Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#77632

~Jakubek ·
| Do ulubionych
Krótko zwięźle i na temat. Kto był piekielny, ocenicie sami.

Jechałem wraz z narzeczoną, jej siostrą i szwagrem na imprezę. Ja kierowałem. A jako kierowca wymagam od pasażerów dwóch rzeczy. By mnie nie rozpraszali podczas jazdy oraz, by zapinali pasy. Mogą rozmawiać, jeść, pić, spać, robić dosłownie wszystko, byleby przestrzegali tych 2 zasad.

Jechaliśmy przez teren niezabudowany. Jakieś nieużytki, krzaki. W pewnym momencie na drogę wyskoczył dzik. Hamulec do końca, nawet ręczny poszedł w ruch. Poczekałem chwilę, rozglądam się czy coś jeszcze nie ma zamiaru niespodziewanie wtargnąć na drogę. Przy okazji pytam się pasażerów, czy nikomu nic się nie stało. Dwie odpowiedzi twierdzące, jedna przecząca. Szwagier był niezapięty i przygrzmocił twarzą w stelaż od zagłówka przed sobą. Złamał nos.

Tak więc zamiast na imprezę, pojechaliśmy na SOR. A tam dowiedziałem się od przyszłej szwagierki i jej męża, że to moja wina. Że jej ukochany ma twarz jak po zderzeniu ze ścianą. Myślałem, że ich śmiechem zabiję. Dosłownie. Dodała jeszcze, żebym się nauczył jeździć, bo kto to pomyślał, żeby tak nagle hamować na pustej drodze. No cóż, miałem do wyboru. Dać buta w hamulec albo przygrzmocić w 150kg dzika. Wybór dla mnie oczywisty. Jak widać nie dla wszystkich.

Dlaczego o tym piszę? Bo 3 dni temu nas odwiedzili. I nie omieszkali wygarnąć, że przez moją "brawurową jazdę", mój przyszły szwagier ma oszpeconą do końca życia twarz.

Cóż, za głupotę się płaci...

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 318 (322)

#71608

(PW) ·
| Do ulubionych
Tydzień L4, grypa, więc większość czasu w łóżku. Trochę po 7 rano dzwoni domofon. Jeden, drugi, trzeci raz. W końcu ruszyłem się sprawdzić, kto i po co mnie budzi.

(Ja) Słucham?
(Ktoś) Bo ja chciałem pod 13.
(J) To proszę tam dzwonić, a nie do mnie.
(K) Dzwoniłem, ale nikt nie otwiera.

Na taką logikę to nawet nie chciało mi się odpowiadać, wróciłem do łóżka i oczywiście zaraz znowu odzywa się domofon. Ten sam głos. Dopiero po wywarczeniu, że jak nie przestanie wydzwaniać, to zejdę i mu to bardziej bezpośrednio wytłumaczę, odpuścił.

upierdliwiec

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 318 (322)

#70701

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem technikiem dentystycznym z wieloletnim doświadczeniem, ale dziś dopiero dowiedziałam się jaka jestem zdolna.

Parę lat temu, gdy zaczynałam robić korony pełnoceramiczne, w ramach praktyk zrobiłam jedną dla siebie, żeby wygląd górnej piątki poprawić. Znajomy dentysta mi zamontował i tak naprawdę zapomniałam o tym.

Dziś byłam na pierwszej wizycie u nowej dentystki. Trochę z premedytacją nie mówiłam nic na temat swojego zawodu, żeby nie wchodzić w dyskusje zawodowe (śpieszyłam się).
Pani doktor fachowo zaczęła od przeglądu.
Pomoc notuje i wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że dentystka znalazła mi ubytek w... koronie.
Przerwałam przegląd i mówię:
-Pani doktor to jest korona.
-Niemożliwe! Przecież nie ma rantu (taki metalowy pasek z tyłu korony).
-Nie ma, bo to korona pełnoceramiczna.
-Jest pani pewna?
-Tak, sama ją robiłam.

Pani doktor jeszcze raz obejrzała, pocmokała i chciała lecieć dalej, ale ja zrezygnowałam z leczenia.

Żeby wszystko było jasne, zawsze staram się robić zęby jak najbardziej naturalne, żeby nie wyglądały jak kafle ale nie spodziewałam się, że są tak idealne, że dentysta się nie pozna. Chyba powinnam zostawić jej wizytówkę.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 625 (633)

#78409

(PW) ·
| Do ulubionych
Dorabiam sobie jako grafik komputerowy oraz webmaster. Link do mojego portfolio i dane do kontaktu ze mną są umieszczone na wielu stronach internetowych związanych z tematyką. Z tego względu często jest tak, że klienci sami się do mnie zgłaszają. Tym razem było podobnie.

Otrzymałem wiadomość e-mail od managera pewnej firmy. Poprosił mnie on o wykonanie nowego sygnetu (grafiki wchodzącej w skład logo). Oczekiwania bardzo dokładnie sprecyzowane, kwota proponowana za wykonanie zlecenia bardzo kusząca, umowa jasna i pozbawiona miliona kruczków. Nic tylko brać! Zatrzymajmy się jednak przy tej umowie... W skrócie firma zobowiązała się wypłacić mi powiedzmy 2000 złotych za wykonanie sygnetu, który zostanie zaakceptowany przez managera. Jak to wyglądało to w rzeczywistości?

Po kilku poprawkach stworzona przeze mnie grafika została zaakceptowana. Zapytałem się więc, kiedy mogę spodziewać się zapłaty. W odpowiedzi otrzymałem wiadomość o treści:

"Pana grafika przeszła pomyślnie pierwszy etap eliminacji do konkursu. Wszystkie prace, które również przeszły eliminację, zostaną teraz sprawdzone i ocenione przez wyłonioną w tym celu komisję. Wyniki powinny pojawić w przeciągu miesiąca.".
Zaraz, zaraz, zaraz...? Jaki konkurs? Tak się nie będziemy bawić.

Na w/w wiadomość nie odpisałem, ale postanowiłem znaleźć inne osoby biorące udział w "konkursie". Nie było to zbyt trudne, gdyż na jednym z for poświęconych grafice już trwała zażarta dyskusja na ten temat. Okazało się, że firma oszukała trochę ponad 20 osób (przynajmniej taką liczbę udało nam się ustalić). Ostatecznie umówiliśmy się wszyscy jednego dnia w Warszawie i udaliśmy się do prawnika. Chcieliśmy złożyć wniosek zbiorowy, ale okazało się, że jest to niemożliwe i musimy składać wnioski osobno. Mimo to według prawnika mieliśmy wygraną w kieszeni, gdyż firma w żaden sposób nie poinformowała nas, że bierzemy udział w konkursie.

Kilka dni później wszystkie wnioski o pozew zostały złożone a na stronie głównej firmy i jej profilu na Facebooku pojawiła się informacja o konkursie na wykonanie sygnetu :) Sprawy sądowe ciągnęły się dość długo, jednak w ostateczności firma zmuszona była wypłacić nam wszystkim kwotę zamieszczoną w umowie plus ustawowe odsetki.

Reasumując, firma chciała być sprytna i móc wybierać wśród prac wielu uzdolnionych grafików, nie ponosząc przy tym większych kosztów. Wyszło na to, że za ponad 60 tysięcy złotych mają ponad 20 różnych sygnetów, które zgodnie z umową mogą wykorzystać tylko na potrzeby reklamowe swojej firmy. Nie wliczam w to oczywiście kosztów sądowych :D

Edytując stare polskie przysłowie: Chytry trzydzieści razy traci :D

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 312 (316)

#70558

(PW) ·
| Do ulubionych
Co bardzo istotne dla tej historii, prowadzę jedną z największych stron pomocowych po polskiej stronie pewnego społecznościowego portalu ;)

Działamy bardzo prosto - mamy tłumy ludzi, którzy chcą pomóc, wrzucamy apel o wsparcie finansowe na leczenie/potrzeby czysto socjalne.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie [k]oleżanka.
K: - Hej, mam sprawę, pilnie potrzebna pomoc, pani schorowana, opiekuje się psychicznie chorą córką, córka dorosła, z domu nie wychodzi dla bezpieczeństwa siebie i innych, mają niskie renty, zadłużone... kobita puszki po śmietnikach zbiera, bo na chleb nie mają.
Ja: - Jasne, umów mnie z nią, zobaczę papierki i zadziałamy.

Umówiłam się z panią, powiedzmy, Zosią na drugi dzień. W mieszkaniu widać, że się nie przelewa, ale czysto, wszystko ok. Szybki rzut oka na papiery (jeśli potrzebujący nie należy do żadnej fundacji, zerkam na papiery, diagnozy, orzeczenia itp, żeby wiedzieć czy ktoś tu czasem nie kręci), wszystko ok, wszystko się zgadza. Szybko ustaliłyśmy listę potrzebnych rzeczy.

I poszło w eter, setki wiadomości, pytanie o konto do wpłat dla Pani Zosi, ogólnie odzew naprawdę rewelacyjny.

Zaczęły przychodzić paczki. Nie zawsze, ale często dostaję informację co w takowych paczkach się znajduje. I tak też było w przypadku pokaźnej paczki ok 40 kg wypełnionej mięsem, wędlinami, nabiałem, naprawdę wszystko przydatne, szczególnie kiedy ktoś nie ma co jeść..
Co usłyszałam, kiedy zapytałam czy przyda się to co, do pani Zosi przyszło?
- Wie pani, ale to wszystko z takiej dolnej półki....

Nieco mnie to zdziwiło, ale pomyślałam sobie, że może pani Zosia wykombinowała, że jak powie mi, że to taka "dolna półka", to wycisnę dla niej więcej...

Następna paczka, też kilkudziesięciokilogramowa, informacja dla mnie, że sama spożywka.
Pani Zosia: ale wie pani, to wszystko to było z Biedronki!

Przy kolejnych paczkach dowiedziałam się też, że ktoś przysłał jej rzeczy UŻYWANE!
A także:
- zmechacone
- niewyprasowane
- za małe
- za duże

A na końcu, kiedy napływ paczek dobiegł końca (a musicie wiedzieć, że taki boom jest zwykle przez pierwszy tydzień), stwierdziła, że w gruncie rzeczy to ona żadnej pomocy nie dostała, a mówiłam, że tyle ludzi pytało o adres....


Rzecz istotna - jedna niewdzięczna Pani Zosia nie określa wszystkich potrzebujących, zazwyczaj to naprawdę wspaniali ludzie, którzy z różnych przyczyn potrzebują pomocy.

pomoc internet

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 468 (474)

#78037

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczorajsza sytuacja skłoniła mnie do założenia konta na piekielnych.

Tło: promocja w jednym z marketów "nie dla idiotów": kup smartfon, a folię ochronną z montażem dostaniesz gratis - brzmi nieźle, więc kupujesz smartfon, idziesz do punktu, żeby ową folię założyli, po czym orientujesz się, że założyli ją, nie ściągając folii fabrycznej...

Nie wiem czy się śmiać, czy płakać nad ludzką głupotą.

market nie dla idiotów

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (157)

#71045

(PW) ·
| Do ulubionych
Przez rok wynajmowaliśmy z mężem i szwagrem dom. Umowę co prawda mieliśmy na papierze, ale wiadomo jak to jest "po znajomości" i "no my nie będziemy tego nigdzie zgłaszać bo to koszty". Można więc przyjąć, że umowa spisana była, ale żadna ze stron nigdy jej nie podpisała.

Po wyprowadzce, która była dość spontaniczną decyzją - ot, trafiła się okazja - ustaliliśmy z właścicielami, że rozliczymy się za rachunki w następujący sposób:
- zostawiamy w piwnicy tonę opału (ok. 400zł)
- gdy przyjdą rachunki, to właściciele się z nami skontaktują żebyśmy zapłacili im "resztę" czyli to co ewentualnie wyszło ponad koszty opału.

Po wyprowadzce relacje z wynajmującymi się pogorszyły. Nie pozwolili nam odebrać zaległej korespondencji, zaczęły się dziwne plotki, że zostawiliśmy dom w opłakanym stanie (wyremontowaliśmy 2 pokoje, które średnio nadawały się do użytku - pozrywana tapeta, uszkodzona wykładzina). Ostatecznie, po kilku próbach odzyskania listów właścicielka stwierdziła, że nie możemy jej udowodnić, że tam mieszkaliśmy, bo nie mamy nawet umowy i mamy przestać ją nachodzić.

No niezbyt miło z ich strony, ale co mi tam. Stwierdziliśmy, że sprawa zamknięta i skupiliśmy się na urządzaniu nowego mieszkania.

Pod koniec stycznia dzwoni telefon, jakaś baba drze się do mnie, że mam jej oddać pieniądze za rachunki (350zł). Dopiero po chwili zastanowienia dotarło do mnie, że to właścicielka naszego byłego lokum. Przypomniałam jej o tym jak umawialiśmy się z rozliczeniem i dodałam, że tak właściwie to ona "wisi" mi jeszcze 50zł. Baba w krzyk, że ona się z nikim na nic nie umawiała i jesteśmy złodziejami.

Moja odpowiedź może nie była zbyt miła, aczkolwiek powtórzyłam jej wcześniejsze słowa:
- Ależ proszę pani, my podobno tam nigdy nie mieszkaliśmy!

Do tej pory cisza...

w-wa

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 462 (468)

#73924

(PW) ·
| Do ulubionych
Pod koniec kwietnia moja kuzynka skończyła liceum i razem ze znajomymi postanowili uczcić to tzw. plenerowym "piwem". Nie udali się jednak w ustronne miejsce, ani do żadnego pubu, a kręcili się z alkoholem po rynku, gdzie jak wiadomo pić się nie powinno.

W pewnym momencie rozchichotaną grupkę przyuważył policjant na służbie - prywatnie mój sąsiad i kolega ojca wspomnianej kuzynki. Podszedł do nich, pogroził palcem i powiedział, żeby poszli do pubu, albo do domu, bo w miejscach publicznych pić nie wolno i mogą dostać srogi mandat. Puścił ich tylko ze względu na to, że znał moją kuzynkę.

Gawiedź zaśmiała się, udawała, że salutuje i oddaliła się parę kroków, a policjant wsiadł do radiowozu i razem z kolegą zaczęli krążyć po okolicznych uliczkach. Nie minęło parę minut, a ponownie dostrzegli grupkę młodzieży, która nie dość, że pije praktycznie na środku jezdni to jeszcze zachowuje się głośno i rzuca puszki i butelki na chodnik. Tego już policjanci nie mogli zignorować, więc przystąpili do wykonywania czynności i wlepili całej grupie mandaty.

Parę dni później mój ojciec spotkał sąsiada i ten pożalił mu się, że rodzice mojej kuzynki nie chcą z nim rozmawiać, a ona sama jak go widzi to mamrocze pod nosem wyzwiska typu JP100%, j*bać psy itp. Zarówno ona, jak i jej rodzice, a także znajomi uważają, że policjant zachował się jak służbista, bo nie mógł odpuścić szczeniakom jednego piwa.

Wiem, że kuzynka nie przyznała się, że urządzili na rynku regularną libację, a także pominęła to, że policjant z dobrego serca początkowo tylko zwrócił im uwagę.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 460 (466)

#71889

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Mam ostatnio sporo historii do opisania z kursów/frachtów, jednak dzisiaj coś innego. Zapraszam.

W jednej z poprzednich historii wspominałem, że od czasu do czasu dorabiam jako kurier. W związku z tym oprócz obowiązków kuriera mam także różnego rodzaju korzyści np. sporo tańsze paczki. Właśnie o tym będzie historia.

Moja żona ma znajomą, która zajmuję się rękodziełem. Robi biżuterie, obrusy i inne oraz sprzedaje to na allegro. W sumie nie bardzo się tym interesowałem. Znajoma, powiedzmy Ola, wpadła do nas przed świętami Bożego Narodzenia w tak zwane "odwiedki". Ja akurat pracowałem w kurierce. Wróciłem w stroju do domu i od słowa do słowa dogadaliśmy się, że ona chętnie będzie wysyłać paczki na moim "koncie", bo nie ma u siebie w aukcjach opcji wysyłki kurierem.

Do pewnego momentu nasza współpraca układała się wzorowo. A wszystko padło jakieś 1,5 miesiąca temu.

Musiałem nadać paczkę do klienta i w oddziale firmy kurierskiej spotkałem Olę. Podałem paczkę, dostałem podpis i zaproponowałem, że Olę odwiozę, na co chętnie przystała. Już w samochodzie zaczęła pytać, dlaczego nie zapłaciłem za paczkę na miejscu. Tu jej wytłumaczyłem, że płace przelewem po przyjściu zestawienia rozliczeniowego. Pewnie już się domyślacie co po tym spotkaniu się zaczęło się dziać.

Po około 1,5 tygodnia dostaje zestawienie i widnieje do zapłaty około 500zł. Przeglądam zestawienie i tylko jedna pozycja jest moja, reszta należy do Oli. Biorę telefon, dzwonię do niej i pytam o co chodzi. W odpowiedzi usłyszałem: "Stać cię, będziesz mi płacił za paczki! Nie mam czasu, na razie". Próbowałem jeszcze kilka razy się dodzwonić, ale dokumentnie mnie olała. W sprawę zaangażowałem żonę. Olka także wypięła się na jej tłumaczenia i powiedziała, że kasy nie odda. Żona zgłosiła sprawę wyżej. Czyli do mamy Olki. Tutaj mamy happy end. Pieniądze odzyskałem. Dodatkowo zastrzegłem w oddziale, że więcej paczek od Olki mają nie brać, obciążających moje konto. Z tego co wiem próbowała wysyłać, jednak nie przeszło.

Znajomość zweryfikowana i zerwana.

PS. Aleksandra ma 29 lat.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 458 (464)

#72439

(PW) ·
| Do ulubionych
Co się odwlecze to nie uciecze. Czyli jak być piekielnym dla samego siebie.

Bohatera nazwijmy Paweł. Jak wiedzą niektórzy, są sprytne, nielegalne sposoby na obniżenie rachunków za media. Ale to nie dla Pawła. On zrobi to legalnie. Tak więc konsekwentnie przez 10 lat gdy nadchodzi czas odczytu, Pawła nie ma w domu. Pracownik zostawia karteczkę. Zatem Paweł sam dzwoni do firmy i podaje stan licznika. W ten oto sposób płaci za zużycie 2-3 jednostek na rok. Znikome opłaty. Wszystko działa dopóki nie nadchodzi czas wymiany liczydła. Stan spisany i udokumentowany zdjęciem przez montera wynosi 1478 jednostek. Tak więc Paweł musi zapłacić fakturę, ponad 15 tys. za zużycie, policzone po obecnej cenie - po kilkakrotnych podwyżkach w przeciągu tych 10 lat.

Ku przestrodze.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 456 (462)