Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Poziomeczka

Zamieszcza historie od: 31 stycznia 2013 - 11:18
Ostatnio: 16 stycznia 2017 - 13:33
O sobie:

Siabadaba.

  • Historii na głównej: 46 z 47
  • Punktów za historie: 15801
  • Komentarzy: 231
  • Punktów za komentarze: 1218
 
poczekalnia

#76702

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Opowiem wam o Anulce. Anulka jest moją znajomą, bo ciężko nazwać koleżanką kogoś, z kim po każdej rozmowie ma się ochotę na kieliszek wódki.
Anulkę poznałam w szkole średniej, chodziła ze mną do klasy. Zawsze musiała być lepsza, ładniejsza i mądrzejsza. Oczywiście w jej mniemaniu, bo Anulka radziła sobie słabo w szkole. Nawet z WFu miała dwóję, bo w zajęciach uczestniczyła kilka razy w roku.
Anulka to ten typ człowieka który czerpie przyjemność z niepowodzeń innych a swoje potknięcia bardzo skrzętnie ukrywa.
Po szkole średniej rozeszłyśmy się w różne strony. Ja wolałam pracować i studiować zaocznie, Anulka wybrała studia dzienne w prestiżowej Warszawie. Oczywiście na ambitnym kierunku jakim jest dziennikarstwo. Kierunek zmieniła na filozofię, kiedy z tego pierwszego wyleciała.
Kiedy ja sobie powolutku truchtałam na ścieżce kariery zawodowej i edukacyjnej, Anulka postanowiła znaleźć narzeczonego. Oczywiście odpowiedniego dla siebie. I znalazła. Facet z własną firmą, mieszkaniem. Spotkałam Anulkę przypadkiem na zakupach. Okazało się że jest w ciąży. Tak się składało że termin porodu miałyśmy odległy od siebie o zaledwie kilka dni. I już wiedziałam, co to oznacza. Niestety się nie myliłam.
Anulka zaczęła do mnie pisać na Facebooku, nagabywać o spotkanie. Bo według niej ciąża w tym samym momencie automatycznie robiła z nas dobre koleżanki.
Zaczęło się wysyłanie do mnie zdjęć USG, wypytywanie. O zgrozo, nasze dzieciaki miały być takiej samej płci. Anulka przybrała na sile pytając mnie o imię i inne rzeczy, za każdym razem wysyłając mi zdjęcia (np. Łóżeczka, wyprawki, spakowanej torby do szpitala) oczywiście uznając przy tym że to co ona wybrała jest najlepsze, niezbędne i oczywiście najdroższe. Nie miałam nawet ochoty tłumaczyć jej że zapachowe świece z Ikei to nie jest dla niemowlęcia ważna sprawa.
W każdym razie, Anulka urodziła kilka dni przede mną. Zalała facebooka zdjęciami noworodka i nie obchodziłoby mnie to za bardzo, gdyby nie pisanie Anulki do mnie. Jaki poród jest straszny, pokusiła się nawet o stwierdzenie że ona nie wie, jak ja to wytrzymam.
Była zaskoczona, że jej straszenie nie działa. (Nigdy wcześniej nie rodziłam a nie mam w zwyczaju bać się czegoś czego jeszcze nie przeżyłam). Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą żenie mogę się doczekać. Anulka się zirytowała. Kilka dni potem i ja jechałam rodzić. Nie bolało mnie nic, lekarze zdecydowali o cesarskim cięciu ze względu na bezpieczeństwo moje i dziecka.
Kiedy Anulka się dowiedziała nie omieszkała mnie poinformować że cesarskie cięcie to nie jest tak naprawdę poród.
Ciekawe, że mój mąż miał takie same zdanie ale już tak nie mówi, po tym co przeżył kiedy mnie na stole cięto.
W każdym razie czułam się jak mama i nie zamierzałam się dać Anulce.
Odpowiadałam zdawkowo na jej pytania aż zrezygnowała z dręczenia mnie.
Od czasu do czasu jeszcze chwaliła się że jej dziecko już ma zęba (mówiła o tym, jak gdyby to była jej zasługa, że dziecku urósł ten ząb) że się przewraca na brzuszek i takie tam.
Ostatnio napisała do mnie (nasze berbecie mają już roczek) że moja mama wspomniała jej mamie, że mój dzieć korzysta już z nocnika. Potwierdziłam. Anulka zaczęła wypytywać jak ja to zrobiłam i że jej małe beczy jak tylko widzi ten przedmiot.
Opisałam dość dokładnie, że u nas trochę to trwało, bo najpierw małego oswajaliśmy z tym że takie coś istnieje. Dawałam mu się nocnikiem bawić, wchodzić do niego itp. Zanim zaczęłam go na nim sadzać. W ten sposób mały się nie bał, był ciekawy o co mi chodzi.
Anulka przyznała że ona od razu zaczęła sadzać i u nich nie ma rezultatu. Po czym napisała mi, że zacznie od nowa. Bo skoro moje dziecko się nauczyło, to jej też da radę bo jest od mojego mądrzejsze.
Do tego moje na pewno jest brzydkie bo nie wrzuciłam żadnego zdjęcia na facebooka!

Uznałam że nie będę się kłócić, po prostu nie będę już odpowiadać. Nawet zdawkowo.
Odpieluszkowe zapalenie mózgu w najczystszej postaci.

Madka

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 60 (Głosów: 162)

#76664

(PW) ·
| Do ulubionych
Żeby było wszystko jasne, muszę zacząć od początku.

Moi rodzice mają dom. w którym razem z nimi na umowie tzw. dożywocia mieszka matka Taty. Jest to kobieta kłótliwa, czerpiąca radość z nieszczęścia innych (w tym swoich własnych dzieci). Ale żeby być sprawiedliwą w osądzie muszę dodać że ta kobieta ma problemy natury psychicznej. Niestety, nie można jej wbrew jej woli zdiagnozować, ani w żaden sposób ubezwłasnowolnić, bo jej działania są za mało szkodliwe. Tu bym się spierała, bo zostawianie garów na gazie i wychodzenie na ploteczki dla mnie jest niebezpieczne i zdarzyło się częściej niż raz. Do tego zagrożenie dla zdrowia, bo kobieta się nie myje, nie sprząta wcale (do WC dokłada kostki zamiast umyć muszlę), zużyte zasikane podpaski wkłada gdzie popadnie. Jest sprawna fizycznie, zupełnie samodzielna, tylko że stuknięta. Ma wydzielony pokój, łazienkę i kuchnię, tylko dla siebie i tylko ona z nich korzysta. Taka była umowa i tak jest.

Któregoś razu rozdała córkom to co miała. Dosłownie wszystko, włącznie ze zlewozmywakiem czy stołem z kuchni. Została tylko lodówka, bo była za duża do wyniesienia. I do córki się przeprowadziła. Dopóki oddawała grzecznie rentę, nie było problemu i mogła się nawet nie myć. Tak to trwało dwa lata. Ale druga córka też chciała coś skubnąć i matkę pokłóciła z drugą siostrą.

Matka wróciła do domu. Do moich rodziców. Gdzie nie było właściwie nic, bo przecież wszystko rozdała. Jedyne co się udało odzyskać to telewizor. Resztę jej mój Tata jakoś załatwił.
Ale to jej było za mało. Poszła do MOPSu jak to ona ma źle i że ona jak pies żyje w takich warunkach! I o to się ta historia rozbija.

MOPS jeszcze tego samego dnia był u moich rodziców. Dwie osoby, w tym sama kierowniczka. Popatrzyły, uznały, że nic się nie dzieje. Bo takie warunki to dla innych ich podopiecznych marzenie. Dwa łóżka, ogrzewanie, za które nic nie płaci. To samo z wodą. Jedyny wydatek to jedzenie.
Sprawa się rozeszła po kościach, matka Taty niezadowolona.

Tydzień temu na tej samej wiosce umiera kobieta. Umiera w skrajnie nieludzkich warunkach, nogę do połowy jeszcze żywej zaczynają zjadać jej robaki. Kobieta była "pod opieką" MOPSu. Nikt się nią nie interesował. W mieszkaniu warunki gorsze niż w kurniku, smród nieludzki. Toaleta nieczynna, mimo to używana. No barłóg.
Kilka dni po kobiecie na zawał serca umiera jej syn. Syn który się wyrwał z tej patologii, założył swoją małą firmę. Jego żona leczyła się psychiatrycznie wcześniej, mieli małe dziecko. Została sama.

Sprawę do MOPSu zgłosiły dwie osoby. Obie zostały totalnie spławione. Bo "nie ma samochodu żeby przyjechać i ocenić sytuację".
I wiecie co mnie wkur#@a?
Żeby przyjechać do fanaberii matki mojego Taty, które są już znane wszystkim, miały czas i możliwości tego samego dnia. Bo WIEDZIAŁY że nie dzieje się nic złego.
A kiedy realnie trzeba człowiekowi pomóc, znaleźć jakieś środki, to nie ma możliwości?
Czuję że polecą łby.

MOPS

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 220 (Głosów: 250)

#76217

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam taką dalszą rodzinę, totalne ameby w praktycznie każdej dziedzinie, przy czym uważają się za kogoś dużo lepszego niż są.
Nie przesadzam, do wróżki jeżdżą co najmniej trzy razy w miesiącu, za wizytę płacąc 400 zł.

Chciałabym napisać o ich stosunku do zwierząt. Empatii zero, bo zwierzę to dla nich przedmiot.

Akt 1. 19 lat temu oszczeniła im się sunia. Małe to było, dwa szczeniaki miała. Jeden padł. Zeżarły go pchły. Drugiego mój tata wyrwał im niemal siłą. Żyje do dziś (tak, ślepy i głuchy, ale żyje). Sunia padła niedługo potem z głodu.
Akt 2. Mieli dużego psa w typie owczarka. Dla nich pies musi być zły i agresywny - inaczej ląduje metr pod ziemią "bo się nie nadaje". Pies wyrósł jak go wychowali. Szczekał, gryzł. Czułości nie znał. W końcu ugryzł właściciela. W tajemniczych okolicznościach zniknął (niestety pies, nie właściciel).
Akt 3. Szukali psa. Moja ciotka, która nie wiedziała jacy są, dała im jamnika. Fajny, ładny piesek. Oni się będą opiekować. Mama miała przeczucie, że jednak nie będzie tak kolorowo. Pojechała - jamnik na łańcuchu. Ważącym więcej niż sam piesek, przy budzie z betonu, bez niczego w środku. Zabrała im tego psa. Ile się nasłuchała jaka jest, to dla trojga ludzi wystarczy.
Akt 4. Pies rodziców ma bardzo silny instynkt łowiecki. Zdarzyło mu się w ramach "zabawy" zabić 20 kurcząt. Naraz. W ciągu zaledwie kilku-kilkunastu minut. Rada ameby? Zabić. Tak, mieli zabić psa. Nie posłuchali, mimo że zdarzyło się to potem jeszcze raz. Nie wspominając o innych szkodach. Tata mu powiedział, że pies jest jak dziecko i liczy się ze szkodami, dopóki go porządnie nie wychowa.

Dlaczego o tym piszę? Nie utrzymujemy z tymi ludźmi już kontaktu. Z wielu powodów. Ale dzisiaj ich córka na Facebooku zamieściła informację, że... poszukuje osoby, która ma szczeniaka amstafa do oddania.

Ameby umysłowe

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (Głosów: 247)

#75844

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w instytucji która udziela kredytów. Również tych "na chwilę". Często słyszy się jak to ludzie zostali oszukani itp. To ja wam powiem jak to wygląda z drugiej strony biurka.

1. Klienci nie czytają umów. O to się wszystko opiera. Na dziesięciu, może jeden zerknie na warunki. Mimo że podkreślam kolorowym pisakiem koszty i terminy, mają to głęboko w... wiadomo gdzie.

2. Nie spłacę. Przedłużę. Raz, drugi, trzydziesty. A że łącznie te koszty wyniosą pięciokrotnie tyle co pożyczka? No zostali oszukani!

3. Windykacja przyszła do zakładu pracy. Wstyd, hańba i my będziemy płacić za naruszenie dobrego imienia! A że w umowie klient zgodę na to wyraził? Nawet nie wie. Czcionka 12, wytłuszczone. I nie, zanim przyjdzie z awanturą, w domu też nie przeczyta.

4. Bo miałam oddać 400 a muszę 600! Owszem, kiedy się płaci pół roku po terminie...

I to nie jest tak, że nie mam dla klienta czasu. ZAWSZE pytam, czy rozumie. Zakreślam kolorem ile bierze, ile odda i kiedy musi oddać. Nie interesuje ich to. Byle dostać, już, natychmiast. I żeby ta baba przestała gadać.

Pożyczki

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 316 (Głosów: 350)

#75772

(PW) ·
| Do ulubionych
Tutaj: http://piekielni.pl/74367 pisałam o ciotce która chciała zabrać dziesięciolatkę jako osobę towarzyszącą. Niestety, jest ciąg dalszy.

Młodej na wesele nie wzięli, dzieci zgodnie z planem nie było żadnych. Również nasze własne z opiekunką w domu.
Ciotka już w kościele minę miała niezadowoloną ale jakoś nieszczególnie nas to obeszło.
Na poprawiny młoda przyszła, jak i inne dzieciaki. Paśli ją oczywiście jak prosiaka, nosili ciasta i takie tam (10 lat i 70 kg... tyle nawet w ciąży nie ważyłam).

Po uroczystościach ciotka się do nas nie odzywa. O co chodzi?
Otóż, jej syn (lat 20 przypominam) na weselu spił się jak bela. Był tak pijany, że prosił, ba- naciskał na mojego tatę, żeby mu polał (ojciec oczywiście odmówił). Chłopak sam polewał wszystkim dookoła (siedział przy innym stole niż matka, razem z młodymi ludźmi) i narzucał takie tempo, że ci obok pili co dwie, trzy kolejki.

Jego mamusia go olewała, do czasu kiedy przyszedł spać do pokoju.
I teraz: to jest nasza wina, że on był taki pijany! A w ogóle to dlaczego zaprosiliśmy jej teściów? (Bo to super ludzie, bawili się cud miód a przy okazji ich obecność powstrzymuje męża ciotki od ubliżania ludziom).

Ciotce dodatkowo nie podobał się pokój w hotelu.
I wiecie co? Do cholery nie jestem materialistką i to w żadnym wypadku nie chodziło o pieniądze na weselu, dlatego hotel dla gości opłacaliśmy my. Ciotka do domu miała 4 km. Dała najmniej ze wszystkich gości (więcej ludzie dostają na 18) więc dołożyliśmy do nich dwukrotnie, psuła wszystkim zabawę swoimi minami i jeszcze miała wymagania.
Najsmutniejsze jest to, że nie odzywa się też do babci (swojej matki) bo ta miała inne zdanie na temat imprezy i jej się podobało...

Wesele

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (Głosów: 255)

#75631

(PW) ·
| Do ulubionych
Sylwester. Do biura wchodzi facet i już od progu ciągnie, że on w sumie nic nie kupi, ale czy miałabym mu pożyczyć pieniądze? Ze 30 złotych, na autobus i znicze, bo chce do matki na cmentarz jechać. Przy tym poznałam oczywiście łzawą historię jego życia. On by pożyczył od pań ze sklepu obok, bo one go znają, ale w sumie to nie może, bo one nie mają. Klientów niestety nie było tego dnia z wiadomych powodów, a ja czekałam na znajomych, którzy mieli po mnie przyjść. Została mi godzina do zamknięcia a wiem, że szybciej nikt się nie zjawi, tłumaczę facetowi: nie mam, nie pożyczę.

Tu zaczęły się schody. Kogo on nie zna, on z Ewą Bem na koncerty jeździ! Zaczął mi podawać swoje dokumenty, żebym mu pożyczyła te pieniądze. Cały czas wszystko w miłym tonie.
Zaczęłam się bać, bo facet wyglądał na chorego na umyśle, ale nie miałam nawet fizycznie tych pieniędzy, a z kasetki nie dam, bo nie mogę z wiadomych przyczyn. Inaczej pewnie bym mu nawet dała pieniądze, żeby sobie poszedł.

Ostatecznie powiedziałam, że nie dam. I co? Facet zaczął płakać. Nie zmieniło to mojej decyzji, więc... No k..wa jestem. Zwykła dziwka. Chyba nigdy w życiu takiej wiązanki nie słyszałam. Trzasnął drzwiami i poszedł.

Szef po usłyszeniu tej historii tylko wzruszył rękami. Jakiś monitoring, cokolwiek? Nie. Bo przecież nie mam w biurze gotówki, która byłaby tego warta. A moje życie i zdrowie? Bo przecież nikt nie wie jaką gotówkę posiadam? Przesadzam.

Na szczęście już tam nie pracuję. A monitoring został zainstalowany. Ale po to, żeby śledzić, czy aby pracownicy nie oglądają seriali. Kamery są skierowane na monitor.

Ubezpieczenia

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (Głosów: 215)

#74764

(PW) ·
| Do ulubionych
Jest dzieciak lat 4. Każdy kto ma minimalne pojęcie czym jest FAS, widzi go na twarzy tego chłopca. To samo jeśli chodzi o zachowanie, wyniki badań itp. No przykład podręcznikowy.

Wszyscy wiedzą, że matka w ciąży chlała hektolitry wódy, wszyscy.
Żaden lekarz nie chce się jednak podpisać pod diagnozą.
Dlaczego? Bo matka w sądzie idzie w zaparte, że nie piła.
"Od urodzenia nie piłam!" Jej słowa. I znaczą więcej niż raporty policji o pijanej matce zajmującej się tym dzieciakiem.
Swoją drogą, matka woli żeby dzieciak był w domu dziecka, a nie rodzinie zastępczej. Bo jej nikt nie będzie utrudniał kontaktu. Zapytana czy chciała się spotkać z dzieckiem i czy kontaktowała się z opiekunami, odpowiedziała- tym razem uczciwie, że nie.

Sąd OCZYWIŚCIE nic nowego nie orzekł. Następna sprawa za dwa miesiące.

Prawo Polskie

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 202 (Głosów: 244)

#74367

(PW) ·
| Do ulubionych
We wrześniu wychodzę za mąż. Jak ślub, to i wesele. Postanowiliśmy zapraszać tylko dorosłych, bez dzieci. Nawet nasze dziecko ten dzień spędzi w domu z opiekunką.

Wysłaliśmy zaproszenia i tylko jedna osoba zrobiła problem, że bez dzieci. A to dlatego, że ma syna który ma lat 20 i córkę lat 10.

Syn dostał zaproszenie z osobą towarzyszącą. Co powiedziała ciotka?
W takim razie osobą towarzyszącą jej syna, będzie 10 letnia siostra.

Nie wiem co mam powiedzieć. Mają z kim zostawić małą.

Wesele

Skomentuj (119) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 233 (Głosów: 321)

#74307

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio przeglądając facebooka natknęłam się na grupę, która szyje rożki i czapeczki dla dzieci. Nic niezwykłego, gdyby nie to, że to rożki o wymiarach 20x20 cm dla dzieci które urodziły się martwe. Ideą grupy było to, żeby rodzice takiego okruszka nie dostali w metalowej nerce albo kawałku papierowego ręcznika. A tak na ten moment to wygląda bo takie maleństwo urodzone w 17 tygodniu ciąży często traktuje się jako odpad medyczny. Założyciele grupy chcieli żeby rodzice zobaczyli swoje dziecko jako dziecko, a nie taki odpad właśnie i godnie je pożegnać.
Pobeczałam się, a że szyć potrafię, postanowiłam się przyłączyć.
Pomijam piekielność moich bliskich którzy stwierdzili że zajmuję się głupotami.
Chcę powiedzieć, co robią szpitale. I tylko szpitale bo z hospicjami tego problemu nie ma. Dziewczyny prowadzą rozmowy o tym, czy szpital potrzebuje, czy chce. Pokazują te maleńkie rożki i czapeczki (a to są maleńkie rzeczy, pamiętajcie).
W odpowiedzi otrzymują informacje czy nie można im dostarczyć rożków i kocyków w rozmiarze dla normalnego noworodka.
Znaleźli sobie "fundatora" i oczekują szycia dla zdrowych dzieci, zupełnie pomijając idee grupy.
Jako że jeszcze rozumiemy szycie dla hiperwcześniaków, to już o zdrowe dzieci powinni dbać rodzice.

Szpitale

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (Głosów: 240)

#74345

(PW) ·
| Do ulubionych
Aż mną trzepnęło jak usłyszałam. Przy okazji rozmowy o dyplomach znalezionych w chipsach z moją fryzjerką, która chorowała na raka.

W Trójmieście przy szpitalu, dokładniej na oddziale onkologii jest psycholog. Super sprawa, prawda?
Do psychologa, dokładniej pani psycholog zgłosiła się dziewczyna. Młoda, przed trzydziestką, która długo radziła sobie świetnie, ale rak radził sobie lepiej. Jako, że mąż ani bliscy nie dawali rady z pociechą, poszła na wizytę. Wizyta broń Boże bezpłatna, bo gdyby tak miało być, to czekać ma pół roku. To dużo. A prywatnie? Ot już dnia następnego jest termin wolny. Tyle że o 80 zł portfel lżejszy.

Wizyta trwała zawrotne 10 minut. Dziewczyna powiedziała co jej leży na sercu, że już powoli nie ma siły. Odpowiedź pani psycholog? Młodej kobiety, w wieku zbliżonym?

- Warto pogodzić się z myślą o śmierci skoro już niedługo nastąpi.

Dziewczyna się nie pogodziła, dzięki innym chorym osobom, które ją wspierały. Żyje, rak na szczęście nie wraca.
Serio, nie wierzę w psychologów. Tak samo jak nauczyciele, ci którzy się nadają i mają powołanie - są wypierani przez motłoch ze znajomościami.

Szpital

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 256 (Głosów: 296)