Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Aster812

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2012 - 14:15
Ostatnio: 23 kwietnia 2018 - 8:15
  • Historii na głównej: 60 z 62
  • Punktów za historie: 34406
  • Komentarzy: 623
  • Punktów za komentarze: 2919
 

#55895

(PW) ·
| Do ulubionych
W moim mieście rodzinnym jest sobie spory skwerek nieopodal kościoła.
Skwerek był parę lat temu zwykłym trawnikiem. Trawnik jak trawnik, z wydeptaną ścieżką na skos. Rada miasta postanowiła coś z tym zrobić, żeby ładnie było - ławeczki, krzewy, klomby, ścieżki wysypane żwirem - jest ładnie.

Ale ale, to skwerek obok kościoła, a miasto nie ma jeszcze pomnika papieża Polaka - zauważył jeden z radnych na spółę z księdzem proboszczem.
Rada miasta przegłosowała, że jak sobie parafianie chcą pomnik papieża stawiać to spoko - ale za własne pieniądze.
Pomnik według projektu został wyceniony na, o ile pamiętam, 30000 zł. Po zorganizowaniu zbiórki w kościele, wrzucaniu informacji do skrzynek itp akcjach trwających kilka miesięcy udało się uzbierać jakieś 5000 zł.

Wniosek: mieszkańcy pomnika nie potrzebują, nie chcą bądź mają go w głębokim poważaniu?
A skąd. Wniosek - miasto ma się do pomnika dorzucić. Po kolejnych kilku głosowaniach, nawoływaniu z ambony, jaką to miasto ma bezbożną radę w obliczu zbliżających się wyborów samorządowych większość radnych uległo.
Pomnik stoi. Z tablicą informującą, że jest ufundowany przez mieszkańców. A że nie dobrowolnie tylko z podatków - kto o tym będzie pamiętał...

Skomentuj (127) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 652 (766)

#55856

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłem jakiś czas temu ekspres do kawy. Taki na wypasie, z młynkiem, spieniaczem do mleka - jak szaleć to szaleć. Tanie toto nie było, więc dbam, myję, czyszczę.
Po jakimś czasie cudo zaczęło dopominać się o odkamienienie. A więc trzeba kupić odkamieniacz. Akurat z narzeczoną po drodze mieliśmy sklep ponoć Nie Dla Idiotów.

Poszliśmy na dział ekspresów, są odkamieniacze różne, różniste, tańsze, droższe. Dziewczę me złapało za ten najtańszy i czyta instrukcję czy się nada, ja oglądam inne.
Nagle pojawia się pani ekspedientka.
- Dzień dobry, czego państwo potrzebują?
- Dzień dobry, szukamy odkamieniacza do ekspresu.
- A jaki mają państwo ekspres?
- Taki - mówię, pokazując na urządzenie identyczne z moim.
- No to oryginalnego odkamieniacza niestety nie mamy, mogę polecić ten. Ten co pani ogląda to nie polecam, bo to sam kwasek cytrynowy - odparła pani i odeszła.

Patrzę na skład najtańszego - faktycznie, kwasek cytrynowy. Patrzę na ten, co pani poleciła - dwukrotnie droższy, cóż, stać było na konia, stać i na lejce... No ale zobaczmy, co ten specyfik ma w składzie. Biorę, czytam... 100% kwasek cytrynowy. Żeby było śmieszniej - producent odkamieniacza ten sam, tylko pod różnymi markami te dwa produkty sprzedaje... Jedna różnica to to, że tańszy był w płynie, droższy - w formie saszetek.

Faktycznie, sklep Nie Dla Idiotów. Potwierdzam.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 905 (935)

#54626

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/54434 przypomniała mi:

Kolega pracował trochę czasu temu jako informatyk w dużym zakładzie. Został wezwany do jednego biura do zacinającej się drukarki.
Oto diagnoza:
Drukarkę panie z biura zażyczyły sobie bezprzewodową. Dostały. A że było to trochę dawno temu - o bluetoothach czy wifi w każdej zagrodzie jeszcze nikt nie słyszał. Drukarka posiadała złącze podczerwieni IRDA.
Złącze takie charakteryzuje się tym, że komunikacja z drugim urządzeniem odbywa się praktycznie po linii prostej. Na tej samej zasadzie działa pilot od telewizora, tylko rozmiar przesyłanych danych jest mniejszy. Panie ustawiły drukarkę na szafeczce, komputer, do którego była podłączona - na biurku 2m dalej.
No i teraz - gdy pani zza biurka puszczała wydruk, wstawała by podejść do drukarki. Stając na drodze od drukarki do komputera i skutecznie blokując drogę sygnałowi...

Kolega zarządził, że trzeba do drukarki kupić kabelek, podłączyć i po problemie.
Ale nie! Panie nie po to mają drukarkę bezprzewodową, żeby się jakieś kable walały!
Zostało więc zastosowane alternatywne rozwiązanie - szafka z drukarką została przysunięta do biurka z komputerem tak, żeby nikt nie mógł między dwoma urządzeniami stanąć i niewymownymi częściami ciała odbiór zakłócić. Panie były zadowolone, komunikacja odbywała się bezprzewodowo.
Na odcinku 5 cm.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 621 (671)

#53060

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/52832 przypomniała mi:

Byłem bardzo wybrednym dzieckiem jeśli chodzi o jedzenie. Między innymi - nie lubiłem polewy na lodach, żadnej i o żadnym smaku. Nie i już. Tej konkretnej akcji nie pamiętam - mogłem mieć góra 4-5 lat.
Lata 80-te. Polska miejscowość nadmorska, idziemy z mamą deptakiem, jest budka z lodami więc trzeba skorzystać. Mama prosi o dwa lody, jeden bez polewy. Pani burczy, że polewa jest obowiązkowa. Po dłuższej kłótni (to nie dzisiejsze czasy, że przejdziesz 5 metrów i masz drugie stoisko) pani łaskawie nakłada jedną porcję bez polewy. Koniec?
Wtedy by nie było o czym pisać.

Odchodzimy z lodami. Po paru liźnięciach stwierdziłem głośno, że te lody są niedobre. Mama spróbowała mojej porcji. Wtedy wyszło na jaw, czemu polewa jest obowiązkowa.
Lody były zamarzniętą, zabarwioną wodą bez smaku. Smak nadawała polewa.
Do końca wczasów tą budkę omijaliśmy z daleka.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 446 (504)

#52994

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziewczyna kolegi pracuje jako opiekunka do dzieci do przypadków trudnych. Czyli dzieci z lekkim niedorozwojem, problemami itp.

Dostała zlecenie na opiekę nad, powiedzmy, Michasiem. Michaś miał 3 latka i w ogóle nie mówił. Badania nie wykazały, żeby z dzieckiem było cokolwiek fizycznie czy psychicznie nie tak.

Po paru tygodniach Michaś mówić zaczął. Cud?

Pamiętacie ten kawał, gdzie dziecko się nie odzywało, bo kompocik zawsze był? Tu było to w praktyce.

W pokoju wisiała wielka tablica ścieralna z planem dnia Michasia. W sensie - 10:00 - śniadanie, chlebek z szynką i herbata. 11:15 - kompocik. Itp, itd. Rozpisane drobiazgowo co do 5 minut.

Dziecko żyło według harmonogramu, nie miało potrzeby o cokolwiek prosić czy wyrażać swoich potrzeb. Tak mu było wygodnie. Dopiero nowa opiekunka stwierdziła, że przysłowiowego kompociku nie dostanie póki nie da znać, że chce. Poprzednie opiekunki - stosowały się do harmonogramu i tyle. Rodzice - para prawników, masa nadgodzin w pracy, po powrocie do domu się do dziecka nie odzywali. A dziecko sobie zrobili, bo wszyscy mają i tak wypada.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 914 (972)

#52366

(PW) ·
| Do ulubionych
Zasłyszane.
Był sobie facet. Miał psa. Pies wziął i umarł. Ze starości, w domu.
Facet poszedł więc ten przykry fakt zgłosić do urzędu miasta, by nie płacić dłużej podatku od czworonoga.
- Ale to pan nam musi dostarczyć dowód zgonu psa - oznajmiła pani urzędniczka.
- Znaczy co, mam ciało do was przynieść? - spytał facet.
- Nie nie, musi pan ciało zanieść do odpowiedniego zakładu utylizacji, oni wystawią zaświadczenie i z tym zaświadczeniem do nas...
- Dobrze, więc gdzie jest taki zakład?
- Nie wiem.
- A gdzie się mogę dowiedzieć?
- Nie wiem.

Nikt w urzędzie nie wiedział.

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 671 (739)

#50591

(PW) ·
| Do ulubionych
Parę lat temu moja luba była na stażu w jednym z wydziałów Urzędu Miejskiego.

Akurat miała być jakaś kontrola wydajności urzędników, każdy miał przedstawić raport ile spraw załatwił w tym roku z podziałem na kategorie. Jak można się domyślić - nikomu się nie chciało wertować papierów, zadanie to spadło więc na stażystów.

W urzędzie była sobie pani Magda - relikt czasów minionych, parę lat przed emeryturą. Dzień spędzała głównie na kawce, herbatce i narzekaniu, jak wiele ma do zrobienia.

Po sporządzeniu raportów stażyści zaczęli przedstawiać je urzędnikom do podpisu. Wszędzie poszło szybko, gładko i bezproblemowo - oprócz pani Magdy, dzierżącej zaszczytne ostatnie miejsce w rankingu. Rzeczona spojrzała na raport po czym rzekła z oburzeniem:

- Ja tak mało spraw załatwiłam? Niemożliwe, musieliście coś przeoczyć. Proszę mi ze 100 dopisać.

Cóż, "pan każe, sługa musi".
Raport pani Magdy przeszedł bez echa, co daje pogląd na rzetelność kontroli.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 459 (545)

#50378

(PW) ·
| Do ulubionych
Uniwersytet Wrocławski, jeden z budynków wydziału prawa, parę lat temu.

Do budynku wchodzi studentka ze skręconą nogą. Musi dostać się na trzecie piętro - co za problem, winda jest. Ale jest zamknięta na klucz. Rozpoczynamy zabawę w poszukiwanie.
Portier twierdzi, że klucza do windy nie ma. Powinien być na portierni w budynku obok.
Portier w budynku obok twierdzi, że klucza do windy w budynku obok na oczy nie widział. Wracamy.
Portier przypomina sobie że faktycznie, nie w budynku obok tylko w sekretariacie na pierwszym piętrze.
Sekretariat na pierwszym piętrze jest zamknięty.
Główna zainteresowana stwierdza, że skoro już się na pierwsze piętro wtarabaniła to i na trzecie da radę po schodach.

Problem rozwiązany.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 585 (653)

#50337

(PW) ·
| Do ulubionych
Od ładnych paru lat powraca jak bumerang temat braku kontaktu najmłodszego pokolenia ze słowem pisanym. Komputery i telewizja ponoć zawładnęły umysłami dzieci, które czytać nie chcą. Przedstawię Wam więc historię sprzed ponad 20 lat, jak to pewne osoby, które powinny z definicji zachęcać dzieciaki do czytania do tego zniechęcają.

Mowa o szkolnych bibliotekarkach w szkole podstawowej.

Nauczyłem się czytać w wieku pięciu lat. Nauczyłem się bo chciałem, nie z ambicji rodziców. Gdy poszedłem do podstawówki z niecierpliwością oczekiwałem, kiedy będziemy mieć założone karty biblioteczne i kiedy będę mógł z biblioteki skorzystać.

Nadszedł ten dzień. "Na dobry początek" każdy dostał z biblioteki książeczkę do przeczytania. Wiecie, jakie to są książeczki - 15 stron na krzyż, trzy zdania na każdej. Lektura tego zajęła mi jedną przerwę.

Poszedłem więc na następnej przerwie do biblioteki mówiąc, że tą książeczkę już przeczytałem, chciałbym oddać i wymienić na następną. Pani bibliotekarka stwierdziła, że dwóch książek jednego dnia mi nie wypożyczy i mam przyjść jutro. Bo tak.

Cały biblioteczny zapas książeczek dla maluchów, jakie mi podsuwano przerobiłem bardzo szybko. W wieku 8-9 lat zapragnąłem ambitniejszych lektur - konkretnie czegoś z cyklu "Pan Samochodzik".

Bibliotekarka stwierdziła, że ona mi tego nie wypożyczy. Bo jestem za mały i nie przeczytam. Po interwencji wychowawczyni z wielkim fochem książkę dostałem. Przy próbie wypożyczenia następnej - powtórka z rozrywki. Nie bo nie. Do biblioteki przestałem chodzić, nie było po co.

Na szczęście ta pani nie zabiła we mnie miłości do słowa pisanego. Wzbudziła za to głęboką niechęć do bibliotek w ogóle, którą przełamałem dopiero jako dorosły człowiek.

Skomentuj (57) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 795 (881)

#49553

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłem jakiś czas temu pewną rzecz na niemieckim ebayu. Zapłaciłem, sprzedawca wysłał DHLem, dostałem numer przesyłki, czekam. Jako, że zakup nie był mi pilnie potrzebny - niepokoić się zacząłem po 3 tygodniach oczekiwania... Na polskiej stronie DHLa - przesyłki nie znajduje. Na niemieckiej - info, że jest w moim mieście od dwóch tygodni. O co chodzi?

Dzwonię więc na infolinię. Pani bardzo ucieszyła się, że dzwonię. Bo oni mają niedokładny adres i mnie szukali ale nie znaleźli. Podyktowałem więc mój adres i numer telefonu, na drugi dzień paczkę dostałem.

Gdzie piekielność?
Na paczce faktycznie zniszczyła się nalepka adresowa, "odpadł" kawałek z moim numerem domu i numerem telefonu. Ale za to część z numerem telefonu nadawcy była świetnie widoczna...
Ciekaw też jestem, jak wyglądało szukanie mnie: czy kurier stanął na środku ulicy i wykrzykiwał moje nazwisko?

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 663 (709)