Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Hemoglobina

Zamieszcza historie od: 12 kwietnia 2016 - 16:33
Ostatnio: 23 maja 2018 - 21:09
  • Historii na głównej: 10 z 12
  • Punktów za historie: 1648
  • Komentarzy: 131
  • Punktów za komentarze: 325
 
poczekalnia
Dziś będzie krótko.
Hali http://piekielni.pl/81382 ciąg dalszy.

Po raz kolejny pojechałam na zastępstwo.

Męska szatnia
Wchodzę i czuję, że coś mi śmierdzi. Z początku spodziewałam się, że to z toalety... ale jakieś było moje zdziwienie gdy za winklem zobaczyłam gówniane ślady butów na ścianie.

Druga męska szatnia
Błoto. Wszędzie błoto. A najwięcej go było pod prysznicem. Tak się zastanawiam czy w domu też wchodzą pod prysznic w uwalonych butach?

I w końcu na dokładkę...
Przychodzi [f]acet i wywiązuje się między nami taka rozmowa.
f - Dzień dobry, mój syn zostawił w szatni buty, ktoś widział?
[j]a - A kiedy to się stało? Wie pan, ja tu jestem na zastępstwie.
f - No 2 tygodnie temu.
I tu już sobie myślę "ahaa, zara będzie"
j - No dobrze, jeśli mają gdzieś być to w rzeczach znalezionych, zaraz zobaczymy.
Prowadzę więc uśmiechniętego pana do pokoju z rzeczami znalezionymi, otwieram drzwi. Jest tam kilka worków z owymi znajdźkami, a czasem rzeczy leżą luzem.
j - Proszę.
f - No to szukaj.
j - Słucham?
f - No szukaj, nie będę grzebać w tych workach, bo jeszcze się ubrudzę.
j - To pana buty, nie moje.
f - Szukaj bo nie mam czasu! (Facet zrobił się dość agresywny w tym momencie i poza tym, że się darł zaczął też wymachiwać rękami.)
j - Ja też nie mam czasu, albo pan szuka, albo zamykam.
f - Ja zadzwonię do twojego szefa i mu powiem, że nie wykonujesz swoich obowiązków!
j - Do moich obowiązków nie należy szukanie czyichś butów w biurze rzeczy znalezionych. Proszę dzwonić, szef powie panu to samo.
Po tej krótkiej wymianie zdań, naburmuszony zaczął grzebać w workach, ale butów nie znalazł. Wychodząc zażądał numeru szefa, który oczywiście mu podałam :), potem wściekły jak osa wyszedł, dzwoniąc. Szef później zadzwonił i pytał o co chodzi, więc wyjaśniłam mu sprawę on natomiast westchnął i powiedział, że jak znów ktoś się będzie awanturować, to po prostu mam wezwać ochronę i się nie certolić.

Ot wesoło.

norwegia hala sportowa

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (96)
poczekalnia
Pracowałam sobie przez chwilę w firmie X. Niestety z powodu choroby, lekarz mój i lekarz medycyny pracy orzekli iż dalej pracować tam nie mogę. Trudno. Zdarza się.

Pierwszą piekielnością w historii jest to, że informowałam swoje szefostwo o moim stanie zdrowia. Nie wysłali mnie do swojego lekarza medycyny pracy na samym początku, a dopiero po ataku choroby.

Drugą piekielnością jest to, że kazali mi się zwolnić ponieważ miałam "nieusprawiedliwione nieobecności", którymi w rzeczywistości był czas, gdy oczekiwałam aż łaskawie znajdą mi termin u lekarza. Żeby nie było niedomówień - kategorycznie zabroniono mi pracy, bez orzeczenia ich lekarza więc siłą rzeczy nie mogłam pracować podczas oczekiwania.
Koniec końców - rozwiązanie umowy za porozumieniem stron.

Ostatnia piekielność to urząd pracy. (Stamtąd też skierowali mnie do firmy X)
Po stracie pracy poszłam więc ponownie się zarejestrować jako osoba bezrobotna. [j]a, [p]iekielna

J - Dzień dobry. Chciałabym się zarejestrować jako osoba bezrobotna.
P - Pierwszy raz?
J- Nie. Już byłam zarejestrowana.
P - To ja sprawdzę. (Chwila grzebania w komputerze) - O faktycznie. To w takim razie zaświadczenie o zameldowaniu tymczasowym.
J - No ale przecież macie mnie w systemie i ksero tego zaświadczenia też.
P - No mamy w archiwum, a archiwum to jest na 2 końcu miasta i ja nie mam pod ręką papierów. Jak pani przyniesie to zarejestrujemy.

Pożegnała się z uśmiechem numer 7. A ja od wczoraj przekopuje wszystkie teczki z dokumentami w poszukiwaniu cholernego zaświadczenia.

urząd pracy pracodawcy praca

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 24 (68)
poczekalnia
Jak to się mówi - Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

Historia działa się jakiś rok temu.
Mój znajomy(nazwijmy go Krzysiek) ma matkę, która ma dosłownie obsesję na punkcie ekologii, naturalnej medycyny itp. Do tego stopnia, że nie pójdzie do lekarza nawet z poważnym problemem.

I o to się właśnie rozchodzi. Krzysiek od paru dni bardzo źle się czuł, miał silne bóle brzucha, biegunki i wysoką gorączkę.
Jego matka oczywiście faszerowała go witaminkami, zapewniając że niebawem mu się polepszy. Ale poprawy nie było.
Miał dość i poszedł do lekarza, bez jej wiedzy. Co się okazało? Jakiś stan zapalny jelit(dokładnie niestety nie przytoczę). Lekarz oczywiście przepisał mu leki i po dłuższym czasie męczarni, w końcu mu się poprawiło.
Ale na jego nieszczęście, matka znalazła te leki. Zrobiła mu taką awanturę, jakby co najmniej kogoś zabił. Była gadka o tym, że lekarze to szarlatani i tylko wyłudzają pieniądze, a w ogóle to jak to jest, że on własnej matce nie ufa?! I to na pewno jej witaminki mu pomogły a nie jakiś tam szajs od złodzieja w kitlu. Zagroziła nawet, że wyrzuci go z domu. Na odzew długo czekać nie musiała, bo Krzysiek spakował się i dom opuścił. Wtedy sporo czasu przemieszkał u znajomych, w tym też u mnie. Dziś już mieszka na swoim i ma się dobrze. A w całej tej historii najbardziej powala mnie to, że jego matka wciąż nie rozumie dlaczego syn się na nią gniewa.

"naturalnie"

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (130)

1