Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Methelin

Zamieszcza historie od: 23 czerwca 2017 - 21:28
Ostatnio: 13 stycznia 2018 - 20:56
O sobie:

18-letni osobnik płci brzydkiej, mający cyniczne spojrzenie na otaczający go świat.

  • Historii na głównej: 7 z 9
  • Punktów za historie: 835
  • Komentarzy: 69
  • Punktów za komentarze: 409
 

#81186

(PW) ·
| Do ulubionych
Obawiam się, że piekielność moich rodziców nie zna granic.

Zacznijmy od tego, że moi rodzice rozwiedli się półtora roku temu. Dla mnie to nie kłopot, ważne, by obydwoje byli zadowoleni, a mnie do tego nie mieszali.

No właśnie. A to robią. Za każdym razem.

Po rozwodzie ojciec został z domem i jednym samochodem, a matka ze wszystkimi swoimi przedsiębiorstwami i drugim samochodem. Tu muszę dodać, że dom przez większość czasu stoi pusty, ponieważ ojciec - tuż po wywalczeniu praw do domu - przeprowadził się do miasta wojewódzkiego. Ponieważ dom nie trafił się jej przy podziale majątku, po zmianie zamków nie dostała klucza, ja z kolei tak - w końcu jestem synem. Nie potrzebowałem go, ale stwierdziłem, że może się jeszcze kiedyś przydać. Ten oto klucz jednak trafił z mojej kieszeni na łono jej nowego mieszkania, ponieważ "musiała odebrać swoje rzeczy". Fakt - niemała część jej dobytku materialnego została w domu. Poza tym to w końcu matka.

Ojciec jednak często zadawał mi pytania dot. domu i obecności matki w wyżej wymienionym. Niedawno przypadkiem wypadło mi z ust wspomnienie o udostępnieniu klucza. Cóż by rzec - wkurzył się, i obwinił mnie o całą sytuację. Może słusznie, choć chciałem tylko pomóc matce, która w sumie nigdy mnie nie skrzywdziła. Kilka dni później, tj. wczoraj, spakował jej rzeczy do kilkunastu wielkich worów i zawiózł do siedziby jej przedsiębiorstw.

Pół godziny temu dostałem SMS'a od wściekłej matki, że to moja wina, a ojciec zmienił zamek w drzwiach. Być może, jednak od początku mówiłem obydwojgu, że nie chciałem mieć z tą wojną nic wspólnego. Zamiast załatwić to ze sobą jak ludzie, jedno z drugim wysyła mnie na przeszpiegi przeciw sobie, a jak dojdzie co do czego, całą winę zganiają na mnie. Ani jedno, ani drugie nie mają sobie nic do zarzucenia.

Koniec końców jest taki, że zarówno wg ojca jak i wg matki wszystkiemu winny, wraz z rozwodem, jestem ja.

Fajnie.

rodzice

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (179)

#80805

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak pewnie wiecie, wczoraj był tzw. "Black Friday", czyli megapromocje, tłum ludu i zgony poprzez stratowanie w Stanach.

Mój kolega z Danii, Oliver (pseud. Oliv), pracuje w sklepie z ubraniami w Hillerød, i to, co opowiedział dziś na grupie w związku z wczorajszym dniem utwierdza mnie, że spora część ludzi to jednak idioci.

Sklep reklamował się plakatami "Ceny od 59 kr w górę" - wielu klientów skarżyło się mu, że coś kosztuje np. 99 koron, że czują się oszukani i żądają rozmowy z kierownikiem (jak widać to nie tylko specjalność polskich madek) - nikomu z "poszkodowanych" nie wszystko do głowy, żeby przeczytać znak ze zrozumieniem.

Drugą rzeczą, która się działa się w sklepie były bójki między klientelą o jakieś ciuszki - wyszarpywanie, rzucanie się na kogoś, ciągnięcie za włosy itp. niecywilizowane sposoby na zdobycie upragnionego towaru działy się cały czas.

Nie mogę też zapomnieć o opisaniu "ślepoty" tłumu - Oliv narzekał, że klienci w kółko w niego wpadali, niektórzy odpychali, a pewna kobieta wręcz zostawiła mu na przedzie pracowniczej koszulki piękny ślad ubrudzonej podeszwy. Tak. Dostał kopa w brzuch. Mówił, że ma nadzieję, że kamery to nagrały, ale co z tym ostatecznie zrobi, nie wiem.

Powiedzcie - skąd ludziom tak odbija, kiedy są promocje na rzeczy, których prawdopodobnie nie potrzebują? Dlaczego przeceny na cokolwiek odbierają zdolność logicznego myślenia i człowieczeństwo?

Bo ja nie wiem.

black_friday

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (117)

#80212

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historię 80211, przypomniała mi się sytuacja, którą zasłyszałem na którymś rodzinnym spotkaniu.

Kuzynka mojej mamy (nazwijmy ją A.) kilka lat temu rozwiodła się ze swoim mężem (nazwijmy go B.). Nie znam szczegółów, chociaż i tak nie są one istotne dla historii.

Cała piekielność zaczyna się, gdy ojciec A. zaczął upraszać się brata mojej mamy, wujka-prawnika (a swojego bratanka) o bycie adwokatem A. w chyba pięćdziesiątej już rozprawie co do podziału majątku. Wujek nie zgodził się, usprawiedliwiając to etyką prawniczą (obrona rodziny mogłaby być nieobiektywna) oraz tym, że rozwody nie są jego specjalizacją. I wtedy rozpętał się armagedon.

Brat dziadka zaczął wieszać psy na wujku, że "jak to, rodzinie nie pomoże", że "nawet zapłaci (jakby oczekiwał na początku, że wujek zrobi to za darmo!)", i że "pewnie będzie bronił tamtego wstrętnego B. na złość". Wujek rzekł w związku z tym, że on zupełnie odcina się od tej sprawy. To jeszcze rozwścieczyło ojca A.

Rzucał, że "wujek wypina się na rodzinę", że "jest Judaszem" i tym podobne określenia. Wujek nie wytrzymał, pożegnał się z większością rodziny, i wyszedł. Pomiędzy ostatnimi dwoma czynnościami, brat dziadka rzucił jeszcze, że wujek "ma zakaz przyjścia na jego urodziny", które odbyły się jakieś pół miesiąca po wydarzeniu.

Co jak co, ale jestem po stronie wujka - faktycznie, obrona tak bliskiej rodziny jak kuzynka z pewnością byłaby odebrana przez wielu jako nieobiektywna. Poza tym, skandaliczne zachowanie ojca A. na pewno nie skłoniło wujka do przemyślenia propozycji.

rodzina

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (119)

#79983

(PW) ·
| Do ulubionych
Kontynuacja historii #79952

Jest dużo gorzej niż się spodziewałem.

D. nie tylko okazał się być wspólnikiem złodzieja, ale również poszukiwanym kryminalistą.

Na monitoringu widać jak złodziej bezpardonowo wchodzi do budynku kodem, który najprawdopodobniej dostał od D. SMS-em, sądząc po częstym patrzeniem się w telefon. Wchodzi i wychodzi, jednak z rowerem.

Przy zgłoszeniu kradzieży na komisariacie podaliśmy personalia D. - okazał się być on przestępcą, który wynajmuje mieszkania, płaci kaucję i/lub opłatę za pierwszy miesiąc, a potem wynosi z nich co się da, sam lub ze wspólnikami.

Kiedy przyjechałem z rodzicami do mieszkania w akompaniamencie policji w celu wyjaśnienia sytuacji, walizki D. były już spakowane, a on sam siedział na kanapie w ciemności z opuszczonymi roletami antywłamaniowymi. Został zabrany do aresztu.

Nie wiem, co więcej napisać.

Po prostu brak mi słów.

groźni współlokatorzy

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (107)

#79892

(PW) ·
| Do ulubionych
Rowerzyści, ach, rowerzyści.

Pisząc komentarz dot. moich perypetii z tymi ludźmi, kiedy kieruję L-ką, przypomniałem sobie, o czym opowiadał mi kilka dni temu mój instruktor.

Otóż dziadek instruktora, mimo osiemdziesiątki, jest zapalonym rowerzystą. Niestety, jest to człowiek, który uważa, że z racji wieku obowiązki go nie dotyczą, a jedynie prawa. Takim "prawem" wyjętym spomiędzy szynki jest rzekome pierwszeństwo na drodze, gdy jedzie się rowerem. Bo przecież "zasady ruchu drogowego dotyczą tylko i wyłącznie samochodów". Podobno w związku z tym jeździ swoim demonem prędkości środkiem jezdni i wyjeżdża ludziom przed maski, czym jeszcze się chwali.

Wspomniałem "[...]z racji wieku..." - kiedy argument z "pierwszeństwem roweru" nie ma racji bytu (bo np. jedzie chodnikiem), wtedy podobno powołuje się na swój wiek, bo "młode, głupie, gówno się zna, starszym zawsze się ustępuje".

Dobrze, że nie jeździ on samochodem, wtedy jego "prawo pierwszeństwa ze względu na wiek" mogłyby zaszkodzić wielu kierowcom, a przy tym jemu samemu.

Dlaczego w związku z tym, mimo wnuka-instruktora, który podobno przy każdym spotkaniu tłumaczy mu, co robi źle, dziadek nadal jeździ rowerem jak chce?

"Bo ty się gówno znasz, ty młody jesteś, ja wiem lepiej".

Panie premierze, jak żyć?

rowerzyści

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (141)
zarchiwizowany

#79952

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W dzisiejszych czasach nie można już ufać nikomu.

Parę lat temu moi rodzice wykupili mieszkanie w W., które regularnie było wynajmowane studentom. Jako, iż skończyłem liceum i zbliża się rok akademicki, nadszedł czas, abym to ja bym jednym z najemców. Jednak rodzice stwierdzili, że żeby mieszkanie nie stało za długo puste, dadzą ogłoszenie już od dnia, kiedy poprzedni lokatorzy się wyprowadzili.

Zgłosił się niejaki D. - 27-letni pracownik call center, który rzekomo wynajmuje jeden z pokoi ze swoją 18-letnią dziewczyną, która najprawdopodobniej nie istnieje (mój kuzyn, z którym będę mieszkał w pokoju mówi, że co odwiedziny w mieszkaniu D. był w domu, a jego dziewczyna niby w pracy - okej, tylko że w mieszkaniu nie było żadnych kobiecych ubrań czy kosmetyków). Mi coś nie pasował, dlatego swoje rzeczy - w tym rower, o którym mowa - trzymałem w zamykanym na klucz drugim pokoju. Jednak przedwczoraj kuzyn wraz ze swoim ojcem naprawiali coś w pokoju, w związku z czym musieli wyprowadzić mój rower do przedpokoju. Ufając pokornemu D., nie wnieśli go z powrotem.

Wczoraj dostałem telefon, że rower został ukradziony. D. podobno był w łazience i słyszał dziwne dźwięki za drzwiami, a po wyjściu roweru nie było.

Osiedle z mieszkaniem jest monitorowane i strzeżone, czyli ktoś wszedł sobie znając kod, przeszedł przez patio, tym samym kodem wszedł do budynku, wybrał pierwsze-lepsze drzwi, które *nie były zamknięte od środka*, nie zważając na obecność domowników wszedł sobie do przedpokoju, wyniósł rower i wyszedł z nim pod nadzorem kilku, czy nawet kilkunastu kamer CCTV.

Dla mnie - bujda.

Także drogi D., oby ten rower spadł ci na krtań, byś już niczego więcej nie ukradł.

współlokatorzy

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 10 (86)

#79713

(PW) ·
| Do ulubionych
Przedwczoraj siostra udała się z mężem na wakacje do Albanii. Przechodząc przez salon usłyszałem od mamy - rozmawiającej z siostrą przez telefon - żeby nie jadła owoców morza, co przypomniało mi historię sprzed roku.

Zeszłego sierpnia byłem właśnie w Albanii z mamą - kraj piękny, stosunkowo tani, co prawda ludzie wówczas po angielsku ledwie przebąkiwali, ale obecnie (według relacji innej części rodziny, która w tym roku tam była) można się już dogadać bez migów. Niemniej jednak nie przedłużając, będzie o feralnych owocach morza.

Jako iż moja mama je uwielbia, chcąc nie chcąc wiem, że jeżeli ugotowany omułek nie otworzy muszli, oznacza to, że jest od dłuższego czasu martwy i absolutnie nie nadaje się do spożycia. Rok temu oczywiście zajadała się nimi codziennie, dopóki siostra nie zadzwoniła z Grecji, skąd powiedziała, że rezydentka ostrzegła turystów przed owocami morza, albowiem w Grecji - a być może na całym obszarze śródziemnomorskim - zamknięte omułki są otwierane na siłę i zwyczajne podawane wśród tych wcześniej żywych. Rodzicielka moja oczywiście zbladła, zalała się zimnym potem i dla pewności nie chciała już ich zamawiać.

Niestety było za późno - następne kilka dni spędziła na białym tronie.

Dzisiaj podobno już się tego nie robi, jednak sądzę, że takie świństwo z podawaniem toksycznego jedzenia bardzo negatywnie wpływa na opinię turystyczną, i ci kucharze - zarówno greccy jak i albańscy - strzelają w kolano i sobie i całemu państwu.

albania małże omułki

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (162)

#79135

(PW) ·
| Do ulubionych
Historii o piekielnych sprzedawcach na Allegro jest co nie miara, niemniej jednak postanowiłem dodać własną o tym, co niedawno mnie spotkało.

Od razu nadmienię, że jestem notafilistą-amatorem - zbieram banknoty z całego świata, począwszy na kupowaniu przez internet egzotycznych, nieobiegowych sztuk, a kończąc na przywożeniu papierowych drobnych z wakacji czy innych zagranicznych wyjazdów. Często szperam też na Allegro w poszukiwaniu dobrych ofert, i o jednej z nich będzie.

Sprzedawczyni oferowała zestaw 16 używanych banknotów z całego globu, od Ukrainy przez Afganistan aż po Indonezję. Cena wraz z wysyłką - 14.90 zł, co czyni ją niezwykle atrakcyjną, biorąc od uwagę, że dwa pewne banknoty z kompletu już były razem więcej warte. Niewiele myśląc, od razu składam zamówienie.

Pierwsza lampka ostrzegawcza zapaliła mi się, gdy jeszcze tego samego dnia, sprzedawczyni odesłała kwotę z PayU, i poprosiła o bezpośredni przelew na konto w banku. W odbiorcy przelewu nazwisko zgadzało się z tym sprzedawczyni, w przeciwieństwie do imienia. Sądząc, że może pieniądze mają trafić na konto matki/siostry/kuzynki, wysłałem te nieszczęsne 15 złociszy.

Było to 22 czerwca, a moich banknotów wciąż nie otrzymałem. >:(

Poirytowany brakami odpowiedzi na maile i wiadomości na Allegro, postanowiłem zadzwonić na nr telefonu podany w szczegółach. Jakież było moje zaskoczenie, gdy w końcu odebrano.

[J]a: Dzień dobry, z tej strony Methelin, czy mam przyjemność rozmawiać z panią X?
[K]obieta: Xowską*, ale tak, słucham pana.
J: Dzwonię w sprawie banknotów, które wystawiła pani...
K: Wie pan, jest pan trzecią osobą, która dzwoni do mnie w tej sprawie, ja nawet nie mam konta na Allegro.

*Sprzedawczyni używa nazwiska kobiety, jedynie pozbywając się końcówki -owska

Nie powiem, zdziwiłem się niczym dziecko na widok św. Mikołaja w przedszkolu. W każdym razie, wg Pani Xowskiej, sprzedawczyni z Allegro podszywa się pod nią, a ta nie ma z tym nic wspólnego. Jeżeli przyjąć by to za prawdę, wtedy bezpośredni przelew oraz ignorowanie maili miałyby doskonałe znamiona oszustwa. W każdym razie, mam zamiar zgłosić się z tą sytuacją do supportu Allegro.
Nie dla tych piętnastu złotych.

Ale dla zasady.

allegro

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (134)
zarchiwizowany

#78849

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Piekielnych czytam regularnie od przeszło trzech kwartałów, jednak nie podejrzewałem, że zdarzy mi się iście piekielna przygoda, a co dopiero w pierwszym dniu pracy.

Dzisiaj miałem dzień próbny w formie pięciogodzinnej zmiany na stoisku mięsnym w jednych z dolnośląskich supermarketów. Klientów co nie miara, mimo piątkowych godzin przedpołudniowych. Wszystko gra i huczy, wraz z trzema "starymi wyjadaczkami" kroimy mięsa ku uciesze klienteli, dopóki nie zjawiła się Ona przez duże O.

Kobieta wyglądająca kropka w kropkę, jak typowa Grażyna, żądająca natychmiastowej rozmowy z kierownikiem. Pod ręką miała dziecko, które na oko miało 5-7 lat. Nie brało ono w ogóle udziału w tym, co się działo, jednak obawiam się, jakie wzorce wyniesie spod skrzydeł takiej mamusi.

Grażyna, z początku grzecznie, zażyczyła sobie tuzin plasterków szynki X. Jako, że X należała do szynek suchych, wiadomo, że jest też ona krucha, i w przypadku krojenia na cienkie plastry może się rwać. Tak też się stało.

Po zważeniu, wklepaniu kodu i przyklejeniu naklejki wręczyłem szynkę Grażynie z uśmiechem nr 5 na twarzy. Patrząca na mnie spode łba Grażyna rozerwała worek, tylko po to, żeby zobaczyć jak "zdruzgotana" jest jej szyneczka, i rzuciła zawartością foliówki w moją osobę, wykrzykując znane i lubiane hasła pokroju "już tu nie pracujesz" (błąd: ja *jeszcze* tu nie pracuję :3) oraz nakazując nakrojenie nowej partii.

Mniejsza z faktem, że zwróciła uwagę na niedoskonałość szynki. Kilka osób przed, i po niej, również miało zastrzeżenia, jednak każdy załatwił to ze mną kulturalnie i bez zbędnych ekscesów. Większość osób była wyrozumiała po dowiedzeniu się, że to mój pierwszy dzień, i że nie mam żadnego doświadczenia. Jednak zawsze musi być ta jedna osoba, dla której osoba za ladą to "podczłowiek".

Na koniec dopowiem, że sam nie jestem bez winy, albowiem za dosłowne rzucanie mięsem, urządziłem mały strajk włoski dla Grażyny - na idealnie pokrojoną szyneczkę czekała dobre pięć minut zamiast pół. :3

sklepy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (87)

1