Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Aster812

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2012 - 14:15
Ostatnio: 17 stycznia 2018 - 13:37
  • Historii na głównej: 58 z 61
  • Punktów za historie: 34211
  • Komentarzy: 603
  • Punktów za komentarze: 2795
 

#24925

(PW) ·
| Do ulubionych
Z cyklu "dziwni ludzie w komunikacji miejskiej".
Do autobusu wpadło dwóch kanarów. Złapali jedną panią koło 40-tki bez biletu.
Nie wiem, czy mieli jakiś dzień dobroci dla zwierząt czy coś - jeden z nich kazał jej po prostu wysiąść na najbliższym przystanku bez mandatu.

Pani w krzyk:
- Ja tu nie wysiadam! Ja muszę jechać dalej!
Myślę - różnie bywa, może kobieta jedzie na drugi koniec miasta, spieszy się gdzieś, następny autobus tej linii za pół godziny... Kontrolerzy zdziwieni wzięli od pani dokumenty i zaczęli wypisywać mandat.

Szczęka mi opadła przed następnym przystankiem. 500 metrów dalej. Pani oświadczyła, że na tym przystanku ona musi wysiąść.
Wysiadła razem z kanarami.

komunikacja_miejska

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 707 (739)

#24375

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się historia, w której poczułem się jak w ukrytej kamerze.

Jechałem sobie do pracy tramwajem wyjątkowo na godzinę 11 - więc już po godzinach szczytu, tramwaj prawie pusty. Jak zwykle - słuchawki w uszach, książka na kolanach, świat zewnętrzny mnie nie obchodzi.
Wtem ktoś mi podtyka pod nos jakiś świstek. FBI? Kanar? Jechowi? Żebrak?
A skąd. Kobieta koło 60-tki (poruszająca się bez kul ani laski) podetkała mi... legitymację inwalidy i tonem nie znoszącym sprzeciwu wykrzyczała tak, że przebiła się przez muzykę ze słuchawek:
- Proszę mi ustąpić miejsca! Ja inwalidką jestem!
Ustąpiłem. Dwa siedzenia za mną było miejsce wolne, na które się przesiadłem.

Było lato, więc nie chodziło o wygrzanie miejsca.

komunikacja_miejska

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 603 (665)

#24017

(PW) ·
| Do ulubionych
Druga historia z wpisu http://piekielni.pl/16696 przypomniała mi takie zdarzenie:
W technikum mieliśmy iść całą szkołą do kina. Mieliśmy iść na Mission Impossible. Wicedyrektor się sprzeciwi,ł bo słyszał, że to za brutalny film i kazał zmienić na coś innego.
Na co poszliśmy?

Na Braveheart.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 448 (542)

#24249

(PW) ·
| Do ulubionych
Zmieniłem swojego czasu urząd skarbowy.
W połowie roku dostałem wezwanie do mojego nowego urzędu. Na wezwaniu groźna formułka, że jak się nie stawię to mi karę dowalą.

Wystraszony jadę więc, w końcu skarbówka to nie przelewki. Idę do wskazanego okienka, pokazuję pisemko. Urzędnik wertuje segregator, wyciąga moją teczkę, a tam:
"Urząd Skarbowy Piekiełkowo prosi Urząd Skarbowy Diabelno o wezwanie pana Diabła Piekielnego w celu wyjaśnienia".
Urzędnik zrobił wielkie oczy, przewertował resztę teczki i zadał mi pytanie:
- Pan nie wie, o co im może chodzić?
Nie wiedziałem. Dostałem pieczątkę na pisemku, że się stawiłem.
Do dziś nie wiem, o co chodziło.

urząd skarbowy

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 839 (877)

#23241

(PW) ·
| Do ulubionych
Swojego czasu szukaliśmy z dziewczyną pokoju do wynajęcia. Ja byłem wówczas chwilowo bezrobotnym absolwentem, moja luba - studentką.
Kilka piekielności drobnych i większych:

1. Odprowadziłem moją lubą na uczelnię, na korytarzu instytutu widzę kartkę "Pokój dla 2 osób do wynajęcia" i nr telefonu. Dzwonię. Pani się mnie pyta kim jesteśmy - mówię, że aktualnie szukam pracy, moja dziewczyna studiuje... Na co pani:
- Ja nie chcę żadnych studentów!
Żelazna logika: nie chciej studentów, rozwieszaj ogłoszenia na uczelni.

2. Ogłoszenie równie lakoniczne, w gazecie. Dzwonię, pytam co za lokalizacja? Pan się mnie pyta:
- A gdzie by pan chciał?
No więc myślę - może facet ma kilka ofert? Wymieniam naiwnie "sensowne" okolice, na co słyszę:
- W d*** się przewraca, wszyscy by blisko chcieli!

3. Ogłoszenie - osobne wejście, oddzielna kuchnia, dobra lokalizacja - no wypas. Dzwonimy, umawiamy, lokalizacja faktycznie super. Na miejscu - obskurne podwórze starej kamienicy, rozpadające się schody. Otwiera niedołężna babuleńka. Osobnego wejścia brak, babuleńka mieszka z synkiem, kuchnia - no jest oddzielona od pokoju. Całe mieszkanie śmierdzi stęchlizną. Babuleńka z mieszkania nie wychodzi, a syna często nie ma, ktoś się nią musi zająć... to postanowili wynająć pokój studentom.

4. Pokój w wynajmowanym mieszkaniu. Otwiera nam lokator drugiego pokoju. Pokazuje nam dwuosobowy pokój, którego dotyczy ogłoszenie.
Pokój 3 na 3 metry, za umeblowanie robi kozetka, materac od wersalki położony na podłodze i szafa. Dwie osoby. Jasne. Lokator spisuje do nas numer telefonu, właścicielka będzie sobie wybierać do kogo zadzwonić. Na jakiej podstawie? On też nie wie.

5. Piekielni okazaliśmy się my.
Ogłoszenie o wynajmie mieszkania. Dwupokojowego. W cenie pokoju. Lokalizacja - przeczytałem Świętej Katarzyny. O szlag, ścisłe centrum.
Szok! Gdzie jest haczyk?
Pani mówi, że jest ogrzewanie etażowe. Co to jest? A że się pali węglem w jednym piecu. Stwierdzam, że za tą kasę dam radę machać łopatą z węglem. Umawiamy się. Pani mówi "Państwo podejdą pod kościół i zadzwonią, ja tam podejdę i zaprowadzę".
OK, stoimy pod kościołem we Wrocławiu na ulicy Świętej Katarzyny, dzwonię, mówię gdzie jesteśmy... Pani zaczyna się śmiać.
O co chodzi?
W ogłoszeniu pisało Święta Katarzyna, nie Świętej Katarzyny. A Święta Katarzyna to miejscowość, nie ulica we Wrocławiu :).

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 565 (591)

#23173

(PW) ·
| Do ulubionych
Przez krótki okres czasu dawno temu pracowałem w kiosku ruchu. Byłem wrednym skur*lem, który nie sprzedaje papierosów nieletnim.

Sytuacja 1:
Widzę z daleka zbliżającego się na oko 16-letniego macho, w towarzystwie dwóch panienek. Gostek żel na włosach, ciemne okulary, rozchełstana koszula... Podchodzi toto do lady, opiera się nonszalancko i rzuca od niechcenia:
- Marlboro lighty.
Na co ja, podobnym tonem:
- Dowód osobisty.
Macho oklapł, spojrzał na mnie spod byka, rzucił "kur**ą macią" i oddalił się szybkim krokiem, zostawiając z tyłu dwie roześmiane koleżanki.

Sytuacja 2:
Na półeczce pod okienkiem ląduje mi kartka. Wychylam się - dziewczynka nie sięgająca do okienka głową. Czytam tą kartkę, a tam:
"Proszę sprzedać mojej córce papierosy dla mnie.
Mama".
Zrobiłem facepalma i odmówiłem.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 611 (635)

#23170

(PW) ·
| Do ulubionych
Z racji tego, że kończyłem technikum, musiałem odbyć praktyki w zakładzie pracy. Trafiłem do działu informatycznego dużego zakładu produkcyjnego. Były to późne lata 90-te.

Wezwano nas do wieszającego się komputera. Pojechaliśmy w 3 osoby, na miejscu okazuje się: komputer 2-letni, kupiony od jakiejś firmy-krzak, cały czas się wieszał ale był na gwarancji to magik z firmy-krzak przyjeżdżał, coś tam robił i przez jakiś czas było dobrze. Gwarancja się skończyła - my się mamy tym zająć. OK. Wzięliśmy kompa, papiery do niego ze specyfikacją, zabieramy toto.
Pobieżna diagnoza - procesor się przegrzewa. W specyfikacji - Intel Pentium 180MHz (jak na tamte czasy wypas). Rozbieramy złoma - pod radiatorem nawalone pasty silikonowej jak nieszczęście (powinna być cieniutka warstewka). Biorę chusteczkę, ścieram pastę, patrzę na oznaczenia - Intel Pentium 100Mhz. Sprawdzamy wszyscy, czy mi się nie przywidziało. Tak, 100Mhz. W papierach wbite 180Mhz, procesor podkręcony o 80%. Naprawy gwarancyjne ograniczały się prawdopodobnie do wymiany pasty termoprzewodzącej na świeżą.

Gościu z firmy-krzak sprzedał zakładowi procesor klasy budżet w cenie klasy premium. To tak, jakby ktoś Wam wcisnął Mercedesa z silnikiem od Poloneza. Szefostwo zakładu olało sprawę, nie chcieli się z nim po sądach ciągać.
A komputer po poprawnym ustawieniu taktowania, służył w tej firmie jeszcze długo.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 433 (489)

#22828

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia digi51 http://piekielni.pl/18391 przypomniała mi sytuację, której byłem świadkiem. Jako że miasto i typ sklepu się zgadza możliwe, że chodzi o tą samą osobę.

Lubię kupować ciuchy w lumpeksach. Moja dziewczyna też. Sytuacja miała miejsce jakieś 3 lata temu. Idziemy sobie we dwójkę do niedawno otwartego, dużego lumpeksu w budynku Dworca Świebodzkiego we Wrocławiu. Dochodząc do przejścia dla pieszych widzę coś, co zmroziło mi krew w żyłach.

Po jezdni między samochodami biega sobie 2-letni na oko chłopczyk. Wbiega przed JADĄCY samochód. Kierowca po hamulcach, dziecko nieświadome niczego obiega go dookoła i biega dalej. Rodziców brak, dzieje się to naprzeciwko otwartych drzwi lumpeksu - łatwo wysnuć wniosek, gdzie może być mamusia.

Zanim przeszliśmy przez ulicę, dziecko sprowadził z ulicy jakiś mężczyzna, zaczął wypytywać chłopca, gdzie są jego rodzice. Nie czekając dłużej wszedłem do lumpeksu i ryknąłęm na całe gardło:
- Czyje to dziecko w żółtym sweterku gania między samochodami po ulicy?!
Po drugim takim komunikacie, dupsko raczyła ruszyć jedna z grupki składającej się z dwóch pań i na oko 10-letniej dziewczynki.

Pani zdążyła dojść do drzwi, gdzie spotkała się z dzieckiem prowadzonym przez faceta, który sprowadził je z ulicy. Na jego uwagę żeby pilnowała synka odwrzasnęła: - Panie, odwal się pan, to nie moje dziecko!
Po czym wydarła się na 10-latkę, że miała go pilnować.

Druga pani z grupki nie przerwała przeglądania ciuchów na wieszakach. Chłopczyk został przypięty do wózka i poinstruowany, że ma siedzieć spokojnie.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 586 (612)

#22274

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakoś z 5 lat temu zobaczyłem u koleżanki opis na gg w stylu "napadli mnie". Pytam więc zaniepokojony, co się stało. Uraczyła mnie taką historią:
Szła sobie samotnie w środku dnia przez park. Podeszło do niej nagle dwóch dresów pozdrawiając ją staropolskim zawołaniem "dawaj komórę".
A więc dziewczę wyciągnęło i dało. Hit roku 1999. Niezniszczalną Nokię 3210. W półprzezroczystej różowej obudowie.
Dresom szczęki opadły do ziemi. Popatrzyli na ten zabytek telekomunikacyjny, na siebie... Wcisnęli jej telefon z powrotem ze słowami "a zostaw to sobie" i oddalili się w poszukiwaniu majętniejszej ofiary.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 677 (723)

#22283

(PW) ·
| Do ulubionych
W czasach gdy nie posiadałem jeszcze własnego samochodu wracałem od swojej dziewczyny autobusem. Był to ostatni autobus z jej miejscowości do mojej, w związku z czym zawsze załadowany był ludźmi wracającymi z imprez.
W dniu tym pierwszym, co ukazało się moim oczom po przekroczeniu drzwi owego środka komunikacji był kontroler potocznie zwany kanarem spisujący chłopaczka na oko 16-17 letniego. Skasowałem więc czym prędzej bilet i zająłem miejsce obserwując show.

Za spisywanym (potulnym i cichym) siedział sobie chłopak w podobnym wieku głośno wyzywający kanara od k**rew, złodziei i pijaków, wachlujący się przy tym zestawem legitymacja szkolna + bilet miesięczny. Kanar starał się nie reagować na nieustającą tyradę. Po zakończeniu spisywania przeszedł obok krzykacza by skontrolować resztę pasażerów. Ale krzykacz nie zamierzał kończyć zabawy:

- Co, mnie pan nie skontrolujesz? Czy mnie pan po pijaku przeoczył?
Kanar cofnął się więc, z wyrazem irytacji wziął zestawik z wyciągniętej ręki... Po czym twarz jego rozpłynęła się w uśmiechu.
- Chłopcze, ten bilet jest ważny do wczoraj. :)
Cały autobus ryknął śmiechem, a krzykacz stał się nagle dziwnie cichy i potulny.

autobus

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1097 (1135)