Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Gaja_Z_czekolady

Zamieszcza historie od: 9 lipca 2013 - 20:46
Ostatnio: 19 czerwca 2017 - 9:32
  • Historii na głównej: 39 z 48
  • Punktów za historie: 21102
  • Komentarzy: 73
  • Punktów za komentarze: 692
 

#78020

(PW) ·
| Do ulubionych
O parkowaniu. Moje osiedle, podobnie jak inne, cierpi na brak porządnego parkingu. Trzy wieżowce, kamienice, trzy nieduże parkingi, samochodów tyle, że niedługo będą parkować na dachu. Z tego powodu kierowcy parkują gdzie tylko jest miejsce, chodniki i trawniki są regularnie zawalone.

Jestem w stanie to zrozumieć i nie mam do nikogo pretensji, jednak ostatnio ktoś przegiął pałę. Chciałam wyrzucić śmieci i nie mogłam tego zrobić. Śmietniki są u nas schowane w zamykanym na klucz pomieszczeniu gospodarczym, obok wejścia do budynku. Jakiś kierowca "genialnie" zaparkował na chodniku, blokując całkowicie dostęp do drzwi - dało się je uchylić może na 10 cm. Pomysłowi mieszkańcy mojego bloku zaczęli kłaść worki obok auta, ktoś był nawet na tyle "uprzejmy", że wysypał zawartość swojego worka na samochód.

Niedługo później właściciel przeparkował swój samochód, zostawiając po sobie niezły bałagan.

Miejsca parkingowe

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (168)
Kontynuacja historii ślubnej.

http://piekielni.pl/77233

Dziś dzwoniła do mnie kumpela z przeprosinami, mówiąc, że jej misiaczka "poniosło". Co więcej, oni rozumieją, czemu nie chcę iść na wesele, no bo przecież nie mam z kim! Jej narzeczony ma jednak rozwiązanie - otóż ma samotnego kuzyna, który nie ma z kim iść, więc znaleźli idealne rozwiązanie, abym poszła na randkę w ciemno z tym kuzynem na ich wesele i nie musiała się wstydzić, że jestem sama. Moja reakcja w postaci odmówienia ich propozycji i wyraźny brak wdzięczności, sprawiły że znajoma się rozłączyła.

Mam nadzieję, że dadzą mi spokój.

Znajoma i ślub

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (187)
Mieszkam na szóstym piętrze, mam dość ładny widok z okna na las i... kota. Postanowiłam zabezpieczyć okna siatką, żeby Mruczek mógł się bawić na balkonie, a ja nie dostać zawału. Siatka jest piaskowa, ma większe oczka niż te tradycyjne, zielone, trochę jednak popsuła widok z mojego okna. Moja ciotka, wieloletnia kociara, uważała zabezpieczenie balkonu za fababerię i zbędny wydatek (firma mi to robiła). No i "szkoda widoku z balkonu".

Ciocia mieszka na piątym piętrze, ma koty od lat i nigdy żaden jej nie wypadł. Dziś dzwoniła i poprosiła o dane firmy, która zabezpieczała mi balkon i okno. Jej kot, Bazieńka, wystraszony czymś wyskoczył z okna "otwartego na moment". Efekt: połamane łapki, przerażony kot, koszta leczenia z 10 razy większe, niż koszt zabezpieczenia okien.

Popsuty widok z balkonu, przestał być dla cioci problemem.

Ciocia i koty

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (208)
Sklep odzieżowy w centrum handlowym. Robiłam w tym sklepie dość często zakupy, więc sprzedawczyni mnie zna - gawędzimy sobie. Poza mną, jedyną klientką jest matka z dzieckiem - weszła dosłownie na chwilę, pokręciła się przy sukienkach i wyszła. Zobaczyłam, że sprzedawczyni przestała się uśmiechać i z chmurną miną tam podeszła, znajdując reklamówkę z papierkami po jakiś słodyczach - widać matce nie chciało się szukać kosza, więc pozbyła się śmieci w inny sposób. Okazuje się, że to nie pierwszy raz i sprzedawczyni nie raz znajdowała śmieci, ukryte po wieszakach z ciuchami. Raz nawet ktoś podrzucił jej... pieluchę.

Co zabawne, w sklepie jest kosz na śmieci, wystawiony specjalnie po to, aby unikać podobnych "niespodzianek".

Sklepik z odzieżą

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (227)
Sezon ślubny. Niedawno wpadła do mnie znajoma z narzeczonym. Dawniej widywałyśmy się dość często, potem znajomość się rozluźniła, miałyśmy jednak ze sobą okazjonalny kontakt. Zaprosili mnie na swój ślub oraz wesele. Jako, że wesel nie znoszę i na nie nie chodzę, podziękowałam za zaproszenie, mówić że nie mogę skorzystać, ale bardzo chętnie wpadnę na ślub.

Jej narzeczony zaczął nalegać i wiercić mi niesamowitą dziurę w brzuchu, pytając dlaczego nie mogę się pojawić - nie dał się zbyć, więc przyznałam otwarcie, że nie przepadam za weselami.

Dziś zadzwoniła do mnie znajoma z informacją, że mam nie pojawiać się na ich ślubie, gdyż jej narzeczony nie chce obecności "sfrustrowanej i zazdrosnej starej panny". Podobno mają nadzieję, że zestarzeję się sama, mając tylko kota u boku.

Znajomi

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 258 (286)
Kwiatek od koleżanki, która zna biegle niemiecki i pracuje jako tłumacz.

Ostatnio zadzwonił do niej klient, ustalili stawkę, przesyła tekst... który jest w języku szwedzkim, o czym klient nie wspomniał wcześniej. Koleżanka dzwoni i zirytowana wyjaśnia, że szwedzkiego nie zna, na co klient odparł:

- Myślałem, że są do siebie tak podobne, że pani to przetłumaczy. W końcu to języki germańskie.


Klient nie rozumiał, czemu koleżanka nie może mu przetłumaczyć dokumentu z języka, którego nie zna, za niższą stawkę.

Janusz oszczędności

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 202 (216)

#76910

(PW) ·
| Do ulubionych
Ferie, ferie i po feriach. Dzwoniła kuzynka z pytaniem, co robię w ferie.

Ja: - No, pracuję, wiesz wolne mają tylko w szkołach.

Ona: - A nie chciałabyś wziąć urlopu? Maja (jej córka) mogłaby może wpaść na tydzień?

Ja: - Nie.

Ona: - Jak to nie?

Ja: - Nie mogę wziąć urlopu, pracuję, a nawet jeśli ostatnie na co mam ochotę to pilnowania Twojego dziecka w moim wolnym czasie.

Ona: - Bezdzietna egoistka - i rozłączyła się.

Dzwoniła w ostatni weekend, pytając, czy mogą podrzucić Maję, bo "w weekendy nie pracujesz, więc masz czas". Odpowiedziałam, żeby znaleźli płatną niańkę, a mi bezdzietnej egoistce, dali spokój. Dobrze, że nie znają dokładnego adresu.

Rodzina

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 340 (362)

#76841

(PW) ·
| Do ulubionych
Postanowiłam wrócić do uczenia języka, żeby sobie trochę dorobić. Moją uczennicą jest Asia, przemiła kobieta, matka dwóch córeczek. Jej mąż pracuje już od paru lat w Szwecji (bardzo dobrze zarabia), postanowili więc się tam przenieść na stałe.

Na ostatnich zajęciach Asia opowiedziała mi trochę o tym, jak jej mąż zaczynał pracę za granicą. Mieszkał z innymi Polakami w wynajętym mieszkaniu. Na początku, podobnie jak inni, pracował fizycznie, nie zarabiał kokosów. Jednak mąż Asi zna angielski, ma jakieś wykształcenie techniczne/budowlane, więc szybko znalazł lepiej płatną pracę - aby to "uczcić" kupił w sobie w Szwecji jakąś drogą, firmową kurtkę. Parę dni później znalazł ją pociętą we wspólnym mieszkaniu. Po tym incydencie szybko się wyprowadził.

Uczennica Szwecja

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 309 (321)

#75969

(PW) ·
| Do ulubionych
GLS, czyli idziesz na rękę, a i tak mają Cię w d****

Zrobiłam spore zamówienie w pewnym sklepie - dwie spore paczki, każda około 10 kg. Nie mam auta, wszystko cięższe niż 5 kg to udręka, więc bardzo zależało mi, aby te paczki doszły, gdy będę w domu. Szef zgodził się, żebym pracowała zdalnie w dniu, kiedy kurier przyjdzie, zmieniłam więc dyspozycję daty dostawy (GLS ma taką opcję) i zadowolona, czekałam na paczki. Niestety, pochwaliłam dzień przed zachodem słońca...

Moje paczki miały przyjść w środę. W wtorek dzwoni kurier, że dostarcza jedną z nich i pyta kiedy będę w domu, bo on dostarczy ją do 13.00. Wszelkie tłumaczenia, że w magazynie zaszła pomyłka, miał w głębokim poważaniu - "zawiozę do Parcelshopu, niech sobie Pani sama odbiera". Prośba, żeby przywiózł ją następnego dnia, bo będę w domu, też nic nie dała. Zadzwoniłam na infolinię - konsultantka obiecała, że wyśle dyspozycję, aby moja nieszczęsna paczka trafiła do mnie w środę. Dwie godziny później dostaję maila o nieodebranej przesyłce - paczka trafiła do Parcelshopu. Ponownie, tym razem wściekła, zadzwoniłam na infolinię, gdzie kolejna konsultantka, potwierdziła wysłanie dyspozycji, ale to "wina magazynu". Zadzwoniłam też do magazynu, gdzie też potwierdzono - zabiorą moją paczkę z Parcelshopu i dostarczą w środę.

W środę... przyszła do mnie jedna paczka. Druga dalej sobie leży w Parcelshopie, gotowa do odbioru. Po to kobieta, nie mająca auta, płaci za kuriera, umawia się z szefem, żeby odbierać 10-kilową paczkę 2 km od swojego domu.

A GLS niech się wypcha słomą z własnych butów...

Kurierzy

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 211 (229)

#75146

(PW) ·
| Do ulubionych
Wałcz. Nigdy tam nie byłam, miasta nie znam, ale darzę je wyjątkową niechęcią. Od paru miesięcy, regularnie wydzwaniają do mnie z Wałcza osoby z różnymi ofertami - a to badania dla 60 - latków (mam 28 lat), promocje na garnki, konkursy, adopcje jednorożców. Uświadamianie, że jestem z Gdańska, jestem jeszcze młoda, nie interesują mnie garnki, a kot nie dogada się z jednorożcem nie pomogły - mieszkańcy Wałcza ciągle mnie prześladują.


Dziś o 6.30 zadzwonił kolejny telefon - urocza panienka, która mnie obudziła, miała kolejną ofertę badań medycznych, a uświadomiona, że powinna zainwestować w zegarek, po prostu się rozłączyła.


Ciekawe, kiedy zaczną dzwonić o 5 rano....

Wałcz...

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 231 (249)