Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 12 lipca 2018 - 16:04
  • Historii na głównej: 35 z 45
  • Punktów za historie: 6217
  • Komentarzy: 179
  • Punktów za komentarze: 578
 

#82534

(PW) ·
| Do ulubionych
Jedna z wczorajszych klientek obsługiwanych przeze mnie zdecydowanie zasłużyła na tytuł Miss Absurdu i Głupoty.

W Carrefourze warzywa ważone są na stoisku, po czym na woreczek nakleja się etykietę z kodem kreskowym. Dla zapominalskich jest też waga przy kasie nr 1.

Klientka miała na woreczkach z wybranym towarem mnóstwo losowych etykiet więc zapytałam:

- Przepraszam, ale co to ma być?

Doczekałam się odpowiedzi:

- Pani zeskanuje byle co, kto się dopatrzy?

No chyba nie. Wzięłam z szuflady przykasowej rolkę nowych woreczków, przepakowałam wszystko i zważyłam poprawnie.

Największy smaczek trafił się jednak na koniec.
Miała przy sobie kartę płatniczą z męskim imieniem. Procedura nakazuje w takim wypadku poprosić o dokument, by porównać dane.

Pani stwierdziła, że ona dokumentów nie ma, a jak chcę to ona poda mi numer domowy, abym potwierdziła u jej męża, iż dał jej tą kartę.

Całą sytuację widział i słyszał ochroniarz stojący w pobliżu mojej kasy.
Popatrzyliśmy po sobie z minami "ja @#&@&#, co za głupia baba".

Po interwencji kierownika dyżurnego i ochrony, paragon anulowano, a panią pouczono aby nosiła dokumenty.

Jak można być tak durnym?

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (178)
poczekalnia
Przeczytałam #82661 i postanowiłam dodać swoją historię o piekielnym pociotku.

W maju zmarła siostra mojego dziadka.
Chorowała od dłuższego czasu. Mieszkanie było w prywatnej kamienicy,więc trzeba było je opróżnić do końca miesiąca.

Przyjechaliśmy w którąś majową niedzielę z przyczepką, by zabrać pamiątki rodzinne oraz rzeczy, których nie chcieliśmy zostawiać. W mieszkaniu od dnia pogrzebu przebywał dziadek, pilnując dobytku.

Nie wiadomo jak o naszym przyjeździe zwiedziała się ciotka (na potrzeby historii dajmy jej imię Maria). Dla mnie to siódma woda po kisielu i totalnie obca osoba, ale była w jakiś sposób sprowinacona ze zmarłą i dziadkiem.

Wpadła jak diabeł między gary i zaczęła stękać,że ona chciałaby :

- zegar wahadłowy
- lodówkę
- telewizor
- stół

i całą stertę innych rzeczy.

Oczka skakały jej chytrze po wszystkim co przedstawiało jakąkolwiek wartość.
Gdyby mogła chyba od razu zagarnęłaby co się da, jak leci. Nawet biżuterię.

Dziadek był totalnie załamany po wszystkim,więc się nie odzywał.

Do akcji wkroczył mój ojciec. Powiedział :

- Droga ciociu Marysiu, ciocia wybaczy,ale zegar jest przeznaczony dla Hermiony, a i niespecjalnie uważam aby należały się jakiekolwiek inne rzeczy.
Możemy dać inną drobną pamiątkę, jeśli coś się spodoba.

Korzystając z okazji uciekłam jak najszybciej z zegarem i zamknęłam go w aucie, bo prędzej wolałabym umrzeć niż patrzeć jak idzie w obce łapy. I tak nie działał, miejscowy majster nie chciał bądź nie umiał go naprawić więc co przyszłoby z niego zachłannej "cioci" ?

Zachłanną babę dało się odprawić wręczając jej kilka kryształów i obraz.

A ja mam chociaż cenną pamiątkę,której nie oddam i będę strzegła dopóki będę żyć.

Zegarmistrz w naszym mieście wycenił wartość nieszczęsnego czasomierza na ok. dwa tysiące złotych, dodatkowo naprawa pochłonęła około pół tysiąca.

Piekielna ciociunia rozpowiada podobno w miasteczku same "słodkie" słowa na nasz temat.


________________________________________________

Nie zlinczujcie mnie,ale siostra dziadka za życia wielokrotnie powtarzała,że w razie czego zegar jest mój. Dlaczego więc miałabym go oddać obcej dla mnie babie?

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (94)
poczekalnia
Pamiętacie Ukraińców z #82342?

Wczoraj pokazali cały ogrom piekielności.

Próbowali wyr@#$@ć nowego kasjera na 50 zł.

Wczoraj, godzina 21:10. Cieszyłam się,że niedługo fajrant. W myślach byłam już jedną nogą w pociągu SKM.

Nagle moje idylliczne rozmyślania przerwały jakieś wrzaski. Odwróciłam się i zobaczyłam słynną parkę. Darli się na Młodego,że wydał im za mało.

Młody,czyli Piotrek pracuje z nami pięć dni.To był jego trzeci raz za kasą.

Jako,że wczoraj przypadła mi zaszczytna funkcja piastowania nadzoru POK, zadzwoniłam od razu do kasy centralnej, poinformować przełożoną, że mamy dymy na sklepie. W międzyczasie poproszona o wydrukowanie raportu kasowego, zrobiłam to i zakazałam wydawania jakiejkolwiek reszty.

Po przyjściu rozliczającej zostałam jej asystentką ds. liczenia kasy - ona liczyła grube pieniądze, ja babrałam się w bilonie.

Po podliczeniu wyszło nam,że nowy nie ma żadnej wielkiej superaty, i powinien wydać cwaniakom dwadzieścia kilka złotych.

Oczywiście spotkało się to z krzykami niezadowolenia i żądaniem wydania więcej.

Ochroniarz stojący przy nas po prostu nie wytrzymał. Jest rygorystyczny,ale wczoraj dosłownie wyszedł z siebie.

Warknął w kierunku uroczej parki "Zamknąć się,zabrać resztę i nie pokazywać się tu więcej!
Mamy państwa dosyć!".

Podziałało. Z ciężkimi fochami wypisanymi na cwaniackich gębach zabrali się i poszli.

Młody trząsł się jak osika i dziękował mi za interwencję.

Mam nadzieję,że więcej nie spotkamy tych ludzi.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (113)
Wczoraj na sam koniec pracy trafili mi się Ukraińcy ze śmietaną za 1,50. Walnęli mi za nią 100 zł na ladę i mieli wielkie pretensje, że wydałam im resztę nie tak, jak by sobie życzyli.

Dałam im 80 zł w banknotach (dysponowałam tylko jedną 50, jedną 20 i dychą), a resztę w bilonie. Zaczęły się krzyki, że mam wydać normalnie, co to za chłam.

Żądali oddania 100 zł, wrzeszczeli, że chcą zwrócić towar. Przyszedł kierownik dyżurny, zapoznał się z sytuacją, stwierdził, że zwrot towaru jest niemożliwy, bo śmietana jest z dobrą datą i nie ma co przesadzać, bo gdybym wydała im w samym bilonie, dopiero wtedy mogliby się czepiać.

Zmyli się jak niepyszni, a z oddali dochodziły obietnice napisania skargi.

Od koleżanek pracujących dłużej dowiedziałam się, że z tą konkretną parą to tak zawsze. Przy każdych zakupach owi państwo mają jakieś pretensje.

Kierownik dyżurny po zapoznaniu się z zawartością mojej kasetki obiecał, że w razie gdyby owy czepialski duet dalej szukał dziury w całym, wybroni mnie przed menagerem sklepu.

Całe zdarzenie było komentowane nawet w kasie centralnej i wszyscy pracownicy jak jeden mąż stali po mojej stronie.

Rozliczająca stwierdziła, że takie przyłażenie ze stówą po śmietanę i wszczynanie afery jest czystą bezczelnością.

Czekam z niecierpliwością na skargę. Ciekawe, co napiszą.

Skomentuj (57) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 65 (165)
zarchiwizowany
Klientka idiotka, czyli baba która musi postawić na swoim.

Dzisiaj rano trafiła się nam klientka w wieku ok 30-35 lat. Świstnęła pracownicom działu warzywnego cukinię bio w opakowaniu, której jeszcze nie zdążyły wprowadzić w system. Po prostu bez żadnego pytania ją sobie zabrała z wózka pełnego warzyw i owoców.

Głucha na ich nawoływanie,że ta cukinia nie "wejdzie" cisnęła mi ją na taśmę i zażądała skasowania.

Poinformowana, że system nie rozpoznaje kodu zaczęła srodze gębować, że ona MUSI JĄ MIEĆ!
Żądała wezwania menagera sklepu, bo jak to tak itp w ten deseń.

Mimo propozycji wrócenia na dział i wzięcia zwykłej wersji tego warzywa zaparła się jak osioł i powtarzała to samo zdanie jak mantrę.

Rano byłam sama za kasą, jako wsparcie miałam pracownika POK. Możecie się domyślić jaki zator powstał.

Dla świętego spokoju owo nieszczęsne warzywo zostało naprędce wklepane w system.

Jak można mieć taki tupet?

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (28)

#82360

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o kolejnych piekielnych klientach.
Tym razem piekielni rodzice.

Dzisiaj wieczorem miałam nieprzyjemność obsługiwać typową Karynę i typowego Sebę z dwuletnim rozwrzeszczanym berbeciem.

Nie dość,że wryli się nieproszeni przed moją kasę omijając kolejkę (klientów przywołuję przyciskiem, który powoduje uruchomienie komunikatu: kasa nr...), to jeszcze pokrzykiwali, że ich dziecko jest nerwowe i co mi to szkodzi.

Berbeć niepilnowany przez rodzicieli ściągnął ze stojaka lizak typu laseczka (kojarzycie zapewne "świąteczne" lizaki w czerwono białe paski) i paskudnie go obciumkał rozrywając przy okazji folię.

Karyna wyrywała mu słodycz warcząc:

- Tego nie bierzemy!

Powiedziałam, że niestety muszą go wziąć, bo dziecko obśliniło lizak, oraz uszkodziło folię.
Taki towar zaś nie nadaje się już do odstawienia.

K i S zaczęli odburkiwać, że jakim prawem, że nie mogę ich zmusić itd itp.

Skinęłam dłonią w kierunku ochroniarza, bo wiedziałam już że dalsza dyskusja nie ma sensu.

Ochroniarz podszedł i zawyrokował:

- Hermiona, dolicz tego lizaka do rachunku. A szanowni państwo płacą za to, bo dziecka się pilnuje. Jakby każdy tak niszczył towar, byłby ładny cyrk.

Pieniacze zapłacili, burcząc coś pod nosem.
Całą sytuację widziało i komentowało kilkoro klientów.

Żenada pełną gębą.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (180)
zarchiwizowany
Wróciłam do pracy w Carrefourze.

Carrefour dość duży, bo w galerii, więc klientów jak pszczół w ulu.

Wczoraj trafiła mi się jakaś przygłupia baba.
Swoje produkty zapakowane w siatki typu "zrywka" i zawiązane na solidny węzeł położyła przede mną na taśmie.

Nie odpowiedziała na "dzień dobry" i patrzyła na mnie jakbym jej rodzinę wybiła.

Pakunków było naprawdę sporo. Poprosiłam więc o wypakowanie towaru.

Babsko warknęło :

- Ja się dziwię, że taka idiotka tu jeszcze pracuje.

Z wielką łaską wypakowała swoje dobra spożywcze i nadal gapiła się na mnie jakbym jej coś zrobiła.

Kiedy odchodziła od kasy złapał mnie atak kaszlu (od klimatyzacji jestem podziębiona). Odwróciła się do mnie i wrzasnęła :

- NUMER SŁUŻBOWY, I NAZWISKO POPROSZĘ! JESTEŚ BEZCZELNA! Wyśmiewasz się ze mnie Ty... (tu padł potok ciekawych inwektyw).

Poinformowałam Panią, że nie mam obowiązku podawać jej moich danych osobowych a dwa kroki od niej jest Punkt Obsługi Klienta gdzie może przekazać swoje uwagi na temat mojej osoby.

Wszystko słyszeli ochroniarze pilnujący linii kas więc byłam uratowana. Sami poinformowali kierownika zmiany (KZ) co się stało.

KZ doskonale wiedział, że mam lekki kaszel i o tym samym poinformował ową kobietę.
Jej jednak było mało sensacji.

Zaczęła wyzywać także kierownika zmiany, posądzać go o to, że mnie broni itd itp.

Skończyło się wyproszeniem krzykaczki przez duet ochrony galerii.

Opowiadając całą historię w palarni, wywołałam rechot pozostałych współpracowników, oraz wesołość pracowników innych punktów usługowych.

Stwierdzili : "chyba mąż jej nie zrobił dobrze."

Po przemyśleniu tej sytuacji sama się z tym zgadzam.


Skąd toto się w ogóle urwało?

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (30)

#81943

(PW) ·
| Do ulubionych
"Madka" Roku 2018.

Byłam dzisiaj w oddziale firmy Energa załatwiać pewne sprawy związane z rachunkiem.

Na miejscu oprócz innych, z wyglądu spokojnych ludzi zastałam Panią Madkę z dzieciakiem w wieku lat 7-8.

Podnosiła "ciche" hurr durr, że ona musi czekać z dzieckiem, a stare prukwy są obsługiwane priorytetowo.

Energa ma w systemie do pobierania numerków, numerki priorytetowej obsługi dla:

- kobiet w ciąży
- niepełnosprawnych ruchowo
- osób w wieku 75+
- rodziców z dziećmi do lat 3

Wracając do tematu.

Dzieciak biegał jak oparzony, darł się, śpiewał, wciskał co się dało na ekranie do pobierania numerków - na podłogę pod tym urządzeniem opadł stos odcinków papieru z numerkami.

Przez jego "zabawę" na ekranie przypisującym stanowisko obsługi, leciało mnóstwo pustych numerków, co opóźniało obsługę oczekującego tłumu.

Madka poproszona przez kilka osób o pilnowanie wyczynów dziecka i zasugerowaniu niewydolności wychowawczej, pyskowała w stylu "Co Pan/Pani powiedział/a?" "Pani nie dotyczy cokolwiek związanego z moim dzieckiem" itd w ten deseń.

W końcu sprawą zainteresował się ktoś postawiony wyżej rangą z obsługi.

Nie wiem co powiedziano madce, ale wystrzeliła jak z procy do wyjścia, ciągnąc za sobą dzieciaka.

Zachowanie madki było jeszcze omawiane długo po jej wyjściu.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (219)

#81873

(PW) ·
| Do ulubionych
Zamówiłam w sklepie internetowym biżuterię na ślub kuzyna. Biżuteria miała być wysłana następnego dnia. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca.

Pani i pan (małżeństwo prowadzące sklep) mają wielki problem z podaniem numeru przesyłki, plączą się w tym, co mówią - dzisiaj twierdzili, że przesyłka wróciła do nich, bo jej nie odebrałam.

Kilka dni temu mówili zaś, że przyjdzie do mnie sms/mail z numerem nadania od DPD. Żadnej wiadomości nie uświadczyłam.

Ślub i wesele za cztery dni, a ja zostałam bez biżuterii i 170 PLN.

Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (141)
Dzisiaj zyskałam pewność, że moi sąsiedzi z trzeciego piętra na pewno nie są normalni. Tak - chodzi o rodziców tego dzieciaka.

Południe. Wychodziłam akurat z psem na spacer gdy na klatce spotkałam "ukochanych" sąsiadów z przychówkiem (taaa,tak ich kocham jak psy dziada w ciasnej ulicy).

Podjudzali małego potwora z szyderczymi uśmiechami wypisanymi na twarzach,żeby powiedział mi "dzień dobry" i podziękował za "problemy jakie na nich ściągnęłam".

Nie wiedzieli, że włączyłam dyktafon i nagrałam ich ataki słowne.

Jutro bardzo się to przyda, im więcej dowodów tym lepiej dla mnie.

Państwu życzyłam miłego dnia z uśmiechem nr 5, nie komentując ich zachowania.

I teraz nasuwa mi się myśl - Oni są tak skrzywieni umysłowo czy tylko udają?

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (190)