Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 7 lipca 2017 - 23:22
  • Historii na głównej: 23 z 24
  • Punktów za historie: 4594
  • Komentarzy: 110
  • Punktów za komentarze: 484
 
Mam telefon na kartę i najchętniej udusiłabym osobę, która prawdopodobnie kiedyś posiadała mój numer.

Od kilku dni wydzwaniają do mnie natręci z "instytucji" typu Vivus, Wonga, Filarum. Wypytują przy tym o niejaką panią Sylwię G. Kiedy tłumaczę, że nie znam takiej osoby i to pomyłka zaczyna się nachalne wypytywanie:

- Od kiedy korzysta pani z tego numeru?
- Jak się Pani nazywa?

Itd. Itp. Odpowiadam zawsze "Nie muszę się tłumaczyć. Żegnam" i rozłączam się.

Jeden natręt z tych lichwiarskich spółek pobił sam siebie w głupocie.
Zaczął na mnie wykrzykiwać, że mam nie udawać, iż nie wiem o co chodzi, że teraz każdy dłużnik tak mówi, żądał informacji kiedy spłacę dług.

Co zablokuję jeden numer to wydzwania do mnie 20 innych.
Kiedyś przełączywszy telefon w tryb milczenia i odłożywszy go - naliczyłam później 45 nieodebranych połączeń.

Czy to już nadaje się do zgłoszenia na policję?

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (166)

#78953

(PW) ·
| Do ulubionych
Uprzedzam, będzie obrzydliwie.

Przed chwilą wróciłam do domu z pracy. Jechałam autobusem bez klimatyzacji. Wiadomo jakie warunki panują w pojeździe bez udogodnień - zaduch i smród. Na domiar złego autobus był zapchany seniorami prawie po brzegi.

Za mną, na podwójnym siedzeniu ulokowały się dwie woniejące z daleka baby - typowe plotkary. Wokół nich niczym chmura unosił się odór potu przemieszanego z ohydnymi duszącymi "perfumami".

Babska zajęły się plotkowaniem o wszystkich znajomych, pociotkach i innych skoligaconych z nimi osobami - ten siaki, tamten sraki, jeszcze inna taka a owaka.

Później zajęły się obgadywaniem osób wsiadających do autobusu na kolejnych przystankach. Doczepiły się nawet do matki, która wsiadła z czworgiem dzieci. Padły słowa o dziecioróbstwie i o rozkładaniu nóg przed kim popadnie - kobieta ta nawet nie wyglądała na spokrewnioną w jakikolwiek sposób z patologią.

Nie wytrzymałam. Odwróciłam się i spojrzałam na komentatorki.
Jedna miała tak tłuste i skołtunione włosy, że można by pomyśleć, iż nie wie co to szampon i grzebień. Druga zaś bluzkę która kiedyś chyba była biała, a obecnie szara z brudu. Obydwie tak śmierdziały potem, aż robiło się niedobrze.

Wysyczałam zimnym głosem: Szanowne panie może by najpierw spojrzały na siebie i poszły się wykąpać, bo mydło, szampon oraz woda już dawno nie są reglamentowane. Mogłabym śmiało powiedzieć, że to wy należycie do patologii z tym stopniem zaniedbania i niedomycia. Gąbka i mydło nie gryzą, a to ile kto ma dzieci to jego prywatna sprawa.

Babska momentalnie ucichły, a na następnym przystanku zrejterowały z autobusu. Zapewne nieźle musiały na mnie pomstować, bo łypały na mnie nienawistnie spode łba. Gdyby nieoddzielająca nas szyba autobusu pewnie usłyszałabym jaka to ze mnie franca, blerwa itd. ;)

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (170)

#78678

(PW) ·
| Do ulubionych
Przed chwilą wróciłam do domu i stwierdzam, że psychicznie wysiadłam.

Miałam wątpliwą przyjemność jechać autobusem.

Przez pół trasy jakiś zbzikowany dziadek (nie wyglądał na bezdomnego) grał na harmonii różnorodne chacharowe melodie. Poinformowany, że pasażerowie sobie nie życzą tego typu hałasów, zaczął wyzywać upominające go osoby od wyznawców PiS-u, KOD-u itd.

Babcie siedzące wokół niego zaczęły wykrzykiwać na narzekaczy, że mogą sobie wysiąść, jechać taksówkami, puknąć się w głowy, bo im się podoba to, jak ten pan gra, a my się nie znamy itp. itd.

Kierowca tylko bezradnie patrzył w lusterka, bo osobiście wyrzucić takowego pasażera nie mógł.

Uszy mi jeszcze pękają od tych popisów. Wygląda na to, że starsi ludzie z racji wieku mogą sobie odpieprzać takie szopki, a młodzież tudzież wracający z pracy zmęczeni ludzie, płacący niemałe sumy za bilet miesięczny, nie mają prawa komfortowo podróżować.

komunikacja_miejska

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 212 (254)

#78723

(PW) ·
| Do ulubionych
Sąsiadka zapowiedziała mi wczoraj, że jeszcze zobaczę jakie piekło mi urządzi.
Poszło o rzekome potraktowanie jej synowej jak intruza.

Mam zasadę, że nie wpuszczam do klatki schodowej osób, których nie znam.
Nieważne kim są, nieważne do kogo przyszli i po co - nie wpuszczam i już.
Wczoraj spotkałam pod klatką schodową dziwnie zachowującą się kobietę.
Wierciła się po chodniku jak smród po gaciach, popatrywała po oknach i mamrotała coś do siebie pod nosem.

Ominęłam ją i zaczęłam wklepywać kod na klawiaturze domofonu.
Nagle poczułam, że ktoś wisi mi niemalże na plecach i domyśliłam się, że to owa nieznajoma (znacie zapewne to uczucie kiedy ktoś Was obserwuje).
Ofuknęłam ją, że proszę o odsunięcie się, bo nie życzę sobie aby tak na mnie napierała. Otworzyłam sobie drzwi, a babsko skorzystawszy z okazji chciało wpakować się za mną, na krzywy ryj. Byłam szybsza, uniemożliwiłam jej to. Powiedziałam, że jeżeli chce wejść ma dzwonić do osoby, którą chce odwiedzić i zamknęłam jej drzwi przed nosem.

Nie minęło 10 minut, a ktoś uwiesił mi się na dzwonku od drzwi mieszkania.
Otworzyłam i ujrzałam sąsiadkę czerwoną na twarzy. Zaczęła wrzeszczeć co ja sobie wyobrażam, jak śmiałam tak potraktować jej synową itd. itp.

Poczekałam, aż skończy się pruć i powiedziałam, iż :
- nie jestem niczyją odźwierną
- jak się przychodzi do kogoś w odwiedziny, nie wisi się lokatorom na plecach i nie sprawia wrażenia chorej na głowę, tylko dzwoni pod numer lokalu odwiedzanej osoby
- cokolwiek ma znaczyć urządzenie mi piekła, ja się nie boję, a takowe groźby są karalne.

Aż chciałoby się wysłać w kosmos takich ludzi.

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (181)
Kontynuacja #77371.

Poszłam dzisiaj do FUP na moim osiedlu z karteczką zawierającą numer przesyłki. Niewiele tam wskórałam, ponieważ powiedziano mi, że wszystkie dokumenty dotyczące wydawania paczek i listów znajdują się w 'głównym' oddziale poczty.

Psiocząc i złorzecząc pod nosem, pojechałam pod wskazany adres. Zażądałam wezwania kogoś odpowiedzialnego za pracę listonoszy i pokazania mi 'mojego podpisu' na odpowiednim glejcie. Oczywiście nie przyznałam się ani słowem, że przesyłka wylądowała w zwrotkach.

Pani naczelnik poprosiła mnie o numer przesyłki i zniknęła gdzieś na zapleczu. Po jej powrocie dowiedziałam się,że :

- listonosz zaznaczył, że ta przesyłka została wrzucona do skrzynki (nigdy nie składałam na poczcie wniosku o wrzucanie mi listów poleconych do skrzynki)
- jeżeli mam jakieś roszczenia, to może mi podać numer do listonosza, a on się będzie tłumaczył co zrobił z moją przesyłką.
- mogę napisać skargę do Centrali Poczty Polskiej.

Mój mózg z trudem przetworzył takie wstrząsające informacje.
Numer do listonosza oczywiście został zapisany w telefonie.

A skarga pójdzie tak czy siak.

Listonosz za to zapamięta sobie na długo, że polecone oddaje się do rąk własnych, bo został poinformowany, że musi mi zwrócić 40 PLN, i że ma na to czas do godziny 19:00.

Narzekał, miauczał i jęczał, że 'on będzie musiał dać mi swoje pieniądze z napiwków!!'

No cóż. Powiedziałam mu zgodnie z prawdą, że za głupotę się płaci, a swoje żale może zachować dla siebie, bo to efekt jego niedbałego wykonywania powierzonych obowiązków.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (175)
Zaczynam odnosić wrażenie, że niektórym babciom brak piątej klepki. Myślę też, że wychodząc na zakupy włączają ich głupi tok myślenia "z racji swojego wieku mogę wyłudzać wszystko".

Ogromnie mnie irytuje to, że seniorki mają manię pakowania wszystkich warzyw w jeden woreczek zasupłany na solidny węzeł. Na delikatnie zwróconą uwagę, że warzyw się nie miesza, następuje obraza majestatu i głupie próby tłumaczenia się, że te produkty są w tej samej cenie.

No super, mogą sobie być w tej samej cenie, ale jest jedna kwestia, której te durne babska nie pojmują - czyli stany magazynowe, które muszą się zgadzać.
Każdy niedobór idzie w straty sklepu, a tym samym wychodzą cuda wianki na inwentaryzacjach.

Wczoraj byłam zmuszona poprosić o wezwanie kierowniczki zmiany, bo jakaś babunia narobiła zgrzytu i stęku o to, że rozerwałam jej pieczołowicie zapakowany woreczek foliowy, wypełniony marchwią i pietruszką.

Z ust babska padły zarzuty, że niszczę jej zapakowany towar (?!) i robię problem, bo nie chcę zważyć warzyw tak jak ona sobie życzy. Przecież to ta sama cena!

Nie przyjmowała wytłumaczeń, że to są dwa różne warzywa i trzeba je ważyć osobno. Żeby tego było mało, stwierdziła, że dla takiego molocha jak Piotr i Paweł g***no znaczą te warzywa, zważone nieprawidłowo.

Fajnie, ale gdyby personel był taki pobłażliwy dla każdego emeryta, sklepy stałyby się po prostu nierentowne.

Czy te babcie myślą, że zrobią szum pod tytułem "mi się należy i już!", a kasjer zrobi co mu każą?!

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 200 (252)
O piekielności listonoszy wspominano tu zapewne nieraz.
Jednakże pan, który obsługuje mój rejon, popisał się totalnym brakiem posiadania mózgu.

Należę do jednej z facebookowych grup, na której można zakupić świece i woski Yankee Candle. Kilka dni temu zamówiłam u jednej z dziewczyn dwa woski. Jako formę dostawy wybrałam list polecony priorytetowy.

Zaglądałam codziennie do skrzynki, czy nie pojawiło się jakieś awizo. Moja skrzynka znajduje się nad skrytką na zwroty.

Dzisiaj jakiś impuls podkusił mnie, żeby zajrzeć do skrzynki zwrotnej. Przez szparę służącą do wrzucania zobaczyłam kopertę opisaną moim imieniem i nazwiskiem, oraz oklejoną znaczkiem 'PRIORYTET'.

Ciśnienie skoczyło mi momentalnie. Raz, że odbiór takiej przesyłki powinnam pokwitować własnym podpisem(!!!!!), dwa - jeżeli nawet nie było mnie w domu, należało zostawić awizo w skrzynce, trzy - nie sądzę, żeby bryftrygierowi pomerdały się skrzynki. Raczej zrobił to z czystej złośliwości, albo lenistwa.

Niestety, otwór skrzynki jest tak wąski, że kopertę wyciągnęłam w kawałkach, ale zachowała się naklejka z numerem przesyłki i moje dane. Zawartość na szczęście ocalała.

W poniedziałek idę wyjaśniać sytuację. Ciekawe,kto podpisał odbiór, bo na pewno to nie byłam ja.

Czuję, że będzie wesoło...

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (172)

#76903

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałam dzisiaj 'klienta', którego mianuję Wariatem Roku 2017.

Nie zliczę ile razy dziennie proszę klientów, żeby nie kładli banknotów na taśmę, bo mogą zostać wciągnięte i zniszczone.
Czy to takie wyczerpujące położyć należność za zakupy na specjalnej tacce? Dla niektórych najwyraźniej tak.

Krótko po otwarciu sklepu do mojej kasy podszedł klient w wieku 55-60 lat. Był bardzo zajęty rozmową przez telefon - rzucił na taśmę, tuż obok wybranych produktów 100 zł. Jak nietrudno się zorientować - zostały brutalnie wciągnięte pomiędzy taśmę a wagę. Nawet nie zdążyłam zareagować.

Czekałam aż jaśnie pan skończy swoją rozmowę przez telefon,
bo chciałam mu zwrócić uwagę, na to co właśnie się stało.

W końcu, niechętnie odkleił się od swojego smartfona, i rościł pretensje dlaczego jego zakupy są jeszcze nie skasowane i gdzie jego reszta.

Powiedziałam,że czekałam aż szanowny pan raczy zainteresować się,co stało się z jego pieniędzmi,bo jakoś ich tu nie widzę,poza tym pieniędzy nie kładzie się na taśmie, bo mogą ulec destrukcji.

Krzyknął:

- JAK TO! PRZECIEŻ POŁOŻYŁEM NA TAŚMIE STO ZŁOTYCH!
GDZIE MOJE PIENIĄDZE?! TO KPINA I ZŁODZIEJSTWO!

Nadal spokojnie, odpowiedziałam,że do kładzenia pieniędzy służy specjalna tacka, a pieniądze,które położył na taśmie zostały zapewne zniszczone.

Wtedy się zaczęło. Miałam wrażenie, że mam przed sobą zbiega z szpitala psychiatrycznego. Delikwent poczerwieniał, zaczął toczyć pianę z ust i drzeć się tak, że słyszano go w całym sklepie, a nawet i na pobliskiej wysepce banku ING. Myślałam, że mnie pobije. W międzyczasie z czerwonego zrobił się niemal fioletowy. W mojej obronie zdążyła stanąć inna klientka, którą Mr Furiat zwyzywał od najróżniejszych i kazał się odpier.... - ekhm, odczepić.

Ściągnięta wrzaskami, zjawiła się Joanna - także kasjerka, pracująca znacznie dłużej niż ja.

Wysłuchała jednym uchem ryków furiata, i wyjąwszy z kieszeni nieodłączne nożyczki podważyła blachę, pod którą znajduje się mechanizm wagi. Po podniesieniu mechanizmu, naszym oczom ukazało się nieco zmięte i naddarte oblicze Jagiełły.

Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z koleżanką i oddaliłam się ochłonąć po agresji tego przyjemniaczka.

Ciekawe czy swoich najbliższych traktuje tak samo. W każdym razie współczuję im takiego kogoś w rodzinie.

Skomentuj (54) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 223 (305)

#76662

(PW) ·
| Do ulubionych
Temat stary jak świat: Senior w komunikacji miejskiej.

Tak się zastanawiam po wczorajszym dniu - czy starszym ludziom po przekroczeniu progu autobusu odbiera mowę? Odnoszę takie wrażenie.

Wczorajszy poranek. Siódma rano, jadę do pracy zbiorkomem.
Po kilku przejechanych przystankach staje nade mną BABĄG. Tak, właśnie BABĄG - niesamowicie otyły i odziany w futro. Zaczyna chrząkać, chrumkać, posapywać, trącać mnie torebką w kolano i napierać na mnie niczym taran. No słowem - istny koncert rodem z ogrodu zoologicznego. Żeby jeszcze tego było mało, pochylała się w moim kierunku, a sądząc po zapachu - z higieną była na bakier.

Przyznam, że trochę bolało mnie trącanie tą torbą i jej napieranie na mnie.
Czułam się po prostu osaczona.

Grzecznie i spokojnie poprosiłam ją, żeby przestała uskuteczniać swoje ekscesy.

Przemówiła:

- Nie mogę. Boli mnie kręgosłup.

Myślałam,że spuchnę ze śmiechu. Ktoś kogo boli kręgosłup, nie mógłby się tak pochylać w kierunku innej osoby i chrumkać prosto w ucho - tak jak robiła ta kobieta.

Nadal grzecznie, wyraziłam swoje zdziwienie tym, że pani jednak umie mówić (:D) i powiedziałam jej, że niestety nie rozumiem języka zwierząt, także pochrumkiwanie i posapywanie są mi obce, a poza tym żyjemy w cywilizowanym świecie, a nie w jakiejś dżungli - tym samym, jeżeli Pani nie umie poprosić, a woli chrząkać i chrumkać jak zwierzę - proszę tak chrumkać nad kim innym, bo ja też się źle czuję i nie mogę ustąpić.

Nie przejmowałam się tym co inni powiedzą, i ze stoickim spokojem zaaplikowałam słuchawki w uszy.

Czy starsi ludzie serio myślą, że ich zwierzęce zachowania (czyt. chrumkanie, chrząkanie) jest jasne do zrozumienia? Nie cierpię takich prymitywnych manier.

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 211 (297)

#76486

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj trafił się klient, który zdecydowanie powinien zostać Tatusiem Roku.
Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, ażeby ciągać po centrum handlowym dziecko, usiane krostami jak indycze jajo - chore na coś zwanego po łacińsku varicellą - i jeszcze się do tego beztrosko przyznawać.

Akurat wykładałam słodycze, kiedy w okolicach następnej alejki usłyszałam bulgot jakby coś się wylewało. Zaniepokojona sprawdziłam co się dzieje, a tam...

...dziecię - mniej więcej lat 5, z buźką całą w wykwitach, malowniczo wybluzgiwało zawartość swego żołądka na podłogę pośrodku sali sprzedaży. Armagedon, kociokwik i kataklizm w jednym - sprzątaczka gromko wezwana na miejsce, nie wiedziała od której strony zabrać się do tego pobojowiska.

Ojciec beztrosko wyznał, że dziecko "się nieco źle poczuło, bo jest chore na ospę..." :/

A wokół pełno mam z pociechami w wózkach i kilka kobiet w ciąży - mam cichą nadzieję, że przez bezmyślność tatusia inni nie będą cierpieć.

sklepy

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 224 (248)