Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia
Jako że trwa sezon na szukanie mieszkań w większych miastach, postanowiłam napisać tę historię w ramach ostrzeżenia.

Szukałam mieszkania.
Swoje wymagania miałam, i to całkiem sporo, w tej kwestii pozostawałam też nieugięta, bo, niestety, przysłowiowe machnięcie ręką na którekolwiek zmieniłoby mieszkanie w udrękę. Z tego też powodu poszukiwania trwały długo, a i przez moje ręce przeszły setki ogłoszeń, jak nie więcej.
Po czasie nauczyłam się rozpoznawać oszustwo po samym tytule ogłoszenia. Zazwyczaj były pisane na jedno kopyto. Czasem były te same zdjęcia (hm, mogłabym przysiąc, że to mieszkanie wcześniej było na Słonecznej, dlaczego teraz jest na Letniej?), ale zawsze cechowało je jedno: wyśmienita lokalizacja, luksusowe wyposażenie i śmieszna cena. Na samym początku poszukiwań moja ciekawość wzięła górę i zadzwoniłam z pytaniem "Czy cena podana w ogłoszeniu to literówka?". Po tej rozmowie pokopałam trochę i nieco już wiem na ten temat.
Zazwyczaj mówią, że jest niska cena bo właściciel mieszka za granicą i w sumie bardziej mu zależy na bezproblemowym i długoterminowym wynajmie, niż na pieniądzach. Jeśli do tej pory nie zapala Ci się czerwona lampka, choć raczej w tym momencie powinien to już być wielki neon "UWAGA PORTFELOOPRÓŻNIACZE", to proponuję jakieś poradniki "Święty Mikołaj i proste tricki internetowe, czyli oszustwa dla laików".
Oczywiście, te oferty są nieaktualne. Zdjęcia pochodzą np z ogłoszeń o wynajem lub sprzedaż, najczęściej nieaktualnych od paru lat. Chcąc obejrzeć/wynająć to mieszkanie, musisz wpłacić agencji 140/180/240 złotych (kwoty są różne, zależy od agencji)i podpisać z nimi umowę. Przekonują Cię, że to zabezpieczenie dla nich, żebyś nie znalazł na własną rękę czegoś. Na szczęście nie byłam tak naiwna, by to zrobić, jednak domyślam się, co się dzieje po wpłacie. Część z nich ma nawet w regulaminie, że wykupujesz ich usługi na termin 7/14/30 dni. Niby nic podejrzanego? Paręnaście punktów niżej można znaleźć zapis mówiący, że mają prawo przedstawić Ci ofertę 7/14/30 dni po wpłacie. Oraz że nie gwarantują aktualności ofert.

Takie ogłoszenia wciąż się pojawiają, więc część osób musi się nabierać. Zasada jest prosta: uczciwa agencja nie pobiera opłat przed podpisaniem umowy o wynajem. Dziwi mnie też, że dalej spokojnie funkcjonują!

agencje "dejmniekase"

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (98)
poczekalnia

#79566

~Adka ·
| było | Do ulubionych
Być może nie tak bardzo piekielne, ale irytujące.
Byłam dzisiaj w urzędzie miejskim odebrać firmowy dowód rejestracyjny. Ponieważ nie mam stałego upoważnienia, zostało wystawione mi upoważnienie jednorazowe (przez mojego pracodawcę)
Podchodzę do okienka:
- ale nie ma Pani w stałych upoważnieniach!
-Zgadza się, mam upoważnienie tylko na odbiór dowodu.
- To trzeba zapłacić!
- Ale za co?
- Za upoważnienie jednorazowe. Opłata skarbowa.
Co było robić zrezygnowana poszłam do kasy i zapłaciłam.
Czy ktoś z was rozumie po co i dlaczego? Czy te wpłacone 17 zł uwiarygodniło moją tożsamość lub prawdziwość upoważnienia? Tak na marginesie Upoważnienie nawet nie zostało dołączone do żadnych dokumentów.
Czy tylko mnie się wydaje że jest to forma złodziejstwa?

Urząd Miasta

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (96)
poczekalnia

#79570

~rdr10 ·
| było | Do ulubionych
Jestem kobietą i gram w piłkę nożną. Poza tym jestem kierownikiem działu zajmującego się sportami zespołowymi w dużym sklepie sportowym.

Wczoraj nasz sklep odwiedził bardzo ciekawy klient: widząc, że wraz z synem chodzi między półkami, zapytałam, czy mogę w czymś pomóc. Otrzymałam odpowiedź, że "Szukam korków dla syna, więc chcę rozmawiać z facetem!". Wyjaśniłam mu grzecznie, że w tym momencie nie ma takiej możliwości, ponieważ ja zajmuję się tym działem i w związku z tym mam odpowiednie kwalifikacje, aby udzielić mu pomocy.

Pan nadal się upierał, a kiedy powiedziałam, że jedynym dostępnym w tej chwili mężczyzną jest kolega z działu wędkarsko-trekkingowego, otrzymałam odpowiedź "zawsze to facet, niech przyjdzie". Zawołałam więc kolegę, który od razu potwierdził, że nie jest w stanie pomóc, po czym został wyśmiany tekstem w stylu "co to za mężczyzna, co się na piłce nie zna".

Wyraźnie już poirytowany Pan Piekielny poprosił w takim razie o zawołanie kierownika. Kiedy pokazałam mu swoją plakietkę potwierdzającą moje stanowisko, w gardle urosła mu taka gula, że myślałam, że zaraz się udusi, ale ostentacyjnie zgodził się przyjąć moją pomoc. Zaczęłam więc pytać o rodzaj nawierzchni, wymagania i upodobania syna itp, na co pan stwierdził, że "co to za różnica, proszę nam dać jakieś najdroższe".

Kiedy próbowałam wytłumaczyć, że nie zawsze najdroższe znaczy najlepsze, a na pewno nie dla każdego, pan Piekielny odburknął tylko "Pewnie chce mi pani wcisnąć jakieś chińskie gówno", odwrócił się na pięcie, szarpnął synalka i wyszedł.

sklepy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (106)
poczekalnia

#79576

~LDopa ·
| było | Do ulubionych
Opowieść z cyklu zmagania młodej doktorantki w otchłaniach dziekanatu.

Mam to szczęście (lub nieszczęście), że mój promotor jest równocześnie kierownikiem całych studiów doktoranckich.

Pewnego razu chciałam ubiegać się o rok urlopu, w końcu po tylu latach na uczelni przydałby mi się odpoczynek.

Idę więc do dziekanatu z eleganckim podaniem, napisanym według uczelnianego wzoru. Podanie skierowane jest do nikogo innego, jak do dyrektora studiów (a równocześnie mojego promotora, przypominam)... Równocześnie podpisane jest przez nikogo innego, jak mojego promotora, który na piśmie zaświadcza, że moja praca idzie zgodnie z planem i że popiera moje podanie. He, he.

- Ale ja tego podania od Pani nie przyjmę - mówi Pani z Dziekanatu przez zaciśnięte usta.

- Ale dlaczego? Przecież wszystko jest zgodne ze wzorem - odpowiadam zaskoczona.

- Nie, nie, nie. - odpowiada Pani z Dziekanatu - To nie może tak być, żeby Profesor pisał podanie do samego siebie!

- No cóż... Profesor jest moim promotorem. Do podania muszę dołączyć opinię promotora. Nie dało się tego zrobić inaczej.

- Takiego podania nie przyjmę.

- Rozumiem więc, że jeśli ktoś wybiera sobie za promotora osobę, która równocześnie jest kierownikiem studiów, to nie może przez to składań żadnych podań? - pytam z niedowierzaniem i nadzieją, że Pani z Dziekanatu dostrzeże absurd tej sytuacji.

- Dokładnie tak. Nie może.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (103)
poczekalnia

#79568

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przez kilka lat pracowałam jako sekretarka i tak sobie myślę, że w temacie kurierów był to mój parasol ochronny.
Parasol, który kilka miesięcy temu złożył się z hukiem.

Do wszystkich kurierów zawsze podchodziłam z szacunkiem i uśmiechem. Zdawałam sobie sprawę jak ciężką mają pracę, czasami wręcz nierealne zadania i tereny do rozwiezienia paczek, dlatego starałam się jak mogłam im tą pracę umilić.
Jak wpadali do moich firm, zawsze miałam dla nich uśmiech, dobre słowo a czasami jakiś gadżet czy coś słodkiego.
Oni w zamian za to, odpłacali mi się zawsze terminową dostawą a czasami ustalaniem mnie jako klienta priorytetowego "A spojrzałem, że dzisiaj w końcu paczka dla Pani a nie na firmę to myślę przyjadę rano żeby Pani nie czekała".

Zachciało mi się jednak awansów, zmiany firmy i stanowiska.
I się zaczęło.
Zamawiam paczki od firmy X, mniej więcej 2 w miesiącu. Dodam, że nic dużego ani ciężkiego. Na stronie firmy mam założone konto do którego przypisany jest adres dostawy. Od kilku miesięcy jeden i ten sam.

Ok 3 tygodnie temu dostałam sms z InPostu, że kurier już do mnie jedzie. Bosko. Kurier jedzie a ja czekam, godzinę, dwie, trzy, pięć?! W pracy byłam do 18, o 17 Pana kuriera ni huhu no to dzwonimy.

Wita mnie przeciągłe "A to nie może Pani sobie po paczkę przyjechać bo ja jestem tu i tu (kilka ulic dalej od mojej firmy). No tak się składa, że nie mogę bo jestem w pracy a nawet jakbym mogła to Pana pracą jest dostarczenie mi tej paczki. Czekam na Pana maksymalnie do 18. Pan pod firmę przyjechał ale znowu wjechać windą na 6 piętro już się nie chciało więc był telefon czy mogłabym. Akurat tak wyszło z pracą, że nie mogłam. Gdyby przyjechał wcześniej zapewne zeszłabym bo jak pisałam wyżej zawsze miałam dużo empatii i zrozumienia dla ludzi pracujących w tym zawodzie.

Kiedy Pan jechał windą ja w pocie czoła pisałam skargę. Kiedy jednak zobaczyłam Pana kuriera serce mi zmiękło. Z paczką dreptał do mnie starszy Pan, który zapewne dorabia sobie do emerytury. Widać było, że kompletnie "nie ogarnia", nie jest wielozadaniowy a i siły już nie te. Zamieniłam z Panem kilka słów i z uśmiechem pożegnaliśmy się. Skarga poleciała do kosza. I to był BŁĄD.

W poniedziałek zamówiłam kolejna paczkę z firmy X.
Powinna dojść w środę/czwartek. W środę co prawda miałam wolne ale paczka też na firmowy adres a koleżanki z recepcji zawsze wszystko odbierają bez problemu. Standardowego smsa "Leci do Ciebie paczka!" jednak niet zatem byłam pewna, że dostane ją w moje ręce dzisiaj.

Zamiast paczki dostałam jednak maila z jakże treściwym info "Paczka zwrócona do nadawcy".

Jak? Kiedy? Dlaczego? Na jakiej podstawie?
Tyle pytań bez odpowiedzi.

Szybki mail do inpostu. Cisza. Kolejny mail. Cisza. Reklamacja. Cisza.

W końcu po dłuuugim czasie dostałam jakże treściwa odpowiedź:
"Paczka zwrócona do nadawcy. Błędny adres"
Krew mnie lekko zalała nie powiem. Stwierdziłam, ze z takim zawrotnym tempem wymiany korespondencji do Bożego Narodzenia może czegoś się dowiem, dlatego chwyciłam za telefon i dzwonię.

Skrócony przebieg rozmowy:

Tak zwrócona bo błędny adres. Tak w sumie to Pani widzi, że adres od miesięcy bez zmian i zawsze był poprawny a paczki dostarczane. Pani nie wie co z tym zrobić. Mogę złożyć reklamację. Czas odpowiedzi 30 dni (hahaha). Nie niestety paczki nie da się już cofnąć. Można wysłać raz jeszcze. Pani nie wie co zrobić jak kurier znowu stwierdzi, że nie chce mu się wchodzić do biurowca, wjeżdżać na górę i stwierdzi, że adres jest niepoprawny. Tak mogę złożyć skargę na kuriera. Nie Pani nie wie czy będą jakieś konsekwencje. Pani nic więcej nie może mi pomóc.

Podsumowując: samowolka bez konsekwencji, a Ty szary klienciku płać i módl się coby kurier był w nastroju paczkę ci dostarczyć.

kurierzy kurier inpost paczki dostawa

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (104)
poczekalnia

#79567

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sporo było tu ostatnio o postawach "mi się należy" kobiet w ciąży. A ja napiszę o innym zjawisku: wpychania się do kolejki przed ciężarówki. W ostatniej ciąży spotkałam się z tym kilka razy, przed ciążą ani razu:). Byłam w drugiej połowie 7 miesiąca ciąży (brzuch gigantyczny, wyglądał jak 9 miesiąc), gdy starsze dziecko zaraziło mnie infekcją bakteryjną. Starszy zdiagnozowany, ja zaczęłam umierać w pracy z bardzo podobnymi objawami, więc zwolniłam się i potoczyłam do przychodni. Pod gabinetami kilkanaście osób, ale po rozpoznaniu sytuacji okazało się, że w mojej kolejce było 5 osób: "ja tylko zapytam, czy pani doktor mnie przyjmie" i ja za nimi, byłam jedyna zarejestrowana. Niedługo po mnie przyszło starsze małżeństwo - powoli, ledwo szli. Zapytali, usłyszeli jaka jest kolejność (najpierw pytający, potem ja, potem oni), usiedli. W momencie gdy drzwi się otworzyły i lekarka wyczytała 3 nazwiska (w tym moje), starsi państwo sprintem pobiegli do gabinetu. Miny osób w kolejce - bezcenne. A ja siedziałam i prątkowałam przez kolejne 20 minut.

przychodnia

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (89)
poczekalnia

#79562

(PW) ·
| było | Do ulubionych
#79414 no i znowu mi się na wspominki zebrało. Pracę mam, nie jest to istotne jaką, w każdym razie znaleźć ją swego czasu musiałem. Wiadomo, że wiąże się to z rozsyłaniem CV gdzie tylko mogą szukać i spełniam wymagania oraz oferta spełnia moje wymagania (nie czarujmy, jeszcze przed wprowadzeniem minimalnej stawki za godzinę na rozmowę w sprawie pracy za 4,50 za godzinę mógłbym pójść chyba tylko po to, żeby napluć w twarz "pracodawcy"). Praca znaleziona, o poszukiwaniach zapomniałem nawet aż do pewnego wieczora. Siedzę w samochodzie w drodze na nocną zmianę gdy zadzwonił telefon. Miła pani poinformowała mnie, że jej firma-krzak poszukuje pracownika, w sumie to na już. Znaczy przyjdę rano na siódmą i zaczynam (beż żadnej rozmowy, nie wspominając nawet o warunkach pracy, umowie czy stawce), pomarudziła jeszcze, że mam uprawnienia X, a oni nie potrzebują pracownika z takimi kwalifikacjami, ale już dobrze, jakoś przymkną oko. Muszę dodawać, że się zdziwiła?

praca

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (66)
poczekalnia

#79559

~ChupaChups ·
| było | Do ulubionych
W temacie szpitala i porodów. Temat rzeka, na który zapewne niejedna świeżo upieczona mama, mogłaby książkę wielorozdziałową napisać.

Poród ma się odbyć za pomocą CC
(ze wskazań medycznych ustalony już na początku ciąży z lekarzem prowadzącym). Ja, przygotowana, ogolona tam gdzie potrzeba, leże sobie grzecznie w pokoju w którym zamierzają mnie cewnikować i nawadniać kroplówkami przed porodem, słyszę tuż za głową:
- Rozkraczy się i pokaże cip*ę!
Serio??? Jezu, co to za słownictwo?!?

Jako, ze dochodzę do siebie po tym co usłyszałam, położna bez pardonu zadziera moją koszulę nocną i ogląda co ma obejrzeć.
Ponieważ CC było planowane, to pole operacyjne przygotowane na perfect w warunkach domowych zostało, odkłaczone na blachę do absolutnego zera.

Jednak babsztylowi sam widok nie wystarczył, to wzięła w łapę leżącego obok polsilvera i sru mnie po mym łonie. Wzdrygnełam się z lekka i stanowczo mówię, że sobie nie życzę golenia, na co położna, zupełnie mnie ignorując, krzyczy do położnej obok w pokoju zabiegowym:

- "Hanka? Jak goliłaś Kowalską to chyba stępiłaś maszynke!
Ale że jak to? To na oddziałach położniczych, sprzęt jednorazowego użytku, używa się do golenia takiej ilości wzgórków łonowych lub okolic krocza, dopóki się sprzęt nie stępi? Mamy XXI wiek do cholery!

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (150)
poczekalnia

#79558

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ostatnio mam dziwne szczęście do bycia świadkiem różnych cyrków, które odstawiają ludzie żeby tylko uniknąć kary za brak biletu w różnych środkach transportu.

Na przykład, pewien student w kolejce usiłował poprzez wydzieranie się wmówić ludziom, że kontrolerzy stosują wobec niego przemoc. Niestety, Bozia nie obdarowała go talentem aktorskim, bo brzmiał co najwyżej na upalonego, także nikt się nim nie przejął.

Kiedy indziej, w autobusie - odwrotnie, tym razem jakiś kinderpunk z gimnazjum stawiał się i groził kontrolerom, że ich zapie**doli. Było to o tyle zabawne, że ważył pewnie mniej niż udo jednego z nich. Dla lepszego zobrazowania sytuacji możecie sobie wyobrazić yorka obszczekującego dwa buldogi.

Najświeższą sytuację opowiem ze szczegółami, albowiem poza piekielnością znajduje się w niej też pewna dawka absurdu. Oraz gość, który zasługuje na Wspaniałych oraz aureolkę. Dosłownie.

Jadę PKM-ką do roboty, kawka w jednej ręce, książka w drugiej... Wtem w świat Stephena Kinga wdziera się kobiecy głos wprost kipiący z oburzenia:
- ...ale skąd miałam wiedzieć, że miałam skasować?!
- Tu ma pani napisane.
- Nie zauważyłam! Nie wiedziałam! Zresztą, bilet jest, niech się pan nie czepia!
- Niestety, musi pani zapłacić...
- Nie zapłacę! Nie mam gotówki ani karty ani dokumentów! Nie mam jak! Rozumie pan?!
- To muszę wezwać policję...
- A niech pan wzywa! A jak mi samolot ucieknie, to weźmie pan odpowiedzialność?!

I w tym tonie kontynuowała swoją tyradę, nie zważając na lukę w swojej logice i nakręcając się coraz bardziej. Bez przerw na wzięcie oddechu. Wtem rozległo się "ja za tą panią zapłacę!" i na pole bitwy wkracza pan Wybawca, wyciągając z portfela banknoty. Piekielna Pasażerka zawstydziła się, podziękowała i przeprosiła za zamieszanie.

Taa. Chciałoby się.

Znaczy, pan Wybawca rzeczywiście się pojawił i zapłacił, ale PP to się wcale nie spodobało. Przeszła na: "Niech pan nie płaci, ja to załatwię! Dlaczego pan przyjmuje od obcego człowieka pieniądze w mojej sprawie?! Ja się nie zgadzam!". Panowie dokończyli transakcję nie zwracając na nią najmniejszej uwagi. I dalej: "a dlaczego pan wziął tyle i tyle złotych, mi pan mówił co innego, skargę złożę, chciał mnie pan okraść". W końcu konduktor stracił cierpliwość i mruknął zmęczonym tonem:

- Zamknęłaby się już pani.

To ją rozjuszyło do reszty. Dalej ciągnęła, że obraza, że skandal, że skarga pójdzie do prezydenta USA i papieża. Nagle przyszło olśnienie - wyciągnęła komórkę i mówi do kogoś po drugiej stronie:

- Słuchaj, wsiądź na stację X z kamerą, bo mnie tu obrażają!

Wagon mniej lub bardziej jawnie płakał ze śmiechu aż wysiadła na tym nieszczęsnym lotnisku, choć pewnie i tak jej nie wpuścili na samolot bez dokumentów. Nie pojawił się jednak nikt z kamerą, więc poczułam się w obowiązku to spisać. Dla potomnych i żeby PP nie było smutno.

komunikacja_miejska

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (99)
poczekalnia

#79557

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ubezpieczenie uCare (uprzedzam, będzie długo).

Kupiłam niedawno laptopa w x-kom. W dniu, w którym spodziewałam się kuriera ze sprzętem, zadzwoniła Miła Pani oferując ubezpieczenie. Zaczęła od pytania, czy zamierzam korzystać z laptopa poza domem, kiedy odpowiedziałam, że nie, zaproponowała ubezpieczenie na 3 lata za 380zł.
Jako że na stronie widziałam ofertę 2 razy wyższą zainteresowałam się żywo tym, co Miła Pani mówiła, ale pomna wszelkich ostrzeżeń przeczytanych na Piekielnych powiedziałam, że umowę zawrę dopiero jak przeczytam regulamin. Pani problemu nie widziała, obiecała wysłać wszystkie informacje na maila.

Mail przyszedł i w jego treści pojawił się pierwszy zgrzyt - pakiet za 380zł dotyczył tylko awarii, ubezpieczenie z przypadkowym uszkodzeniem i kradzieżą kosztowało już 680zł. Ale myślę sobie nic to, o sprzęt bardzo dbam, kradzież przy korzystaniu z komputera w domu jest mało prawdopodobna, więc wystarczy mi ubezpieczenie od awarii.

W mailu stały też dwa załączniki - do karty informacyjnej (taka jakby ulotka z najważniejszymi informacjami) i OWU, czyli pełny regulamin, 8 stron drobnym drukiem.

Jedynym punktem karty informacyjnej, który mógłby wzbudzić jakieś wątpliwości, jest: "Suma ubezpieczenia w zakresie awarii stanowi górną granicę odpowiedzialności ubezpieczyciela na każde zdarzenie ubezpieczeniowe w postaci awarii w okresie odpowiedzialności ubezpieczyciela i równa jest cenie zakupu". Ale przy tym: "Sumy ubezpieczenia w zakresie awarii i przypadkowego uszkodzenia nie ulegają zmniejszeniu o wysokość zrealizowanych świadczeń ubezpieczeniowych".
Czyli w sumie spoko, w starym laptopie awarię za więcej niż te 380zł miałam tylko raz, kiedy musiałam wymienić płytę główną, a laptop służył mi przez niemal dekadę.

I tak sobie myślę, że większość ludzi, uspokojona tym, co przeczytała w karcie informacyjnej, zdecyduje się na to ubezpieczenie, no bo czemu nie, wydaje się całkiem przyzwoite. Ale ja, uwrażliwiona przez Piekielnych, postanowiłam jednak przeczytać listę wyłączeń w regulaminie.

A tam, ujmując rzecz skrótowo, ubezpieczenie nie obejmuje szkód powstałych w wyniku: utraty lub uszkodzenia akcesoriów; działania ognia lub innych żywiołów; zakłóceń w funkcjonowaniu sieci elektrycznej (tyle dobrego, że za wyjątkiem przepięcia prądu); działania wirusa komputerowego; zwykłego zużycia urządzenia (!); rdzy, korozji, oksydacji, kurzu (!!), ponadto ubezpieczeniem nie są objęte szkody: polegające na utracie lub uszkodzeniu akcesoriów; spowodowane przez insekty i gryzonie; będące następstwem oddziaływania na urządzenie zewnętrznych czynników termicznych, chemicznych, wilgoci, nadmiernego ciśnienia, promieniowania, wibracji, wybuchu oraz nieprawidłowej wentylacji, chyba że zostało zawarte ubezpieczenie w tym zakresie; ochroną nie są też objęte elementy zużywające się lub wymagające okresowej wymiany (bateria, akumulator, lampy, żarówki, przewody, wtyczki i takie tam nieistotne elementy...); awarie wywołane spaleniem fosforu w monitorach wskutek niezastosowania wygaszacza oszczędzającego energię.

Dodatkowo ubezpieczenie nie obejmuje kosztów:
1) transportu urządzenia do punktu serwisowego i z punktu serwisowego do ubezpieczonego,
2) odzyskania i ponownej instalacji baz danych, plików, oprogramowania, utraconych w następstwie szkody.

Po przeczytaniu tego wszystkiego naszła mnie refleksja że ciekawe, jakie wobec tego awarie ubezpieczenie OBEJMUJE. Chciałam o to spytać Miłą Panią jak zadzwoni następnego dnia, niestety zadzwoniła w godzinach innych niż się umawiałyśmy i nie miałam możliwości.

No po prostu bezczelne wyłudzenie pod nazwą ubezpieczenia. I tylko się dziwię że x-kom, firma którą lubię i zawsze miałam za rzetelną, podpisuje się pod czymś takim.

ucare ubezpieczenia

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 59 (79)