Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Marvel90

Zamieszcza historie od: 6 czerwca 2012 - 14:38
Ostatnio: 15 listopada 2017 - 15:05
  • Historii na głównej: 1 z 3
  • Punktów za historie: 128
  • Komentarzy: 32
  • Punktów za komentarze: 9
 

#55114

(PW) ·
| Do ulubionych
Skoro było o gimbazie, to powiem sytuację sprzed kilku lat. W moim liceum było naprawdę super. Super atmosfera, dobre nauczycielki i spoko dyrektorka. Chodziło się tam z przyjemnością. Oczywiście każdy z nas jak mógł pomagał. A to jak był jakiś drobny remont typu odmalowanie czy jakieś inne prace było pełno ochotników. W efekcie zamiast na robociznę dyrka wydawała na lepszy sprzęt ( przykładem była sala informatyczna w 4 chłopa poskładaliśmy komputery i instalowaliśmy oprogramowanie a za kasę na prace informatyka był kupiony ekstra komputer) po prostu sielanka.
Ale wiadomo gimbazja nadchodzi.

Ja ukończyłem edukację w liceum, i przypadkiem będąc na ostatnim roku studiów byłem u kolegi dosłownie 100m od dawnego liceum i postanowiłem je odwiedzić.
Co ujrzałem?
- ściany pomazane nazwy klubów sportowych, męskie narządy płciowe i panie lekkich obyczajów.
- ławki chyba pogryzione plus na każdej masa tatuaży ulubionych narządów.
- ogólny brud i zniszczenie.

Po rozmowie z nauczycielami dowiedziałem się, przyszły gimnazja, to jak wpuścić chuliganów. Nie uczą się nie pomogą itd. A ruszyć ich nie można bo rodzice. Jeden na lekcji informatyki, zdenerwowany bo mu nie idzie rozwalił monitor. Nic mu zrobić nie można bo ma ADHD.
Szkoła zamiast dawnej rozwijającej stała się odbębnij i idź stąd.
Ciekawe czy więzienia pomieszczą tylu chętnych.

szkoła

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 558 (642)

#55113

(PW) ·
| Do ulubionych
Od prawie 3 lat nie mieszkam w Polsce.

Przed wakacjami napisał do mnie ex, z którym na żywo widziałam się ostatni raz 7 lat temu, jak się rozstawaliśmy. Marny i mierny, prawie zerowy kontakt mamy na fb.
No bo on szuka taniego, najlepiej darmowego transportu z Luton do Londynu.
Ani me, ani be, ani cześć co u ciebie słychać. Od razu z grubej rury.
Na moją informacje, że domyślam się, iż chce abym go odebrała z tego lotniska i zapewniła mu ten transport, tylko potwierdził. O nocleg się bałam zapytać, ale chyba w sumie wiadomo.
Informacją, że od prawie 2 lat mieszkam 200km od Londynu jakoś niespecjalnie się przejął. No pewnie, co za problem. A na moją chęć pomocy i wskazanie, że najszybszym i najtańszym transportem to będzie pociąg, ba! ja mu nawet podałam gdzie sobie może sprawdzić rozkład jazdy i kupić bilet - po prostu się obraził. No foch i ch*j.

Miesiąc temu moja mama mówi mi, iż na zakupach zaczepiła ją mama mojego kolegi z klasy, z podstawówki. Kolegi, z którym ja ostatnio w biegu zamieniłam parę zdań 5 lat temu, w markecie. No bo ona wie, że ja jestem w Anglii i na pewno sobie już wszystko poukładałam, i mam gdzie mieszkać i pracuję na pewno i w ogóle cud miód i orzeszki. A no jej Łukaszek to jakoś nie może znaleźć dobrej pracy, no skończył te studia, ale tak im, z żoną, ciężko, cały czas pod górkę.
W domyśle pewnie, że ja to tutaj od rana do wieczora leżę i pachnę, tylko mnie wachlują i winogrona podają.
No bo ona ma taki plan, żebym ja załatwiła Łukaszkowi i jego żonie mieszkanie, albo dom nawet. I jakąś pracę, ale taką dobrą. Oni sobie przylecą i będzie im już lepiej. Jeszcze pewnie mam im sprzątać i gotować, bo pewnie będą zmęczeni.

Moja mama przyznała się potem, że to już 3 czy 4 osoba, która tak coś chce ode mnie, na gotowe. I obiecała, że jeszcze jedna i po prostu powie, że jestem wyrodną córką i nie ma ze mną żadnego kontaktu.

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 747 (837)

#53615

(PW) ·
| Do ulubionych
Promocje - temat może trochę oklepany, ale ostatnia sytuacja mocno mnie zbulwersowała.
Pracuję w centrum handlowym, naprzeciwko dużego sklepu z butami. Od wczoraj weszła promocja, cena mniejsza kilkakrotnie od dotychczasowych. Jestem więc w stanie zrozumieć spory tłumek zbierający się pod wejściem na 15 minut przed otwarciem. Jestem w stanie zrozumieć kolejki prawie pod drzwi.
Ale dantejskie sceny na samym sklepie już nie.

Półki wyglądają jak pobojowisko. Wszędzie walają się papiery i wkładki z butów. Pudełka, porozrywane, rzucane są byle jak na podłogę. W nielicznych całych - pusto. Panie (w głównej mierze) idą przymierzyć buta przed lustrem. Nie pasuje? Po co odnosić na półkę - rzucamy tam, gdzie stoimy. Przez to wszystko znalezienie pełnej pary graniczy z niemożliwością. Ludzie wyrywają sobie trzymane pojedyncze buty, albo całe pary. Przepychają się w kolejkach, po co stać, może da się szybciej. Do tego sprzedawczynie: uwijają się, żeby jak najszybciej rozładować kolejkę, uprzątnąć chociaż rozerwane i puste pudełka (sprzątać i układać i tak nie byłoby sensu). A i tak należy na nie nakrzyczeć, pani ma zostawić wszystko, żeby szukać dla mnie odpowiedniego rozmiaru, który i tak rzucę gdziekolwiek, jeśli nie będzie pasował.

Parę złotych oszczędności, a z ludzi wychodzi bydło.

sklepy

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 510 (578)

#53757

(PW) ·
| Do ulubionych
Historię opowiedziała mi koleżanka, która pracuje w niewielkiej firmie produkcyjnej w niezbyt dużej miejscowości. W firmie jest ok. 10 osób, warunki dobre, szefostwo bardzo w porządku, między pracownikami zgoda. Nie ma za to szczegółowo rozdzielonych zakresów obowiązków, każdy zajmuje się tym, co właśnie jest do wykonania.

Aby dotrzeć do budynku, należy przejść dość wąskim chodnikiem od furtki, przy której stoją pojemniki na odpady.

Pewnego dnia na teren wkracza raźno młody mężczyzna. Akurat od strony pojemników wracała kobieta z pustym koszem na śmieci. Niezbyt młoda, niezbyt atrakcyjna, na ubranie założony miała fartuch ochronny. Mężczyzna przepchnął się obok niej nie mówiąc nawet "przepraszam", trzasnął jej drzwiami wejściowymi przed nosem i prawie wbiegł do budynku.
Kobieta spotkała go przed biurem.

K: - Dzień dobry, pan w jakiej sprawie?
M: - Sprzątaczce nie będę się tłumaczył.
K: - Nie jestem sprzątaczką, ale może będę mogła pomóc.
M: - Nie będziesz mogła. Chcę się widzieć z szefem, z panem Aleksandrem P.
K: - To musisz poczekać. Szef będzie za 10 minut.
M: - Od kiedy jesteśmy na "ty"?
K: - Wydawało mi się, że od przed chwili. Jeżeli pan nie życzy sobie takiego traktowania, to proszę mnie też tak nie traktować.

Kobieta wpuściła gbura do biura. Właściwie jedyne miejsce, gdzie mógł poczekać i być "na oku". Poburczał sobie coś, ale usiadł. Kobieta zajęła miejsce za biurkiem i zaczęła pakować jakieś druki, instrukcje obsługi, zszywać, układać, ogólnie robota mało rozwijająca, ale potrzebna.
Facet znów coś komentował na temat niskich kwalifikacji kobiety, że musi papiery przebierać i śmieci wynosić. W tym czasie przyjechał szef.
S: - O, zajęłaś się instrukcjami? Dużo zostało? Zaraz ci pomogę.
K: - Wszyscy zajęci, więc wzięłam. Ten pan na ciebie czeka.
S: - Dzień dobry panu, pan w jakiej sprawie?
M: - Czy moglibyśmy gdzieś w osobnym miejscu?
Szef i mężczyzna wyszli do drugiego pokoju, Po chwili szef wychodzi, woła panią "od instrukcji"
S: - Czy możesz przyjść do nas. Pan pyta o możliwość zatrudnienia.
I do faceta:
S: - To jest moja żona. Doskonały fachowiec, inżynier, firmę zna jak własną kieszeń. Proszę z nią porozmawiać o pracy dla pana.

K: - Myślę, że ten pan nie ma pojęcia o pracy i traktowaniu współpracowników. Niezależnie od kwalifikacji, dziękujemy panu.

Historia obiegła firmę w mgnieniu oka. Sam szef opowiadał ją jak przyszedł na produkcję nosić paczki.

mała firma

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2912 (2966)

#53548

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłem komputer. Nowy, dobry, drogi. Mój młodszy brat szybko poinformował o tym fakcie swojego najlepszego kolegę. A ten - resztę wsi. Co jakiś czas dzwonek do drzwi. "Adrian, dasz pograć?" No dobra. Raz, drugi, trzeci. W końcu powiedziałem NIE.

Wśród młodszych mieszkańców mojej miejscowości stałem się chamem i idiotą. Bo nie dam pograć.
Tym faktem zainteresowała się ABW, czyli jedna piekielna sąsiadka, babcia jednego z kolegów. Przyszła do mnie i krzykiem pyta, dlaczego Michaś nie może u mnie pograć na komputerze. Wyjaśniłem co i jak; babcia odeszła tocząc pianę z gęby.
Ale sprawy tak nie zostawiła. To, co opowiadała o mnie we wsi, spokojnie nadaje się na scenariusz do "Dlaczego ja?" lub innych w tej tematyce seriali. Jestem chamem, nieużytym sk*****lem, dzieci gonię z domu, nie mają się gdzie bawić, sprowadzam ku*wy do domu, jestem męską dziwką, i w ogóle jestem taki i owaki.
Iść do sklepu? Lepiej nie. Zabiją wzrokiem. Ksiądz proboszcz z kościoła wygoni. Spłonę w piekle...

Dlaczego jestem poniżany za to, że nie chcę w domu pielgrzymek dzieci, które nie mają co robić we wakacje...

Piekielne, nie piekielne, ale przykre.

babcie z ABW

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 769 (883)

#37898

(PW) ·
| Do ulubionych
Na początek dodam, że pracuję w sieci marketów nie z tej planety.
Coś dla ludzi o mocnych nerwach.
Ostrzegam, że może mózg zaboleć...

- Szukam Batman Arkham City na PS3.
- Niestety nie ma.
- Ale była?
- Tak.
- Ale nie ma?
- Nie.
- Ale kiedyś była?
- Tak.
- A dlaczego nie ma?
- Bo się sprzedała.
- A dlaczego?
- Bo to fajna gra jest.
- Aha.
Niezręczna minuta ciszy...
- A ta gra, to ile gier tu jest? (Uncharted Trylogia)
- 3 gry.
- Czyli więcej niż jedna?
- Tak.
- A ile kosztuje?
- 219zł.
- Czyli 2 stówy?
- Nie. 219.
- Czyli 2 stówy?
- Nie. 219zł.
- Czyli ile?
- 219zł.
- Czyli 3 stówy?
- Nie. 219.
- Czyli ile?
- 200 i 19.
- Czyli 200 i 19 groszy?
- Nie, 219.
- Czyli 2 stówy?
- Nie. 200 zł i jeszcze 19zł.
- Czyli 2 stówy?
- Nie. 200 zł i doda pan jeszcze 19zł, to ile to wg pana będzie?
- ...2 stówy...
- I....
- 19zł?
- Tak.
- Czyli jednak 2 stówy?

Żałuję, że nie chodzę z włączonym dyktafonem...

Saturn

Skomentuj (56) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1482 (1576)
Sobota. Czas większych i cięższych zakupów.
Podjeżdżamy z Żoną do hipermarketu. Żona jako kierowca.
Stajemy tradycyjnie na miejscu dla inwalidy. Żona kartę parkingową kładzie w widocznym miejscu.

Nagle podbiega do nas pan w wieku 65-70 lat i zaczyna po prostu wyzywać. Że nie mamy prawa parkować na tym miejscu. Bo to miejsce dla ludzi starych, inwalidów i chorych takich jak on. A my przecież młodzi jesteśmy (po 40 dawno), mamy porządne francuskie auto (11-letnie) i udajemy, bo się nam nie chce daleko parkować.

Żona grzecznie prosi o uspokojenie. Tłumaczy, że ja jestem inwalidą. I że nie wykorzystujemy miejsca - przecież jest karta parkingowa. W tym czasie ja mówię, że mogę pokazać swoją legitymację. Gość odpowiada, że każdy sobie może takie coś załatwić i że chory to ja jestem - ale na głowę. Poza tym uparcie twierdzi, że skoro karta jest na mnie - to Żona nie ma prawa kierować autem (oczywiste, że jest to bzdura).

Ponieważ podobne akcje zdarzają się - nic sobie z tego nie robimy. Tylko grzecznie udajemy się na zakupy.
Mniej więcej za 15-20 minut słyszymy w głośnikach: "Właściciel auta o numerach rejestracyjnych..... proszę o zgłoszenie się na parking". Nasze auto. No dobrze. Wózek zostawiamy u przemiłej Pani z obsługi i idziemy.

Co widzimy? Tegoż starszego pana oraz... Policję! No to już wiemy, że będzie ciekawie i śmiesznie :)

Pan starszy się piekli. A Pan Policjant - przedstawia się i prosi o dokumenty. Wszystko oczywiście się zgadza. Możemy stać na miejscu dla inwalidy. Starszy pan zaczyna jazdy w kierunku Policji, że to spisek. Że tacy gówniarze, jak ja z Żoną - to udają, kradną - bo niby skąd mają taki samochód.

Moja cierpliwość się skończyła w tym momencie. Podnoszę nogawkę spodni i pokazuję protezę. Pan blednie. Policjantowi widzę, że aż się głupio zrobiło. Zapytał tylko, czy chcemy tego pana starszego podać do sądu za zniesławienie - bo on chętnie byłby świadkiem.
Nie. Nie chcemy. Nie jesteśmy mściwi. Możemy iść dalej robić zakupy. Pan starszy nic się nie odzywa. Ale Policjant jeszcze go zatrzymał.

Wyjaśnienie:
W wieku 20-paru lat miałem ciężki wypadek i straciłem nogę. Żeby wykonywać swój zawód (fotograf) - musiałem szybko postarać się o substytut nogi.

Nieraz zdarzają się sytuacje, że ludzie krzywo patrzą na osoby młode, które parkują na miejscach dla inwalidów. I nie daj Bóg, żeby miały jeszcze dobre auto.
Panuje u nas przeświadczenie, że tylko osoba starsza w tico albo w "maluszku" jest niepełnosprawna.

Wierzcie mi - wolałbym nie mieć tej karty. Wolałbym mieć za to swoją, prawdziwą nogę...

Parking przed hipermarketem.

Skomentuj (71) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1451 (1497)

#52151

(PW) ·
| Do ulubionych
Z cyklu: poszukiwanie mieszkania. Mieszkanie ładne, zadbane, wszystko zgodnie z ogłoszeniem, cena też racjonalna - bez wahania - biorę. I tu zaczyna się to, co ciekawe.

[W]łaściciel, [J]a.

W: Ale wie pan, ja jestem bardzo uczciwym człowiekiem, ja nie podpisuję umowy.
J: ???
W: Po prostu wie pan, ja pracuję w radzie miasta, ja sobie nie mogę pozwolić na żadne oszustwa. Ja jestem bardzo uczciwym człowiekiem, bardzo.
J: A mogę chociaż zobaczyć pański dowód osobisty, coby wiedzieć, czy jest pan na pewno tym, za kogo się podaje?
W: No ale jak to? Po co? Ja jestem bardzo uczciwym człowiekiem, ja sobie nie mogę pozwolić na żadne oszustwa! Ja jestem Tomasz, ja w radzie miasta jestem, nie mogę sobie pozwolić na żadne komplikacje.
J: Ale skoro jest pan tak bardzo uczciwy, to co ma pan do ukrycia?
W: Ja nic nie mam do ukrycia, pan mi może absolutnie zaufać, ja sobie naprawdę nie mogę pozwolić na przekręty, jestem bardzo uczciwy.
J: Ja też jestem bardzo, ale to bardzo uczciwy, pan mi też naprawdę może zaufać.
W: Nie, proszę pana, ja sobie naprawdę nie mogę pozwolić na przekręty. Musi mi pan zaufać, jestem naprawdę honorowy, ja pracuję w radzie miasta!
J: Cóż, będę zmuszony w takim razie jednak zrezygnować z tego mieszkania.
W: No to przykro mi bardzo, ale jak pan mi nie ufa, to faktycznie nie możemy razem robić interesów, bo ja sobie naprawdę nie mogę pozwolić na jakieś przekręty.

Nie, nie podkoloryzowałem tej rozmowy, spisywałem wszystko z nagrania, które wykonałem komórką. Nagrywanie włączyłem, bo widziałem, że ogłoszenie było na stronie przez dłuższy czas, a lokalizacja i cena naprawdę kuszące, więc zastanawiało mnie co tam może być "nie tak" i wolałem się zabezpieczyć.
Dodatkowym argumentem było to, że gdy się z panem kontaktowałem telefonicznie, to bardzo mnie poganiał i nalegał na jak najszybszy przyjazd, bo on dosłownie nie może telefonu odłożyć, tak często ludzie dzwonią w sprawie tego mieszkania.

Ciekawe czy ktoś w końcu odważył się zaufać temu bardzo uczciwemu człowiekowi i bez żadnej gwarancji i zabezpieczenia dawać mu z uśmiechem 2000 zł na rękę. Cóż, w razie problemów zawsze może powiedzieć przy zgłaszaniu oszustwa: "Właściciel nazywał się Tomasz. Uczciwy Tomasz" :)

poszukiwanie mieszkania

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 775 (807)
Mój syn Adam uczęszcza do liceum ogólnokształcącego. W roku szkolnym 2012/2013 był uczniem drugiej klasy. Na początku czerwca nauczyciele proponowali oceny końcowe. Polonistka wystawiła młodemu 4. Osoby, które chciały podwyższyć ocenę, mogły zinterpretować wiersz znajdujący się na przygotowanej przez nią liście. Adam wybrał utwór "Pielgrzym" C.K. Norwida. Dla zainteresowanych:

I

Nad stanami jest i stanów-stan,

Jako wieża nad płaskie domy

Stercząca w chmury...

II

Wy myślicie, że i ja nie Pan,

Dlatego że dom mój ruchomy,

Z wielbłądziej skóry...

III

Przecież ja aż w nieba łonie trwam,

Gdy ono duszę mą porywa

Jak piramidę!

IV

Przecież i ja ziemi tyle mam,

Ile jej stopa ma pokrywa,

Dopókąd idę!...


W domu syn starannie przygotował interpretację. Porozmawialiśmy o tym wierszu i wyjaśniłem mu kilka niejasności. Następnego dnia wrócił jednak smutny. Zawiązała się między nami rozmowa:

Ja: Co się stało?
Adam: Mam na koniec 3.
Ja: Dlaczego? Miałeś przecież mieć minimum 4.
Adam: No tak, ale pani stwierdziła, że to zła interpretacja.
Ja: Dlaczego niby?
Adam: Według niej wiersz ten nawiązuje do miłości nieszczęśliwej. Pielgrzyma zostawiła kobieta. Przecież to romantyzm!

W tym momencie mnie zatkało. Kobiecie chyba naprawdę odbiło.

Adam: Poza tym kłóciłem się z nią. Dlatego mam 3.
Ja: Wiesz o tym, że Twoja interpretacja jest prawidłowa, prawda?
Adam: Wiem. Powiedziałem jej, że Ty zaakceptowałeś tę wersję. Dodałem, że też skończyłeś filologię polską.
Ja: I?
Adam: Powiedziała, że ona jest magistrem i ma rację, a Ty musiałeś chyba kupić dyplom! Chamsko stwierdziła, że się mylisz i nie rozumiesz poezji.

Zdenerwowałem się. Nikt nie będzie mnie oczerniać w obecności mojego syna. Natychmiast pojechałem do szkoły. "Polonistka" siedziała jeszcze w klasie.

Ja: Dzień dobry, chciałbym porozmawiać o dzisiejszej sytuacji. Nazywam się stepyakermanskie, jestem ojcem Adama.
Nauczycielka: O, Pan polonista. Hehe.
Ja: Żądam, aby na jutrzejszych zajęciach mój syn został przez panią przeproszony. Nie życzę sobie, aby ktokolwiek podważał mój autorytet w oczach dziecka.
Nauczycielka: A może się pan mylił co? Hehe.
Ja: Nie, to pani wprowadza młodzież w błąd. Jest pani niekompetentna!
Nauczycielka: Jestem magistrem!
Ja: A ja profesorem nauk humanistycznych!

Cisza.

Ja: Jestem specjalistą w zakresie literatury romantyzmu, więc wiem, jak interpretować Norwida!
Nauczycielka: Zaraz wracam.

I wyszła. Już nie wróciła. Nie zostawiłem tak tej sytuacji. "Polonistka" otrzymała naganę i już nie uczy klasy mojego syna. Adam dostał 5.

Skomentuj (70) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1064 (1216)

#52100

(PW) ·
| Do ulubionych
Historię potwierdził mi znajomy lekarz, chirurg, okolice roku 2000, może trochę wcześniej, w każdym razie nikt o NFZ-cie jeszcze nie słyszał, imion żadnych nie podaję, bo "tajemnica lekarska" i "ochrona danych osobowych", ale moje miasteczko małe to i tak wszyscy o zdarzeniu słyszeli...

Świadkowie Jehowy - każdy lub prawie każdy zetknął się z nimi, najczęściej gdy "głosili dobrą nowinę" lub "chcieli porozmawiać o Bogu"- nic w tym piekielnego, postępują zgodnie ze swoją religią i ok, niech im będzie. Dodatkowo tytułem wyjaśnienia, bo nie jest to tak dobrze znany fakt: "jehowi" nie zgadzają się na przetaczanie krwi i nie przyjmują niektórych preparatów krwiopochodnych, a osoba która przyjęła krew nie może zostać zbawiona, taka religia.

Żyli sobie w małym miasteczku mąż i żona, on i ona świadkowie Jehowy, on pracował na budowach, ona zajmowała się domem, wiadomo przy trójce dzieci jest co robić.
Tak jakoś wyszło, że w wieku ok 40 lat pani zaszła w ciążę. Ciąża nie choroba, ale z powodu wieku ciąża podwyższonego ryzyka, obserwacja, usg (kilka lat temu nie było to takie oczywiste), ale wszystko ok, dziecko zdrowe, ustalono termin, pani przeczuwając rozwiązanie zgłosiła się na porodówkę.

Do pewnego momentu wszystko przebiegało planowo, jednak w trakcie porodu coś poszło nie tak, masywny krwotok, konieczne jest natychmiastowe podanie krwi i to w dużej ilości. Niestety do akcji wkroczył mąż i kategorycznie zabronił podania krwi... Awantura która wtedy wybuchła do dziś jest wspominana w szpitalu... Zanim szpital się skonsultował z prawnikiem, policja zabrała męża i postanowiono "na siłę" podać krew, pacjentka odeszła do swojego Jahwe czy gdzie tam oni idą po śmierci... Dziecko na szczęście przeżyło. Lekarze ogólnie w***eni, bo podając kilka jednostek krwi można było panią uratować, a tu taka bezsensowna śmierć. Pani nie dało się spytać o zgodę, nie pamiętam czy straciła przytomność, czy była intubowana, w każdym razie nie miała szans na uratowanie, bo decyzję za nią podjął jej "kochający" mąż.

Po niedługim czasie do szpitala zgłosił się mąż i nie zgadniecie, zrobił kolejną awanturę lekarzowi, że on nie uratował jego żony, że błąd w sztuce, i inne takie brednie, sprawa w sądzie itp. Sąd się nie dopatrzył winy lekarzy.

Piekielny mężulek? Poczekajcie:

Napisałem, że pan pracował na budowie?
Remontując dach "ciachnął się" piłą tarczową w poprzek uda, rana bardzo głęboka, poszarpana, panu udało się dotrzeć do szpitala o własnych siłach (kolega go przywiózł) i ratujcie, szyjcie, tamujcie, łolaboga moja noga. Szybka decyzja, sala operacyjna, wenflon, woreczki na wieszak, anestezjolog szykuje "strzał" do uśpienia pacjenta, narzędzia naszykowane, myślicie, że pan krzyczał, że on nie może mieć transfuzji? Nie, cisza... ale traf chciał że pan został rozpoznany (po jego awanturach i sprawie w sądzie trudno było go nie zapamiętać). Po nieprzyjemnej rozmowie pan został wypisany ze szpitala "na żądanie" i kolega zabrał go do innego szpitala... Pan niestety przeżył, a szkoda bo Jahwe na pewno by się ucieszył takim gorliwym wyznawcą...

Ciekawe, że ich wszystkie cztery córki, jak i druga żona oraz dzieci z drugiego małżeństwa nie są jehowymi... Ciekawe dlaczego?

Sekta czy jedyna religia ?

Skomentuj (90) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 726 (862)

1