Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Garrett

Zamieszcza historie od: 23 kwietnia 2012 - 15:29
Ostatnio: 13 grudnia 2017 - 10:53
O sobie:

Mechanik amator, uwielbiający zapach etyliny, pogromca bezdroży, poskramiacz knąbrnych terenówek, miłośnik kotów i psów, romantyczny i przystojny (193/110), a nie, to nie sympatia.pl :)

  • Historii na głównej: 69 z 87
  • Punktów za historie: 40364
  • Komentarzy: 473
  • Punktów za komentarze: 2378
 
poczekalnia

#80978

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Podjechałem na myjkę samoobsługową, cztery stanowiska, jedno wolne. Wrzucam piątaka i myję samochód. Nagle pojawia się starsza pani.

Drze mordę tak, że w drugim powiecie słychać. W sensie, że drze się na mnie. Ponieważ nie poczuwałem się do tego. że byłem powodem wrzasku a na dodatek czas mi leci, panią mówiąc wprost olałem. Nie oblałem (a mogłem).

Pani zaczyna szarpać się ze mną, próbuje wyrwać mi pistolet do mycia auta. No sorry, możemy porozmawiać za dwa złote czasu.

Czas leci, baba się wydziera, rękami macha, szarpie mnie za rękaw, ludzie patrzą, cyrk.

Skończyłem mycie, pytam się pani uprzejmie, o co jej chodzi. Okazało się, że pani ma problem, bo woda z myjki leci jej na ogrodzenie i płot jej się rozpadnie i co ja sobie w ogóle myślę (słowa niecenzuralne pominąłem). Pokazuję jej palcem właściciela i mówię, że to do niego niech ma pretensje. Popatrzyła na niego, pomruczała coś pod nosem i... poszła do domu.

Właściciel mówi, że babcia chyba nie ma co robić, przylatuje na myjnię za każdym razem, jak samochód wjeżdża na ostatnie stanowisko i się drze. Nie dociera do niej, że betonowy pełny trzymetrowy płot jest postawiony przez właściciela myjni i nie dość, że nie jest jej problemem, to jeszcze nie rdzewieje od wody...

uslugi

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (86)

#80099

(PW) ·
| Do ulubionych
W związku z przebudową linii kolejowej przebiegającej przez moje miasteczko, firma Torpol na zlecenie PKP (chyba) wykonała tunel pod torowiskiem w miejscu dawnego przejazdu "ze szlabanami".

Cel: wyeliminowanie potencjalnego zagrożenia wypadkiem oraz zlikwidowanie korków, które się na tym przejeździe często tworzyły.
Założenie słuszne, wykonanie dość sprawne. Zlikwidowano niestety lokalne skrzyżowanie, a drogę "podłączono" do skrzyżowania z drogą wojewódzką o ogromnym natężeniu ruchu.

Efekt: Za miliony monet przeniesiono korki o 200 m, z przejazdu kolejowego na drogę wojewódzką.

Kiedyś korki były jak przejeżdżał pociąg, teraz są od 6 do 20. Brawo, naprawdę w tym kraju nie ma inżynierów z jakąś wyobraźnią, którzy nie tylko na papierze umieją projektować organizację ruchu, czy tak ciężko zobaczyć jak wszystko wygląda "na żywo"?

inwestycje

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (118)
zarchiwizowany

#79922

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Znajomy mi podesłał kawałek ogłoszenia z "biedronki" na stanowisko magazyniera

Ponadto osoba chętna do pracy w centrum dyspozycyjnym Biedronki już w pierwszym roku może liczyć na szereg bonusów takich jak m.in. umowa o pracę

Jeżeli to nie fake to fajne bonusy mają :)

edit:

powinno być umowa o pracę bez okresu próbnego. Kolega wprowadził mnie w błąd.

sklepy

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (82)

#79720

(PW) ·
| Do ulubionych
Świat jest mały i ma to swoje kiepskie strony.

Na wakacjach za granicą na plaży podszedł do mnie typ z mojego miasta, który ma bardzo charakterystyczny samochód i sporą firmę. Kiedyś go poznałem przez kolegę kolegi, rozmawialiśmy z 5 minut właśnie o jego samochodzie. Jak to na urlopie, gadka szmatka, chwilę pogadaliśmy o tym i tamtym, ogólnie marudził, że nudno, że ciepło, że nikogo znajomego, nie ma się z kim napić nawet.

Przysiadł się do mnie w trakcie obiadu ze swoją dziewczyną i wyskoczył z tekstem, że musimy zrobić sobie męski wieczór i wyskoczymy się zabawić do kasyna. No cóż, kasyno do tej pory kojarzyło mi się tylko z „Kasyno Royale” z Jamesem Bondem i z tłumami ludzi, którzy wrzucają pieniądze do maszyn, albo z obłędem w oczach obstawiają ruletkę czy grają w oczko. Ostatnią rzeczą, z którą kojarzyłem kasyno to „zabawa”, co może być zabawnego w sponsorowaniu kolejnego jachtu czy ferrari właściciela kasyna? Nic. Ale zajrzałem do portfela, stwierdziłem, że stówkę albo dwie mogę wydać, żeby zobaczyć jak ten cyrk wygląda na żywo. Pojechaliśmy, ładny kawałek, do innego kraju nawet.

Kasyno jak kasyno, tłumy ludzi przegrywające swoje ciężko zarobione pieniądze, mocno opaleni panowie w burkach w jedną noc wydający więcej niż większość ludzi zarobi przez całe życie, z obstawą, żeby nikt niewierny nie zagrał przy ich stoliku, specjaliści od „systemów”, notujący każde rozdanie czy wynik ruletki, no i panienki czyhające na tych, co jednak coś tam trafili. Widziałem też najgłupsze urządzenia na świecie, pokazujące jakie numery padły w poprzednich losowaniach ruletki.

„Kolega”, jak zauważyłem, czujący się tutaj jak ryba w wodzie, zamienił „grube hajsy” na żetony i poleciał je wydać. Poszedłem i ja, połaziłem, pooglądałem, obstawiłem raz, drugi, coś tam wygrałem, schowałem kasę do kieszeni i poszedłem szukać znajomego. Prawie wszystko przegrał, ale „passa musi się odmienić”, „musi się odegrać”, „teraz ma przeczucie”. Znów wymienił kasę na żetony. I znów. I jeszcze kolejny raz. I znów. I jeszcze raz. I ostatni raz. No i na wyjście jeszcze trochę. No i naprawdę ostatni raz. Przez kilka ostatnich razów stałem przy nim i namawiałem, go, żeby skończył i widziałem, że sporo przegrał.
Skończył, wyszliśmy, wracamy. No i rozmowa (w skrócie) w trakcie powrotu.

- Jak ci poszło?
- No na plusie.
- To ile wygrałeś?
- 500.
- Aha.

Wróciliśmy do hotelu, na drugi dzień przy śniadaniu rozmawiałem z jego dziewczyną, mówi, że facet przegrał prawie 20 000, więc zadowolony nie był. No i za chwilę przyszedł i wyskakuje z tekstem:

- Wiesz, wczoraj w kasynie PRZEGRALIŚMY sporą kasę, musimy się rozliczyć.
- Ja nic nie przegrałem, pojechaliśmy razem, ale nie graliśmy razem i z niczego się nie będę rozliczał, co najwyżej mogę za paliwo zwrócić.
- Chyba cię po***, byliśmy razem, razem graliśmy, wisisz mi 9500 i k*** nie p****, że nie grałeś, pół na pół się dzielimy, wypłacasz mi 250 z twojej wygranej, a resztę mi oddasz w Polsce.

Wyśmiałem typa, każdy grał za swoje, swoje przegrał i nic mu do moich pieniędzy, rzuciłem mu 50 za paliwo i powiedziałem, że jak mieliśmy grać razem, to trzeba mi było powiedzieć przed wyjazdem, a nie po. Wkrótce wymeldowałem się i wróciłem. Koniec? Nieeee...

Świat jest mały, jak napisałem.
Spotkałem go przypadkiem, wyskoczył do mnie z pięściami i tekstem, żebym mu oddawał pieniądze, bo ja nie, to mnie *********** i ************ oraz *******, jak również *******, i jego koledzy też mnie znajdą, i jak nie mam kasy, to mam mu swój samochód oddawać, bo jak nie, to zobaczę... No naprawdę ciekawy jestem spotkania z jego kolegami.

Kwoty w euro oczywiście.

cwaniak z kasyna

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 190 (202)

#79717

(PW) ·
| Do ulubionych
Z zupełnie innej beczki: "Wielki Biznes" i "Mały Biznes".

Szwagier ma małą, dwuosobową firmę, zajmują się wykonywaniem pewnych dosyć unikatowych usług. Najbardziej zbliżone jest to w wykonaniu i efekcie końcowym do lakierowania, ale lakierowaniem nie jest.

Usługi wykonują w większości dla osób prywatnych. Wygląda to zazwyczaj tak: telefon (mail, messenger), umówienie się, obgadanie szczegółów, przygotowanie materiału, wykonanie usługi, 24 godziny na półce, odbiór i zapłata. Te 24 godziny są niezbędne, aby zaszły reakcje chemiczne, wszystko wyschło i można było towar zapakować. Nie da się tego przyspieszyć, nie da się tego pominąć, jak ktoś dotknie czy coś obetrze, konieczna jest powtórna obróbka, żeby efekt był perfekcyjny.

Szwagier ma stronę WWW, ma konto na Facebooku, gdzie jest wszystko dokładnie opisane i są setki zdjęć wykonanej pracy, a nauczony doświadczeniem zawsze uprzedza, że wykonanie jednego typowego elementu będzie trwało minimum 2 dni, chyba że jest więcej zleceń, to wiadomo - dłużej.

5 czerwca: dzwoni pani Monika z „największej w Polsce”
agencji reklamowej, mają spore zlecenie, ale chcieliby zrobić kilka próbek, żeby wybrać materiał i kolor, zlecają takie coś pierwszy raz, a oni są największą na rynku agencją, współpracują tylko z najlepszymi, bla-bla, efekt musi być perfekcyjny, klient wymagający, klękajcie narody.
Próbki wykonane, odebrane, cisza.

28 czerwca: dzwoni p. Monika. Klient zaakceptował wykonanie, jednak kolor mu nie odpowiada, znów próbki kilku odcieni tego koloru.
Zrobione, odebrane, cisza.

14 lipca szwagier dzwoni do p. Moniki, czy już coś wiadomo, bo zamierza iść na urlop. Telefon wyłączony, dzwoni do firmy, nikt nic nie wie, wszystkim zajmuje się p. Monika. Ale jest na urlopie. Jak wróci, to się odezwie.

1 sierpnia. Jest info, klient jeszcze nie wybrał odcienia, ale już wiadomo, że docelowo będzie 200 szt. gadżetów do zrobienia, i to całkiem dużych. Na 20 sierpnia mają być w Anglii. Szwagier szybko oblicza, potrzeba dwa tygodnie na zrobienie, będzie to kosztować tyle i tyle, zostawiają sobie minimalny margines na ewentualne poprawki. Wystawia fakturę proforma i wysyła e-mailem. Ustala, że około 6 sierpnia muszą dostać przedmioty i brać się za robotę. Znów cisza, p. Monika nie odbiera telefonów. Maile wracają z automatu, że osoby nie ma w biurze i skontaktuje się jak wróci.

13 sierpnia szwagier uznaje, że brak kontaktu oznacza rezygnację z usługi, a i czas na wykonie jest zbyt krótki. Zamyka firmę i idzie na urlop.

18 sierpnia dzwoni p. Monika, że klient już wybrał kolor! O godzinie 18 pracownik przywiezie przedmioty i czy będą mogli się od razu wziąć do pracy, bo na godzinę 9 następnego dnia kurier przyjedzie po przedmioty i zabiera je do Anglii. :)

Podsumowując, największa (być może) agencja reklamowa zatrudnia pracowników (pewnie po studiach), którzy w założeniu umieją czytać, pisać i rozumieją co się do nich mówi. Dwa miesiące zajmuje im decyzja dotycząca wybrania koloru i jego odcienia, a na wykonanie dwutygodniowej pracy dają podwykonawcy parę godzin, bo nagle zaczyna im się spieszyć.

Oczywiście p. Monika była „zaszokowana” odmową, no jak można odmówić „największej agencji reklamowej”, przecież wszystko było ustalone, jak mogli wyjechać na urlop, przecież teraz oni będą musieli szukać innego wykonawcy i za opóźnienia będą musieli zapłacić kary, oni tak tego nie zostawią, spotkamy się w sądzie, przecież to nie może tak być, żeby ktoś pojechał sobie na urlop.

Ogólnie może to wyglądać na mało piekielne, no nie udało się wykonać zlecenia i trudno. Ale jeżeli w 90% procentach współpraca z firmami tak wygląda i tak się kończy, to można się wkurzyć, szczególnie jeżeli zbierasz ochrzan i straszą cię sądem za nie swoje winy.
Co ciekawe, współpraca z „osobami fizycznymi” praktycznie w 100% kończy się pozytywnie.

uslugi

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (185)

#78262

(PW) ·
| Do ulubionych
Taki tam cwaniaczek z OLX-a.

Znalazłem niedaleko ciekawy przedmiot za 15 zł. Sprzedający ma trzy warianty kolorystyczne: czarny, srebrny i biały. Każdy wystawiony oddzielnie w ogłoszeniu. Czarny za 15, srebrny za 15 i biały za 15. Interesuje mnie tylko biały. Treść ogłoszenia dokładnie precyzuje: sztuka białego 15 zł, do sprzedania 7 szt. Dzwonię, umawiam się, idę piechotą bo niedaleko.

Oglądam białego, wszystko ok, wyjmuję 15 zł i próbuję zapłacić.

Sprzedający jakiś taki zdziwiony:
-Co pan, biały jest w idealnym stanie, nowy kosztował 200 zł, za mniej niż niż 100 nie sprzedam.
-Przecież w ogłoszeniu była cena 15 zł za sztukę.
-No co pan? Przecież to prawie nowe, no za 90 sprzedam.
-W ogłoszeniu było 15 zł?
-Nie mam mowy, biały kosztuje 90.
-Przecież wystawił pan po 15 zł, a teraz nagle chce 90?
-Po 15 są srebrny i czarny, biały 90.

(Facet wiedział, że koniecznie potrzebuję białego, bo przez telefon mu powiedziałem).

-Ok, wezmę czarny, trysnę sobie sprayem za 20 na biało i
będzie ok.
-Ale czarny to też po 90, za czarnego też 200 zł dałem za nowego!
-Dobrze, poproszę w takim razie jakiegokolwiek z ogłoszenia za 15 zł.

-K...., idź pan w ch.., nic panu nie sprzedam, cwaniaczek się znalazł.

-Nawzajem, do widzenia.

Facet sprzedawał resztki wyposażenia sklepu, przedmioty te miały wartość około 10-50 zł (inne ogłoszenia). Z takim podejściem jakoś się nie dziwię, że sklep zamknął. Na szczęście nie musiałem daleko jechać...

OLX

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 281 (285)

#77370

(PW) ·
| Do ulubionych
Jadę sobie spokojnie w terenie zabudowanym, godzina 23, ciemno, zimno, wieje, zaraz może zacznie padać. Dojeżdżam z tyłu do samochodu. Właściwie do smarta, ale niech będzie, że samochodu. Jadę za nim ładny kawałek. W autku z tyłu światełek żadnych, nie ma stopu, kierunków, pozycji, podświetlenia tablicy, nic się nie świeci. Z przodu światła ma.

Podjeżdżam do przygłupka na światłach, pokazuję, żeby otworzył okno. Otworzył. Mówię mu, że nie ma żadnych świateł z tyłu.

A co facet na to?

- Aaaa, no tak, tak, wiem. I szyba w górę.

Aha, no nie ma za co. Brawa dla pana debila.

polskie drogi

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 205 (223)

#75934

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj kumpel leciał autostradą z Łodzi do Warszawy.
Ustawione 145 km/h na tempomacie. Wyprzedza ciężarówki jadące prawym pasem. Z daleka widzi, że coś się dzieje na lewym pasie, a w ciężarówkach zapalają się światła stopu, zjeżdżają lekko na pobocze z prawej i słychać trąbienie.

Jakiś pan postanowił zmienić koło, zatrzymując się w połowie na pasie zieleni i w połowie na lewym pasie.

Sądząc po braku wiadomości o karambolu czy wypadku, koło udało mu się zmienić. Może dlatego, że była bardzo dobra widoczność. No i trójkąt sporo wcześniej wystawili.

Uważajmy :(

Starsi panowie dwaj

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (232)

#75832

(PW) ·
| Do ulubionych
KTOŚ z rodziny pracuje w banku.

W związku z dotacjami unijnymi w ubiegłym roku ten dział banku, w którym pracuję, KTOŚ miał najwyższy obrót od czasu powstania. Wzrost kosmiczny rzędu 100% w stosunku do roku poprzedniego. Prezes dostał ładną premię (w mln nie tysiącach), a członkowie zarządu też sobie i dyrektorom nie pożałowali. Pensje prezesa i członków zarządu są jawne, bo bodajże wynika to z jakieś ustawy.

"Zwykli" pracownicy też coś dostali.

Zatrzymajcie się na chwilę i spróbujcie zgadnąć jak taki to bonus dostali pracownicy.

Może jakaś premia? Nie...
Może jakiś firmowy gadżet? Nie...
Może bon zakupowy? Nie...
Może karnet na siłownię/spa/itp? Nie...

Pracownicy niższego szczebla dostali... TADAM... nowe grubo wyższe targety do wyrobienia.

Po szybkich kalkulacjach okazało się, że w tym roku nikt nie ma żadnych szans na zbliżenie się do zaplanowanych wyników sprzedaży, bo skończyły się dotacje z unii. Czyli niezależnie od nakładu pracy, dostaną tylko podstawę wynagrodzenia. System motywacyjny rozsypał się jak domek z kart. Oczywiście zostało to zauważone, odbyły się narady, posiedzenia, spotkania motywujące, poważne i mniej poważne rozmowy z pracownikami. Nawet z tymi, od których obrót nie zależał w żadnym stopniu.

Tutaj potrzebne jest jeszcze małe wyjaśnienie: KTOŚ ma umowę na zastępstwo na czas określony i bez szans na jakiekolwiek przedłużenie. Ma jeszcze trzy tygodnie pracy. Jak się łatwo domyślić nie musi się śmiać z dowcipów szefostwa, ma głęboko w nosie firmowe weekendowe wyjazdy integracyjne, może nawet czasem powiedzieć co myśli! (o ile nie zaszkodzi to innym pracownikom).

No i na jednym z zebrań z udziałem kogoś z zarządu. KTOŚ zachęcony tekstem "z góry", że może ktoś ma jakiś pomysł zabrał głos. Zaproponował, żeby zamiast zatrudniać menedżera z zewnątrz, który miał poprzez ulepszenia zwiększyć zyski banku i który to przez pół roku brał po 80.000 PLN pensji miesięcznie, chyba lepiej było by obniżyć targety do realnego poziomu, aby pracownicy mieli szansę dostać jakąś premię. (KTOŚ zgodnie z umową nie miał premii i prowizji).

Kierownictwo zaniemówiło, facet z zarządu najpierw zrobił się czerwony, a potem blady z wściekłości i wybiegł, zebranie zostało zakończone w atmosferze skandalu. Jak rozpatrzono pomysł? Następnego dnia zaczęły się przesłuchania i wewnętrzne dochodzenie. Powołana została wewnętrzna komisja, dwa tygodnia zamieszania, wszyscy pracownicy zostali przesłuchani, obejrzano pewnie taśmy z monitoringu, tylko wariografu brakowało. Dlaczego? Bo KTOŚ wiedział ile zarabiał menedżer, czyli gdzieś wyciekła kwota wynagrodzenia, która była poufna. Aha.

Targety pozostały oczywiście niezmienione. Śledztwo zakończyło się niczym, bo to właśnie menedżer pochwalił się komuś ile zarabia.

Więc jeżeli pracujesz w klasycznej korpo:
-jeżeli masz jakieś pomysły... to broń boże się z nimi nie wychylaj.
-jeżeli jesteś kreatywny ... szukaj pracy w agencji reklamowej.
-jeżeli jesteś punktualny, dyspozycyjny i zostajesz po godzinach... to nikt na górze tego nie doceni.
-jeżeli chcesz zarabiać więcej... to nie proś o podwyżkę, szukaj gdzie indziej lepszego stanowiska.
-jeżeli masz nadzieję na awans na lepsze stanowisko... najpierw sprawdź czy w ogóle masz na nie szansę, pamiętaj, że lepiej płatne stanowiska są zarezerwowane dla rodziny, znajomych i ludzi z polecenia.

Oczywiście są wyjątki, ale najlepiej iść na swoje, co polecam :) Ciekawe czy zachodzie też tak jest?

Największy na świecie bank z filią w Polsce

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 230 (262)

#75516

(PW) ·
| Do ulubionych
Na czas wakacji zawiesiłem prowadzenie działalności gospodarczej.

W sierpniu dzwoni znajoma znajomej, że koleżanka miałaby jakąś drobną pracę dla mnie. Okazało się, że Pani biznesmen remontowała łazienkę w firmie, pokłóciła się z wykonawcą i ten spakował zabawki, trzasnął drzwiami i poszedł w siną dal.
Taka była wersja którą usłyszałem.

Pojechałem do firmy, okazało się, że trzeba zamontować kibelek, umywalkę, szafkę pod umywalką i powiesić dwie małe szafki. Zaproponowałem, że przyjadę 1 września, bo mam zawieszoną działalność. No cóż, okazało się, że Pani bardzo zależy ma czasie, czy nie możemy się dogadać, nie może czekać do 1, nikt inny nie chce przyjść do tak małej roboty, no czy nie mógłbym jednak "od ręki" tego załatwić.

Robotę wyceniłem na 100 zł, bo blisko, bo mało roboty, bo po znajomości, bo akurat nie miałem co robić. Od razu zaznaczyłem, że fakturę wystawię z dniem 1 września i wtedy się rozliczymy. Usłyszałem: ok, nie ma problemu.

Na drugi dzień wszystko zamontowałem, mówię Pani, że podjadę 1 września z fakturą to się rozliczymy.

Pani: Nie, nie, pan mi wystawi fakturę z dzisiejszą datą, bo muszę to wrzucić w sierpniowe koszty.
Ja: Nie ma mowy, umawialiśmy się na 1 września
Pani: Usługodawca ma obowiązek natychmiastowego wystawienia faktury! Ja muszę mieć fakturę w sierpniu! Ja to do US zgłoszę!

Aha. Mój błąd, że się zgodziłem i już widzę, że z Panią się nie dogadam.

Ja: Ok, skoro pani nie stać na zapłatę, po znajomości zrobiłem to za darmo, do widzenia.
Pani: Ale jak to za darmo? To ja muszę umowę darowizny mieć!
Ja: Nie ma sprawy, zaraz napiszę, będę za godzinę.

Pani poszła do w diabły... to znaczy gdzieś tam do firmy. Ja wróciłem do łazienki, rozmontowałem wszystko praktycznie do stanu jaki zastałem, dziewczynom od obsługi klienta powiedziałem, że właśnie wyjeżdżam, wracam 10 września i żeby szefowa ani nikt z firmy do mnie nie dzwonił, bo i tak będę niedostępny. Zabrałem zabawki, pojechałem do domu.

Oczywiście wkrótce telefon. Zablokowałem, cisza. Wkrótce dzwoni koleżanka, że Pani biznesmen do niej dzwoniła, objechała mnie i ją(!) od góry do dołu, zwymyślała mnie od oszustów i innych takich.

No cóż, teoretycznie nie powinienem się w ogóle zgadzać na robotę. Tak, wiem US mógłby się przyczepić, złamałem prawo, jestem przestępcą, będę gnił pod celą... A Pani miała rację, fakturę muszę wystawić z datą wykonania usługi.

W końcu machnąłem ręką, o sprawie zapomniałem, ale pojawił się smakowity ciąg dalszy. Kolega zamówił w firmie tej Pani usługę. Dosyć szybko pojawiło się pytanie czy będzie chciał fakturę albo paragon, bo "bez papieru" będzie taniej o VAT.

Aha, fajnie. A łazienkę kończyłem 28 sierpnia, w sobotę...

uslugi reklama

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 366 (384)