Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Gaja_Z_czekolady

Zamieszcza historie od: 9 lipca 2013 - 20:46
Ostatnio: 8 stycznia 2018 - 15:19
  • Historii na głównej: 50 z 59
  • Punktów za historie: 22666
  • Komentarzy: 100
  • Punktów za komentarze: 847
 

#75146

(PW) ·
| Do ulubionych
Wałcz. Nigdy tam nie byłam, miasta nie znam, ale darzę je wyjątkową niechęcią. Od paru miesięcy, regularnie wydzwaniają do mnie z Wałcza osoby z różnymi ofertami - a to badania dla 60 - latków (mam 28 lat), promocje na garnki, konkursy, adopcje jednorożców. Uświadamianie, że jestem z Gdańska, jestem jeszcze młoda, nie interesują mnie garnki, a kot nie dogada się z jednorożcem nie pomogły - mieszkańcy Wałcza ciągle mnie prześladują.


Dziś o 6.30 zadzwonił kolejny telefon - urocza panienka, która mnie obudziła, miała kolejną ofertę badań medycznych, a uświadomiona, że powinna zainwestować w zegarek, po prostu się rozłączyła.


Ciekawe, kiedy zaczną dzwonić o 5 rano....

Wałcz...

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 234 (252)

#74856

(PW) ·
| Do ulubionych
Rok temu chciałam sprzedać łyżwy. Stan dobry, kupione 2 lata temu, przez jakiś czas jeździłam, po czym zapał się skończył - postanowiłam je sprzedać, wystawiłam ogłoszenie: cena 50 zł (ze 120 zł) + pokrowiec. Zaznaczyłam w ogłoszeniu, że możliwy jest tylko odbiór osobisty, nie będę ich wysyłać pocztą.

1. oferta: Cena, za wysoka, dam 20 zł. Nawet nie odpisałam

2. Czy istnieje możliwość przymiarki? Jeśli tak, to proszę je przynieść do X (20 km od mojego miejsca zamieszkania). Wielkie oburzenie, gdy odmówiłam.

3. Kolejny przypadek - umawiam się na odbiór łyżew, niedaleko przystanku skm (dwa przystanki autobusem), czekam ...i nikt nie przychodzi. Nawet nie wysłał nawet smsa z zawiadomieniem, że nie rezygnuje.

4. Mój osobisty ulubieniec. Cena mu pasuje (łyżwy dla córki), zjawia się po nie, ale... ma tylko 40 zł, choć umawialiśmy się na 50. Wielce zdziwiony, bo był przekonany, że jednak 40. Na pewno nie zmienię zdania, w końcu to tylko 10 zł. Na moje stanowcze "nie", mruczy coś pod nosem o szmelcu i materialistkach.

Wczoraj porządkując szafę, znalazłam te nieszczęsne łyżwy. Czy dom dziecka przyjmie używane łyżwy w dobrym stanie?

Łyżwy i Janusze

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 190 (220)

#73820

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z wczoraj. Mieszkam na szóstym piętrze w wieżowcu. Byłam wczoraj na dość długiej wycieczce rowerowej, ponieważ pogoda była idealna (nie za ciepło, bez wiatru i deszczu). Stoję, czekając na windę, gdy nagle do klatki wchodzi matka z wózkiem i dzieckiem, wyraźnie niezadowolona - do windy nie zmieścimy się obydwie.

M: - Powinien być zakaz wożenia rowerów - nic tylko windę niszczycie - sykneła w moim kierunku.

Uśmiechnęłam się uprzejmie i odparłam : - Jeśli pani będzie nosić wózek po schodach, aby oszczędzić windzie ciężaru, będę to samo robić z rowerem.

Kobieta syknęła, ale nadjechała winda, a ja bezceremonialnie wpakowałam się do środka. Chętnie, ustąpiłabym jej miejsca - w końcu ma dziecko. Jednak, wobec prostaczek nie będę uprzejma bardziej, niż to jest konieczne.

Winda w bloku

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 429 (451)

#73821

(PW) ·
| Do ulubionych
Zaczęły się wakacje, więc zaczęły się telefony do darmowej stancji nad nad morzem (czyli mnie).

Dzwoni kuzyn (tak ten od historii z kotem i transporterem http://piekielni.pl/68933). Gadamy przez chwilę, zanim wyłuszcza sprawę.

K: - Jedziesz może na wakacje?
G: - Tak a co?
K: - Nie chciałabyś może, żeby ktoś popilnował mieszkania?
G: - Moja mama wpada, zająć się kotem, więc dzięki za ofertę
K: - My możemy zająć się kotem
G: - ?!
K: - No, co starą matkę będziesz prosić (mama ma 55 lat). My zajmiemy się zwierzakiem, a przy okazji sobie pozwiedzamy i poimprezujemy!
G: - A kota zamkniętego w transporterze wystawicie na balkon? - spytałam złośliwie.

Rozmowa szybko się zakończyła.

Rodzina...

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 307 (323)
Ku przestrodze.

Wczoraj przyszła do mnie sąsiadka, kobieta, mająca prawie 80 lat. Zajmuje się starszym o dobre 6 lat mężem i nie znosi komórek, ma tylko telefon stacjonarny, umowa z Orange.

Ostatnio przyszedł do niej jakiś mężczyzna, niby konsultant z Orange i zaproponował zmianę umowy - jej rachunki miały być dwukrotnie niższe. Pech chciał, że sąsiadki nie było, drzwi otworzył jej mąż i przystał na nową ofertę. Parę dni później przyszedł kurier, a sąsiadka, poinformowana przez męża o sprawie, podpisała papiery. Dopiero po kilku dniach uświadomiła sobie, że logo na umowie to nie Orange, a Telekomunikacja Cyfrowa.

Poszła do salonu Orange i dowiedziała się, że za zmianę operatora i zerwanie umowy zapłaci 300 zł kary - przyszła więc do mnie z pytaniem, co z tym fantem zrobić. Z Orange dostała adres, na który trzeba było wysłać pismo, aby nową umowę unieważnić. Pomogłam jej napisać pismo - sąsiadka na szczęście szybko zorientowała się, co jest nie tak, tydzień później i umowy nie dałoby się rozwiązać.

Jeśli macie dziadków czy znajome osoby starsze, uprzedźcie je o tym, że oszuści z TELEKOMUNIKACJI CYFROWEJ podają się za Orange.

Telekomunikacja cyfrowa

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 214 (238)
Dzieci sąsiadki od dawna mnie irytowały, ale ostatnio przekroczyły granicę. Mieszkam na 6 piętrze, a piętro wyżej zamieszkuje matka z dwójką, czy trójką potomstwa. Dzieci od dawna mnie irytowały, gdyż zdarzyło im się wyrzucać przez balkon patyczki, papierki, czy inne śmieci - nigdy w ilości hurtowej, jednak zdarzyło się, że pestki owocowe wylądowały na moim świeżo umytym parapecie. Jednak parę dni temu, przeszły same siebie...

Jakieś 2 - 3 tygodnie temu miałam zabezpieczony balkon i okno balkonowe w salonie - dzięki czemu mój kot może wreszcie radośnie wybiegać na balkon. Mruczek jest wręcz zachwycony nowymi możliwościami, zwłaszcza, że pogoda sprzyja, więc dużo czasu spędza na balkonie, wspinając się po siatce i obserwując ptaszki.

Parę dni temu, gdy kot siedział na balkonie, a ja byłam w kuchni, usłyszałam nagły huk, któremu towarzyszył sprint mojego kota z balkonu, przez salon, na korytarz do szafki - generalnie miejsca, gdzie chowa się, gdy czuje się zagrożony.

Podeszłam do balkonu, ogłuszona przez kolejny huk, tym razem zidentyfikowanej jako petardy. Z dudniącą głową, wyszłam na balkon, żeby zobaczyć chowające się dzieciaki sąsiadów. Tak, młokosy zrzucały petardy na mój balkon, które Bogu dzięki nie zrobiły krzywdy kotu i nie uszkodziły zabezpieczenia, które kosztowało kilkaset złotych.

Jak nigdy wpadłam w niesamowitą wściekłość, wyskoczyłam z mieszkania i wparowałam do sąsiadki. Walenie w jej drzwi słyszał chyba cały wieżowiec, ale kobiety nie było w domu, a jej dzieci nie otworzyły drzwi. Sąsiadkę dorwałam parę godzin później, gdy byłam już trochę mniej wściekła, dalej jednak mną trzęsło. Kobieta mnie przepraszała, obiecała że dzieci zostaną ukarane. Do dziś nie mam żadnych niespodzianek na balkonie, kot sobie spokojnie grasuje, a dziś od sąsiadki dostałam w ramach przeprosin przysmaczki dla kota. Ciągle jednak boję się wypuszczać zwierzaka na balkon.

Dzieci sąsiadów

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 346 (376)
Jestem właścicielką niedużego mieszkania, znajdującego się blisko centrum Gdańska. Znajomi chyba uważają, że prowadzę darmową noclegownię, a na drugie imię mam "frajerka".

Znajoma z czasów studenckich, bezrobotna, mieszkająca w małej wiosce, bez auta, spytała, czy mogłaby u mnie zanocować. Ma rozmowę kwalifikacyjną w Gdańsku, a powrót do jej miejsca zamieszkania jest dość problematyczny. Zgodziłam się, bo to w sumie jedna noc...

Znajoma przyjechała z swoim chłopakiem, którego nigdy na oczy nie widziałam. Nie rozumiała, dlaczego kazałam im wyjść i nazwała s***, gdy zaleciłam znalezienie hostelu na noc.

Czy w dzisiejszych czasach "Przenocujesz mnie?" ma jakieś inne znaczenie niż kilka lat temu?

Noclegownia u Gai...

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 365 (451)

#70155

(PW) ·
| Do ulubionych
U mnie na osiedlu jest budka dla bezdomnych kotów. Koty są regularnie dokarmiane i dotąd ich domek nikomu nie przeszkadzał. Dziś, idąc po zakupy, widziałam jak jakaś starsza pani sprzątała budkę - ktoś kopnął kocie miski, rozsypując jedzenie, a miejsce, gdzie stoi budka potraktował, jak wysypisko śmieci - było mnóstwo papierów, filtrów po fajkach i potłuczonego szkła.

Dobrze, że nie zniszczyli samej budki.

Kocia budka

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 280 (362)

#69475

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj późnym popołudniem wracam sobie do domu z pracy. Spokojnie jadę po ścieżce, gdy nagle widzę pieszą, gadającą przez telefon, idącą oczywiście samym środkiem ścieżki. Obok ma 2 metry chodnika. Dzwonek nie pomógł, na chodnik nie wjadę, więc zatrzymałam się dość gwałtownie i wkurzona zwracam się do kobiety:

- Czy nie widzi pani ścieżki?!

A ona na to:

- Nie widzisz, że rozmawiam?! - i idzie dalej ścieżką, jakby nigdy nic. Dopiero prowadzenie roweru, niecały metr za nią i gwałtowne dzwonienie sprawiło, że obrażona zeszła ze ścieżki, mrucząc coś o burakach do telefonu.

ścieżka rowerowa

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 345 (393)

#69476

(PW) ·
| Do ulubionych
Inna historia, tym razem o rowerzystach. Jedna z ścieżek rowerowych, którą jadę, przecina skrzyżowanie. Szybciej, zamiast czekać aż światła się zmienią, jest po prostu jechać chodnikiem do kolejnego skrzyżowania i tam dopiero przejechać na pasach.

Na tym chodniku jest jednak sporo pieszych, zwłaszcza matek z dziećmi (niedaleko jest park), więc skracający sobie drogę rowerzysta, jest w tym miejscu dużym utrapieniem dla pieszych. Nie jest to jednak przeszkoda dla "bogów jezdni" - regularnie widzę jak dwukołowcy skracają sobie drogę, jadąc chodnikiem zamiast ścieżką.

Ostatnio jednak pojawił się tam wyjątkowy piekielny przypadek. Po budowie, rowerze i stroju widać, że wprawny kolarz, przepisy drogowe ma jednak w głębokim poważaniu. Jakiś tydzień temu, gdy czekałam na zmianę świateł, gościu wjechał naprawdę szybko ze ścieżki na chodnik, nie zauważając matki z dzieckiem, kobieta chwyciła malucha, a piekielny zamiast zwolnić... zjechał z chodnika na jezdnię, nie patrząc nawet, czy przypadkiem jakieś auto nie jedzie, i zniknął zaraz za rogiem.

Nic dziwnego, że niektórzy kierowcy patrzą na mnie wilkiem na skrzyżowaniach...

ścieżka rowerowa

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (220)