Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Aster812

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2012 - 14:15
Ostatnio: 23 kwietnia 2018 - 8:15
  • Historii na głównej: 60 z 62
  • Punktów za historie: 34406
  • Komentarzy: 623
  • Punktów za komentarze: 2919
 

#29234

(PW) ·
| Do ulubionych
Mama mojej koleżanki (M) miała bezdzietną ciocię mieszkającą daleko od niej. Z ciocią widywały się od wielkiego dzwonu, wymieniały kartki okolicznościowe... Wiecie jak to jest.
Pewnego dnia przyszło zawiadomienie od notariusza o podziale spadku po cioci. M zdziwiła się, że ciocia nie żyje, przykro się jej zrobiło, że nikt jej nie powiadomił - pojechałaby na pogrzeb.
Co się okazało? Najbliżej mieszkająca rodzinka nie powiadomiła reszty, żeby było mniej osób do podziału spadku.

Po podziale wyszło oszałamiające 200zł na głowę.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 467 (513)

#28300

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój świętej pamięci wujek będąc młodym, rozpoczął studia na Bardzo Renomowanej Uczelni. Po paru latach stwierdził, iż uczelnia niczego go w fachu nie nauczy i rzucił studia w cholerę.

Minęły lata. Wujek stał się osobą w światku branżowym dosyć znaną i cenioną.
Śmiech mnie ogarnął, gdy podczas mojej przypadkowej wizyty na owej uczelni ujrzałem nazwisko wujka w gablotce zatytułowanej "Nasi sławni absolwenci". Zadzwoniłem do wujka, czy mu dyplomu za zasługi nie przyznali. Wujek stwierdził że nie, ale niech się chwalą, co mu tam.

Parę lat później wujek miał okazję dorobić dając na owej uczelni wykłady. Po dwóch zajęciach, z których studenci wychodzili autentycznie zadowoleni (wujek potrafił opowiadać bardzo ciekawie i z pasją) rektor się dopatrzył, że wujek tytułu magistra nawet nie ma - więc wykładów prowadzić nie może.
Nazwisko z gablotki usunięto z niechęcią.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 646 (690)

#29102

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia sprzed ponad 15 lat.

Pierwsza klasa technikum. Kupiłem nowe buty na zimę. Skórzane, stylizowane na wojskowe (glanów wówczas na moim zadupiu nie uświadczyło się), ciepłe... Tylko jakoś dziwnie mi po powrocie ze szkoły stopy woniały i skarpetki jakieś wilgotne... Okazało się, że buty przemakają na potęgę, a zima do mokrych i śnieżnych nie należała.
A więc reklamacja.

Producent reklamację odrzucił, twierdząc, że wszystko jest w porządku.
Moja mama się wkurzyła i wysłała te buty do wałbrzyskiego PIHu. Po jakimś czasie przyszła odpowiedź z PIHu o treści mniej więcej:

"Według polskich norm skóra ma prawo przemakać po 20 minutach. W reklamowanych butach po 20 minutach pojawia się dopiero uczucie wilgoci".
Reklamacja odrzucona.

Jako, że do Wałbrzycha kawałek mieliśmy, nikomu się po te buty jechać nie chciało. Zresztą po co komu buty, w których można chodzić do 20 minut, by nie poczuć uczucia wilgoci... I leżały sobie te buty w PIHowskim magazynie parę miesięcy...

Po tym czasie mama dostała z PIHu kolejny list. Ponaglenie do zabrania butów? Lepiej.
Okazało się, że do magazynu było włamanie. I wśród ukradzionych rzeczy znalazły się właśnie te moje nieszczęsne buty.
Kasa za buty zwrócona z ubezpieczenia magazynu.

Chciałbym zatem serdecznie podziękować złodziejowi, który na początku 1996 obrabował magazyn PIH w Wałbrzychu. Mam nadzieję, że uczucie wilgoci nie było zbyt dokuczliwe. :)

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1202 (1248)

#28136

(PW) ·
| Do ulubionych
Był rok 1993, byłem w 7 klasie podstawówki. Wśród uczniów zaczęła krążyć sensacyjna wieść - szkoła kupiła komputer! Sztuk jeden! Nowoczesność idzie!
Po paru miesiącach pocztą pantoflową dotarła wieść - komputer stoi na zapleczu pracowni chemicznej. Paru szczęśliwców wysłanych tam po coś widziało to cudo. Ponoć trwa przygotowywanie komputera do zajęć z uczniami. Wow!
Po roku komputer trafił do pracowni ZPT, bo nauczyciel tego przedmiotu ponoć najbardziej się znał. Jako, że był naszym wychowawcą - dowiedzieliśmy się wkrótce, na czym to przygotowanie polegać miało:

Komputer ów był archaicznym nawet jak na tamte czasy złomem. Nie był wyposażony w twardy dysk, a jedynie w stację dysków. Do uruchomienia go potrzebna więc była dyskietka systemowa. Dyskietkę systemową ktoś ukradł lub zgubił.

Jaki problem zrobić nową na innym komputerze, spyta bardziej zinformatyzowana część społeczeństwa? Ano taki, że owa stacja dysków była na dyskietki 8". Tak, ośmiocalowe. Premiera najnowszego typu tych dyskietek miała miejsce w roku 1975. Sama stacja była pudłem wielkości samego komputera, oczywiście niepodłączalnym do żadnego współczesnego sprzętu.

Aż do skończenia szkoły przeze mnie nie udało się odnaleźć kogoś, kto by takim cudem dysponował.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 496 (550)

#27997

(PW) ·
| Do ulubionych
Absurdy biurowe, część kolejna.

Firma moja jak wiele innych szczyci się posiadaniem certyfikatu ISO. W związku z tym co jakiś czas przeprowadzane są audyty, czy się nam to ISO należy czy nie.

Podczas ostatniego audytu pan audytor doczepił się, że jedno urządzonko nie znajduje się w szafie zamykanej na klucz. Nieważne, że znajduje się w zamkniętym pomieszczeniu - ma być jeszcze w zamkniętej szafie.

Urządzenie zostało więc w szafie umieszczone.

Gdzie absurd?

Szafa posiada zamknięcie na klucz, za to nie posiada tylnej ścianki.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 492 (562)

#28554

(PW) ·
| Do ulubionych
Kumpel pojechał z teściem do sklepu ponoć nie dla idiotów w celu zakupu nowego telewizora. Teściu z gatunku tych, co to przełączanie kanałów pilotem traktują jako intensywny wysiłek fizyczny - więc telewizor miał być na wypasie.

Wybrali model za ładnych kilka tysięcy. Sprzedawca pyta, czy będą chcieli odebrać na sklepie czy na magazynie - kumpel, jako że w wielu miejscach pracował i wie, jak czasem sprzętem na magazynie się rzuca (szczególnie, jeśli klient już zapłacił), poprosił o odbiór na sklepie.

Teściu chciał brać telewizor i jechać do kasy. Kumpel natomiast poprosił o sprawdzenie tego konkretnego egzemplarza.
[S]przedawca: To jest nowy telewizor, co pan tu chce sprawdzać?
[K]umpel: Chciałbym sprawdzić, czy wszystko działa.
[S]: Ale on jest zapakowany fabrycznie...
[K]: To pan odpakuje.
[S]: Ale ja nie mogę...
[K]: To my idziemy do konkurencji.

Sprzedawca z wielką łaską odpakował pudło, wyciągnął TV... Po czym oczom zebranych ukazał się wielki, 50-calowy ekran. Pęknięty na pół.

Oczywiście gdyby wyszli z tym telewizorem ze sklepu o reklamacji nie byłoby mowy - uszkodzenie mechaniczne, "w samochodzie pan puknął" i te sprawy.

Kupując jakikolwiek sprzęt zawsze sprawdzajcie konkretny egzemplarz.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1437 (1461)

#27081

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/20056 przypomniała mi:
Gdy byłem niepracującym studentem niespecjalnie stać mnie było na dentystę. Wybrałem się więc na Akademię Medyczną, gdzie studenci ćwiczą na "królikach doświadczalnych". Robocizna gratis, płaciło się tylko za materiały. Do dziś mam większość z tych plomb i nie narzekam. Aczkolwiek jedna historia mnie rozwaliła.

Męczyła się jedna studentka z moim zębem już chyba trzeci tydzień. Stwierdziłem, że skoro musi to tyle trwać to musi, trudno.
Przyszedł jednak akurat czas zaliczeń. Pani doktor prowadząca zaczęła głośno podsumowywać studentów. Usłyszałem między innymi:
- No takiej beznadziejnej grupy to ja jeszcze nie miałam.
- (do "mojej" studentki): No żeby ze zwykłym wypełnieniem trzy tygodnie się męczyć?
- (do jakiegoś studenta): A pan to się w jedynkach będzie specjalizował? Osiem pan już zrobił w tym semestrze. I nic poza tym.
- Nikt z tej grupy nie zasługuje na więcej niż 3.

Akurat na tych zajęciach miałem skończoną już tą nieszczęsną plombę, więc z następnym zębem poszedłem na inny termin. Plomba ta zresztą wyleciała mi miesiąc później.

I taki bonus:
"Moja" studentka (już inna) do prowadzącej:
- Pani doktor! Pacjent mi złośliwie krwawi!

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 543 (601)

#27001

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/26072 przypomniała mi co następuje:
Mnie również natura obdarzyła długimi, grubymi i gęstymi rzęsami. Nie wiem po jaką cholerę, skoro jestem facetem, ale niech jej będzie.

Gdy miałem 5-6 lat miałem powyżej uszu wszystkich starych bab dookoła i ich tekstów "Ale ty masz rzęsy, jak dziewczynka".

Za pomocą nożyczek do papieru pozbyłem się więc problemu i na własnej skórze przekonałem się o ewolucyjnej funkcji rzęs.

Ludzie, nigdy nie mówcie małemu chłopcu że ma coś jak dziewczynka.

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 599 (657)

#25948

(PW) ·
| Do ulubionych
Gdy miałem 8 lat moja szkoła podstawowa obchodziła 25-lecie istnienia. A więc gala, występy, specjalnie napisana piosenka przez odchodzącą na emeryturę panią od muzyki - panią O.

Dyrekcja szkoły postanowiła też wydać pieniądze wpłacane przez rodziców na komitet rodzicielski na jakiś pamiątkowy zakup. Wymyślili nowe pianino kosztujące kupę kasy.

Moja mama z racji, że chciało jej się wówczas udzielać w komitecie, zainteresowała się planowanym zakupem. Oto, czego się dowiedziała:

- Pianino stanie w świetlicy, nie w pracowni muzycznej. Żeby wszyscy widzieli jakie to wspaniałe, nowe pianino szkoła zakupiła. W pracowni muzycznej zostanie to stare, rozlatujące się, bo tam nie widać.
- Uczniowie nie będą mogli korzystać z pianina, bo jeszcze popsują.
- Jak ktoś będzie się uczył gry na pianinie, a nie stać go na własne, to też nie będzie mógł z tego pianina skorzystać.
- Jak będzie następnym Chopinem, też nie będzie mógł się dotknąć do pianina.
- W ogóle w każdym innym wypadku - łapy precz od pianina! Co się pani tak czepia?

I na końcu - nowe pianino w szkole było marzeniem odchodzącej na emeryturę pani O. A marzenia odchodzących na emeryturę nauczycielek spełniać trzeba.

Od tego czasu moja mama przestała się w komitecie rodzicielskim udzielać, przestała też płacić na niego składki.

Pianino stało sobie w świetlicy i niszczało. Gdy kończyłem podstawówkę było przyniszczonym gratem nadżartym przez korniki. A stare, rozlatujące się nadal straszyło dźwiękiem w pracowni muzycznej.

szkoła podstawowa u schyłku PRLu

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 619 (647)

#25579

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój świętej pamięci dziadek miał bardzo niski próg bólu. Jednocześnie święcie wierzył w działanie leków i bardzo łatwo było u niego wywołać efekt placebo podając byle co - dziadek wzrok miał słaby, ulotki nie był w stanie doczytać.

Historia 1: W pracy na nocnej zmianie złapał go ból korzonków. Otworzył więc pracowniczą apteczkę - oprócz plastrów, bandaża i jodyny była tam jakaś duża tabletka, sztuk 1. Dziadek niewiele myśląc łyknął to. Ulga. Pomogło.
Po powrocie do domu spytał się mojej mamy (domowego "eksperta" od leków) cóż to za cudowny specyfik wziął, że mu tak od razu ulżyło.
Mama popłakała się ze śmiechu.
Dziadek łyknął sobie tabletkę do ssania na ból gardła nieprodukowaną wówczas od paru lat.

Historia 2: Pod koniec życia dziadek uzależnił się niestety od bardzo silnego środka przeciwbólowego o nazwie Majamil. Miał swojego lekarza, który mu to świństwo wypisywał bez żadnego ale. Dziadek propozycji łykania czegokolwiek słabszego nie przyjmował do wiadomości.
Któregoś razu dziadek poprosił moją mamę, żeby mu zrealizowała receptę na ów nieszczęsny Majamil. Mama poszła do apteki i oprócz Majamilu kupiła jeszcze jakiś preparat witaminowy. Dała dziadkowi mówiąc, że to nowy eksperymentalny lek i żeby spróbował tego, jak nie pomoże - wracamy do Majamilu.
I stał się cud! Dziadka po witaminkach boleć przestało, Majamil leżał nieruszany w szafce z lekami...
Sielankę po dwóch miesiącach przerwał nieświadomy podstępu lekarz - dziadek zaniósł do niego witaminki spytać się, czy może to brać.
Lekarz niestety zgodnie z prawdą odparł, że tak, takie witaminy mu nie zaszkodzą.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 695 (713)