Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 19 stycznia 2018 - 11:18
  • Historii na głównej: 26 z 29
  • Punktów za historie: 4862
  • Komentarzy: 120
  • Punktów za komentarze: 550
 
zarchiwizowany
Będzie o piekielnym lekarzu z miejskiej stacji pogotowia ratunkowego. Chociaż..słowo lekarz to za dużo jak na takiego chama. Już prędzej pasowałoby określenie "jeb.. konował".

Ojciec mi się popsuł. Dwie godziny temu matka wyciągnęła mnie z łóżka lamentując,że ojciec uskarża się na bóle w okolicy serca - żartów w takiej sytuacji nie ma, z uwagi na nadciśnienie tętnicze tatki.

Poszłam ocenić sytuację - głowa rodu próbowała trzymać fason i stanowczo zakazywała wzywania karetki - prosząc za to "zawieź mnie do lekarza na ulicę X".

Odziałam się natentychmiast, pomogłam też doprowadzić papę do stanu kultury i należytego wyglądu, sprowadziłam go ostrożnie do auta i ruszyliśmy.

Po dotarciu na miejsce kazano nam chwilę zaczekać.

Po bodajże pięciu minutach pojawił się pożal boże "lekarz" i burkliwie zaprosił nas do gabinetu warcząc pod nosem,że o tej godzinie się śpi a nie zawraca lekarskie cztery litery.

Zapytany przeze mnie czy mu przeszkodziliśmy w spaniu i poinformowany, że swoje fustracje ma wyładowywać gdzie indziej prychnął, jakim prawem komentuję jego wypowiedzi.

Z wielką łaską zbadał tatę, dał mu jakąś tabletkę pod język i wystawił skierowanie do szpitala.

Ojciec musi pozostać całą noc na obserwacji a cholera wie co będzie dalej.
Komu można zgłosić takie zachowania?

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (20)

#81137

(PW) ·
| Do ulubionych
Kasjerka w monopolowym chyba za bardzo wczuła się w swoją rolę.

Tatko posłał mnie po piwo marki Kuflowe - nie wiem jak można to pić, ale jak sobie zażyczył to rzecz święta.

W wyżej wymienionym piwie lubuje się również Maryśka - osiedlowa żulietta (ale o tym za chwilę).

Stanęłam grzecznie w kolejce, a gdy nadeszła moja kolej poprosiłam o ów napój bogów.

Co powiedziała pani za ladą?

- Jak Kuflowe to wiem już dla kogo (miała na myśli Żuliettę M). Nie sprzedam.

Nie miałam ochoty na żarty, więc ostrzejszym tonem upomniałam paniusię, że nie jej zakichany interes dla kogo to kupuję, mam skończone 25 lat oraz dowód osobisty do wglądu, jeżeli jest potrzeba okazania takowego.

Podziałało.

Z fochem wypisanym na twarzy nabiła towar na kasę i ciężko obrażona podała kwotę do zapłaty. Baaaa - usłyszałam,iż jestem PRZEMĄDRZAŁA...

A ja się zastanawiam nad jednym - czy to, że ktoś może ma ochotę wypić tańsze piwo czyni go posłannikiem żuliett, które są wywalane ze sklepu z wiadomych względów?

No chyba nie.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (90)

#81067

(PW) ·
| Do ulubionych
Babcie autobusowe chyba nie mogą odpuścić nawet w Wigilijny poranek darcia się, że zajmowane przez nas miejsce należy do nich.

Przystanek początkowy, do odjazdu jeszcze 3 minuty.
Wsiadłam do pojazdu i wybrałam miejsce z przodu, by łatwiej i sprawniej wysiąść (niedawno przeszłam solidny uraz nogi i muszę ją oszczędzać, bo czasem nawet 20 minut stania kończy się bólem).

Siadam, autobus rusza i... słyszę nad sobą "To moje miejsce! Krowo pękata! Zajęła mi miejsce!"

Podniosłam spojrzenie na źródło wrzasków i ujrzałam kobietę (lat ok. 70) uzbrojoną w parasol. Brwi odrysowane od szklanki i wojownicza mina - czyli standard.

Przez chwilę miałam nawet podejrzenia, że z jej zdrowiem psychicznym nie jest do końca w porządku.

Powiedziałam jej, że ma pełno wolnego miejsca dookoła, aby dała mi spokój i ogarnęła się nieco, bo robi szum o nic.

Zamachnęła się na mnie parasolem. Kierowca zauważył to w lusterku, zatrzymał pojazd, otworzył drzwi i wysiadł z kabiny. Upewnił się, że baba nie zdążyła zrobić mi krzywdy i wyprosił agresorkę mówiąc, że dla niej to koniec podróży.

Babol wysiadł opornie, nadal wykrzykując wyzwiska.

A ja nadal nie ogarniam tego co się stało. Wigilia i taki cyrk?

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (180)

#80634

(PW) ·
| Do ulubionych
Od kilku miesięcy posiadam auto.

Nie jest to jakiś bolid marzeń - zaledwie passerati b6.

Komuś najwyraźniej jest nie w smak, że w ogóle je posiadam - zaczęło się od rysy na drzwiach, przebitej opony… A teraz ktoś z uporem maniaka zabrał się za tablice rejestracyjne.

Tak, dobrze czytacie. Dzisiaj, po raz trzeci straciłam OBYDWIE tablice rejestracyjne. Rano wyjrzałam przez okno i nie potrzebowałam już kawy - ciśnienie skoczyło mi tak, że krew mało nie popłynęła mi uszami z wściekłości.

Zamiast pojechać do pracy, musiałam dzwonić do szefowej i prosić po raz kolejny o UŻ.

Nie wiem, kim jest ten dowcipniś i czy myśli, że ja mam kopalnię pieniędzy, aby ciągle odwiedzać Wydział Komunikacji w urzędzie miasta.

Gdybym wiedziała, kto to jest, dosłownie lałabym po mordzie i patrzyła, czy równo puchnie.

Dziś zapadła decyzja, że biedny Passat będzie garażowany.

Moje nerwy uległy wyczerpaniu.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (77)
zarchiwizowany
Kierowniczka kłamczucha czy osoba mająca problem z samą sobą? Oceńcie Wy.

Moja koleżanka, Agata (imie zmienione) została zatrudniona w jednym ze sklepów. Po okresie próbnym kierowniczka odprawiła ją słowami, że nie przedłuży jej umowy, bo musi obciąć etaty.

Prawda okazała się inna. Po kilku dniach życzliwe koleżanki z byłej pracy zaczęły rozpowiadać Agacie, że na jej miejsce przyjęto inną osobę, a o niej samej kierownictwo wypowiada się jak o leniu i obiboku, co raczej nie było prawdą, bo dziewczyna uwijała się na stanowisku pracy niczym mrówka w ukropie.

Szczyt s***syństwa chyba został osiągnięty.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (27)
Mam telefon na kartę i najchętniej udusiłabym osobę, która prawdopodobnie kiedyś posiadała mój numer.

Od kilku dni wydzwaniają do mnie natręci z "instytucji" typu Vivus, Wonga, Filarum. Wypytują przy tym o niejaką panią Sylwię G. Kiedy tłumaczę, że nie znam takiej osoby i to pomyłka zaczyna się nachalne wypytywanie:

- Od kiedy korzysta pani z tego numeru?
- Jak się Pani nazywa?

Itd. Itp. Odpowiadam zawsze "Nie muszę się tłumaczyć. Żegnam" i rozłączam się.

Jeden natręt z tych lichwiarskich spółek pobił sam siebie w głupocie.
Zaczął na mnie wykrzykiwać, że mam nie udawać, iż nie wiem o co chodzi, że teraz każdy dłużnik tak mówi, żądał informacji kiedy spłacę dług.

Co zablokuję jeden numer to wydzwania do mnie 20 innych.
Kiedyś przełączywszy telefon w tryb milczenia i odłożywszy go - naliczyłam później 45 nieodebranych połączeń.

Czy to już nadaje się do zgłoszenia na policję?

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (172)

#78953

(PW) ·
| Do ulubionych
Uprzedzam, będzie obrzydliwie.

Przed chwilą wróciłam do domu z pracy. Jechałam autobusem bez klimatyzacji. Wiadomo jakie warunki panują w pojeździe bez udogodnień - zaduch i smród. Na domiar złego autobus był zapchany seniorami prawie po brzegi.

Za mną, na podwójnym siedzeniu ulokowały się dwie woniejące z daleka baby - typowe plotkary. Wokół nich niczym chmura unosił się odór potu przemieszanego z ohydnymi duszącymi "perfumami".

Babska zajęły się plotkowaniem o wszystkich znajomych, pociotkach i innych skoligaconych z nimi osobami - ten siaki, tamten sraki, jeszcze inna taka a owaka.

Później zajęły się obgadywaniem osób wsiadających do autobusu na kolejnych przystankach. Doczepiły się nawet do matki, która wsiadła z czworgiem dzieci. Padły słowa o dziecioróbstwie i o rozkładaniu nóg przed kim popadnie - kobieta ta nawet nie wyglądała na spokrewnioną w jakikolwiek sposób z patologią.

Nie wytrzymałam. Odwróciłam się i spojrzałam na komentatorki.
Jedna miała tak tłuste i skołtunione włosy, że można by pomyśleć, iż nie wie co to szampon i grzebień. Druga zaś bluzkę która kiedyś chyba była biała, a obecnie szara z brudu. Obydwie tak śmierdziały potem, aż robiło się niedobrze.

Wysyczałam zimnym głosem: Szanowne panie może by najpierw spojrzały na siebie i poszły się wykąpać, bo mydło, szampon oraz woda już dawno nie są reglamentowane. Mogłabym śmiało powiedzieć, że to wy należycie do patologii z tym stopniem zaniedbania i niedomycia. Gąbka i mydło nie gryzą, a to ile kto ma dzieci to jego prywatna sprawa.

Babska momentalnie ucichły, a na następnym przystanku zrejterowały z autobusu. Zapewne nieźle musiały na mnie pomstować, bo łypały na mnie nienawistnie spode łba. Gdyby nieoddzielająca nas szyba autobusu pewnie usłyszałabym jaka to ze mnie franca, blerwa itd. ;)

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (176)

#78678

(PW) ·
| Do ulubionych
Przed chwilą wróciłam do domu i stwierdzam, że psychicznie wysiadłam.

Miałam wątpliwą przyjemność jechać autobusem.

Przez pół trasy jakiś zbzikowany dziadek (nie wyglądał na bezdomnego) grał na harmonii różnorodne chacharowe melodie. Poinformowany, że pasażerowie sobie nie życzą tego typu hałasów, zaczął wyzywać upominające go osoby od wyznawców PiS-u, KOD-u itd.

Babcie siedzące wokół niego zaczęły wykrzykiwać na narzekaczy, że mogą sobie wysiąść, jechać taksówkami, puknąć się w głowy, bo im się podoba to, jak ten pan gra, a my się nie znamy itp. itd.

Kierowca tylko bezradnie patrzył w lusterka, bo osobiście wyrzucić takowego pasażera nie mógł.

Uszy mi jeszcze pękają od tych popisów. Wygląda na to, że starsi ludzie z racji wieku mogą sobie odpieprzać takie szopki, a młodzież tudzież wracający z pracy zmęczeni ludzie, płacący niemałe sumy za bilet miesięczny, nie mają prawa komfortowo podróżować.

komunikacja_miejska

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 214 (258)

#78723

(PW) ·
| Do ulubionych
Sąsiadka zapowiedziała mi wczoraj, że jeszcze zobaczę jakie piekło mi urządzi.
Poszło o rzekome potraktowanie jej synowej jak intruza.

Mam zasadę, że nie wpuszczam do klatki schodowej osób, których nie znam.
Nieważne kim są, nieważne do kogo przyszli i po co - nie wpuszczam i już.
Wczoraj spotkałam pod klatką schodową dziwnie zachowującą się kobietę.
Wierciła się po chodniku jak smród po gaciach, popatrywała po oknach i mamrotała coś do siebie pod nosem.

Ominęłam ją i zaczęłam wklepywać kod na klawiaturze domofonu.
Nagle poczułam, że ktoś wisi mi niemalże na plecach i domyśliłam się, że to owa nieznajoma (znacie zapewne to uczucie kiedy ktoś Was obserwuje).
Ofuknęłam ją, że proszę o odsunięcie się, bo nie życzę sobie aby tak na mnie napierała. Otworzyłam sobie drzwi, a babsko skorzystawszy z okazji chciało wpakować się za mną, na krzywy ryj. Byłam szybsza, uniemożliwiłam jej to. Powiedziałam, że jeżeli chce wejść ma dzwonić do osoby, którą chce odwiedzić i zamknęłam jej drzwi przed nosem.

Nie minęło 10 minut, a ktoś uwiesił mi się na dzwonku od drzwi mieszkania.
Otworzyłam i ujrzałam sąsiadkę czerwoną na twarzy. Zaczęła wrzeszczeć co ja sobie wyobrażam, jak śmiałam tak potraktować jej synową itd. itp.

Poczekałam, aż skończy się pruć i powiedziałam, iż :
- nie jestem niczyją odźwierną
- jak się przychodzi do kogoś w odwiedziny, nie wisi się lokatorom na plecach i nie sprawia wrażenia chorej na głowę, tylko dzwoni pod numer lokalu odwiedzanej osoby
- cokolwiek ma znaczyć urządzenie mi piekła, ja się nie boję, a takowe groźby są karalne.

Aż chciałoby się wysłać w kosmos takich ludzi.

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (187)
Kontynuacja #77371.

Poszłam dzisiaj do FUP na moim osiedlu z karteczką zawierającą numer przesyłki. Niewiele tam wskórałam, ponieważ powiedziano mi, że wszystkie dokumenty dotyczące wydawania paczek i listów znajdują się w 'głównym' oddziale poczty.

Psiocząc i złorzecząc pod nosem, pojechałam pod wskazany adres. Zażądałam wezwania kogoś odpowiedzialnego za pracę listonoszy i pokazania mi 'mojego podpisu' na odpowiednim glejcie. Oczywiście nie przyznałam się ani słowem, że przesyłka wylądowała w zwrotkach.

Pani naczelnik poprosiła mnie o numer przesyłki i zniknęła gdzieś na zapleczu. Po jej powrocie dowiedziałam się,że :

- listonosz zaznaczył, że ta przesyłka została wrzucona do skrzynki (nigdy nie składałam na poczcie wniosku o wrzucanie mi listów poleconych do skrzynki)
- jeżeli mam jakieś roszczenia, to może mi podać numer do listonosza, a on się będzie tłumaczył co zrobił z moją przesyłką.
- mogę napisać skargę do Centrali Poczty Polskiej.

Mój mózg z trudem przetworzył takie wstrząsające informacje.
Numer do listonosza oczywiście został zapisany w telefonie.

A skarga pójdzie tak czy siak.

Listonosz za to zapamięta sobie na długo, że polecone oddaje się do rąk własnych, bo został poinformowany, że musi mi zwrócić 40 PLN, i że ma na to czas do godziny 19:00.

Narzekał, miauczał i jęczał, że 'on będzie musiał dać mi swoje pieniądze z napiwków!!'

No cóż. Powiedziałam mu zgodnie z prawdą, że za głupotę się płaci, a swoje żale może zachować dla siebie, bo to efekt jego niedbałego wykonywania powierzonych obowiązków.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (177)