Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

MetalmanPl

Zamieszcza historie od: 19 grudnia 2012 - 17:42
Ostatnio: 16 listopada 2017 - 16:30
  • Historii na głównej: 2 z 3
  • Punktów za historie: 318
  • Komentarzy: 6
  • Punktów za komentarze: -9
 
zarchiwizowany

#80700

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Eh, Rodacy...

Jakiś czas temu leciałem samolotem z jednego z niemieckich lotnisk na jedno z polskich lotnisk. Lot obsługiwała Lufthansa, więc wydawałoby się, że mentalnej cebuli w tych dość drogich liniach nie będzie. Jednak jak twierdzi klasyk: Nic. Bardziej. Mylnego.

Dla mniej zorientowanych - czasami przy większych samolotach lub jeśli akurat jest taka możliwość do samolotu wchodzi się wygodnym rękawem, prosto z terminala. Z kolei innymi razy ludzi pakuje się do autobusów, które dowożą ich na płytę lotniska, tuż pod czekający samolot. W moim przypadku zapakowano nas właśnie do takiego autobusu. Autobusy lotniskowe są bardzo szerokie, długie i pojemne, raczej mało tam miejsc siedzących, wszak podróż terminal - samolot trwa max 5-7 minut.

Tyle w kwestii wstępu, lecimy do meritum.
Wsiadam razem ze znajomym do autobusu, już dość solidnie zapakowanego. Czasami podstawiają dwa autobusy, lecz tutaj wszyscy musieli się wcisnąć do jednego. Lot wieczorny, generalnie każdy zmęczony, ludzie się pościskali, trzymają się metalowych rurek by utrzymać równowagę. Drzwi się zamykają, ruszamy. Stoimy w gąszczu ludzi obok gościa, zapewne pewnie niedługo przed trzydziestką, ale takiego - wiecie... Ziomeczka. Krok w kolanach, czapka z daszkiem z trzema metkami, ogromne słuchawki w których tłucze się jakiś rap, hiphop czy inne łubudu.

Jak to w takim autobusie bywa, czasami potrzebuje on skręcić, zwolnić, przyspieszyć - tak bydle po prostu ma. Ludzie trochę się o siebie obijają, ale ścisk konretny, więc każdy się czegoś trzyma. Po którymś hamowaniu do znajomego odwraca się ów Ziomeczek i rzecze z nieukrywanym gniewem:

-> Rozmowa po angielsku. <-

[Ziomeczek]: Czy możesz zrobić krok do tyłu?
Znajomy spojrzał za siebie, gdzie zobaczył jedynie kolejnego podróżnego.
[Kolega]: Niestety nie, jest tłok.
[Z]: No to mnie nie szturchaj.
[K]: Sorry, nie robię tego specjalnie. Po prostu jest mało miejsca.
[Z]: Jest mało miejsca, bo tu stoisz. Może idź sobie gdzieś indziej?
[K]: Eee... Skoro tak bardzo ci to przeszkadza, to może sam idź gdzieś indziej?
[Z]: O nie, nie! Ja nigdzie nie idę, bo ja tu stałem pierwszy!
[Ja]: Ziomeczku, może wyluzuj troszeczkę, co? Nic się nie dzieje, nikt ci krzywdy nie robi...
[Z]: CO?! Ja mam wyluzować?! JA JESTEM WYLUZOWANY A ON MNIE SZTURCHA W PLECAK!

Spojrzeliśmy po sobie ze znajomym, wzruszyliśmy ramionami i nie kontyuujemy tematu. Ale ja to zwykle bywa z autobusami, znów zdarzyło mu się nieco zmienić kierunek czy też mocniej zahamować.

-> Tym razem rozmowa przeszła dość gwałtownie na polski. <-

[Z]: No nie szturchaj mnie w ten plecak, k***a mać, ja pie***le, nie rozumiesz?!

Oho... to wiele wyjaśnia - swąd cebuli rosniósł się po autobusie. Tu włącza się pan stojący obok, również w naszym ojczystym języku.

[P]: Kolego, przecież widzisz że nie ma miejsca, po co robisz szopkę?
[Z]: Bo mnie jakiś koleś szturcha!
[P]: A może zaraz ja cię poszturcham?
[Z]: A MOŻE JA CI ZARAZ NA SZYJĘ WSKOCZĘ?!
[P]: No bardzo chciałbym widzieć jak próbujesz...

Tu Ziomeczek stracił trochę rezonu i nie bardzo wiedział co ma odpowiedzieć. Szczęśliwie dla wszystkich autobus właśnie podjechał pod samolot, drzwi się otworzyły i można było wysiąść. Ziomeczek dosłownie wystrzelił z busa, żeby koniecznie wejść do samotolu jak najszybciej (przypominam, że w Lufie każdy ma swoje miejsce i nie ma opcji, żeby ktoś kogoś podsiadł), chyba bał się, że jak nie wejdzie pierwszy to samolot poleci bez niego.

Ja ze znajomym ustawiliśmy się grzecznie w kolejce do wejścia do samolotu.

[J]: A teraz zgadnij, mój kolego, obok kogo będziesz siedział w samolocie...?
Znajomy się zaśmiał z tego żarciku, choć dość nieszczerze... :)

Na szczęście Ziomeczek, mimo że wszedł do samolotu tylnym wejściem, siedział niemalże na samym przodzie, daleko ode mnie i od mojego znajomego.

Eh, Rodacy...

lotnisko

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 7 (87)

#79519

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak mi się przypomniała pewna sytuacja podczas porządkowania zdjęć...

W 2011 roku wybyłem na krótko do Norwegii. Zachwycony tamtejszą przyrodą oraz kulturą korzystania a niej* bardzo często chodziłem ze swoją wtedy jeszcze narzeczoną na długie spacery po lesie.

W lesie oczywiście żadnego papierka, już o stertach gruzu nawet nie wspominam. Podczas jednego ze spacerów zauważyliśmy leżący gdzieś w leśnej głuszy kawałek papierka. Nie chcąc, by w tym pięknym lesie nawet kilka kilometrów od miasteczka leżał choćby jeden papierek, schyliłem się i podniosłem...

... skasowany bilet warszawskiej komunikacji miejskiej.

* w Norwegii można przy zachowaniu odpowiednich wymogów biwakować w lesie łącznie z paleniem ognisk. Świadomość społeczna akurat w tym zakresie jest tak wysoka, że nawet tak z pozoru nierozsądny przepis nie stwarza zagrożeń. Po prostu każdy pali i gasi ogniska tak, by nie spalić lasu.

EDIT: pojawiła się informacja w komentarzach, że historia już była i faktycznie była, tylko że w Finlandii: http://piekielni.pl/54327. Za niezamierzony plagiat oczywiście przepraszam - widać, że bilety warszawskiej komunikacji miejskiej po prostu lubią podróże... Sytuacja w każdym razie moja i autentyczna, rok 2011 okolice Kristiansand na południowym krańcu Norwegii.

Norweskie lasy.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (153)

#78783

(PW) ·
| Do ulubionych
Na Piekielnych bywam od bardzo długiego czasu, dotychczas jako bierny widz. Dziś nadszedł czas na pierwszą historię.

Robię małe zakupy w jednym z krakowskich marketów. Niedzielne przedpołudnie, ruch pokościelny. Staję w kolejce do kasy, przede mną dwie babuszki. Z zamyślenia wyrywa mnie wózek, który wpie****a się przede mnie (inaczej tego określać nie wypada). Jeszcze nie zdążyłem swych myśli skupić z rozbiegania po firmamencie na owym wózku, a już słyszę gderanie Karyny.

[K]: Ja tu wchodzę przed pana, bo jestem w ósmym miesiącu ciąży, a to jest kasa pierwszeństwa! - powiedziane z takim oburzeniem, jakby jej co najmniej kilka razy wcześniej w pysk strzelił.

Patrzę, bebzol jest. Jakaś Dżesika przy boku drepta. Kasa pierwszeństwa jest. No to odsuwam się, wskazuję ręka miejsce i rzeczę:

[Ja]: Proszę bardzo, proszę stanąć z przodu, wystarczyło powiedzieć.

Karyna z Dżesiką staje z przodu i słyszę, że dalej burczy pod wyszpachlowanym nochalem:

[J] ???
[K] Bo ja nie widzę żeby pan był z dzieckiem.
[J] Wie pani co, ustąpiłem pani bez żadnych problemów, nie rozumiem, dlaczego w dalszym ciągu pani ma do mnie pretensje?
[K] A ja nie rozumiem, dlaczego nie stoi pan w kolejce do NORMALNEJ kasy, tylko do MOJEJ kasy.

Kasjerka przestała kasować, babuszki patrzą się na Karynę zdziwione zajściem, chyba czują absurd całej sytuacji. Ale cóż, z koniem się kopał nie będę.

[J] A to przepraszam, już idę do NORMALNEJ kasy. Żal mi tylko dzieci, że taką durnowatą matkę wylosowały.

Karyna się zapowietrzyła i coś jeszcze burczała, ale ja byłem już w drodze do następnej kasy. I - o ironio! - po odejściu od NORMALNEJ kasy, Karyna przy SWOJEJ kasie dopiero zaczynała pakować pierwsze skasowane produkty.

Drogie Panie w ciąży, wydaje mi się, że świadomość społeczna co do waszego stanu jest coraz lepsza i coraz rzadziej ktoś wam odmawia, nie przepuszcza was w kolejce lub nie ustępuje miejsca. Niemniej nie uważam, by ciąża upoważniała do chamstwa. Proszę, nie bądźcie jak Karyna. Nie każdy, kto od razu nie biegnie z ofertą przepuszczenia, czy ustąpienia zasługuje na pogardę. Czasami człowiek zwyczajnie się zamyśli, a czasami nie ma po prostu oczu dookoła głowy.

Karyno z krakowskiego Carrefoura na Witosa, proszę, nie rozmnażaj się więcej, idiotów w kraju już nam wystarczy!

pieluszkowe zapalenie mózgu

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (246)

1