Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#80436

~MrMu ·
| było | Do ulubionych
Na fali historii kolejkowych, przypomniały mi się 2 sytuacje w których brałem udział, i być może byłem trochę piekielny, ale uważam, że miałem ku temu powody.
Historia 1.
Wydział komunikacji, kolejka kilkuosobowa do pokoju nr 4. Stoję już przed drzwiami, teraz moja kolej, kiedy przychodzi kobieta, ok. 30-tki, dobrze ubrana, zadbana. Pyta czy wszyscy do "czwórki". Podchodzi do mnie "Pan teraz wchodzi, tak? A mogę wejść przed Panem? Ja tylko na 5 sekund, jeden świstek zostawić." No cóż, trzeba być człowiekiem, zgodziłem się, w końcu 5 sekund mnie nie zbawi. Pani weszła, minęło te wspomniane 5 sekund, 10 sekund, minuta, dwie... "Osz Ty flądro!" pomyślałem. Za chwilę przychodzi inna Pani, również widać, że na poziomie, żadna patologia, czy "Grażyna". I ten sam temat "Wszyscy do czwórki? Pan teraz wchodzi? A nie przepuściłby mnie Pan bo ja tylko..." tu urwała widząc jak przecząco kręcę głową.
- No wie Pan, ale Pan jest...
- No jaki?
- Nieuczynny...
- Proszę Pani byłem uczynny (tu sprawdziłem godzinę na telefonie) jakieś 4 minuty temu. Wtedy przepuściłem panią "ja tylko na 5 sekund" (tu naśladowałem jej głos i gestykulację), która nadal tam siedzi.
- Ale ja na prawdę tylko na chwilkę o coś spytać...
- Niestety, tamta pani też mi 2 razy powtarzała, że ona tylko na 5 sekund. Teraz na jej nieuczciwości straci i pani, bo może i pani nie kłamie, ale ja niestety nie mam czasu, żeby się o tym przekonywać, ponieważ wyrwałem się na chwilę z pracy.
Kobieta zapytała faceta za mną, czy w takim razie on jej nie przepuści, lecz i on odmówił to samo kolejne osoby za nim. Kobieta na głos narzekała, że ludzie teraz tacy nieuczynni, lecz ktoś z kolejki zgasił ją chłodnym "Jak wyjdzie stamtąd taka brunetka w czerwonej sukience, to jej Pani poopowiada o tym, i przy okazji podziękuje". Kobieta już ucichła.
kiedy nasza "spryciula" wychodziła z pokoju, powiedziałem do niej ze złością w głosie "Ja tylko na 5 sekund?!", lecz nawet nie podniosła wzroku i szybko się stamtąd ulotniła starając się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z ludźmi z kolejki.
Historia 2. Kolejka w przychodni do ortopedy. Pacjenci zapisani co 5 minut. jest ok. 20 minutowe opóźnienie (jak na naszą służbę zdrowia na prawdę skromny wyczyn ;) ). Jest godzina 17:00, weszła kobieta, która zapisana była na 16:40. Czekam na korytarzu z mamą, która była zapisana na 16:50, czyli przed nami jeszcze jedna pacjentka. Nagle wpada na korytarz kobieta, pyta kto jest na 17:05. Zgłosił się jakiś pan, i przy okazji poinformował, że jest ok 20 minut opóźnienia i dopiero weszła osoba z 16:50. Ledwo skończył mówić, wyszła ta osoba, i weszła z 16:55, czyli teraz kolej mojej mamy. Nowo przybyła kobieta wygłasza na głos, że ją nic nie obchodzi, ona wchodzi o 17:10, tak jak ma zapisane ( tu rzuca wymowne spojrzenie mojej mamie) po czym opowiada przypadkowej kobiecie, że ma męża po udarze, musiała zawołać pielęgniarkę, a pielęgniarka bierze 40 złotych za godzinę, po czym, znowu powtórzyła wszem i wobec, że ją nic nie obchodzi, i że teraz ona wchodzi, po czym podeszła do drzwi. tego dnia akurat jakoś podminowany byłem, więc dłuższej zaczepki nie potrzebowałem. Stanąłem między nią a drzwiami i mówię:
- No to najpierw będzie Pani musiała się ze mną uporać, a biorąc pod uwagę nasze gabaryty, nie ma Pani zbytnio szans.
Nie pamiętam jak dokładnie potoczyła się w tej chwili rozmowa, wiem tylko, że dowiedziała się, że to moja mama siedzi z kulą obok. i wyskoczyła do niej z tekstem "To tak pani syna wychowała?!" Na co odparłem
- Tak proszę Pani, tak mnie mama nauczyła, że chamstwo należy tępić! Bo wpadła tu Pani jak do obory, i drze się, że nic Panią nie obchodzi, i Pani teraz wchodzi. Otóż nie, nie wchodzi Pani! Teraz wchodzi moja mama, a jak pozostałe osoby Panią przepuszczą, to w najlepszym wypadku wejdzie Pani po nas. Takie sprawy jednak załatwia się inaczej- należy kulturalnie spytać "Czy przepuszczą mnie państwo, bo zostawiłam chorego męża, pielęgniarka dużo kosztuje." Wtedy najprawdopodobniej byśmy Panią przepuścili, ale jak Pani wpada jak do chlewu i myśli, że chamstwem załatwi sprawę, to się Pani grubo myli!"
Akurat wychodził poprzedni pacjent, a razem z nim lekarz, który usłyszał zamieszanie, i postanowił sprawdzić co się dzieje. Po opisaniu sprawy powiedział Pani "teraz ja wchodzę i nic mnie nie obchodzi", która z resztą i z nim próbowała się wykłócać, że ma grzecznie siedzieć i czekać na swoją kolej, ponieważ ze względu na jej zachowanie, to teraz nawet jak ludzie ją przepuszczą, to on jej wcześniej nie przyjmie. Pomogłem mamie wejść do gabinetu i zostałem wewnątrz, przy drzwiach, słysząc jak kobieta głosi o "niewychowanych gówniarzach", lecz po chwili jakiś facet powiedział krotko co o niej sądzi, ktoś jeszcze go poparł, i kobieta umilkła. Jak wychodziliśmy to siedziała purpurowa na twarzy i patrzyła na mnie z nienawiścią.

przychodnia urząd

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (103)
poczekalnia

#80434

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Opiszę coś trudnego co męczy mnie od wielu lat.
W połowie drugiej klasy szkoły podstawowej przeniosłam się z miasta na wieś. Okolica pełna wojskowych, szkoła finansowana przez wojsko gdzie wszyscy siebie znają i nie uznają nowych.
Na początku było cudownie, nowi znajomi, trochę wulgarni ale to mogłam znieść. Wszystko się zmieniło jak po raz pierwszy rozpłakałam się gdy nauczycielka na mnie nakrzyczała. Zaczęły się docinki, nazywanie idiotką i bobasem.
W następnym roku dostaliśmy nowego nauczyciela wf. Stary wojskowy, wiecznie pijany z miłością do siatkówki. Przez mój lęk przed piłką nie byłam w stanie jej odbijać, zawsze uciekałam. Za każdym razem jak to się stało wzywał mnie od debili i niedorozwojów co podłapała nie tylko moja klasa lecz i reszta szkoły. Przy bieganiu czułam ogromny ból w kolanach co było przez niego zbywane, znowu nazywał mnie niedorozwojem. Okazało się, że mam jałową martwicę stawów.
Na tym się nie skończyło. Zaczęło się namawianie do samobójstwa. Dzieciaki krzyczały, że jestem niepotrzebna i powinnam się zabić, a najlepiej by było jakbym nigdy nie istniała.
Przez 5 lat szkoły nauczyciele nigdy nie zareagowali. Nie mówiłam o tym rodzicom. Dowiedzieli się gdy wróciłam do domu pobita i zobaczyli moje ramiona, które rozdrapywałam do krwi gdy płakałam w nocy. Dyrektorka powiedziała by nie zgłaszać tego na policję bo i tak nikt nie zezna.
Teraz mam 19 lat, depresję, stany lękowe, naruszony przez bicie kręgosłup i ciemne blizny po paznokciach. Nigdy tego co się działo nie zgłosiłam na policję. Idąc przez osiedle widzę moich oprawców, którzy nadal mnie wyzywają.
Opisałam to wszystko bo trudno jest trzymać to wszystko w sobie.
Nie ma puenty

Szkoła

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 10 (78)
poczekalnia

#80429

~DakotaDaKota ·
| było | Do ulubionych
Umarła mi babcia.

Moja koleżanka jest Świadkiem Jehowy. Nie lubimy się za bardzo.

Oto jakim pięknym tekstem mnie uraczyła :

- Wiesz, że Twoja babcia się smaży w piekle, bo nie wyznawała
Jehowy?

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (82)
poczekalnia

#80437

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dostałam upomnienie w pracy na piśmie. Przyczyna upomnienia - odmowa pracy w sobotę ze względu na szkołę zaoczną co 2 weekend.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 18 (66)
poczekalnia

#80421

~Larosse ·
| było | Do ulubionych
O tym, jak ustawa ma się do rzeczywistości. Jestem w ciąży, w 17tc zdiagnozowano u mnie dyskopatię i rwę kulszową (neurolog w szpitalu podczas mojego pobytu tam). Na rehabilitację nie załapię się, za długie kolejki. Prywatnie nie ma za co. Więc jakoś się oszczędzam i biorę paracetamol albo apap. Kto zna ból kręgosłupa to wie, że takie leki to sobie można.... I zdążył się kolejny pobyt w szpitalu,teraz już z kroplówkami i lekami na podtrzymanie ciąży. Zalecany jeszcze oszczędniejszy tryb życia i leki do domu zapisane. Od ginekologa przed głównym atakiem bólu i pobycie w szpitalu dostałam skierowanie do neurologa w celu konsultacji ,na skierowaniu napisane, że jestem w ciąży. Wchodzę do pierwszej poradni neurologicznej i słyszę od pani z recepcji- kolejka na koniec stycznia mogę pisać. A ustawa?
- jaka ustawa,my tutaj mamy kolejke w komputerze.
Cytuję: "Prawo do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej i usług aptecznych poza kolejnością" art.47c.
-iść do lekarza on zadecyduje.
Lekarz powiedział nie tłumacząc się kolejką w komputerze.
Kolejny neurolog to samo.
Dzwonie do rzecznika praw pacjenta ; napisać oficjalne pismo jak odmówią to będą mieli konsekwencje prawne.
No to pisać jednak? Prywatnie nie zamierzam iść.

Nfz neurolog ustawa ciąża

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (91)
poczekalnia

#80418

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kiedy stoję w kolejce i widzę kobietę ciężarną albo z małym dzieckiem zawsze propnuję, że przepuszczę ją w kolejce. Niektóre korzystają, inne uśmiechają się i mówią, że nie ma potrzeby. Zawsze było miło. Do wczoraj.

Musiałam pilnie wysłać list, koniecznie wczoraj. Nie mogłam tego zrobić wcześniej, bo czekałam na jeszcze jedną istotną informację niezbędną do uzupełnienia pisma. I dostałam ją wczoraj około 17.00. Najbliższa poczta czynna do 18.00, więc szybko się zbieram i lecę. Wczoraj miałam bardzo zły dzień: nie dość, że od rana byłam chora( jakaś wirusówa), nic nie szło po mojej myśli i dodatkowo byłam bardzo zdenerwowana. Nie miałam nikogo kogo mogłam wysłać na pocztę, dlatego mimo fatalnego samopoczucia stałam w kolejce. Początkowo nie było źle, ale im dłużej stałam, tym bardziej słabo się czułam.

Kiedy w kolejce przede mną były jakieś dwie osoby na poczcie pojawiła się ONA. Kobieta w wieku 25-30 lat. Weszła dziarskim krokiem, rozejrzała się i stanęła w ogonku kolejki. Przypatrzyłam jej się, bo wydawało mi sie, że może być w ciąży, ale nie byłam pewna. Równie dobrze mogła być nieco bardziej grubsza w okolicy brzucha- niektóre osoby tak mają. Kobieta jeszcze raz przedefiladowała szybkim krokiem przez całą kolejkę, co znów dało mi do myślenia. Mogłam zapytać czy jest w ciąży i chce przepuszczenia w kolejce, ale po pierwsze nie byłam pewna co do jej ciąży i nie chciałam się wygłupić, a po drugie ledwo stałam i modliłam się by jak najszybciej wrócić do domu( w kolejce stałam już około 30 minut), a ona nie wyglądała ani na źle czującą się, ani na zmęczoną. Poza tym mogła zapytać, czy ktoś ją przepuści, bo jest w ciąży, przecież język ma i może z niego korzystać.

W pewnym momencie wszystko się wyjaśniło. Kobietka wrzasnła, że wszyscy jesteśmy bezczelni, że kobiecie w ciąży należy się pierwszeństwo w każdej sytuacji. Po czym wyszła, trzaskając drzwiami.

Może i byłam piekielna, bo nie przepuściłam kobiety w ciąży. Ale po pierwsze sama ledwo stałam( co zauważyła nawet osoba za mną w kolejce pytając się czy wszystko w porządku, bo czuję się fatalnie) i nie byłam pewna stanu tej kobiety. Ale czy ona nie mogła po prostu uprzejmie zwrócić się do kolejki by ją przepuścili? Może przesadzam, ale czasami mam wrażenie, że osoby uprzywilejowane wymagają by inni od razu reagowali zanim osoba zdąży się pojawić i byli Duchami Świętymi, wiedzącymi wszystko na pierwszy rzut oka.

Do wszystkich, którzy mogą zarzucić, że przepuszczenie jednej osoby na poczcie to minuta i może by nic mi się nie stało. Mężczyzna na początku przepuścił staruszkę, bo ona tylko list chce odebrać, a nie może stać. Okazało się, że odbiera list, paczkę i dwie faktury, przy czym faktury były córki i nie była pewna na jaką firmę są wystawionę więc dzwoniła do córki, co zajęło kilka minut. Dlatego wolałam nie ryzykować, tym bardziej, że ciężarna wyglądała całkiem dobrze i nie wydawała się potrzebować akurat tego przepuszczenia. Gdyby poprosiła lub wyglądała na potrzebującą pierwszeństwa mimo wszystko przepuściłabym.

poczta kolejka ciężarne

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 40 (88)
poczekalnia

#80416

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z dziś, nie wiem czy szczególnie piekielna, ale niewiele brakowało żebym była świadkiem wypadku drogowego.

Zarys sytuacji: tory tramwajowe niecałe 100 m przed przystankiem; koło torów końcówka chodnika, dalej ścieżka dla pieszych prowadząca przez bramkę, obok większa brama dla aut zamknięta na kłódkę. Ze względu na bramę przez tory można przejechać (taki wybetonowany kawałek, nie wiem jak to się nazywa). W wyżej wymienionym miejscu ja schodzę z chodnika na ścieżkę, by przejść przez bramkę.

Będąc jeszcze na chodniku widzę auto, które zawraca przed bramą... i wjeżdża prosto pod jadący właśnie tramwaj, który naprawdę cudem zdołał wyhamować tuż przed nim (praktycznie przód tramwaju dotykał bocznych drzwi samochodu).
Kierowca wycofał gwałtownie dopiero w momencie kiedy tramwaj już się zatrzymał, wjechał prawie we mnie, zdążyłam na szczęście odskoczyć, ale straciłam równowagę i upadłam (tylko na tyłek).

Kierowca nawet mnie nie zauważył bo właśnie zbierał porządny opieprz od motorniczego, który wysiadł specjalnie z tramwaju :P

Zamiast apelu o rozsądek powiem tylko że życie naprawdę jest piękne (jeśli umie się je docenić), dlatego warto czasami rozejrzeć się na boki ;)

komunikacja_miejska

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 56 (68)
poczekalnia

#80414

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Nie wiem czy piekielność, ale głupota i nieodpowiedzialność czasem przerażają.

Opis sytuacji - mieszkam w osiedlu domków jednorodzinnych. Mam (jak pewnie już wiecie z poprzednich historii) psicę. Nie za wielką, ot border collie tricolor zmieszany z jakimś chartem. Tak 20 kg wagi. Psica ani troszkę nie agresywna, inne psy wprost uwielbia. Ja też się o nią nie boję, w końcu w schronisku wychowana. O schronisku będzie post scriptum.

Dwie sąsiadki najbliżej mnie mają yorki.
Pewnego dnia psa sąsiadki znalazłem u mnie rano w ogródku, jak radośnie bawił się z Maszą. OK, nie na problemu, odprowadziłem do sąsiadki, przestawiłem przez płot, przy okazji zwróciłem uwagę, że płot dziurawy, więc zamiast przylecieć do mnie, to pies mógłby wyskoczyć na ulicę (dwupasmówka o sporym natężeniu ruchu), więc warto coś z tym zrobić. Jeszcze tego samego dnia pojawiło się jakieś prowizoryczne zabezpieczenie, po tygodniu nowa siatka.
No i to rozumiem. Teraz jak chce do mnie przeleźć to pod płotem musi, ale za to na ulicę nie wyskoczy. Mi to nie przeszkadza czasem go odtransportować, Masza ma kolegę w ogrodzie, w porządku.

Ale jakby było tak ślicznie, to by nie było mnie tu z tą historią. Sąsiadka numer 2 ma dwa yorki. Też fajne zwierzaki, nie takie wredne szczekaczki, z Maszą się fajnie bawią. To znaczy najczęściej wykładają się kółkami do góry a moja psica je nosem memła :)
Tylko ta sąsiadka ma ogrodzenie z prętów, między którymi york miniaturka mieści się bez problemu.
I o ile jeden trzyma się w miarę ogrodzenia, to drugiego już dwa razy odprowadzałem do domu.
Przypominam - ulica to ruchliwa dwupasmówka.
Naprawdę potrzebny jest futrzany naleśnik z mięsnym nadzieniem, żeby sąsiadka wydała głupie 100 złotych na siatkę, albo drut do zabezpieczenia?
Już trzy razy zwracałem uwagę - tak, wiedzą, zrobią...
To do jasnej choinki po co brali te psy, skoro nie chce im się poświęcić dwóch godzin, żeby zapewnić im bezpieczeństwo?

Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że ten maluch co tu przylatuje będzie dalej kierował się w tą stronę i na drogę nie wyskoczy...

Obiecane PS - o schronisku:
Psica - oczywiście prezent gwiazdkowy.
Oddany do schroniska w końcu stycznia. Bo sika w domu, bo gryzie buty itd. - a co ma robić trzymiesięczny szczeniak wrzucony w obce środowisko?

W schronisku zaszczepiona i wysterylizowana. Z tym drugim też się zgadzam, tylko panu weterynarzowi ręka drgnęła przy sterylizacji i zajechał o jelito. Ale wszystko zagojone, OK.

Pod koniec marca TA SAMA rodzina co Maszę oddała znów ją wzięła.
Tak, oddali psa ludziom, którzy psa mieć nie powinni.
Po dwóch tygodniach wróciła do schroniska.

Jakieś trzy miesiące później namówiliśmy moją rodzicielkę na psa, bo nie mogła stanąć na nogi, po tym jak poprzedni zakończył żywot. Obiecaliśmy, że jakby co, to my się zajmiemy, nie będzie problemu. Mieszkamy w jednym domu, tylko na innych piętrach.

Rodzicielka pojechała po psa - i wróciła z psicą. No, po prostu miłość od pierwszego wejrzenia.

A wiecie co jest najciekawsze?
Tak sprytnego i posłusznego psa, to chyba nigdy nie widziałem, mimo, że wychowałem dwa pracujące przy dogoterapii labciuchy.
Masza jest szczęśliwa jak może spełnić jakieś polecenie - i tylko patrzy: "No zobacz, jaki ja jestem grzeczny piesek!"

No wystarczy, bo zrobiło się ckliwo, sam się rozczuliłem zresztą. Pytania i odpowiedzi w komentarzach.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 62 (94)
poczekalnia

#80402

~bbb ·
| było | Do ulubionych
Zdrowie się popsuło.

Wydałem 150 zł na wizytę u lekarza, 200 na badanie i 300 na leki. Jak skończę brać leki, to czeka mnie kolejna wizyta u lekarza i kolejne badanie, tym razem za "tylko" 150 zł.

Co miesiąc odciągają mi niemałą sumę w wypłaty za to, bym za wizyty u lekarza i badania nie musiał dodatkowo płacić. Faktycznie, mam taką możliwość. Muszę tylko poczekać - pół roku na lekarza i kolejne pół na badanie.

Żyć nie umierać, tylko hajs trzeba mieć.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (104)