Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Anytsuj

Zamieszcza historie od: 6 maja 2018 - 22:33
Ostatnio: 11 maja 2018 - 22:31
  • Historii na głównej: 3 z 4
  • Punktów za historie: 596
  • Komentarzy: 9
  • Punktów za komentarze: 39
 
poczekalnia
Kiedy zaczynałam moją drugą "poważną" pracę byłam młoda, głupia i naiwna, a do tego baaardzo zapalona do pracy. To wszystko w połączeniu z faktem, że na mojej trasie
do pracy raz były korki na 20-30 minut, a raz nie było ich wcale, sprawiało, że najczęściej byłam w pracy pierwsza. Dodatkowo najczęściej wychodziłam ostatnia, co oznaczało, że spędzałam w pracy o nawet półtora godziny dłużej (nadgodziny bezpłatne, ale o tym innym razem). Tak było przez pierwszych 15 miesięcy mojej pracy w tej firmie. Później firma przeprowadziła się w miejsce, do którego czas dojazdu miałam znacznie stabilniejszy i zaczęłam dojeżdżać do pracy z kimś (dojeżdżałam po ok 50km w jedną stronę, więc bardzo mi się to opłacało). Ta osoba nie mogła zostawać dłużej z powodów osobistych, a ja stwierdziłam, że nie muszę już tyle wysiłku wkładać w zdobywanie nowych Klientów, co na początku, więc mogę zrezygnować z nadgodzin. Wiązało się to z tym, że zaczynałam i kończyłam pracę 5-10 minut wcześniej/później zamiast kilkudziesięciu minut.

Po dwóch miesiącach moja przełożona na zebraniu całego mojego działu, na którym był też prezes, oświadczyła ostro, że nie podoba jej się zmiana mojego stosunku do pracy i martwi ją to, że do niedawna byłam "jedną z osób, która przychodzi do pracy jako jedna z pierwszych i wychodzi jako jedna z ostatnich", a teraz tylko patrzę, żeby czmychnąć jak tylko wybije godz. 16. Piekielnie się wkurzyłam, bo po pierwsze w swojej wypowiedzi starała się jak najbardziej umniejszyć to, co robiłam wcześniej, a po drugie mój stosunek do pracy się nie zmienił- nadal byłam zaangażowana i starałam się jak mogłam (co było widać po wynikach finansowych- w tym czasie wyrabiałam ok 110% mojego planu sprzedaży), po prostu przestałam odwalać wolontariat i za to dostałam publicznie reprymendę.

Nie piszę tego, żeby się poskarżyć, że robiłam nadgodziny za darmo, bo sama sobie jestem winna. Chodzi mi tylko o to, że inni pracowali w normalnym trybie cały czas i nikt nie miał do nich żalu, natomiast kiedy ja przestałam dawać od siebie więcej nie otrzymując nic w zamian i zaczęłam pracować normalnie, musiałam wysłuchiwać pretensji.

praca

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (155)

1