Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#70940

(PW) ·
| Do ulubionych
Okres przedświąteczny, siedzę u klienta w ramach umowy serwisowej 4h na miejscu w siedzibie. Dalej kilka umówionych wizyt... czas się dłuży, wtem dzwoni telefon. To szef, dzwonili ze sklepu X, czytnik kodów na kasie nie działa, święta idą, ruchu mnóstwo, olaboga ratujcie, bo jedna kasa działa.
Sklep X ma 2 kasy, jedna nie działa, więc kolejki przez całą salę sprzedaży... dzwonię więc:

-Dzień, co się dzieje z czytnikiem?
-Olaboga, koniec świata, kolejki są, no nie działa, nic nie pika.
-Czy wszystkie kable są podłączone?
-Ja nie wiem, koleżanka mówi, ze nie działa, ja się na tym nie znam.
-W tej chwili nie mogę przyjechać, dlatego prosiłbym, żeby sprawdziła pani czy wszystkie kable są podłączone.
-To ja za chwilę oddzwonię.

5 minut później.

-Wszystko podłączone ale dalej nie pika, niech pan przyjedzie, bo kolejki są i ludzie się denerwują.
-Mogę być najwcześniej za 2h.

2h później.

Wchodzę do sklepu, podchodzę do kasy, największy zasilacz odłączony, zamiast niego podłączona ładowarka do komórki.
Podłączam zasilacz, sprawdzam czytnik, wszystko ok.
W duchu wkurzony, bo dojazd tam nie po drodze i godzinka w plecy, wypisuje protokół z wizyty i słyszę:

-Ale za co, przecież pan nic nie zrobił?!

serwis sklep

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 657 (667)

#73297

(PW) ·
| Do ulubionych
Porządkowałem dzisiaj szpargały i znalazłem cudeńko sprzed lat, w postaci teczki z dokumentami na linii Straż Gminna - Bestatter - Straż Gminna - Sąd.

Otóż jechałem sobie pożyczoną ciężarówką, wioząc nagrobki od hurtownika - trzyosiowa scania z platformą i HDS, załadowana około dwudziestoma tonami granitu. Słoneczko, zaciesz, fajny dzień.

Jakiś czas później otrzymałem od SG fotkę i mandat za przekroczenie prędkości.

Nic oryginalnego, prawda?

Niekoniecznie. Otóż okazało się, iż w terenie niezabudowanym, gdzie dozwolona 90, prułem 151. Mały kłopot - jak to w DMC +3,5t, ogranicznik na 89 kmh.

Toteż grzecznie odpisałem, że błąd, pomyłka, czekam na odwołanie mandatu.

Mowy nie ma. Zdjęcie jest? Jest! Znaczy jechałem 151 i basta. A dlaczego? A dlatego że z górki, a to że samochód ma automatyczny retarder, to ich g... obchodzi i to w ogóle ściema jakaś pirata drogowego.

Skończyło się w sądzie, który oczywiście uznał moją rację, co nie zmienia faktu, że
A: napisać się musiałem, niczym mały pisarczyk z Florencji,
B: do sądu jeździć, czas tracić i się jojczyć.

Straż Gminna

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 394 (400)

#72150

(PW) ·
| Do ulubionych
"Robienie po znajomości".

Jak już wspomniałem w poprzedniej historii - jestem młodym programistą tworzącym strony internetowe i nieskomplikowane prace graficzne. Uczę się, przez co wiadomo - jak zarobię coś więcej to rodziców nieco finansowo odciążę, albo do rachunków się dołożę - a rodzice dumni, że syn w tak młodym wieku zarabia pieniądze. Ale nie w tym rzecz.

Znajomy mojego brata otwierał firmę zajmującą się instalacjami hydraulicznymi - potrzebował strony internetowej.

Nic trudnego, pogadałem z nim (widziałem się z nim drugi raz w życiu) i przy nim wyceniłem projekt - wyszło niewiele, bo ledwo pięćset złotych polskich (zestaw grafik + strona internetowa z zamawianiem i wyceną usługi online).

Nie było by w tym nic dziwnego, że takie coś kosztowałoby w normalnej agencji interaktywnej około 800-900zł. Sam nawet nie wiem dlaczego policzyłem tak mało, no ale mniejsza o to. Dobiliśmy interesu i za 500zł miałem startować już od zaraz. Oczywiście wiadomo - zabezpieczyłem się chociaż trochę i wziąłem na wstępie 100zł zaliczki. (zwykle biorę 50, jednak coś mnie tchnęło, że ten człowiek mnie wyr.. oszuka.)

I zacząłem. Klient był na bieżąco informowany o wszelkich pracach, miał możliwość zgłaszania poprawek czy zmian w każdym momencie.

Po tygodniu zaczęły się telefony.
- Kolego, słuchaj.. Wiesz, znamy się (DRUGI RAZ W ŻYCIU CZŁOWIEKA WIDZIAŁEM). Zejdziesz z ceny do... hmm... 300zł?

Powiem tak... Ładnie po schodach zszedł, ale nie zgodziłem się. Spotkałem się z odpowiedzią:
- Ok, luz - nie ma problemu. Pracuj dalej.

Poinformowałem "kolegę" o skończonej pracy - poprawek naniesione tysiące, bo co chwilę albo treść inna, albo logo się nie podoba. A tutaj uwaga... Kolejna negocjacja ceny! Ale to jaka!

- Dobra, strona wspaniała - sam bym lepszej nie zrobił! Ale wiesz... Może podarowałbyś mi to? Wiesz... sprzęt mnie kosztuje, samochód... (sprzęt kupił używany na allegro lub miał po dziadku/ojcu/koledze, a sam woził się jednym z najnowszych pojazdów terenowych marki zaczynającej się na H a kończącej na I).

O darowiźnie nie było mowy. Za dużo czasu na to przeznaczyłem, by oddać to za darmo. Odpowiedziałem, że nie pracuję za darmo. Kontakt zerwany.

A projekt? Na marne nie poszedł - po kilku przeróbkach zainteresowała się nim inna firma i zyskałem nawet więcej, niż miałem zamiar. Uważajcie na pracę "po znajomości"!

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 393 (399)

#78948

~natalien ·
| Do ulubionych
Parę lat temu, na studiach, dorabiałam jako opiekunka do dziecka.

Pewnego dnia moja chlebodawczyni zadzwoniła do mnie, czy nie zajęłabym się jej sześcioletnim synem w dodatkowy dzień, bo przychodzi do niej szefowa i mają nad czymś razem popracować, a dzieciakiem nie miałby się kto zająć.

Zapytałam ją (nauczona wcześniejszymi doświadczeniami), czy nie miałaby nic przeciwko temu, żebym zabrała małego do muzeum - i tak musiałam tam iść w związku z pracą zaliczeniową. Pani była zachwycona, powiedziała, że oczywiście, że nie ma nic przeciw, bardzo się cieszy, niech się dziecko rozwija.

Poszliśmy więc do muzeum, ja znajdowałam przyjemność w pokazywaniu i tłumaczeniu małemu ekspozycji (żadne tam skomplikowane dzieła, wystawa dotyczyła początków naszego miasta) i przy okazji zebrałam materiały do swojej pracy.

Mały był bardzo zadowolony i kiedy tylko znaleźliśmy się w domu, natychmiast zachwycony pobiegł opowiedzieć o naszej wyprawie mamie.

Zamiast szefowej zastałam w domu jej siostrę, której moja pracodawczyni w pocie czoła robiła manicure. Nie moja to sprawa, ja miałam za to płacone ekstra, więc pani mogła ten czas nawet przespać, uznałam, że nic mi do tego.

Problemy zaczęły się, kiedy dziecko rozentuzjazmowane zaczęło opowiadać o tym, co zobaczyło na wystawie. Ciotka chłopca z pogardą zaczęła wywracać oczami i teatralnie wzdychać. Kiedy poszłam z małym do przedpokoju zdjąć buty, usłyszałam, jak siostra mówi do mojej szefowej: "Ale zj***na ta opiekunka".

Puściłam tę uwagę mimo uszu.

Następnego dnia z rana miałam już telefon od pani matki, że niestety, ale ona jest zmuszona zerwać ze mną umowę. Byłam bardzo zdziwiona i oczywiście natychmiast zapytałam dlaczego. Okazało się, że dziecko od wczoraj ją męczy, że znowu chce iść zobaczyć wystawę, a ona nie ma czasu z nim po muzeach latać, że ona myślała, że wejdziemy tylko na chwilę, a potem go zabiorę na basen albo do kina, bo wystawy to za trudne rzeczy dla sześciolatka.

Gwoździem programu było to, że pani z rozbrajającą szczerością powiedziała, że jej siostra zasugerowała zmianę niani i zaproponowała, że opiekunka jej dzieci weźmie dodatkowo opiekę nad chłopcem.

Tak oto pracę straciłam. Mam tylko nadzieję, że nowa niania nie zabiła w dziecku ciekawości świata.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 260 (264)

#78526

(PW) ·
| Do ulubionych
Czasem piekielność jest planowana i wszyscy potencjalnie zainteresowani są przed nią przestrzegani, ale mimo to niektórzy pchają się żeby za wszelką cenę jej doświadczyć...

Moi rodzice prowadzą pensjonat. Na jeden z weekendów 40 z 50 miejsc noclegowych zarezerwowała jedna z firm, żeby zorganizować wyjazd integracyjny. Wiadomo jak takie wyjazdy integracyjne przebiegają, więc rodzice zdecydowali, że najbezpieczniej będzie, jak odpuszczą sobie wynajęcie tych 10 pozostałych miejsc, dając firmie obiekt na wyłączność. Jest to klient stały i na tyle dobry, że warto mu pozwolić na imprezowanie bez wyrzutów sumienia, że budzą pozostałych 10 gości.

Dwa dni przed tym weekendem ktoś zadzwonił i bardzo, bardzo chciał zarezerwować pobyt dla rodziny. Mama powiedziała, że w zasadzie ma wolne pokoje, ale jest impreza firmowa, w związku z czym ona oficjalnie ciszę nocną zniosła i będzie głośno do bardzo późna. Firma nie zastrzegła wyłączności, więc ona może im ten pokój, ale zdecydowanie odradza, bo tak jak mówiła, rodzina się nie wyśpi, cisza nocna nie bedzie obowiązywać, a ona nie przyjmuje żadnych pretensji, bo w ten weekend w ośrodku zasady są takie, ze można balować do białego rana.

Uparli się i przyjechali. Oczywiście nie zmrużyli oka, bo pracownicy firmy siedzieli na stołówce do 4 rano, grali na gitarze i śpiewali biesiadne piosenki. Zakrapiając to dużą ilością alkoholu. Czyli dokładnie tak jak się mama spodziewała.
Rodzinka miała o to pretensje, że pijackie burdy (nie było żadnych burd, normalna impreza) i że ona nie zapłaci. Mama powiedziała, że właśnie dokładnie przed tym ostrzegała, że takie warunki były zapowiedziane i mogą ewentualnie dostać gratis śniadanie, ale albo płacą albo policja. Zapłacili i wyjechali skwaszeni.

Od tej pory rodzice wychodzą z założenia, że jak duża grupa rezerwuje większość obiektu na jakąś imprezę, szkolenie itp. to już wolą zrezygnować z zarobku i nie wynajmować kilku pozostałych wolnych pokojów.

Niestety klienci nie rozumieją słów "własna odpowiedzialność" w sfromułowaniu "może pan wynająć na własną odpowiedzialność".

PS: Żeby nie było, mieliśmy też sytuację przeciwną. W inny weekend też był prawie cały pensjonat wynajęty na integrację, o 23.30 zapukali ludzie, którzy bardzo prosili o jakiś pokój, bo jadą do Chorwacji, ale im się samochód zepsuł. Rano mówili, że słyszeli że była mocna impreza, ale rozumieją że byli przecież ostrzegani, że takie są na ten moment w obiekcie warunki i byli i tak ogromnie wdzięczni, że się im udało w środku nocy jakiś nocleg znaleźć.

pensjonat

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 257 (261)

#73613

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak codziennie rano wyszłam z psem. Niedaleko mojego domu jest spora niezabudowana przestrzeń, gdzie pies może pobuszować w wysokiej trawie, złapać jakiegoś kleszcza (dobra, żartuję, pies nasmarowany czymś niejadalnym dla kleszczy) i załatwić swoje psie sprawy. Aby dojść do tego Edenu, należy przejść spory kawałek ulicą zabudowaną domami jednorodzinnymi. I pies, jak to pies, postanowił zrzucić ładunek sąsiadowi pod furtką.

Na taką okoliczność byłam przygotowana, wyjęłam więc dyskretnie woreczek i nachyliłam się, aby sprzątnąć. Gdy się wyprostowałam zobaczyłam sąsiada pospiesznym krokiem zdążającego w kierunku furtki, a z uszu prawie dym mu szedł.

- Proszę to zostawić, to nie pani.
Rozejrzałam się niepewnie - kolekcjoner, czy co, ale dojrzałam w okolicach furtki skrzynkę z narzędziami, może akurat furtka była naprawiana i tak zostały.
- Ale... - nie zdążyłam nic więcej powiedzieć.
- Nie można na chwilę niczego zostawić, wszystko ukradną, proszę to natychmiast oddać - tu wyciągnął rękę czekając na przekazanie łupu.
- Nie wzięłam niczego, co należy do pana.
- Tak, bo jak leży na ulicy, to już niczyje. Wstyd, dorosła kobieta i zabiera - miło, że nie powiedział "stara baba".

I stoi tak z wyciągniętą ręką, więc co będę mu żałować. Jeszcze ciepłe. Włożyłam mu do dłoni i lekko rozgniotłam. Nie pobrudził się, bo woreczek chronił. Na chwilę zaniemówił i zanim odzyskał głos, oddaliłam się. A głos odzyskał, słyszałam, ale nie wsłuchiwałam się w szczegóły.
Chyba nie powie mi już "dzień dobry". Zresztą nigdy nie mówił.

sąsiedzi

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 510 (518)

#78714

(PW) ·
| Do ulubionych
W poczekalni obok herbaty i wody, mamy wyłożone miętowe cukierki dla klientów. Tak, żeby "osłodzić" czekanie. Przychodzi ostatnio babeczka 60-70 lat.
- O cukierki a jakie to są.
- Miętowe, proszę się częstować.
- O nie, ja mięty nie mogę, jestem uczulona. Zaraz by mnie dusiło wie pani.
- No niestety, akurat dzisiaj mamy takie, mogę jedynie jeszcze wodę i herbatę zaproponować.
- Ale ja miętowych nie mogę, ale owocowego bym chętnie zjadła.

Nie porzucę stanowiska pracy i nie pobiegnę babce po owocowe cukierki, więc ostatnie zdanie zignorowałam.
3 minuty później słyszę jak babka zaczyna kaszleć, coraz mocniej. Wstaję do niej aby sprawdzić czy wszystko w porządku. Co robi pani? Wypluwa cukierka i jeszcze z pretensją w głosie mówi do mnie:
- No widzi pani, no, ja mówiłam, że na miętę jestem uczulona.

uslugi

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 253 (257)

#77249

(PW) ·
| Do ulubionych
Zainspirowana szkolnymi historiami, przytoczę epizod, który przydarzył się mojemu bratu bodaj w czwartej klasie podstawówki.

Pewnego razu jego wychowawczyni zarządziła, że każdy uczeń ma mieć naklejoną na krzesło karteczkę z imieniem, nazwiskiem i wzrostem, przygotowaną w domu. Sęk w tym, że taka karteczka miała koniecznie być wydrukowana.
Jako, że nie mieliśmy w domu drukarki, mama napisała "metryczkę" ręcznie.

Później dowiedziałam się, że wychowawczyni zrobiła awanturę i powiedziała: "Przecież drukarka kosztuje parę groszy!"
Bez komentarza.

szkoła

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 253 (257)

#71820

(PW) ·
| Do ulubionych
Przedwczoraj byłam w restauracji ze znajomymi.

Po skończonej kolacji koleżanki poleciały sobie zdjęcie zrobić pod piękną indyjską figurką, mój ukochany poszedł robić za fotografa a ja z moim przyjacielem wyszłam przed lokal zapalić i poczekać na resztę wesołej ferajny.

Za nami wyszedł zapalić inny gość restauracji, z kuflem w ręku i...
No właśnie... Zapytał nas, czy moglibyśmy go poratować pieniędzmi, bo nie ma czym zapłacić za kolacje i piwo.

Ja wielkie oczy jak nasze polskie pięciozłotówki, przyjaciel nie mniejsze.
Zapytałam, że jak to, to on portfela zapomniał czy jak?
Odpowiedź nas zwaliła z nóg i wymalowała na naszych twarzach idealne WTF.
Otóż pan po prostu nie ma pieniędzy. Przyszedł, zamówił piwo i jedzenie, i nie ma czym zapłacić...

Cóż. Skwitowałam, że jak ja nie mam pieniędzy to nie chodzę do restauracji na kolacje i piwo, tylko w domu gotuję bo taniej.

Facet przeprosił nas i schował się z powrotem do lokalu po wypaleniu papierosa.
Wyglądał na normalnego, normalnie ubranego człowieka.

Trzeba mieć niezły tupet. Nie ma co... Ja tylko współczuję kelnerowi, bo naprawdę pracowity facet i serdeczny człowiek, a szef nie wiem czy wpisze to w straty, czy obciąży bogu ducha winnego kelnera.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 252 (256)

#76187

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem złą ciocią.

Wczoraj siostra zapytała mnie, czy nie zechcę dołożyć się na prezent świąteczny dla młodego. Zdziwiło mnie to, bo nie dalej jak tydzień temu dałam jej na ten cel kilkadziesiąt złotych. Odparła, że tak, jasne, ale ona chce jeszcze 200 złotych, bo postanowiła kupić młodemu tablet.

Już pomijając fakt, że nie uważam wcale, żeby to był najlepszy prezent na świecie dla siedmiolatka, odparłam, że nie pomogę, bo nie dam rady - mój dziesięcioletni laptop ledwie zipie, a komputer jest mi potrzebny do pracy, więc muszę oszczędzać na nowy sprzęt. Zaznaczyłam również, że siostra na czysto zarabia dwa razy więcej ode mnie, więc na tablet da jeszcze radę bez problemu sobie odłożyć - przecież młody nie musi mieć sprzętu za tysiąc złotych.

Co usłyszałam w odpowiedzi?
"Jak chcesz, ale ja mu powiem, że SPECJALNIE NIE CHCIAŁAŚ dołożyć się do prezentu, żeby zrobić mu na złość".

Tyle dobrze, że dziecko mądrzejsze i bardziej jednak ceni czas, jaki z nim spędzam, niż wartości materialne.

z rodziną najlepiej na zdjęciach

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 251 (255)