Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Aster812

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2012 - 14:15
Ostatnio: 20 lipca 2018 - 11:54
  • Historii na głównej: 63 z 65
  • Punktów za historie: 34886
  • Komentarzy: 641
  • Punktów za komentarze: 2942
 

#56726

(PW) ·
| Do ulubionych
Moje zachowanie w tej historii mogę podsumować tylko tak: człowiek głodny to nie myśli.

Podczas zakupów głód nas z dziewczyną dopadł i to wcale niemały. Do domu daleko. A gdzie najtaniej zjeść w takiej sytuacji? Na stoisku grillowym w markecie.
Wzięliśmy kurczaka i dwie bułki, dziewczę me poszło z tym do stolika, ja płacę. Kartą jak nowoczesny człowiek. Standard - PIN, zielony...
- Przepraszam, ale nie przeszło. Coś dziwnego. Proszę jeszcze raz podać PIN - oświadcza pani kasjerka. Podaję więc, zielony... - No znowu to samo. Nic mi się nie drukuje. Jeszcze raz proszę.

Wpisałem raz jeszcze zerkając tęsknie na kurczaka, że o dziewczynie nie wspomnę...

- No nie przechodzi. A ma pan może zbliżeniowo możliwość? To tak spróbuję. - oświadcza pani i przykłada moją kartę.
- Przepraszam, czy pani mi przypadkiem nie skasowała tego kurczaka cztery razy? - nachodzi mnie refleksja.
- No co pan, mi się tu nic nie drukuje, jakie cztery razy? No nic mi nie drukuje - oburza się pani.
- Dobra, to zapłacę gotówką - mówię. Biorę paragon. Pani jeszcze kilka razy zapewnia, że jak się nic nie drukuje to nie skasowało.

Kurczaka zjedliśmy i wraz z pełnym brzuchem nachodzą mnie coraz większe wątpliwości co do tej transakcji.

Przy wyjściu z marketu łapię WIFI, loguję się na stronie banku. I co? I jest blokada na karcie. Jedna.

Z paragonem w garści idziemy do punktu obsługi klienta. Wyłuszczamy pani sprawę. Pani zamawia wydruk transakcji z grilla z ostatniego okresu. I co? I są cztery transakcje tą samą kartą na tą samą kwotę w odstępie kilku sekund. Zaakceptowane.
Dostałem zwrot gotówką. Straciłem tylko czas. A co jeśli by mnie "nietypowe działanie" terminala nie zaniepokoiło? Gdybym paragon wrzucił do śmieci? Zjadłbym najdroższego kurczaka z bułką w życiu, bo na drugi dzień zaksięgowane zostały już wszystkie cztery transakcje.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 644 (714)

#56727

(PW) ·
| Do ulubionych
Sprzed paru tygodni.

Jadę samochodem jakieś 40km/h. Ulica w środku osiedla, chodnik oddzielony pasem zieleni i zatoczką parkingową. Brzegiem jezdni idzie facet na oko po dwudziestce. Często tam ludzie tak chodzą, ale ten człowiek nie wiem czemu zaniepokoił mnie. Zwolniłem.
Pół metra przed maską mojego auta chłopak robi w lewo zwrot i pełnym sprintem przebiega przez ulicę. Zdążyłem tylko wcisnąć hamulec. Nie walnąłem debila, uffff. Przebiegł. Ja w szoku jadę pomału dalej patrząc w lusterka. Co robi biegacz? Za chwilę przebiega z powrotem na drugą stronę ulicy, tuż przed maską samochodu na drugiej pozycji za mną.

Stwierdzam, że kamerka do auta to był najlepszy zakup, jaki poczyniłem w tym roku.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 399 (453)

#55922

(PW) ·
| Do ulubionych
Groupony itp mają jedną zasadniczą wadę: za usługę płaci się przed jej wykonaniem, więc szkoda po prostu wstać i wyjść.

Pojawił się kupon do nowej pizzerii. Kupiłem. Zapłaciłem. Zarezerwowałem stolik na konkretną godzinę.
Zajeżdżamy z narzeczoną pod lokal. Lokal specyficzny, bo dwupoziomowy, osobne wejścia na oba poziomy. Poziom "zero" - zamknięty na głucho. Schodzimy na dół - otwarte ale nikogo nie ma. Można brać co się chce i uciekać. Baru, lady czy jakiegokolwiek stanowiska obsługi brak, wniosek - musi być na górze.

Idziemy więc na górę. Pukamy, wołamy. Nic.
Wyciągam telefon i dzwonię pod numer podany na drzwiach. Pani odbiera, słyszę nieco niepewne "słucham". Naświetlam sytuację, że rezerwowałem stolik, a lokal zamknięty na głucho.
- A tak, tak, już otwieram, jestem w środku - odpowiada pani.

Drzwi się otwierają, pani zaprasza do środka. Powietrze gęste od dymu papierosowego. Pani niepewnym krokiem idzie za bar, przy jednym stoliku siedzi druga pani. "Przepraszam, żeśmy sobie z koleżanką po piwku strzeliły i nie słyszałyśmy" - tłumaczy się pani numer 1 chichocząc. Cóż, tak jak te panie to ja się zachowuję po co najmniej czterech piwkach. Dobra, raz kozie śmierć, zamawiamy pizzę i idziemy na dół.

Mija 5 minut. Pojawia się pani numer 2.
- Przepraszam, co państwo zamawiali bo nie pamiętamy - pyta.
Powtarzamy zamówienie. Głodni jesteśmy, więc średnio nam się uśmiecha szukanie innego lokalu, poza tym zapłacone...

Pizza w końcu dociera. Tak nierówno pokrojonej pizzy w życiu nie widziałem. Ale po uważnych oględzinach składników niepożądanych w niej nie stwierdzamy.
Zjedliśmy. Nawet niezła w smaku była.

Parę miesięcy później na lokalu wisiał transparent "LOKAL DO WYNAJĘCIA". Ciekawe czemu.

gastronomia

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 608 (660)

#55895

(PW) ·
| Do ulubionych
W moim mieście rodzinnym jest sobie spory skwerek nieopodal kościoła.
Skwerek był parę lat temu zwykłym trawnikiem. Trawnik jak trawnik, z wydeptaną ścieżką na skos. Rada miasta postanowiła coś z tym zrobić, żeby ładnie było - ławeczki, krzewy, klomby, ścieżki wysypane żwirem - jest ładnie.

Ale ale, to skwerek obok kościoła, a miasto nie ma jeszcze pomnika papieża Polaka - zauważył jeden z radnych na spółę z księdzem proboszczem.
Rada miasta przegłosowała, że jak sobie parafianie chcą pomnik papieża stawiać to spoko - ale za własne pieniądze.
Pomnik według projektu został wyceniony na, o ile pamiętam, 30000 zł. Po zorganizowaniu zbiórki w kościele, wrzucaniu informacji do skrzynek itp akcjach trwających kilka miesięcy udało się uzbierać jakieś 5000 zł.

Wniosek: mieszkańcy pomnika nie potrzebują, nie chcą bądź mają go w głębokim poważaniu?
A skąd. Wniosek - miasto ma się do pomnika dorzucić. Po kolejnych kilku głosowaniach, nawoływaniu z ambony, jaką to miasto ma bezbożną radę w obliczu zbliżających się wyborów samorządowych większość radnych uległo.
Pomnik stoi. Z tablicą informującą, że jest ufundowany przez mieszkańców. A że nie dobrowolnie tylko z podatków - kto o tym będzie pamiętał...

Skomentuj (127) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 653 (767)

#55856

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłem jakiś czas temu ekspres do kawy. Taki na wypasie, z młynkiem, spieniaczem do mleka - jak szaleć to szaleć. Tanie toto nie było, więc dbam, myję, czyszczę.
Po jakimś czasie cudo zaczęło dopominać się o odkamienienie. A więc trzeba kupić odkamieniacz. Akurat z narzeczoną po drodze mieliśmy sklep ponoć Nie Dla Idiotów.

Poszliśmy na dział ekspresów, są odkamieniacze różne, różniste, tańsze, droższe. Dziewczę me złapało za ten najtańszy i czyta instrukcję czy się nada, ja oglądam inne.
Nagle pojawia się pani ekspedientka.
- Dzień dobry, czego państwo potrzebują?
- Dzień dobry, szukamy odkamieniacza do ekspresu.
- A jaki mają państwo ekspres?
- Taki - mówię, pokazując na urządzenie identyczne z moim.
- No to oryginalnego odkamieniacza niestety nie mamy, mogę polecić ten. Ten co pani ogląda to nie polecam, bo to sam kwasek cytrynowy - odparła pani i odeszła.

Patrzę na skład najtańszego - faktycznie, kwasek cytrynowy. Patrzę na ten, co pani poleciła - dwukrotnie droższy, cóż, stać było na konia, stać i na lejce... No ale zobaczmy, co ten specyfik ma w składzie. Biorę, czytam... 100% kwasek cytrynowy. Żeby było śmieszniej - producent odkamieniacza ten sam, tylko pod różnymi markami te dwa produkty sprzedaje... Jedna różnica to to, że tańszy był w płynie, droższy - w formie saszetek.

Faktycznie, sklep Nie Dla Idiotów. Potwierdzam.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 906 (936)

#54626

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/54434 przypomniała mi:

Kolega pracował trochę czasu temu jako informatyk w dużym zakładzie. Został wezwany do jednego biura do zacinającej się drukarki.
Oto diagnoza:
Drukarkę panie z biura zażyczyły sobie bezprzewodową. Dostały. A że było to trochę dawno temu - o bluetoothach czy wifi w każdej zagrodzie jeszcze nikt nie słyszał. Drukarka posiadała złącze podczerwieni IRDA.
Złącze takie charakteryzuje się tym, że komunikacja z drugim urządzeniem odbywa się praktycznie po linii prostej. Na tej samej zasadzie działa pilot od telewizora, tylko rozmiar przesyłanych danych jest mniejszy. Panie ustawiły drukarkę na szafeczce, komputer, do którego była podłączona - na biurku 2m dalej.
No i teraz - gdy pani zza biurka puszczała wydruk, wstawała by podejść do drukarki. Stając na drodze od drukarki do komputera i skutecznie blokując drogę sygnałowi...

Kolega zarządził, że trzeba do drukarki kupić kabelek, podłączyć i po problemie.
Ale nie! Panie nie po to mają drukarkę bezprzewodową, żeby się jakieś kable walały!
Zostało więc zastosowane alternatywne rozwiązanie - szafka z drukarką została przysunięta do biurka z komputerem tak, żeby nikt nie mógł między dwoma urządzeniami stanąć i niewymownymi częściami ciała odbiór zakłócić. Panie były zadowolone, komunikacja odbywała się bezprzewodowo.
Na odcinku 5 cm.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 622 (672)

#53060

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/52832 przypomniała mi:

Byłem bardzo wybrednym dzieckiem jeśli chodzi o jedzenie. Między innymi - nie lubiłem polewy na lodach, żadnej i o żadnym smaku. Nie i już. Tej konkretnej akcji nie pamiętam - mogłem mieć góra 4-5 lat.
Lata 80-te. Polska miejscowość nadmorska, idziemy z mamą deptakiem, jest budka z lodami więc trzeba skorzystać. Mama prosi o dwa lody, jeden bez polewy. Pani burczy, że polewa jest obowiązkowa. Po dłuższej kłótni (to nie dzisiejsze czasy, że przejdziesz 5 metrów i masz drugie stoisko) pani łaskawie nakłada jedną porcję bez polewy. Koniec?
Wtedy by nie było o czym pisać.

Odchodzimy z lodami. Po paru liźnięciach stwierdziłem głośno, że te lody są niedobre. Mama spróbowała mojej porcji. Wtedy wyszło na jaw, czemu polewa jest obowiązkowa.
Lody były zamarzniętą, zabarwioną wodą bez smaku. Smak nadawała polewa.
Do końca wczasów tą budkę omijaliśmy z daleka.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 446 (504)

#52994

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziewczyna kolegi pracuje jako opiekunka do dzieci do przypadków trudnych. Czyli dzieci z lekkim niedorozwojem, problemami itp.

Dostała zlecenie na opiekę nad, powiedzmy, Michasiem. Michaś miał 3 latka i w ogóle nie mówił. Badania nie wykazały, żeby z dzieckiem było cokolwiek fizycznie czy psychicznie nie tak.

Po paru tygodniach Michaś mówić zaczął. Cud?

Pamiętacie ten kawał, gdzie dziecko się nie odzywało, bo kompocik zawsze był? Tu było to w praktyce.

W pokoju wisiała wielka tablica ścieralna z planem dnia Michasia. W sensie - 10:00 - śniadanie, chlebek z szynką i herbata. 11:15 - kompocik. Itp, itd. Rozpisane drobiazgowo co do 5 minut.

Dziecko żyło według harmonogramu, nie miało potrzeby o cokolwiek prosić czy wyrażać swoich potrzeb. Tak mu było wygodnie. Dopiero nowa opiekunka stwierdziła, że przysłowiowego kompociku nie dostanie póki nie da znać, że chce. Poprzednie opiekunki - stosowały się do harmonogramu i tyle. Rodzice - para prawników, masa nadgodzin w pracy, po powrocie do domu się do dziecka nie odzywali. A dziecko sobie zrobili, bo wszyscy mają i tak wypada.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 914 (972)

#52366

(PW) ·
| Do ulubionych
Zasłyszane.
Był sobie facet. Miał psa. Pies wziął i umarł. Ze starości, w domu.
Facet poszedł więc ten przykry fakt zgłosić do urzędu miasta, by nie płacić dłużej podatku od czworonoga.
- Ale to pan nam musi dostarczyć dowód zgonu psa - oznajmiła pani urzędniczka.
- Znaczy co, mam ciało do was przynieść? - spytał facet.
- Nie nie, musi pan ciało zanieść do odpowiedniego zakładu utylizacji, oni wystawią zaświadczenie i z tym zaświadczeniem do nas...
- Dobrze, więc gdzie jest taki zakład?
- Nie wiem.
- A gdzie się mogę dowiedzieć?
- Nie wiem.

Nikt w urzędzie nie wiedział.

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 671 (739)

#50591

(PW) ·
| Do ulubionych
Parę lat temu moja luba była na stażu w jednym z wydziałów Urzędu Miejskiego.

Akurat miała być jakaś kontrola wydajności urzędników, każdy miał przedstawić raport ile spraw załatwił w tym roku z podziałem na kategorie. Jak można się domyślić - nikomu się nie chciało wertować papierów, zadanie to spadło więc na stażystów.

W urzędzie była sobie pani Magda - relikt czasów minionych, parę lat przed emeryturą. Dzień spędzała głównie na kawce, herbatce i narzekaniu, jak wiele ma do zrobienia.

Po sporządzeniu raportów stażyści zaczęli przedstawiać je urzędnikom do podpisu. Wszędzie poszło szybko, gładko i bezproblemowo - oprócz pani Magdy, dzierżącej zaszczytne ostatnie miejsce w rankingu. Rzeczona spojrzała na raport po czym rzekła z oburzeniem:

- Ja tak mało spraw załatwiłam? Niemożliwe, musieliście coś przeoczyć. Proszę mi ze 100 dopisać.

Cóż, "pan każe, sługa musi".
Raport pani Magdy przeszedł bez echa, co daje pogląd na rzetelność kontroli.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 461 (547)