Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 
Profil użytkownika

MrGranatPL

Zamieszcza historie od: 17 listopada 2011 - 0:16
Ostatnio: 14 maja 2012 - 12:12
O sobie:

Tajemnica... Allah Akbar! :D

  • Historii na głównej: 18 z 19
  • Punktów za historie: 17857
  • Komentarzy: 132
  • Punktów za komentarze: 1108
 
19 kwietnia 2012, 21:59 przez MrGranatPL (PW) | Do ulubionych
Przychodnia. Czasem niestety takie miejsca odwiedzać trzeba. Zaparkowałem na miejscu dla inwalidów, zajmując ostatnią wolną kopertę (w sumie były trzy). Zarejestrowałem się i czekam pod gabinetem. Oprócz mnie czekają starsza Pani i elegancik w garniturku.

Do poczekalni wpada typowy dresik - dobre dwa metry i ze 150 kg wagi (i zdecydowanie nie był to tłuszcz) pchający na wózku prawdopodobnie swoją babcię. Babuleńkę zostawił pod gabinetem, podbija do mnie i pyta:
[D]res: Q7? Mondeo?
[J]a: Yyy...? - W tym momencie trochę zaskoczony strzelam klasycznego karpika pytając siebie w myślach "O co ku*wa chodzi?!". Dresik chyba zrozumiał, bo doprecyzował.
[D]: Przyjechałeś Mondeo czy Q7?
[J]: Q7.
[D]: No tak, Tobie na kopercie wolno. - Powiedział patrząc na mój wózek.

To samo pytanie padło pod adresem kobiety (która jak się okazało, przyjechała autobusem). Został tylko "Pan Garnitur".

[D]: Mondeo?
[G]arnitur: Tak, Mondeo. Jakiś problem?
[D]: Inwalida jesteś?
[G]: Nie, skądże.
[D]: O Ty urwał taki i taki, to ja z chorą babcią dookoła budynku naginam, bo zajmujesz miejsce które ci się nie należy?!

Po czym chwycił elegancika za klapy marynarki, do słownie podniósł go do góry i wyniósł na podwórko stawiając koło samochodu. Widać było, jak "Pan Garnitur" odjeżdża, a miejsce zajmuje dresikowe BMW. Elegancik do poczekalni już nie wrócił.

I tak przy okazji mój gorący apel do wszystkich kierowców. Nie parkujcie na miejscu dla inwalidy, jeśli nie jest to absolutnie konieczne? Czy naprawdę chcielibyście być na naszym miejscu?

Przychodnia.

Skomentuj (77) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1204 (Głosów: 1254)
9 kwietnia 2012, 16:34 przez MrGranatPL (PW) | Do ulubionych
Kolejny raz o tym, jak ciężkie jest życie na wózku. Wybrałem się w sobotę na zakupy zaopatrzyć się w trochę letnich ciuchów. Samochód z powodu braku przedniej bocznej szyby (co będzie materiałem na osobną historię) został u fachowca (który będzie materiałem na kolejną) a ja postanowiłem skorzystać z transportu publicznego.

Każdy, kto choć raz był w stolicy, wie że większość autobusów to tzw. niskopodłogowce posiadające specjalną rampę, po której można wjechać wózkiem. Z reguły wygląda to tak, że kierowca wysiada, otwiera rampę, wózek wjeżdża a kierowca ją zamyka. Tak samo przy wysiadaniu. Dojazd na miejsce był o dziwo pozbawiony problemów, niestety powrót już nie.

Autobus podjeżdża na przystanek, naciskam przycisk przy środkowych drzwiach sygnalizujący kierowcy, że trzeba otworzyć rampę. Czekam, ludzie już wysiedli, kierowcy nie widać, ludzie już kończą wsiadać, kierowcy dalej brak. Szybko poturlałem się do wciąż otwartych przednich drzwi i proszę kierowcę o otworzenie rampy. Odpowiedź była krótka i treściwa:

- Nie będę sobie brudził rąk, spie*dalaj.

Po czym zamknął drzwi i bardzo zadowolony z siebie odjechał.

Jak w każdej podobnej sytuacji, skarga napisana. Nie odpuszczę nikomu kto ma obowiązek pomóc inwalidzie, a tego nie zrobi. Ja może na tym nie skorzystam, ale jeśli choć jedna osoba będzie miała z tego korzyść, to będę z siebie dumny. Do domu pojechałem następnym.

komunikacja_miejska

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 965 (Głosów: 1005)
zarchiwizowany
9 kwietnia 2012, 14:37 przez MrGranatPL (PW) | było | Do ulubionych
Chciałbym podziękować serdecznie idiotom, którzy zlali mnie dwoma wiadrami zimnej wody i przez których musiałem turlać się wózkiem inwalidzkim do domu ponad kilometr kompletnie przemoczony. Od dzisiejszego dnia wasze tradycje mam daleko i głęboko w Glutus Maximus.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 293 (Głosów: 335)
2 kwietnia 2012, 20:25 przez MrGranatPL (PW) | Do ulubionych
Jak to zachciało się granatowi zrobić zakupy.

Lodówka niemal płacze z samotności, nawet wszelkiej maści kasze, makarony i ryże
się pokończyły. Wniosek prosty - jedziemy na zakupy. Załadowałem się z psem w samochód i jazda. Na miejscu o dziwo miejsca dla inwalidów były wolne, co się dość rzadko zdarza. Zwykle zajęte jest przez samochód osobowy, który zajmuje ze cztery na raz, albo przez jakiś dostawczak. Wygramoliłem się z auta, usadowiłem na wózku i turlam się do sklepu, pies obok drepcze. Niestety, dalej miło nie było. Przy wejściu na halę sprzedaży, trafiłem na "miłego" ochroniarza o IQ jak bakłażan.

[O]chroniarz: Nie możesz z tym wejść. - I pokazuje na psa.
[J]a: Mogę, prawo mi gwarantuje możliwość wejścia z psem do każdego sklepu.
[O]: Ale to musi być pies przewodnik, albo pies pracujący.

W tym momencie zaliczyłem klasycznego facepalma, bo pies wyposażony jest w kamizelkę z napisem "Pies asystujący" podobną do tej http://www.ratownik24.pl/images/products/big/Naszywka-odblaskowa-PIES-PIES-ASYSTUJACY.133.jpg

[J]: Z pana przełożonym proszę. - Powiedziałem widząc, że nic tu raczej nie ugram.

Przyszedł przełożony, ochroniarz streścił mu całe zajście.
[P]rzełożony: Nie może pan wejść z tym psem. Nie ma pan na niego dokumentów. - Powiedział z sarkastycznym uśmiechem.
[J]: Owszem, mam. - I w tym momencie z szerokim uśmiechem podaje certyfikat i książeczkę zdrowia psa gdzie wbite są szczepienia.

Panowie oglądają, oglądają, chyba nawet jakieś wyrazy sklejali w zdania.

[P]: Nie wejdziesz, nie ma zdjęcia psa, skąd mam wiedzieć, że to jego dokumenty? Jak to może być dokument bez zdjęcia?

Odpuściłem. Nie miałem zamiaru z debilami się użerać. Szkoda mi było czasu.

Zakupy zrobiłem kilka kilometrów dalej, gdzie nie dość, że nikt nie robił problemów, to jeszcze kasjerka pomogła mi spakować zakupy, a ochroniarz zanieść je do samochodu.

sklepy

Skomentuj (66) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1345 (Głosów: 1375)
6 marca 2012, 15:13 przez MrGranatPL (PW) | Do ulubionych
O cwaniaczku z allegro.

Wymarzyłem sobie komputer typu all-in-one. Takie ustrojstwo, gdzie w monitorze upchnięto wszystkie bebechy zamiast ładować je
w oddzielne pudełko. No dobra, buszujemy po allegro.

Jest. Nówka sztuka, nieśmigany, cena około stówkę niższa niż średnio na innych aukcjach, możliwa przesyłka kurierem. Bierzemy. Wpłata przez PayU (a tfu z tym dziadostwem), na drugi dzień rano telefon, że wysłano.

Czekam trzeci dzień, kuriera brak... czwarty, też brak. Dzwonie, pytam co się dzieje - "spoko, ja sprawdzę i oddzwonię". Jeden dzień nie oddzwania, drugi nie oddzwania... Na trzeci dzwonie ponownie. Wszystkie połączenia odrzucane, dzwonie z drugiego numeru, mówię co i jak i stawiam ultimatum - kurier lub zwrócone pieniądze następnego dnia, albo idę na policję. Na następny dzień - ani kasy ani kuriera.
Zgodnie z obietnicą zgłosiłem sprawę, trafiłem na bardzo miłych i pomocnych stróżów prawa.

Mija kilka dni, odbieram telefon:

[J]a: Słucham?
[S]przedawca: A Ty urwał taki i nie taki będziesz mnie tu urwał psiarnią straszył urwał baranie jeden.
[J]: Straszył? Skądże. Straszenie to było wcześniej, teraz poszło zgłoszenie i sprawa trafi do sądu...
[S]: A Ty urwał jeden ja wiem gdzie Ty urwał mieszkasz, już urwał nie żyjesz!

Jak się potem okazało, sprzedaży dokonywał synalek właściciela konta z allegro... Piętnastoletni. Jego ojciec jak się dowiedział o sprawie, jeszcze tego samego dnia przyjechał ponad 150km z pieniędzmi i flaszką, prosząc abym wycofał sprawę.

Może i okaże się, że to ja jestem piekielny, ale mimo odzyskania pieniędzy nie wycofałem zgłoszenia. Szkoda została naprawiona, ale nie sprawia to, że przestępstwo zniknęło. Może to nauczy dzieciaka uczciwości... Jak raz takiemu się popuści, to potem będzie działał w przekonaniu, że nic mu nikt nie zrobi.

allegro

Skomentuj (66) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 729 (Głosów: 875)
29 lutego 2012, 17:39 przez MrGranatPL (PW) | Do ulubionych
Noc Sylwestrowa 2011/2012.
Granat, jak to przeciętny facet, mocno się alkoholizował tej nocy. Grono zebranych może i nie było
liczne, ale jakościowo spełniało najwyższe standardy. Rozweselacz lał się strumieniami, żarcie znikało ze stołu z taka prędkością, jakby karmiono całą kompanię wojska po ćwiczeniach na poligonie. Chcąc nie chcąc - zabrakło płynów podtrzymujących dobry humor. Krótka decyzja - dzwonimy na taxi, niech dowiozą.

Zamówione, czekamy. W głowie szumiało mi o wiele bardziej niż zwykle, ktoś włączył głośniej muzykę i podchmielone towarzystwo zaczęło skakać w rytm przebojów. Po jakimś czasie dzwonek i walenie do drzwi... Jako, że i tak jako jedyny nie tańczyłem, bo siedziałem na wózku, to poturlałem się do drzwi. Otworzyłem, zapytałem mniej więcej "co tak ku*wa długo?", zabrałem facetowi z ręki to co miałem zabrać, w drugą wcisnąłem banknot i zamknąłem drzwi...

Uderzenie świadomości było tak silne i natychmiastowe, że mimo przerwanego rdzenia kręgowego niemal wstałem z wózka... W ręku trzymałem nie flaszkę, a policyjna krótkofalówkę... tak, ktoś z sąsiadów nie mógł znieść hałasu i zadzwonił po policję...

Na szczęście policjanci byli dość wyrozumiali, my obiecaliśmy być trochę ciszej, a ja przysiągłem sobie, że na następną imprezę zakładam blokadę na kółka. :)

mieszkanie

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 931 (Głosów: 989)
21 lutego 2012, 14:03 przez MrGranatPL (PW) | Do ulubionych
Uwaga czytelnicy, chciałbym przestrzec wszystkich przed portalem z plikami dobre-programy.pl (podróbka serwisu dobreprogramy.pl - bez myślnika w nazwie). Działa praktycznie na identycznych zasadach jak słynny Pobieraczek. Nie dajcie się nabrać, bo znajdziecie w swojej skrzynce wezwanie do zapłaty.

Piekielni oszuści.

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 770 (Głosów: 834)
17 lutego 2012, 22:36 przez MrGranatPL (PW) | Do ulubionych
Konfliktu z piekielną złodziejką podjazdu dla inwalidów epizod drugi.

Dla niezorientowanych w temacie polecam moją poprzednią historię, (http://piekielni.pl/24564) coby trochę
naświetlić wcześniejsze wydarzenia.

W związku z tym co działo się w historii poprzedniej, piekielna musiała udać się na pobliską komendę celem złożenia wyjaśnień. Była tym faktem szalenie niepocieszona, więc postanowiła dać upust swoim emocjom z pomocą swojego syna. Względnie wczesnym rankiem, ze spokojnej drzemki wyrwało mnie okropne walenie do drzwi, jakby buldożer przejechał po klatce schodowej. Ledwo zdążyłem doturlać się do przedpokoju usłyszałem krzyk:

- Nie będziesz mnie pier*olony kuternogo po policjach ciągał!

Zamiast zignorować piekielną, tudzież wezwać policję/straż miejską, jak idiota otworzyłem drzwi i... włochaty kułak jej synalka niemal natychmiast zamalował mnie w mordę. Świat zaczął kręcić się jak na karuzeli, zobaczyłem kątem oka, jak włochata łapa ponownie się unosi i... opada pod wpływem cielska mojego psa! Psa, który po raz drugi ratuje moje cztery litery w moim własnym, prywatnym mieszkaniu. Kobieta w ułamku sekundy czmychnęła z klatki schodowej, synalek darł się wniebogłosy, a pies nie odpuszczał, dopóki nie zorientowałem się, że może by tak kazać mu już przestać.

Finał sytuacji był taki, że synalek krwawiący jak szlachtowany wieprzak został zabrany przez karetkę na szycie/składanie łapska, ja zostałem z podbitym okiem, a piekielna swoimi krzykami zapewniła mi trzech świadków całego zdarzenia w postaci sąsiadów którzy wyszli ze swoich mieszkań zaciekawieni głośnym zajściem. Jako, że kobieta w bloku nie jest lubiana, wszyscy wspaniałomyślnie zgodzili się zeznawać.

Na jutro jestem umówiony z prawnikiem, a na dniach ruszy cała machina wymiaru sprawiedliwości mająca na celu ukaranie sprawcy pobicia.

Tylko pies jakiś taki zadowolony chodzi po mieszkaniu.

Ciąg dalszy nastąpi...

mieszkanie klatka schodowa.

Skomentuj (71) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1055 (Głosów: 1079)
23 lutego 2012, 9:22 przez MrGranatPL (PW) | Do ulubionych
Jak to niepełnosprawnego Granata kurier potraktował. Historia sprzed dziesięciu minut.

Zamówiłem ja sobie we wtorek na allegro komplet noży
Fiskarsa. Wiadomo, dobry nóż w kuchni rzecz niezbędna. Zamówione, zapłacone. Jako, że listonosz lubi u nas zostawiać awiza, a mi nie uśmiecha się turlanie na wózku na pocztę - zamówiłem przesyłkę kurierską. Nie będę już roztrząsał faktu, że miał być DHL który mnie nigdy nie zawiódł, a było DPD. Ale do rzeczy.

Dzisiejszy poranek, kilkanaście minut temu. Domofon wyrywa mnie ze snu. Jak dobrze, że ktoś mądry wymyślił domofony bezprzewodowe. Słuchawka do ucha:

[J]a: Słucham?
[K]urier: Paczkę przywiozłem, wyjdź pan.
[J]: Zapraszam. - I wciskam przycisk otwierania drzwi domofonu.
[K]: Chodź pan tutaj, ja się spieszę.
[J]: Proszę pana, poruszam się na wózku, ubranie się i dostanie się do pana zajmie więcej czasu, niż jakby pan wszedł do mnie.
[K]: Dobra dobra, chodź pan, bo zaraz jadę.

No cóż robić, wytargałem się z łóżka i ubrałem najprędzej jak potrafiłem (trochę za zimno na wyjazd na podwórko w samych gaciach). Niestety, pana kuriera już nie było. Paczka leżała na schodach.

Ciekawe jak się pan kurier wytłumaczy z tego, że na kwitach nie ma mojego podpisu.

Właśnie piszę skargę do centrali firmy... Ciężko być inwalidą w naszym kraju.

kurierzy

Skomentuj (58) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1246 (Głosów: 1282)
13 lutego 2012, 19:29 przez MrGranatPL (PW) | Do ulubionych
Był już ranking zniszczonych komputerów, teraz obiecany ranking tabletów. Krótki, ale porządny.

Miejsce 3.

Tablet tzw. "budżetowy", bez zbędnych bajerów i
wodotrysków, byle działał. Najtańszy jaki aktualnie miałem. Klient na oko nie więcej jak 17 lat. Przychodzi jakieś 3 tygodnie po zakupie reklamować sprzęt. Ekran rozlany, rysy głębokie z obu stron, jakieś czerwone ślady. Co się okazało? Młody skorzystał z tabletu jak z lusterka (ekran z błyszczącym wykończeniem) i podglądał przez szparę w drzwiach kąpiącą się siostrę. Gdy ta się zorientowała, nadepnęła sprzęt i gwałtownie otworzyła drzwi. Efekt - zniszczony sprzęt za 700zł, łeb obity drzwiami i siostrzana noga pokaleczona fragmentami ekranu.

Miejsce 2.

Sprzęt znanej koreańskiej marki zakupiony przez "gimbusa" (gimnazjalista, którzy sądzi, że jest pępkiem świata i uważa że wszystko wie najlepiej, gdyby był pół metra wyższy, każdemu dawałby w mordę, przyszły kryminalista). Wybrzydzał ładną godzinę, ale w końcu zdecydował się. Przy pakowaniu poprosił (a właściwie zażądał), abym nie chował jego nowej zabawki, tylko dał od razu "do ręki". Zaproponowałem, że jednak schowam do pudełka bo może upaść, albo ukraść mogą, po za tym prawie rozładowany - nie, ma być do ręki i koniec. Proszę bardzo. Przy otwieraniu drzwi "o ku*wa - trzask" i tablet leży na ziemi. Nie włącza się. Straszył mnie jeszcze potem z tatusiem sądem, że moja wina, że źle zapakowany. Niestety, w sklepie mam kamery i wszystko było widać jak na dłoni.

Miejsce 1.
Klasa "biznes", sprzęt z najwyższej półki cenowej (ten z jabłuszkiem). Do reklamacji wrócił zaledwie po dwóch dniach. Otóż pan właściciel oglądał sobie na nim biedne panie (czytaj te, których nie stać na żadne ubrania) co nie spodobało się jego dziewczynie. Tablet ponoć został dosłownie roztrzaskany na głowie delikwenta (co odpowiada "obrażeniom") których sprzęt doznał. Straty - ładne kilka tysięcy i dziewczyna.

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 678 (Głosów: 700)