Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

252426

Zamieszcza historie od: 1 lutego 2014 - 10:06
Ostatnio: 14 lipca 2017 - 11:25
  • Historii na głównej: 3 z 3
  • Punktów za historie: 411
  • Komentarzy: 58
  • Punktów za komentarze: 367
 

#79092

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja historia miała być komentarzem do http://piekielni.pl/78934 ale nazbierało się tego sporo :)

Jestem w widocznej już ciąży i podobnie jak autorka powyżej historii nigdy nie oczekiwałam żadnych przywilejów, przepuszczania w kolejkach czy innych. Jednakże moja wola swoje, a mój organizm swoje, zdarzały mi się zasłabnięcia, dlatego też unikam sytuacji, w których musiałabym np. zbyt długo stać, w miarę możliwości załatwiam wszystkie sprawy poza godzinami szczytu, ale jak wiadomo nie zawsze się da.

1) W metrze staram się zawsze usiąść jak najbliżej wejścia (o ile jest możliwość), gdyż nie chcę się potem przeciskać, a już na pewno nie wtedy kiedy pociąg jeszcze jedzie. Tak też zrobiłam ostatnio, siedziałam sobie spokojnie, kiedy poczułam szarpanie za ramię, jakaś starsza pani patrzy na mnie i krzyczy, że tam stoi pani o kulach. Ja mimo najlepszych chęci nie powinnam stać w metrze, dlatego mówię:
- Przykro mi, ale jestem w ciąży, mogę tu zemdleć - na to babka cały czas mnie szarpiąc i krzycząc na mnie się drze że:
- Ale tu tylu młodych ludzi siedzi! Jak tak można, pani o kulach stoi.
No dobra, rzeczywiście, ale dlaczego to mnie kobieto szarpiesz i na mnie krzyczysz? W końcu jakaś młoda dziewczyna wstała, a co najlepsze - pani o kulach było wszystko jedno, bo i tak już wysiadała. Samozwańcza bohaterka stała nade mną nadąsana kilka kolejnych stacji.

2) Moją piętą Achillesową jest stanie nieruchomo w miejscu, mogę spokojnie chodzić, ale kiedy stoję bez ruchu od razu robi mi się duszno i źle (co czyni tak prozaiczne sytuacje jak malowanie przy lustrze w łazience czy prostowanie włosów niesamowicie kłopotliwymi). W zeszłym miesiącu pani z kolejki w biedronce zwróciła mi uwagę i kazała przestać się kręcić jak dziecko. Co robiłam? Przestępowałam sobie z nogi na nogę, żeby pobudzić krążenie i nie odpłynąć.

3) Wsiadam do zatłoczonego autobusu, wraz ze mną sporo ludzi, dlatego wchodzę głębiej pomiędzy fotele i łapię się obiema rękami za rurki, żeby stać stabilnie. Tuż po tym jak autobus rusza z jednego z miejsc w głębi zrywa się kobieta i zaczyna przepychać w moją stronę. Przeprasza i zaczyna się wytrwale przeciskać obok mnie, stąd uznałam że kieruje się do biletomatu więc staram się jej odsunąć i jednocześnie nie upaść, ale kobieta jest sporych rozmiarów i w końcu staje na moim miejscu. I tak zostaje. Ja wylądowałam półwisząc nad bagażami jakiegoś kolesia w najbardziej zatłoczonej części tuż przy wejściu. Okazało się, że pani chciała do wyjścia, bo na następnym wysiada. Niestety podobnie jak ja i jakieś 3/4 osób z autobusu. Zwróciłam jej uwagę, że się niepotrzebnie przepychała, ale nie zaszczyciła mnie nawet spojrzeniem.

komunikacja_miejska

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (144)

#79167

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka lat temu mój znajomy kupował mieszkanie.

Interesowała go konkretna okolica, miał też sprecyzowane plany, stąd oglądał mieszkania na rynku wtórnym oraz od dewelopera, ale już wybudowane. Co istotne, interesował go również garaż, bo po pierwsze miał (i nadal ma) bzika na punkcie swojego samochodu, po drugie wynajmował wcześniej mieszkanie w okolicy, gdzie toczyła się permanentna wojna parkingowa i w swoim własnym mieszkaniu, kupionym na lata, chciał sobie tej części oszczędzić.

Na jednym spotkaniu z panią od dewelopera I ogląda sobie mieszkanie, pani zachwala, jaka to okolica bezpieczna, jak blisko wszędzie, jakie mieszkanie, wiadomo. No i znajomy pyta o kwestię garażu. Pani od razu, że są jeszcze niesprzedane miejsca garażowe, ale jak nie chce, to tu jest wszędzie pełno miejsc parkingowych, łatwo zaparkować, a tak w ogóle to niedaleko jest parking Lidla (!) i o miejsce na samochód nie ma się co bać.

Ostatecznie znajomy nie zdecydował się na mieszkanie z różnych względów, ale kupił w niemal sąsiednim bloku u dewelopera II, gdzie kupił też miejsce w garażu.

Minęło kilka lat, pojawiły się nowe bloki, nowi mieszkańcy. Cała okolica zamieniła się w jeden wielki parking (bliskość stacji komunikacji miejskiej).

Deweloper I wybudował kolejny blok i tak przerobił teren pod nim, że jest wspólny dojazd do obu budynków, a parking na zewnątrz został wykupiony przez lokale usługowe i wszędzie stoją tzw. "motylki", w budynku dewelopera II nowo utworzona wspólnota zdecydowała o obstawieniu całego bloku słupkami, a istniejące zatoczki są prawie stale zajęte. Parkujący przenieśli się dalej, gdzie wspólnota najpierw zdecydowała o posianiu trawy, a po jej zajeżdżeniu posadzili drzewa i postawili wielkie kamienne rzeźby.

Ale zawsze jest parking Lidla, prawda?

Otóż nie, tam chyba też ktoś się wkurzył, bo jest to jeden z pierwszych w Polsce sklepów tej sieci z płatnym parkingiem. I to takim naprawdę, nie dla picu, z holowaniem i całą resztą.

nowoczesna urbanistyka

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (163)

#79089

(PW) ·
| Do ulubionych
W mojej okolicy jest dwupasmowa droga, a wzdłuż niej chodnik, który niedawno został cały obstawiony słupkami, gdyż (pomimo tego, że jest dość wąski) stale był zastawiany samochodami. Słupki kończą się przed przejściem dla pieszych, a dalej jest kilka zatoczek parkingowych.

Stałam tam dzisiaj, czekając na zielone światło, kiedy na skrajnym pasie (tym od chodnika, nie tym od osi jezdni) zatrzymał się samochód. Pomyślałam, że facet jest jakiś nadgorliwy, skoro chce przepuszczać pieszego na przejściu z sygnalizacją, zwłaszcza że ruch samochodowy był niemały. Po chwili za nim zaczęły się zatrzymywać pojazdy i trąbić. A facet stoi, macha do mnie, że mam iść i wygląda na coraz bardziej wku*wionego.

Jeszcze mnie nie pogięło, żeby się wpychać pod jadące na drugim pasie samochody, ale zaraz zmieniło się światło i spokojnie sobie przeszłam.

Stojąc na przystanku po drugiej stronie zorientowałam się, czego w zasadzie ten pan ode mnie chciał. Otóż skoro na chodniku są słupki i nie można zaparkować sobie spokojnie, to trzeba je objechać, a że jedynym wolnym miejscem żeby to zrobić jest właśnie przejście dla pieszych, to trzeba pozbyć się pieszych.

Logiczne i jasne?

A ja się, durna, nie odsunęłam...

parkowanie

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (150)

1