Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Gaja_Z_czekolady

Zamieszcza historie od: 9 lipca 2013 - 20:46
Ostatnio: 8 stycznia 2018 - 15:19
  • Historii na głównej: 50 z 59
  • Punktów za historie: 22666
  • Komentarzy: 100
  • Punktów za komentarze: 847
 

#68933

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem właścicielką małego mieszkania. Pierwotnie było jednopokojowe, jednak postanowiłam przerobić - je na dwupokojowe - malutką sypialnię oraz salonik. Mam możliwość przenocowania jednej osoby na kanapie. Po roku mieszkania samej, postanowiłam przygarnąć kociątko, które zdążyło już wyrosło na wesołego, przylepnego i bardzo aktywnego mruczka.

2 tygodnie temu zadzwonił do mnie kuzyn, z pytaniem, czy może zanocować w weekend - ma coś do załatwienia na mieście, a powrót do siebie dopiero następnego dnia. Zgodziłam się. Kuzyn rzeczywiście przyjechał... z dziewczyną, o czym nie wspomniał wcześniej i tu nastąpił pierwszy foch z ich strony, że tylko jedna osoba zmieści się na kanapie, kuzyn nawet sugerował, żebym oddała jego dziewczynie własne łóżko, a sama spała w śpiworze.

Jednak największa piekielność z ich strony obudziła mnie o 2 w nocy, w postaci rozpaczliwie miauczącego kota. Mój mruczek, zazwyczaj śpi ze mną w nocy, czasami jednak wstaje, żeby skorzystać z kuwety, czy zjeść trochę karmy. Najwyraźniej, musiał ich obudzić, bo znalazłam mojego kota, w łazience, zamkniętego w transporterze (transporter trzymam w salonie, żeby kot był do niego przyzwyczajony). Kuzyn był niesamowicie zdziwiony poranną awanturą - "W końcu to tylko kot, nic się nie stało". W rodzinie mam teraz opinię psychicznej kociary - ale przynajmniej kuzyn więcej nie będzie nocować.

Kuzyn

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 651 (741)

#68934

(PW) ·
| Do ulubionych
Pożyczyłam znajomej książkę. Nie jest to bliska znajoma, jednak widywałyśmy się od czasu do czasu na wspólnych imprezach. Książka, którą jej pożyczyłam, była zwykłym, dość popularnym czytadłem, które dostałam od brata. Książkę pożyczyłam jakiś czas temu, nawet zdążyłam o tym zapomnieć, dopóki brat się nie spytał o wrażenia z lektury. Zadzwoniłam więc do znajomej z pytaniem, czy mogłybyśmy się umówić na zwrot. Nagle, okazało się, że znajoma jest mega zajęta i nie wie, kiedy znajdzie czas...

Przyciskana do muru w końcu przyznała się, że ...dała moją książkę komuś innemu, jako prezent na urodziny, bo nie miała kasy na coś innego i miała mi odkupić egzemplarz, ale jako, że wciąż nie znalazła pracy...

Nie powiem, wkurzyłam się i zagroziłam, że powiem solenizantce (znam ją, choć nie na tyle, aby być na urodzinach) o pochodzeniu jej prezentu, jeśli natychmiast nie odzyskam pieniędzy lub książki. Kasę odzyskałam, znajomą straciłam, niesmak pozostał.

Dobry zwyczaj nie pożyczaj.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 516 (552)

#61767

(PW) ·
| Do ulubionych
Podsłuchane w ciucholandzie, rozmowa dwóch sprzedawczyń.

Jeden z klientów, wziął spodnie z wyceny i poszedł je przymierzyć. Chwilę później klient wyszedł, twierdząc, że spodnie nie mają metki z ceną. Próbował jej wmówić, że wziął spodnie z ciuchów "na wagę" i powinien za nie 1 zł zapłacić. Ponoć się dość ostro wykłócał. Sprzedawczyni zawołała kierowniczkę, która stwierdziła, że towar jest z wyceny (nie miał papierowej metki, ale w spodniach tkwiła plastikowa część, świadcząca o tym, że towar wisiał na wycenie. Towar "na wagę" nie ma żadnych metek). Kierowniczka stwierdziła, że spodnie sprzedadzą za 28 zł. Klient niechętnie zapłacił.

Ciekawy jest finał tej historii. Sprzedawczyni sprzątając przymierzalnię, znalazła oderwaną metkę - gdyby klient nie kombinował, zapłaciłby za spodnie 20 zł.

Ciucholand

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 528 (604)

#61287

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z czasów, gdy moja mama była nastolatką. Jej ojciec, a mój dziadek władał językiem niemieckim i, co ważniejsze, zawsze potrafił walnąć ciętą ripostę w odpowiednim momencie. Pewnego dnia, obydwie te umiejętności bardzo mu się przydały.

Gdańsk, plac w pobliżu Dworu Artusa. Niedaleko stało dwóch Niemców, komentujących głośno zabytek.

N: - Zobacz, widać że to wytwór niemieckiej kultury, a nie tych wieśniaków z Polski (czy jakoś tak)

Słysząc to, mój dziadek błyskawicznie się obrócił i zripostował po niemiecku

- Tu niedaleko, jest również inny wytwór niemieckiej kultury - obóz koncentracyjny Stutthof.

Gdańsk

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1059 (1167)

#61339

(PW) ·
| Do ulubionych
Na studiach i przez jakiś czas po ich zakończeniu dorabiałam sobie dość intensywnie jako lektor. Nie lubię dojeżdzać do uczniów, więc szkoła językowa była dla mnie idealną opcją. Stawki za godzinę pracy są różne, zależy od zapotrzebowania szkoły i zdolności negocjacyjnych lektora, zazwyczaj w szkołach wahają się od 30 do 60 na rękę.

Kilka lat temu dość intensywnie szukałam pracy w szkole. Miałam szczęście, jedna szkoła się odezwała i następnego dnia byłam umówiona na rozmowę.

Pominę milczeniem fakt, że szefowa spóźniła się 30 minut. Na początku było przyjemnie, pytania o doświadczenia i kwalifikacje - a potem przeszłyśmy do problematycznej kwestii - stawki.

J: - Zazwyczaj biorę ok 40 złotych za godzinę.

Kobieta spojrzała na mnie jak na kosmitę, a że zależało mi na pracy dodałam

J: - Ale oczywiście możemy negocjować.

K: - Ale to... strasznie dużo.

J: - To jest dość przeciętna stawka za język szwedzki

K: - Angielski i niemiecki są dużo tańsze!

J: - No tak, ale szwedzki to język egzotyczny i lektorów nie ma tak wielu...

K: - Tyle, że my planujemy współpracę z gruperem, żeby się zareklamować i prowadzić kursy, a to bardzo dużo kosztuje. Byłoby dla Pani naprawdę dużo godzin, intensywne 40 może nawet 60 godzinne kursy.. - zaczyna snuć przede mną wizję wysokich zarobków.

Zamyśliłam się.

J: - Więc ile mogłaby mi Pani zapłacić?

Kobieta zaczęła coś intensywnie liczyć i po chwili.

- 15 złotych za godzinę, a nie...12, bo przy 15 byłabym stratna.

- To może ja dopłacę Pani te brakujące 3 zł, żeby Pani zarobek był większy? - w końcu nie wytrzymałam.

Kobieta się oburzyła i pracy nie otrzymałam. Dzwonili do mnie jeszcze kilka razy z tej szkoły, ale więcej na rozmowę nie poszłam.

Rozmowa o prace

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 633 (689)
Niedzielne popołudnie, okolice kościoła. Zostałam zaczepiona przez jakąś starszą babcię - nie wyglądała na bardzo ubogą, ale sprawiała wrażenie emerytki u której się nie przelewa.

- Niech pani mnie poratuje!

Mam takie zasady, że pieniędzy nie dam, ale kupna jedzenia nie odmówię. Proponuję więc podejście do najbliższego spożywczego sklepu, na co babcia ochoczo się zgadza.

Po wejściu do środka, pytam jej, co chciałaby. Chleb, ser, szynka? Otóż nie, wskazała czekoladki za 15 zł. Gdy odmówiłam, nastąpiła ciężka obraza. Jednak zabiło mnie, co innego. Gdy zaproponowałam, że zamiast czekoladek kupię jej chleb i coś do tego odparła, wskazując na swoją torbę.

- A po co? Mam to już w torbie.

Potrzebujący pod kościołem

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 505 (569)

#60518

(PW) ·
| Do ulubionych
Inna historia o wnoszeniu sprzętów do mieszkania.

Firma, u której zamawiałam meble, nie oferuje usługi wnoszenia. Można ją domówić - cennik był szczegółowy - brał po uwagę również windę, bądź jej brak.

Właściciel powiedział, że kiedyś nie mieli cennika. Pracownicy nie mieli obowiązku wnosić sprzętu, jednak zawsze jakoś dogadali się z klientem i dostawali "co łaska". System ten działał dobrze, aż do czasu jednego klienta - winda się popsuła i pracownicy wnieśli mu całkiem sporo mebli, bo cały wyposażenie salonu + kanapa i fotele, aż na siódme pięto. Pracownicy dostali "co łaska" po 5 złotych na głowę.

Po tym incydencie, wprowadzono cennik.

Meble

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 573 (649)

#60517

(PW) ·
| Do ulubionych
Niedawno przeprowadzałam się do nowego mieszkania. Remont, zwykle obfitujący w piekielne sytuacje, był dla mnie wyjątkowo łaskawy. Dużo bardziej piekielne było odbieranie transportów z towarem. Jedna sytuacja była naprawdę przykra.

Naczytawszy się o problemach z kurierami i wnoszeniem ciężkich rzeczy do mieszkania, postanowiłam sprzęt AGD (lodówka, kuchenka + parę innych pierdół) kupić w sklepie z transportem własnym. Mieszkam na 5 piętrze, jednak jest winda, nie spodziewałam się więc problemów. Płacąc za towar upewniałam się 3 razy, czy opcja "wniesienie" jest zamówiona. Była.

Towar przyjechał na czas, jednak nie był to firmowy samochód sklepu, a kurier. Kurier wystawił sprzęt przed klatkę, ale odmówił wniesienia go na górę. Na nic zdały się tłumaczenia, że płaciłam za wniesienie, że winda działa i nie trzeba tych ciężkich rzeczy wnosić bezpośrednio schodami aż na 5 piętro. Facet uparcie twierdził, że on wnosić sprzętu nie musi i chwilę później zostawił mnie samą z kuchenką i pralką stojącą wesoło pod klatką.

Miałam szczęście o tyle, że wszystkiemu przyglądali się regularni bywalcy klatkowi. Za piwo zgodzili się wnieść sprzęt do mieszkania.

Napisałam maila ze skargą do sklepu, ale odpowiedź mnie rozwaliła - otóż, gdyby mój towar jechał transportem z sklepu, zostałby wniesiony na górę, jednak że został wysłany kurierem to "wynikły problemy". Czyli płaciłam za transport z wniesieniem, ale bez wniesienia.

Nie polecam Rtv Euro Agd.

Sklep z AGD i kurier

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 563 (607)

#60249

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój kolega, X., jest wyjątkowo wysoki - ma 210 cm wzrostu. Z tego powodu, gdy kupował drzwi do mieszkania, zamówił wyższe niż standardowe za dodatkową dopłatą.

Gdy doszło do montażu, okazało się, że zamówione drzwi są standardowe. Wkurzony kolega, kazał montażystom zabrać je z powrotem do siedziby ich firmy i złożył reklamację. Zadzwonili do niego w tej sprawie.

F: - Czy wysokość drzwi to naprawdę taki problem? Musimy zamówić kolejne drzwi, będzie musiał pan poczekać....


X: - Proszę pani, ja mam ponad dwa metry wzrostu, te drzwi są dla mnie za niskie...

F: - A nie może się pan schylać przy wchodzeniu?

Kolega nic więcej u nich nie zamówił.

Drzwi

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 838 (890)
zarchiwizowany
Historii o dentystach było sporo, oto i kolejna.

Znajomy moich rodziców cierpiał dotkliwie z powodu bólu zęba. Udał się do dentysty i okazało się, że jedynym ratunkiem jest wyrwanie. Stomatolog wyrwał mu ząb. Okazało się, że ból zęba nie przeszedł. Znajomy poszedł do tego samego gabinetu, jednak do innego dentysty.

Okazało się, że wyrwano mu nie ten ząb, co trzeba.

Dentysta

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (305)