Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Minion

Zamieszcza historie od: 22 września 2016 - 22:54
Ostatnio: 16 lipca 2018 - 11:43
  • Historii na głównej: 11 z 12
  • Punktów za historie: 2370
  • Komentarzy: 14
  • Punktów za komentarze: 83
 
poczekalnia

#82653

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja żona prowadzi zajęcia na jednym z uniwersytetów. Dziekan jej wydziału odszedł na emeryturę, zatrudniono nowego, z innej uczelni.

Nowy dziekan w ostatnich wyborach próbował zostać posłem, nie udało mu się, ale z wykładowcy na małej prywatnej uczelni awnsował na dziekana uniwersytetu w jednym z największych polskich miast, można powiedzieć, że i dla niego nastąpiła "dobra zmiana".

W jednej ze swoich pierwszych decyzji poinformował lubianego przez studentów wykładowcę z ponad piętnastoletnim stażem, że w przyszłym roku akademickim wydział nie zamierza z nim współpracować. Oficjalnie wydział nie jest w stanie zapewnić mu grup do prowadzenia, co w rzeczywistości jest bzdurą, bo wykłada przedmiot wspólny dla prawie wszystkich kierunków na wydziale, a liczba przyjętych co roku wzrasta.

Nieoficjalnie? Ma nieodpowiednią orientację. A w dodatku w internecie można znależć zdjęcia na których jest przebrany za kobietę. Zdjęcia żona mi pokazała, facet w peruce i sukience na jakiejś imprezie w klubie, pewnie gejowskim, poza tym nic nieprzyzwoitego tam nie ma. Na uczlnię przychodził zawsze ubrany normalnie, po męsku, elegancko.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 60 (138)

#82233

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Mamy punkt cięcia, kilku pilarzy i dwie piły. Jedna z pił miała już swoje lata i "góra" postanowiła wymienić ją na nową. Cały proces okazał się bardziej uciążliwy, niż mogłoby się wydawać.

Pierwsza problem - koordynacja procesu wymiany:
Pierwszy dzień - demontaż starej piły(ok. 5 godzin).
Drugi i trzeci dzień - nic.
Czwarty dzień - dostawa i wstawienie nowej piły(ok. 2 godzin).
Piąty i szósty dzień - nic.
Siódmy i ósmy dzień - montaż i podłączenie(ok. półtora dnia).

Czyli ponad tydzień pilarze działają na jednej pile, kolejka zamówień zaczyna rosnąć niebezpiecznie mocno. Jak łatwo zauważyć przez większość tego czasu nic się nie działo, ale "góra" twierdzi, że lepiej się tego skoordynować nie dało.

Na koniec serwisant montujący piłę przeprowadził krótkie (ok. 20-30 minut) szkolenie, bo piła ma kilka opcji, których stara nie miała. Szkolenie przeszli pilarze, większość naszego działu oraz dyrektor.

Szkolenie skończone, wszyscy wrócili do swoich zajęć. Po 3 godzinach dzwoni BHPowiec:
[BHP]: Minion, ale chłopaki nie tną jeszcze na tej nowej pile?
[Ja]: Tną, dlaczego mają nie ciąć?
[BHP]: Bo nie mają szkolenia. Powiedz, żeby nie cięli na razie.
[Ja]: Mają szkolenie, serwisant robił na koniec dla całego działu i dyrektora.
[BHP]: To jest szkolenie, które daje im ogólne uprawnienia, ale żeby móc tu na niej pracować muszą jeszcze przejść szkolenie stanowiskowe od kierownika albo zastępcy. Wszyscy z funkcyjnych mieliście szkolenie?
[Ja]: Tylko ja, kierownik ma urlop, a drugi zastępca wolne. To pójdę zaraz na piłę i im zrobię to stanowiskowe.
[BHP]: To tylko ty będziesz mógł im robić stanowiskowe, ale najpierw dyrektor musi zrobić tobie, a dzisiaj już go nie ma.
[Ja]: Ale był ze mną na szkoleniu więc wpisz, że mi zrobił od razu.
[BHP]: Nie, bo był do 15, a Ty od 13, a stanowiskowe trwa 5 godzin.
[Ja]: Ile?! Piła ma 9 przycisków, z tego 6 takich samych jak stara, szkolenie trwało 20 minut.
[BHP]: Nic ci nie poradzę, tak jest w procedurach firmy. Nie musisz z nim tych 5 godzin tam stać, w praktyce w ogóle nie musisz nic robić, ale musicie być na jednej zmianie, najpierw ty z dyrektorem, a później oni z tobą, żeby w papierach się zgadzało. Jak jesteście od 13 to normalnie zacząć ciąć dana osoba może od 18. A i nie możesz im robić stanowiskowego zbiorowo więc jedna osoba w jeden dzień.

Czyli tego szkolenia w rzeczywistości nie ma, po prostu mamy być w tym samym czasie w firmie i popisać papierek, że było. Zanim miałem zmianę z dyrektorem minęły 2 dni. 3. Dzień moje szkolenie, 4. Dzień pierwszy pilarz, 5. Dzień drugi pilarz. Kolejne trzy dni nikt, bo mam zmiany z tymi samymi pilarzami, a nikomu nie pasuje zmiana w grafiku. Na pięciu pilarzy na nowej pile ciąć może dwóch. Obaj na tej samej zmianie. Na drugiej nikt. Na szczęście w weekend zmiany się przesuwają i "przeszkolę" dwóch, w poniedziałek ostatni. Czyli wszyscy pilarze będą mogli normalnie pracować na nowej pile dwa i pół tygodnia od demontażu starej. Kocham procedury.

sklepy

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (162)

#82113

(PW) ·
| Do ulubionych
Market budowlany. Punkt cięcia.

Klient podszedł z gotowymi półkami, które można dostać na dziale.

[P]ilarz: Dzień dobry, słucham.
[K]lient: Za te półki trzeba zapłacić, żeby pociąć?
[P]: Nie.
[K]: Tak?
[P]: Nie.
[K]: To najpierw do kasy?
[P]: Nie.

Klient poszedł do kasy.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (188)

#82056

(PW) ·
| Do ulubionych
Po jednej z historii przypomniało mi się, jak to mój potomek złym praktykantem był.

Młody studiował resocjalizację. Podczas praktyk w czasie roku był praktykantem w ośrodku wychowawczym dla młodzieży. Polubił pracę z dzieciakami. Na praktyki wakacyjne wybrał komendę powiatową, napisał podanie o możliwość odbycia praktyk w wydziale do spraw nieletnich.

Zgodę od pani komendant dostał. Tylko że w dziale wykroczeń.

Jak wyglądały praktyki?

Dostał kilka kartonów akt, dziurkacz, teczki, sznurek (kto by wydawał pieniądze na teczki ze spinaczami) i proste zadanie: bierzesz każdą teczkę i wszystkie dokumenty w niej układasz chronologicznie, nie musisz czytać, zresztą nie ma o czym, bo to jakieś drobne kradzieże w sklepach czy zakłócanie spokoju, patrz tylko na daty w nagłówkach, wszystko wiążesz i do drugiego kartonu.

Robił to, czego nie chciało się zrobić policjantowi prowadzącemu i utknęło w kartonie, bo, żeby schować w archiwum, miało być uporządkowane. I tak dzień w dzień.

Policjantka, która prowadziła praktyki była wielce rozczarowana tym, że po kilku dniach zaczął się spóźniać, używać telefonu i wcześniej urywać. Uszczypliwe komentarze na temat jego pracy były na porządku dziennym. Policjantka, która całe dnie siedziała przy swoim biurku i w sumie nie wiadomo co robiła.

I tak kilka kartonów im tam uporządkował. Nie wiem, po co. Dni i miesięcy uczyłem go, jak miał koło 5 lat, więc miesięczne praktyki na studiach z chronologii to moim zdaniem przesada.

Osobiście na wiadomość, jak wyglądają „praktyki", zaproponowałem, że wykupię mu Netflixa: jedna teczka, jeden odcinek.

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (176)

#82007

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Sytuacja dość absurdalna. Przez kilka dni byłem na szkoleniu w naszym sklepie w Katowicach i tam dzieje się akcja. Rozmowa [P]ilarza z [K]lientką, która złożyła zamówienie.

[P] Zapraszam po odbiór za pół godziny.

I klientka się zdenerwowała.

[K] To nie będzie już?!
[P] Nie, proszę pani. Wycięcie i oklejenie trochę trwa, poza tym mam jeszcze dwa zamówienia przed panią, pół godziny to i tak szybki termin.
[K] Ale ja jestem z Częstochowy!
[P] A ja z Poznania.
[K] A co mnie obchodzi, skąd pan jest?!
[P] A co mnie obchodzi, skąd pani jest?

Klientka strzeliła focha i poszła.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 177 (191)

#80254

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Jak klient może poprosić o pomoc stojącego 2-3 metry dalej pracownika?

"Ej", "halo", "ty" - do tego jestem już przyzwyczajony. Poznałem nową metodę. Można zagwizdać.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (155)

#79961

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Praca raczej bezstresowa, co prawda piekielni klienci zdarzają się często, ale można się na nich uodpornić. A jednak dziś zrobiło mi się słabo i gorąco jednocześnie.

Klienci z małym dzieckiem mieli wózek sklepowy jaki można spotkać w wielu marketach, na dole wózek obudowany na kształt samochodzika, a na górze koszyk na zakupy.

Zobaczyłem ich, w samochodziku dziecko, nad nim 6 paczek paneli podłogowych - 90 kg. Pomyślałem, że sporo, ale pewnie jest jakaś naklejka ile można załadować na górę i sprawdzili, że jest ok. W końcu trzymali to nad głową dziecka.

Gdy na chwilę odeszli razem z dzieckiem podszedłem do wózka zerknąć z ciekawości co tam jest. No i jest naklejka na samym środku z narysowanym wózkiem i strzałką wskazującą koszyk na górze. MAX 40 kg.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (163)

#76350

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio przez internet, a także przez piekielnych przetoczyła się masa dyskusji na temat prosty jak konstrukcja cepa. Przechodzenie przez ulicę(#76279).

Generalnie opcje są dwie:
1. Uznajemy, że mamy bezwzględne pierwszeństwo i skoro jeden samochód nas puszcza to możemy iść na pałę nie patrząc na nic innego, bo każdy ma obowiązek nas puścić, my mamy pierwszeństwo i już.

2. Stosujemy się do kodeksu drogowego (Art. 13. 1. Pieszy, przechodząc przez jezdnię lub torowisko, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność(...)). Możemy też dorzucić do tego szczyptę zdrowego rozsądku, który podpowiada, że ważąc 60-100 kilogramów, zapewne odniesiemy poważne uszkodzenia w starciu z rozpędzonym pojazdem ważącym półtorej tony. W tym przypadku przechodząc przez ulicę, obserwujemy co się na niej dzieje i jak zachowują się inni uczestnicy ruchu.

Dziewczyny z filmiku nie obserwowały drogi, gdyby obserwowały, zapewne zauważyłyby, że zbliżający się samochód nie hamuje. Nawet gdyby już przed niego weszły, bo był daleko, to obserwując go miałyby szansę na brak hamowania zareagować, a nie spokojnym spacerkiem przemierzać ulicę do momentu strzału.

Mogę przeczytać milion dyskusji w internecie i nadal nie zrozumiem, jak można wejść przed samochód, który nie hamuje i nie obserwować czy zacznie hamować.

Ma obowiązek zahamować?
A jak miał zawał, udar, wylew, wpadł w śpiączkę cukrzycową, dostał ataku padaczki, stracił wzrok, popsuły mu się hamulce? Albo to wszystko na raz?

Znajomemu ktoś wjechał w zaparkowany samochód. Okazało się, że sprawca zmarł za kierownicą.

Zastanawiam się czy wszyscy obrońcy dziewczyn z taką samą zaciętością broniliby je za wejście przed pędzący samochód bez spojrzenia w jego stronę gdyby okazało się, że kierowca stracił wcześniej przytomność.

Bo on miał obowiązek się bezwzględnie zatrzymać? Miał. A one miały pierwszeństwo i mogły iść na pałę? Nie mogły. Miały obowiązek zachować szczególną ostrożność. Nie zrobiły tego.

Ja nie bronię kierowcy. W żadnym wypadku. Ale świat nie jest czarno-biały.

Jak już mówiłem opcję są dwie:
1. Robimy to co każe nam kodeks drogowy czyli zachowujemy szczególną ostrożność, a co za tym idzie obserwujemy drogę i nie wchodzimy przed rozpędzone samochody.
2. Idziemy w cuglach bo mamy pierwszeństwo. W przypadku gdy jednak kierowca nam tego pierwszeństwa nie ustąpi będziemy mogli poczytać setki popierających nas komentarzy z nowiutkiego wózka inwalidzkiego.

http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje news pruszkow-dwie-nastolatki-potracone-na-przejsciu 219504.html

Skomentuj (99) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (260)

#75578

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Dziś skacząc po kanałach w tv trafiłem na mecz, ŁKS - Widzew. Derby Łodzi. Przypomniało mi to pewne derby sprzed kilku lat.

Pracowałem wtedy w tym samym markecie, ale w innym mieście, w tamtym czasie mieliśmy nowego kierownika. W mieście tym są dwa kluby piłkarskie, nazwijmy je A i B. Na dziale pracowali sami faceci, więc temat piłki pojawiał się w miarę często i było wiadomo kto komu kibicuje.
Zbliżał się termin derbów, prawie każdy chciał mieć wolne, żeby obejrzeć je na stadionie bądź w telewizji.

Zdziwiłem się, że dostałem tego dnia wolne, bo jako przyjezdnego derby mnie "nie grzały", więc tego dnia w prośby jako nieliczny się nie wpisałem. Okazało się, że wolne dostali wszyscy niezainteresowani meczem oraz wszyscy kibice drużyny A. Natomiast wszyscy fani drużyny B musieli pojawić się w pracy.

Nietrudno się domyślić komu kibicował nasz nowy kierownik.

Sytuacja powtarzała się, dopóki kibice B nie zaczęli brać urlopów na żądanie i "chorować" akurat na derby.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 228 (260)

#75564

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

W ramach awansu przybyło mi trochę obowiązków, między innymi otwieranie i zamykanie sklepu. W związku z moimi nowymi obowiązkami musiałem zaliczyć kurs SEP, czyli uprawnienia elektryczne. Przepisy wymagają więc zrobiłem. Firma zapłaciła niemałe pieniądze, ja musiałem poświecić czas. Kurs zaliczony.

Teraz już całkiem legalnie mogę włączać i wyłączać światło.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 378 (406)