Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

LittleM

Zamieszcza historie od: 25 kwietnia 2016 - 12:24
Ostatnio: 20 października 2017 - 14:44
  • Historii na głównej: 13 z 14
  • Punktów za historie: 2608
  • Komentarzy: 152
  • Punktów za komentarze: 1664
 

#80231

(PW) ·
| Do ulubionych
Przy okazji historii "kościelnych" przypomniały mi się wydarzenia z przed paru lat. Wśród moich znajomych była para z dość długim stażem. Świetnie się dogadywali, mieli wspólne pasje, podobne podejście do życia i wszyscy uważali, że to naprawdę dobrana para. On zdeklarowany ateista, który nie przyjął żadnych sakramentów (nie był nawet ochrzczony). Ona katoliczka, ale z tych co do kościoła chodzą dwa razy do roku na Boże Narodzenie i Wielkanoc, a przykazań przestrzegają, tylko kiedy im to pasuje. Nikt nie spodziewał się jakichś większych zgrzytów na tle religii.

Wszystko było w porządku aż do czasu zaręczyn. Ona oświadczyła, że chce ślubu kościelnego. On powiedział, że skoro dla niej to takie ważne, świetnym rozwiązaniem będzie ślub jednostronny. Z grubsza w kościele ona przysięga przed Bogiem, a on tylko podpisuje papiery cywilne. I tu nastąpił foch stulecia. Bo ona chce "normalnego" ślubu i "co ludzie powiedzą". Zażądała od niego, że natychmiast ma sobie zorganizować sakramenty, a potem sobie może dalej nie wierzyć.

Po długich miesiącach prób rozmów i tłumaczeń on zerwał zaręczyny argumentując, że nie może spędzić życia z osobą która kompletnie nie szanuje jego poglądów. Ona jeszcze długo opowiadała wszystkim jak podle została porzucona.
Które z nich było bardziej piekielne oceńcie sami.

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (193)

#79996

(PW) ·
| Do ulubionych
Muszę się przyznać, że historie o „madkach z horom curkom” uważałam do tej pory za mocno przesadzone i podkoloryzowane. Niestety muszę zmienić zdanie i zacząć w nie wierzyć.

Szyję. Głównie dla siebie i swojej rodziny, ale raz na jakiś czas zgadzam się na niewielkie zlecenia dla kogoś znajomego. Dodatkowe parę groszy zawsze się przyda. Zwykle działa to tak, że wspólnie wybieramy materiały, ja zamawiam (jako stała klientka mam zniżki), a osoba dla której szyję za nie płaci i dodatkowo za moją pracę.

Nie jestem profesjonalną krawcową, ale każdą pracę wykonuję z dużą dbałością o szczegóły, tym bardziej jeśli jest „dla kogoś”. Do tej pory działało bez zarzutu.

Wczoraj skontaktowała się ze mną „znajoma znajomego” z prośbą o komplet dresików dla dwójki dzieci. Pewnie od razu bym się nie zgodziła, bo kobietę widziałam ze dwa razy w życiu i nie sprawiła na mnie dobrego wrażenia, ale akurat cierpię na nadmiar wolnego czasu, więc czemu nie. Wszystko ustaliłyśmy – mają być dwie bluzy z kapturem i cztery pary spodenek, jak starczy materiału, to dwie czapeczki. Ok.

W końcu pada: „To 15 zł ci starczy? Albo borówka, w żadnej Biedronce już nie ma!”.

Zamurowało mnie i chyba z tego szoku zaczęłam się tłumaczyć. Że nici, że prąd, że konserwacja maszyny, że to wszystko nie jest za darmo, że chyba zgubiło jej się zero z tyłu, że mój czas też jest coś warty, a maskotki mnie nie interesują.

„Ale moje dzieci są chore!”

Dopytałam, o co chodzi, bo jak ostatnio się widziałyśmy, to było wszystko ok, ale to dawno było, więc może coś się zmieniło.

„A, bo znowu się przeziębiły”.

Opadło mi wszystko, co mogło opaść. Odpisałam, że jednak nic jej nie uszyję, a jak będę miała ochotę na pracę charytatywną, to sobie sama jakąś znajdę.

Odpowiedź? „Pieprz się, ty głupia cipo!”.

madka

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (204)

#79888

(PW) ·
| Do ulubionych
Dopiero drugi dzień przedszkola, a mi już skoczyło ciśnienie.
W szatni czekałam, aż młody zmieni buty, kiedy zwróciłam uwagę na tatę z mniej, więcej pięcioletnią córką. Mała gil do pasa i kaszel taki, że mnie płuca zabolały. A tatuś instruuje:
- No, a teraz wycieraj nosa. Masz nie smarkać i nie kaszleć dopóki tata nie pójdzie.

A potem zdziwienie, że dzieci w przedszkolu bez przerwy chorują.

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (145)

#79772

(PW) ·
| Do ulubionych
Przy okazji historii o sklepie zoologicznym przypomniało mi się wydarzenie sprzed mniej więcej 20 lat.

W tym czasie moja mama prowadziła hodowlę kotów rasowych. Pewnego dnia zadzwoniła do niej Piekielna. Chciała oddać kota z rodowodem.

Wprawdzie kupiła go w innej hodowli, ale tam go nie chcą przyjąć z powrotem. A ona kota musi oddać, bo…

Za głośno mruczy i ona nie może spać.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 118 (138)

#79563

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio było sporo o tym, że dzieciom się na wszystko pozwala. Napiszę jak to wygląda z drugiej strony. Mam 3 latka, którego staram się nauczyć, że nie zawsze dostaje się to co się chce, a rykiem niczego się nie osiągnie. Generuje to mnóstwo piekielnych sytuacji. Opiszę te, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

1. Znana drogeria, w okolicach kasy słodycze. Młody jojczy o kinder jajo. Nie drze się, nie ryczy. Po prostu na różne sposoby prosi mnie o zakup, tyle że bez przerwy. Co jakiś czas powtarzam, że nie kupimy bo w domu są słodycze. Na to włącza się obrończyni pokrzywdzonych:

P1: No kupi mu pani! Tak ładnie prosi! TO TYLKO DZIECKO!

Ignoruję, ale młody podłapał i jojczy jeszcze bardziej. Już wyszliśmy, a nagle wybiega P1 i wręcza mu jajo:

P1: Masz słoneczko, twoja mama taka niedobra.
Noż...

2. Market, pozwalam młodemu wybrać sobie jeden (!) samochodzik. On nie może się zdecydować. Stoimy w alejce nie blokując nikomu przejścia. Młody wpada na pomysł, żeby kupić mu dwa. Tłumaczę, że musi wybrać jeden. W pewnym momencie słyszę:

P2: No kupi mu pni dwa, przecież to tylko 10 zł.
Taa... Gdybym wydawała 10 zł za każdym razem kiedy dziecku coś się podoba, to szybko poszłabym z torbami.

3. Ten sam market, kolejka do kasy. Przed nami dwie osoby. Tym razem młody drze się, bo chce wafelka. Tłumaczę, że zaraz będzie obiad, a poza tym dopóki krzyczy na pewno nic nie dostanie. Chór głosów namawia mnie, żebym jednak kupiła, bo "TO TYLKO DZIECKO".
Tak, wiem, że bachor drący się wniebogłosy wiele osób denerwuje. Naprawdę to rozumiem. Ale przykro mi, ja też muszę zrobić zakupy i nie zamierzam wpajać dziecku, że jak się rozkrzyczy to dostanie co tylko zechce.

4. Znowu kolejka do kasy. Chyba najdziwniejsza sytuacja, bo tym razem młody niczego się nie domagał. Co jakiś czas pokazywał na coś i chciał wiedzieć "co to". Nagle jakaś kobieta zaczyna do niego gadać:

P4: O, jaki ty ładny jesteś! A jak masz na imię?! A ile masz latek?!

Nie lubię tego, ale też nie uważam za powód do urządzania afery. Najlepsze miało jednak dopiero nadejść.

P4: Powiedz mamie, żeby ci kupiła czekoladkę, albo batonika, albo lizaka. No popatrz, mama nie kupiła żadnych słodyczy. No jak, tak można!

Poradziłam kobiecie, żeby zajęła się własnym koszykiem, ale szczerze mówiąc byłam w lekkim szoku.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 221 (231)
zarchiwizowany

#79361

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Często ludzie narzekają na dzieci sikające wszędzie gdzie popadnie. Tak było też na placu zabaw na który chodzimy. Dookoła bloki mieszkalne, szkoła ( na wakacje zamknięta) i ośrodek zdrowia (klucze dostępne tylko dla umówionych pacjentów). Także sporo małych dzieci sikało w żywopłot. Na początku wakacji postawiono toitoja, co bardzo mnie ucieszyło. Dzisiaj właśnie nadszedł ten dzień, gdy trzeba skorzystać już teraz, natychmiast. Szkoda tylko, że jakiś ch...j zablokował zamek i nie da się wejść. Niestety żywopłot znowu ucierpiał.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 33 (81)

#79166

(PW) ·
| Do ulubionych
Skomentowałam historię o sikających dzieciach i przy okazji przypomniało mi się pewne wydarzenie.
Warszawskie Zoo, dzień wolny od pracy, pogoda przepiękna, więc tłumy ludzi. W tym moja mama, ja i mój świeżo odpieluchowany dzieć. Spacerujemy, oglądamy zwierzątka i nagle słyszę "mama siusiu". Czas na znalezienie odpowiedniego miejsca około minuty, ale jesteśmy tuż obok pawilonu z toaletą. Lecimy.

No jednak nie. Moja mama łapie młodego, ściąga majtki i wystawia pod najbliższym krzakiem nawet się nie rozglądając. Genitalia mógł zobaczyć prawie każdy. Byłam wściekła, ale spokojnie (raz że miejsce publiczne, dwa że przy dziecku) mówię, że zdążylibyśmy skorzystać z przeznaczonego do tego miejsca. W odpowiedzi usłyszałam "Ale z Ciebie idiotka, z dziećmi nie chodzi się do publicznych toalet".

Dziecko nie zawsze jest w stanie na tyle długo wstrzymać się z potrzebami fizjologicznymi, żeby zdążyć do toalety i czasem trzeba wysadzić w miejscu do tego nieprzeznaczonym. Staram się unikać takich sytuacji, ale niestety nie zawsze się da. Podejście mojej mamy jest dla mnie nie do przyjęcia.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (195)

#78674

(PW) ·
| Do ulubionych
Długo się zastanawiałam się czy o tym pisać, ale weekendowy grill w gronie znajomych przeważył. Temat podwójnie kontrowersyjny bo nie dość, że pracownica w ciąży, to na dodatek kobieta w wojsku.

Pani trafiła na jednostkę po studiach oficerskich, a więc do odpracowania do emerytury miała 10 lat. Popracowała 8 miesięcy i zaszła w ciążę. Od razu L4 i w pracy pojawiła się z powrotem dopiero po rocznym macierzyńskim. Po 2 miesiącach dostała awans. Po następnych 4 miesiącach znowu L4. Niedawno urodziła. W międzyczasie dostała następny awans (nawet nie pojawiając się z tej okazji w pracy). Oczywiście wraca dopiero po macierzyńskim, albo jeszcze później, bo nazbierało jej się nie wykorzystanego urlopu. Łatwo policzyć, że w ciągu prawie 5 lat pracy, faktycznie spędziła w niej niecałe 1,5 roku. Na wspomnianym grillu chwaliła się jak świetnie potrafi wykorzystać system. A także tym, że jak tylko wróci do pracy, zacznie starania o trzecie. Ciekawe, czy dostanie kolejny awans...

Gdyby, komuś się wydawało, że w wojsku natychmiastowe zwolnienie lekarskie z okazji ciąży było konieczne ze względu na wysiłek fizyczny, to Pani jest na stanowisku typowo biurowym, polegającym głównie na wypełnianiu dokumentów i telefonowaniu.

W sumie nie wiem, czy bardziej piekielna jest ta Pani, czy instytucja, która nagradza awansem pracownika, którego ma właściwie tylko na papierze.

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (202)

#78470

(PW) ·
| Do ulubionych
Spotkała mnie dzisiaj sytuacja, nie wiem czy bardziej piekielna, czy absurdalna.

Byłam na rano umówiona do lekarza. Duży szpital, więc i sporo osób na chodniku. Jedni idą szybciej, inni wolniej. Mnie się akurat śpieszyło, więc szłam całkiem energicznie, mijając osoby wolniejsze. Minęłam również starszego, porządnie wyglądającego pana. W żaden sposób nie wpływając na jego ruch. Pan złapał mnie za rękę i zaczął się wydzierać. Że nie wolno tak szybko chodzić, mam iść za nim dopóki on nie dojdzie, nie wolno tak wyprzedzać, młodzi w ogóle nie mają szacunku... Aż wreszcie okazało się o co chodzi.

P: Bo chce się przede mną w kolejkę wepchnąć!
J: O, to pan też do ginekologa?

Powiem wam, że widok buraka na jego twarzy bezcenny. A ja dalej nie wiem co to właściwie miało być.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 292 (312)

#77780

(PW) ·
| Do ulubionych
Miał być komentarz do historii http://piekielni.pl/77774#comments, ale doszłam do wniosku, że piekielność jest na tyle duża, że zasługuje na osobny opis.
W rodzinie mojego męża jest para, która w tym roku bierze ślub. Do większości gości zaproszenia mieli zamiar wysłać pocztą. Rodzice obojga (!) zagrozili, że jeśli tak zrobią to oni na ślubie się nie pojawią. Nie ważne, że rodzina rozrzucona między Szczecinem, Warszawą, Wrocławiem i Hamburgiem. Choćby do nas młodzi mają mniej, więcej 700 km. I tak już od trzech miesięcy każdy weekend poświęcają na objazd. No, ale wszystkie ciotki dziesiąta woda po kisielu przeszczęśliwe.

PS: Próba ograniczenia liczby gości również skończyła się wielkim fochem i stwierdzeniem rodziców, że oni zapłacą za dodatkowych ludzi.

ślub

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 194 (258)