od spółek typu wspólne gospodarstwo, ale już wypad do Lidla kończył się tym, że niosłam wszystkie zakupy bo "ja mam tylko trzy rzeczy to nie kupuję reklamówki" (w Lidlu zawsze były płatne 5p), a za chwilę "niewygodnie mi tak nieść, mogę ci dorzucić bo widzę że masz miejsce". Niestety, moja asertywność była jeszcze wtedy na wczasach...

Rzucałam wtedy palenie - ale miałam przy sobie paczkę - świadomość, że mogę sięgnąć w kryzysowej sytuacji była bardzo pomocna. Ile ja się nasłuchałam, że powinnam jej fajki oddać jak już i tak nie palę, to moje. Na szczęście w tym momencie asertywność stanęła na wysokości zadania :-)

Kupiłam sobie raz zgrzewkę piwa. Butelki 0,25 litra, w sam raz dla kogoś kto prawie nie pije (czyli dla mnie, nie dla B) Nie wiem czy wypiłam dwie z nich, bo raz jak wróciłam z pracy to ich już po prostu nie było... Miała odkupić,  ale potem nie było/nie miała kasy/czasu...

O niezmywaniu naczyń nie wspomnę.
Na wyposażeniu domu był czteroosobowy zestaw naczyń - dwa kubeczki wzięła do pokoju, na długopisy itp. Pozostałe dwa nonstop stały brudne - robiła sobie dwie kawy i nie myła po sobie kubków. Ona robiła na ogół poranne zmiany, ja popołudniowe, więc szansa na czysty kubek była żadna, bo ona "rano nie ma czasu".

Z pierwszej wypłaty kupiłam sobie kubek i parę innych naczyń w funciaku i w Wilko i miałam spokój.

Po paru tygodniach do domu domeldowano nam jeszcze dwie dziewczyny - Estonki.
B próbowała nimi rządzić, co powodowało niesnaski, a ja nie chciałam w tym brać udziału i szczerze mówiąc to z ulgą usłyszałam o jej wyprowadzce jakiś czas później.

Sama wkrótce zaczęłam pracować na nocki, więc kontakt z nią ograniczony został do minimum. Miała jeszcze do mnie pretensje, że zostałam przełożoną zmiany - według niej należało się jej jako pielęgniarce jak psu buda i sądziła że po prostu dostanie stanowisko, bez aplikowania o nie, a tu taki cios, że wybrano kogoś, kto raczył zgłosić zainteresowanie :-) no i znał angielski :-)

Estonki, z którymi przeżyłam prawie rok, to temat na zupełnie inną historię...

zagranica pokój współlokatorzy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 58 (80)
poczekalnia

#81938

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Poszło jako komentarz pod http://piekielni.pl/81932 o mieszkaniu wspólnie z siostrą, ale właściwie jest to samodzielna opowieść, więc dam i tu.
Odnośnie mieszkania razem, powiem że im więcej rzeczy wspólnych, tym więcej problemów, bo każdy chce po swojemu.
15 lat mieszkaliśmy z mężem w domu rodziców. Generalnie, jakoś nie mogli przyjąć do wiadomości, ze jesteśmy odrębnie i oboje dorośli.

Jak korzystałam z lodówki rodziców, nagminnie tata zapominał się i wyżerał obiad z naszej półki. Wracamy z roboty a tu null, gotuj obiad o pustym żołądku. Kupiliśmy własną, urządziliśmy kuchnię na piętrze - foch mamy że nie wspólnie i wyżalanie do koleżanek. Wcześniej ciągle znosiłam jej uwagi co do mojej kuchni.
Telefon - zakaz tatuli na podłączenie drugiego aparatu na piętrze. Bo tak (gniazdko było). Wówczas prowadziłam działalność gospodarczą. Jak byłam w zaawansowanej ciąży, jednak aparat podłączyliśmy, bo schody na piętro koszmarne. Efekt - awantura i zabranie kupionego aparatu. Za każdym telefonem bieg na dół, schodów nie widać zza brzucha. Bieg dlatego, bo inaczej tatulo odbierał. I np. o 9 rano informował że nie podejdę, bo śpię (wstawałam wtedy o 5-6 rano).
Rachunki płaciliśmy po połowie - za gaz, energię, opał. W związku z działalnością, na górze były 2 komputery - wieczne narzekanie, że do nas dokładają za energię. Mój argument, że piętro ma 17m2 mniej, więc wyrównuje się w ogrzewaniu, nie trafiał. Po naszym wyprowadzeniu musieli płacić za całe ogrzewanie i całą energię i coś się miny zrobiły nietęgie.
Pawie codzienne awantury związane z wychowaniem naszych dzieci - a właściwie ich rozpuszczaniem przez dziadków z komentarzem, że mama/tata źli i niemądrzy.
I tak dalej...
W efekcie przez pół roku po wyprowadzeniu ani my ani dzieci nie odczuwaliśmy potrzeby odwiedzenia. Mama zdążyła oblecieć wszystkich znajomych i każdemu się wyżalić, jacy jesteśmy wredni. Ja tylko z uśmiechem mówiłam, że musieliśmy trochę od siebie odpocząć.
Relacje mojego męża z nimi dalej nie najlepsze.
Rodzice opieki już wymagają, a tylko my blisko. Eh...

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 70 (98)
poczekalnia

#81937

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Garść opowieści ze starej pracy, chyba pora to opisać.

Pracowałem wtedy w Czechach, w zakładzie produkującym części do samochodów grupy VAG, na maszynie zwanej prasą hydrauliczną. Tłoczyliśmy z płaskich blach części, płacili nam od ilości wyrobionych części (akord) i od zarobku -11% na rzecz agentury. Przesłanie jasne- pracujesz ok, zarobisz więcej, pracujesz źle, mniej. Był też jasny system kar i nagród.

I wszystko grało do momentu w której firmy nie przejął "młody" [M]. Otóż co się zaczęło dziać?

1. Zamawianie gorszego jakościowo materiału
Tłumaczyć tego chyba nie trzeba- dobry materiał, a więc lepsze jakościowo części, dobrze się je wyrabiało itp. Ale szef żeby przyoszczędzić zaczął zamawiać coś co blachę przypominało chyba tylko kolorem. Części nagle zaczęły pękać, pojawiały się zadziory, wgłębienia tam gdzie nie powinno ich być, deformacje i takie tam. O ile zadziory można było zeszlifować, o tyle nikt normalny nie wysyła części z pęknięciem, w którym mieszczą się dwa palce. Zgłaszaliśmy non stop, żeby zamawiać lepszy materiał, bo bywało, że pół dziennego wyrobku szło na złom.

Co zrobił szef? zaczął zamawiać lepszy materiał. Dopiero po tym jak otrzymał gigantyczną karę od klienta za niedotrzymanie terminu dostawy, bo za dużo części musielismy wywalić.

2. Maszyny

Cóż, prasa jaka jest, każda widzi- sporej wielkości stalowy potwór z wielkim tłokiem zgniatający blachę na matrycy. Mieliśmy mniejsze (mniej więcej rozmiaru człowieka) i większe (mniej więcej rozmiarów małej ciężarówki). Stare jak świat i mniej więcej nowe. Maszyny mają to do siebie, że się psują- normalne.

Ale jakim cudem, dopóki Stary rządził firmą to usterek było jakby mniej, a jak [M] przejął, to nie było tygodnia, żeby któraś się nie zepsuła? Gorsze części, naprawy na szybko "bo produkcja musi iść" i efekty były. Rekordzistka zepsuła się 7 razy w jednym miesiącu.

I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt że uszkodzenie prasy mogło się wiązać dla nas nawet z utratą rąk, jeżeli znalazłyby się akurat w obszarze roboczym, a coś poszłoby nie tak jak trzeba. Zgłoszenia? Ok, będziecie mieli nową prasę.

No i super! Przyjechała! 40-letnia maszyna która zepsuła się w drugim tygodniu.

3. Normy

Nagminne podnoszenie norm przez [M] do poziomu w którym chyba tylko robot zdołałby je wykonać. Inni dali radę? Dali. Ale że ci "inni" często byli wspomagani przez jeszcze co najmniej jedną osobę która podawała nową blachę i układała gotowe części, to nieważne. Przecież to w ogóle nie ma wpływu na szybkość produkcji.

4. Kary

Nagle zaczęło się sypać dużo więcej kar za zepsute części (jeżeli część była uszkodzona z twojej winy, a nie maszyny czy wady materiału, mogłeś dostać za nią karę). Kiedy doszło do tego, że nawet 7 razy w miesiącu potrącali nam z pensji, przestaliśmy podpisywać potrącenia bez dowodów w postaci części. Wtedy zmalała liczba kar, za to wzrosły normy.

5. Wybrańcy

Ludzie, którzy robili co chcieli i mieli wszystko w poważaniu. W każdej firmie jest taki,tylko szkoda że jeżeli ty spróbujesz się postawić jak on- kara. Zawsze mieli lepiej płatną pracę, wygodniejszą, lżejszą itp. Więcej dodawać nie muszę.

6. Wypowiedzenie

Kiedy z dwójką kumpli stwierdziliśmy, że tu się nic nie poprawi i trzeba wiać, złożyliśmy wypowiedzenia. Efekt? [M] kazał agenturze nas zwolnić ze skutkiem natychmiastowym, miał takie prawo i to zrobił, wskórać nic się nie dało.



Z perspektywy czasu patrząc cieszymy się że tak się stało, bo znaleźliśmy lepiej płatną, lżejszą pracę na jasnych warunkach z sympatycznymi ludźmi. I powiedzcie mi tylko, jak musi się powodzić tamtej starej firmie, skoro ludzie, którzy tam pracowali, byli tam świetnie ustawieni i mieli wysokie zarobki, są teraz przez nas widywani w firmie, do której przeszliśmy?

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (87)
poczekalnia

#81936

~Ziemba ·
| było | Do ulubionych
Wspominka o moich perypetiach z przedmiotem j. angielski na studiach.

Na pierwszym roku studiów, prowadzący w/w przedmiot (Pan P) poprosił, aby każdy ze studentów określił czy jest początkujący czy zaawansowany. Z całej grupy, tylko ja i koleżanka nie byliśmy początkujący. Zajęcia wyglądały tak, że my we dwójkę rozwiązywaliśmy jakieś bzdety niby dla zaawansowanych, a reszta uczyła się przedstawiać i pytać o drogę. Po jakimś czasie znudziło mnie to i przestałem uczęszczać na te zajęcia, z wyjątkiem zaliczeń itp. Z owych zaliczeń miałem czwórki i piątki.

W dniu wystawiania ocen z I semestru, Pan P, poinformował mnie, że z powodu nieobecności, muszę uczęszczać na dodatkowe zajęcia w przerwie zimowej, które skończą się zaliczeniem z oceną. W Przeciwnym wypadku, z przedmiotu dwója (dla nie kumatych: dwója = niezaliczenie). Pytam czy jest to konieczne, ponieważ zadowolę się trójką, chociaż z ocen wychodziło mi ponad cztery. Dyskusji jednak nie było, więc z pokorą przyjąłem karę za nieobecności.

Na powyższe zajęcia, oprócz mnie, uczęszczały również osoby, które z przedmiotem sobie nie radziły i z ocen wychodziło im dwa. Między innymi student z mojej grupy (Gostek), który miał dwóję ze wszystkich zaliczeń, z poprawek tych zaliczeń oraz z zaliczenia przedmiotu w dniu wystawiania ocen.

Na w/w dodatkowych zajęciach (1,5h przez pięć dni) rozwiązywaliśmy zadania typu: uzupełnij w zdaniu brakujące wyrazy. Ostatniego dnia zajęć, ze sprawdzianu zaliczającego otrzymałem ocenę cztery. Gostek tradycyjnie, otrzymał dwa. Pan P, Gostkowi wystawił na semestr czwórkę, ponieważ: "Ma pan problemy z przedmiotem, ale z racji, że uczęszczał pan na wszystkie zajęcia, mogę panu podciągnąć ocenę". Mi natomiast Pan P oznajmił, że mam naciągane trzy. Ręce opadły. Spytałem się, dlaczego robił mi problemy z trójką, skoro Gostkowi wystawił cztery za obecność, pomimo, że poprawnie nawet zdania nie potrafi sklecić. Według Pana P, swoim stwierdzeniem zachowałem się "nie po koleżeńsku".

Ostatecznie w pozostałe semestry, uczęszczałem na przedmiot tylko na zaliczenia, ale problemów już mi Pan P nie robił, a ocenę do dyplomu, wystawił mi cztery.

Ja wiem, że powinienem był uczęszczać na zajęcia, dlatego za nieobecności kara mi się należała pomimo mojej wiedzy, ale zaliczenie przedmiotu za obecność, komuś kto podstawy podstaw nie ogarnia? Z wyższą oceną? Nie wiem kto tu jest piekielny.

studia

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (80)
poczekalnia

#81935

(PW) ·
| było | Do ulubionych
"Komunikacja miejska oddechem dla miasta".
Wypadło, że musiałam przesiąść się na jeden dzień do autobusu. Nie ma problemu, korona z głowy nie spadnie.
Albo ja z młodych lat pamiętam jakąś inną komunikację, albo wyjątkowo trafiłam.
Współpasażerowie:
1. Menel. Śmierdzący piwskiem i odcharkujący co kilka sekund.
2. Kobieta przez całą drogę wisząca na telefonie. Nie, nie rozmawiała. Wrzeszczała, przy czym co drugie słowo było niecenzuralne.
3. Nienormalna kobieta robiąca harmider o wszystko: że autobus stoi, że jedzie, że skręca, że nie skręca, że mija nas jakieś auto...
4. Histeryzujący non stop dzieciak ok 5 lat. Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony rodziców.
Że tak powiem, piórkuję taką ekologię...

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (86)
poczekalnia

#81934

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tyle się mówi wszędzie o kradzieży danych osobowych, że trzeba uważać na wszystko, media społecznościowe to zło itd. A co jeśli sami je rozdajemy? Nie mówię o stronach gdzie za "nagrody" trzeba wypełnić kilometrowy formularz.

Jeden z moich adresów email składa się z imienia i nazwiska, bez dodatkowych znaków w nazwie (kropki na gmailu nie robią różnicy). Kiedyś dostałam zdjęcia jakiejś obcej kobiety, innym razem odpowiedź na pytanie o cenę wynajęcia apartamentu. Olałam.
Rok temu dostaję maila. Z rezerwacjami hoteli i informacjami o biletach lotniczych, z dość szczegółowymi danymi dwóch osób, kobiety nazywającej się jak ja i jej partnera - nadawcy wiadomości. Napisałam mu że to nie ten adres, niech uświadomi koleżankę bo te dane w innych rękach mogłyby nie skończyć tylko w koszu mojej skrzynki. Podziękował, przeprosił, powiedział że przekaże. Względny spokój (chyba 1 wiadomość nieważna) od tamtej pory.

Czemu to piszę? Dzisiaj do danych osobowych tej osoby doszły mi pewne dane podatkowe sądząc po treści, nie sprawdzałam załącznika.

Cóż, nie nazywam się Anna Kowalska, mam dość mało popularne imię. Pani ma zapewne nazwę w odwrotnej kolejności lub zapomina o jakiś cyfrach dodatkowych.

Dla mnie nie jest mocno piekielna, bardziej dla samej siebie. Więc czemu to piszę? Bardziej w formie apelu o sprawdzanie takich rzeczy i zastanowienie się czy na pewno rozsądne używanie fb jest najgorszą rzeczą którą się robi.

internet

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 45 (61)
poczekalnia

#81933

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dzisiejsze przygody z McDonald's!

Okienko Drive, dziewiąta rano a więc spokój. Podjeżdża facet chcący dużą latte, mówiąc że ma na nią kupon.

(Dla tych co nie wiedzą, za zakup kawy można zbierać hologramy. Zbierze się pięć, można je wymienić na darmową kawę; dowolny rozmiar, dowolna kawa. Hologramu nie dostaje się za kawy w zestawie i, na logikę, jeśli się wymienia kupon na kawę (bo się za nią nie płaci))

Na razie wszystko spoko. Biorę kupon, wydaję kawę i dodatki (cukier, serwetki, mieszadełko), a facet tylko czeka tam i patrzy się na mnie:

[F]: I jeszcze kartkę.
[J]: *podaje mu pusty kupon*
[F]: A naklejka gdzie?
[J]: Emm... to tak nie działa. One są za kupno kawy.
[F]: No to przecież kupiłem!

W tamtej chwili mogłem po prostu powiedzieć 'whatever' i dać mu ten hologram, ale jako że kierownictwo było blisko, wolałem grać dobrego pracownika (plus, jego ton był wystarczająco opryskliwy, by stracić dużą porcję mojego szacunku).

[J]: Ee... nie? Pan wymienił kupon na kawę. Nic pan nie zapłacił.
[F]: Dobra, nieważne, po prostu daj mi tą naklejkę! Wszędzie indziej dają!
[J]: To w takim razie, ktokolwiek to robi, robi źle. Ja robię tak, jak mi kazali.
[F]: A może to ty robisz źle, co? Kto ci tak powiedział? Ja sobie zaraz pójdę do twojej kierowniczki!
[J]: *wzruszenie ramionami poziom master* Może pan iść, powie panu dokładnie to samo.

W końcu zrezygnował, widząc że nic nie wskóra. Zabrał kawę, przy okazji rzucając we mnie cukrami warcząc, że 'tego nie potrzebuję', i odjechał.

gastronomia

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 73 (91)
poczekalnia

#81932

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, cz. 1.


Razem z [S]iostrą przeżyłyśmy wiele trudnych chwil, byłyśmy właściwie zdane same na siebie, kłóciłyśmy się i obrażałyśmy na siebie często, ale lubiłyśmy swoje towarzystwo. Albo ja lubiłam, a siostra to wykorzystywała.

Obecnie nie utrzymujemy kontaktu. Nie z powodów wymienionych poniżej, ale myślę, że już one są wystarczającym powodem, aby trzymać się od tego typu człowieka z daleka, jeśli tylko jest taka możliwość. W historii gościnnie występuje mój wtedy [N]arzeczony, dziś mąż.
Sytuacje miały miejsce na przestrzeni kilku lat.

SAMOCHÓD

Miałyśmy wspólny samochód od dziadka. [S] w nim nie sprzątała, ani go nie myła. Nie jeździła na wymianę kół (bo "przecież Ty jeździsz zawsze, to mechanik już Cię zna"), nie jeździła na przeglądy, nigdy.

1. Nie raczyła odśnieżać wjazdu do garażu (bez odśnieżenia nie było opcji wyjechania), bo ona auta nie potrzebuje. Więc odśnieżałam ja. Godzinę po odśnieżeniu samochód był jej super hiper mega potrzebny. I krzyk, bo jej kluczyków nie chcę dać (w końcu dawałam).

2. [S] była STUDENTKĄ, nie będzie więc na zajęcia jeździć pociągiem, tylko autem. I chyba mnie pogrzało, że ona ma tankować za swoje. I co z tego, że jednorazowa podróż tam-powrót kosztuje 30 zł, od dziadka weźmie na benzynę (jak jeszcze żył). Jaka szkoda, że z tak ekonomicznym podejściem studia zakończyła na etapie 2-go roku, na najłatwiejszym wydziale. A ja głupia całe studia pociągiem jeździłam, bo szybciej, niż autem i tanio (oczywiście też mi się zdarzyło raz na jakiś czas jechać autem, częściej szkoda mi było pieniędzy- i moich, i dziadkowych).

3. Samochód na benzynę, palił jak smok, więc kiedy zaczęłam pracować i częściej autem jeździć, zaproponowałam [S] założenie gazu (dziadek już nie żył i nie miał kto za [S] tankować). Pomysł się nie spodobał, bo "gaz powoduje, że auto traci na mocy". Na nic tłumaczenia, że 15-letnie auto z silnikiem 1,4 nie ma gdzie stracić na mocy, a 10 litrów benzyny na 100 km to naprawdę dużo. W końcu stwierdziła "rób co chcesz". Gaz założyłam. [S] nigdy się nie dorzuciła, ale nagle samochód był jej 3 razy częściej potrzebny, niż wcześniej.

4. Samochód stary, wymagał pilnego i generalnego remontu, zaczął stwarzać zagrożenie na drodze, a także zbliżał się koniec przeglądu. [S] o tym wiedziała.
Pojechałam do mechanika. Werdykt: 1600 zł. Dodatkowo postanowiłam naprawić klimę, bo latem nie dało się wytrzymać. Z [S] co lato była mowa, jak by to było super znowu mieć klimę.
Autko odebrane, przegląd podbity, po połowę kasy zwróciłam się do siostry.
Wywiązała się mniej więcej taka rozmowa:
[S] ja za żadną naprawę nie będę płacić, bo prawie w ogóle nie jeżdżę autem
[J] A czym w takim razie do tej pory do roboty jeździłaś?
[S] A z jakiej racji ja mam płacić za klimę? ja klimy nie potrzebuję
[J] Ok, za klimę nie musisz mi zwracać, ale jak będziesz używać, to zwrócisz, proste
[S] Nie będziesz sobie ustalać zasad

Potem stwierdziła, że za naprawę też jednak nie zapłaci, a ja zdecydowałam więcej się nie dawać wykorzystywać, więc zabrałam kluczyki. Krzyków i wyzwisk nie było końca. Poinformowałam [S], że skoro nie stać jej na utrzymanie samochodu, to jeździć nim nie będzie i ma mi swoją połowę sprzedać - o auto nigdy nie dbała, wszystko przy nim robiłam ja.
Postanowiłam wykorzystać też fakt, że [S] od miesięcy była mi winna pieniądze, akurat połowę wartości auta (wartości przed naprawą). Auto w końcu mi sprzedała, nie miała wyjścia. I pewnie stwierdzicie, że w tej sytuacji to ja byłam piekielna, ale spróbujcie postawić się na moim miejscu, albo poczekajcie z oceną do końca historii.

DOM

Najpierw zmarła babcia, potem ojciec, na końcu dziadek. Matka z nami nie mieszkała. Dom od lat zaniedbany. Ojciec domem w ogóle się nie zajmował, dziadkowie za starzy, ja robiłam, co byłam w stanie.

1. Miałyśmy ustalony grafik palenia w piecu. Za [S] często palił jej chłopak. Ale kiedy za mnie czasami palił [N], to oczywiście to jest niesprawiedliwe i palenie [N] się nie liczy. A kiedy [N] się wprowadził, stwierdziła, że w ogóle
palić w piecu nie będzie, bo jej to nie potrzebne, więc jak chcemy, to sobie sami możemy palić. Myślała, że nie da się odciąć jej grzejników od ciepła. Jak jej tyłek przemarzł przez jedną noc, grafik znów zaczął obowiązywać :) Ale
najpierw oczywiście była awantura, jakim prawem zablokowaliśmy jej grzejniki.

2. Zimą nie odśnieżała ani chodnika, ani placu, bo nie.

3. Trawnik kosiłam tylko ja, bo [S] skoszony trawnik nie jest potrzebny.

4. Segregacją śmieci zajmowałam się ja, od [S] wymagałam ich wystawiania przed dom co drugi miesiąc (na przemian ze mną). Wiecznie jej o tym przypominałam i musiałam się o to prosić. W pewnym momencie powiedziała, że ona ma w d... śmieci i nie będzie ich wystawiać (a produkowała je na potęgę).

5. Mycie schodów wejściowych, zamiatanie schodów do piwnicy i samej piwnicy - ona tego nie będzie robić, bo ja tego nie robię i kłamię, że to robię.

6. Mycie okien na święta. Okien dużo, nigdy się nie zdarzyło, żeby umyła swoją połowę. Po umyciu dwóch okien była zmęczona obowiązkami domowymi na kolejne 2 miesiące.

7. Zaproponowałam [S], żeby kupić wspólnie suszarkę na ubrania, taką najtańszą, za 30 zł. Ona tego nie potrzebuje. Ok, kupiłam sama. Suszarka najczęściej zajęta ciuchami [S], potrafiła nawet ściągnąć moje jeszcze mokre, żeby powiesić swoje. A jak jej zabroniłam suszarki używać, to wielka kłótnia na tematy 5 lat do tyłu.

8. Wraz z [N]arzeczonym wyremontowaliśmy dla siebie piętro. [S] bardzo mi zazdrościła, więc po rozmowie z [N] powiedziałam [S], że [N] może wyremontować jej część domu (parter). Zapytała, ile by ją to kosztowało. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że [N] nie wspominał o zapłacie, ale może mogłaby mu dać np. tysiąc zł?
To była tylko moja propozycja, generalnie powinna się dogadać z [N]. Miałby on skuć całą łazienkę, wyburzyć ściankę, zamurować drzwi, zerwać boazerię w kuchni i przedpokoju ze ścian, ściany przygotować pod malowanie, położyć podłogę w kuchni i przedpokoju, ewentualnie położyć płytki na ścianę w kuchni. Potem pewnie by jej meble poskręcał i inne pierdoły. [S] była oburzona, że w ogóle miałaby mu coś zapłacić, więc się nie zdecydowała.

9. Wiecznie musiałam szukać swoich ubrań i kosmetyków. Czasami moje rzeczy znajdowały się u jej koleżanek, bo pożyczała dalej. A jak raz na ruski rok się zdarzyło, że ja coś pożyczyłam, to wielka awantura.

10. Imprezy. Siedziało się najczęściej na poddaszu/ 2-gim piętrze, więc do drzwi wejściowych daleko. Goście [S] wychodzili grubo po północy, [S] nigdy ich nie odprowadzała do drzwi, a oni albo nie umieli, albo im się nie chciało ich
zamknąć. I tak przez pół nocy od ulicy można było podziwiać otwarte drzwi na oścież. Reakcja [S] na moje uwagi, żeby zamykała drzwi za ludźmi- "O co Ci chodzi, przecież nie ma co ukraść". Jedna dziewczyna poprosiła kiedyś o odprowadzenie do drzwi, bo była pierwszy raz. Usłyszała "nie no dasz radę sama".

11. Nie wiem, jak to wyglądało, kiedy nie było mnie w domu, ale kiedy byłam, [S] nigdy nie reagowała na dzwonek do drzwi. Za każdym razem słyszałam "sama idź otworzyć". Nie ważne, że byłam w toalecie, albo gdzieś się szykowałam i
byłam w bieliźnie.

12. Widzieliście u kogoś, z wewnątrz lub z zewnątrz, odsuniętą prawie do połowy firankę w oknie? Ja nie widziałam. Na swoim piętrze [S] postawiła na parapecie od strony drogi radio. Przez to firanka wiecznie była na 3/4 okna. Z zewnątrz wyglądało to jak w melinie. Poprawiałam ja. Mówiłam raz, drugi, trzeci, do jasnej ciasnej, nie może tej firanki poprawić po włączeniu/ wyłączeniu radia? I czy w ogóle jej przesuwanie jest konieczne? Jak grochem o ścianę. W końcu [N] się wkurzył, radio schował (radio wspólne). Reakcja? G...o nas to powinno obchodzić, bo to jej część domu. Racja, ale z zewnątrz nigdzie nie jest napisane, że to jej część, a ja nie mam ochoty na opinię niechluja.

13. Pewnego dnia zgubiła indeks (a był jej pilnie potrzebny). Krzyki na pół ulicy, że to wina moja i jej ówczesnego chłopaka, absolutnie nie jej. I że w takim razie mamy pomóc jej szukać.

14. Wiecznie się kłóciłyśmy, że ta druga nic nie sprząta w domu. Więc zakładałyśmy plik, w którym każda miała zapisywać wszystko, co w danym dniu zrobiła. Kiedy po miesiącu się okazywało, że jednak ja robię znacznie więcej, to [S] stwierdzała, że ona połowy nie wpisała, bo zapomniała, a w ogóle to prowadzenie pliku jest bez sensu. I tak kilka razy.

15. Kiedy nie odbierałam od [S] telefonu i nie oddzwaniałam w ciągu 5 minut, miała wielkie pretensje. Kiedy nie odebrałam telefonu i od razu oddzwaniałam, w 99% przypadków nie odbierała. Nie odbierała też przez kolejne pół godziny. Kiedy jej to wypominałam, słyszałam: "ojejku jejku, hehe". Chciała mi wmówić, że dostaje raporty, że przeczytałam smsa od niej.

16. Niszczyła dosłownie wszystko, co tylko wzięła do ręki. Kiedy potrzaskała moją kolejną wysoką szklankę (chyba dwunaste z kolei szkło), zażądałam, aby odkupiła mi komplet 6 kieliszków do wina, najtańszy jaki będzie w sklepie. [S] nic mi nie będzie odkupywać, bo ona tą szklankę normalnie postawiła, ale szklanka się przesunęła i sama potrzaskała. Nigdy nie odkupowała rzeczy wspólnych, które zniszczyła, ale kieliszki udało mi się wyegzekwować.

Kiedy wymagałam od niej czegokolwiek związanego z domem, za każdym razem kończyło się kłótnią, krzykiem i poinformowaniem mnie, że "nie jestem jej matką, żeby jej rozkazywać".

Awantur było coraz więcej, w końcu [S] stwierdziła, że ze mną mieszkać się nie da, więc wyprowadziła się do najbliższego miasta. Jej zdaniem przez moje zachowanie wyrzuciłam ją z jej własnego domu.

Później zażądała, żebym płaciła jej czynsz za mieszkanie w naszym domu. Mój argument, że mieszkam w swojej połowie, a nie w jej, dotarł za trzecim razem.

Wnioski:
- jeśli ktoś wiecznie wam powtarza, że kłamiecie, a wiecie, że mówicie prawdę, to znaczy, że ta osoba kłamie bardzo często
- jeśli pokażecie, że wam na czymś zależy, egoista zawsze to wykorzysta przeciwko wam
- jeśli z kimś się kłócicie, a ta osoba zaczyna wyciągać stare kłótnie z waszej winy, niepowiązane z aktualną kłótnią, to znaczy, że wie o swojej winie, ale za wszelką cenę chce to ukryć.

rodzina

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (115)
poczekalnia

#81931

~Charr ·
| było | Do ulubionych
7 kwietnia poszliśmy z żoną i piesełem na spacer. Taki normalny, 5 kilometrów, bo pieseł lubi takie spacery. Przy okazji mieliśmy za zadanie kupić małemu boczku na grilla.

Jeżdżę na wózku inwalidzkim, co będzie ważne w dalszej części historii. Odwiedziłem Lidla po drodze - masakra, pandemonium. Ludzi tłumy. Boczku, jak pani powiedziała, nie mają od 10 rano, bo promocję mieli i się ludzie rzucili.

Poszliśmy dalej do Biedry. Ochroniarz powiedział, że to samo - zrobili promocję boczku na grill i ludzie rano po 10 paczek wynosili. Na szczęście były jeszcze 2 paczki boczku wędzonego, jakoś na grilla się nada.

Wziąłem 1 paczkę i będziemy kombinować. Co się z tymi ludźmi dzieje? Wystarczy magiczne zdanie promocja i wybierają wszystko jak leci? Ale co z lodówkami, że takie puste? Aha, no tak. Wolna niedziela. Kolejki do kas sporawe.

Pani kasjerka powiedziała mi, żebym pojechał do kasy obok z pierwszeństwem. Mówię, że dziękuję, postoję, bo już widziałem wzrok dwóch szalonych madek w kolejce obok i słyszałem ich komentarze, że wszyscy sprawiedliwie stoją.
Kasjerka zadzwoniła po ochroniarza, ten mnie wziął do kasy obok i szybko uciszył dwie mocno plujące się panie w kolejce. Powiedział im "Nie chcecie stać w kolejce? Jazda po wózki inwalidzkie, nogi wam połamię gratis. Nie będziecie musiały stać".

Przycichły w trymiga.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (126)