Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#28554

(PW) ·
| Do ulubionych
Kumpel pojechał z teściem do sklepu ponoć nie dla idiotów w celu zakupu nowego telewizora. Teściu z gatunku tych, co to przełączanie kanałów pilotem traktują jako intensywny wysiłek fizyczny - więc telewizor miał być na wypasie.

Wybrali model za ładnych kilka tysięcy. Sprzedawca pyta, czy będą chcieli odebrać na sklepie czy na magazynie - kumpel, jako że w wielu miejscach pracował i wie, jak czasem sprzętem na magazynie się rzuca (szczególnie, jeśli klient już zapłacił), poprosił o odbiór na sklepie.

Teściu chciał brać telewizor i jechać do kasy. Kumpel natomiast poprosił o sprawdzenie tego konkretnego egzemplarza.
[S]przedawca: To jest nowy telewizor, co pan tu chce sprawdzać?
[K]umpel: Chciałbym sprawdzić, czy wszystko działa.
[S]: Ale on jest zapakowany fabrycznie...
[K]: To pan odpakuje.
[S]: Ale ja nie mogę...
[K]: To my idziemy do konkurencji.

Sprzedawca z wielką łaską odpakował pudło, wyciągnął TV... Po czym oczom zebranych ukazał się wielki, 50-calowy ekran. Pęknięty na pół.

Oczywiście gdyby wyszli z tym telewizorem ze sklepu o reklamacji nie byłoby mowy - uszkodzenie mechaniczne, "w samochodzie pan puknął" i te sprawy.

Kupując jakikolwiek sprzęt zawsze sprawdzajcie konkretny egzemplarz.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1429 (Głosów: 1453)

#76820

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracam z pracy, wchodzę na piętro i widzę sąsiadkę z dołu, próbującą się dobić do mnie. Pytam się, co się dzieje, na co Ona, że zalewam jej mieszkanie.

Mało brakowało, a bym wyważył drzwi do siebie. Na wejściu powitał mnie brodzik, ale lepszy widok stanowił miniaturowy prysznic z sufitu.

W podskokach lecimy piętro wyżej. I co się okazuje:
Sąsiad wpadł na genialny pomysł zrobienia remontu, rozwalił rurę z wodą, zadzwonił po wodociągi i wrócił do oglądania telewizji. I tak woda sobie wesoło kapała kij wie ile czasu.

Jego reakcja, kiedy ubezpieczyciel robił wykaz strat:
- Oj tam, to tylko trochę wody, po co to larmo?

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 355 (Głosów: 361)

#70931

(PW) ·
| Do ulubionych
Z okazji Bożego Narodzenia postanowiłam kupić siostrze grę PC. Znalazłam świetną ofertę na empik.com - pakiet trzech rozszerzeń w cenie dwóch. Zachęcona dobrą ceną, 17 grudnia zakupiłam CD-key.

24 grudnia siostra postanowiła przetestować nowy zakup. Kod wpisany poprawnie, lecz wyskakuje informacja, że został już użyty. No cóż zdarza się. Napisałam do Centrum Wsparcia Klienta reklamację.

4 dni później otrzymałam nowy CD-key. Powtórka z sytuacji - kod został wcześniej użyty.

Próba nr 3 - dostałam odpowiedź, że sprawa przekazana dalej, trzeba czekać. Po ok. 10 dniach wysłałam maila do CWK, czy coś wiadomo w mojej sprawie. Tego samego dnia otrzymałam kolejny CD-key. Uwaga... również nie działał. 3 próby i 3 nieudane.

Od razu zadzwoniłam do CWK. Konsultant zapytał, czy chcę nowy kod czy zwrot pieniędzy. Poprosiłam o zwrot. "Nie ma sprawy. 3-4 dni robocze". Tydzień minął, ani widu, ani słychu. Zadzwoniłam jeszcze raz - konsultant przeprosił i zapewnił, że do 3 dni otrzymam maila z potrzebnymi informacjami. Po 4 dniach maila niet. W międzyczasie zdążyłam już kupić nowy produkt w innym sklepie. Po 5 dniach otrzymałam maila z... nowym CD-keyem. Wkurzyłam się, nie powiem. Napisałam kolejnego maila, że nie taka była umowa i ŻĄDAM natychmiastowego zwrotu pieniędzy. Następnego dnia otrzymałam odpowiedź, że moja sprawa zostanie rozwiązana jak najszybciej. Wczoraj minął kolejny tydzień. Jeżeli do poniedziałku sytuacja się nie wyjaśni, chyba zgłoszę się do Rzecznika Praw Konsumenta.

PS. Tak, próbowałam sprawę załatwić w oddziale Empiku. "Nie jesteśmy odpowiedzialni za sklep online".

Empik

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 355 (Głosów: 361)

#75867

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieliśmy dziś zebranie w pracy. Kierowniczka przekazała nam wieści od przełożonych, a zarazem pretensje, że w naszym sklepie jest za mało świąteczna atmosfera i powinniśmy wystawić więcej choinek i świątecznych akcesoriów, choć są już one WSZĘDZIE. Pracuję w Tesco. A zatem jeśli Was irytuje świąteczna atmosfera marketów w listopadzie, bardzo przepraszamy ;-)

supermarket święta

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 353 (Głosów: 359)

#72825

(PW) ·
| Do ulubionych
Jeszcze z czasów studenckich.
Jak wiadomo, student zawsze chętnie dorobi jak może, ja również.

Tak załapałam się na jednorazową fuchę w sklepie z zabawkami w centrum handlowym. Była to nocna inwentaryzacja. Mniej więcej o czasie wyszła do nas kobieta poinstruować zielonych co i jak. Wpuściła do środka i ustawiliśmy się do kolejek do kartonów (oznaczonych rozmiarem) po koszulki. Był to jeden z wymogów- pracować w firmowej koszulce z ich logo.

Odebrałam swój przydział. Koszulka miała brudne ślady jakby ktoś kurze nią wycierał a po nozdrzach walnął smród potu. Zawróciłam kopyta w stronę osoby, która wydała mi koszulkę.

J- Ja
C- Chamidło

J- Przepraszam,proszę wymienić mi koszulkę na czystą.
C- Nie ma wymian. Bierz co dostałaś.
J- Nie założę cuchnącej przepoconej po kimś brudnej odzieży. Nie oczekuję nowej koszulki, ale czystej, wypranej ze względu na higienę.
C- Jak się nie podoba to wypie***laj! [zwróciwszy się do kompanki Chamidła, która podobny poziom reprezentowała:] Piesek francuski się znalazł, hahaha!

Cóż. Rzuciłam cuchnącą koszulką w pysk Chamidła i wyszłam.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 470 (Głosów: 478)

#71971

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak mi się przypomniało, bez związku z czymkolwiek.

Sytuacja w pewnym urzędzie - sprawa, z którą przyszłam, wymagała wypełnienia miliona papierków z absurdalnymi rubryczkami, prawie że typu: nazwisko panieńskie prababki ze strony ojca oraz uwzględnienia co najmniej 3/4 mojego życiorysu. Dużo rubryczek wymagało wpisania w nie tych samych informacji, co np. stronę wcześniej, no ogólnie typowy urzędniczy świstek służący tylko i wyłącznie "zmaltretowaniu" petenta.

Siedzę, wypełniam, trybiki w mózgu pracują mi na najwyższych obrotach, w pewnym momencie chyba się przegrzały, bo za cholerę nie rozumiem, co ja mam wpisać w następną rubryczkę, tak to głupio sformułowane było. Co prawda nauczona doświadczeniem wiem, że urzędnik nie jest od tego, żeby petentowi pomagać, ale w akcie desperacji pytam błagalnie:

- Przepraszam pana bardzo, bo ja nie rozumiem, co tutaj trzeba wpisać???

Pan urzędnik podniósł wzrok nad jakiś swoich bardzo ważnych dokumentów, zerknął na ten fragment papierka, z którym miałam problem, po czym z doskonałą obojętnością w głosie odpowiedział:

- A, tutaj... Niech pani wpisze, co pani chce, tego i tak nikt nie czyta.

Tak, wiem - gdyby mi ktoś coś takiego opowiedział, też bym uznała że to dowcip.

urząd

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 351 (Głosów: 357)

#73740

(PW) ·
| Do ulubionych
Kumpel, którego problemy z zatrudnieniem kiedyś opisałem, podrzucił mi nową historyjkę.

Wstęp będzie przydługi, ale jak ktoś nie lubi wstępów, to zapraszam do ostatniego akapitu.

Kolega, powiedzmy Grzegorz jest programistą. Nie informatykiem, żeby nie było niejasności.

Pracuje w firmie, która produkuje obrabiarki sterowane numerycznie. Czyli takie maszyny, gdzie pan lub pani projektantka na komputerze sobie wymyśli i zaprojektuje element, wysyła do obrabiarki i ta w pocie, i trudzie oraz oparach chłodziwa z zapałem wycina z bloku materiału zaprojektowany element. Maszyny te są z reguły duże. I ciężkie. I na plecach ich się nie przenosi.

Do projektowania takich zabawek jest specjalistyczne oprogramowanie, Grzegorz pisze tak jakby sterowniki do tych urządzeń, tak jak są sterowniki do drukarek. Tak mi to tłumaczył, takie coś jakby magia, tylko na bazie matematyki, no i ma działać.

Grzegorz jest też takim przykładem stereotypowego komputerowca, niziutki, chudziutki, w okularkach, jego hobby to programowanie mikrokontrolerów, na śniadanie zjada garść procesorów z mlekiem. Jak jest na urlopie, to pracuje tylko do 15 :) Ma zarejestrowaną działalność gospodarczą, jest więc właściwie podwykonawcą dla firmy. W sumie nie tylko dla tej jednej, dlatego taki układ mu bardzo odpowiada.

W styczniu ku zaskoczeniu i niedowierzaniu wszystkich pracowników Grześ poprosił o urlop i to cały tydzień! W czerwcu! Szok! Kierownik urlop przyznał, zaznaczył na czerwono w kalendarzu i o sprawie zapomniano.

Po jakimś czasie w firmie pojawił się nowy pracownik, na stanowisku typu "Dyrektor d/s optymalizacji procesów produkcyjnych i koordynacji zamówień do bufetu". Został zatrudniony poza procesem rekrutacyjnym, nic nie umiał, brał sporą pensję, więc został sklasyfikowany jako ucho i oko prezesa. Jego głównym zajęciem było łażenie i przeszkadzanie wszystkim, od ciecia na bramie przez produkcję, księgowość, kierownictwo, aż po sprzątaczki. Dla każdego miał mnóstwo czasu i dobrych rad typu: "Jakbyś szybciej stukał w te klawisze, to byś szybciej pisał"... no taki upierdliwiec do szóstej potęgi. Powiedzmy Janusz.
Przepraszam - Pan Dyrektor Janusz.

Traf chciał, że firma wynajęła stoisko na targach w Poznaniu w weekend, w którym rozpoczynał się urlop Grześka. Cały tydzień przed targami w firmie zamieszanie, to jedzie, to nie jedzie, banery, rowery, hostessy, ulotki, oświetlenie, nagłośnienie, cuda wianki, wszystko na cito.

Janusz biega jak kot z pęcherzem, przeszkadza wszystkim, we wszystko się wtrąca, wszędzie go pełno, przeszkadza wszystkim jak tylko się da. Czyli jest w swoim żywiole.

Janusz w pewnym momencie zorientował się Grzegorz ma urlop. Wzięty pół roku wcześniej, zaznaczony w firmowym grafiku, kalendarzu i zaakceptowany przez jego kierownika. Ale Janusz wymyślił, Grzegorz na targach być musi. W piątek o 15 ogłosił mu dobrą nowinę, że anulował jego urlop i jutro jadą do Poznania. Stoisko trzeba szykować, maszyny ustawiać, lampy wieszać, banery rozwijać, promować, agitować, namawiać, objaśniać, pozyskiwać, targety robić, klientów ściągać! Nie ma, że urlop! Nieważne, że maszyny po 5 ton, nieważne, że Grzegorz jest tam niepotrzebny! Jedziem, jedziem! Jeżeli Grzegorz nie pojawi się w sobotę o 7 rano punkt, zostanie to potraktowane jako porzucenie pracy, dyscyplinarnym zwolnieniem, wpisaniem do akt i tylko szubienicy na rynku brakowało.
Traf chciał, że Grześ z kierownikiem nie miał kontaktu, więc godzina 16 (punkt) zabrał swoje zabawki, laptopa (swojego), pożegnał się z kolegami, Januszowi powiedział, żeby na niego nie czekał, że zwolnić go nie może, więc widzimy się po urlopie, cześć.

I wyszedł. I w sobotę nie przyszedł. To znaczy przyszedł, tylko nie na 7 tylko na 17, nie na targi tylko do kościoła i nie ulotki rozdawać, tylko ślub wziąć. A na weselu też byłem i tę historię usłyszałem, i dla piekielnych zapisałem.

A stary kawaler Janusz doskonale wiedział po co Grześkowi urlop, wszyscy w pracy dostali zaproszenia. Ale to przecież taki doskonały sposób, żeby kogoś zdenerwować i podleczyć swoje kompleksy.
A prezes dopiero po akcji "zwolnijmy głównego programistę" trochę się ogarnął, Janusz dostał biurko, komputer z internetem i już więcej szkód nie robił.

firma rodzinna a z rodziną wiadomo najlepiej na zdjęciu

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 467 (Głosów: 475)

#75722

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem czy piekielne, ale na pewno żałosne.
Będąc dziś w sklepie po drobne zakupy, byłam świadkiem takiej oto scenki:

Starsza pani (1) wybrała sobie chryzantemy, wśród może trzydziestu bardzo podobnych sztuk. Już podnosiła doniczkę, kiedy inna starsza pani (2) szybko i sprawnie wyrwała jej kwiatka z rąk. Po chwili szoku pierwsza staruszka się pyta:
(1): Co pani? Czemu mi pani wyrywa?
(2): Bo mi się akurat ten podoba!
(1): Przecież jest jeszcze dużo takich samych na wystawie.
(2): Ja go widziałam pierwsza!
I pogalopowała do kasy.
Babulinka spojrzała na mnie z wyraźnym rozbawieniem na twarzy, wybrała inny i poszła w swoją stronę.

Jak co roku, tradycyjnie się zaczyna...

chamstwo w sklepie

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 348 (Głosów: 354)

#70584

(PW) ·
| Do ulubionych
Zima, gołoledź, złe warunki jazdy. A mi zawsze przypomina to pewną sytuację sprzed lat, gdy dorabiałam na stacji paliw.

6.30 rano, po 11 godzinach pracy gdy nogi same rwały się do wyjścia, a głowa marzyła o ciepłym wygodnym łóżku trafił mi się klient. Pan tylko szybko po papieroski, już już płaci, szukając drobnych w portfelu mamrocze do siebie. Nos mi się obudził na zapach alkoholu, inne zmysły raz dwa otrzeźwiały i zagaduję Pana, aby popatrzył w moją stronę i zaczął mówić do mnie pozwalając mi się upewnić, że naprawdę czuję alkohol. Skinieniem głowy przywołałam kolegę, kolega też czuje. Wyszedł sprawdzić czy Pan sam przyjechał w takim stanie czy ma kierowcę, kolega wrócił do sklepu sprintem informując "Pan wiezie z tyłu trójkę małych dzieci, zadzwoniłem już po policję". A co klient na to?

- Ale po co Pan dzwonił po policję! Ja na letnich oponach przyjechałem! Mandat dostanę! Ja dzieci do szkoły zawieźć muszę!"

Pan naprawdę uważał, że letnie opony to jego największy problem.

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 806 (Głosów: 820)

#73509

(PW) ·
| Do ulubionych
Jedna z pracujących ze mną dziewczyn, powiedzmy Anka, pół roku temu urodziła dziecko i obecnie jest na urlopie macierzyńskim. W piątek wpadła na chwilę do biura. Przyszła razem z dzieckiem, więc ona i maluch zostali zasypani komplementami. Jedna z koleżanek stwierdziła:

- Ty chyba w ogóle nie przytyłaś. Masz tak samo świetną figurę, jak przed ciążą.
- Nie przesadzaj. Przytyłam i to sporo, ale już większość zrzuciłam. Ćwiczę codziennie, kiedy mały zaśnie, a dwa razy w tygodniu zostawiam go z mężem i idę na fitness.
Chwilę jeszcze pogadałyśmy i Anka poszła. Wtedy się zaczęło:

- No wiecie co? Jak można takie małe dziecko zostawiać SAMO?
- Pewnie wcale nie karmi piersią!
- Taki maluch potrzebuje matki na okrągło. Ja przez pierwszy rok w ogóle nie wychodziłam z domu. Tyle co z córką do lekarza!
- Ja to wcale nie myślałam o sobie i swoim wyglądzie. Dziecko było najważniejsze!
- No widzisz. A dla niektórych figura jest ważniejsza niż dziecko!

Kiedy stwierdziłam, że przecież dziecku z ojcem krzywda się nie dzieje, usłyszałam, że ojciec to nie to samo i dziecko może mieć traumę do końca życia.
Skoro tak, to muszę moje dziecko jak najszybciej zapisać do psychologa. Może jeszcze nie jest za późno.

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 459 (Głosów: 467)