Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Aster812

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2012 - 14:15
Ostatnio: 16 lipca 2018 - 12:15
  • Historii na głównej: 63 z 65
  • Punktów za historie: 34883
  • Komentarzy: 640
  • Punktów za komentarze: 2941
 

#27001

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/26072 przypomniała mi co następuje:
Mnie również natura obdarzyła długimi, grubymi i gęstymi rzęsami. Nie wiem po jaką cholerę, skoro jestem facetem, ale niech jej będzie.

Gdy miałem 5-6 lat miałem powyżej uszu wszystkich starych bab dookoła i ich tekstów "Ale ty masz rzęsy, jak dziewczynka".

Za pomocą nożyczek do papieru pozbyłem się więc problemu i na własnej skórze przekonałem się o ewolucyjnej funkcji rzęs.

Ludzie, nigdy nie mówcie małemu chłopcu że ma coś jak dziewczynka.

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 600 (658)

#25948

(PW) ·
| Do ulubionych
Gdy miałem 8 lat moja szkoła podstawowa obchodziła 25-lecie istnienia. A więc gala, występy, specjalnie napisana piosenka przez odchodzącą na emeryturę panią od muzyki - panią O.

Dyrekcja szkoły postanowiła też wydać pieniądze wpłacane przez rodziców na komitet rodzicielski na jakiś pamiątkowy zakup. Wymyślili nowe pianino kosztujące kupę kasy.

Moja mama z racji, że chciało jej się wówczas udzielać w komitecie, zainteresowała się planowanym zakupem. Oto, czego się dowiedziała:

- Pianino stanie w świetlicy, nie w pracowni muzycznej. Żeby wszyscy widzieli jakie to wspaniałe, nowe pianino szkoła zakupiła. W pracowni muzycznej zostanie to stare, rozlatujące się, bo tam nie widać.
- Uczniowie nie będą mogli korzystać z pianina, bo jeszcze popsują.
- Jak ktoś będzie się uczył gry na pianinie, a nie stać go na własne, to też nie będzie mógł z tego pianina skorzystać.
- Jak będzie następnym Chopinem, też nie będzie mógł się dotknąć do pianina.
- W ogóle w każdym innym wypadku - łapy precz od pianina! Co się pani tak czepia?

I na końcu - nowe pianino w szkole było marzeniem odchodzącej na emeryturę pani O. A marzenia odchodzących na emeryturę nauczycielek spełniać trzeba.

Od tego czasu moja mama przestała się w komitecie rodzicielskim udzielać, przestała też płacić na niego składki.

Pianino stało sobie w świetlicy i niszczało. Gdy kończyłem podstawówkę było przyniszczonym gratem nadżartym przez korniki. A stare, rozlatujące się nadal straszyło dźwiękiem w pracowni muzycznej.

szkoła podstawowa u schyłku PRLu

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 619 (647)

#25579

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój świętej pamięci dziadek miał bardzo niski próg bólu. Jednocześnie święcie wierzył w działanie leków i bardzo łatwo było u niego wywołać efekt placebo podając byle co - dziadek wzrok miał słaby, ulotki nie był w stanie doczytać.

Historia 1: W pracy na nocnej zmianie złapał go ból korzonków. Otworzył więc pracowniczą apteczkę - oprócz plastrów, bandaża i jodyny była tam jakaś duża tabletka, sztuk 1. Dziadek niewiele myśląc łyknął to. Ulga. Pomogło.
Po powrocie do domu spytał się mojej mamy (domowego "eksperta" od leków) cóż to za cudowny specyfik wziął, że mu tak od razu ulżyło.
Mama popłakała się ze śmiechu.
Dziadek łyknął sobie tabletkę do ssania na ból gardła nieprodukowaną wówczas od paru lat.

Historia 2: Pod koniec życia dziadek uzależnił się niestety od bardzo silnego środka przeciwbólowego o nazwie Majamil. Miał swojego lekarza, który mu to świństwo wypisywał bez żadnego ale. Dziadek propozycji łykania czegokolwiek słabszego nie przyjmował do wiadomości.
Któregoś razu dziadek poprosił moją mamę, żeby mu zrealizowała receptę na ów nieszczęsny Majamil. Mama poszła do apteki i oprócz Majamilu kupiła jeszcze jakiś preparat witaminowy. Dała dziadkowi mówiąc, że to nowy eksperymentalny lek i żeby spróbował tego, jak nie pomoże - wracamy do Majamilu.
I stał się cud! Dziadka po witaminkach boleć przestało, Majamil leżał nieruszany w szafce z lekami...
Sielankę po dwóch miesiącach przerwał nieświadomy podstępu lekarz - dziadek zaniósł do niego witaminki spytać się, czy może to brać.
Lekarz niestety zgodnie z prawdą odparł, że tak, takie witaminy mu nie zaszkodzą.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 695 (713)

#25478

(PW) ·
| Do ulubionych
Trochę o absurdzie biurokratycznym:
Spaliła nam się w pracy żarówka w kiblu. Zdarza się, nie?
A więc kto ma to wymienić? My nie mamy żarówek na stanie, z własnej kieszeni kupować nie będziemy - grosze, ale chodzi o zasadę. Portier nie ma takich uprawnień ani żarówek na stanie. Sprzątaczka podobnie. Należy dzwonić do zarządcy budynku.

Pan zarządca poprosił o zgłoszenie mu tego w systemie. Nie, nie może zostawić nam paru żarówek na zapas. Zgłoszenie przepalonej żarówki nie jest pilne, więc wymieni jak będzie w okolicy.
Operacja wymiany żarówki trwała miesiąc, bo parę razy mu się zapomniało.
Tydzień temu spaliła się druga żarówka.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 485 (533)

#24925

(PW) ·
| Do ulubionych
Z cyklu "dziwni ludzie w komunikacji miejskiej".
Do autobusu wpadło dwóch kanarów. Złapali jedną panią koło 40-tki bez biletu.
Nie wiem, czy mieli jakiś dzień dobroci dla zwierząt czy coś - jeden z nich kazał jej po prostu wysiąść na najbliższym przystanku bez mandatu.

Pani w krzyk:
- Ja tu nie wysiadam! Ja muszę jechać dalej!
Myślę - różnie bywa, może kobieta jedzie na drugi koniec miasta, spieszy się gdzieś, następny autobus tej linii za pół godziny... Kontrolerzy zdziwieni wzięli od pani dokumenty i zaczęli wypisywać mandat.

Szczęka mi opadła przed następnym przystankiem. 500 metrów dalej. Pani oświadczyła, że na tym przystanku ona musi wysiąść.
Wysiadła razem z kanarami.

komunikacja_miejska

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 708 (740)

#24375

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się historia, w której poczułem się jak w ukrytej kamerze.

Jechałem sobie do pracy tramwajem wyjątkowo na godzinę 11 - więc już po godzinach szczytu, tramwaj prawie pusty. Jak zwykle - słuchawki w uszach, książka na kolanach, świat zewnętrzny mnie nie obchodzi.
Wtem ktoś mi podtyka pod nos jakiś świstek. FBI? Kanar? Jechowi? Żebrak?
A skąd. Kobieta koło 60-tki (poruszająca się bez kul ani laski) podetkała mi... legitymację inwalidy i tonem nie znoszącym sprzeciwu wykrzyczała tak, że przebiła się przez muzykę ze słuchawek:
- Proszę mi ustąpić miejsca! Ja inwalidką jestem!
Ustąpiłem. Dwa siedzenia za mną było miejsce wolne, na które się przesiadłem.

Było lato, więc nie chodziło o wygrzanie miejsca.

komunikacja_miejska

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 605 (667)

#24017

(PW) ·
| Do ulubionych
Druga historia z wpisu http://piekielni.pl/16696 przypomniała mi takie zdarzenie:
W technikum mieliśmy iść całą szkołą do kina. Mieliśmy iść na Mission Impossible. Wicedyrektor się sprzeciwi,ł bo słyszał, że to za brutalny film i kazał zmienić na coś innego.
Na co poszliśmy?

Na Braveheart.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 449 (543)

#24249

(PW) ·
| Do ulubionych
Zmieniłem swojego czasu urząd skarbowy.
W połowie roku dostałem wezwanie do mojego nowego urzędu. Na wezwaniu groźna formułka, że jak się nie stawię to mi karę dowalą.

Wystraszony jadę więc, w końcu skarbówka to nie przelewki. Idę do wskazanego okienka, pokazuję pisemko. Urzędnik wertuje segregator, wyciąga moją teczkę, a tam:
"Urząd Skarbowy Piekiełkowo prosi Urząd Skarbowy Diabelno o wezwanie pana Diabła Piekielnego w celu wyjaśnienia".
Urzędnik zrobił wielkie oczy, przewertował resztę teczki i zadał mi pytanie:
- Pan nie wie, o co im może chodzić?
Nie wiedziałem. Dostałem pieczątkę na pisemku, że się stawiłem.
Do dziś nie wiem, o co chodziło.

urząd skarbowy

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 840 (878)

#23241

(PW) ·
| Do ulubionych
Swojego czasu szukaliśmy z dziewczyną pokoju do wynajęcia. Ja byłem wówczas chwilowo bezrobotnym absolwentem, moja luba - studentką.
Kilka piekielności drobnych i większych:

1. Odprowadziłem moją lubą na uczelnię, na korytarzu instytutu widzę kartkę "Pokój dla 2 osób do wynajęcia" i nr telefonu. Dzwonię. Pani się mnie pyta kim jesteśmy - mówię, że aktualnie szukam pracy, moja dziewczyna studiuje... Na co pani:
- Ja nie chcę żadnych studentów!
Żelazna logika: nie chciej studentów, rozwieszaj ogłoszenia na uczelni.

2. Ogłoszenie równie lakoniczne, w gazecie. Dzwonię, pytam co za lokalizacja? Pan się mnie pyta:
- A gdzie by pan chciał?
No więc myślę - może facet ma kilka ofert? Wymieniam naiwnie "sensowne" okolice, na co słyszę:
- W d*** się przewraca, wszyscy by blisko chcieli!

3. Ogłoszenie - osobne wejście, oddzielna kuchnia, dobra lokalizacja - no wypas. Dzwonimy, umawiamy, lokalizacja faktycznie super. Na miejscu - obskurne podwórze starej kamienicy, rozpadające się schody. Otwiera niedołężna babuleńka. Osobnego wejścia brak, babuleńka mieszka z synkiem, kuchnia - no jest oddzielona od pokoju. Całe mieszkanie śmierdzi stęchlizną. Babuleńka z mieszkania nie wychodzi, a syna często nie ma, ktoś się nią musi zająć... to postanowili wynająć pokój studentom.

4. Pokój w wynajmowanym mieszkaniu. Otwiera nam lokator drugiego pokoju. Pokazuje nam dwuosobowy pokój, którego dotyczy ogłoszenie.
Pokój 3 na 3 metry, za umeblowanie robi kozetka, materac od wersalki położony na podłodze i szafa. Dwie osoby. Jasne. Lokator spisuje do nas numer telefonu, właścicielka będzie sobie wybierać do kogo zadzwonić. Na jakiej podstawie? On też nie wie.

5. Piekielni okazaliśmy się my.
Ogłoszenie o wynajmie mieszkania. Dwupokojowego. W cenie pokoju. Lokalizacja - przeczytałem Świętej Katarzyny. O szlag, ścisłe centrum.
Szok! Gdzie jest haczyk?
Pani mówi, że jest ogrzewanie etażowe. Co to jest? A że się pali węglem w jednym piecu. Stwierdzam, że za tą kasę dam radę machać łopatą z węglem. Umawiamy się. Pani mówi "Państwo podejdą pod kościół i zadzwonią, ja tam podejdę i zaprowadzę".
OK, stoimy pod kościołem we Wrocławiu na ulicy Świętej Katarzyny, dzwonię, mówię gdzie jesteśmy... Pani zaczyna się śmiać.
O co chodzi?
W ogłoszeniu pisało Święta Katarzyna, nie Świętej Katarzyny. A Święta Katarzyna to miejscowość, nie ulica we Wrocławiu :).

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 565 (591)

#23173

(PW) ·
| Do ulubionych
Przez krótki okres czasu dawno temu pracowałem w kiosku ruchu. Byłem wrednym skur*lem, który nie sprzedaje papierosów nieletnim.

Sytuacja 1:
Widzę z daleka zbliżającego się na oko 16-letniego macho, w towarzystwie dwóch panienek. Gostek żel na włosach, ciemne okulary, rozchełstana koszula... Podchodzi toto do lady, opiera się nonszalancko i rzuca od niechcenia:
- Marlboro lighty.
Na co ja, podobnym tonem:
- Dowód osobisty.
Macho oklapł, spojrzał na mnie spod byka, rzucił "kur**ą macią" i oddalił się szybkim krokiem, zostawiając z tyłu dwie roześmiane koleżanki.

Sytuacja 2:
Na półeczce pod okienkiem ląduje mi kartka. Wychylam się - dziewczynka nie sięgająca do okienka głową. Czytam tą kartkę, a tam:
"Proszę sprzedać mojej córce papierosy dla mnie.
Mama".
Zrobiłem facepalma i odmówiłem.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 613 (637)