Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 
Profil użytkownika

Monza

Zamieszcza historie od: 22 lutego 2012 - 10:43
Ostatnio: 5 marca 2012 - 20:27
O sobie:

Zawsze w biegu...

  • Historii na głównej: 0 z 4
  • Punktów za historie: 302
  • Komentarzy: 4
  • Punktów za komentarze: 20
 
zarchiwizowany
5 marca 2012, 11:43 przez Monza (PW) | było | Do ulubionych
Jak to pomimo ognistego koloru włosów zostałam blondynką.
Bardziej śmieszne niż piekielne.

Historia działa się jakieś 11 lat temu, tuż
po tym jak skończyłam szkołę średnią. Każdy z nas wie, co się dzieje jak już maturę i egzaminy na studia mamy w kieszeni. Nadchodzi czas na usuwanie wszystkiego co się ze szkolnym okresem życia kojarzy.
Tak więc nadszedł czas na pozbycie się z pokoju mega wielkiego biurka, takiego w starym biurowym stylu. W jaki sposób zostało ono wniesione do pokoju nie mam pojęcia, ale w żaden sposób nie chciało się z powrotem wydostać na zewnątrz. Co więc zrobiła genialna Monza wraz z pomocnikiem w postaci młodszej siostry, ano wzięła z ojcowskiego warsztatu wyrzynarkę do drewna i wrr wrr wrr biurko ciachnięte na pół, potem jeszcze raz wrr wrr wrr i biurko w kawałkach. Problematyczne okazały się tylko 20 centymetrowe nóżki, które za chiny ludowe nie chciały dać się odczepić a próbowałyśmy miedzy innymi dłuta i łomu. Na nasze aktywne próby odczepienia nóżek od reszty pozostałości biurka natrafił nasz młodszy brat. Stanął w drzwiach, spojrzał na biurko potem na nas, znowu na biurko po czym popukał się w czoło i nóżki odkręcił. Taa, po prostu mentalne blondynki.
Inna historia z mentalną blondynka zdarzyła się pewnej zimy, kiedy to moje genialne rodzeństwo wybrało się samochodem na miasto. Siostra wielce zaaferowana mijanym zimowym krajobrazem składającym się z zamarzniętej flory oraz ćwierkającej fauny błysnęła genialną myślą: siostra(S) brat(B)
(S) Ptaszki latem piją z kałuży, no ale co one piją zimą?
Na co brat z wielce zdegustowaną miną rzekł:
(B) Aleś ty głupia.
Przy historii z ptaszkami obydwoje byli już pełnoletni, czym chyba przy mentalnej blondynce nie należy się chwalić. Do tej pory z łezką w oku wspominamy odkręcane nóżki i pijące ptaszki zimą.

rodzeństwo

Skomentuj (0) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -16 (Głosów: 22)
zarchiwizowany
27 lutego 2012, 10:56 przez Monza (PW) | było | Do ulubionych
Z rządowych okopów, które zwane są biureczkami za którymi kawkę pija urzędnicy część III.
Będzie o pączkach co były ale
zaginęły, a później co się znalazły a ich nie było oraz kompetencji niektórych pracujących.

Trochę długawe i mało piekielne.

W naszym przybytku tradycją jest, że Wódź Najwyższy z okazji tłustego czwartku kupuje dla pracowników oraz petentów, którzy tego dnia zawitają w nasze progi pączki. Wyłożone są one na holu i kto chce się poczęstować ten się częstuje.
Jest u nas również twór co się zwie BOI - zwany dumnie i szumnie Biurem Obsługi Interesantów. W małych urzędach jest to skrzyżowanie portierni z centralą telefoniczną w dużych urzędach miejsce gdzie bez biegania po pokojach można uzyskać potrzebne informacje i formularze. Nasze BOI od kilku lat obsługuje pani tak na oko 40-50 letnia, bo przecież nikt nie będzie kobiety o wiek pytał. No, ale jest ona i sobie siedzi, informuje, łączy i plotkuje.
Ale wracając do historii właściwej, pewnego tłustego czwartku z samego rana trzeba się było teleportować w teren i sprawdzić przygotowania do niedługo odbywającej się imprezy, jako, że należy to do moich obowiązków, chcąc nie chcąc tuż przed 8 rano stoję ja sobie w BOI i wpisuje wyjście służbowe, kiedy zjawia się pan z piekarni z pudełkami pełnymi pączków. Jedno z pudełek postawił na blacie tak, że Pani w BOI mogła je sobie powąchać, obejrzeć strukturę molekularną i prawie posmakować.
- Pan: Przywiozłem zamówione pączki.
- Pani: Ale ja o niczym nie wiem. Co mam z nimi zrobić?. Oczy w słup i panika na twarzy, jakby to ona miała za nie płacić albo co najmniej zjeść je wszystkie i dalej tłumaczy, że nic nie wie o dostawie.
Skoro stoję tam i patrzę na ten teatrzyk, mówię Panu, żeby zaniósł je do Pod Naczelnego Wodza a on już je rozdysponuje. Po czym wyszłam z biura.
Wracam do pracy gdzieś po godzinie i pytam koleżanki czy jadła już pączki a ta na to, że nie, bo jeszcze ich nie ma, że jeszcze nie dowieźli. Dalej mówi, że załatwiając coś innego w pobliżu BOI zapytała przy okazji Pani czy pączki już są( pani ma doskonały widok na każdego kto wchodzi do budynku), a ta z miną kamiennej niewinności mówi, że jeszcze nie było dostawcy i pączków niet. Po słowach koleżanki skamieniałam na chwilę. Przecież dostawca był, przy mnie i Pani pączki dotarły do naszego przybytku. Wysłałam koleżankę do Pod Naczelnego Wodza, który już wystawił pączki ku uciesze wszystkich obecnych akurat na holu. Później koleżanka powiedziała, że Pani z miną niewinnej idiotki pomiędzy blond loczkami, stwierdziła, że nie wiedziała, że to były te pączki, których wszyscy szukali.
Nie wiem czy to początki demencji czy po prostu kretynizm. Ciekawa jestem ilu pracowników bądź petentów w innych sprawach odsyła z kwitkiem, bo czegoś tam nie ma, albo ona czegoś tam nie wie.
Pani znana jest z tego, że potrafi otworzyć koperty z korespondencją adresowaną na konkretną osobę, albo koperty z napisem „nie otwierać do…”
Czemu ją trzymają? Bo to znajoma jednego z rajców miejskich. W chwili gdy grozi jej zwolnienie zaczynają się płacze, lamenty i pielgrzymki do Naczelnego Wodza.

Z pamiętnika młodego urzędnika

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (Głosów: 124)
zarchiwizowany
23 lutego 2012, 11:24 przez Monza (PW) | było | Do ulubionych
Z rządowych okopów, które zwane są biureczkami za którymi kawkę piją urzędnicy.
Krąży w sieci zdjęcie z jakiegoś warsztatu samochodowego
ze wspaniałym cennikiem w stylu: jak patrzy się na pracę mechanika to dopłata 50%, jak komentuje pracę mechanika to dopłaca 100% itd.
Zastanawiam się czasami czy nie zrobić takiego cennika w urzędzie. Tylko z odpłatnościami byłby problem.
Długawo będzie.
Jakiś czas temu budowano w mieście i okolicach nową kanalizację. Jak taka budowa przebiega to większość z nas wie. Najpierw papirusy, projekty, pozwolenia, zgody, przetargi, w sumie kilka kartonów dokumentów. W wypadku gdy rury mają zostać podłączone nie tylko do wysokości ulicy i chodnika a bezpośrednio do budynku mieszkalnego potrzebne są zgody mieszkańców na wejście na teren posesji i chwilowe udostępnienie terenu. Każdy z mieszkańców musi też zaakceptować projekt podłączenia. Chodzą więc urzędnicy albo projektanci od drzwi do drzwi pokazują projekt, tłumaczą co i jak a mieszkańcy podpisują się pod projektem, że się z nim zapoznali i nie mają nic przeciwko.
Budowa kanalizacji w toku. Zostało do zrealizowania jakieś 30% projektu, gdy do mojego pokoju wpada Pani z rozwichrzonym włosem, wściekłością w oczach i pretensjami w głosie. (dialogi w większości prawdziwe, takiej szopki się nie zapomina):
P- Pani, J- Ja, K –Kolega:
-P – Gdzie ten Ch*** od kanalizy.
- J – Jeżeli chodzi Pani o Pana X, to 4 pokoje dalej, pod numerem 40.
Pani w odpowiedzi walnęła drzwiami i pobiegła dalej. Chyba nie zauważyła na drzwiach napisu Wydział XXX, który ma z budownictwem tyle wspólnego, że jest tylko na tym samym piętrze. Z drugiej strony nie zauważyła też, że aby dostać się do mojego pokoju przeszła obok 6 –u par drzwi z napisem „Wydział budownictwa i ….”. Z ciekawości wychyliłam głowę na korytarz a tam istne pandemonium. Pani dotarła do mojego kolegi i z biegu zaczęła krzyczeć:
- P- Kto pana uczył budować. Takie niedoróbki. Taki bajzel. Ja chcę odszkodowania.
- K- Ale o co chodzi dokładnie.
- P – Jak wy tą kanalizację kładziecie, ja się na tym znam a to co robicie to się nadaje do TVN-u. Wy mi za wszystko zapłacicie.
- K- Ale o którą część kanalizacji chodzi.
- P – Mieszkam w Y i dzisiaj do mojego ogródka weszli robotnicy i zaczęli kopać i jak tak można ludziom ogródek skalny rozkopywać. Ja was zaskarżę.
- K – Proszę Pani, kopane jest tak żeby jak najszybciej podłączyć kanalizację i jak najmniej terenu naruszyć przy okazji, u Pani są betonowe podjazdy i jedyne miejsce na rury to ogródek. Robotnicy po zakończonych pracach wszystko naprawią.
- P – Ale tak nie może być. Ja tak nie chcę. Niech oni te rury położą na wierzchu, a nie ruszają mojego ogródka.
-K- Proszę Pani, nie ma możliwości żeby rury pozostawić na wierzchu. Przecież widziała pani plany i się pod nimi podpisała. Trzeba było wtedy powiedzieć, że nie życzy Pani sobie ingerencji w ogródek, znaleźlibyśmy może inne rozwianie. Teraz jest już za późno i goni nas czas. Musimy ukończyć budowę w określonym terminie.
- P- Ale ja nie życzę sobie rozkopywania mojego ogrodu.
- K – Proszę pani, albo kopiemy według projektu, albo omijamy pani posesję a Pani na własny koszt zrobi podłączenie.
- P – Ja tego tak nie zostawię, ja was zaskarżę.
Łup drzwiami i odfrunęła w kierunku gabinetu Naczelnego Wodza. Ja w tym czasie pytam się kolegi o co właściwie chodziło a on na to, że Pani ma frontową część ogrodu wylaną betonem i tylko pasek ogrodu od domu do bramy o szerokości 3 metrów nadaje się żeby pod nim kopać i kłaść rury. Dodatkowo przebiegałyby one prawie w linii prostej od domu do ulicy i nie trzeba byłoby rujnować podjazdów. Ale Pani ma inną wizję architektoniczną i ona wie lepiej, że rury na wierzchu nie będą jej przeszkadzać. A ogródek skalny to kilka kamieni i parę kwiatków niczym skwerki przy przejściach dla pieszych, pilnowane jak by to był ogródek zen.
Jak się to skończyło? A no Naczelny Wódz przemówił Pani do rozumu. Widziała projekt, a no widziała. Podpisała projekt, a no podpisała. Wie jaki jest koszt samodzielnego podłączenia kanalizacji, a no nie wie. Jak jej powiedział to ją lekko przytkało i trochę stonowała. Po godzinie tłumaczenia nie miała już nic do powiedzenia. Kanalizę podłączono, robotnicy wykopali, położyli, zakopali, poprawili. Nic nie widać, że była jakaś ingerencja w krajobraz.
Krzyki Pani od kamieni i kanalizy na wierzchu wspominamy do dnia dzisiejszego.

Z pamiętnika młodego urzędnika

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (Głosów: 155)
zarchiwizowany
22 lutego 2012, 11:31 przez Monza (PW) | było | Do ulubionych
Pierwsza historia z rządowych okopów zwanych potocznie biureczkami za którymi piją kawkę urzędasy.
Jakiś czas temu, kiedy Unia była jeszcze
synonimem tęczy na niebie z garncem złota u jej kresu, siedzę ja sobie i radośnie tworzę jakieś bardzo ważne dokumenty, kiedy nagle drzwi jak wrota piekieł rozwarły się i łup w stojący za nimi wieszak. W powstałam otworze materializuje się pani w wieku średnim, tak na oko około pięćdziesięcioletnia. Pani hyc, hyc jak zajączek i pac na krzesełko stojące koło mojego biurka. Nasza rozmowa przebiegał mniej lub więcej w ten sposób: (P) Pani, (J) Ja:
(J) -W czym mogę pomóc.
(P) -Da mi pani adres tej całej Unii.
Lekko zdębiałam, ale czegoż to się nie robi dla narodu.
(J) – Ale o co konkretnie chodzi.
Pani się lekko nadęła i palnęła 10 minutowy monolog jak to jej sąsiad pali w piecu czym popadnie a jej to przeszkadza i chce to zgłosić do tej całej Unii i niech oni coś z tym zrobią. Jej syn napisze pismo i oni mają to załatwić. Przy jej wylewaniu pomyj na bezdusznego sąsiada, nabrałam lekkiej obawy czy pani nie jest przypadkiem lekko na bakier z rzeczywistością, no ale zgodnie z powiedzeniem, że z wariatami się lepiej nie kłócić, pytam dalej.
(J) – A zgłaszała to pani na Policję, Straż Miejską, do Wydziału Ochrony Środowiska, który notabene jest w pokoju obok, ja w zasadzie zajmuję się całkowicie czymś innym.
(P) –Nie bo oni i tak nic nie zrobią.
No to ja jako dobry i sumienny urzędnik, klik klik w Internecie i znalazłam adres departamentu ds. środowiska. Pani porwała wydruk z adresami i hyc, hyc odkicała do drzwi, które zamknęły się za nią z wielkim hukiem. Siedziałam jeszcze przez dłuższą chwilę w lekkim szoku i zastanawiała się czy pani była prawdziwa czy tylko mi się to wszystko przywidziało.
Zresztą pani nie była ani pierwszą ani ostatnią, która na chybił trafił wchodziła do pokoju i pomimo wielkich napisów na drzwiach co się w danym pokoju załatwia chciała coś całkiem innego. Ale to już inna historia.

Z pamiętnika młodego urzędnika

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (Głosów: 121)

1