Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Garrett

Zamieszcza historie od: 23 kwietnia 2012 - 15:29
Ostatnio: 15 stycznia 2017 - 17:44
O sobie:

Mechanik amator, uwielbiający zapach etyliny, pogromca bezdroży, poskramiacz knąbrnych terenówek, miłośnik kotów i psów, romantyczny i przystojny (193/110), a nie, to nie sympatia.pl :)

  • Historii na głównej: 64 z 81
  • Punktów za historie: 39020
  • Komentarzy: 408
  • Punktów za komentarze: 1963
 

#75934

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj kumpel leciał autostradą z Łodzi do Warszawy.
Ustawione 145 km/h na tempomacie. Wyprzedza ciężarówki jadące prawym pasem. Z daleka widzi, że coś się dzieje na lewym pasie, a w ciężarówkach zapalają się światła stopu, zjeżdżają lekko na pobocze z prawej i słychać trąbienie.

Jakiś pan postanowił zmienić koło, zatrzymując się w połowie na pasie zieleni i w połowie na lewym pasie.

Sądząc po braku wiadomości o karambolu czy wypadku, koło udało mu się zmienić. Może dlatego, że była bardzo dobra widoczność. No i trójkąt sporo wcześniej wystawili.

Uważajmy :(

Starsi panowie dwaj

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 183 (Głosów: 223)

#75832

(PW) ·
| Do ulubionych
KTOŚ z rodziny pracuje w banku.

W związku z dotacjami unijnymi w ubiegłym roku ten dział banku, w którym pracuję, KTOŚ miał najwyższy obrót od czasu powstania. Wzrost kosmiczny rzędu 100% w stosunku do roku poprzedniego. Prezes dostał ładną premię (w mln nie tysiącach), a członkowie zarządu też sobie i dyrektorom nie pożałowali. Pensje prezesa i członków zarządu są jawne, bo bodajże wynika to z jakieś ustawy.

"Zwykli" pracownicy też coś dostali.

Zatrzymajcie się na chwilę i spróbujcie zgadnąć jak taki to bonus dostali pracownicy.

Może jakaś premia? Nie...
Może jakiś firmowy gadżet? Nie...
Może bon zakupowy? Nie...
Może karnet na siłownię/spa/itp? Nie...

Pracownicy niższego szczebla dostali... TADAM... nowe grubo wyższe targety do wyrobienia.

Po szybkich kalkulacjach okazało się, że w tym roku nikt nie ma żadnych szans na zbliżenie się do zaplanowanych wyników sprzedaży, bo skończyły się dotacje z unii. Czyli niezależnie od nakładu pracy, dostaną tylko podstawę wynagrodzenia. System motywacyjny rozsypał się jak domek z kart. Oczywiście zostało to zauważone, odbyły się narady, posiedzenia, spotkania motywujące, poważne i mniej poważne rozmowy z pracownikami. Nawet z tymi, od których obrót nie zależał w żadnym stopniu.

Tutaj potrzebne jest jeszcze małe wyjaśnienie: KTOŚ ma umowę na zastępstwo na czas określony i bez szans na jakiekolwiek przedłużenie. Ma jeszcze trzy tygodnie pracy. Jak się łatwo domyślić nie musi się śmiać z dowcipów szefostwa, ma głęboko w nosie firmowe weekendowe wyjazdy integracyjne, może nawet czasem powiedzieć co myśli! (o ile nie zaszkodzi to innym pracownikom).

No i na jednym z zebrań z udziałem kogoś z zarządu. KTOŚ zachęcony tekstem "z góry", że może ktoś ma jakiś pomysł zabrał głos. Zaproponował, żeby zamiast zatrudniać menedżera z zewnątrz, który miał poprzez ulepszenia zwiększyć zyski banku i który to przez pół roku brał po 80.000 PLN pensji miesięcznie, chyba lepiej było by obniżyć targety do realnego poziomu, aby pracownicy mieli szansę dostać jakąś premię. (KTOŚ zgodnie z umową nie miał premii i prowizji).

Kierownictwo zaniemówiło, facet z zarządu najpierw zrobił się czerwony, a potem blady z wściekłości i wybiegł, zebranie zostało zakończone w atmosferze skandalu. Jak rozpatrzono pomysł? Następnego dnia zaczęły się przesłuchania i wewnętrzne dochodzenie. Powołana została wewnętrzna komisja, dwa tygodnia zamieszania, wszyscy pracownicy zostali przesłuchani, obejrzano pewnie taśmy z monitoringu, tylko wariografu brakowało. Dlaczego? Bo KTOŚ wiedział ile zarabiał menedżer, czyli gdzieś wyciekła kwota wynagrodzenia, która była poufna. Aha.

Targety pozostały oczywiście niezmienione. Śledztwo zakończyło się niczym, bo to właśnie menedżer pochwalił się komuś ile zarabia.

Więc jeżeli pracujesz w klasycznej korpo:
-jeżeli masz jakieś pomysły... to broń boże się z nimi nie wychylaj.
-jeżeli jesteś kreatywny ... szukaj pracy w agencji reklamowej.
-jeżeli jesteś punktualny, dyspozycyjny i zostajesz po godzinach... to nikt na górze tego nie doceni.
-jeżeli chcesz zarabiać więcej... to nie proś o podwyżkę, szukaj gdzie indziej lepszego stanowiska.
-jeżeli masz nadzieję na awans na lepsze stanowisko... najpierw sprawdź czy w ogóle masz na nie szansę, pamiętaj, że lepiej płatne stanowiska są zarezerwowane dla rodziny, znajomych i ludzi z polecenia.

Oczywiście są wyjątki, ale najlepiej iść na swoje, co polecam :) Ciekawe czy zachodzie też tak jest?

Największy na świecie bank z filią w Polsce

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 222 (Głosów: 252)

#75516

(PW) ·
| Do ulubionych
Na czas wakacji zawiesiłem prowadzenie działalności gospodarczej.

W sierpniu dzwoni znajoma znajomej, że koleżanka miałaby jakąś drobną pracę dla mnie. Okazało się, że Pani biznesmen remontowała łazienkę w firmie, pokłóciła się z wykonawcą i ten spakował zabawki, trzasnął drzwiami i poszedł w siną dal.
Taka była wersja którą usłyszałem.

Pojechałem do firmy, okazało się, że trzeba zamontować kibelek, umywalkę, szafkę pod umywalką i powiesić dwie małe szafki. Zaproponowałem, że przyjadę 1 września, bo mam zawieszoną działalność. No cóż, okazało się, że Pani bardzo zależy ma czasie, czy nie możemy się dogadać, nie może czekać do 1, nikt inny nie chce przyjść do tak małej roboty, no czy nie mógłbym jednak "od ręki" tego załatwić.

Robotę wyceniłem na 100 zł, bo blisko, bo mało roboty, bo po znajomości, bo akurat nie miałem co robić. Od razu zaznaczyłem, że fakturę wystawię z dniem 1 września i wtedy się rozliczymy. Usłyszałem: ok, nie ma problemu.

Na drugi dzień wszystko zamontowałem, mówię Pani, że podjadę 1 września z fakturą to się rozliczymy.

Pani: Nie, nie, pan mi wystawi fakturę z dzisiejszą datą, bo muszę to wrzucić w sierpniowe koszty.
Ja: Nie ma mowy, umawialiśmy się na 1 września
Pani: Usługodawca ma obowiązek natychmiastowego wystawienia faktury! Ja muszę mieć fakturę w sierpniu! Ja to do US zgłoszę!

Aha. Mój błąd, że się zgodziłem i już widzę, że z Panią się nie dogadam.

Ja: Ok, skoro pani nie stać na zapłatę, po znajomości zrobiłem to za darmo, do widzenia.
Pani: Ale jak to za darmo? To ja muszę umowę darowizny mieć!
Ja: Nie ma sprawy, zaraz napiszę, będę za godzinę.

Pani poszła do w diabły... to znaczy gdzieś tam do firmy. Ja wróciłem do łazienki, rozmontowałem wszystko praktycznie do stanu jaki zastałem, dziewczynom od obsługi klienta powiedziałem, że właśnie wyjeżdżam, wracam 10 września i żeby szefowa ani nikt z firmy do mnie nie dzwonił, bo i tak będę niedostępny. Zabrałem zabawki, pojechałem do domu.

Oczywiście wkrótce telefon. Zablokowałem, cisza. Wkrótce dzwoni koleżanka, że Pani biznesmen do niej dzwoniła, objechała mnie i ją(!) od góry do dołu, zwymyślała mnie od oszustów i innych takich.

No cóż, teoretycznie nie powinienem się w ogóle zgadzać na robotę. Tak, wiem US mógłby się przyczepić, złamałem prawo, jestem przestępcą, będę gnił pod celą... A Pani miała rację, fakturę muszę wystawić z datą wykonania usługi.

W końcu machnąłem ręką, o sprawie zapomniałem, ale pojawił się smakowity ciąg dalszy. Kolega zamówił w firmie tej Pani usługę. Dosyć szybko pojawiło się pytanie czy będzie chciał fakturę albo paragon, bo "bez papieru" będzie taniej o VAT.

Aha, fajnie. A łazienkę kończyłem 28 sierpnia, w sobotę...

uslugi reklama

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 355 (Głosów: 373)

#75544

(PW) ·
| Do ulubionych
Koleżanka/sąsiadka przez płot ma lat około 20 i nieco starszego faceta. Widuję się z nimi dosyć często, ale się nie kumplujemy, taka znajomość "na dzień dobry, sąsiad".

Na początku wakacji na środku policzka pojawiła się u niej górka. Górka rosła, rosła i rosła, czubek zmienił się na czerwony, wyglądało to dosyć nieciekawie. Któregoś dnia najprawdopodobniej górka została przecięta, oczyszczona, zaszyta i na twarzy pojawił się opatrunek z plasterkiem.
Oczywiście przez kilka dni policzek i okolice mienił się wszystkimi kolorami tęczy, co widać było nawet pomimo opatrunku.

Okrężną drogą dowiedziałem się, że narzeczony ją tak pobił, że aż szyć ją musieli, tłucze ją codziennie i dlatego boi się od niego odejść, ja na pewno coś słyszałem.
Taka dalsza sąsiadka, z którą nigdy nie rozmawiałem, zaskoczyła mnie nawet pytaniem: No, panie Garrett, powiedz pan: mocno jo tłucze? Słychać cuś? No i ten zawiedziony wzrok jak jej powiedziałem, że chirurg ją pociął, a nie narzeczony...

Sam nie wiem, czy to dobrze, że obcy ludzie się interesują, czy ktoś nie jest ofiarą przemocy, czy wychowani na trudnych sprawach i pamiętnikach detektywa z wakacji szukają sensacji.

sąsiedztwo

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 245 (Głosów: 271)
zarchiwizowany

#74762

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ktoś sprzedaje auto za prawie 200.000 PLN na allegro. W ogłoszeniu kilka zdjęć, w tym masakrycznie nieostre zdjęcie wnętrza. Tak nieostre, że nie widać zegarów, przycisków, nie wiadomo jak autko wyposażone. Właściwie widać tylko, że kierownica z lewej i automatyczna skrzynia biegów (a może nie).

Treść ogłoszenia:
"Sprz. ałdi, stan jak na zdj, więcej info na tel. 666-666-666"

Tak się zastanawiam, co sprzedający ciekawego zrobił w czasie jaki zaoszczędził na napisaniu ogłoszenia...

analfabeci są wśród nas

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 45 (Głosów: 101)

#73740

(PW) ·
| Do ulubionych
Kumpel, którego problemy z zatrudnieniem kiedyś opisałem, podrzucił mi nową historyjkę.

Wstęp będzie przydługi, ale jak ktoś nie lubi wstępów, to zapraszam do ostatniego akapitu.

Kolega, powiedzmy Grzegorz jest programistą. Nie informatykiem, żeby nie było niejasności.

Pracuje w firmie, która produkuje obrabiarki sterowane numerycznie. Czyli takie maszyny, gdzie pan lub pani projektantka na komputerze sobie wymyśli i zaprojektuje element, wysyła do obrabiarki i ta w pocie, i trudzie oraz oparach chłodziwa z zapałem wycina z bloku materiału zaprojektowany element. Maszyny te są z reguły duże. I ciężkie. I na plecach ich się nie przenosi.

Do projektowania takich zabawek jest specjalistyczne oprogramowanie, Grzegorz pisze tak jakby sterowniki do tych urządzeń, tak jak są sterowniki do drukarek. Tak mi to tłumaczył, takie coś jakby magia, tylko na bazie matematyki, no i ma działać.

Grzegorz jest też takim przykładem stereotypowego komputerowca, niziutki, chudziutki, w okularkach, jego hobby to programowanie mikrokontrolerów, na śniadanie zjada garść procesorów z mlekiem. Jak jest na urlopie, to pracuje tylko do 15 :) Ma zarejestrowaną działalność gospodarczą, jest więc właściwie podwykonawcą dla firmy. W sumie nie tylko dla tej jednej, dlatego taki układ mu bardzo odpowiada.

W styczniu ku zaskoczeniu i niedowierzaniu wszystkich pracowników Grześ poprosił o urlop i to cały tydzień! W czerwcu! Szok! Kierownik urlop przyznał, zaznaczył na czerwono w kalendarzu i o sprawie zapomniano.

Po jakimś czasie w firmie pojawił się nowy pracownik, na stanowisku typu "Dyrektor d/s optymalizacji procesów produkcyjnych i koordynacji zamówień do bufetu". Został zatrudniony poza procesem rekrutacyjnym, nic nie umiał, brał sporą pensję, więc został sklasyfikowany jako ucho i oko prezesa. Jego głównym zajęciem było łażenie i przeszkadzanie wszystkim, od ciecia na bramie przez produkcję, księgowość, kierownictwo, aż po sprzątaczki. Dla każdego miał mnóstwo czasu i dobrych rad typu: "Jakbyś szybciej stukał w te klawisze, to byś szybciej pisał"... no taki upierdliwiec do szóstej potęgi. Powiedzmy Janusz.
Przepraszam - Pan Dyrektor Janusz.

Traf chciał, że firma wynajęła stoisko na targach w Poznaniu w weekend, w którym rozpoczynał się urlop Grześka. Cały tydzień przed targami w firmie zamieszanie, to jedzie, to nie jedzie, banery, rowery, hostessy, ulotki, oświetlenie, nagłośnienie, cuda wianki, wszystko na cito.

Janusz biega jak kot z pęcherzem, przeszkadza wszystkim, we wszystko się wtrąca, wszędzie go pełno, przeszkadza wszystkim jak tylko się da. Czyli jest w swoim żywiole.

Janusz w pewnym momencie zorientował się Grzegorz ma urlop. Wzięty pół roku wcześniej, zaznaczony w firmowym grafiku, kalendarzu i zaakceptowany przez jego kierownika. Ale Janusz wymyślił, Grzegorz na targach być musi. W piątek o 15 ogłosił mu dobrą nowinę, że anulował jego urlop i jutro jadą do Poznania. Stoisko trzeba szykować, maszyny ustawiać, lampy wieszać, banery rozwijać, promować, agitować, namawiać, objaśniać, pozyskiwać, targety robić, klientów ściągać! Nie ma, że urlop! Nieważne, że maszyny po 5 ton, nieważne, że Grzegorz jest tam niepotrzebny! Jedziem, jedziem! Jeżeli Grzegorz nie pojawi się w sobotę o 7 rano punkt, zostanie to potraktowane jako porzucenie pracy, dyscyplinarnym zwolnieniem, wpisaniem do akt i tylko szubienicy na rynku brakowało.
Traf chciał, że Grześ z kierownikiem nie miał kontaktu, więc godzina 16 (punkt) zabrał swoje zabawki, laptopa (swojego), pożegnał się z kolegami, Januszowi powiedział, żeby na niego nie czekał, że zwolnić go nie może, więc widzimy się po urlopie, cześć.

I wyszedł. I w sobotę nie przyszedł. To znaczy przyszedł, tylko nie na 7 tylko na 17, nie na targi tylko do kościoła i nie ulotki rozdawać, tylko ślub wziąć. A na weselu też byłem i tę historię usłyszałem, i dla piekielnych zapisałem.

A stary kawaler Janusz doskonale wiedział po co Grześkowi urlop, wszyscy w pracy dostali zaproszenia. Ale to przecież taki doskonały sposób, żeby kogoś zdenerwować i podleczyć swoje kompleksy.
A prezes dopiero po akcji "zwolnijmy głównego programistę" trochę się ogarnął, Janusz dostał biurko, komputer z internetem i już więcej szkód nie robił.

firma rodzinna a z rodziną wiadomo najlepiej na zdjęciu

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 456 (Głosów: 464)

#73743

(PW) ·
| Do ulubionych
Kumpela ma małą firmę, jeden nr telefonu, jeden telefon, za to kontaktów w telefonie 4206. Tak, to nie pomyłka, 4k kontaktów.

Miała stareńką nokię, z której była bardzo zadowolona. Ale telefon zaczął umierać, chciała kupić taki sam, ale okazało się, że tego modelu nawet w Chinach jako podróbkę nie robią. Po długim przemyśleniu nabyła w drodze kupna nowy smartfon.

Błyskawicznie okazało się, że nie da się w prosty sposób skopiować kontaktów, jedynej i niezbędnej rzeczy, którą trzeba przenieść na nowy telefon.

Przyjechałem, pokombinowałem, poklikałem i potwierdzenie diagnozy: łatwo się nie da. Telefon zabrałem, siedziałem nad nim pół dnia i później pół nocy, rano zawiozłem go zrobionego do koleżanki. Wyjaśniam, objaśniam, naświetlam, tłumaczę, należy się 50 zł.

To za drogo! Ona da 20, bo przecież nic takiego nie robiłem, tylko przy komputerze siedziałem! I nie udało się w 100% kontaktów skopiować.

Mocno się zdziwiłem, bo do tej pory nie wyglądała na idiotkę, tłumaczę: 8 godzin po 10 zł to jest 50 zł z rabatem po znajomości, a jak jest za drogo, to jej skasuję, a w serwisie jej taniej skopiują. Z wielkim fochem zapłaciła z tekstem, że ją szantażuję, bo jest pod ścianą.

Tja, ale jak 150 zł weźmie za godzinę stylizacji paznokci, to jest OK. Litości...



PS Nokia zapisuje kontakty w pliku .csv. Żaden program poza nokia ovi suite nie potrafił go prawidłowo odczytać. Kiedy udało mi się w końcu go sensownie odczytać, pojawił się problem zapisu jako .vcf. W końcu hurra, udało się, mam 4k plików .vcf. Tylko bez polskich znaków... Załamka. Jak zwalczyłem polskie znaki, okazało się, że nie działa importowanie kontaktów (android), po wybraniu importuj system się wywalał. Próbowałem innych kart, inaczej sformatowanych, nic. W końcu jest, kopiuje kontakty! Eureka! Skopiował 127 i się wywalił... Noż k. mać, co jest grane... Błąd połączenia, inny kabelek, inny port USB, restart, aktualizacja, skopiował 127 i wisi. I tak kilka razy. Zanim odkryłem, że trzeba kopiować partiami po 1000 kontaktów, było dobrze po północy. A i tak 40 kontaktów się nie skopiowało. Nie wiem jakich, nie wiem dlaczego. Słodka tajemnica twórcy Androida.

A i tak 20 zł to było warte podobno...

taka tam przysługa

Skomentuj (63) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 322 (Głosów: 340)

#72805

(PW) ·
| Do ulubionych
Jeszcze jeden skutek uboczny programu 500 plus.

Kumpel ma sklep. Z pół roku temu zatrudnił sąsiadkę. Bo nie ma roboty, bo nie ma wykształcenia, bo mąż pijak, bo dzieci głodne, bo komornik zajmuje wszystko co się da, bo MOPS już nie daje tyle co kiedyś...

Zlitował się, zatrudnił na 1/2 etatu + premia czy prowizja, na rękę dostawała od 1600 do 1800 zł/mies. Czy mało, czy dużo - nieistotne, bo sąsiadka zadowolona.

Jakoś tak 2 maja zadzwoniła rano! Że nie przychodzi do pracy. Złożyła wniosek, dostała kasę, robić nie musi.

Czworo dzieci.

500+

Skomentuj (71) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 266 (Głosów: 330)

#73167

(PW) ·
| Do ulubionych
Zostałem poproszony o pomoc.

Szwagier ma dwuosobową firmę, a jego wspólnik zachorował.
Zlecenie od dużego klienta, w jego siedzibie na cały weekend. Przyjechałem, pomogłem. W sobotę przygotowaliśmy element, a w niedzielę po południu dokończyliśmy pracę.

Na sam koniec prezes poprosił mnie o parę minut rozmowy.
Najpierw "roztoczył wizję kwitnącej firmy, liderze w swojej branży i wszechświatowego centrum produkcji niszowych urządzeń dla branży, która jest w kwitnącej fazie rozwoju" (czy jakoś tak to leciało :)

Okazało się, że pilnie potrzebują pracownika do działu mechanicznego i czy nie chciałbym u nich pracować, bo widział jak pracuję, wykształcenie i doświadczenie mam, reszty się nauczę.
Praca - ciekawa
Zarobki - super
Ludzie - fajni
Języki obce - niekonieczne
Do tego robiłbym to co lubię.

Kusząca oferta. Bardzo kusząca.

Prezes bajeruje: rzucaj chłopaku co tam robisz, przychodź do nas, praca nawet od jutra, nie ma co się zastanawiać. Moja firma potrzebuje właśnie ciebie.

Jest też jeden minus, dojazd. Właściwie droga przez mękę. Godzina samochodem. W jedną stronę. Przez Warszawę w godzinach szczytu. Praktycznie nie ma możliwości dojazdu komunikacją miejską. Można kawałek obwodnicą, ale i tak swoje w korkach trzeba odstać. Właściwie najsensowniejszym rozwiązaniem jest wynajęcie mieszkania.
Prezes nie widzi problemu, mieszkanie na pewno się jakieś znajdzie, pracuj z nami, reszta nieważna...

Zastanowię się, w poniedziałek na pewno nie przyjdę, zadzwonię, pa.

Wieczorem szukam jakiegoś mieszkania, rozważam wszystkie za i przeciw. Liczę, kombinuję, w końcu poważna decyzja.

W poniedziałek dzwoni szwagier. Jest problem. Z niedzieli na poniedziałek firma padła, wszystko wywożą, sprzedają, likwidują, archiwizują... a prezes oczywiście był tym kompletnie zaskoczony.

Nie ma to jak naobiecywać komuś złote góry. Na szczęście mieszkania nie wynająłem, nie przeprowadziłem się, dotychczasowej roboty nie rzuciłem, więc nie skończyło się źle. W sumie to się nawet ucieszyłem, że tylko za darmo dwa dni popracowałem, bo mogłem nieźle umoczyć, jakby jeszcze parę dni pociągnęli.

Uprzedzając komentarze: trochę czasu już minęło i firma rzeczywiście padła, to nie był jakiś przekręt czy wyprowadzenie majątku czy wyłudzenie Vat.

Dolina Krzemowa

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 238 (Głosów: 250)

#72666

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam samochód, niby nic nadzwyczajnego, ale mój ma 6 foteli. Sześć oddzielnych foteli jednoosobowych, każdy z podłokietnikiem, albo dwoma i każdy ze swoimi pasami. Dwa z przodu, cztery z tyłu. Cztery tylne fotele wypinane.

Dziś pojechałem na przegląd, zajeżdżam na SKP.

Pan inspektor(?) wsiada do samochodu, rozgląda się i stwierdza, że pojazd nie przejdzie pozytywnie badań technicznych, ponieważ dokonałem nieuprawnionych zmian konstrukcyjnych pojazdu.

Hmm, zdziwiłem się. Pytam o co chodzi.
Pojazd zarejestrowany na 6 osób, są dwa fotele, czyli zdemontowałem cztery, czyli dokonałem nieuprawnionych zmian w konstrukcji pojazdu, czyli przeglądu nie "podbije".

Aha. Czyli muszę ściągnąć ze strychu 4 fotele, przypiąć je, pojechać na przegląd, wyjąć i zanieść na strych. Wtedy nie ma problemu, pojazd będzie sprawny.

Taka ciekawostka, za to samo policja może zatrzymać dowód rejestracyjny podczas kontroli, albo nawet zatrzymać pojazd i odholować je na parking policyjny.

Czyli masz fajne auto z wyjmowanymi siedzeniami, super sprawa! Tylko nie możesz bez nich jeździć.

Uwielbiam takie akcje w polskim prawie. To tak jak za komuny - nie było obowiązku nosić dowodu osobistego, ale trzeba go było okazywać na wezwanie odpowiednim służbom. Taka ciekawostka.

Przynajmniej za przegląd nie zapłaciłem, a zgodnie z literą prawa powinienem.

skp

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 273 (Głosów: 299)