Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#73090

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o panu na wózku inwalidzkim i cudownym ozdrowieniu coś mi przypomniała...

Gdańsk, jedna z najczęściej odwiedzanych ulic przez turystów - Długa.
Niedaleko fontanny Neptuna siedzi babcia na wózku. W ręku dzierży papierowy kubeczek po kawie, przykryta jakimś starym kocem, no obraz nędzy i rozpaczy, bo wygląda przyjaźnie i człowiekowi szkoda babulki. Siedzi tak cały dzień, od około 8:00 rano do zmierzchu a turyści rzucają "ojro" i inne waluty.

Kiedy robi się późno, wstaje z wózka, składa na nim kocyk i pcha go do tramwaju.
Większość miejscowych wie, że mieszka normalnie, ma rodzinę i generalnie niczego jej nie brakuje.
Biznes is biznes.

Gdańsk

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 361 (Głosów: 365)

#74136

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia Takatamtali (http://piekielni.pl/74078) przypomniała mi jedną historię z mojego życia zawodowego.

Jeszcze niedawno pracowałam w biurze rachunkowym jako kadrowa. Do moich obowiązków należało m. in. wystawianie świadectw pracy dla pracowników naszych klientów.

Pewnego dnia przyszedł klient [R] i prosi, żeby poprawić jedno ze świadectw, bo Pani w Urzędzie Pracy nie chce pracownikowi przyjąć tego dokumentu. Czytam, oglądam z każdej strony. Świadectwo wystawione prawidłowo. Pytam więc:

Ja: No ale o co chodzi, Panie R.? Przecież świadectwo jest wystawione prawidłowo.
R: Bo w świadectwie napisane jest, że wymiar czasu pracy to pełny etat.
Ja: No tak ma być. Pracownik pracował na pełny etat.
R: Pani Smenko, ja wiem, że to jest dobrze, ale Pani w UP twierdzi, że to nie jest to samo i powinno być wpisane 1/1.
Ja: Ale to jest to samo!
R: No ale co Pani poradzi. Z koniem się będzie Pani kopała?

Przyznałam mu rację i poprawiłam. Nie będę się przecież koniowi (kobyle) pod kopyto podstawiała :)

Urząd Pracy procedury

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 359 (Głosów: 363)

#71716

~Kryska ·
| Do ulubionych
Mój mąż prowadzi małą firmę, zajmującą się wykończeniówką.

Ostatnio dostał zlecenie od znajomej swoich rodziców (X). Kobiecina umyśliła sobie remont swojego biura i zaangażowała w to mojego ślubnego.

Od początku daje nam do zrozumienia, że gdyby nie jej zlecenie, to przymieralibyśmy głodem. Na porządku dziennym są stwierdzenia "Dobrze, że masz u mnie pracę, przynajmniej wpadnie wam trochę grosza, bo skoro Kryśka nie pracuje...".
Kryśka (czyli ja) pracuje, tyle, że w domu, co dla starszej pani jest absolutnie nie do pojęcia. Ale wracając do remontu...

Ostatnio pani X była u mojej teściowej na niezapowiedzianej herbatce. Teściowej było to nie w smak, bo nie przepada za znajomą, ale postanowiła to przełknąć. Siedzą, gawędzą o pierdołkach i nagle pani X wypala:
X: Ale jest biedny ten twój Maciek, dobrze, że dostał u mnie robotę, bo przecież będą mieli chociaż na rachunki. Ale ten twój syn to skóra i kości, blady, słaby! Dobrze, że ja mu dałam zlecenie, bo chyba nawet na jedzenie nie mają! Biedny chłopak! Mogłaby ta święta krowa (ja) iść do roboty, ale po co, niech się mąż zaharowuje na zachcianki księżniczki.

Teściowa się wkurzyła i mówi dobitnie, że pracuję w domu i zarabiam całkiem nieźle, więc z głodu nie umrzemy, zwłaszcza, że Maciek też ma sporo zleceń.

X: Ja wiem, że ty jej bronisz, bo to twoja synowa, ale wyjątkowo niewydarzona ci się trafiła. No nic, jak ja zapłacę Maćkowi za ten remont, to może sobie wreszcie chłopak zje porządnie, albo kupi coś do ubrania. Ja mu powiem żeby nie mówił Kryśce ile mu zapłaciłam, niech sobie biedak odłoży na czarną godzinę.

To już przelało czarę goryczy, teściowa wyprosiła babsko z domu z poleceniem żeby już nie przychodziła.
Obca kobieta, która widziała mnie może ze dwa razy w życiu, zrobiła ze mnie leniwą pindę, która oszczędza na harującym mężu, a sobie nie żałuje. Mąż skończył remont i obiecał sobie solennie, że w życiu już babie nie pomoże. A ona jest bardzo zdziwiona, że odmówił jej remontu mieszkania.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 359 (Głosów: 363)

#76785

(PW) ·
| Do ulubionych
Pani sprzątająca u mnie w pracy podzieliła się ze mną opowieścią o właścicielu obiektu, który zasłużył na Złotą Cebulę w konkursie na największego sknerę biznesu.

Żeby zaoszczędzić na kosztach utrzymania budynku, ekipie sprzątającej kazał przychodzić z własną wodą (! - bo zużywają na własną pracę, a pewnie w dodatku kradną z jego krwawicy) i pokrywać część kosztów odprowadzania ścieków (! - bo brudną wodę wylewają do jego kanalizacji). Po proteście i tłumaczeniu, że nikt nie wywozi mu z budynku beczek Chlorowianki Kran Deluxe, nikt też wwozić nie ma zamiaru, a woda do sprzątania jest niezbędna stwierdził, że rozwiąże sprawę inaczej - przed przyjściem sprzątaczy zakręcał główny zawór wody i wydawał sprzątającym po pięciolitrowej butli kranówki na głowę. Bo w domu patrzył, jak żona sprząta i wyliczył, że tyle wystarczy.

Ceremonia taka odbyła się raz. Pan podobno nie mógł zrozumieć, dlaczego firma sprzątająca wymówiła umowę świadczenia usług w trybie natychmiastowym - i to jeszcze z winy zleceniodawcy, tacy bezczelni ci sprzątacze byli.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 523 (Głosów: 529)

#72358

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielność dnia codziennego.

Pracuję w sporej firmie. Na tyle dużej, że ma własny budynek, razem 3 piętra, spora powierzchnia. Całość zaplanowana na tyle dobrze, że na każdym piętrze są po 3 toalety damskie i męskie, w każdej po 3 kabiny. "Moje" piętro jest niedostępne dla osób z zewnątrz - sama księgowość, informatycy itp., generalnie pracownicy wewnętrzni (strzelam, że jakieś 150 osób, może troszkę więcej), więc w łazienkach jest tym bardziej czysto. Do tego serwis sprzątający zagląda tam dość często. Generalnie higiena aż miło.

Jeśli jednak komuś nadal to nie odpowiada, zawsze może przynosić jednorazowe nakładki podróżne czy "wić" je sobie z papieru. Proste? Niby tak.

A jednak jest jedna, jedyna lasencja - niezidentyfikowana jeszcze - która tego nie ogarnia. I zawsze wchodzi z butami na deskę, zostawiając po sobie brudne odciski podeszew i/lub mokre ślady zbrodni. Właśnie znalazłam kolejne. Dziewczyna nawet po sobie nie sprząta. Zostawia mokro-brudny syf. Nie jest to może wielki problem - kobiet na piętrze może 60, kabin łącznie 9, dajemy radę między jednym a drugim sprzątaniem - ale no kuźwa mać, ile można prosić i pisać kartki do spółki z paniami sprzątającymi...?

Jeśli to czytasz - zacznij po sobie sprzątać, dziewczyno.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 345 (Głosów: 349)

#72634

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historie Very o portalu randkowym przypomniałam sobie podryw, którego kiedyś dane mi było doświadczyć.

Kilka słów wstępu. Wychowałam się na wsi, od dawna tam nie mieszkam, ale nadal mam znajomych, z którymi utrzymuję dość bliskie kontakty. Podczas opisywanego zdarzenia byłam już po rozwodzie, ale nawet przed rozwodem odwiedzałam tych znajomych sama - Eks wstydził się mojego pochodzenia i na wieś nie jeździł ze mną nigdy.

Byłam gościem na weselu znajomych na wsi. Był tam też [K]uzyn znajomego, kawaler po 50, nadal na utrzymaniu mamusi. Znaliśmy się, ale raczej z widzenia, kilka razy zdarzyło nam się rozmawiać i tyle. Poprosił mnie do tańca, a ponieważ był już nieźle podchmielony, zebrało mu się na konkrety. I taka nam się zdarzyła rozmowa:
[K] Wiesz co, ja ci się tak przyglądam...
[Ja] Tak? I co?
[K] Bo ty to tak zawsze sama przyjeżdżasz... nie masz chłopa?
[Ja] No nie mam.
[K] A ty bardzo bogata jesteś?
[Ja] Jakoś tam sobie radzę.
[K] A te seksowanie to ty lubisz?
Myślę sobie - oho, będzie ciekawie. Ciągnę temat, zobaczymy, co z tego wyniknie;)
[Ja] A po co ci to wiedzieć?
[K] Bo wiesz, jakbyś ty mi dawała pieniądze, to ja bym się mógł z tobą seksować.
[Ja] A bez pieniędzy to byś nie chciał?
[K] Nieee... Bo wiesz, ty to trochę stara jesteś. I teraz są modne takie chude, a ty trochę nie tego. I cycki masz małe. Ale jakbyś mi dawała pieniądze, to ja bym dał radę. A jakbyś mi dawała dużo pieniędzy, to ja bym nawet mógł u ciebie w tej Warszawie mieszkać...

Tu już nie wytrzymałam, parsknęłam śmiechem na całą salę, [K] strzelił focha i poszedł sobie. I taka wspaniała okazja przeszła mi koło nosa... ;)

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 511 (Głosów: 517)

#72299

~Papierzak ·
| Do ulubionych
Pracuję w fabryce, która zajmuje się przetwarzaniem papieru.

Odpady zwykle są prasowane przez prasę do kostek i utylizowane. Nacisk takiej prasy na odpad to kilka ton. Obsługa prasy zaczyna się od sprawdzenia, czy nikt i nic oprócz papieru nie znajduje się w jej zasięgu. Jest to nakaz bezwzględnie wymagany przez BHP i całe szczęście, bo....

dzisiaj ta procedura, którą powtarzamy do znudzenia uratowała życie chłopakowi, który na nocnej zmianie postanowił się zdrzemnąć i ukrył się w belach papieru przeznaczonego do sprasowania na rano.

Głupich nie sieją.

Fabryka

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 501 (Głosów: 507)

#76775

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracam z dziewczyną autobusem z uczelni. Tłok dosyć duży, bo czas powrotu zarówno ze szkoły, jak i z pracy. Miejsc siedzących brak, stojących prawie też. Pod oknem siedzi starsza pani, obok młoda dziewczyna chyba w wieku szkolnym.

Na przystanku wysiada kilka osób, a kilka wsiada. Wśród wsiadających jest pan. Starszy, nieogolony, trochę niechlujnie ubrany, trochę przypominał typowego menela. Co najważniejsze, nie śmierdział alkoholem, zachowywał się spokojnie i miał widocznie problem z nogą. Jak siedząca młoda dziewczyna go zauważyła, wstała żeby ustąpić mu miejsca. Pan się uśmiechnął i z widocznym trudem zaczął przemieszczać się w stronę zwolnionego miejsca. Wtedy do akcji wkroczyła starsza pani siedząca na miejscu obok. Położyła torebkę na miejsce po dziewczynie i zaczęła wołać coś w stylu "Terenia, chodź szybko, miejsce ci trzymam". Kompletnie ignorowała próby dziewczyny zwrócenia jej uwagi, że to miejsce zwalnia dla tamtego pana. Pan przystanął z widocznym bólem nogi, a na to miejsce przepchała się owa Terenia. Dziewczyna już próbowała zacząć kłótnię, ale z innego miejsca wstała i ustąpiła inna starsza pani z tekstem "Nie kłóć się, nie warto".

komunikacja_miejska

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 332 (Głosów: 336)

#70946

(PW) ·
| Do ulubionych
Rozmowa sprzed jakichś trzech lat. Przypomniała mi się po przeczytaniu historii o konkursie z bielizną.

Zazwyczaj od razu rozłączam takie rozmowy, ale akurat mi się zachciało sprawdzić na czym przekręt polega.

- Gratuluję, firma X. Wygrał Pan nagrodę pieniężną w wysokości 2000zł w pierwszym etapie konkursu za coś tam coś tam. W celu kontynuowania i podjęcia dalszych kroków prowadzących do odbioru nagrody potrzebujemy tylko pokrycia kosztów manipulacyjnych w wysokości 30zł. (i jeszcze wyjaśnił, że koszty przelewów, jakiś tam podatek itd).
- Aha, to świetnie, cieszę się, że wygrałem. Proszę sobie potrącić te 30zł z wygranej, a resztę przelać. Podać numer konta?
- Yyy, ale ... tak nie można!
- Ależ można, ja Panu pozwalam.
- No ale jak to Pan? Nasza księgowość...
- Chwileczkę, wygrałem i to są moje pieniądze, tak?
- No tak.
- No to skoro moje, to ja decyduję co można z nimi zrobić, a co nie. Więc pozwalam potrącić wszelkie opłaty. Czyli można. Podać numer konta?
- Nie, nie można, dopóki Pan nie przeleje, bo my to musimy wysłać czymś tam (już nie pamiętam).
- Wie pan co? Ja tą rozmowę nagrałem, Pan twierdzi że macie moje pieniądze, nagranie jest dowodem. To może ja wyślę wezwanie do zapłaty i w nim określę w jaki sposób chcę otrzymać pieniądze. Oczywiście wybiorę przelew bankowy.
- Pan sobie chyba żartuje ze mnie, prawda?
- Prawda. Ale mam wielką ochotę pociągnąć ten żart dalej i naprawdę sprawdzić, czy da się wysłać wezwanie do zapłaty, później uzyskać nakaz i wysłać komornika. Jestem po prostu ciekaw jak z tego wybrną wasi prawnicy.

Tutaj Panu nagle przypomniał się regulamin konkursu i dopiero teraz raczył poinformować gdzie się takowy znajduje. Co się okazało, konkurs ma trzy etapy (to te dalsze kroki prowadzące do odbioru nagrody) i tylko w ostatnim etapie można wypłacić pieniądze. Wygrane z pierwszego i drugiego etapu przechodzą na trzeci. Kto nie dotrze do trzeciego, traci wcześniejsze nagrody i wracają do puli dla zwycięzcy trzeciego. W pierwszym etapie (w tym co niby wygrałem) wygrywają wszyscy, w drugim maks ileś tam osób, w trzecim 3 osoby (chyba, nie pamiętam już dobrze). Ot, taki sobie konkurs ktoś wymyślił :)

Niedawno znowu coś wygrałem, ale tym razem informacja przyszła sms-em. Mechanizm ten sam, wpłać, przejdziesz do drugiego etapu itd. Czyli pewnie pomysł funkcjonuje dalej.

konkursy naciągacze

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 497 (Głosów: 503)

#72284

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja przygoda z bankiem.
Podpisuję dokument w banku. Pani z Banku (P) kwestionuje mój podpis.

P: Nie mogę przyjąć tego dokumentu, bo podpis jest nieczytelny.
Ja: Ale ja zawsze tak się podpisuję.
P: Nieważne. Wydrukuję jeszcze raz dokument i proszę podpisać się czytelnie.

Cóż było robić. Podpisałem czytelnie.

Następnego dnia odbieram telefon z banku.

P: Niestety nie możemy zrealizować wczorajszej dyspozycji.
J: A dlaczego?
P: Bo pana podpis jest niezgodny z kartą podpisów.
Zapylam więc jeszcze raz do banku. Tym razem P zezwoliła na nieczytelny podpis. Ale propozycję zwrotu kosztów dodatkowej wycieczki do banku i rekompensaty za stracony czas potraktowała jak dowcip.

bank podpis

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 328 (Głosów: 332)