Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#77997

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Duże miasto. Ruchliwa droga. Trzy pasy w każdą stronę, ograniczenie prędkości do 70-80. Obok chodnik po obu stronach i obok chodnika ścieżka rowerowa. Na przejściach dla pieszych przejazdy dla rowerów.

Gdzie porusza się rowerzysta?

Na środkowym pasie... wyprzedzić ciężko, bo tłok, a jak już się komuś uda to potem staje na czerwonym świetle i rowerzysta bezceremonialnie śmiga znowu na pole position.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (Głosów: 109)
poczekalnia

#77993

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Zmieniam właśnie operatora z Play na… coś. :) Przypomniała mi się historia jak się w tym Play-u znalazłam.

Będąc od 9 lat klientką T-mobile płaciłam swego czasu 59 zł za abonament, pakiet X, bardzo przyzwoity. Umowa po 2 lub 3 latach się skończyła, toteż przyszłam zawiązać nową. Jak wiadomo ceny z roku na rok spadają, w związku z tym, kiedy godziłam się płacić za pakiet X 59 zł, był on okazyjny, ale w dniu zakończenia abonamentu z okazją miał już niewiele wspólnego.

Nastąpił zatem dialog.

(ja)- Dzień dobry, w moim starym abonamencie płaciłam 59 zł za X minut, jest może coś nowego, podobnego, ale za niższą cenę?
(pan zza biurka w T-mobile)- może sobie pani zmniejszyć pakiet i płacić mniej.
-ale ja lubię swój pakiet, po prostu konkurencja ma to samo za 39.90, ceny chyba się zmieniły przez te lata.
-to proszę iść do konkurencji.

Poszłam do boxu obok i tak oto zaczęłam płacić 2 dyszki mniej, w domu sprawdziłam, mieli to samo za 49 zł. Sprzedawca chyba był altruistą albo bojkotował firmę w której pracuje.

uslugi

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (Głosów: 134)
poczekalnia

#77991

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ja nie wiem jak ta polska służba zdrowia działa, ale jak gabinety mają określoną godzinę otwarcia i zamknięcia to tego się powinni trzymać.

Sytuacja nr 1
Gabinet czynny od 8 to przychodzisz 5 min wcześniej bo kolejka się zbiera od 7 więc siedzisz i czekasz i czekasz a tu szanowny pan doktor przychodzi sobie około 9 to coś nie tak:(

Sytuacja nr 2
Gabinet czynny do 15 więc zwalniasz się ze szkoły i podążasz do ukochanego ośrodka jesteś tam 13.30 wchodzisz do gabinetu a pielęgniarka ci mówi że doktora już nie ma nosz kur...

Ja rozumiem że komuś może coś wypaść ale to nie odosobnione przypadki.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (Głosów: 137)
poczekalnia

#77940

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Z ukochanym spotykamy się od 2,5 roku. Studia niedawno skończone. Nie mieszkamy razem. To tak na wstępie, a historia dotyczy mamy lubego. Kobieta w dużym natężeniu naciska na ożenek. Słyszeliśmy różne argumenty , mające na celu szybkie skierowanie się do USC, ale traktowaliśmy je z przymrużeniem oka. Jednak niedawno, przyszła teściowa wyciągnęła gruby kaliber i strzeliła w drażliwy temat: „Synu, Ty się oświadczaj, wesele rób, bo dziadek na zdrowiu podupada, nie wiadomo ile pożyje, a sypnął by pewnie groszem”. Chodziło jej o teścia, którego nie widziała na oczy 10 lat, bo tyle jest po rozwodzie z mężem.
Czy jestem kosmitką, że ślub traktuję jak osobiste wydarzenie, a nie transakcję?

P.S Dla tych co nie rozumieją. Wiem że ludzie dadzą sobie ogolić za 5zł. To ich sprawa. Nie mam sumienia brać złamanego grosza od starszych ludzi. Wolę swoje uciułane uczciwie, niż komuś odbierać "bo nie wypada wnuczkowi dać"

rodzina ślub kasa

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (Głosów: 149)
poczekalnia

#77988

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czytam sobie historie o wpychaniu jedzenia oraz tę napisaną przez ZjemCiSzalik...

Ja byłam niejadkiem. Całe dzieciństwo na podwówku, mnóstwo energii, a byłam raczej grubawym dzieckiem.
Z racji niejadkowania miałam układ z paniami w przedszkolu- dostawałam samą zupę lub samo drugie, albo po prostu połowę porcji jednego i drugiego.
A w domu czekał na mnie drugi obiad. Dwudaniowy. Czasem z deserem.
I moi genialni rodzice wymyślili sobie, że od bicia pasem po plecach rozciąga się żołądek...

Czasem dla urozmaicenia wynosili mój talerz do łazienki i musiałam jeść na sedesie ( do dziś zastanawiam się czemu nie wpadłam na to, by spuścić obiad do kibla).

Nie lubiłam twarogu, śmietany. Pod groźbą lania musieliśmy wypijać szklankę gorącego mleka dziennie.
Kiedyś babcia wymyśliła sobie, że nauczy mnie jeść produkty mleczne.
Po prostu usadziła kilkuletnią mnie na fotelu, swoją obfitą osobą zasłoniła drogę ucieczki i łyżkami pakowałą we mnie twaróg i smietanę. Do porzygu. Nosem, bo usta zatykała bym nie wypluwała.

Do dziś nie tknę serka wiejskiego, kanapkowego, sernika, twarogu.
Ser zółty tylko w formie roztopionej na grzance, na zimno nigdy.
Od samego zapachu wszystko podchodzi mi do gardła.
A są sytuacje, kiedy lepiej nie odmawiać- obiad u "teściów", delegacja z szefem, czyjeś urodziny... katorga i mordęga.

Do dziś mam rozwalony metabolizm, który, czego jestem na 99% pewna działałby normalnie gdyby nie wpychanie na siłę. W toalecie na "dwójkę" potrafię bywać raz w tygodniu, no, może co 5 dni. I to jest norma od zawsze tak miałam mimo picia kropelek odchudzających. Tłuszcz osadził mi się na brzuchu i nawet mając niedowagę ( bmi ok 18) nie miałam płąskiego brzucha...
Muszę się pilnować, by nie pojadać kompulsywnie...

Dziękuję, moi "najbliżsi"...

jedzenie zmuszanie niejadek rodzina

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (Głosów: 158)
poczekalnia
Sporo ostatnio historii o sławnym kurniku, więc dodam i swoją. Może nie piekielną, ale zastanawiającą.


Grywałam swego czasu w kalambury. Ostatnio po latach postanowiłam sprawdzić, jak się sprawy miewają. Wchodziłam na kalambury kilka razy o różnych porach dnia, w różnych dniach tygodnia, w różnych fazach księżyca i za każdym razem spotykałam się z następującą sytuacją.

2 użytkownicy (każdym razem inni) mieli kilkanaście razy więcej punków, niż pozostali. Gdy tylko jeden miał kolejkę rysowania, drugi natychmiast zgadywał hasło, zanim jakikolwiek gryzmoł pojawił się na monitorze. Gdy drugi był "przy tablicy", pierwszy zgadywał i tak się zabawa kręciła. Wniosek oczywisty - siedzą obok siebie albo na komunikatorze i jeden zna zadania drugiego.

Nie bolało mnie to specjalnie, choć utrudniało grę, bo za każdym razem trzeba było odczekać kolejkę, fanfary i gratulacje dla zwycięzcy. Mimo wszystko mnie to jednak cholernie zastanawia.

Po co to robili? Jest coś, o czym nie wiem? Za punkty na kurniku można kupować cukierki? Jak się ugra odpowiednią ilość, wygrywa się talon na k*wę i balon?

internety

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (Głosów: 101)
poczekalnia

#77983

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witam po dłuższej przerwie:)

Naszło mnie na napisanie historii po lekturze perypetii "Dziewczynyzjelitkiem" opisującej wciskanie jedzenia na siłę. Cholipka, nie ma dla mnie bardziej irytującego zachowania a doświadczyłam prawdziwej mieszanki demotywującej.

Mama przekazała mnie i moim siostrom geny figury supermodelki, dodatkowo mam bardzo wyraźnie zaznaczone kości policzkowe. Jednak jak wiadomo, geny nie zawsze odwalą całą robotę. Wyjechałam zagranicę do pracy, byłam samotna, smutna więc siedziałam i żarłam, do tego lubiłam zapalić trawkę a co za tym idzie, żarłam jeszcze więcej. W krótkim czasie z rozmiaru 38 zrobiło się +42, zaczęłam wyglądać jak pampuch i czułam się jak wóz z węglem.
Któregoś dnia po prostu stanęłam przed lustrem i stwierdziłam
że tak nie będzie. Wzięłam się za siebie, do Polski wróciłam atletyczna i smukła. Naprawdę dużo ćwiczyłam, nie odchudzałam się za specjalnie bo żarłok ze mnie, miałam spore szczęście i nie wisi mi nic nigdzie, jedyny defekt jaki pozostał to niestety połowa tatuaży do przeróbki bo powyciągały się niemiłosiernie.

W efekcie gratulacje koleżanek, miłe słowa otuchy rodziny?
GUZIK
Nieważne czy jestem w pracy, czy u rodziny mojej drugiej połówki czy u znajomych - NIE MA do jasnej Anielki dnia żebym nie usłyszała jakiegoś przytyku odnośnie mojego wyglądu. Że wyglądam jak z Oświęcimia. Czy ja w ogóle coś jem. Że wyglądam jak wyleniały chomik w ostatnim stadium choroby. Że moja twarz wygląda jak u szczura.
Wiem że nie wyglądam. Własną ciężką pracą osiągnęłam cel a jestem traktowana jak petent o zapomogę żywnościową z Caritasu. Naprawdę się odechciewa! W kółko lanie tej samej wody, jakby się jeszcze nikomu nie znudziło.
Mam normalną wagę, ba, większą niż wcześniej bo nabrałam masy mięśniowej, nie wystają mi żebra i nie rozumiem takiego chamskiego podejścia. Nie mogę się ostatnio dobrze bawić na żadnym weselu, obiedzie czy ku..na zwykłym grillu bo zauważyłam że te wszystkie imprezy są organizowane chyba tylko po to żeby patrzeć mi w talerz. Na każdym spotkaniu rodzinnym/towarzyskim/jakimkolwiek słyszę docinki na ten temat i naprawdę już mi obrzydło. Jak to jest, że zamiast pogratulować mi wytrwałości jestem mieszana z błotem? Nie spadło mi to z nieba, bywały dni że myślałam że puszczę pawia na rowerek i stwierdzałam że w sumie to wolę być puszysta. Bywały dni kiedy miałam ochotę raczej powiesić się na tej cholernej skakance ale zaciskałam zęby i fikałam dalej.
Każda familiada u mojej drugiej połówki wiąże się z kursującymi naokoło mojego talerza ciotkami i nieustającymi komentarzami pod tytułem "znikniesz zaraz! Facet nie pies..". Żebym jeszcze naprawdę nie jadła, albo wyglądała jakoś anemicznie - ale tak nie jest.
Znajome które w większym gronie docinają o bulimii a na boku pytają jakie tabletki brałam na odchudzanie. Zirytowana już tą sytuacją złośliwym koleżankom odpowiadam że moim sekretem jest zjedzenie paru surowych kotletów. Zawsze jakiś miły, uczynny tasiemczyk pomoże z kilogramami. Ale rodzinie przecież tak nie powiem bo dopiero będzie gadania. Więc siedzę z wypiekami na twarzy, słucham docinków, zła jak sto diabłów ale się nie odzywam i tylko myślę co bym im powiedziała.

Więc staraj się zrobić coś ze sobą po to by później można było Ci wmówić że zrobiłaś źle.

Dziękuję za uwagę.

słodkie życie

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (Głosów: 156)
poczekalnia

#77982

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Zaprawdę powiadam wam, że za miesiąc będę bogatsza o 20 tys, zostaję kolekcjonerką wypłat ubezpieczenia. Do tej pory jeździłam Ibizą, rocznik 2003, klekot. Typowe auto, które rodzice kupują Sebastianowi na zakończenie technikum, pełno ich na drodze. Nadmienię, że po zdaniu prawka jeździłam jak sierota. Bałam się. Silnik 1.9, koni tak mnóstwo, auto takie wielkie, parkowałam na 18 tysięcy razy, nie miałam pojęcia o martwym punkcie, wlokłam się i tak dalej. Aktualnie jeżdżę bardzo dobrze, nie jest to moja opinia, ale mężczyzn z mojego otoczenia (bo kobiety jakie znam prowadzą kiepsko albo zupełnie nie mają prawka, albo mają nieużywane) Parkuję lepiej od mojego chłopaka, nie skłamię mówiąc że jazda samochodem to dla mnie przyjemność i wolę dołożyć 200 zł do lepszych zimówek niż kupić zestaw do paznokci hybrydowych albo inne rzęsy. Spacerując z chłopakiem po mieście wymieniamy opinie na temat mijanych aut, snujemy plany w stylu "to GLA za 2 lata będzie moje jeśli tylko będę się żywić samymi tostami z serem". Nieważne. Ważne jest to, że uzbierałam kasę i wreszcie udało mi się jakieś tam małe marzenie motoryzacyjne spełnić. Nie jest to GLA, ale bardzo ładne kobiece autko, hatchback, miejski. Nieważna specyfikacja, marka, chodzi o wygląd. Powiedzmy, że Fiat 500 w białej perle, to ten "poziom kobiecości". Jeżdżę nim kilka miesięcy i przez ten czas zdarzyło mi się więcej niebezpiecznych sytuacji niż przez lata w Ibizie. Dzisiaj wymuszono na mnie pierwszeństwo 4 razy. Wczoraj ktoś wyleciał mi z prawej jak byłam na środku ronda, zupełnie jakby to było równorzędne i ten ktoś oczekiwał, że to ja na niego uważam. Godzinę później parkowałam, koszmarna jednokierunkowa wąska uliczka. Z prawej mur, z lewej bus, brak chodnika, albo nawet pobocza. Parkuje za busem, gdyby to była osobówka dałabym radę na raz, ale szeroka paka zabrała z 20 cm BARDZO cennego miejsca. Wiec kręciłam. Wtem podjechał facet w punto i oparł się o klakson, bo przecież za długo. Wiecie ile zajął cały manewr? 90 sekund, przy czym on przyjechał gdzieś w połowie, więc czekał na mnie góra 45. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale fakty są takie, że rozszerzyłam właśnie pakiet ubezpieczenia i czekam aż przyjdzie zamówiona kamerka. Odkąd mam damskie auto miałam więcej groźnych dla życia wymuszeń niż przez 2 lata codziennego jeżdżenia Ibizą. Codziennie lub prawie codziennie od 3 miesięcy ktoś naraża moje (i swoje) życie lub zdrowie i nie chodzi o wcinanie się w korku, bo blondynka w damskim aucie jedzie, ale o wyjazd z podporządkowanej albo inne jak opisane wyżej rondo. Nie zamieszam dawać po hamulcach żeby "wpuszczać" jaśnie kretyna. Samochód mam prawie nowy, poduszki sprawne, pasy zawsze zapięte, a kręgosłup zdrowy. Wykupiłam sobie też pakiet z autem na czas naprawy. Dam radę i może za niedługo kupię sobie wymarzone GLA. Jeśli ktoś z was lubił do tej pory wcinać się przed babskie autka, to niech robi to dalej, bo chciałam sobie wstawić nowe meble do sypialni.

samochody

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (Głosów: 189)
poczekalnia

#77980

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jakiś czas temu moja mama dostała list z KRRiT(Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji). Od razu zaznaczę, że płaci składki od kiedy wyszła za mąż więc ponad 20 lat.

Okazało się, ze 4 lata temu była jakaś zmiana w opłacie o której moja mama nie wiedziała, a opłata wzrosła. Ona cały czas płaciła poprzednią kwotę. W liście była informacja, ze musi zapłacić zaległą kwotę składki razem z odsetkami (z 4 lat). Strasznie się zdenerwowała i zadzwoniła na infolinię. Miła pani poinformowała ją, że oni mają 5 lat na przekazanie takiej informacji i to jest u nich w regulaminie. Szczerze mówiąc jeszcze do regulaminu nie zaglądałam, ale sytuacja dziwna. Powiedzcie mi, co w takiej sytuacji można zrobić?

Czy serio mają 5 lat na przekazanie informacji, że jest jakaś zaległość, a w międzyczasie naliczają sobie odsetki? Pomijam oczywiście, że niektórzy ludzie nie płacą wcale :/

uslugi krrit Krajowa rada radiofonii i telewizji opłaty

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (Głosów: 89)
poczekalnia

#77979

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Po przeczytaniu którejś historii akademikowej przypomniało mi się zdarzenie kolegi.

Przyjechał on do pracy do UK dość dla siebie nieoczekiwanie. Pilnie poszukiwał więc pokoju do wynajęcia i dość szybko się udało. Co działo się w jego domu to historia na co najmniej kilka grubych tomów. Dzisiaj tylko jedno zdarzenie.

Kolega wieczorem ugotował sobie zupę na następny dzień po pracy. Wrócił głodny z porannej zmiany, zasypał pomidorówkę makaronem, żeby się ugotował i poszedł pod prysznic. Wrócił, a tu pomidorowej brak. Za to z "salonu" zawołał go współlokator pijaczek i narkoman, ochrzanił za brak soli w potrawie i wręczył garnek do mycia. Kolega się wkurzył i wymierzył porządnego prawego sierpowego prosto w szczękę żarłoka.

Następnego dnia pijaczek już trzeźwy przyszedł przeprosić kolegę.

pokoje do wynajęcia

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (Głosów: 133)