Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Bestatter

Zamieszcza historie od: 1 października 2015 - 22:51
Ostatnio: 21 stycznia 2017 - 7:14
O sobie:

Śmierć jest moim życiem.

  • Historii na głównej: 46 z 52
  • Punktów za historie: 18640
  • Komentarzy: 285
  • Punktów za komentarze: 2120
 

#76713

(PW) ·
| Do ulubionych
Robiliśmy wczoraj pogrzeb w mieście oddalonym o 130 km od naszego. Ja to na parafialkach bywa - lokalsi kopią, my rozkładamy tylko nasze klamoty, ceremonia, składamy się, oni zakopują.

Działania zakończone i pakujemy się do aut, czyli karawanu oraz busa technicznego, by do dom śmignąć, bo zady wymarznięte niemiłosiernie.

Po drodze stop na obiad w przydrożnej knajpie.

Wleźli, płaszcze zdjęli, ostał się entourage w stylu Man in Black.

Nawet nie zdążyliśmy zamówić, gdy państwo od stołu obok wstali, w przestrzeń rzucili: "w takim towarzystwie my nie będziemy jedli" i wyszli...

knajpka

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 176 (Głosów: 250)

#76657

(PW) ·
| Do ulubionych
Warto czasem posłuchać fachowca. Naprawdę.

Jako że do biura mojemu wspólnikowi udaje się mnie zagnać pod groźbą kremacji żywcem, toteż o siódmej rano, wraz z pracerzami, wbijamy sobie młot udarowy w zmarzlinę.

Ekshumacja po czterech latach, zatem kółko różańcowe z sanepidu, rodzinka sztuk dwie, nadzór prokuratorski i cały ten klub łypie nam na ręce.

Sprzęt przygotowany, wszystko przepisowo, przebiwszy zmarzlinę, machamy łopatami aż miło i sondujemy zgłębnikiem, ileż to nam jeszcze do szanownego nieboszczyka zostało. Dotarłszy do trumny, okopaliśmy ją i próbujemy wydobyć w całości, jednakże czas zrobił swoje, wiadomym się stało, iż rozpadnie, trudno - wyciągamy szczątki ze skrzynki.

Wzułem kombinezon, maskę, przyłbicę oraz resztę rynsztunku bojowego i proszę szanowną widownię o odsunięcie się, szczególnie zaś rodzinę.

- Hurrr, durrrr, tato, my mamy prawo, a to, tamto, siamto.

Ok.

Wieko raus, państwo zerkają zaciekawieni, po czym obrót i rzyg wielobarwny dwuosobowy. Pan na glebę, pani kulturalnie w szalik.

Mówiłem by się odsunąć?

Cóż, po czterech latach w ziemi, człowiek wygląda raczej nieszczególnie, a i wonieje tak jadowicie, jak intensywnie. Mi to pikuś, maska wchłonie każdy odór, a widok nie rusza, jednak dla "laika" efekt powyżej opisany, jak w banku.

Jako epilog historii dodam, iż przy pożegnaniu z państwem, ani jedno ani drugie nie zauważyło wyciągniętej ręki - ot brzydzili się niebożęta, co najmniej, jak bym szanownego rodziciela po kawałku, gołymi łapskami wydłubywał...

Słowem - Polak zawsze wie lepiej. Jednak fachowiec, też Polak (zazwyczaj) lepciej.

jak zawsze cmentarz

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 388 (Głosów: 428)

#76658

(PW) ·
| Do ulubionych
Pozwolę sobie, w ramach sraczki pisarskiej, popełnić drugi wpis pod rząd, jednak historia mocno mnie uwiera...

W ramach kanikuły Świąteczno - Noworocznej oraz przypadającej w tym okresie naszej małej, prywatnej rocznicy, stwierdziliśmy z Zielonooką, iż w opaleniźnie nam bardziej do twarzy i polecieliśmy jej nabywać w dość dalekie miejsce.

W hotelu, mieliśmy nieszczęście nadziać się na parę rodaków, którzy za święty swój honor (szczególnie pan), uznali zbratać się z jedynymi współobywatelami, napotkanymi na tej obczyźnie. Nieszczególnie nam to pasowało, bo po to się ucieka gdzie pieprz rośnie, aby pobyć z Nią / Nim, jednak w pierwszy wieczór, od stolika wypędzić niezbyt wypada.

Cóż, siedzimy, gwarzymy, lokalne trunki popijamy, aż panu, nieco już podlanemu likworami, zebrało się na wyznania względem rozwodu.

Przyznam - lekko mnie rzuciło, mimo że wchłonięty alkohol powinien mieć skutki łagodzące.

Owóż pan, wraz ze swoją już ex małżonką, wybrali się gdzieś na seksparty, które to wyczyny, rzeczony chytrusek uwieczniał przy użyciu kamery. W ten sposób zdobyte dowody "zdrady", zataszczył do adwokata, historię ubrał w należyty scenariusz i bach - rozwiódł z orzeczeniem o winie, ponoć w trybie turbo ekspresowym.

Zgodnie wstaliśmy od stolika i z moją Towarzyszką oddaliliśmy na możliwie dużą odległość.

Wiecie Państwo, cała ta opowiastka choć i smutna i żałosna, jednak blednie przy fakcie, iż słuchała jej i chichotała w najlepsze z zadowolenia, młodsza sporo niunia wątrobianka, wpatrzona w tego fajfusa po wielokroć przełamanego, jak pop w cerkiewną ikonę.

Żałosne i obrzydliwe. Tylko tyle i aż tyle.

wywczasy

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 286 (Głosów: 332)

#76432

(PW) ·
| Do ulubionych
Dom, w którym mieszkamy, kupiliśmy z Zielonooką w ramach rynku wtórnego, niespełna dwa lata temu.

Niczym nienormalnym, w takich sytuacjach, jest przychodząca na poprzedniego właściciela korespondencja, reklamy i inne duperele. Niestety, pewna część korespondencji nadsyłana jest z firm windykacyjnych wszelkiej maści, najwyraźniej poprzedni właściciel, niech mu będzie Kowalski miał spore długi. Bywa, jakoś papierowy spam mi nie przeszkadza, swój krótki żywot kończy w kominku, a listowy wie, że awiz na Kowalskiego się tu nie zostawia.

Dzisiaj miarka się przebrała.

Zielonooka w pracy, ja wojuję przedświątecznie w domu, Młoda wiesza pierepałki na tarasie. Przyłazi - "Tato, jakiś facet chodzi po ogrodzie".

Eeeee?

Wyłażę, a jegomość "I co panie Kowalski, było się chować? Długi się płaci, bla bla bla". "Człowieku, jam Bestatter, nie Kowalski". "Taaaaak, a adresik się zgadza, ja was znam, pieniądze pożyczać, bla bla bla", łeb, niczym katarynka, wentyluje się dalej.

Wydarłem się na gadzinę, nadużyłem słów, powszechnie uważanych za obraźliwe, wypieprzyłem za furtkę, przy obietnicach imć windykatora, że on tu wróci, że policja, że to tamto...

No cóż... Na tak zwane zaś, jeśli do niego dojdzie, narychtuję trytytki, wezmę w jasyr i przykuję do jabłonki, po czym zawoławszy szkiełów, oskarżę o wtargnięcie.

Przyznaję - sytuacja z pogranicza absurdu, gorzej, gdyby mnie nie było, a w domu tylko płeć piękna, bo cham był bezczelny do granic wytrzymałości materiału.

dom

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 222 (Głosów: 300)

#76270

(PW) ·
| Do ulubionych
Pisane ku przestrodze.

Zwracajcie Państwo uwagę na rachunki od dostawców mediów. Czasami upraszczanie sobie życia, może się zemścić.

Tło:

Ogrzewam dom i wodę gazem. Faktura przychodzi na mój mail, a PGNiG obciąża mój rachunek bieżący. W listopadzie ub. roku, otrzymałem rachunek w wysokości nastu tysięcy - okazało się, iż przez cały rok wystawiali fv. na abonament oraz jeden m3, po czym, w listopadzie, przyszedł pan, spisał licznik i łupnęli za cały rok. Zębami zazgrzytałem, cóż było robić - zapłaciłem i odwiedziwszy dział sprzedaży, zażyczyłem, by faktura przychodziła co dwa mce, zgodna z faktycznym zużyciem. Załatwione - zapomniane.

Akcja.

Ubiegły tydzień, otrzymuję wezwanie do zapłaty, w formie listu poleconego, nie zaś maila, jak rachunki. Kwota: 9822 zł. K...aaaaaaaaaa! Dzisiaj, uzbroiwszy w dokumenty, odwiedziłem siedzibę łachudrów gazowników. I dowiedziałem, że:

- faktycznie, rok temu zażyczyłem faktur bieżących, nie zaś prognozowanych,
- faktycznie, mam na to papiór w garści,
- niestety - oni tego w SYSTEMIE nie mają i SYSTEM naliczał wg starego schematu,
- niestety - masz Pan, panie Bestatter jeszcze cztery dni na uregulowanie rachunku.

Profesjonalny uśmiech Gasfrau.

Wnioski.

- W swoim mniemaniu załatwiłeś coś u molocha - sprawdź dwa razy.
- Nie bądź leniwym cepem, jak autor tej historyjki i otwieraj oraz sprawdzaj maile z fakturami.
- Sprawdzaj to, co Ci z konta wychodzi...

PS. Oczywiście - mam kwit z podpisami. Oczywiście - mam rację, a sądy sądzą. Oczywiście - do czasu korzystnego dla siebie wyroku, mogę zgromadzić familii materace obok kominka, a kąpać w zimnej wodzie.

rachunki

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (Głosów: 224)

#76245

(PW) ·
| Do ulubionych
Wyzyskiwacz i cham - to ja.

Wczoraj, w ramach okazji towarzyskiej, w pięć par zasiedliśmy sobie w restauracji, zamówienia złożyliśmy i sącząc napoje, wiedliśmy rozmówki.

Jako że w kałdunie burczało, rzuciłem stwierdzeniem, iż "moje Kochanie oszczędziło sobie roboty i nie nakarmiło dzisiaj, bo pod wieczór knajpka".

I wówczas, od jednej z Pań, która towarzyszyła naszemu druhowi, dowiedziałem się, że to seksizm, że jak, że co - miejsce kobiety jest w kuchni? Że to upokarzanie itepe itede...

Żuchwa zwisła, na nic były tłumaczenia, iż w normalnym domu, w normalnej rodzinie, dzieli się obowiązki, no właśnie - normalnie. Czyli - on zamiata liście, grabi trawnik, targa klamoty po ogrodzie, ona robi żer, ponieważ, gdyby odwrócić role, wyszłoby nieefektywne kuriozum.

I że skoro Zielonooka nie ma zleceń i piątunio spędza w domu, a Bestatter nosi nagrobki, to normalne, że wróciwszy do chałupy, chciałby opędzlować kawałek krowy... Zaś gdy Zielonooka zasuwa jak mały parowozik, to Bestatter poleruje podłogę i płodzi smakowitości oraz kocyk składa, by czekał na panią, przełożony przez sofę.

Ja nie wiem, może jestem jakiś nieprzystający, jednak myślę, iż związek to partnerstwo - wzajemne uzupełnianie, pomoc w każdej czynności. Troszkę firmy - pion X ma wolne moce, to wykonuje zadanie, gdy pion Y robi coś innego. Takie proste i zwykłe uzupełnianie... Jeśli mam grubo ponad dwa metry długości, to ja myję okna, a skoro Zielonooka jest mistrzynią świata w robieniu klusek, to je produkuje i karmi familię.

Wydaje się proste. A jednak nie...

EDYTA: Poczytałem komentarze i się względem niektórych odniosę. Dzięki technice i narzędziom, kobieta wykona mnóstwo "męskich" prac równie efektywnie jak facet - to oczywiste. Ale tam, gdzie trzeba pofizolować, już nie - przykro mi, taka płci natura - prosty przykład: mokrych liści z ogrodu zgarnąłem jakieś czterdzieści worów. Komu łatwiej to przenieść? Mnie, czy kobiecie? Drewno do komina - dwie przyczepy ciągnika. Rozładować, porąbać, ułożyć w drewutni. No niestety - zrobię to szybciej i efektywniej. Mam dłonie jak łopaty, więc gdy komuś urwie się guzik, łatwiej igłą operować kobiecie.

Hasło "Kobiety na traktory" miało swój urok, jednak w życiu codziennym sprawdza sie kiepsko.

I taka mała dygresja, w ramach rozpętanej w komentarzach burzy światopoglądowej - skoro zwykłym i poniekąd uprawnionym stwierdzeniem jest to o "zamykaniu kobiet w kuchni", to dlaczego zamyka się mężczyzn na przodku w kopalni? Jakoś niewiele Pań realizuje się w karierze sztygara przodowego bądź operatora pieca hutniczego czy też grabarza.

knajpa

Skomentuj (121) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 335 (Głosów: 453)
zarchiwizowany

#76249

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Był dziś u mnie sąsiad, pożyczyć jakiś przyczłap do bulgulatora i zrelacjonował swój pobyt w jednym z podkarpackich miast.

Okraszony kwiatkiem z tamtejszej stacji orlenu:

- Proszę Newsweeka.

Zapowietrzona sprzedawczyni.

- My tu takich antypolskich szmat nie sprzedajemy!

Badummmm pisssss

stacja paliw

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (Głosów: 195)
zarchiwizowany

#76191

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Półtorej godziny wycięte z życiorysu...

A wszystko zaczęło roztrzepaniem Młodej, która, zabierana w sobotę na weekend z małym plusem przez swą rodzicielkę, zapomniała ode mnie z domu zabrać telefonu ;)

Ex miała przywieźć ją dzisiaj o 14:00. Czas minął, dzwonię. Nie odbiera - raz, drugi, ochnasty. Grrrrrrrrrrr, no szlag. Nie jestem panikarzem, nie dzwonię po zaprzyjaźnionych prosektoriach w takich sytuacjach ale czas płynie, a spóźnienie rośnie, wraz z nim wali się dalszy plan dnia.

W końcu - Ex dzwoni do mnie: "Stoję przed furtką, pomóż Młodej z bagażem". Córa uściskana i wysłana do chałupy, a (szczęśliwie) byłej żonie tłumaczę dobitnie, że gdy jest z Mychą w podróży, to ja sobie nie życzę, by kitrała telefon w bagażniku, na dodatek sie spóźniając, bo mi żyłka ździebko pulsuje.

Bogowie wszelacy świadkami, że głosu nie podniosłem, klątwy nie latały, acz fakt - basisko mam tubalne, jak gdyby wydobywało z wnętrza muszli klozetowej.

Na to z auta gramoli się jegomość i dawaj do mnie z łapami i "ch..ju, nie będziesz mi na kobietę krzyczał", czy coś w tym guście. Przyznaję - bardziej się zdziwiłem, niż wystraszyłem, bo choć naście lat młodszy, to jakieś metr osiemdziesiąt w kapeluszu. Słowem - jak by spaniel chciał pogryźć doga.

Czupurka ująłem za szmaty i wyjaśniłem, że fakt, iż smakują mu resztki po mnie, nie uprawnia do wpieprzania między wódkę a zakąskę, oraz, że drugi raz powtarzał nie będę, bo stanie się tu czyjaś krzywda.

Obróciłem się na pięcie i targając bagaż Młodej, polazłem do domu.

Koniec? No nie.

Dzwonek do furtki: "Policja, proszę otworzyć"

Okazało sie, ze szanowna ex powiadomiła naszych mundurowych o napaści na jej wybranka itepe itede. Mundurowym zdarzenie opisałem, nagranie z kamery od fondu domu pokazałem, ex kpiącego esemesa wysłałem.

Ale cóż, półtorej godziny poszło w krzaki i zamiast pojechać na basen, wkurzony wyżywam się na Piekielnych...

EDYTA:

Ha - przynajmniej Zielonoka, gdy do dom wróci, nie obwarczy z otwarte w dzień roboczy piwska, bo "LaBella, to na nerwy skołatane" :D:D:D

ulica

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (Głosów: 149)

#76168

(PW) ·
| Do ulubionych
Uprzedzam - historia z bardzo wulgarną treścią.

Człowiek, mając lat czterdzieści z dużym ogonem, wydaje się być impregnowany na wiele rzeczy, w tym uczucie zażenowania w licznych sytuacjach. Nie do końca jednak...

Poszliśmy z Młodą do kina. Film (polecam): "Fantastyczne zwierzęta i (coś tam)".

Kukurydza zakupiona, siad płaski na sali i czekamy na obrazki. Dużo widzów, większość to młodzież oraz dzieci wraz z rodzicami.

Chrupiemy ten nieszczęsny popcorn, a nagle słyszę, wypowiedziane normalnym, bynajmniej nie ściszonym głosem, zdanie:

"Tak mi zerżnął d...ę, że dzisiaj sr...am krwią i spermą"...

Młoda czerwona jak burak, wokół nagła cisza, odwracam się we fotelu, a tam dwie mamcie z dziećmi opowiadają sobie historyjki...

Cholera - naprawdę? W kinie? Przy dzieciach, swoich i obcych? No k...a...

kino

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 367 (Głosów: 387)

#76025

(PW) ·
| Do ulubionych
Ludzka durnota, niczym damska torebka - bezdenna.

Jako, że ostatnio trup ściele się gęsto i w zasadzie dzień w dzień mam we firmie akcję "wszystkie ręce na pokład", toteż na prace przydomowe czasu nie staje i do jednej z grubszych nająłem "fachowców", by dach mej odziedziczonej po przodkach kamieniczki poratowali.

Zadanie: wleźć na dach (budynek dwupiętrowy), wyczyścić i zakonserwować rynny od wewnątrz oraz uszczelnić miejsca łączeń papy, jakie zaznaczyłem żarówiastym sprayem. Podobną robótkę onegdaj machnąłem własnoręcznie w jeden dzień.

Fachowcy - szef i pracerz przybyli dzisiaj rano, klucze od klapy na dach odebrali i wio, ja zaś na cmentarz.

Wracam wraz ze zmierzchem, przekonany, że już końcówka zmagań majsterków, zostanie odbiór i forsa do wypłacenia. Włażę na dach, a tam mistrzowie dekarscy, zgrabnie oparci o komin, pojadają sznytki, aby łatwiej chlebuś przez gardziołka przechodził, zwilżali je intensywnie wyrobem piwopodobnym "Tyskie", rozpracowując drugi czteropak...

Mordę rozdarłem, obydwu kamikadze dla ubogich popędziłem won i zadumałem nad ludzką durnotą...

W sensie: dach, rynna, krawędź i piwsko w łapie. Czy tylko mnie się to nie zgrywa?

Fachowcy

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 291 (Głosów: 303)