Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Gaja_Z_czekolady

Zamieszcza historie od: 9 lipca 2013 - 20:46
Ostatnio: 9 lipca 2018 - 8:46
  • Historii na głównej: 53 z 62
  • Punktów za historie: 23259
  • Komentarzy: 104
  • Punktów za komentarze: 876
 

#76910

(PW) ·
| Do ulubionych
Ferie, ferie i po feriach. Dzwoniła kuzynka z pytaniem, co robię w ferie.

Ja: - No, pracuję, wiesz wolne mają tylko w szkołach.

Ona: - A nie chciałabyś wziąć urlopu? Maja (jej córka) mogłaby może wpaść na tydzień?

Ja: - Nie.

Ona: - Jak to nie?

Ja: - Nie mogę wziąć urlopu, pracuję, a nawet jeśli ostatnie na co mam ochotę to pilnowania Twojego dziecka w moim wolnym czasie.

Ona: - Bezdzietna egoistka - i rozłączyła się.

Dzwoniła w ostatni weekend, pytając, czy mogą podrzucić Maję, bo "w weekendy nie pracujesz, więc masz czas". Odpowiedziałam, żeby znaleźli płatną niańkę, a mi bezdzietnej egoistce, dali spokój. Dobrze, że nie znają dokładnego adresu.

Rodzina

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 345 (367)

#76841

(PW) ·
| Do ulubionych
Postanowiłam wrócić do uczenia języka, żeby sobie trochę dorobić. Moją uczennicą jest Asia, przemiła kobieta, matka dwóch córeczek. Jej mąż pracuje już od paru lat w Szwecji (bardzo dobrze zarabia), postanowili więc się tam przenieść na stałe.

Na ostatnich zajęciach Asia opowiedziała mi trochę o tym, jak jej mąż zaczynał pracę za granicą. Mieszkał z innymi Polakami w wynajętym mieszkaniu. Na początku, podobnie jak inni, pracował fizycznie, nie zarabiał kokosów. Jednak mąż Asi zna angielski, ma jakieś wykształcenie techniczne/budowlane, więc szybko znalazł lepiej płatną pracę - aby to "uczcić" kupił w sobie w Szwecji jakąś drogą, firmową kurtkę. Parę dni później znalazł ją pociętą we wspólnym mieszkaniu. Po tym incydencie szybko się wyprowadził.

Uczennica Szwecja

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 314 (326)

#75969

(PW) ·
| Do ulubionych
GLS, czyli idziesz na rękę, a i tak mają Cię w d****

Zrobiłam spore zamówienie w pewnym sklepie - dwie spore paczki, każda około 10 kg. Nie mam auta, wszystko cięższe niż 5 kg to udręka, więc bardzo zależało mi, aby te paczki doszły, gdy będę w domu. Szef zgodził się, żebym pracowała zdalnie w dniu, kiedy kurier przyjdzie, zmieniłam więc dyspozycję daty dostawy (GLS ma taką opcję) i zadowolona, czekałam na paczki. Niestety, pochwaliłam dzień przed zachodem słońca...

Moje paczki miały przyjść w środę. W wtorek dzwoni kurier, że dostarcza jedną z nich i pyta kiedy będę w domu, bo on dostarczy ją do 13.00. Wszelkie tłumaczenia, że w magazynie zaszła pomyłka, miał w głębokim poważaniu - "zawiozę do Parcelshopu, niech sobie Pani sama odbiera". Prośba, żeby przywiózł ją następnego dnia, bo będę w domu, też nic nie dała. Zadzwoniłam na infolinię - konsultantka obiecała, że wyśle dyspozycję, aby moja nieszczęsna paczka trafiła do mnie w środę. Dwie godziny później dostaję maila o nieodebranej przesyłce - paczka trafiła do Parcelshopu. Ponownie, tym razem wściekła, zadzwoniłam na infolinię, gdzie kolejna konsultantka, potwierdziła wysłanie dyspozycji, ale to "wina magazynu". Zadzwoniłam też do magazynu, gdzie też potwierdzono - zabiorą moją paczkę z Parcelshopu i dostarczą w środę.

W środę... przyszła do mnie jedna paczka. Druga dalej sobie leży w Parcelshopie, gotowa do odbioru. Po to kobieta, nie mająca auta, płaci za kuriera, umawia się z szefem, żeby odbierać 10-kilową paczkę 2 km od swojego domu.

A GLS niech się wypcha słomą z własnych butów...

Kurierzy

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 215 (233)

#75146

(PW) ·
| Do ulubionych
Wałcz. Nigdy tam nie byłam, miasta nie znam, ale darzę je wyjątkową niechęcią. Od paru miesięcy, regularnie wydzwaniają do mnie z Wałcza osoby z różnymi ofertami - a to badania dla 60 - latków (mam 28 lat), promocje na garnki, konkursy, adopcje jednorożców. Uświadamianie, że jestem z Gdańska, jestem jeszcze młoda, nie interesują mnie garnki, a kot nie dogada się z jednorożcem nie pomogły - mieszkańcy Wałcza ciągle mnie prześladują.


Dziś o 6.30 zadzwonił kolejny telefon - urocza panienka, która mnie obudziła, miała kolejną ofertę badań medycznych, a uświadomiona, że powinna zainwestować w zegarek, po prostu się rozłączyła.


Ciekawe, kiedy zaczną dzwonić o 5 rano....

Wałcz...

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 237 (255)

#74856

(PW) ·
| Do ulubionych
Rok temu chciałam sprzedać łyżwy. Stan dobry, kupione 2 lata temu, przez jakiś czas jeździłam, po czym zapał się skończył - postanowiłam je sprzedać, wystawiłam ogłoszenie: cena 50 zł (ze 120 zł) + pokrowiec. Zaznaczyłam w ogłoszeniu, że możliwy jest tylko odbiór osobisty, nie będę ich wysyłać pocztą.

1. oferta: Cena, za wysoka, dam 20 zł. Nawet nie odpisałam

2. Czy istnieje możliwość przymiarki? Jeśli tak, to proszę je przynieść do X (20 km od mojego miejsca zamieszkania). Wielkie oburzenie, gdy odmówiłam.

3. Kolejny przypadek - umawiam się na odbiór łyżew, niedaleko przystanku skm (dwa przystanki autobusem), czekam ...i nikt nie przychodzi. Nawet nie wysłał nawet smsa z zawiadomieniem, że nie rezygnuje.

4. Mój osobisty ulubieniec. Cena mu pasuje (łyżwy dla córki), zjawia się po nie, ale... ma tylko 40 zł, choć umawialiśmy się na 50. Wielce zdziwiony, bo był przekonany, że jednak 40. Na pewno nie zmienię zdania, w końcu to tylko 10 zł. Na moje stanowcze "nie", mruczy coś pod nosem o szmelcu i materialistkach.

Wczoraj porządkując szafę, znalazłam te nieszczęsne łyżwy. Czy dom dziecka przyjmie używane łyżwy w dobrym stanie?

Łyżwy i Janusze

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 191 (221)

#73820

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z wczoraj. Mieszkam na szóstym piętrze w wieżowcu. Byłam wczoraj na dość długiej wycieczce rowerowej, ponieważ pogoda była idealna (nie za ciepło, bez wiatru i deszczu). Stoję, czekając na windę, gdy nagle do klatki wchodzi matka z wózkiem i dzieckiem, wyraźnie niezadowolona - do windy nie zmieścimy się obydwie.

M: - Powinien być zakaz wożenia rowerów - nic tylko windę niszczycie - sykneła w moim kierunku.

Uśmiechnęłam się uprzejmie i odparłam : - Jeśli pani będzie nosić wózek po schodach, aby oszczędzić windzie ciężaru, będę to samo robić z rowerem.

Kobieta syknęła, ale nadjechała winda, a ja bezceremonialnie wpakowałam się do środka. Chętnie, ustąpiłabym jej miejsca - w końcu ma dziecko. Jednak, wobec prostaczek nie będę uprzejma bardziej, niż to jest konieczne.

Winda w bloku

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 431 (453)

#73821

(PW) ·
| Do ulubionych
Zaczęły się wakacje, więc zaczęły się telefony do darmowej stancji nad nad morzem (czyli mnie).

Dzwoni kuzyn (tak ten od historii z kotem i transporterem http://piekielni.pl/68933). Gadamy przez chwilę, zanim wyłuszcza sprawę.

K: - Jedziesz może na wakacje?
G: - Tak a co?
K: - Nie chciałabyś może, żeby ktoś popilnował mieszkania?
G: - Moja mama wpada, zająć się kotem, więc dzięki za ofertę
K: - My możemy zająć się kotem
G: - ?!
K: - No, co starą matkę będziesz prosić (mama ma 55 lat). My zajmiemy się zwierzakiem, a przy okazji sobie pozwiedzamy i poimprezujemy!
G: - A kota zamkniętego w transporterze wystawicie na balkon? - spytałam złośliwie.

Rozmowa szybko się zakończyła.

Rodzina...

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 307 (323)
Ku przestrodze.

Wczoraj przyszła do mnie sąsiadka, kobieta, mająca prawie 80 lat. Zajmuje się starszym o dobre 6 lat mężem i nie znosi komórek, ma tylko telefon stacjonarny, umowa z Orange.

Ostatnio przyszedł do niej jakiś mężczyzna, niby konsultant z Orange i zaproponował zmianę umowy - jej rachunki miały być dwukrotnie niższe. Pech chciał, że sąsiadki nie było, drzwi otworzył jej mąż i przystał na nową ofertę. Parę dni później przyszedł kurier, a sąsiadka, poinformowana przez męża o sprawie, podpisała papiery. Dopiero po kilku dniach uświadomiła sobie, że logo na umowie to nie Orange, a Telekomunikacja Cyfrowa.

Poszła do salonu Orange i dowiedziała się, że za zmianę operatora i zerwanie umowy zapłaci 300 zł kary - przyszła więc do mnie z pytaniem, co z tym fantem zrobić. Z Orange dostała adres, na który trzeba było wysłać pismo, aby nową umowę unieważnić. Pomogłam jej napisać pismo - sąsiadka na szczęście szybko zorientowała się, co jest nie tak, tydzień później i umowy nie dałoby się rozwiązać.

Jeśli macie dziadków czy znajome osoby starsze, uprzedźcie je o tym, że oszuści z TELEKOMUNIKACJI CYFROWEJ podają się za Orange.

Telekomunikacja cyfrowa

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 216 (240)
Dzieci sąsiadki od dawna mnie irytowały, ale ostatnio przekroczyły granicę. Mieszkam na 6 piętrze, a piętro wyżej zamieszkuje matka z dwójką, czy trójką potomstwa. Dzieci od dawna mnie irytowały, gdyż zdarzyło im się wyrzucać przez balkon patyczki, papierki, czy inne śmieci - nigdy w ilości hurtowej, jednak zdarzyło się, że pestki owocowe wylądowały na moim świeżo umytym parapecie. Jednak parę dni temu, przeszły same siebie...

Jakieś 2 - 3 tygodnie temu miałam zabezpieczony balkon i okno balkonowe w salonie - dzięki czemu mój kot może wreszcie radośnie wybiegać na balkon. Mruczek jest wręcz zachwycony nowymi możliwościami, zwłaszcza, że pogoda sprzyja, więc dużo czasu spędza na balkonie, wspinając się po siatce i obserwując ptaszki.

Parę dni temu, gdy kot siedział na balkonie, a ja byłam w kuchni, usłyszałam nagły huk, któremu towarzyszył sprint mojego kota z balkonu, przez salon, na korytarz do szafki - generalnie miejsca, gdzie chowa się, gdy czuje się zagrożony.

Podeszłam do balkonu, ogłuszona przez kolejny huk, tym razem zidentyfikowanej jako petardy. Z dudniącą głową, wyszłam na balkon, żeby zobaczyć chowające się dzieciaki sąsiadów. Tak, młokosy zrzucały petardy na mój balkon, które Bogu dzięki nie zrobiły krzywdy kotu i nie uszkodziły zabezpieczenia, które kosztowało kilkaset złotych.

Jak nigdy wpadłam w niesamowitą wściekłość, wyskoczyłam z mieszkania i wparowałam do sąsiadki. Walenie w jej drzwi słyszał chyba cały wieżowiec, ale kobiety nie było w domu, a jej dzieci nie otworzyły drzwi. Sąsiadkę dorwałam parę godzin później, gdy byłam już trochę mniej wściekła, dalej jednak mną trzęsło. Kobieta mnie przepraszała, obiecała że dzieci zostaną ukarane. Do dziś nie mam żadnych niespodzianek na balkonie, kot sobie spokojnie grasuje, a dziś od sąsiadki dostałam w ramach przeprosin przysmaczki dla kota. Ciągle jednak boję się wypuszczać zwierzaka na balkon.

Dzieci sąsiadów

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 349 (381)
Jestem właścicielką niedużego mieszkania, znajdującego się blisko centrum Gdańska. Znajomi chyba uważają, że prowadzę darmową noclegownię, a na drugie imię mam "frajerka".

Znajoma z czasów studenckich, bezrobotna, mieszkająca w małej wiosce, bez auta, spytała, czy mogłaby u mnie zanocować. Ma rozmowę kwalifikacyjną w Gdańsku, a powrót do jej miejsca zamieszkania jest dość problematyczny. Zgodziłam się, bo to w sumie jedna noc...

Znajoma przyjechała z swoim chłopakiem, którego nigdy na oczy nie widziałam. Nie rozumiała, dlaczego kazałam im wyjść i nazwała s***, gdy zaleciłam znalezienie hostelu na noc.

Czy w dzisiejszych czasach "Przenocujesz mnie?" ma jakieś inne znaczenie niż kilka lat temu?

Noclegownia u Gai...

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 365 (451)