Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Aster812

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2012 - 14:15
Ostatnio: 20 lipca 2018 - 11:54
  • Historii na głównej: 63 z 65
  • Punktów za historie: 34886
  • Komentarzy: 641
  • Punktów za komentarze: 2942
 

#35890

(PW) ·
| Do ulubionych
Miejsce akcji: 10-piętrowy wieżowiec, 7 mieszkań na piętrze, co daje nam jak łatwo policzyć 70 rodzin. Wyobraźcie sobie ilość śmieci generowanych przez tą masę ludzi.

W budynku tym jest sobie zsyp na śmieci. Pod zsypem stoi sobie kontener.
Do pomieszczenia z kontenerem można było wejść, zamykane na ten sam klucz co domofon. Były tam jeszcze dwa kontenery i trochę miejsca. Jeśli miałem wyrzucić śmieci, wychodząc z domu wrzucałem je na ogół do jednego z pozostałych kontenerów, żeby tego pod zsypem niepotrzebnie nie zapychać. Nie tylko ja zresztą.
Kilka razy jakiś idiota śmieci w śmietniku podpalił.

Jak spółdzielnia postanowiła temu zaradzić?
Wymieniono zamek do śmietnika. Teraz klucz ma jedynie gospodarz bloku. Jeśli ktoś chce wyrzucić śmiecia większego, niż otwór zsypu - ma problem.
Ciekawy jestem min śmieciarzy mających wyciągnąć zawartość z kontenera, do którego trafiły śmieci dotychczas mieszczące się w trzech.
Mam tylko nadzieję, że piroman-idiota nie wpadnie na pomysł wrzucenia czegoś zapalonego do zsypu.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 405 (441)

#30907

(PW) ·
| Do ulubionych
Paręnaście lat wstecz szpital z mojego miasta rodzinnego dostał od bratniego narodu niemieckiego "nową" karetkę reanimacyjną. "Nową" karetką tą był 10-letni Mercedes (z paliwem wyliczonym tak, żeby dojechał do granicy), aczkolwiek i tak było toto lepsze, niż wszystkie karetki, którymi szpital do tego czasu dysponował.

Burmistrz owego miasta jest osobą lubiącą udzielać się sportowo. Podczas pewnego meczu skręcił nogę. Któryś z nadgorliwych przydupasów wezwał karetkę.

Dyrektor szpitala, gdy dowiedział się, do kogo karetka ma jechać (sensacja na cały szpital) kazał jechać "nowej" R-ce.

Na miejscu burmistrz podziękował załodze za fatygę, opieprzył nadgorliwego przydupasa i przejażdżki karetką odmówił.

Za nie przywiezienie tak ważnej persony do szpitala załoga karetki dostała nagany i omal nie wyleciała z roboty.

służba_zdrowia

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 587 (705)

#30908

(PW) ·
| Do ulubionych
Kierowniczka pewnego przyszpitalnego laboratorium analitycznego pewnej 30-tysięcznej mieściny miała aspiracje na karierę co najmniej wojewódzką, o ile nie ogólnoświatową. Do tego talent do przekonywania przełożonych. Na początku lat 90-tych zamówiła więc do owego laboratorium supermeganowoczesny analizator. Umowa leasingowa - firma analizator wstawiła w zamian za to, że laboratorium będzie kupować określoną ilość odczynników do owej maszyny przez 10 lat.

Analizator był tak wypasiony, że w zakresie wykonywanych badań mógł spokojnie obsłużyć połowę województwa, a nie niewielką mieścinę. Taka też ilość odczynników była do niego dostarczana. No ale w ramach propagandy sukcesu laboratorium, szpital i wszyscy zainteresowani wychwalali owe cudo pod niebiosa - że to jeden z dwóch takich w województwie, że chyba piąty w Polsce. Och ach.

O tym, że 90% przychodzących odczynników ląduje w koszu na śmieci, bo się przeterminowują głośno nie wolno było mówić.

Minęło 10 lat. Analizator przeszedł oficjalnie na własność szpitala. Postarzał się, aczkolwiek był sprawny - po konserwacji mógł jeszcze posłużyć, tym bardziej że przez te lata jego przerób nie przekraczał 10% założeń producenta. Ale pani kierowniczka przeforsowała podpisanie z firmą nowej umowy leasingowej na nowszy model robiący szerszy wachlarz badań. O przerobie takim, jak miał ten poprzedni. Stary analizator miał przejść serwis i służyć dalej w trochę innym zakresie.

No ale zanim przywieźli ten nowy, serwisant nieopatrznie rzucił przy pani kierowniczce uwagę, że w pomieszczeniu jest za mała wilgotność dla tej maszyny. Pani kierowniczka wzięła więc w piątek po południu nawilżacz powietrza, ustawiła w pomieszczeniu z machiną, pozamykała wszystkie okna i zamknęła przybytek na weekend (w weekendy przypadki nagłe obsługiwało laboratorium z miasta powiatowego).

W poniedziałek po ściankach analizatora płynęły wodospady. Pomimo długiego suszenia nie chciał się włączyć.

Zadania starego przejął nowy nabytek. Znów 90% odczynników lądowało w śmietniku. A stary stał sobie aż do przeprowadzki, gdy to dziwnym trafem się zgubił (kloc 2x2 metry, na metr wysoki).

Dziwicie się może, czemu pani kierowniczka nie dostała w międzyczasie siarczystego kopa w cztery litery za marnotrawienie pieniędzy? Jako córka i żona lekarzy była w ZOZie osobą, którą ze stanowiska zdjął dopiero taki wysoki, kościsty jegomość z kosą, ubierający się na czarno i jeżdżący na białym rumaku.

służba_zdrowia

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 546 (598)

#29234

(PW) ·
| Do ulubionych
Mama mojej koleżanki (M) miała bezdzietną ciocię mieszkającą daleko od niej. Z ciocią widywały się od wielkiego dzwonu, wymieniały kartki okolicznościowe... Wiecie jak to jest.
Pewnego dnia przyszło zawiadomienie od notariusza o podziale spadku po cioci. M zdziwiła się, że ciocia nie żyje, przykro się jej zrobiło, że nikt jej nie powiadomił - pojechałaby na pogrzeb.
Co się okazało? Najbliżej mieszkająca rodzinka nie powiadomiła reszty, żeby było mniej osób do podziału spadku.

Po podziale wyszło oszałamiające 200zł na głowę.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 468 (514)

#28300

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój świętej pamięci wujek będąc młodym, rozpoczął studia na Bardzo Renomowanej Uczelni. Po paru latach stwierdził, iż uczelnia niczego go w fachu nie nauczy i rzucił studia w cholerę.

Minęły lata. Wujek stał się osobą w światku branżowym dosyć znaną i cenioną.
Śmiech mnie ogarnął, gdy podczas mojej przypadkowej wizyty na owej uczelni ujrzałem nazwisko wujka w gablotce zatytułowanej "Nasi sławni absolwenci". Zadzwoniłem do wujka, czy mu dyplomu za zasługi nie przyznali. Wujek stwierdził że nie, ale niech się chwalą, co mu tam.

Parę lat później wujek miał okazję dorobić dając na owej uczelni wykłady. Po dwóch zajęciach, z których studenci wychodzili autentycznie zadowoleni (wujek potrafił opowiadać bardzo ciekawie i z pasją) rektor się dopatrzył, że wujek tytułu magistra nawet nie ma - więc wykładów prowadzić nie może.
Nazwisko z gablotki usunięto z niechęcią.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 646 (690)

#29102

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia sprzed ponad 15 lat.

Pierwsza klasa technikum. Kupiłem nowe buty na zimę. Skórzane, stylizowane na wojskowe (glanów wówczas na moim zadupiu nie uświadczyło się), ciepłe... Tylko jakoś dziwnie mi po powrocie ze szkoły stopy woniały i skarpetki jakieś wilgotne... Okazało się, że buty przemakają na potęgę, a zima do mokrych i śnieżnych nie należała.
A więc reklamacja.

Producent reklamację odrzucił, twierdząc, że wszystko jest w porządku.
Moja mama się wkurzyła i wysłała te buty do wałbrzyskiego PIHu. Po jakimś czasie przyszła odpowiedź z PIHu o treści mniej więcej:

"Według polskich norm skóra ma prawo przemakać po 20 minutach. W reklamowanych butach po 20 minutach pojawia się dopiero uczucie wilgoci".
Reklamacja odrzucona.

Jako, że do Wałbrzycha kawałek mieliśmy, nikomu się po te buty jechać nie chciało. Zresztą po co komu buty, w których można chodzić do 20 minut, by nie poczuć uczucia wilgoci... I leżały sobie te buty w PIHowskim magazynie parę miesięcy...

Po tym czasie mama dostała z PIHu kolejny list. Ponaglenie do zabrania butów? Lepiej.
Okazało się, że do magazynu było włamanie. I wśród ukradzionych rzeczy znalazły się właśnie te moje nieszczęsne buty.
Kasa za buty zwrócona z ubezpieczenia magazynu.

Chciałbym zatem serdecznie podziękować złodziejowi, który na początku 1996 obrabował magazyn PIH w Wałbrzychu. Mam nadzieję, że uczucie wilgoci nie było zbyt dokuczliwe. :)

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1203 (1249)

#28136

(PW) ·
| Do ulubionych
Był rok 1993, byłem w 7 klasie podstawówki. Wśród uczniów zaczęła krążyć sensacyjna wieść - szkoła kupiła komputer! Sztuk jeden! Nowoczesność idzie!
Po paru miesiącach pocztą pantoflową dotarła wieść - komputer stoi na zapleczu pracowni chemicznej. Paru szczęśliwców wysłanych tam po coś widziało to cudo. Ponoć trwa przygotowywanie komputera do zajęć z uczniami. Wow!
Po roku komputer trafił do pracowni ZPT, bo nauczyciel tego przedmiotu ponoć najbardziej się znał. Jako, że był naszym wychowawcą - dowiedzieliśmy się wkrótce, na czym to przygotowanie polegać miało:

Komputer ów był archaicznym nawet jak na tamte czasy złomem. Nie był wyposażony w twardy dysk, a jedynie w stację dysków. Do uruchomienia go potrzebna więc była dyskietka systemowa. Dyskietkę systemową ktoś ukradł lub zgubił.

Jaki problem zrobić nową na innym komputerze, spyta bardziej zinformatyzowana część społeczeństwa? Ano taki, że owa stacja dysków była na dyskietki 8". Tak, ośmiocalowe. Premiera najnowszego typu tych dyskietek miała miejsce w roku 1975. Sama stacja była pudłem wielkości samego komputera, oczywiście niepodłączalnym do żadnego współczesnego sprzętu.

Aż do skończenia szkoły przeze mnie nie udało się odnaleźć kogoś, kto by takim cudem dysponował.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 497 (551)

#27997

(PW) ·
| Do ulubionych
Absurdy biurowe, część kolejna.

Firma moja jak wiele innych szczyci się posiadaniem certyfikatu ISO. W związku z tym co jakiś czas przeprowadzane są audyty, czy się nam to ISO należy czy nie.

Podczas ostatniego audytu pan audytor doczepił się, że jedno urządzonko nie znajduje się w szafie zamykanej na klucz. Nieważne, że znajduje się w zamkniętym pomieszczeniu - ma być jeszcze w zamkniętej szafie.

Urządzenie zostało więc w szafie umieszczone.

Gdzie absurd?

Szafa posiada zamknięcie na klucz, za to nie posiada tylnej ścianki.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 493 (563)

#28554

(PW) ·
| Do ulubionych
Kumpel pojechał z teściem do sklepu ponoć nie dla idiotów w celu zakupu nowego telewizora. Teściu z gatunku tych, co to przełączanie kanałów pilotem traktują jako intensywny wysiłek fizyczny - więc telewizor miał być na wypasie.

Wybrali model za ładnych kilka tysięcy. Sprzedawca pyta, czy będą chcieli odebrać na sklepie czy na magazynie - kumpel, jako że w wielu miejscach pracował i wie, jak czasem sprzętem na magazynie się rzuca (szczególnie, jeśli klient już zapłacił), poprosił o odbiór na sklepie.

Teściu chciał brać telewizor i jechać do kasy. Kumpel natomiast poprosił o sprawdzenie tego konkretnego egzemplarza.
[S]przedawca: To jest nowy telewizor, co pan tu chce sprawdzać?
[K]umpel: Chciałbym sprawdzić, czy wszystko działa.
[S]: Ale on jest zapakowany fabrycznie...
[K]: To pan odpakuje.
[S]: Ale ja nie mogę...
[K]: To my idziemy do konkurencji.

Sprzedawca z wielką łaską odpakował pudło, wyciągnął TV... Po czym oczom zebranych ukazał się wielki, 50-calowy ekran. Pęknięty na pół.

Oczywiście gdyby wyszli z tym telewizorem ze sklepu o reklamacji nie byłoby mowy - uszkodzenie mechaniczne, "w samochodzie pan puknął" i te sprawy.

Kupując jakikolwiek sprzęt zawsze sprawdzajcie konkretny egzemplarz.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1438 (1462)

#27081

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/20056 przypomniała mi:
Gdy byłem niepracującym studentem niespecjalnie stać mnie było na dentystę. Wybrałem się więc na Akademię Medyczną, gdzie studenci ćwiczą na "królikach doświadczalnych". Robocizna gratis, płaciło się tylko za materiały. Do dziś mam większość z tych plomb i nie narzekam. Aczkolwiek jedna historia mnie rozwaliła.

Męczyła się jedna studentka z moim zębem już chyba trzeci tydzień. Stwierdziłem, że skoro musi to tyle trwać to musi, trudno.
Przyszedł jednak akurat czas zaliczeń. Pani doktor prowadząca zaczęła głośno podsumowywać studentów. Usłyszałem między innymi:
- No takiej beznadziejnej grupy to ja jeszcze nie miałam.
- (do "mojej" studentki): No żeby ze zwykłym wypełnieniem trzy tygodnie się męczyć?
- (do jakiegoś studenta): A pan to się w jedynkach będzie specjalizował? Osiem pan już zrobił w tym semestrze. I nic poza tym.
- Nikt z tej grupy nie zasługuje na więcej niż 3.

Akurat na tych zajęciach miałem skończoną już tą nieszczęsną plombę, więc z następnym zębem poszedłem na inny termin. Plomba ta zresztą wyleciała mi miesiąc później.

I taki bonus:
"Moja" studentka (już inna) do prowadzącej:
- Pani doktor! Pacjent mi złośliwie krwawi!

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 543 (601)