Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Litterka

Zamieszcza historie od: 18 lutego 2011 - 22:44
Ostatnio: 13 maja 2018 - 8:55
O sobie:

Wiem, że nie ma Wielkiego Zła. Jest tylko to zwykłe, powszednie. No i jeszcze zwykła głupota.

  • Historii na głównej: 26 z 30
  • Punktów za historie: 7866
  • Komentarzy: 1351
  • Punktów za komentarze: 8821
 
zarchiwizowany

#42488

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Powroty po ciemku i palenie szkodzą zdrowiu...

Wracałam przed chwilą z miasta. Czekała mnie przesiadka na autobus. A że miałam jakieś 6 minut czekania, to stwierdziłam, ze sobie zapalę. Stoję, palę fajka, myślę o swoich sprawach. Nagle z okolic mojego mostka słyszę dziecięcy głos:
- Dawaj szluga, szmato!
Spojrzałam zdziwiona i widzę bachora lat 10 z groźną miną.
- No dawaj, ku$wa, peta, jarać mi się chce jak ch*j!
Spojrzałam z góry jeszcze bardziej zdziwiona...
- Ku*wa! - i dzieciak walnął mnie pięścią w brzuch. Napięłam mięśnie i nic mi się nie stało, ale teraz z kolei gówniarz chyba się trochę zdziwił, wziął większy zamach i... Tak, chciał mnie znowu walnąć. Tym razem moja cierpliwość się skończyła. Upuściłam papierosa, złapałam szczeniaka za rękę, wykręciłam za plecy i zmusiłam, żeby się pochylił i przykląkł.*
- Spadaj, dzieciaku, - mówię - następnym razem ktoś będzie miał mniej cierpliwości i zrobi ci krzywdę.
Młody się rozbeczał, pobiegł przed siebie i tylko z oddali dobiegł mnie jego wściekły, zaryczany wrzask:
- Tatooo! Bijąąą!
Niestety, wkrótce podjechał autobus i nie wiem, czy bachor przyszedł z ojcem... A szkoda, sama jestem ciekawa, co by wynikło.

I, szczerze mówiąc, jestem przerażona. Co z takiego gówniarza wyrośnie?

*Taki chwyt nie robi raczej krzywdy, służy do sprowadzenia napastnika do parteru. A nawet jeśli, to trudno.

Dzieci? Rodzice?

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 371 (439)
zarchiwizowany

#40167

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wkurzyłam się.

Idę sobie dzisiaj koło dworca w Gdyni Głównej. Miejsce ogólnie dość zatłoczone, w końcu dworzec. Widzę, że dwóch meneli się bije, i to nie szarpią o wino, czy coś, tylko jeden drugiego złapał za szyję, powalił na ziemię i nie chce puścić. Wrzasnęłam, żeby przestali i że wzywam policję, ale nie... Dalej się biją. No to dzwonimy...

Wybieram z komórki 112. Zajęte. Niestety, mój telefon, łącząc się z tym numerem długo się nie rozłącza. Uff, rozłączyło, dzwonię jeszcze raz. Niedostępny numer. Nosz kurrr... Znowu czekam aż się rozłączy, dzwonię po raz trzeci. Zajęte. Czekam, dzwonię po raz czwarty. Zajęte. Myślę, co by tu zrobić. Wybieram 997 (z komórki też działa!). Też coś nie tak, niby połączenie nawiązane, ale ja nic nie słyszę. Rozłączam się, dzwonię znowu. Uff, udało się. Krótko streszczam sytuację:

- Dzień dobry, przed budynkiem dworca w Gdyni bije się dwóch meneli, czy macie państwo takie zgłoszenie?
Chwila ciszy...
- Eee... Aaa, to ja panią do komendy przełączę...
Czekam.
- Halo, dzielnicowy.
- Dzień dobry, przed dworcem Gdynia Główna bije się dwóch panów, raczej nietrzeźwych, meneli, czy ktoś państwu już zgłaszał? Proszę o interwencję.
- Eee, zaraz... Nie, nie zgłaszał (przed dworcem ludzi tyle, co emerytów na promocji cukru!)... Eee... Nooo... To ja panią o godność poproszę...
- Diablica Piekielna, podjedziecie? Tam jeden drugiego dusił, nie wiem, czy coś więcej się nie stało...
- Eee... Zaaaraaaz, nie mamy wolnych radiowozów, za jakieś pół godziny chyba ktoś da radę... Dziękujemy.

Piiip, piiip, piiip...

Mam nadzieję, że jednak się panowie nie pozabijali...

system powiadamiania alarmowego i nasza kochana policja

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (162)
zarchiwizowany

#39290

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ja i mój pies kontra reszta świata...

Mam psa z potężną agresją lękową, mimo trzech lat pracy niewiele udało mi się z sunią zrobić, ale żyć trzeba dalej. A wiecie dlaczego tak mało wypracowałam? Przeczytajcie...

Idę z Mikrą po polu niedaleko mojego osiedla. Taka ciekawa okolica, że wielka łąka jest tuż za bramą wyjazdową, na co dzień spaceruje tam wielu ludzi, bo to nie tylko ładne miejsce, ale i najbliższa droga na przystanek i do sklepu. No i masa ludzi wyprowadza tam swoje psy, bo mają gdzie pobiegać. Idziemy sobie, akurat w miarę cicho... Pies odsmyczowany celem wybiegania, idziemy sobie spokojnie, przy czym Mikra ma nawyk pilnowania się mnie i przychodzi na zawołanie. W pewnym momencie słyszę "Leon, Leon, nie wolno, chodź tutaj!", oglądam się i widzę pana lat ok. 40, wrzeszczącego na czekoladowego labradora. No, myślę sobie, będzie ciekawie, mój pies waży 6,5 kg, taki labrador - ok. 40. Labek pędzi w naszą stronę właściciela mając w czeluściach odbytnicy. Przestraszyłam się trochę, bo przy takiej różnicy wagi różnie może być. Psica odeszła na bezpieczną odległość, a że stałyśmy na ścieżce, udało mi się psa złapać za obrożę i przytrzymać chwilę, bo labrador - silny pies, więc mi się wyrwał i pędzi w stronę mojej Mikry. Suka próbuje uciekać, ale cóż... Labrador po niej przegalopował, przygniótł łapą, aż Mikra wrzasnęła. Wreszcie facet w tempie przetrąconego ślimaka się przyczłapał, złapał swojego psa i odciągnął. O, myślę sobie, jest postęp. Patrzę, a tu sucz kuleje...
- Przepraszam pana, ale pies mi kuleje, mam nadzieję, że to nic poważnego, ale poproszę o numer telefonu, jakbym musiała iść do weterynarza, to w końcu państwa pies nas zaatakował. - mówię do faceta i chyba jego żony, która raczyła się zmaterializować obok nas.
- Co? - wrzasnęła żonka - Bezczelna gówniaro, co ty sobie myślisz, łazisz tu z jakimś kundlem, myślisz, że będziemy płacić z twoje fanaberie? To już Leonek nie może się z pieskiem pobawić, bo zaraz jakaś smarkula jęczy?
Złapała psa za obrożę, a męża pod pachę i pogalopowali do samochodu, zaparkowanego przy wjeździe na nasze osiedle... A mój pies? Tydzień panicznego strachu na widok każdego innego psa...

Ja i mój pies kontra reszta świata

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 83 (205)
zarchiwizowany

#15956

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja dzisiejsza historyjka wydarzyła się naprawdę dość dawno - ok. 10 lat temu. Po Gdyni na jednej z linii jeździły autobusy przegubowe, które naprzeciwko ostatnich drzwi miały silnik. Silnik umieszczony był w taki sposób, że zajmował "prawy tylni róg" autobusu, a dostać się do niego można było przez małe drzwiczki, może mające ok. 1 metra wysokości. Tyle tytułem wstępu.
Był piękny, upalny dzień. Dość późnym popołudniem wracałam sobie wyżej opisanym autobusem do domu. Na którymś z przystanków wsiadł Pan Menel. Chwilę jechał spokojnie, po czym złapał za malutką klameczkę przy drzwiach do silnika. Pociągnął. Zapukał. Znowu pociągnął, a kiedy drzwiczki się nie otworzyły, zaczął walić pięścią. W pewnym momencie wrzasnął:
- Wyłaź mi k***a z tego kibla!
Biedny pan myślał, że to toaleta w autokarze chyba...

ZKM Gdynia

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (182)

1