Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Hemoglobina

Zamieszcza historie od: 12 kwietnia 2016 - 16:33
Ostatnio: 23 maja 2018 - 21:09
  • Historii na głównej: 10 z 12
  • Punktów za historie: 1648
  • Komentarzy: 131
  • Punktów za komentarze: 325
 
Kiedyś miałam współlokatora. Był to przyjaciel mojego chłopaka i mieszkał tak naprawdę po znajomości. Płacił bardzo mało, teoretycznie za pokój, a w praktyce miał całe mieszkanie. My tam bardziej pomieszkiwaliśmy. Ja głównie dojeżdżałam na zajęcia, a więc 2 dni w tygodniu.

Może niektóre z tych rzeczy nie wydadzą wam się piekielne, ale mnie doprowadzały do szewskiej pasji, szczególnie że powtarzały się co i rusz.

1. Nie można było SOBIE kupić dosłownie nic. Czy to mleko, szampon czy dezodorant (tak, babski dezodorant), bo wszystko znikało w niewyjaśnionych okolicznościach. Koleś brał sobie moje rzeczy bez pytania, a upomniany nic sobie z tego nie robił i coś się działo dopiero gdy mój chłopak zwrócił mu uwagę. Wtedy przez chwilę był spokój, a potem znów się zaczynało.

2. Nie jestem jakąś perfekcyjną panią domu, ale pewne granice są. Sterty misek po jedzeniu na półce pod stołem lub na parapecie. Wynoszenie ich do pokoju lokatora z początku przyniosło skutek, ale niestety na krótko.

3. Ściany i firanki pożółkłe od fajek, panele zajechane jak sandały Jezusa.

4. Pomazane po pijaku i nieudolnie odmalowane ściany. Na tyle nieudolnie, że całe mieszkanie było uwalone farbą, włącznie ze stołem i kanapą.

5. Lokator miał na coś uczulenie i nie mógł za nic dociec na co... Okazało się, że nie zmieniał pościeli blisko pół roku.

W końcu czara goryczy się przelała, bo lokator przestał płacić. Został więc przez lubego "wyproszony". Wyniósł się, i owszem, ale zostawił po sobie praktycznie wszystko - buty, ciuchy, brudy w koszu na pranie i stęchłe ręczniki w pralce... Sprzątałam 2 dni i jeszcze dużo przede mną.

lokatorzy

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (97)

#81382

(PW) ·
| Do ulubionych
Norwegia.
Zostałam poproszona o zastąpienie kogoś w pracy, z powodu jego wyjazdu.
Zgodziłam się, bo czemu nie? To dla mnie zarobek, a praca naprawdę jest lekka.

Hala sportowa. Mam za zadanie posprzątać szatnie, wyrzucić śmieci, w razie potrzeby otworzyć komuś drzwi itp. Nic trudnego.
Z tej hali korzysta głównie młodzież z pobliskiej szkoły, a dnia dzisiejszego utwierdziłam się w przekonaniu, że tutejsza młodzież to po prostu brudasy bez krzty szacunku do czyjejś pracy.

Szatnia numer 1.
Toaleta zatkana olbrzymim, cuchnącym klocem i toną papieru toaletowego - nawet chlor nie dał rady tego przetkać. Wspomniałam, że to damska szatnia?

Szatnia numer 2.
Zlew i lustro całe zalane jakąś lepką i bliżej nieokreśloną substancją + 2 pary brudnych gaci pod ławką.

Szatnia numer 3.
Winogrona! Wszędzie winogrona! Pod ławkami, na ławkach, w zlewie, wdeptane w podłogę + kilka porozrzucanych opakowań po zużytych szamponach.

Korytarz, pod schodami.
Masa papierów i kilka starych kanapek.

Stołówka.
Na środku stołówki stoi sobie filar, wokoło którego postawiono stolik, przy stoliku jest sobie w pionie listwa z kontaktami. Za tą listwą upychane są regularnie papierki po batonach, a obok stoi śmietnik :)


Na razie to tyle kwiatków, ale mam tu być jeszcze 3 dni...

zagranica młodzież

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (171)

#81287

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam cudownego listonosza.

List polecony z sądu? Z urzędu? Awizoooo! Co z tego, że ktoś cały dzień był w domu.

Ostatnio przypadkiem udało mi się przyuważyć taktykę pana listonosza. Otóż podjeżdża pod dom i trąbi, a jeśli nikt nie wybiega na jego zew, po prostu wrzuca awizo... do skrzynki wiszącej tuż obok dzwonka.

Efekty?
Problemy z urzędami i sądami za niestawianie się na rozprawy/spotkania urzędowe, kary pieniężne.

Mam nadzieję, że któregoś dnia mu się auto rozkraczy na zadupiu.

uslugi

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 61 (117)

#81274

(PW) ·
| Do ulubionych
Bardzo lubię karaoke.
To w końcu świetna zabawa, wyjść gdzieś i pośpiewać w dobrym towarzystwie.
Ostatnio jednak, coraz mniej chce mi się chodzić do ulubionej knajpy. Dlaczego? Ludzie.

Sytuacja pierwsza.
Poszłam razem z koleżanką, świetnie się bawiłyśmy i nagle przysiadł się do nas pewien jegomość, grzeczny był, pochwalił jak śpiewamy, pośmialiśmy się i wrócił do swojego stolika. Niby wszystko wydawało się w porządku, do chwili aż nie zaczął się tak dosiadać średnio co minutę i nachalnie obejmować mnie ramieniem. Gdy stałam przy barze, to zaszedł mnie od tyłu i złapał za biodra. Niewiele brakowało żeby zgubił zęby po tym wyczynie. Po prostu się przestraszyłam, bo raczej nie często ktoś na mnie wykonuje takie manewry.
Później zaczął mi się wcinać w piosenki i próbował całować, nalegał że postawi drinka - nie wytrzymałam w końcu i powiedziałam mu już mało kulturalnie, żeby dał mi święty spokój. Udało się - resztę wieczoru buczał przy moich piosenkach. Dodam jeszcze, że mimo iż był tam ochroniarz i stał na tyle blisko, by słyszeć te zajścia - 0 reakcji.

Sytuacja numer dwa.
Tym razem koleżanka (na potrzeby historii nazwijmy ją Zuzia), mój luby i jego brat.
A więc Zuzia jest po szkole muzycznej. Pięknie śpiewa i zawsze miło się jej słucha, ale pobawić poszliśmy się wszyscy. Gdy tylko Zuzia schodziła ze sceny, a wchodził ktoś inny, z jednego ze stoliczków rozbrzmiewało się "darcie japy" na cały lokal "BUUUU ZŁAŹ ZE SCENY! MY CHCEMY ZUZIE!" I tak pół wieczoru :) Rozważam znalezienie innego lokalu.

karaoke

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (157)

#81231

(PW) ·
| Do ulubionych
Spieszmy się kochać rowerzystów, tak szybko odchodzą.

Jedzie sobie mój luby samochodem dostawczym, wyładowanym towarem. Mokro, ślisko, szaro, buro, wcześnie rano (bo 6), ciemno, toteż luby jedzie powoli, wytężając wzrok.

Jakie było jego zdziwienie, gdy nagle znikąd pojawił się rowerzysta. Wspomniałam już, że było ciemno? Pan jechał na czarnym rowerze, w czarnej kurtce, czarnych spodniach, z czarną smyczą, na której biegł czarny pies, oczywiście bez odblasków.

W konsekwencji luby wdepnął hamulec i wpadł w poślizg. Szczęśliwie rowerzysta dostał tylko lusterkiem po plecach. Kierowca przerażony wyskoczył z samochodu, aby obadać sytuację i przekonać się, czy przypadkiem gościa nie zabił, usłyszał tylko: "Jak zniszczyłeś mi rower, to cię zabiję!”.

Następnie rowerzysta machnął ręką i kazał jechać dalej. Lubego zatkało na tyle, że nic nie odpowiedział i po prostu pojechał, a powinien gościa opieprzyć od góry do dołu za brak odblasku/kamizelki.

Ludzie, włączcie myślenie, szczególnie na drodze.

P.S. Lusterko do wymiany. A najbardziej w tej historii żal jest psa, który mógł zginąć przez głupotę właściciela.

w drodze

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 88 (114)

#78472

(PW) ·
| Do ulubionych
Dentyści są różni.

Musiałam pilnie iść do dentysty, bo ukruszyła mi się plomba. Dentystka, która leczyła mi zęby od dziecka, niestety była poza zasięgiem po mojej przeprowadzce do innego miasta. Znalazłam sobie gabinet z dobrymi opiniami, poszłam.

Pani dentystka ładnie zaprosiła mnie na fotel, otworzyłam paszczę i, olaboga, ile zepsutych zębów! Tu będzie z 5 kanałowych! A ukruszona plomba? Olaboga! Kości trzeba piłować, bo się wypełnienie nie będzie trzymać! Olaboga, olaboga!

Zapłaciłam 200 zł za znieczulenie i opatrunek.

Koniec końców wybrałam się do mojego rodzinnego miasta i do mojej dentystki. Sprawca tego cyrku ładnie oczyszczony i zaplombowany, żadnych kanałowych, malutkie ubytki.

I teraz nurtuje mnie pytanie: pierwsza dentystka kierowała się chęcią zysku, czy może to była zwykła niewiedza?

dentysta

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 221 (233)

#76069

(PW) ·
| Do ulubionych
Od pewnego czasu pracuję sobie w McDonalds.
Mimo wcześniejszych obaw, najgorsi nie są współpracownicy a goście.

Z racji, że "restauracja" znajduje się w galerii handlowej, do magazynu lub śmietnika trzeba się trochę poprzemieszczać windami. Uwierzcie, że z wielkim metalowym wózkiem, to wcale nie jest przyjemne, a często trafiają się jegomoście, którzy widząc mnie nadchodzącą, szybko wskakują do windy i mordują przycisk zamykania drzwi... żebym przypadkiem nie zdążyła. Trafiają się też tacy, co wrzucają śmieci do wózka z dostawą :) W końcu sałata i bułki to na pewno śmieci... nie?

Kolejna rzecz - Tacki.

Tacki całe umazane ketchupem, względnie innym sosem, kawą, mlekiem, herbatą itp.
O ile ketchup jestem w stanie wybaczyć, tak gumy do żucia doprowadzają mnie do szału. Wyobraźcie sobie... myjecie sobie tacki, aż tu nagle nie idzie odkleić jednej od drugiej! A gdy się to już udaje, lepka guma ciąąąąągnie się kilometrami.Ostatnio nawet trafiła się zarzygana tacka. Jednak absolutnym hitem była bliżej nieokreślona masa o konsystencji wyschniętego błota z domieszką najprawdopodobniej jakiejś kupy. Wyglądało to tak, jak by ktoś wytarł buty o tackę... a śmierdziało niemiłosiernie.

Podobno kulturę wynosi się z domu. Więc drodzy goście, w domu też wycieracie buty o stół?

gastronomia

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 226 (296)

#73866

(PW) ·
| Do ulubionych
Hoduję szczury.

Zawsze warto zdobywać nową wiedzę, a więc należę do wielu grup oraz forów o tej tematyce.
Są pewne wskazania i przeciwwskazania.
Szczur nie może być samotny, nie powinien być wystawiany na światło słoneczne, bo może zniszczyć mu to wzrok, trzeba zwracać uwagę na to co je, aby mu nie zaszkodziło, klatka musi mieć odpowiednie wymiary, trociny pylą i mogą wywołać alergię.

Mimo to spotykam wielu ludzi, którzy dosłownie krzywdzą swoje zwierzęta.
Jeden samotny szczur w klatce dla chomika, żywiony kotletami schabowymi, wyprowadzany luzem na spacery w świetle słonecznym.
Próby rozmowy nie skutkują, za to dowiadujemy się o sobie, że jesteśmy przewrażliwionymi psychomaniakami, a nie hodowcami, a w ogóle to najlepiej "spier..."

Myślę, że to szczyt piekielności, męczyć zwierzęta dla swojego widzimisię.

ludzie

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (161)

#73084

(PW) ·
| Do ulubionych
Kultura obcokrajowców.

Wczoraj wieczorem szłam sobie do sklepu. Na mej drodze, na środku chodnika, stała grupka mężczyzn w wieku ok. 25-30 lat i rozmawiali sobie w języku norweskim... Przepraszam, DARLI JAPY na całą ulicę. Samo ich głośne zachowanie nie wzbudziło by we mnie większego zainteresowania, gdyby nie to, co wykrzykiwali... A epitetów na temat Polek było tam bardzo wiele. Gdy ich mijałam, w moją stronę posypały się wiązanki, coś w stylu "oo, patrzcie tą, pewnie leci na hajs, głupia polska dzi***a".

Zatrzymałam się i również po norwesku odparłam "Rozumiem co mówicie".
Panów na chwilę zamurowało, ich miny były bezcenne, a ja ruszyłam w dalszą drogę do sklepu z szerokim uśmiechem. Gdy wracałam, już ich nie było :)

Podobno to Polakom brakuje kultury.

Polska

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 294 (324)

#72702

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o firmach i naciągaczach za granicą.

Dawno, dawno temu postanowiłam założyć firmę w Norwegii. Wszystko fajne pięknie, firma założona, czekamy na numer organizacyjny.

Dzień: sobota, godzina około 6-7 rano. Budzi mnie telefon. Miły pan w słuchawce rzecze, iż firma założona, numer już jest i w ogóle gratulacje! Oni mogą pomóc, cud, miód, orzeszki, proszę tylko potwierdzić swoje dane SMS-em "OK". Oczywiście jeśli pani się odwidzi i postanowi zrezygnować, wystarczy napisać na ten sam numer, że pani rezygnuje lub zadzwonić.

Więc poszło OK.
Jakiś czas później na firmowego maila przychodzi wiadomość, że czeka na mnie do zapłacenia faktura na 4,5 tys. koron norweskich za jakąś telefoniczną paczkę z abonamentem, której oczywiście nie zamawiałam.
Oczywiście pierwsze co, piszę SMS-a... Zero odzewu, próbuję dzwonić. Numer nieaktywny. Odpisuję więc na maila, że nic nie zamawiałam i nie jestem tym zainteresowana. Jak grochem o ścianę :)
SMS-y, telefony, maile non stop. Kompletna zlewa. Więc w końcu gdy przyszła pocztą kolejna faktura, tym razem na 6,5 tysiąca, wkurzyłam się.
Papiery w łapę, screeny maili, SMS-y i na policję.

Co się okazało?
Moje zgłoszenie nie jest jedyne. W ostatnim czasie z tym samym problemem przychodziło pełno osób, a faktura, którą otrzymałam, jest FAŁSZYWA.
Pani na Policji powiedziała, że mamy nic nie płacić i najlepiej skontaktować się w tej sprawie z adwokatem, poza tym w norweskim prawie nie ma niczego mówiącego o tym, że SMS "OK" to umowa. A nawet jeśli, to z każdej umowy jest wypowiedzenie.

Najgorsze jest to, że nie można się ich pozbyć. Nic sobie nie robią z informacji, że są zgłoszeni na policji, dalej uporczywie się dobijają i wysyłają kolejne faktury.

No zabić to za mało...

zagranica

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (204)

1