Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Always_smile

Zamieszcza historie od: 10 czerwca 2014 - 17:04
Ostatnio: 19 lipca 2018 - 16:18
  • Historii na głównej: 25 z 26
  • Punktów za historie: 5037
  • Komentarzy: 92
  • Punktów za komentarze: 803
 

#82465

(PW) ·
| Do ulubionych
Na spacer z dzieckiem przy obecnych temperaturach wychodzę po 16, ale czasami muszę coś załatwić w ciagu dnia. W opisywanej historii samochód zaparkowany ok. 5 min. piechotą od miejsca docelowego, więc dziecko w wózek i idę.

Droga prowadziła przy bloku, przed blokiem park, po drugiej stronie szkoła, place zabaw, ogólnie masa ludzi.

Nagle z balkonu wychyla się stary facet i drze się na cały głos:

- Ludzie, pomocy, dziecko udusi, ugotuje, a sama prawie naga idzie

Ludzie się gapią, a ten się tylko nakręca. Udałam, że gościa nie słyszę, sprawdziłam, czy z dzieckiem wszystko ok i poszłam w akompaniamencie wyzwisk. Stwierdziłam, że nikomu nie będę udowadniać, że nie jestem słoniem.

Dziecko ciągnęłam tyłem do słońca (ja miałam je w oczy), z postawioną dużą budką, żeby cień padał też na nóżki. Maluch ubrany w cienkie, bawełniane, luźne ubranko z krótkim rękawem i krótkie spodenki z gołymi stópkami. Posmarowany kremem z filtrem i z bidonem z wodą w rączkach. Ja prawie naga, w zwykłej koszulce z krótkim rękawem i szortach do połowy uda, normalnie dzi$&#a;.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (131)
zarchiwizowany
Chodzę na spacery z dzieckiem w wózku. "Codzienny" wózek mam duży i ciężki. Jest niesamowicie wygodny na wszelkich krawężnikach, zaspach, piaskach itp, ale ma swoje gabaryty i pokaźną wagę + 10kg dziecka powoduje, że ruszenie tym rydwanem chwile trwa.

Przejscia dla pieszych w pobliżu mojego domu mają bardzo krótki cykl świateł więc staram się szybko, przechodzić przez ulicę.

Notorycznie muszę zatrzymywać się w trakcie przechodzenia, bo ktoś nagle zmienia kierunek przechodzenia wchodząc mi tuż przed wózek.

Ok, czasami się można zagapić, ale wczoraj baba 3 razy zagrodziła mi drogę na 1 przejściu. Oczywiście głucha na wszystko wokół, w słuchawkach na uszach.

Dzisiaj inna baba na rowerze w trakcie przechodzenia stwierdziła, że wsiądzie na rower, a potem nie mogła się zdecydować, czy wjechać na chodnik z prawej czy z lewej strony (mimo wyznaczonej śnieżki rowerowej, również na przejściu).

Dzisiaj stwierdziłam, że od tej pory będę miała opóźniony czas reakcji na nagłe przeszkody na pasach. Wózek jest duży, ciężki i mocno obudowany dziecko nie poczuje gorzej z przeszkodą.

Ps. Przejścia w okolicy są tłumnie oblegane, zawsze jest na nich sporo wózków, rowerów, dzieci na hulajnogach czy rowerkach biegowych i nagła zmiana toru jazdy wózka nie jest taka prosta.

Przejścia dla pieszych

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 18 (78)

#81388

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam małe dziecko. Dziecko od rozpoczęcia sezonu grzewczego ma problemy ze skórą. Chodzę z nim po lekarzach i mam wrażenie, że po każdej wizycie jest tylko gorzej. Mimo to dzisiaj poszłam do nowego dermatologa.

Wczoraj rzetelnie spisałam chronologicznie wszystkie objawy dziecka, zastosowane leczenie, własne obserwacje uwzględniając wyjazdy, moją dietę (matka karmiąca). Wszystko co do tej pory przerobiliśmy. Dzisiaj dziecko wstało ze zdrową skórą. Nie powiem, przerabiamy to chyba każdego ranka przed wizytą u specjalisty, ale skoro odczekaliśmy swoje to jedziemy mimo braku objawów.

Weszliśmy do gabinetu. Kobieta nas zobaczyła i od progu twierdzi, że już widzi w czym problem. (Przypominam skóra bez żadnej krostki, plamki, czy przebarwienia, nawet sucha nie była).

Chciałam rozebrać dziecko i pokazać chociaż gdzie występuje zazwyczaj problem. Nawet nie podeszła do leżanki.

Próbowałam pokrótce opisać co już przerobiliśmy, nie byłam w stanie zakończyć żadnego zdania. Dostałam natomiast diagnozę, którą dostaje każde dziecko z problemem skórnym. Chorobę, której u takiego malucha nie potwierdzą żadne badania. Leczenie polega na faszerowaniu do skutku całą gamą kosmetyków, z których na każdego działa coś innego i żaden nie kosztuje poniżej 40zl i trzymaniu matki karmiącej najlepiej na diecie wodnej, żeby wykluczyć wszystkie możliwe alergeny.

Nie twierdzę, że dziecko tego nie ma, ale nie mam za grosz zaufania do lekarza, który stawia diagnozę bez objawów i nawet nie udaje że słucha matki, która jest jednak z tym dzieckiem 24/7.

Dodatkowo po ponad 3 miesiącach stosowania różnych środków i różnych reakcjach dziecka, chyba można w jakiś sposób zawęzić listę kosmetyków, które mogą pomóc i odrzucić te, które skład mają prawie, że identyczny do już wypróbowanych. Porada jaką otrzymałam brzmiała w tym zakresie mniej więcej tak: "Proszę iść do apteki, tam jest duży wybór na to schorzenie, pani sobie wybierze i próbuje" (na niemowlaku).

słuzba_zdrowia

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (130)

#81062

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechałam wczoraj "osiedlową dwupasmówką" (dwa pasy w każdą stronę, bo bokach uliczki dojazdowe do bloków, na końcu dwupasmówki z 2 pasów robią się 4, dochodzą te do skrętów).

Jadę powoli prawym pasem, bo z tyłu niemowlak, pogoda marna, a do tego przedświąteczny wysyp niedzielnych kierowców. Nagle z bocznej uliczki ładuje mi się przed maskę biała toyota. Hamulec w podłogę i na milimetry, ale nic się nie stało.

Chwilę później kierowca toyoty zmienia pas na lewy. Tak, że kierowca przed którego się wbił ratował się wjeżdżając na mój pas luką między moją maską, a tyłkiem toyoty.

Kierowca toyki skręcał w lewo, więc musiał wjechać na pas do skrętu w lewo, ale też oczywiście nie zrobił tego jak się tylko pas zaczął, tylko w połowie tego pasa zajeżdżając drogę kolejnemu kierowcy.

To wszystko na odcinku max 1km.
Pomyślałam, żeby to zgłosić, ale oczywiście po ostatnim incydencie, gdzie sama skręcałam w prawo i nie widziałam już tablic rejestracyjnych, a wideorejestratora się jeszcze niestety nie dorobiłam.

kierowcy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (123)

#80692

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam małe dziecko. Stojąc na czerwonym świetle, zawsze stawiam wózek równolegle do jezdni i dodatkowo włączam hamulec w wózku, tak żeby na pewno mi dziecko nie zjechało na ulicę, mimo że wózek cały czas dodatkowo trzymam.

Stoję sobie któregoś dnia na czerwonym w ustawieniu jak wyżej. Zapala się zielone światło dla pieszych, więc odblokowuję hamulec, odwracam wózek przodem do pasów (czyli zielone świeci się już dobrych kilka sekund), jeszcze ostatni look na samochody i mam wchodzić na przejście, gdy tuż przed wózkiem śmignął jakiś baran na bardzo głębokim czerwonym...

Przejscie dla pieszych

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (144)

#80572

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem na macierzyńskim. Dziecko obecnie bardzo malutkie, mąż wraca z pracy w zasadzie na kąpiel małego, to znaczy za późno dla mnie na zakupy, więc co się da zamawiam przez internet.

Paczek jest sporo, w niedzielę zamówiłam 10. Jeśli się da, zawsze biorę jedną firmę kurierską, bo kurier, który ma mój region jest tu zawsze koło południa i nie było do tej pory problemów z dostarczaniem.

Dostałam rano informację, że będzie dzisiaj u mnie kurier, więc czekam. Spacer odłożony na "po kurierze".

Mija 11, 12, 13, 14... Na spacer już nie pójdziemy.

Ubrałam dziecko i na balkon, żeby chociaż trochę powietrza złapało, a sama wyglądam za samochodem kuriera.

Znudzona spacerowaniem po balkonie, wchodzę w śledzenie przesyłki, może coś mi się pomyliło, a tam co? Paczka dostarczona o 11:53. Odbiorca: always_smile.

Otworzyłam drzwi, spodziewając się jakiejś informacji, że np. paczka u sąsiadów, a tam znowu co? Moje wcale nie tak tanie paczki na wycieraczce!

Na razie wysłałam tylko SMS-a, co o tym myślę, bo podejrzewam, że kurier nie chciał mi budzić dziecka albo stwierdził, że jestem na spacerze (wie, że mam małe dziecko ze względu na ilość dostarczanych do mnie paczek), ale noż... Od czegoś na każdej paczce jest mój telefon.

kurierzy

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (127)

#80325

(PW) ·
| Do ulubionych
Siedziałam czekając na swoją kolej do kancelarii parafialnej. Parafia duża, kancelaria czynna godzinę dziennie więc mimo, że przyszłam 15 min przed otwarciem to przede mną było już z 5 osób, a za mną też tłumek.

Każdy nowy kto wchodził pytał się kto ostatni i grzecznie miejsca pilnował. Z 20 min po otwarciu weszła starsza pani z dziewczynką prawdopodobnie przygotowującą się do komunii i od razu skierowała się do kancelarii.

Powiedziałam głośno, że wszyscy tu czekamy w kolejce, na co pani stwierdziła, że tylko na słówko. Nikt z kolejki mnie nie poparł to co się będę szarpać, ale po tylu historiach na piekielnych wiedziałam, że to żadne słówko nie będzie.

Pani weszła następna i siedzi 5, 10, 15 min... (przypominam kancelaria otwarta godzinę dziennie, a na korytarzu tłum).

W końcu inna kobieta wparowała do kancelarii wygarniając, że miało być tylko słówko. Ksiądz ją wyprosił, ale przy okazji okazało się że ta co się wepchnęła już trzecią sprawę chciała załatwiać i ją również ksiądz wyprosił.

Gdy wpychaczka wychodziła ktoś zwrócił jej uwagę, że tak się nie robi, na co starsza pani, że ona jest z dzieckiem i dziecko nie może tak długo późno siedzieć w kościele. Powiedziała to wszystkim rodzicom czekającym z niemowlakami...

Nie wiem czy ksiądz siedział dłużej, czy część osób odeszła z kwitkiem, bo moja kolej była druga po wpychaczce.

Kancelaria parafialna

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (105)

#78713

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechałam dzisiaj jedną z większych ulic w Warszawie - dwa pasy do jazdy na wprost, oddzielny do skrętu w lewo i oddzielny do skrętu w prawo, więc nikt na tej drodze raczej 30km/h nie jedzie.

Jechałam koło południa, więc trasa w miarę pusta. Śmigam sobie zadowolona prawym pasem na zielonej fali. Mijając właśnie jedno skrzyżowanie widziałam, że na kolejnym zapala się zielone, więc jadę ze stałą prędkością.

Na skrzyżowaniu przede mną stała taksówką na światłach, ale światła się zmieniły, a taksówka dalej stoi. Zwolniłam, bo nie wiem czego się spodziewać. Taksówka z włączonym silnikiem stała na prawym pasie do jazdy na wprost na zielonym świetle, bez świateł awaryjnych. Ominęłam ją z lewej strony zaglądając do taksówki, że może kierowca zasłabł czy coś, ale nie.

Po przejechaniu kilku metrów zauważyłam w lusterku, że do taksówki ktoś wsiadł i taksówka ruszyła.

Taksówkarz czekał na pasażera na skrzyżowaniu... Przypominam, że między taksówką, a pasem zieleni oddzielającym chodnik od ulicy był jeszcze pas do skrętu w prawo.

taxi

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (120)

#78565

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracowałam kiedyś w korpo, gdzie od czasu do czasu mieliśmy dyżury. W takie dni pracę mogłam skończyć o 20, ale i o 3 w nocy. Firma po 22 stawiała pracownikom powrót do domu taksówką - umowa popisana z 1 firmą.

Mieszkałam wtedy dość blisko pracy ze 3-4 przystanki autobusem, ale w nocy korzystałam z taksówek ze względów bezpieczeństwa i tego, że nie musiałam czekać na nocny.

Kiedyś po zakończonym kursie kierowca stwierdził, że sobie zapisze moje dane i więcej nie przyjedzie po mnie, bo taki kurs mu się nie opłaca.

Taxi

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (216)

#78587

(PW) ·
| Do ulubionych
Mąż korzystał z usług banku z angielskim pomysłem w nazwie.

W pewnym momencie stwierdziliśmy, że bank jest za drogi, dodatkowo naliczają masę opłat, z których konsultanci nie byli w stanie się wytłumaczyć, za co to i dlaczego, a pilnowanie czy nie pobrali znowu 5 zł z konta firmowego, na którym ilość transakcji jest ogromna, było problematyczne. Zdecydowaliśmy o przeniesieniu usług do konkurencji.

31.03. byliśmy w banku złożyć dyspozycję wcześniejszej spłaty kredytów, zamknięcia konta osobistego i prywatnego oraz karty kredytowej. Papierów do podpisania masa. W banku spędziliśmy ładnych kilka godzin, ale dopilnowaliśmy, żeby na każdej kopii była pieczątka i podpis "zgodność z oryginałem".

Pierwszy zgrzyt był przy spłacie karty kredytowej, odsetki pobierali 3x w ciągu tygodnia. Reklamacja odrzucona, bo odsetki naliczone prawidłowo, a czemu schodziły w ratach - nie wiadomo.

Drugi przy spłacie kredytów.
Podczas wizyty w banku dostaliśmy na piśmie, że kredyty zejdą dokładnie 07.04. i dokładnie wyliczone kwoty, w których były uwzględnione kapitał, odsetki i opłaty za wcześniejszą spłatę. Wszystko do 07.04.
Kredyty faktycznie zeszły 07.04., tyle, że w sumie o ok. 1500 zł więcej, niż mamy na piśmie. Gdyby nie fakt, że spodziewałam się problemów i na bieżąco śledziłam sytuację kasy, zabrakłoby na ostatni kredyt, przez co nie zostałby zamknięty i konieczna byłaby kolejna wizyta w oddziale, co jest dość problematyczne, jeśli chodzi o czas.

Reklamacja poszła 04.05. Wczoraj (06.06.) mąż dzwonił, czemu nadal nie mamy odpowiedzi na reklamację. Pani przez telefon stwierdziła, ze mail z odpowiedzią na reklamację został wysłany 01.06., ale, skoro nie doszedł, zaraz wyślą jeszcze raz - nadal nie mamy.

Trzeci zgrzyt - zamknięcie karty kredytowej.
Karta powinna przestać być aktywna 28.04. Na przełomie maja i czerwca poszłam do banku sama (z upoważnieniem od męża), żeby zapytać, czemu karta jest niezamknięta. Dostałam do wypełnienia ten sam kwit, co mąż wypełniał 31.03. Czemu jest niezamknięta? Pani nie wie, wypełnić wniosek.
06.06. mąż na infolinii dowiedział się, że u nich w systemie karta jest nieaktywna, u nas na koncie ją widać, bo opłaty za kwiecień schodzą w czerwcu...

bank

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (191)