Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Gaja_Z_czekolady

Zamieszcza historie od: 9 lipca 2013 - 20:46
Ostatnio: 9 kwietnia 2018 - 19:43
  • Historii na głównej: 52 z 61
  • Punktów za historie: 23003
  • Komentarzy: 103
  • Punktów za komentarze: 875
 

#60249

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój kolega, X., jest wyjątkowo wysoki - ma 210 cm wzrostu. Z tego powodu, gdy kupował drzwi do mieszkania, zamówił wyższe niż standardowe za dodatkową dopłatą.

Gdy doszło do montażu, okazało się, że zamówione drzwi są standardowe. Wkurzony kolega, kazał montażystom zabrać je z powrotem do siedziby ich firmy i złożył reklamację. Zadzwonili do niego w tej sprawie.

F: - Czy wysokość drzwi to naprawdę taki problem? Musimy zamówić kolejne drzwi, będzie musiał pan poczekać....


X: - Proszę pani, ja mam ponad dwa metry wzrostu, te drzwi są dla mnie za niskie...

F: - A nie może się pan schylać przy wchodzeniu?

Kolega nic więcej u nich nie zamówił.

Drzwi

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 838 (890)
zarchiwizowany
Historii o dentystach było sporo, oto i kolejna.

Znajomy moich rodziców cierpiał dotkliwie z powodu bólu zęba. Udał się do dentysty i okazało się, że jedynym ratunkiem jest wyrwanie. Stomatolog wyrwał mu ząb. Okazało się, że ból zęba nie przeszedł. Znajomy poszedł do tego samego gabinetu, jednak do innego dentysty.

Okazało się, że wyrwano mu nie ten ząb, co trzeba.

Dentysta

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (305)
zarchiwizowany
Jedna z tych historii, gdzie nie wiadomo, kto jest bardziej piekielny. Tomasz, znajomy moich rodziców, ma pracę zmianową. Często przypadają mu nocne zmiany, więc gdy wraca o 6 rano do domu, marzy jedynie o pójściu spać.

Jednak, od pewnego czasu, miał spore problemy z zaśnięciem. Jego sąsiedzi, kupili psa i gdy wychodzili do pracy w okolicach godziny 7 - 8, pies zaczynał bezlitośnie wyć. Znajomy nie mógł zmrużyć oka. Co gorsza, pies wył cały dzień, przestając dopiero, jak wracali właściciele w okolicach godziny 17.00. Tomek rozmawiał z sąsiadami, których jedyną reakcją było "jak my wracamy do domu, to piesio nie wyje" i nic z tym fantem nie zrobili. Znajomy moich rodziców stracił cierpliwość i wpadł na dosyć piekielny pomysł - włożył im do zamka wykałaczkę, czy igłę. Sąsiedzi wrócili do domu i nie mogli otworzyć drzwi. Zanim ślusarz przyjechał i weszli do domu minęły kolejne 2 godziny. Podobno pies przez cały ten czas wył przeraźliwie.

Dwa dni później, pies zniknął - okazało się, że sąsiedzi oddali go rodzinie na wsi, bo "za głośno wył".

sąsiedzi pies blok

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 202 (328)
zarchiwizowany
Historia Mijanou przypomniała mi, że komunijni wariaci istnieli także w czasach, gdzie najdroższym prezentem dla dziecka na komunię był zegarek.

Komunię przyjmowałam na początku lat 90, moja mama nie pracowała, a poza mną w domu harcowało dwóch braci. Rodziców nie było stać na zakup sukienki, więc moja ciocia zaoferowała się, że uszyje mi suknię za darmo. Sukienka była ładna, ale skromna, zwłaszcza że wtedy była moda na "miniaturową pannę młodą".

Rok później, moja kuzynka, jedynaczka, miała przyjąć komunię. Moja mama zaproponowała jej matce, aby wzięła od nas sukienkę za darmo - była czysta, zadbana i w bardzo dobrym stanie. Ciotka odpowiedziała dosadnie "Ja chcę inną suknię dla mojej Joasi, żeby nie wyglądała jak uboga krewna". Uraza oczywiście była, nie tylko ze strony mojej mamy, ale także drugiej cioci, która odmówiła uszycia kolejnej sukienki. Rodzice kuzynki kupili suknię, w której księżniczka krwi mogłaby spokojnie mogłaby wziąć ślub.


Suknia to kwestia gustu, jednak jak można być tak nieczułym?

Komunijna rewia mody

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (301)
O pomaganiu innym w znajdywaniu pracy za granicą.

Córka znajomych moich rodziców (nazwijmy ją X.), starsza ode mnie o blisko dekadę, także kończyła skandynawistykę -tyle, że studiowała norweski. Po studiach udało jej się załapać pracę w norweskiej firmie, związaną z księgowością, wymagającą od niej przeprowadzki do krainy fiordów. Nie ma co, dziewczynie się powiodło.

Wiadomo, że gdy ktoś mieszka za granicą i dobrze zarabia, zaczynają się prośby o pomoc. W przypadku X. o pomoc poprosiła rodzina - jej dalszy kuzyn stracił pracę i miał problem z znalezieniem sobie zajęcia. X. przyjęła kuzyna do siebie i załatwiła mu pierwsze zajęcie - miał sprzątać u jej dobrych znajomych, norwegów. Norwegowie, to ufny naród, przekazali więc klucze do swojego mieszkania... i pewnie większość z Was wie, jak to się skończyło - kuzyn X. okradł jej znajomych i rozpłynął się we mgle. Z tego, co wiem, straty były nie tylko finansowe, kuzynek ukradł również jakieś pamiątki rodzinne - rzeczy nie do odzyskania.

X. spłaciła finansowe szkody, spowodowane przez kuzyna, na tyle ile mogła. Do tamtejszej rodziny nie odzywa się do dziś i nie pomaga już absolutnie nikomu. Co bardziej piekielne, później okazało się, że kuzynek stracił w Polsce pracę z powodu zbyt lepkich palców.

Rodzina Norwegia

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 877 (905)
O tym, dlaczego zawsze płacę za siebie na randkach.

Dawno temu, na I roku studiów, poznałam E., który wydawał się naprawdę sympatycznym człowiekiem. E. miał zwyczaj płacenia za mnie, nie rozbijaliśmy się zbyt często po knajpach - ot kilka razy postawił mi herbatę albo piwo.

Po miesiącu znajomości zaczął nalegać, aby przenieść ją na bardziej intymny poziom. Bardzo go lubiłam, ale znaliśmy się naprawdę krótko, więc poprosiłam go, abyśmy poczekali. Jednak do E. to nie dotarło i po tygodniu nalegania, walnął tekstem, zamykającym jakąkolwiek szansę na wylądowanie w moim łóżku:

- Daj spokój, tyle razy Ci herbatę postawiłem, że mogłabyś się wreszcie odwdzięczyć.

Buraków nie sieją...

Studia gentleman

Skomentuj (49) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 830 (928)
Dzisiejszy poranek. Jeszcze się nie otrząsnęłam ze zdumienia. Telefon dzwoni, numeru nie znam, ale odbieram, bo czasami dzwonią osoby szukające korepetycji/tłumaczeń.

Dzwoniący: - Dzień dobry, Pani tłumaczy na język szwedzki? Dostałem Pani numer od X (dawna uczennica)

Ja: - Dzień dobry, co miałby Pan do przetłumaczenia?

D: - Chodzi o teksty na stronie internetowej, nic specjalistycznego.

J: - Dużo tych tekstów? Proszę podać ilość, to będziemy mogli ustalić stawkę.

D: - Stawkę? - wyraźne zdumienie - ja mogę Pani referencje wystawić albo umieścić adnotację na stronie. X wsponimała, że z Pani prawdziwa pasjonatka językowa, niewątpliwie tłumaczenie moich tekstów do dobra okazja, aby swojej pasji dać upust.

J: - Przykro mi, ale praca za darmo w grę nie wchodzi, a okazji żeby dać upust swoim pasjom mam dosyć.

D: - No, ale przecież nie odeśle Pani z kwitkiem znajomego dawnej uczennicy?

J: - Przykro mi, ale za darmo tłumaczyć nie będę.

D: - No tak, dla Pani liczą się jedynie pieniądze, X wspominała, że zawsze była Pani chciwa.... - i dalej coś w tym stylu.

Rozłączyłam się. Telefon dzwonił potem jeszcze kilka razy.

Pasja językowa telefon

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 954 (994)

#59376

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam w wieżowcu. Mój sąsiad, mieszkający na parterze, miał dosyć niecodzienny zwyczaj - buty, w których chodził (coś ala chodaki) zostawiał na klatce schodowej, tzn. równo ułożone w kąciku, koło wycieraczki, tak aby nikomu nie wadziły. Przez kilka miesięcy buty stały i nikomu nie przeszkadzały, aż pewnego dnia nagle zniknęły. Moja mama z ciekawości zapytała sąsiada:

- I co, ukradli Panu?

Odpowiedź zwaliła moją rodzicielkę z nóg.

- Nie, ktoś do środka nasr*****

Bez komentarza.

Klatka schodowa

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 710 (792)

#55685

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka historii o poszukiwaniu pracy, przypomniało mi jedną rozmowę kwalifikacyjną, na której byłam. Gdy w trakcie studiów, szukałam pracy, trafiłam na ogłoszenie "Pomoc biurowa w salonie kosmetycznym". Wymogi: język angielski, status studenta. Obiecują elastyczny grafik, doświadczenie niepotrzebne. Wysłałam CV. Parę dni później, zadzwoniła Pani, mówiąc, że ma dla mnie propozycję - na pytanie, czy dzwoni w sprawie ogłoszenia o pracę biurową, powiedziała, że dzwoni z firmy takiej i takiej z ofertą pracy, sprytnie nie potwierdzając o jakie stanowisko chodzi. Już wtedy powinno mnie uderzyć, że coś jest nie tak.

Gdy poszłam na rozmowę, okazało się, że jest tam około 20 osób i spotkanie nie dotyczy pracy jako pomoc biurowa, lecz na stanowisko kosmetyczki, czy też osoby wykonującej zabiegi pielęgnujące. Spotkanie rozpoczęło się 20 minutową prezentacją o tym, jak w przeciągu pół roku pracy, będziemy zarabiać więcej niż kierownik małej korporacji. Potem, w trakcie spotkania, udało mi się dowiedzieć paru szczegółów.

- Żeby rozpocząć pracę, trzeba odbyć szkolenie, za które trzeba zapłacić ok 500 zł.

- Co roku są inne szkolenia, oczywiście płatne też z naszej kieszeni.

- Zabiegi można wykonywać, jedynie kosmetykami firmy X, których cena to powiedzmy 100 zł za buteleczkę, a do wykonywania różnych zabiegów potrzebujemy różnych produktów. Oczywiście produkty musimy kupić z naszej kieszeni.

- Gdy rozpoczniemy pracę, trzeba podać przynajmniej 15 numerów do rodziny/przyjaciół, żeby można było do nich zadzwonić i namawiać na zabiegi.

Z propozycji pracy nie skorzystałam.

szukanie pracy

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 516 (586)

#55683

(PW) ·
| Do ulubionych
Nagminne otwieranie produktów to problem chyba każdej drogerii. Kilka razy zdarzyło mi się kupić wcześniej otwarty tusz, raz nawet pomadkę, która była wcześniej użyta. Z tego powodu, zawsze mnie wkurzają kobiety, otwierające piąty tusz z kolei, aby obejrzeć szczoteczkę i beztrosko odkładają go na półkę. Jednak w pewnej sieciowej drogerii z literką N w nazwie, została przekroczona pewna granica.

Jakiś tydzień temu, robiąc zakupy zobaczyłam, że przy stoisku jednej z popularniejszych, tańszych marek stoi pracownica i przegląda sobie produkty. Nagle, ni stąd ni zowąd, pracownica otwiera jeden z lakierów, próbuje go na paznokciu, po czym zakręca i odkłada z powrotem - i nie był to żaden tester, tylko wartościowy produkt. Obserwuje ją dłużej i podobnie postąpiła z kilkoma innymi produktami. W momencie, gdy zaczęła otwierać tusze i odkładać je na miejsce, nie wytrzymałam i zwróciłam jej uwagę, że nie powinna tego robić. Jako, że odpowiedziało mi lodowate spojrzenie typu "spadaj na drzewo" - poprosiłam kierowniczkę - ta wysłuchawszy mnie uprzejmie, stwierdziła, że oczywiście zrobi z tym porządek.

Dziś znowu weszłam do tej samej drogerii i moim oczom ukazuje się dokładnie ten sam widok - ta sama pracownica przegląda kosmetyki i otwiera produkty. Na mój widok uśmiechnęła się i nawet nie przerwała swojego procederu. Tym razem, nie poprosiłam kierowniczki, tylko od razu wyszłam.

Drogeria

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 466 (586)