Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Gaja_Z_czekolady

Zamieszcza historie od: 9 lipca 2013 - 20:46
Ostatnio: 28 listopada 2017 - 8:05
  • Historii na głównej: 48 z 57
  • Punktów za historie: 22393
  • Komentarzy: 100
  • Punktów za komentarze: 850
 

#80726

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiadukt, ostry zjazd w dół. Jest ciemno, miejsce niezbyt dobrze oświetlone, idę sobie powoli. Nagle słyszę, jak rowerzysta się drze, żebym się odsunęła. Jedzie ostro w dół, nie użył dzwonka, ledwie odskoczyłam, zanim zrobił mi z tyka garaż.


Kretyn jechał prawą stroną wiaduktu - chodnikiem, przeznaczonym dla pieszych. Lewa strona jest przeznaczona dla rowerów - piękna, równa ścieżka rowerowa, gdzie piesi raczej nie będą wędrować.

wiadukt.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (141)

#80727

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój kot wychował się w rodzinie z dwójką dzieci i należy do rzadkich egzemplarzy, które je lubią. Lubi być noszony, głaskany, do tego nie jest agresywny - jeśli ma dość głaskania, to się odsuwa lub odskakuje, tylko w ostateczności "atakuje" rękę, jednak bez zadrapań czy ugryzień do krwi.

Był u mnie brat z córeczką, a mała kotem się zachwyciła. On ją też polubił. Niedawno zaszczyciła mnie telefonem bratowa z propozycją adopcji Mruczka, bo "Zosia ciągle o nim mówi". W końcu jak zajdę w ciążę i tak kota będę musiała się pozbyć (ach, te mity na temat kotów i ciąży), więc jej zdaniem robią mi przysługę. Poza tym tak ciężko o tak miłego kota, ja nie mam dzieci, więc powinnam oddać swojego i adoptować innego, nawet jeśli okaże się totalną bestią. A że jestem przywiązana? Przecież to tylko kot, nie człowiek, więc szybko mi przejdzie.

Po tym, co jej odpowiedziałam, bratowa prawdopodobnie się więcej nie odezwie. I dobrze.

Rodzinka

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (159)

#80621

(PW) ·
| Do ulubionych
Moje mieszkanie sąsiaduje z 3 innymi. Od głównego, "windowego" korytarza oddzielają nas drzwi, które można otworzyć od zewnątrz tylko kluczem. Ten fakt powoduje problemy z ekipą sprzątającą, która nie ma tam dostępu, więc tam nie sprząta.

Problem starała się rozwiązać moja pedantyczna sąsiadka, emerytka, zostawiając otwarte drzwi (sprzątaczki dalej olewały), wydzwaniając do administracji - bez rezultatów. W końcu, chciała ustawić coś w rodzaju grafika - żeby co jakiś czas każdy z sąsiadów umył podłogę. Moje początkowe zainteresowanie (nie lubię syfu) przystopowała jej argumentacja, że najczęściej klatkę powinnam sprzątnąć ja, bo:

1. Mam kota, a on roznosi po klatce żwirek (kot nie wychodzi, zdarza mu się wybiec na klatkę, gdy go nie upilnuję).

2. Zamawiam zakupy online i dostawcy wnoszą mnóstwo kurzu.

3. Jestem młodą kobietą (pozostali sąsiedzi to mężczyźni), a wiadomo że kobiety powinny sprzątać, a nie faceci.

Obraziła się, gdy zasugerowałam, że jej goście (praktycznie codziennie wpada do niej rodzina albo jakaś sąsiadka) wnoszą więcej kurzu niż mój kot, czy dostawca, więc z tego powodu powinna codziennie sprzątać klatkę.

Projekt "grafik sprzątający" upadł, gdyż pozostali sąsiedzi nie wykazują zainteresowania. Sąsiadka dalej wojuje z administracją.

Klatka schodowa

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (135)

#80521

(PW) ·
| Do ulubionych
Znajoma poprosiła, żebym jej upiekła ciasto na jakąś imprezę.

Ciasto wyszło, ale trochę krzywo. Nie jest to jakaś wielka skaza, ciasto wyrosło i wygląda na dobre. Dzwonię do niej i mówię, jaka jest sytuacja i proponuję, żeby wzięła ciasto albo oddam jej kasę (za składniki + dycha za fatygę). Znajoma miała lepszy pomysł:

- Wezmę ciasto, ale skoro popsułaś, to powinnaś mi kasę oddać.

Znajomej kazałam spadać, kasę przelałam i na pociechę miałam dobre ciasto.

Ciasto

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (146)

#80512

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia zasłyszana od znajomego.

W pociągu zasłabła jakaś dziewczyna. Jeden z pasażerów miał butelkę z wodą, którą zmoczył twarz zemdlonej, próbując ją ocucić. Dość szybko zjawiła się kierowniczka pociągu, która zatrzymała pociąg na przystanku i wezwała karetkę, która zabrała dziewczynę.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, co potem pasażer od wody powiedział do kierowniczki:

- To teraz proszę mi dać bilet za darmo albo zwrócić pieniądze za wodę.

Gość nie żartował, zaczął się jeszcze wykłócać z kierowniczką.

Pociąg

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (115)

#80250

(PW) ·
| Do ulubionych
Mamy różne talenty - ja umiem robić ciasta - i to takie, jakie alergicy lubią - bez mleka, bez jajek, bez glutenu itp. Zaczęłam się tym interesować, bo mój brat ma dużą alergię na laktozę i zawsze był jednym z tych dzieci, które na własnych urodzinach nie mogły spróbować własnego tortu, a na rodzinnych imprezach gapił się ze smutkiem na innych jedzących.

Z czasem zainteresowanie rozwinęło się w małe hobby, a że swego czasu druga połowa była wegańska, to nauczyłam się w taki sposób piec. Drugiej połowy już nie ma, wegańskie wypieki pozostały. Sama weganką/wegetarianką nie jestem.

Odezwała się do mnie jakaś dziewczyna (D), znajoma znajomej, chcąca zamówić wegański wypiek. Raczej się tym nie zajmuję (nie ten level), jednak ona nie chciała nic skomplikowanego, a i mi się miło zrobiło - w końcu ktoś mnie polecił. Omawiamy szczegóły (składniki, koszta) i w końcu zeszło na dietę.

D: - A jak długo jesteś weganką?
J: - Nie jestem.
D: - Jak to?
J: - No nie jestem, wegetarianką też nie.
D: - To niby skąd umiesz piec?
J: - Ex był weganinem.
D: - Nic dziwnego, że cię rzucił.

Potem pisała coś, że nie jest zainteresowana, bo "Nie chce ciasta z składników, które leżało obok padliny". Nawet sugerowała, że używam jajek, skoro jej ideały nie są moimi.

Się potem weganie dziwią, że ludzie negatywnie reagują na ich widok.

Ciacho

Skomentuj (62) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (214)

#80153

(PW) ·
| Do ulubionych
Gaja na rowerze. Miejsce akcji: ścieżka rowerowa, przecinająca się z wyjazdem z osiedla. Teoretycznie, rower ma pierwszeństwo, w praktyce kierowcy często nie widzą roweru, jadą za szybko albo ich przepisy nie interesują. Zawsze jadę tamtędy wolno, miejsce jest bardzo niebezpieczne, ze trzy razy zdążyłam się zatrzymać, zanim samochód omal mnie nie potrącił.

Wczoraj, musiałam kogoś wyjątkowo wkurzyć, bo tuż przed tym wyjazdem, wyminął mnie rowerzysta, wrzeszcząc coś w rodzaju "Co tam kuu**** wolno?"

Jechał za szybko, nie patrząc na wyjazd, skupiając swoją uwagę na mnie. Na szczęście, babka która wyjeżdżała z osiedla, jechała bardzo ostrożnie i zatrzymała się, gdy gościu wyskoczył jej przed samochód, jadąc spokojnie z 30 km/h.

Pierwszeństwo jest bardzo fajne, ale szczególna ostrożność dużo lepsza, zwłaszcza dla rowerzystów.

Rower

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (102)

#79580

(PW) ·
| Do ulubionych
Z powodu drobnych dolegliwości musiałam iść do ginekologa. Byłam umówiona na 9.00, szef wyraził zgodę, żebym przyszła później do pracy. Miło z jego strony.

Siedzę sobie spokojnie, gdy obok siada starsza kobieta - miała około 70 lat i zaczyna narzekać na bóle podbrzusza i szereg innych dolegliwości. Milczałam, gdyż wiem z doświadczenia, że jeśli wyrazi się choćby iskrę zainteresowania, to to usłyszy się całą historię choroby. Ta pani nie potrzebowała jednak zachęty i zaczęła wchodzić w szczegóły przemieszczeń, operacji, dolegliwości, nawet pokazała jakąś kostkę (nie wiem, jak po medycznemu się ona nazywa), którą jej włożono. Pewnie, perorowałaby dalej, gdyby nie nadeszła moja kolej. Gdy wstałam, starsza pani wstała również, po czym usiadła rozczarowana, mówiąc "Miałam nadzieję, że się zlitujesz i mnie przepuścisz".

Jak się okazało, kobieta była dziś umówiona do ginekologa na 12.00, liczyła że wejdzie szybciej. Nie weszłaby i tak, bo lekarz wywoływał po nazwisku. Gdy wyszłam 10 minut później, po raz kolejny opisywała szczegółowo przemieszczenie macicy kolejnej osobie - widać bardzo liczyła na to, że ją ktoś przepuści.

Lekarz

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (133)
Olx…
Próbowałam sprzedać dość znaną książkę kucharską. Na allegro można ja kupić za ok 35 zł (bez przesyłki). Z wysyłką będzie pewnie powyżej 40 zł, bo książka jest dość duża. Wystawiłam ją za 25 zł, książka praktycznie nowa, nietrafiony prezent, od grudnia stała na półce. W ogłoszeniu zaznaczyłam, że interesuje mnie tylko odbiór osobisty.

1. 80% odzewu - pytało o koszt wysyłki

2. Sprytny numer 1 - ustalał już odbiór, gdy nagle zażyczył sobie zmiany ceny na 20 zł. Gdy odmówiłam, stwierdził, że książki nie chce, bo może nową za 33 zł zamówić z jakiegoś sklepu z darmową przesyłką. Odpisałam "Spoko". Potem jeszcze, ze 3 razy zagadywał "A może jednak obniżysz?" W końcu, chciał kupić za 25, ale kazałam mu spadać na drzewo.

3. Faworyt numer 2 z Warszawy - kupi książkę za 20 zł, ale mam mu ją wysłać na swój koszt. Czyli pewnie zarobiłabym na tym interesie, jakieś 5 zł. Nawet nie odpisałam, a on ciągle nalegał na odpowiedź.

Książkę oddałam za darmo jako fant na koci bazarek, poszła za 45 zł. Miło, że komuś jednak posłużyła.

Tablica

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 186 (196)

#78020

(PW) ·
| Do ulubionych
O parkowaniu. Moje osiedle, podobnie jak inne, cierpi na brak porządnego parkingu. Trzy wieżowce, kamienice, trzy nieduże parkingi, samochodów tyle, że niedługo będą parkować na dachu. Z tego powodu kierowcy parkują gdzie tylko jest miejsce, chodniki i trawniki są regularnie zawalone.

Jestem w stanie to zrozumieć i nie mam do nikogo pretensji, jednak ostatnio ktoś przegiął pałę. Chciałam wyrzucić śmieci i nie mogłam tego zrobić. Śmietniki są u nas schowane w zamykanym na klucz pomieszczeniu gospodarczym, obok wejścia do budynku. Jakiś kierowca "genialnie" zaparkował na chodniku, blokując całkowicie dostęp do drzwi - dało się je uchylić może na 10 cm. Pomysłowi mieszkańcy mojego bloku zaczęli kłaść worki obok auta, ktoś był nawet na tyle "uprzejmy", że wysypał zawartość swojego worka na samochód.

Niedługo później właściciel przeparkował swój samochód, zostawiając po sobie niezły bałagan.

Miejsca parkingowe

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (169)