Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

KEDRA1

Zamieszcza historie od: 15 kwietnia 2015 - 23:27
Ostatnio: 14 czerwca 2017 - 14:56
  • Historii na głównej: 3 z 5
  • Punktów za historie: 555
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 

#78712

(PW) ·
| Do ulubionych
Witajcie :)

Tym razem wpis kieruję do taksówkarzy z firm korporacyjnych którzy wpadli niedawno na gienialny pomysł zablokowania ulic i strajku.

Miesiące maj-czerwiec to okres kiedy bardzo dużo uczniów / studentów dojeżdza na Uczelnie i szkoły na egzaminy, obrony, sesje itp. I Również to okres kiedy zrobiło się ciepło i młodzi ludzie zaczynają rozglądać się za dorywczą pracą tzw "wakacyjną" (choć co prawda nie ma wakacji ale dorywcze już powoli są poszukiwane).

Z kręgu swoich znajomych dowiedziałem się że:

* Studenci nie zdołali dojechać na egzaminy i kolokwia z powodu zakorkowanych ulic
* Inni studenci nie zdążyli na obrony dyplomów w maju i muszą podejść do egzaminu we wrześniu lub październiku (i co za tym idzie maleją szanse na złożenie papierów na kolejne studia jeszcze w tym samym roku kalendarzowym)
* Uczniowie spóźniali się na egzaminy maturalne
* Młodzi ludzie nie mogli się dostać na spotkania rekrutacyjne / rozmowy kwalifikacyjne na czas

Oraz inne również przykre:

* Karetki pogotowia miały utrudniony przejazd do pacjentów
* Inne pojazdy uprzywilejowane nie mogły szybko i sprawnie przeprowadzić akcji / interwencji

Nie wspominając już o tym, że nawet na rowerze nie dało się pojeździć bo wszędzie krzyki, strajki, przepychanki itp :/

Jeśli taksówkarze chcieli w ten sposób pokazać, że są lepsi to właśnie strzeliliście sobie w kolano...

taxi strajk korki

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 195 (229)
zarchiwizowany

#77832

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witajcie :)

Dzisiejsza historia krótko i dla poprawy humoru. Jak zostać mistrzem marketingu :)

Wczoraj w niedzielę, wracając z kościoła po odbytej niedzieli palmowej, po południu udałem się do pobliskiego hipermarketu po kilka drobiazgów. Jakieś bułeczki, mięso, kostka masła, karton mleka itp. Podchodzę do lodówki z nabiałem, a tam moim oczom ukazało się:

Paczka 4 kurzych jajek... już ugotowanych na twardo, pomalowanych jadalną farbą z datą ważności do 14 kwietnia, za cenę 9,99 zł. Na etykietce była zamieszczona informacja, że jajka już ugotowane na twardo, z datą ważności 4 dni od momentu wykonania, pokryte jadalną farbą odporną na zmywanie wodą :)

Hmm, Janusze marketingu górą :)

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -13 (19)
zarchiwizowany

#77674

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witajcie :)

Czytając historię #55958 autorstwa Mala_Mi_22 opowiem Wam, że w moim mieście podczas święta 1 listopada przy wejściu na cmentarzu również oprócz stoisk z kwiatami i zniczami można spotkać jeszcze takie:

1. Stoisko z zabawkami (pluszowe misie, pandy, tygrysy wielkie na około 1 metr)

2. Stoisko z suszonymi owocami (morele, rodzynki, żurawina itp)

3. Stoisko z kręconą watą cukrową (!)

4. Stoisko z bryloczkami do kluczy (domowych i samochodowych)

No cóż, każda okazja do marketingu dobra :/

cmentarz stoisko zabawki owoce

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -10 (28)

#77639

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak sobie dzisiaj siedzę w pracy i przypadkowo spotkałem dawnego kolegę ze studiów. Trochę pogadaliśmy, trochę powspominaliśmy, nieco rozmawialiśmy kto gdzie teraz pracuje.
Jako ciekawostkę napiszę dzisiaj krótką historię o tym, jak mój kolega natrafił raz na "niesamowitą" ofertę pracy, którą znalazł w internecie. Nie wiem do końca czy był to fake, ale pokazywał mi na telefonie zrzut ekranu :) Oferta pracy była następująca:

Firma zatrudni osobę na stanowisku stróża na parking strzeżony. Warunki następujące - praca przez 24h, zaczynając od momentu wybicia północy jednego dnia, aż do wybicia północy następnego dnia. Potem od tego momentu czas wolny aż do wybicia północy kolejnego dnia - następna dniówka. I tak 24h pracy / 24h wolnego. Stawka 2,50 zł na rękę oraz uwaga - czajniczek do zagotowania wody.

Hmmm, ktoś zainteresowany? :)

oferta pracy stróż parkingowy

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 212 (230)

#75905

(PW) ·
| Do ulubionych
Witajcie :)

Piszę w ramach ostrzeżenia aby uważać :)

Przestrzegam przed sklepem Media Expert w Bytomiu przy ulicy Zabrzańskiej, a dokładniej przed składaniem swojego CV tam i kupowania rowerów. Dlaczego? Już tłumaczę.

Na początku wiosny szukałem pracy i wysyłając swoje CV odpowiedziałem również na ogłoszenie do sklepu Media Expert jako Doradca klienta. Niedługo później zadzwonił Kierownik sklepu z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną. Na miejscu okazało się, że potrzebują pracownika na hangar na dział "RS" (potocznie zwany Rowery-Skutery lub Rekreacja sportowa"). Na początku trochę mnie to zaskoczyło, gdyż myślałem, że będę mógł pracować na sklepie wraz z innymi sprzedawcami, jednakże Kierownik sklepu wytłumaczył mi, że wybrane markety posiadają hangary z rowerami i skuterami. Zostałem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną, gdyż w CV zainteresowaniach wpisałem "Jazda na rowerze", jednakże Kierownikowi sklepu od razu powiedziałem, że niektóre sprawy serwisowe co prawda umiem, ale ze skuterami, kosiarkami, kosami będę miał do czynienia pierwszy raz w życiu.
Kierownik sklepu, bardzo miły i sympatyczny powiedział, że to nie będzie problem, bo zostanę przeszkolony, poszukują osoby posiadającą doświadczenie w obsłudze klienta i sprzedaży (u mnie ponad 7 lat), tak więc pomyślałem, że chętnie spróbuję.

Kwiatki zaczęły się tydzień później, kiedy okazało się, że ówczesny Kierownik sklepu "abdykował" na stopień niżej (czyli na zastępcę kierownika sklepu) i przeniósł się do innego marketu z przyczyn rodzinnych. Na jego miejsce wskoczyła dziewczyna, która wtedy razem z nim była jego zastępcą. Od jej przejęcia sklepu zaczęły się pojawiać liczne niedociągnięcia dotyczące prawa pracy, bhp a nawet mobbingu. Otóż dziewczyna ta przedtem pracowała w Komputroniku razem z połową ekipy z tego sklepu i wraz z jej awansem połowa zespołu dosłownie się rozbrykała myśląc, że im wszystko wolno. Niestety odbiło się to na mnie i na hangarze na którym zacząłem pracę. Prawda była taka, że hangar przed sklepem ze sprzętem rowerowym i skuterami był dosłownie znienawidzony przez wszystkich pracowników, ale kierownik jak jeszcze tam był, w miarę starał się zachęcić zespół do opieki nad nim. Co innego dziewczyna która właśnie awansowała. Niestety, nie zostałem przeszkolony tak jak obiecał poprzedni Kierownik a mało tego - działy się takie rzeczy, że po trzech miesiącach pracy na okres próbny postanowiłem pożegnać się ze sklepem bez względu na to, czy mi umowę by przedłużyli czy nie. Tak więc do rzeczy:

1. Szkolenie - odbyło się jedno szkolenie trwające niecałe dwie godziny z pracownikiem z sąsiedniego miasta też z działu RS, który szkolenie przeprowadził "na szybko" i opieszale. Pod koniec szkolenia zostałem poproszony o podpisanie pewnego kwestionariusza potwierdzającego odbyte szkolenie. I tu pierwszy zonk - były tam wymienione rzeczy, że potwierdzam szczegółowe umówienie obsługi każdego sprzętu po kolei, włącznie z jego włączeniem i wyłączeniem. Zapytałem tego kolegę jak to wygląda, bo nie włączaliśmy poszczególnych urządzeniem które są wymienione na kwestionariuszu. Odpowiedział, że mam się nie martwić, to jest jedynie potwierdzenie dla jego kierownictwa, że przyjechał i zrobił szkolenie. OK, nie utrudniałem, może rzeczywiście tylko formalność w formie papierka, kwestionariusz wypełniłem. Kilka dni później pojawił się klient który chciał kupić skuter - decyzja kierowniczki - zatankuj skuter, zamontuj akumulator (włącznie z zalaniem kwasu z fiolki do akumulatora), zrób przepych gaźnika i odpal. A jak zapali przejedź się po parkingu, aby sprawdzić układ jezdny. Ja wielki zonk bo nie wiem kompletnie jak to się robi. Odpowiedź kierowniczki - "Było szkolenie, podpisałeś oświadczenie, masz to zrobić"

2. Korzystanie z toalety i przerwy - niestety, nie miałem możliwości swobodnego korzystania z toalety i pójścia na przerwę aby np. coś zjeść. Było ustalone na początku przez Kierownika, że jeśli chcę pójść na przerwę lub na sklep czy to coś zjeść czy się np. schłodzić jak był upał to mam zadzwonić. Niestety, w większości przypadków nie odbierali telefonu, nie przychodzili i nie zmieniali mnie, jednakże nie dlatego, że nie mogli bo np. obsługiwali klienta, tylko powiedzieli wprost "na tamten syf nie chce mi się nawet przychodzić". W efekcie, choć głupio przyznać, chodziłem się załatwić za hangar, na szczęście z tyłu były gęste krzaki i żaden z klientów mnie nie widział.

3. Pan X i Pan Y - na sklepie pracowało dwóch sprzedawców, którzy byli mówiąc krótko - kumplami nowej kierowniczki, m.in. z poprzedniego sklepu Komputronik gdzie razem pracowali. Pan X w momencie awansu dziewczyny na kierowniczkę zaczął być wobec mnie nieco złośliwy, nic groźnego, jednakże były przypadki gdzie utrudniało to mocno pracę. Pan Y z kolei dał się poznać jako osoba, która (o dziwo) posiadał bardzo dużą wiedzę na temat rowerów, skuterów, kosiarek i kos. Pewnego dnia zapytałem go, dlaczego nie pracuje na tym dziale, jeśli mówiąc szczerze - ma większą wiedzę ode mnie. Odpowiedział, że "na tym g***wnie on pracować nie będzie". Raz, dwa razy w tygodniu były sytuacje, kiedy poprosiłem go o pomoc w regulacji przerzutek (tego nie zawsze umiałem zrobić), w większości przypadków przyszedł i pomógł w wyregulowaniu, ale niechętnie mówił, co dokładnie robi. Często prosiłem go aby powiedział / opisał jak i co robi abym mógł potem sam to wykonać. Odpowiedź Pana Y "Nie chce mi się tłumaczyć".


4. Otwieranie i zamykanie hangaru - otwieranie i zamykanie trwało pewien czas, na polecenie jeszcze poprzedniego kierownika ustalone było, że oprócz mnie ma to robić obowiązkowo dwóch sprzedawców (razem ze mną miały być trzy osoby) aby szybciej przygotować hangar. Przed hangarem na ogół stało około 10 skuterów, 25 rowerów i 6-7 kosiarek. Wystawienie tego w pojedynkę trwa około ponad godziny, a chowanie z powrotem musi być ustalone według odpowiedniego klucza gdzie co stoi, gdyż w środku hangaru są czujniki łapiące odległość. Niestety w praktyce było to tak, że pod wieczór robiłem wszystko sam a rano nie zawsze ktoś przyszedł. Na ogół pomagał mi jeden chłopak, z którym wyjątkowo miałem miły kontakt i nawet się dobrze zakolegowaliśmy.

5. Złośliwość Pana X - ten chłopak z biegiem czasu był coraz bardziej złośliwy, zresztą nie tylko do mnie. Można pominąć fakt, że rano i wieczorem celowo omijał dłonią przy przywitaniu i pożegnaniu mnie i innych nowych pracowników, jednakże prawdziwym przegięciem było celowe niezabezpieczenie sprzętu, kiedy mnie zastępował na hangarze. Otóż jednego dnia kiedy była inwentaryzacja Kierowniczka poprosiła mnie abym przyszedł na sklep i wpisał do Excela policzone sztuki rowerów i akcesoriów do nich. Kiedy zajmowałem się tą pracą na czas mojej nieobecności hangar miał pilnować Pan X. Cała sytuacja była rano jeszcze przed otwarciem hangaru. Tak więc z Panem X (w milczeniu) porozkładaliśmy pojazdy a ja poszedłem na sklep. Zapytałem grzecznie i uprzejmie (naprawdę tonacją głosu naj kulturalniej jak się da) czy mógłby linkami zabezpieczyć sprzęt. Usłyszałem odpowiedź "Nie mój dział, nie moje zmartwienie". Następnie Pan X wyciągnął swojego smartfona i usiadł na krześle w środku hangaru woląc zając się grą. A rowery stoją niezabezpieczone. Nic tylko kraść...

6. Grafik pracy - w naszym sklepie był też jeden chłopak który przedtem był na L4 z powodu operacji kolana. W związku z tym dostał bezpośrednie zalecenie lekarza aby w miarę go nie przemęczać. Ze względu na to, że mieszkał blisko, poprzedni kierownik ustalił mu grafik (dokładnie nie pamiętam) ale jakoś po 5-6 godzin przez cały tydzień (Sam tak nawet chyba chciał). Co zrobiła nowa kierowniczka?
W związku z inwentaryzacją zobowiązała właśnie jego do przyjścia uwaga - przez siedem dni pod rząd po 12 godzin z czego tego siódmego dnia na 6:30 rano. Efekt końcowy był taki, że trafił na re-operację tego kolana.

7. Wymiana opony w skuterze - dostałem polecenie aby wymienić oponę w skuterze. Skuter jeden z tych cięższych marki Router. Nie potrafiłem takiego zabiegu wykonać, jednakże jeśli bym umiał nie miałem do tego narzędzi. Na hangarze nie było żadnego stojaka, podpórek czy czegokolwiek aby skuter oprzeć jeśli przednie koło będzie wymontowane. Nie było też dedykowanej łyżki do ściągania opon w skuterze. Zgłosiłem te wszystkie rzeczy kierowniczce. W odpowiedzi usłyszałem - "Obejrzyj sobie o tym filmik na youtube"

8. Próba przeprowadzenie rozmowy - po dwóch miesiącach pracy postanowiłem poprosić Kierowniczkę o indywidualną rozmowę, aby powiedzieć o tych niedogodnościach. Przekazałem, że bardzo mi zależy na tej pracy i chciałbym kontynuować, ale nie mogę gdyż, raz - kolega Pan X jest złośliwy do mnie i do innych nowych, dwa - pewne polecenia przekraczają moją wiedzę, a trzy - nie mogę swobodnie korzystać z toalety czy z przerwy. W odpowiedzi usłyszałem "Dział RS jest samodzielnym stanowiskiem, musisz sobie radzić..."

9. To nie ukrywam przelało czarę goryczy, dlatego zdecydowałem się tutaj napisać - jak wygląda serwisowanie i przygotowanie roweru? Otóż bardzo źle. Klienci kupując rower mogą sobie dokupić za 79 zł usługę "Pewny Start" polegającą na tym, że rower przed sprzedażą będzie wyregulowany i gotowy do jazdy, a po pierwszym miesiącu klient przyjeżdża na darmowy przegląd i drobne naprawy typu dokręcenia śrubek, regulacje hamulców itp. Pierwszy przegląd "Pewny start" miałem dla klienta już w drugim dniu pracy. Nie wiedziałem co to takiego, tak więc dzwonię na sklep i odbiera Pan Y (Ten co umie regulować). Zapytałem co mam zrobić w ramach przeglądu, usłyszałem odpowiedź autentycznie - "Nic takiego, robisz takie tam puciu puciu, trochę udajesz, że coś poprawiasz, jak coś chcesz to dokręć". No tak, ale w sumie za te 79 zł klient w prawdziwym serwisie wyreguluje wszystko i chyba starczy nawet jeszcze na jakieś akcesoria. Jeśli klient nie zapłacił, brał rower tak jak stał.

Jedynie plusem było to, że bardzo miło pracowało się z samymi klientami, gdyż w większości z nich byli to pasjonaci rowerów z którymi można było przez chwilę wymienić parę zdań dotyczących zdrowego trybu życia i zainteresowania do rowerów. Jednakże czasu spędzonego nie żałuję, gdyż z jednej strony przez trzy miesiące zarobiłem ponad dwa tysiące za każdy miesiąc a też pozwoliło mi to podbudować się psychicznie.

Nie będę już wspominać o takich rzeczach, że sam przynosiłem niektóre narzędzia typu śrubokręty, klucze, bo ich tam nie zawsze było a były też wyszczerbione, albo że byłem świadkiem jak poszczególni pracownicy wychodzili sobie na kilka godzin na hot-doga na pobliską stację benzynową (oczywiście przebrani po cywilnemu) i mimo tego nadal korzystali z przysługującej im przerwy. Postanowiłem napisać tę historię, gdyż mam nadzieję, że pomogę innym przed stratą czasu i nerwów gdyż - po pierwsze, podejrzewam, że na wiosnę ponownie pojawi się ogłoszenie o pracę w tym sklepie (i pewne w tym dziale) a dwa - sklep z pewnością będzie reklamować swoje rowery. Nie będę czytać komentarzy, jedynie chciałbym podzielić się tym, co wydarzyło się w tym sklepie. W związku z tym miejcie oczy otwarte i bądźcie bardzo ostrożni.

Bytom Media Expert

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (205)

1