Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

RealHorrorshow

Zamieszcza historie od: 19 października 2016 - 18:26
Ostatnio: 22 maja 2017 - 7:35
  • Historii na głównej: 7 z 7
  • Punktów za historie: 1398
  • Komentarzy: 23
  • Punktów za komentarze: 185
 
Jak już wspominałam wcześniej prowadzę sklep internetowy z ręcznie robioną biżuterią.

Pomarudzę dzisiaj, bo to co chcę opisać nie jest jakąś wyjątkową piekielnością, bardziej chciałam podzielić się moim... a nawet nie wiem czym - zdziwieniem? Obserwacją?

Właśnie skończyłam odpisywać na wiadomości od potencjalnych kupujących i zauważyłam ciekawą rzecz. Z wielu pytań które mi zadano w wiadomościach odpowiedź tylko na jedno tak naprawdę miała sens.

Dlaczego? Bo wszystko inne o co pytano, a pytano o rozmiary naszyjnika, długość łańcuszka, z czego jest zrobiony, jaki to kamień, ile trwa wysyłka, czy mogę zapakować na prezent itp., itd., jest zawarte w opisie przedmiotu. Szczegółowo i przejrzyście opisane.

I teraz część której nie rozumiem. Takiej osobie chce się znaleźć knefel do kontaktu ze mną (a strona jest tak skonstruowana, że łatwo go przegapić), wysmarować do mnie wiadomości i czekać na odpowiedź, ale nie chce się poświęcić 30 sekund na przejrzenie opisu?

Ktoś mi to wytłumaczy?

klienci

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (Głosów: 191)
Prześladuje mnie mBank. Dosłownie. Jeszcze do niedawna nie było dnia, żeby ktoś nie dzwonił do mnie ze wspaniałą ofertą kredytu/karty kredytowej/konta oszczędnościowego (niepotrzebne skreślić).

Prośba, groźba, rzucanie mięsem, rozłączanie się, grożenie przeniesieniem konta, udawanie własnej babci... Nic nie pomagało. W końcu pacnęłam się w głowę, że tak późno na to wpadłam i poblokowałam wszystkie numery, z których do mnie dzwonili. Nastała błoga cisza. Do dzisiaj.

Wczoraj mój telefon zupełnie ześwirował, więc dzisiaj postanowiłam zanieść go do serwisu i przełożyłam kartę SIM do starego telefonu marki "Telefon" z Biedronki. Kto zadzwonił dokładnie po 10 minutach od przełożenia karty?

Tak, zgadliście!

call_center

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (Głosów: 145)

#78054

(PW) ·
| Do ulubionych
Szukam do kupienia działki budowlanej.
Rozesłałam wici wśród znajomych, sąsiadów, rodzina mi trochę też próbuje pomóc coś znaleźć, a sama szukam gdzie się da.

Naszły mnie dwie refleksje. No dobra, więcej mam tych refleksji, ale większość z nich ma związek z tym jak zamordować paru agentów nieruchomości i nie pójść za to siedzieć :) więc skupmy się na tych dwóch.

1. Znajduję ogłoszenie, dzwonię. Gdy pytam o media, pan się oburza i jest bardzo zdziwiony, że takie dziwne pytania zadaję. On nie wie, no bo przecież to nie ma znaczenia, ważne żeby się działka podobała!
No tak, pewnie że nie ma. Woda w granicy działki czy kopanie studni głębinowej, faktycznie wsio ryba.

2. Zazwyczaj idzie w pakiecie z 1.
Kiedy można działkę obejrzeć? No w każdej chwili, ja pani podam namiary GPS, to pani sobie znajdzie. Na moje pytanie czy granice działki mi wskaże telepatycznie, nie doczekałam się odpowiedzi.

Ehhh...

działka

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (Głosów: 191)
Właśnie wróciłam z pierwszej od 7 lat jazdy konnej (już czuję, że się jutro nie będę mogła ruszyć) i mi się przypomniało.

Miałam wtedy może 7-8 lat i właśnie skończyłam jazdę na ujeżdżalni. Szłam w kierunku wyjścia gdy nagle na wpadł przez nie bardzo dziki i niezajeżdżony ogierek (jak się potem dowiedziałam, uciekł stajennemu). Wpadł jak bomba (ogier, nie stajenny) i zaczął gonić klacz, z której właśnie zsiadłam. Ta wyrwała się instruktorce i zaczęła uciekać. Kilka okrążeń takiej szaleńczej gonitwy i klacz skierowała się w kierunku wyjścia.

Ja, przerażona, wcisnęłam się jak najbardziej się dało w belę siana, która stała przy wyjściu żeby o mnie nie zahaczyły albo stratowały. Konie wypadły przez wyjście aż się zatrzęsło, a ja na nogach jak z waty, wymontowałam się z siana i wtedy ktoś mnie zaczął szarpać.

Okazało się, że szarpie mnie instruktorka. Dlaczego? Bo przecież wołała do mnie (faktycznie, ktoś wrzeszczał, ale hałas był taki, że nic nie zrozumiałam), żebym zasłoniła sobą wyjście, to by wtedy nie uciekły! A tak to ten ogier ją teraz pokryje i ja będę za to płaciła! I w ogóle to jestem głupia i bezużyteczna. Bo przecież koń nie nadepnie człowieka!

Byłam dzieckiem bardzo nieśmiałym i zamiast jej odpyskować, po prostu się rozpłakałam. W tym momencie przyleciała moja mama. Uspokoiła mnie, wpakowała do samochodu, poszła porozmawiać z instruktorką. Ściany trzęsły się bardziej, niż podczas gonitwy na ujeżdżalni.

Tak, wiem że powinnam odpowiedzieć, że tu już nie chodziło o nadepnięcie tylko o stratowanie. Bo co ja mogłam, dzieciak 120cm w kapeluszu zdziałać? Nawet jakby jakimś cudem mnie zauważyły, nie było szansy, żeby wyhamowały na takim odcinku. Chyba że ktoś im ceramiczne klocki hamulcowe zamontował.

urocza stadnina

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 208 (Głosów: 216)

#76971

(PW) ·
| Do ulubionych
Padłam i wstać nie mogę.

Jak już wspominałam, prowadzę sklep z ręcznie robioną biżuterią. Często używam do jej wykonania suszonych kwiatów.

Skontaktował się ze mną wczoraj pewien dżentelmen pytając, czy nie zrobiłabym mu wisiorka z aksamitką i groszkiem pachnącym bo to ulubione kwiatki jego żony. Odpisuję że przykro mi, ale takich nie mam.

"A to nie możesz wyhodować?"

Hmm, no niby mogę, ale to trochę potrwa bo po pierwsze zima, po drugie nigdy ich nie sadziłam i nie wiem jak się będą zachowywać a po trzecie jak i czy w ogóle uda się je zasuszyć (nie wszystkie się da, np. goździki mi zawsze brązowieją). Trochę zbyt długofalowe to zamówienie.

Przeczucie (i trochę doświadczenia z genialnymi klientami) kazało mi jednak w pierwszej kolejności zapytać na kiedy to potrzebuje.

"Nooo, na Walentynki, a niby na kiedy?"

klient

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 255 (Głosów: 265)

#76439

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak niektórzy Amerykanie nie znają angielskiego.

Jak wspominałam poprzednio, prowadzę sklep internetowy z ręcznie robioną biżuterią, która sprzedaje się głównie za ocean (uprzedzając pytania - nie, nie podam adresu, na Piekielnych chcę pozostać anonimowa).

Święta to dla mnie najlepszy i najgorszy czas. Najlepszy, bo sprzedaż piękna i naszyjniki idą jak świeże bułeczki.
Najgorszy, bo jak każdego roku zima zaskakuje drogowców, tak lawina paczek zaskakuje urzędy celne. Przesyłki, które zazwyczaj dostarczane są w ok. 10 dni potrafią na cle kwitnąć 3 tygodnie i ja nie mam na to żadnego wpływu. Nieważne, że informacja o tym znajduje się na mojej stronie w 7 różnych miejscach. I tak dostaję przynajmniej 10 maili dziennie pt "gdzie jest moja paczka". Większość kupujących jest normalna, po wyjaśnieniu, czemu śledzenie przesyłki nie zmieniło się od 2 tygodni pisze, że rozumie, dziękuje i gra. Ale nie ONA.

ONA nabyła naszyjnik 6 grudnia. Poinformowałam, że w grudniu paczki potrafią iść nawet 5 tygodni. Brak odzewu. Znaczy odzew był, po jakimś tygodniu, pt. "Gdzie jest moja paczka, to prezent świąteczny". Wytłumaczyłam, chyba zrozumiała.

Że jednak nie zrozumiała okazało się po kolejnym tygodniu, gdy zgłosiła mnie do administracji mojego portalu. Okazało się, że dziewczyna nie rozumie pojęć "processing time" i "shipping time".

Processing time to czas dla mnie na ewentualne zrobienie, spakowanie i nadanie na poczcie przesyłki. Shipping time to czas realnej dostawy.

Ona naprawdę myślała, że paczkę z Polski do Stanów, w czasie gorączki przedświątecznej, dostanie w 1 do 3 dni!

Niestety dla mnie, portal, na którym sprzedaję najczęściej staje po stronie kupującego, więc dla świętego spokoju (wiem, że to niewychowawcze) zwróciłam jej pieniądze, przeprosiłam, mimo że 5 tygodni jeszcze nie upłynęło.

Wystarczyło? Skąd! Dalej mi marudzi, że ona musi mieć ten wisiorek już, zaraz. I że mam jej teraz wysłać drugi, ekspresem, to dojdzie na Boże Narodzenie.

Już pędzę do mojego teleportera. Gratis dorzucam pierworodnego.

genialna klientka

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 193 (Głosów: 225)

#75616

(PW) ·
| Do ulubionych
Należę do tej dziwnej grupy ludzi, którzy pracują 100 godzin tygodniowo, aby nie pracować 40 dla kogoś innego. Innymi słowy - prowadzę własną działalność.

W ramach tej działalności prowadzę sklep internetowy z ręcznie robioną biżuterią, a klientów mam głównie zza granicy. W 90% przypadków są to naprawdę fajni ludzie, rozsądni i doceniający rękodzieło. Ale nie pisałabym tego tekstu gdyby wszyscy tacy byli.

Pomijam geniuszy, którzy nie pojmują, że nie wyślę im przez pół świata naszyjnika za pobraniem i nie, nie zrobię też 4 sztuk, żeby mogli sobie wybrać i jakbym jeszcze dała rabacik, to oni może wezmą. Oraz że przesyłka z Polski do USA nie dojdzie w 2 dni, w 4 też nie i zaklęcie "Opiszę to na moim blogu" niekoniecznie na pocztę działa. Zdarzają się też osobniki żądające, żebym pokazała, jak dany wisiorek wygląda na mnie. Koniecznie w białej bluzce. I bez stanika.

Ale 3 sytuacje zapadły mi wyjątkowo w pamięć:

3. Oburzona klientka, która nie rozumiała, dlaczego nie chcę jej potraktować jak hurtownika i dać jej rabatu (standardowo na hurt mam 35%). Ile dziewoja chciała zamówić? 2 naszyjniki. Te najtańsze.

2. Pod koniec zeszłego roku USPS (poczta amerykańska) przestała śledzić przesyłki polecone. Tak po prostu. Śledzenie działało do wylotu paczki z Polski, a potem cisza. Cały mój sklep miałam wytapetowany informacjami o tym, miałam dostępną opcję wysyłki ze śledzeniem (była o 4zł droższa), ale widać i tak niektórzy nie widzieli. Pisze do mnie klientka, że śledzenie jej nie działa. No to ja standardowo smaruję esej, że uprzedzałam, że nie działa i działać nie będzie i najlepiej jak pójdzie na swoją pocztę i tam spróbuje się czegoś dowiedzieć. Jej odpowiedź? "Aha, rozumiem. To ja poczekam aż zacznie działać".

1. Mój faworyt. Dostałam wiadomość od klientki, że ona by chciała wisiorek dla córki, bo córka ma 8 lat i z okazji stania się kobietą (wat?) chce jej kupić prezent, ale ma problemy z określaniem wymiarów i czy nie mogłabym jej zrobić zdjęcia wisiorka obok ćwierćdolarówki, żeby mogła sobie porównać. Odpisuję, że niestety ćwierćdolarówki nie mam, bo mieszkam w Polsce i mamy inne monety, ale mogę jej cyknąć zdjęcie obok długopisu, klucza czy innego uniwersalnego przedmiotu.

O, co ja się w odpowiedzi nasłuchałam! Że jak to nie mam monet, wszyscy mają monety! I pewnie mi się dupy nie chce ruszyć, więc ściemniam że ćwierćdolarówki nie mam! Wszyscy mają! A w ogóle to ten wisiorek jest brzydki i mogę go sobie wsadzić!
Ćwierćdolarówkowy fetysz? Coś mnie ominęło?

kochani klienci

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 315 (Głosów: 337)

1