Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Majezon

Zamieszcza historie od: 12 stycznia 2018 - 10:36
Ostatnio: 24 lutego 2018 - 11:55
  • Historii na głównej: 4 z 5
  • Punktów za historie: 646
  • Komentarzy: 12
  • Punktów za komentarze: 99
 
poczekalnia

#81543

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Miałem odpowiedzieć w komentarzach do historii http://piekielni.pl/81477 dwóm użytkownikom zarzucającym mi " szeryfowanie ", " łamanie przepisów " i bycie " wrednym ". Ale tam przeczytaliby tylko oni, może. Poza tym wyszło ciut długawo. Nie tłumaczę się, gdyż uważam, że postąpiłem słusznie i nic nie zmieni mojego zdania.
Tak, czasami łamię przepisy, ot chociażby jak w w/w opowieści, przez zjechanie na pobocze ( tylko przy dobrej widoczności i w dzień ), przez niewielkie przekroczenie prędkości, takie tam duperele. Jeżeli Ty kolego będziesz twierdził, że nigdy tego nie robisz, że jeździśz w 100% zgodnie z kodeksem, to nazwę Cię kłamcą. Tak jeździć się po prostu nie da. Co innego jednak drobne wykroczenia, a co innego próba zabójstwa.
Co do bycia wrednym, przyczynach tej wredoty i rzekomego szeryfowania. Kierowca nie potrafił ocenić sytuacji na drodze, nie miał umiejętności, miał za to ciężką nogę. Bardzo niebezpieczna kombinacja. Dlatego też postanowiłem być wrednie grzecznym i umożliwić mu wyprzedzenie. Dlaczego wpakowałem go na minę, która kosztowała go kilkaset złotych, a może i nawet utratę prawka ?

Organicznie nie znoszę, wręcz nienawidzę kierowców pędzących z prędkościami bliskimi prędkości dźwięku, wyprzedzających na trzeciego, lub czwartego, pod górkę, na zakręcie itd., itp. Krótko mówiąc chcących zamordować mnie i moją rodzinę.
Przejechałem kilkaset tysięcy kilometrów i widziałem wiele czarnych worków. I nie życzę sobie by jakiś inny kierowca oglądał worki, w których będę leżał ja, moja żona i moje dzieciaki.
Wiecie jakie to uczucie gdy mija się taki worek, pełny ? Wiecie co się czuje, gdy z niezapiętego jeszcze wystaje burza blond włosów ? Gdy 300 metrów przed tobą, kierowca jadący z absurdalną prędkością " z nieustalonych przyczyn zjeżdża na przeciwległy pas ruchu " i rozpłaszcza się na drzewie ? I gdy zdajesz sobie sprawę, że od śmierci dzieliło cię 10 – 15 sekund ? Ja wiem, dlatego życzę takim kierowcom wszystkiego co najgorsze, włacznie z bliskim spotkaniem 3 stopnia z żelbetowym słupem.
Wy najwyraźniej nie doświadczyliście takich przeżyć. I niech tak pozostanie.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 54 (90)

#81477

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś to ja byłem piekielny, ale że zrobiłem to w celach edukacyjnych i dla szeroko rozumianego dobra ogółu – czuję się rozgrzeszony.

Byłem w Dużym Mieście. Załatwiłem co miałem załatwić i wracam do swojego Małego Miasteczka. Jadę, jadę, patrzę: stoją i suszą. W zwyczajowym miejscu, w zatoczce, tuż za knajpą. Nic to, jadę dalej. Dalej też stoją, pod wiaduktem, tam gdzie zwykle. Wyjeżdżam z DM nowoczesną wielopasmówką. Ciekawe czy w zatoczce na łuku przed McDonaldem będą suszyć? Są, jakżeby inaczej. To może oznaczać tylko jedno, zorganizowana akcja. A to z kolei oznacza, że gdy nowoczesna wielopasmówka zamieni się już w zwykłą drogę między miastami, tam też prawie na pewno będą stać.
Mają kilka punktów do wyboru, droga kręta, ale z prostymi odcinkami, na których można depnąć i boczne drogi, w których można zaparkować.

Jadę więc niemalże jak na egzaminie, za mną sznurek aut. Wyprzedzić mnie nie za bardzo można, bo do Dużego Miasta ciągnie sznur aut, ale zdarzają się większe przerwy. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy kierowcy z tyłu nie kochają mnie. Zwłaszcza ten z Audi, któremu się ewidentnie spieszy. Wyjeżdża do środkowej linii, czai się, ale jakby się bał. Nie wyprzedza, nawet gdy ma wystarczająco dużo miejsca. Ale podjeżdża za to do samego zderzaka i mruga światłami. No cóż, własne pieniądze cenię bardziej niż jego czas. Jedziemy tak sobie kawałek, aż na łuku, za którym jest długa prosta widzę, że jest sporo miejsca do wyprzedzania. Zjechałem więc złośliwie do krawędzi drogi wjeżdżając na pobocze, dając mu tym samym prawie cały wolny pas. Audi już się nie czaiło, tylko wypruło do przodu jak dzikie. Co ciekawe, żaden z kierowców jadących za mną nie powtórzył tego manewru.

Tak, dobrze czujecie. Czwarty patrol stał jakieś trzysta - czterysta metrów dalej. Przy przystanku autobusowym. Już w głębi obszaru zabudowanego.

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (147)
poczekalnia

#81521

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Komentarz byłby zbyt długi, tak więc nawiązując do historii https://piekielni.pl/81442 . Obawiam się, że opisana historia wcale nie jest wyjątkowa. Jest wręcz symptomatyczna dla poziomu polskiego szkolnictwa.
Kilka lat temu miałem okazję przez dłuższy czas obserwować z bliska studentów jednej z prywatnych warszawskich uczelni – takiej z TOP 5. Wiedza ogólna, zasób słownictwa, oczytanie, kultura osobista – grubo poniżej poziomu, jakiego można by wymagać od , bądź co bądź, studentów. Niektórzy wręcz bili rekordy głupoty i ignorancji. Wiadomo, że takie kwiatki bardziej rzucają sie w oczy jako przypadki odstające od normy, wyznaczanej przez zwykłych, ogarniętych studentów, ale wierzcie mi, nie był to niestety tylko margines. Oto kilka tylko przykładów, bo wyliczenie wszystkich zajęłoby mi czas do Wielkanocy.
Terespol leży gdzieś przy trasie na Olsztyn.
Polska graniczy z Niemcami, Czechosłowacją ! i Rosją.
Liechtenstein – zaraza, zaraz. To ten z Krzyżaków.
Wybuch Powstania Warszwskiego - ???
Katyń - ???
Stan wojenny - ???
Delfiny to ryby.
Nigdy w życiu nie przeczytałem żadnej książki, po chooj czytać jak są filmy.
Gierymski, Dali, Poświatowska, Rodin, Kantor, Beksiński, Herbert - kto to ? Nigdy nie słyszałem / słyszałam.
Wyspiański i Witkacy to ta sam osoba.
Batory to zespół metalowy.

Kto tych baranów uczył, w jaki sposób i czego ? Jak te matoły zdały maturę ?

Skomentuj (56) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (93)

#81467

(PW) ·
| Do ulubionych
Odkryłem Piekielnych stosunkowo niedawno, więc sporo czytam i przypominam sobie przy poszczególnych historiach piekielności, których sam byłem uczestnikiem.

Mam kuzynkę, którą ze względu na bliski stopień pokrewieństwa i fakt, że sporą część życia mieszkaliśmy drzwi w drzwi nazywam siostrą. Otóż siostra parę lat temu nabyła auto osobowe, nówkę sztukę prosto z salonu. Ja wtedy chwilowo nie byłem zmotoryzowany, a miałem parę spraw do ogarnięcia daleko od domu więc mówię:
- Słuchaj siostra, jak masz czas i chęć to może pojechalibyśmy w weekend do Andrzeja (stary kumpel mieszkający na wsi). Oddam ci za paliwo, pogonisz auto 300 kilometrów w obie strony po świetnej drodze, nałykasz się świeżego powietrza, dzieciaki pojeżdżą na kucyku, pobawią się ze swoimi rówieśnikami, utytłają w błocie, zobaczą jak wygląda schabowy, gdy jeszcze mieszka w chlewiku i że mleko nie jest z kartonu tylko od krowy. Adam (siostry mąż) pomoże mi wieczorem przy butelce. Krótko mówiąc połączymy przyjemne z pożytecznym.

Siostra się zgodziła, pojechaliśmy, zrealizowaliśmy plan. Po powrocie do rodzinnego miasta podjechaliśmy na stację benzynową, zatankowałem pod korek, tak jak było auto zatankowane w momencie wyjazdu. I wtedy siostra mówi
- Wiesz brat, jeszcze 36,50 jesteś mi winny.
- No super, ale może coś bliżej, za co na przykład?
- Taka podróż to nie tylko koszt benzyny. Przecież olej się zużywa, opony, nabite kilometry obniżają wartość rynkową. No wiesz, taka amortyzacja.

Wynalazła jakieś wskaźniki zużycia i wyliczyła z góry ile auto według nich straci na wartości. Zawsze była poukładana, zorganizowana i oszczędna ciut ponad miarę, ale żeby coś takiego? No zamurowało mnie prawdę powiedziawszy. Pomijam fakt, że od Andrzeja nie wyjeżdża się z pustymi rękoma, więc pół bagażnika miała wyładowane konfiturami, sokami, przetworami i nalewkami. Ale to sprawa miedzy nią a Andrzejem.

Natomiast między mną a nią sprawa była taka, że parę tygodni wcześniej przez dwa dni tyrałem z jej mężem przy budowie drewnianego tarasu. Za dziękuję. Moimi narzędziami. I przez myśl mi głupiemu nie przyszło, żeby domagać się pieniędzy za stępione brzeszczoty do wyrzynarki, zużycie frezarki, czy kilkanaście roboczogodzin. W końcu pomagam dla rodziny, tak?

Choć cisnęły mi się na usta różne cięte (bardzo) riposty, wyjąłem z portfela bez słowa dwie dwudziestki, nie będę robił kwasu za durne 4 dychy. Jeszcze przyjdzie koza do woza , pomyślałem. Na głos powiedziałem tylko:
- Pewnie jak zwykle nie masz drobnych, więc zrób mi przelew na te 3,50.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 200 (224)

#81394

(PW) ·
| Do ulubionych
Parę wakacji temu spędzałem urlop "pod gruszą". Dla mniej zorientowanych, teraz mówi się na ten typ wypoczynku "agroturystyka" :)

Woda, lasy, cisza, spokój. No raj po prostu. Niedaleko małe miasteczko, z gatunku takich co to dosłownie każdy każdego zna. Ryneczek, przy ryneczku parę sklepików, lodziarnia, i takie coś co było skrzyżowaniem pubu i PRL-owskiego dancingu.

Siedzę sobie ze znajomymi w ogródku. Są też miejscowi i inni agroturyści.
W pewnym momencie pod PUB podjeżdża auto, wysiada z niego elegancko ubrany facet i chwiejnym krokiem zdąża do stolika. Usiadł, zamówił kawę, mówiąc trochę zbyt wyraźnie, trochę zbyt powoli, trochę za głośno. Ewidentnie nastukany. Na ogromnej większości nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Prawdę powiedziawszy, zawiesiłem się, ale przy sąsiednim stoliku siedział ktoś bystrzejszy i w czasie gdy ja zastanawiałem się co zrobić, on już dzwonił po policję. Nastukany zaczął coś tam się odgrażać. Siedzi, odgraża się i nie przejawia chęci oddalenia się.

Spiąłem się w sobie, oczekując awantury. Ale zamiast mordobicia zobaczyłem co innego. Po paru minutach podjechał samochód, z którego wyszło 3 gości. Dwóch chwyciło pijanego za wsiarz, zabrało mu kluczyki, wsadziło go do samochodu i pojechali. Trzeci odjechał samochodem pijaka. Po pięciu minutach podjechał patrol, wyszło dwóch policmajstrów, zapytali się kto dzwonił, gdzie rzekomy pijak. Po wysłuchaniu opowieści dzwoniącego, stwierdzili zatroskani, że w takim razie nie są w stanie nic zrobić. Nie ma żadnych dowodów, facet może był pijany, a może nie był. Gdyby pojawiły się nowe dowody lub konieczność złożenia zeznań, to oni będą się z dzwoniącym kontaktować.

Na myśl przychodzi mi tylko jedno wyjaśnienie tego co widziałem. Ale jak to mówią, nikt nikogo za rękę nie złapał.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (126)

#81384

(PW) ·
| Do ulubionych
Hotelowa restauracja. Dwie sale oddzielone od siebie stołami ustawionymi w taki sposób, że jak przy dwóch sąsiadujących stołach usiądą plecami do siebie dwie osoby, to przejścia nie ma. Są natomiast na początku i końcu sali, ale to wymaga nadłożenia 10 – 15 metrów drogi.

Siedzę sobie i wcinam z apetytem pyszną kwaśnicę, nie ukrywam, że apetyt jest napędzany kilkoma głębszymi spożytymi wcześniej.
Podchodzi On i stoi bez słowa. Stoi, niech sobie stoi. Nie zwracam uwagi. Po mniej więcej pół minuty:

- Chciałem przejść.
- Rozumiem.
- Więc?
- Co, więc?
- Może się pan przesunie?
- Chyba widzi pan, że nie mam miejsca, żeby się przesunąć.
- To może by pan wstał?
- Nooo, już się rozpędzam.
Powoli zaczynamy wzbudzać zainteresowanie :)
- Chcę się dostać do bufetu.
- Rozumiem.
- Więc?
Trochę już mnie wnerwił, więc wymamrotałem do kwaśnicy "boże, co za dureń".
- Pan jest pijany!!!!
I tutaj z zakamarków pamięci wypłynął ze mnie cytat z Winstona Churchilla z lekka tylko sparafrazowany:
- Tak, jestem pijany. Ale ja wytrzeźwieję, a pan pozostanie durniem. Prawdopodobnie do końca życia.

Strzelił focha i poszedł bez słowa do przejścia usytuowanego 3 stoły dalej.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 193 (227)

1