Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

RudaRakieta

Zamieszcza historie od: 14 stycznia 2016 - 21:12
Ostatnio: 17 lutego 2018 - 16:09
  • Historii na głównej: 31 z 44
  • Punktów za historie: 6275
  • Komentarzy: 29
  • Punktów za komentarze: 155
 
poczekalnia
Hej piekielni.

Dziś będzie dwa w jednym :D.
Przyszły do kawiarni dwie młode dziewczyny, studentki prawa (jestem pewna, słyszałam). Jedna z nich myślała z 10 minut nad kawą bo ona chce z mlekiem bez laktozy (takim konkretnym, nie jakimkolwiek) (oczywiście ani "dzień dobry" ani "spi..", tylko "podaj mi to a to"...) Akurat nie było owego mleka, zaproponowałam więc sojowe, owsiane, ryżowe, kokosowe... wściekła się bo jak mogę być na tyle niekompetentna żeby "takie zamienniki" jej proponować skoro ona "nie przyjmuje laktozy". Tłumaczenia na nic, wzięła herbatę.

Druga piekielność... Wychodząc z kawiarni jedna z nich wywróciła dzban z kwiatami... woda się leje, ona patrzy to na mnie, to na dzban, ja patrzę na nią. Nawet nie podniosła dzbanka, nawet nie powiedziała "przepraszam". Woda leje się dalej. Wyszły z kawiarni nawet nie zamykając za sobą drzwi.
I przykre i godne pożałowania jeśli tego typu ludzie będą nas w przyszłości reprezentować w sądzie...

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (154)

#81222

(PW) ·
| Do ulubionych
Przyjdź do biznesowej kawiarni z dzieckiem, wywal cyca do karmienia, i miej pretensję do obsługi, że ludzie (klienci) są nietolerancyjni i przeprowadzając spotkania biznesowe niekoniecznie chcą patrzeć na twoje nabrzmiałe od mleka cycki. Awanturuj się że jesteś "matką" i masz przywilej, i prawo karmić gdzie i kiedy chcesz, olej fakt, że łazienka jest na tyle obszerna i przystosowana, że tam na spokojnie można karmić.

Ps. W miarę stała klientka, pielęgnująca na siłę wśród personelu i ludzi kult "madki polki karmiącej". Jezu.. nie polecam.

ps2. Jak się dziecku "ulało" na tapicerkę, to oczywiście winnych nie było. Niech się bariści z mlecznym rzygiem zmagają...

Skomentuj (127) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (249)
zarchiwizowany

#81199

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Cześć piekielni. Dzisiaj opowiem Wam historię mojego młodszego brata. W skrócie, oboje wychowywaliśmy się w małej moherowej wiosce. Ja, tuż po maturze jak wiele młodych pisklątek postanowiłam ruszyć na szerokie wody do wielkiego miasta szukać szczęścia. Młody został z racji wiadomego wieku. Kto się z takiego ciemnogrodu wywodzi będzie wiedział, że kościół jest największą i najświętszą instytucją. Zawsze byłam "dziwnym dzieckiem", tzn glany, czarne stroje, łatkę satanistki przypięto mi bardzo szybko, ale to już było po bierzmowaniu więc ksiądz Józek nie mógł mi zrobić zbyt wiele.
Młody zawsze miał pod górkę z tego tytułu, mimo że się chłopak starał. Jednak to, co ksiądz odwalił na jednej z lekcji religii przekracza moim zdaniem wszelkie granice. Mianowicie, odpytał brata z jakichś tam regułek, po czym przy całej klasie wygłosił monolog na temat tego, że nie powinien go dopuścić, bo jego siostra zeszła na złą drogę i jego pewnie też sprowadzi, do kościoła pewnie w tej Warszawie nie chodzi, szatańskie siły ją omotały bo kto to widział takie ubrania i jakieś ćwieki na twarzy, i w ogóle to powinien się za mnie wstydzić.
Z Młodym kontakt mam świetny więc się nie przejął tym jakoś szczególnie. Bardziej się wkurzył i był zażenowany, że zaściankowy kapłan przy całej klasie mnie oczernia nie wiedząc w sumie nic o moim życiu, bo już kilka lat tam nie mieszkam.

Dla zainteresowanych ciągiem dalszym, nie tylko za mnie mu się obrywało. Za rodziców również, tyle że nie na forum publicznym. Że do kościoła nie chodzą. Na argument, że oboje pracują w systemie zmianowym cały tydzień uzyskał opierdziel, bo przecież, cytując "kościół jest ważniejszy niż praca".

Po interwencji mego "zdenerwowanego" ojczulka, który w kilku dosadnych zdaniach powiedział Józkowi co o nim myśli, brat bierzmowanie z wielkim bólem tyłka otrzymał.
Teraz już wszyscy mają gdzieś i nie chodzą do tego kościoła. Wcale im się nie dziwie po takich akcjach.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (28)

#81127

(PW) ·
| Do ulubionych
Specjalnie tę historyjkę zostawiłam na nowy rok, coby nie wzbudzać gówno-burzy dotyczącej jak dalej się potoczą losy mojego związku, bądź jak dana sytuacja na niego wpłynie. Sprawa się rozchodzi o sylwestra.

Pokrótce, mieszkam z narzeczonym już ponad 3 lata. Raz jest lepiej, raz gorzej, jak to w każdym związku. Generalnie jesteśmy trochę na zasadzie "przeciwieństwa się przyciągają". Mamy kilka wspólnych pasji i tematów, które pielęgnujemy razem w domu, ale poza nim jakby każde z nas żyje swoim życiem. Przykładowo: mój luby jest programistą, ja kształcę się jako ilustrator, on jest umysł ścisły, ja humanistyczny itp, itd. Kilka razy z rzędu zastanawialiśmy się co robić w ten feralny dzień, zazwyczaj szło na kompromis... Raz spędzamy "sylwka" w jego stylu, raz w moim. Skutkowało to tym, że na przemian byliśmy nieszczęśliwi. On się męczył ilością alkoholu, karaoke i tematami mało wyniosłymi, a ja się męczyłam słuchaniem o tym kto jest najlepszy w jaką planszówkę, jakie to innowacje są wprowadzane do języka programowania, bądź który cydr ma najwięcej majestatyczności w smaku itp... a jak już przyszło siedzieć w domu, to jakiś film, herbatka i dobranoc.

Debaty trwały długo, ale ustaliliśmy w końcu, że każde z nas spędzi ten dzień po swojemu. On postanowił pograć w jakieś gry z kumplami, ja postanowiłam iść do przyjaciółki na domówkę.
Oboje szczęśliwi... do czasu...

Do czasu jak nie zaczęliśmy informować każdego pytającego co robimy w Sylwestra. 90% ludzi na wieść że spędzamy osobno reagowała świętym oburzeniem, no bo przecież "TO WASZ OBOWIĄZEK IŚĆ RAZEM I SIĘ DOBRZE BAWIĆ", "A CO SOBIE LUDZIE POMYŚLĄ", "W WASZYM ZWIĄZKU NA PEWNO ŹLE SIĘ DZIEJE", "TO NIE MA PRZYSZŁOŚCI", "POWINNAŚ SIĘ POŚWIĘCIĆ", (tutaj cytat znajomej która nas zapraszała, po tym jak się dowiedziała że ewentualnie będę sama) "ALBO PRZYJDZIECIE RAZEM ALBO WCALE, CO TY W OGÓLE ODP... NIE MA OPCJIIIII, CO MNIE OBCHODZI ŻE ON NIE LUBI TAKICH KLIMATÓW, JAK KOCHA TO WYTRZYMA"...(rodzice) "CO TO ZA ZWIĄZEK, WEŹTA IDŹTA BO SIE BENDOM ŚMIAŁY INNE PARY".

Szczerze moi drodzy, do tej pory jakoś tak specjalnie nie zwracałam na to uwagi, no bo faktycznie jakoś próbowaliśmy iść na kompromisy, no ni cholery nie wyszło. Oboje nie mieliśmy problemu, każdy się dobrze bawił, mamy siebie na co dzień, a w naszym mniemaniu sylwester czy nie sylwester, to kolejny dzień i kropka. Aczkolwiek reakcja ludzi głównie mnie wprowadziła w duże zakłopotanie i było mi przykro, chłop olał bo jest mniej podatny na sugestie.

Jest po tym rozdzielonym sylwestrze, nic się nie zmieniło.... nadal się kochamy, nadal mieszkamy razem, ale jakoś te spojrzenia mniej przychylne... i jakoś mi ciężej rozmawiać z ludźmi co na co dzień niby spoko, a szykanują, bo się ktoś wyłamie ze schematu...

Taka tam gówno-burza o to co wypada, a co nie wypada.

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (220)

#80728

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótko i na temat. Pracuję w kawiarni o czym już pewnie pamiętacie. Pewna pani po tym jak złożyła u mnie zamówienie, dostała je i wypiła kawkę ze smakiem, złożyła skargę że to jest niemoralne i nieetyczne aby w miejscach publicznych pracowały osoby z piercingiem i tatuażami na wierzchu, bo pobożne osoby i dzieci na to patrzą.

Jeśli chodzi o mój piercing, posiadam kolczyk w wardze i w nosie, nie żeby cała twarz. Tatuaże... mamy firmowe koszulki polo, co za tym idzie mój tatuaż na przedramieniu siłą rzeczy jest na widoku.

Pani nie wyglądała na zniesmaczoną czy urażoną, jeśli to się kłóciło z jej poczuciem estetyki i przekonaniami religijnymi mogła po prostu wyjść, i tak byłam sama na zmianie, nie było szansy aby obsłużyła ją "normalna" osoba.

Ale nie, lepiej szukać w dupie smaku i problemów tam gdzie ich nie ma. A kawę jeszcze na pożegnanie zachwalała...

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (149)

#80547

(PW) ·
| Do ulubionych
O komunikacji miejskiej będzie.

Jak wszyscy wiemy, jest to często siedlisko wielu piekielności i absurdów.

Tak więc wsiadam do autobusu, kilka wolnych miejsc, niektóre "dwójki". Zajmuję siedzonko przy oknie i jadę sobie.

Na następnym przystanku dosiadła się pani koło 50-60, całkiem pokaźnych rozmiarów i z kilkoma tobołkami, którymi zawaliła i mnie i siebie. Trochę niekomfortowo, zwłaszcza że kilka "dwójek" jeszcze było, tyle że dalej od drzwi. Tak się złożyło, że musiałam wysiąść na przedostatnim przystanku. Grzecznie więc proszę panią o przepuszczenie, na co ona z wielkim fochem i pianą na pysku zaczyna mi czynić wyrzuty, że już bym mogła do tego ostatniego przystanku pojechać, młoda jestem, nogi mam zdrowe, to spacer mi nie zaszkodzi, a jej się nie chce wstawać i w ogóle niewygodnie jej będzie, bo ma te swoje siatki.

Wkur... wkurzyłam się, bo mi śpieszno było, zwłaszcza że od mojego przystanku do miejsca docelowego mam 3 min. drogi, a od ostatniego... 15.

Siłą się przepchałam, babsztyl się zapowietrzył jeszcze bardziej i coś tam drze bezosobowo na pół autobusu.

Co mnie obchodzi, że jej ciężko i że ma siatki? Mogła zająć puste miejsca, a nie się wbijać na chama, bo drzwi blisko...

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (146)

#80359

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś będzie o publicznym okazywaniu miłości.

O ile z przyjemnością patrzy się na pary trzymające się za rączki i kradnące sobie dyskretnie buziaczki czy przytulaski, o tyle perfidne lecenie w "ślinę" jest już nieco krępujące. Ale ok, i na to można spoglądać z przymrużeniem oka.

Pewna sytuacja, której byłam ostatnio świadkiem w metrze, dosłownie wryła mnie jednak w siedzenie. Ludzi było sporo, ale do tego tylko stopnia, że miejsca siedzące były zapełnione, natomiast mało kto musiał stać.

W pewnym momencie zobaczyłam ganiającą się po wagonie parę, przedział wiekowy, rzekłabym, 16-18. Kiedy w pewnym momencie chłopak dopadł dziewczę pod ścianą, zaczęła się scena niczym z pornola. Ogniste pocałunki, miętolenie tyłka i piersi, w pewnym momencie chłopak podciągnął bluzkę dziewczynie i zaczął namiętnie całować ją po brzuchu, jednocześnie badając rękami każdy centymetr jej ciała.

Oczywiście cały wagon bez problemu mógł podziwiać sytuację. Rozkosz malowała się na jej twarzy, widać zabawę mieli przednią, natomiast miny pasażerów były nie do opisania, w skrócie"wtf, co tu się odwala?!".

Sceny seksu nie doczekałam, miałam tylko jeden przystanek do pokonania. Nie żebym żałowała...

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (141)

#80109

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam koleżankę, niech będzie "Kasia".
Kasia jest mamą maleńkiej Oli. Często na spotkania zabiera córeczkę, bo jest samotną matką i nie ma z kim zostawić maleństwa.

"Piekiełko główne"? Komunikacja miejska, kolejka w sklepie, tudzież przejście dla pieszych. Prawie zawsze znajdzie się "dobra ciocia" która stojąc obok, wiek przeważnie 40-70 pcha łapy do wózka ze słowami "a titi maleńki okruszku" i tym podobne, macając, dając cukiereczki i obłapując wózek. Kasia jest zwykle zirytowana i zwraca uwagę, co spotyka się często z obrazą majestatu, no bo przecież "ja tylko pogłaskać chciałam" przy okazji zasypać litanią "jak ma na imię, ile ma lat, a jaka słodka, a jaka mała, a jakie fajne śpioszki" kij, że jesteśmy zajęte swoimi sprawami i Kasia sobie nie życzy aby jakaś obca baba pchała łapy do wózka.

Podobne sytuacje dopadały mnie, kiedy z jednym ze swych kotów zmuszona byłam jechać do weterynarza komunikacją miejską. Drze się toto wniebogłosy, ale tylko dlatego, że strachliwe z nich futrzaki, blokowe, to też trauma związana z transporterem wśród tłumów. Gdy tylko delikatnie uchylam wieczko aby pogłaskać i nieco uspokoić sierścia, obok znajduje się "pogodna dłoń" nie mogąca się powstrzymać przed pogłaskaniem biednego, płaczącego kotka, tu również grad pytań i "ohy ahy"... na delikatne "pani się zajmie swoimi sprawami i zostawi mojego kota w spokoju, bo się stresuje jeszcze bardziej" obraza.

Notorycznie jestem świadkiem osaczania małych dzieci i wszelkiej maści psów i kotów w wyżej wymienionych miejscach niezdrowym zainteresowaniem, nachalnym pchaniem łap i próbą dokarmiania tym, co się aktualnie ma pod ręką. Większość właścicieli, matek czy opiekunów z zażenowaniem stara się ostudzić entuzjazmy ciekawskich. Często kończy się fochem i tekstem "no ale ja chciałam dobrze, niewychowana młodzież".

Trzymajmy łapki przy sobie, nie każdy sobie życzy macania, zabawiania, dokarmiania i złotych rad. A na delikatnie odtrącenie nie reagujmy świętą obrazą majestatu...

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (169)

#80046

(PW) ·
| Do ulubionych
"Madka" roku :D

W kawiarni mamy taki mini kącik dla dzieci, gdzie stoją dwa kosze z zabawkami i stoliczek z kredkami i kolorowankami. Cel wiadomy, coby dorośli w spokoju mogli się skupić na swoich sprawach.
Często gęsto jest tak, że zostawiają po dzieciach bałagan, a my, jako że musimy to sprzątać, zabawki z koszy znamy na wylot. Nie jest ich jakoś super dużo, ale są całkiem pokaźnych rozmiarów, minimum 30 cm i doskonale przez każdą z nas rozpoznawalne.

Dziś odwiedziła mnie mamusia z pociechą. Wypiła kawkę i jednocześnie cały czas aktywnie uczestniczyła w zabawianiu dziecka, aż mi się miło zrobiło. Do czasu, aż zauważyłam że mama wychodzi trzymając dziecko za rękę, a dziecko pod pachą dzierży jedną z kawiarnianych zabawek.

Po zwróceniu uwagi matka udawała głupią, że niby nie zauważyła, i kazała dziecku odnieść maskotkę, co na to dziecko?
- Mamo ale mówiłaś że mogę sobie wziąć...

Spaliła buraka i niemalże wybiegła ciągnąc za sobą latorośl, już bez próby tłumaczenia...

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (181)

#79984

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakieś dwa tygodnie temu zapisałam się na siłownię. Generalnie dużo mnie kosztowało żeby przełamać swoją nieśmiałość i robić z siebie publicznego błazna, ale jako że wspieramy się nawzajem z przyjaciółką, to na tym etapie jestem szczęśliwym człowiekiem.

Zauważyłam kilka dni temu, że jakieś koksiki delikatnie podśmiechują się pod nosem z chłopca o figurze patyczaka, i przypomniało mi to historię mojej koleżanki.

Dziewczyna ma kilka kilogramów nadwagi, no ale w końcu stwierdziła że od tego chyba jest siłownia, żeby je zacząć zrzucać. Tak więc przełamała lody i ruszyła w bój. Pech chciał, że za chyba trzecim razem trafiła na dwie kopie Britney Spears, które ostentacyjnie wyśmiały dziewczynę... Przytaczać przykrych słów nie będę, bo nie do tego zmierzam. No koleżanka się zamknęła w sobie i nawet na taką parkową nie chce wychodzić.

Pewnie jest to rzadkie zjawisko, ale ciągle się gdzieś tam powtarza, jak już widzicie taką sytuację, reagujcie... jak "grubas" siedzi w domu i napierdziela w gry to źle, jak "grubas" wyjdzie z domu i próbuje coś z sobą zrobić to też źle bo "omfg, to takie nieestetyczne, że taka osoba trzęsie tłustymi wałkami na bieżni, no ja jestem taka zniesmaczona nie mogę na to "paczeć". Nie chcę tu wkładać wszystkich do jednego worka, podkreśliłam już wcześniej, że to pewnie nie zdarza się codziennie... Ale brońcie takich ludzi jak już widzicie coś takiego, dla nich to może być gwóźdź do trumny.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (180)