Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 
Profil użytkownika

Grotesque

Zamieszcza historie od: 15 sierpnia 2011 - 9:41
Ostatnio: 24 kwietnia 2012 - 14:12
  • Historii na głównej: 1 z 2
  • Punktów za historie: 1037
  • Komentarzy: 3
  • Punktów za komentarze: 11
 
21 stycznia 2012, 19:30 przez Grotesque (PW) | Do ulubionych
Historia dzieje się w małym miasteczku, na peronie.
Czwartek, pora popołudniowa. Jak zwykle byłam ponad pół godziny wcześniej, więc
oparłam sobie torbę z laptopem o barierki i czekam spokojnie. Zaraz po mnie przyszła dziewczyna, niewiele starsza ode mnie, zrobiła to samo ze swoim laptopem co ja, lecz oparła go trochę dalej tak, że stałyśmy mniej więcej: ja, mój bagaż, ona, jej bagaż.

Stoimy sobie w ciszy, nagle przychodzi pewna kobieta, może pod sześćdziesiątkę. Chodzi w kółko w te i we wte coraz bliżej barierek, gdzie stoją oparte laptopy, ale nie robi nic, co miałoby mnie niepokoić, więc nie zwracam na nią aż takiej uwagi. Nagle popatrzyłam na ową Panią, a ona trzyma torbę z laptopem i idzie sobie powolutku jak gdyby nigdy nic w stronę schodów. Chwila, przecież jeszcze moment wcześniej jej nie miała (?). Zwróciłam więc uwagę dziewczynie. No faktycznie, urządzenie zniknęło spod barierki. Woła więc za kobieciną, każąc się zatrzymać. Chwila sprzeczki, Pani twierdzi, że to laptop jej wnuczka i go nie odda. Dziewczyna zdenerwowana dzwoni po policję, która przyjeżdża po 20minutach. Trwa wyjaśnianie, dorzucam swoje trzy grosze, bo w końcu jestem świadkiem. Pociąg ma przyjechać za parę minut, obydwie śpieszymy się, gdyż każda z nas studiuje, więc dziewczyna zaczyna- już porządnie wkurzona- recytować z pamięci rodzaj karty graficznej, dźwiękowej oraz model laptopa. Kobieta nadal nie odpuszcza, mówiąc, że ′to laptop jej wnuczka, ona nie ma czasu, chce już iść i KONIEC KROPKA, BO ONA NIE MA OCHOTY DYSKUTOWAĆ Z MŁODYMI, KTÓRZY NIE ZNAJĄ SIĘ NA ŻYCIU!!!′. Policjantka postanowiła rozwiązać sprawę inaczej. Poprosiła nr telefonu wnuczka, więc Pani, ze skwaszoną miną, ociągając się niemiłosiernie, wyciągnęła swój notesik z malutkiej torebki i podała funkcjonariuszce.
Otóż... wnuczek owej złodziejki stwierdził, że pierwsze słyszy, przecież swojego laptopa używa właśnie w tej chwili.

I tak plan kobiety spalił na panewce :)

Peron 2.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 862 (Głosów: 880)
zarchiwizowany
15 sierpnia 2011, 9:44 przez Grotesque (PW) | było | Do ulubionych
Wybrałam się na spacer z psem, na pobliskie boisko. Zapięłam małego na smycz, włożyłam słuchawki w uszy i dziarsko powędrowaliśmy przed siebie.
W pewnym momencie sierściuch zaczął szczekać, piszczeć ze strachu- myślałam, że zbliża się jakiś samochód, albo człowiek (których się boi, bo to jego pierwsze spacery).

Nagle usłyszałam, warknięcie, a to zdecydowanie to nie był mój pies. Zdążyłam jedynie odwrócić się i zobaczyć potężnego rotweilera. Z racji tego, iż należę do osób z metra
ciętych i ważących tyle co mucha, mgnieniu oka znalazłam się na chodniku przygnieciona jego cielskiem. Mój piesek ciągle uwięziony na smyczy zaczął wyrywać mi rękę ze
stawu, a ja za cholerę ni w te ni we wtę, bo ten olbrzym na mnie warczy. Przerażona zaczęłam się rozglądać za kimś, kto mógłby mi pomóc. Nadszedł właściciel. Przywołał
psa ze śmiechem i zaczął go nagradzać, a do mnie rzucił: trzeba było zjeść śniadanie.
Zamurowało mnie.
Wstałam, przywołałam własnego sierściucha, otrząsnęłam się z szoku i z nieukrywaną złością krzyknęłam:

[J]: Co to miało znaczyć?!
[Piekielny]: Jak to co? Zabawa taka.
[J]: ZABAWA. Wielki, niebezpieczny pies, bez smyczy i kagańca BAWI się, rzucając się na przechodniów?- No co jak co, ale nie wyglądał na miłego i potulnego pieszczocha.-
Zwłaszcza z kłami na wierzchu.
[P]: Nie pyskuj gówniaro! Innym wytykasz, a sama nie lepsza! Gdzie ta Twoja popierdółka ma kaganiec?!- gówniarą dla niego nie byłam. Weszłam w ten wiek, gdzie jest
′dzieścia′ w końcówce, a on wcale do starszych nie należał. Spojrzałam na małego- schował się za moimi nogami, popiskując cicho.
[J]: To jest BOJAŹLIWE szczenię, nie szczerzące kłów na przechodniów, kaganiec mu niepotrzebny. Poza tym jest na smyczy, więc mam go pod kontrolą, czego nie mogę
powiedzieć o pańskim olbrzymie.- W tym momencie Piekielny ze wściekłością szarpnął swoją bestię.
[P]: Gówniaro! Mojego psa obrażać nie będziesz! Tą Twoją popierdółkę zaraz połknie w całości jak i Ciebie! Trzeba było go nie zaczepiać, to nic by nie zrobił Ty
[cenzura]!!!- Ja do niego spokojnie, a ten zaczął mnie wyzywać? Tego za wiele.
[J]: Tak to ja z Panem rozmawiać nie będę. Niby,jako niewiele młodsza od Pana gówniara, mam więcej zdrowego rozsądku i kultury co Pan, ale skoro już Pan zechciał mnie
zwyzywać, zgonić winę na mnie i w dodatku mi grozić, to ja zadzwonię po policję, która powinna rozstrzygnąć spór.- powiedziałam stanowczo wyciągając telefon z kieszeni.

Piekielny w tym momencie złagodniał, nagle zrobił się milutki i zrobił takie oczy, jak mój sierściuch, gdy prosi o podrapanie po brzuszku. Zaczął się tłumaczyć i w końcu
zaoferował Xzł, w zamian za dyskrecję i nie wzywanie policji. Pieniędzy nie chciałam, nawet siłą by mi ich nie wcisnął, chciałam jedynie przeprosin, których nie dostałam.
Piekielny wyśmiał mnie, poraz kolejny szarpnął psa za obrożę, odwrócił się na pięcie i zniknął mi z oczu.

Okazało się, że łatwiej wręczyć dość sporą sumę pieniędzy dla świętego spokoju, niż przeprosić lub ubrać psu po prostu smycz.
I tak właśnie awansowałam z czytacza, na uczestnika piekielnej sytuacji.

brak.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (Głosów: 229)

1