Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

DieDerDas

Zamieszcza historie od: 19 lipca 2017 - 15:56
Ostatnio: 31 sierpnia 2017 - 18:01
  • Historii na głównej: 6 z 6
  • Punktów za historie: 982
  • Komentarzy: 16
  • Punktów za komentarze: 82
 

#79754

(PW) ·
| Do ulubionych
Na wstępie zaznaczę, że nie jest to kolejny pojazd na matki, ojców oraz dzieci. Opiszę po prostu trzy sytuacje, które spotkały mnie na przestrzeni ostatniego roku.

1. Sklep odzieżowy, w nim dwie przymierzalnie a przed nimi długa kolejka, w ogonie której stoję ja. Zza obu kotar dobiega coś w stylu: „Cio się bawisz? Oj ti, ti. Nie bawimy się. Dziubeczek ładnie je.” Mamy karmiące... Panie z początku kolejki zaczynają się burzyć, wnerwiać, słychać głosy, że przymierzalnia to nie miejsce na karmienie. Obsługa milczy, stojąc bez ruchu, a mamuśki niezrażone dalej w ten deseń. Zrezygnowałam z zakupów, większość pań zrobiła to samo. Odkładamy ciuchy i wychodzimy, na co obsługa zaczyna biegać za nami i prosić o jeszcze chwilę cierpliwości.nNiestety nie da rady.

Godzinę później na chodniku chyba mijam owe mamcie, idą obok siebie, pchają wózki nie zważając na to, że chodnik wąski, że inni chcąc je minąć/wyprzedzić, muszą zejść na ulicę.

2. Kebab bar. Stoję przy barze, składam zamówienie i rozglądam się za wolnym stolikiem. Przy jednym z nich siedzi sobie rodzinka, właśnie skończyli jeść pizzę. Tatuś odnosi talerze do okienka a mamusia kładzie na stół dziecko i zmienia mu pampersa. Wszyscy mogą oglądać obsraną dupę dwulatka. Smród niebywały. Obsługa nie reaguje. Jedzący denerwują się, dobitnie dając znać co o tym myślą. Mamunia zachowuje się tak jakby nie słyszała co się dzieje wokół. Ludzie wstają, wychodzą, żądają zwrotu pieniędzy. Obsługa nie chce się zgodzić... Miałam szczęście, że nie zdążyłam zapłacić.

3. Restauracja przy trasie nad morze, słynna dzięki kulinarnym rewelacjom emitowanym w telewizorni. Ruch duży, trzeba czekać na wolny stolik. Kelnerki pytają gości w ile osób przyjechali, żeby posadzić ich przy odpowiednim stoliku.

Pewien mężczyzna ignorując ich pytanie siada przy dużym stole, przy którym zmieściłoby się spokojnie sześciu dorosłych. On jest z żoną i dziećmi i on będzie tutaj siedział. Obsługa odpuszcza, przyjmuje zamówienie. Przychodzi żona, za rękę trzymając dziewczynkę, na oko 3-letnią, a pod pachą dzierżąc chłopca – mógł mieć z rok, może półtora.

W końcu i my doczekaliśmy się wolnego miejsca. Siadamy przy wskazanym stoliku, tuż za którym znajdował się kącik dla dzieci. Jak już wspomniałam ruch duży, na zamówienie trzeba czekać około 30 minut.
Dzieci wspomnianej wyżej pary zaczynają się nudzić, dziewczynka biega między stołami, a chłopiec płacze. Tatuś wpatrzony w smartfon, nie odrywa od niego wzroku, a żona biega po lokalu za córką, z ryczącym niemowlakiem na rękach. Usiedli w końcu w kąciku zabaw.

Trzylatka zaczęła niemiłosiernie napieprzać drewnianym liczydłem o stół, a chłopiec doskonaląc technikę chodzenia, złapał się oparcia mojego krzesła i zaczął radośnie piszczeć. Mama patrzy na nich z szerokim uśmiechem, a tatuś też z szerokim uśmiechem nadal patrzy w smartfon.

Noż kurfa, nie po to stałam tam 15 min czekając na wolne miejsce i nie po to zapłaciłam niemałe pieniądze za obiad, żeby jeść go w takich warunkach.
Zwracam się do matki:
- Proszę, niech pani zapanuje nad dziećmi.
- Dzieci, idziemy! – słyszę na to – Ta pani nie lubi dzieci!

I zabrała ich do stolika, przy którym siedział tatuś. Wskazała mu na mnie palcem, mówiąc coś zapewne bardzo miłego. Przez cały czas rzucali mi mordercze spojrzenia, pewnie życząc żebym udławiła się posiłkiem.

A tym czasem ja bardzo lubię dzieci. Do tego stopnia, że pracuję z nimi codziennie w szkole.

dzieci rodzice przestrzeń publiczna

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (161)

#79753

(PW) ·
| Do ulubionych
Mamy dwa koty i psa.

Pierwszy kot trafił do nas rok temu. Zabraliśmy go spod marketu. Małe, czarne, wychudzone i okrutnie brzydkie stworzenie. Po doprowadzeniu go do względnego porządku okazało się, że jest prawie cały biały, oprócz kilku czarnych plamek na łepku i grzbiecie. W uszy miał wepchnięte gumy go żucia, a na brzuszku ślady po podpalaniu.

Drugiego znaleźliśmy w październiku. Cudowna, puchata kuleczka. Wyglądał, jak ze zdjęć z kalendarza. Był przywiązany do naszej bramy.

Pies jest z nami od tygodnia. Czteromiesięczny, bezbronny, przerażony. Ze strachu warczał na nas i sikał pod siebie. Ktoś musiał przerzucić go przez ogrodzenie, nie dostałby się na podwórko w żaden inny sposób.

Kochane, wspaniałe zwierzęta. Chyba powinnam być wdzięczna tym szmaciarzom, dzięki którym mogę się cieszyć ich obecnością w moim życiu.

zwierzęta źli ludzie

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (157)

#79441

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem alergikiem, co roku latem cierpię na różne dolegliwości z tym związane. Jedną z nich jest zwiększenie wydzielania śluzu przez oskrzela, czego konsekwencją są duszności i silne bóle w klatce piersiowej.
Jest to dla mnie naprawdę uciążliwe, praktycznie nie mam siły normalnie poruszać się i mówić, a dzięki podwyższonej temperaturze i zawrotom głowy, nie daję rady utrzymać pozycji pionowej dłużej niż pięć minut.

Kilka dni temu, po raz pierwszy w tym roku, znów przyszło mi walczyć o oddech. Stary inhalator nie przynosił ulgi, musiałam zatem udać się do lokalnego ośrodka zdrowia.

Jak się okazało, lekarz przyjmował od godziny 15. O 14:45, dysząc i świszcząc jak parowóz, siedziałam już w poczekalni, zależało mi na tym, by być jedną z pierwszych. Ubiegła mnie jednak para sympatycznych staruszków.

Siedzimy więc i czekamy na doktorka. Ten zjawia się punktualnie, prosi jednak, byśmy poczekali jeszcze chwilę. Widząc mój pogarszający się stan, moi towarzysze proponują, żebym weszła do gabinetu przed nimi. Czekamy dalej.

W tym czasie do poczekalni wchodzi młoda kobieta, na pierwszy rzut oka ciężarna:

- Ja wchodzę pierwsza! Jestem w ciąży! - oznajmia bez przywitania i staje przed drzwiami gabinetu. Rękę położyła na klamce, chyba w obawie, że ktoś jednak ją wyprzedzi.

Stoi tak i patrzy na nas. Było widać, że dobrze się czuje, wyglądała naprawdę zdrowo, fryzura, makijaż i buty na wysokim obcasie tylko potęgowały ten efekt.

- My byliśmy pierwsi, a poza tym pani tak źle się czuje… - mówi dziadek, wskazując na mnie.
- A co mnie to obchodzi? Ja jestem w ciąży! Ciężarne mają pierwszeństwo!
- Ale widać, że akurat pani czuje się dobrze, chyba może pani poczekać!
- A co mnie to obchodzi? Ja jestem w ciąży! Ciężarne mają pierwszeństwo! - powtórzyła swoją kwestię, ani na sekundę nie puszczając klamki.

Oczywiście weszła pierwsza, dziadek odpuścił dyskusję, a ja nie miałam siły wziąć w niej udziału. Może i dobrze, bo pewnie byłoby burzliwie.

Żeby była jasność: rozumiem, że kobiety w ciąży należy traktować szczególnie, ułatwiać im życie, przepuszczać w kolejkach, ustępować miejsca itp. Rozumiem też, że mogą czuć się źle, nawet kiedy tego po nich nie widać. Ale nie znoszę ciężarnych wykorzystujących swoją pozycję, roszczeniowych, mających wszystkich i wszystko gdzieś, bo: "ja jestem w ciąży".

A co mnie to obchodzi?

słuzba_zdrowia ciężarne

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (174)

#79447

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia sprzed roku.
Wracając z pracy, postanowiłam wstąpić do marketu po drobne zakupy. Po parkingu kręcił się lokalny żul, o przydomku Mucha. Wszyscy w miasteczku go kojarzą, jest bardzo charakterystyczny i niekiedy bardzo namolny.

Mucha mieszka w baraku socjalnym, nie musi płacić za rachunki, ubiera się w to co wygrzebie z kontenerów, je to co uda mu się ukraść lub wyżebrać. Każdą złotówkę, która wpadnie w jego ręce przeznacza na środki, które wprowadzają go w stan nieważkości. Co wieczór radośnie lewituje nad chodnikami. Praca? 8 godzin żebrania pod marketami.

Mężczyzna podszedł do mnie, byłam pewna, że znów usłyszę, że chce 2 zł na chleb. Jednak nie tym razem:
- Przepraszam, czy mogłaby pani kupić mi coś do jedzenia?
- Odpuść sobie wino, będziesz miał na chleb – odparłam krótko, ale on dalej szedł za mną i zawodził:
- Jestem taki głodny, od wczoraj nic nie jadłem… Naprawdę… Nie chcę pieniędzy, tylko jakieś jedzenie, chociaż makaron…

Oczywiście zmiękłam, nie można pozwolić by bliźni głodował, trzeba nakarmić nawet taką łajzę.
- To co mam kupić? - pytam i słyszę:
- Tak ze 30 jajek, z 2 kilo mielonego wołowego, paczkę kawy, ser, jakieś słodycze… - zaczął wymieniać, a ja myślałam, że facet żartuje.
- Mogę ci kupić makaron, o który prosiłeś, zapomnij o mielonym.
- Ale dlaczego? Co to takiego? Pani chce żebym był głodny? – oburzył się – Czy ja nie mogę zjeść jak człowiek? – naprawdę nie rozumiał, jak mogłam mu odmówić.
- Jak chcesz jeść mięso, to sobie zarób na nie. Daj mi spokój.

No i poszedł oburzony, przeklinając pod nosem. Gdyby poprosił o coś tańszego pewnie kupiłabym mu to. Uważam jednak, że stawianie takich żądań (wiem, że nie są to produkty luksusowe, ale jednak) jest bezczelnością.

Chciałabym żeby zdrowych, zdolnych do pracy ludzi (jak opisany żul) obowiązywała zasada: Nie pracujesz – nie jesz.

żul market żebranie

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (171)

#79282

(PW) ·
| Do ulubionych
Bydgoszcz, skrzyżowanie ul. Sieńki z ul. Ogińskiego. Scieżką dla rowerzystów kroczą dumnie dwie kobiety, jedna z nich pcha przed sobą dziecięcy wózek.

W pewnym momencie dobiega z niego płacz małego obywatela. Kobiety zatrzymują się, nachylają nad wózkiem (będąc cały czas na ścieżce) i przez jakiś czas słychać tylko coś w ten deseń: "Ziobać cio mam dla pępuszka, misiulek, pępulek, dzidziunia, aj ti, ti, cio chciała rybulka, pusiek oklusiek, bobasek pultasek (...)" Serio.

W międzyczasie na horyzoncie namalowało się trzech rowerzystów, jadących od strony ul. Powstańców Wielkopolskich. Stojąc przy przejściu dla pieszych, znajdowałam się od nich dalej niż bohaterki historii, ale doskonale słyszałam, jak wołają do pań, prosząc o przejście na chodnik.

Kobiety podniosły głowy do góry, obrzuciły panów spojrzeniem, ale pozycji nie zmieniły ani o krok. Mężczyźni musieli chwilowo wjechać na chodnik, który na szczęście był prawie pusty. Jeden z nich znacząco popukał się w czoło, drugi pokazał im środkowy palec. Kiedy już przejechali, między paniami wywiązał się następujący dialog:

- Gnoje niewychowane! W dupę niech sobie ten palec włoży, pe*ał!
- No po*eby, ślepe, że z dzieckiem idę, ku*wa! Cio mój dziubasku śłodziuśki?

Zmieniło się światło, przeszłam na drugą stronę ulicy, a one dalej stały na tej ścieżce pewnie pępuszkując i ku*wując na zmianę.

Bydzia

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (206)

#79284

(PW) ·
| Do ulubionych
Bydgoszcz. Po udanych zakupach, chcę wrócić na swoją wiochę. W tym celu udaję się na przystanek i spokojnie czekam na autobus. PKS podjeżdza, zadowolona wsiadam, witam się z kierowcą i melduję gdzie będę wysiadać. Standardowa procedura.

Pan kierowca natomiast, po wydaniu mi biletu zachowuje się niestandardowo, podchodzi do pasażerki siedzącej dwa rzedy za nim i bardzo głośno mówi:
- Znalazła już pani te pieniądze?
Kobieta wydawała się być lekko speszona tym, że ściągnał na nią uwagę wszystkich pasażerów.
- Och... Tak, tak już będę ich szukać...- wybąkuje - Dam panu w trakcie jazdy...
- Dopiero teraz szukać? Teraz to ma mi je pani dać, a nie szukać! Daje pani te pieniądze i kupuje normalnie bilet albo kończy pani podróż na tym przystanku.

W autobusie zapadła cisza, kierowca chyba żeby się usprawiedliwić przed nami mówi w przestrzeń:
- Wsiadła na dworcu, mówiła, że portfela nie może znaleźć i tak szuka do tej pory. Za darmo jechać chce!
- Nie mam... - wyszeptała kobieta.
- A więc do widzenia.

Miała naprawdę skruszoną minę, niemalże łzy w oczach. Pomyślałam, że może ją okradli albo zgubiła ten portfel i teraz nie ma jak wrócić do domu. W swej naiwności chciałam już oferować pomoc i zapłacić za nią kiedy...
- Do widzenia - powtarza kierowca. Babeczka zaś wyciąga z torebki portfel, którego nie ma, niemalże rzuca w mężczyznę wizerunkiem Mieszka i z agresją wykrzykuje:
- A masz ku*wa te pieniądze!

Kierowca bez słowa wrócił na swoje miejsce, autobus ruszył dalej. Wysiadając kilkanaście kilometrów dalej kobieta rzuciła do niego:
- Gdyby to nie był ostatni autobus, to chooja bym ci dała!
Nie rozumiem.

pks

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 207 (213)

1