Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Minion

Zamieszcza historie od: 22 września 2016 - 22:54
Ostatnio: 13 maja 2018 - 11:09
  • Historii na głównej: 9 z 10
  • Punktów za historie: 2109
  • Komentarzy: 11
  • Punktów za komentarze: 70
 

#82113

(PW) ·
| Do ulubionych
Market budowlany. Punkt cięcia.

Klient podszedł z gotowymi półkami, które można dostać na dziale.

[P]ilarz: Dzień dobry, słucham.
[K]lient: Za te półki trzeba zapłacić, żeby pociąć?
[P]: Nie.
[K]: Tak?
[P]: Nie.
[K]: To najpierw do kasy?
[P]: Nie.

Klient poszedł do kasy.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (168)

#82056

(PW) ·
| Do ulubionych
Po jednej z historii przypomniało mi się, jak to mój potomek złym praktykantem był.

Młody studiował resocjalizację. Podczas praktyk w czasie roku był praktykantem w ośrodku wychowawczym dla młodzieży. Polubił pracę z dzieciakami. Na praktyki wakacyjne wybrał komendę powiatową, napisał podanie o możliwość odbycia praktyk w wydziale do spraw nieletnich.

Zgodę od pani komendant dostał. Tylko że w dziale wykroczeń.

Jak wyglądały praktyki?

Dostał kilka kartonów akt, dziurkacz, teczki, sznurek (kto by wydawał pieniądze na teczki ze spinaczami) i proste zadanie: bierzesz każdą teczkę i wszystkie dokumenty w niej układasz chronologicznie, nie musisz czytać, zresztą nie ma o czym, bo to jakieś drobne kradzieże w sklepach czy zakłócanie spokoju, patrz tylko na daty w nagłówkach, wszystko wiążesz i do drugiego kartonu.

Robił to, czego nie chciało się zrobić policjantowi prowadzącemu i utknęło w kartonie, bo, żeby schować w archiwum, miało być uporządkowane. I tak dzień w dzień.

Policjantka, która prowadziła praktyki była wielce rozczarowana tym, że po kilku dniach zaczął się spóźniać, używać telefonu i wcześniej urywać. Uszczypliwe komentarze na temat jego pracy były na porządku dziennym. Policjantka, która całe dnie siedziała przy swoim biurku i w sumie nie wiadomo co robiła.

I tak kilka kartonów im tam uporządkował. Nie wiem, po co. Dni i miesięcy uczyłem go, jak miał koło 5 lat, więc miesięczne praktyki na studiach z chronologii to moim zdaniem przesada.

Osobiście na wiadomość, jak wyglądają „praktyki", zaproponowałem, że wykupię mu Netflixa: jedna teczka, jeden odcinek.

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (171)

#82007

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Sytuacja dość absurdalna. Przez kilka dni byłem na szkoleniu w naszym sklepie w Katowicach i tam dzieje się akcja. Rozmowa [P]ilarza z [K]lientką, która złożyła zamówienie.

[P] Zapraszam po odbiór za pół godziny.

I klientka się zdenerwowała.

[K] To nie będzie już?!
[P] Nie, proszę pani. Wycięcie i oklejenie trochę trwa, poza tym mam jeszcze dwa zamówienia przed panią, pół godziny to i tak szybki termin.
[K] Ale ja jestem z Częstochowy!
[P] A ja z Poznania.
[K] A co mnie obchodzi, skąd pan jest?!
[P] A co mnie obchodzi, skąd pani jest?

Klientka strzeliła focha i poszła.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (185)

#80254

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Jak klient może poprosić o pomoc stojącego 2-3 metry dalej pracownika?

"Ej", "halo", "ty" - do tego jestem już przyzwyczajony. Poznałem nową metodę. Można zagwizdać.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (152)

#79961

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Praca raczej bezstresowa, co prawda piekielni klienci zdarzają się często, ale można się na nich uodpornić. A jednak dziś zrobiło mi się słabo i gorąco jednocześnie.

Klienci z małym dzieckiem mieli wózek sklepowy jaki można spotkać w wielu marketach, na dole wózek obudowany na kształt samochodzika, a na górze koszyk na zakupy.

Zobaczyłem ich, w samochodziku dziecko, nad nim 6 paczek paneli podłogowych - 90 kg. Pomyślałem, że sporo, ale pewnie jest jakaś naklejka ile można załadować na górę i sprawdzili, że jest ok. W końcu trzymali to nad głową dziecka.

Gdy na chwilę odeszli razem z dzieckiem podszedłem do wózka zerknąć z ciekawości co tam jest. No i jest naklejka na samym środku z narysowanym wózkiem i strzałką wskazującą koszyk na górze. MAX 40 kg.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (160)

#76350

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio przez internet, a także przez piekielnych przetoczyła się masa dyskusji na temat prosty jak konstrukcja cepa. Przechodzenie przez ulicę(#76279).

Generalnie opcje są dwie:
1. Uznajemy, że mamy bezwzględne pierwszeństwo i skoro jeden samochód nas puszcza to możemy iść na pałę nie patrząc na nic innego, bo każdy ma obowiązek nas puścić, my mamy pierwszeństwo i już.

2. Stosujemy się do kodeksu drogowego (Art. 13. 1. Pieszy, przechodząc przez jezdnię lub torowisko, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność(...)). Możemy też dorzucić do tego szczyptę zdrowego rozsądku, który podpowiada, że ważąc 60-100 kilogramów, zapewne odniesiemy poważne uszkodzenia w starciu z rozpędzonym pojazdem ważącym półtorej tony. W tym przypadku przechodząc przez ulicę, obserwujemy co się na niej dzieje i jak zachowują się inni uczestnicy ruchu.

Dziewczyny z filmiku nie obserwowały drogi, gdyby obserwowały, zapewne zauważyłyby, że zbliżający się samochód nie hamuje. Nawet gdyby już przed niego weszły, bo był daleko, to obserwując go miałyby szansę na brak hamowania zareagować, a nie spokojnym spacerkiem przemierzać ulicę do momentu strzału.

Mogę przeczytać milion dyskusji w internecie i nadal nie zrozumiem, jak można wejść przed samochód, który nie hamuje i nie obserwować czy zacznie hamować.

Ma obowiązek zahamować?
A jak miał zawał, udar, wylew, wpadł w śpiączkę cukrzycową, dostał ataku padaczki, stracił wzrok, popsuły mu się hamulce? Albo to wszystko na raz?

Znajomemu ktoś wjechał w zaparkowany samochód. Okazało się, że sprawca zmarł za kierownicą.

Zastanawiam się czy wszyscy obrońcy dziewczyn z taką samą zaciętością broniliby je za wejście przed pędzący samochód bez spojrzenia w jego stronę gdyby okazało się, że kierowca stracił wcześniej przytomność.

Bo on miał obowiązek się bezwzględnie zatrzymać? Miał. A one miały pierwszeństwo i mogły iść na pałę? Nie mogły. Miały obowiązek zachować szczególną ostrożność. Nie zrobiły tego.

Ja nie bronię kierowcy. W żadnym wypadku. Ale świat nie jest czarno-biały.

Jak już mówiłem opcję są dwie:
1. Robimy to co każe nam kodeks drogowy czyli zachowujemy szczególną ostrożność, a co za tym idzie obserwujemy drogę i nie wchodzimy przed rozpędzone samochody.
2. Idziemy w cuglach bo mamy pierwszeństwo. W przypadku gdy jednak kierowca nam tego pierwszeństwa nie ustąpi będziemy mogli poczytać setki popierających nas komentarzy z nowiutkiego wózka inwalidzkiego.

http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje news pruszkow-dwie-nastolatki-potracone-na-przejsciu 219504.html

Skomentuj (99) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (259)

#75578

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Dziś skacząc po kanałach w tv trafiłem na mecz, ŁKS - Widzew. Derby Łodzi. Przypomniało mi to pewne derby sprzed kilku lat.

Pracowałem wtedy w tym samym markecie, ale w innym mieście, w tamtym czasie mieliśmy nowego kierownika. W mieście tym są dwa kluby piłkarskie, nazwijmy je A i B. Na dziale pracowali sami faceci, więc temat piłki pojawiał się w miarę często i było wiadomo kto komu kibicuje.
Zbliżał się termin derbów, prawie każdy chciał mieć wolne, żeby obejrzeć je na stadionie bądź w telewizji.

Zdziwiłem się, że dostałem tego dnia wolne, bo jako przyjezdnego derby mnie "nie grzały", więc tego dnia w prośby jako nieliczny się nie wpisałem. Okazało się, że wolne dostali wszyscy niezainteresowani meczem oraz wszyscy kibice drużyny A. Natomiast wszyscy fani drużyny B musieli pojawić się w pracy.

Nietrudno się domyślić komu kibicował nasz nowy kierownik.

Sytuacja powtarzała się, dopóki kibice B nie zaczęli brać urlopów na żądanie i "chorować" akurat na derby.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 225 (257)

#75564

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

W ramach awansu przybyło mi trochę obowiązków, między innymi otwieranie i zamykanie sklepu. W związku z moimi nowymi obowiązkami musiałem zaliczyć kurs SEP, czyli uprawnienia elektryczne. Przepisy wymagają więc zrobiłem. Firma zapłaciła niemałe pieniądze, ja musiałem poświecić czas. Kurs zaliczony.

Teraz już całkiem legalnie mogę włączać i wyłączać światło.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 375 (403)

#75296

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Wybraliśmy z klientką panele, czas na podkład. Podchodzimy do odpowiedniego regału.

Ja: Jaką grubość podkładu dajemy?
Klientka: A są inne kolory? Bo mi pasowałyby szare, a tu są tylko niebieskie i zielone.
Ja: Nie, proszę pani, niebieskie są 3 i 5 milimetrowe, a zielone 6 milimetrowe. Ale kolor nie ma znaczenia, ponieważ podkład kładziemy pod panele i go nie widać. Ważna jest grubość.
Klientka: Ale ja mam wszystko w domu zrobione w szarościach i szary pasowałby mi do wystroju.
Ja: Podkład będzie pod podłogą, nikt go nie zobaczy.
Klientka: Ale ja będę wiedziała jaki jest i będę się z tym źle czuła psychicznie.

Nie kupiła. Pojechała szukać szarych podkładów w innych sklepach.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 377 (403)

#75267

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Nasz sklep, jak każdy, ma określone godziny otwarcia (w tygodniu do 21, w sobotę do 20, w niedzielę do 19), jednak polityka sieci jest taka, że nikt Cię nie wyprosi, nieważne jak długo będziesz robił zakupy. Klienci, którzy podchodzą do kasy 10-15 minut po zamknięciu to codzienność.

W naszym sklepie przez wiele lat rekordzistą był pewien poseł, którego partia będąc w koalicji rządzącej, otwarcie walczyła o zakaz handlu w niedziele. Panu posłowi, reprezentującemu według nazwy partii polskie rodziny, nie przeszkadzało to w przyjściu na zakupy w niedzielę o 18:55 i przytrzymaniu pracowników do 19:30.

Rekord ostatnio został jednak pobity, tym razem przez całkiem anonimowego obywatela. Nasz bohater pojawił się w środku tygodnia o 20:50. Chciał zrobić duże zakupy. Panele, podkłady, listwy, elementy do listew, boazeria. Mimo swojego zdecydowania co do zakupów, nie wiedział które konkretnie produkty chce kupić, nie wiedział nawet ile czego potrzebuje, miał jednak wymiary pokoi więc my mu liczyliśmy metraże.

Wszystko wyliczone, zamówienie wypisane, 21:45. Sklep teoretycznie zamknięty od 45 minut, pracownicy działu i kas 30 minut po pracy, ochrona pewnie też już na nadgodzinach.

Wszystko wpisałem w system, całkiem długa lista, jeszcze raz sprawdziliśmy z klientem czy wszystko się zgadza.

Ja: - W sumie wyszło 13 tysięcy, już drukuję zamówienie i zapraszam do kasy.
Klient: - Ale... (milknie na chwilę, widzę po minie, że coś jest nie tak) - Bo ja mam 10 tysięcy limitu na karcie... (klnę go w myślach do praprapradziadka) - To ja przyjadę jutro koło południa z gotówką i wypiszemy jeszcze raz.

sklepy

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 340 (350)

1