Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

RudaRakieta

Zamieszcza historie od: 14 stycznia 2016 - 21:12
Ostatnio: 22 kwietnia 2018 - 14:13
  • Historii na głównej: 36 z 46
  • Punktów za historie: 6877
  • Komentarzy: 30
  • Punktów za komentarze: 157
 

#78319

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótko i na temat. Nie wiem czy Wy również się z tym spotykacie i czy Was to drażni, ale... Dlaczego k***a minimum 5 osób dziennie w mojej kawiarni po skorzystaniu z łazienki nie gasi za sobą światła i zostawia otwarte drzwi na oścież? Te drzwi przeszkadzają generalnie w poruszaniu się i klientom i pracownikom, bo kawiarenka mała, a prąd nie działa na powietrze.

Dodatkowo z tych 5 osób przynajmniej 2 nie spuszczają za sobą wody. Co jest nie tak z tym społeczeństwem?

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (225)

#81990

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w kawiarni. Będzie krótko, ale dobitnie z mojej strony.

Powiedzcie mi, czym kierują się ludzie wrzucając do słoiczka z napiwkami guziki, żetony, podrabiane pieniądze, stare centówki, jednogroszówki, papierek po cukierku? Jeszcze gdyby to była konieczność, że każdy musi coś po sobie zostawić, to jestem w stanie zrozumieć taki sposób "januszowania"... ale nie, chcesz to wrzucasz pieniążek, nie chcesz, też spoko. Więc moje pytanie... DLACZEGO?

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (200)

#78019

(PW) ·
| Do ulubionych
Sama już nie wiem czy to co mnie spotkało w pracy było piekielne, czy po prostu śmieszne, bo sytuacji aż tak absurdalnej daaaawno nie doświadczyłam :D

Otóż jak to w kawiarniach, mamy ciastka, ciasta i inne dyrdymały, które sami zwykle robimy. Lubię się bawić w cukiernika i całkiem nieźle mi to wychodzi, więc postanowiłam moim eksperymentalnym ciastem podzielić się z kawiarnią. Przyjęło się, szybko schodzi, klienci chwalą, więc regularnie można je u nas dostać.

Jakież było moje zdziwienie, gdy dziś klientka próbowała wyłudzić ode mnie przepis. O ile na początku była to prośba, próba ułaskawienia, no bo przecież ona nikomu nie powie, tak po kolejnych odmowach, nieusatysfakcjonowana znajomością składu, który jej podałam zaczęła się coraz bardziej burzyć i wściekać...

W pewnym momencie moja cierpliwość się wyczerpała i dosadnie powiedziałam Wielebnej, że nie ma opcji i niech już sobie idzie jeśli jej jedynym powodem stania tutaj jest wydzieranie się nade mną. Odszczekała standardową regułkę, że jestem niewychowana, jej noga więcej tu nie postanie i jak ja traktuję klientów, przecież co mi szkodzi dać ten przepis...

Także no, szczękę przez chwilę zbierałam z podłogi, bo babeczka walczyła niczym lwica o kawałek mięsa, pojedynek przegrała, szkoda że i tak wróci po to ciasto, dowiedziałam się jeszcze że nie tylko mnie o nie męczyła...
Równie dobrze mogła wyskoczyć do mnie z argumentem "No przecież co ci szkodzi strzelić sobie w kolano...", na to samo by wyszło.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (226)

#81582

(PW) ·
| Do ulubionych
O mentalności ludzi z małych wiosek i tragedii jednostki.

Moja koleżanka została zgwałcona przez "przyjaciela rodziny", a przy okazji pan był bogatym narzeczonym jej kuzynki. Na jaw wyszła sprawa przez to, że matka koleżanki dobrała się do jej pamiętnika. Jedyną przytomną osobą w całej sprawie był ojciec, który dziewczynę zaprowadził na policję.

Sprawa miała miejsce kilka miesięcy wcześniej, więc obdukcja w grę nie wchodziła. Dziewczyna składała zeznania przy obecności wyspecjalizowanego psychologa sądowego, jedynym dowodem był jej pamiętnik.
Zamiast wsparcia otrzymała kolejne ciosy, bo "co ludzie powiedzą", "WSTYT I CHAŃBA BOSKIA", "taka dobra partia, a ty w rodzinie mieszasz", "suka nie da, pies nie weźmie", "trza było gębę na kłódkę zawrzeć, po co policja, po co sądy, nie pierwszy, nie ostatni raz bolca w *** trzymasz". Cytuję jedne z niewielu tekstów które słyszała od najbliższych, matki, brata, siostry, babki... O kuzynostwie nie wspomnę.

Dziewczyna sprawę wygrała. Facet musiał wypłacić odszkodowanie i dostał wyrok w zawiasach (mediacja, płaci kasę, nie idzie do pierdla, dziewczyna kasy potrzebowała, żeby się z tego ciemnogrodu wyrwać, bo do pomocy każdy ostatni).
Teraz żyje, ma się dobrze. Robi to, co lubi. Rodzinkę odcięła.

Tylko ja nie mogę zrozumieć, jakim trzeba być ch**** czy p****, żeby dobro własnego dziecka/wnuczki/siostry, po prostu rodziny, stawiać niżej tego "co ludzie powiedzooo". I w ogóle patrzeć na tego typu sprawę z takim spokojem wewnętrznym, no bo przecież się nic nie stało, nie pierwszy, nie ostatni, he, he, a taka dobra partia przepadła.
Szlag mnie trafia!

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (218)

#81470

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś będzie dwa w jednym.

Przyszły do kawiarni dwie młode dziewczyny, studentki prawa (jestem pewna, słyszałam). Jedna z nich myślała z 10 minut nad kawą, bo ona chce z mlekiem bez laktozy (takim konkretnym, nie jakimkolwiek).

(oczywiście ani "dzień dobry”, ani "spi..", tylko "podaj mi to a to"...)

Akurat nie było owego mleka, zaproponowałam więc sojowe, owsiane, ryżowe, kokosowe... Wściekła się, bo jak mogę być na tyle niekompetentna, żeby "takie zamienniki" jej proponować skoro ona "nie przyjmuje laktozy". Tłumaczenia na nic, wzięła herbatę.

Druga piekielność... Wychodząc z kawiarni, jedna z nich wywróciła dzban z kwiatami. Woda się leje, ona patrzy to na mnie, to na dzban, ja patrzę na nią. Nawet nie podniosła dzbanka, nawet nie powiedziała "przepraszam". Woda leje się dalej. Wyszły z kawiarni, nawet nie zamykając za sobą drzwi.

I przykre i godne pożałowania, jeśli tego typu ludzie będą nas w przyszłości reprezentować w sądzie...

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 196 (214)

#81222

(PW) ·
| Do ulubionych
Przyjdź do biznesowej kawiarni z dzieckiem, wywal cyca do karmienia, i miej pretensję do obsługi, że ludzie (klienci) są nietolerancyjni i przeprowadzając spotkania biznesowe niekoniecznie chcą patrzeć na twoje nabrzmiałe od mleka cycki. Awanturuj się że jesteś "matką" i masz przywilej, i prawo karmić gdzie i kiedy chcesz, olej fakt, że łazienka jest na tyle obszerna i przystosowana, że tam na spokojnie można karmić.

Ps. W miarę stała klientka, pielęgnująca na siłę wśród personelu i ludzi kult "madki polki karmiącej". Jezu.. nie polecam.

ps2. Jak się dziecku "ulało" na tapicerkę, to oczywiście winnych nie było. Niech się bariści z mlecznym rzygiem zmagają...

Skomentuj (127) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (252)
zarchiwizowany

#81199

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Cześć piekielni. Dzisiaj opowiem Wam historię mojego młodszego brata. W skrócie, oboje wychowywaliśmy się w małej moherowej wiosce. Ja, tuż po maturze jak wiele młodych pisklątek postanowiłam ruszyć na szerokie wody do wielkiego miasta szukać szczęścia. Młody został z racji wiadomego wieku. Kto się z takiego ciemnogrodu wywodzi będzie wiedział, że kościół jest największą i najświętszą instytucją. Zawsze byłam "dziwnym dzieckiem", tzn glany, czarne stroje, łatkę satanistki przypięto mi bardzo szybko, ale to już było po bierzmowaniu więc ksiądz Józek nie mógł mi zrobić zbyt wiele.
Młody zawsze miał pod górkę z tego tytułu, mimo że się chłopak starał. Jednak to, co ksiądz odwalił na jednej z lekcji religii przekracza moim zdaniem wszelkie granice. Mianowicie, odpytał brata z jakichś tam regułek, po czym przy całej klasie wygłosił monolog na temat tego, że nie powinien go dopuścić, bo jego siostra zeszła na złą drogę i jego pewnie też sprowadzi, do kościoła pewnie w tej Warszawie nie chodzi, szatańskie siły ją omotały bo kto to widział takie ubrania i jakieś ćwieki na twarzy, i w ogóle to powinien się za mnie wstydzić.
Z Młodym kontakt mam świetny więc się nie przejął tym jakoś szczególnie. Bardziej się wkurzył i był zażenowany, że zaściankowy kapłan przy całej klasie mnie oczernia nie wiedząc w sumie nic o moim życiu, bo już kilka lat tam nie mieszkam.

Dla zainteresowanych ciągiem dalszym, nie tylko za mnie mu się obrywało. Za rodziców również, tyle że nie na forum publicznym. Że do kościoła nie chodzą. Na argument, że oboje pracują w systemie zmianowym cały tydzień uzyskał opierdziel, bo przecież, cytując "kościół jest ważniejszy niż praca".

Po interwencji mego "zdenerwowanego" ojczulka, który w kilku dosadnych zdaniach powiedział Józkowi co o nim myśli, brat bierzmowanie z wielkim bólem tyłka otrzymał.
Teraz już wszyscy mają gdzieś i nie chodzą do tego kościoła. Wcale im się nie dziwie po takich akcjach.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (28)

#81127

(PW) ·
| Do ulubionych
Specjalnie tę historyjkę zostawiłam na nowy rok, coby nie wzbudzać gówno-burzy dotyczącej jak dalej się potoczą losy mojego związku, bądź jak dana sytuacja na niego wpłynie. Sprawa się rozchodzi o sylwestra.

Pokrótce, mieszkam z narzeczonym już ponad 3 lata. Raz jest lepiej, raz gorzej, jak to w każdym związku. Generalnie jesteśmy trochę na zasadzie "przeciwieństwa się przyciągają". Mamy kilka wspólnych pasji i tematów, które pielęgnujemy razem w domu, ale poza nim jakby każde z nas żyje swoim życiem. Przykładowo: mój luby jest programistą, ja kształcę się jako ilustrator, on jest umysł ścisły, ja humanistyczny itp, itd. Kilka razy z rzędu zastanawialiśmy się co robić w ten feralny dzień, zazwyczaj szło na kompromis... Raz spędzamy "sylwka" w jego stylu, raz w moim. Skutkowało to tym, że na przemian byliśmy nieszczęśliwi. On się męczył ilością alkoholu, karaoke i tematami mało wyniosłymi, a ja się męczyłam słuchaniem o tym kto jest najlepszy w jaką planszówkę, jakie to innowacje są wprowadzane do języka programowania, bądź który cydr ma najwięcej majestatyczności w smaku itp... a jak już przyszło siedzieć w domu, to jakiś film, herbatka i dobranoc.

Debaty trwały długo, ale ustaliliśmy w końcu, że każde z nas spędzi ten dzień po swojemu. On postanowił pograć w jakieś gry z kumplami, ja postanowiłam iść do przyjaciółki na domówkę.
Oboje szczęśliwi... do czasu...

Do czasu jak nie zaczęliśmy informować każdego pytającego co robimy w Sylwestra. 90% ludzi na wieść że spędzamy osobno reagowała świętym oburzeniem, no bo przecież "TO WASZ OBOWIĄZEK IŚĆ RAZEM I SIĘ DOBRZE BAWIĆ", "A CO SOBIE LUDZIE POMYŚLĄ", "W WASZYM ZWIĄZKU NA PEWNO ŹLE SIĘ DZIEJE", "TO NIE MA PRZYSZŁOŚCI", "POWINNAŚ SIĘ POŚWIĘCIĆ", (tutaj cytat znajomej która nas zapraszała, po tym jak się dowiedziała że ewentualnie będę sama) "ALBO PRZYJDZIECIE RAZEM ALBO WCALE, CO TY W OGÓLE ODP... NIE MA OPCJIIIII, CO MNIE OBCHODZI ŻE ON NIE LUBI TAKICH KLIMATÓW, JAK KOCHA TO WYTRZYMA"...(rodzice) "CO TO ZA ZWIĄZEK, WEŹTA IDŹTA BO SIE BENDOM ŚMIAŁY INNE PARY".

Szczerze moi drodzy, do tej pory jakoś tak specjalnie nie zwracałam na to uwagi, no bo faktycznie jakoś próbowaliśmy iść na kompromisy, no ni cholery nie wyszło. Oboje nie mieliśmy problemu, każdy się dobrze bawił, mamy siebie na co dzień, a w naszym mniemaniu sylwester czy nie sylwester, to kolejny dzień i kropka. Aczkolwiek reakcja ludzi głównie mnie wprowadziła w duże zakłopotanie i było mi przykro, chłop olał bo jest mniej podatny na sugestie.

Jest po tym rozdzielonym sylwestrze, nic się nie zmieniło.... nadal się kochamy, nadal mieszkamy razem, ale jakoś te spojrzenia mniej przychylne... i jakoś mi ciężej rozmawiać z ludźmi co na co dzień niby spoko, a szykanują, bo się ktoś wyłamie ze schematu...

Taka tam gówno-burza o to co wypada, a co nie wypada.

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (220)

#80728

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótko i na temat. Pracuję w kawiarni o czym już pewnie pamiętacie. Pewna pani po tym jak złożyła u mnie zamówienie, dostała je i wypiła kawkę ze smakiem, złożyła skargę że to jest niemoralne i nieetyczne aby w miejscach publicznych pracowały osoby z piercingiem i tatuażami na wierzchu, bo pobożne osoby i dzieci na to patrzą.

Jeśli chodzi o mój piercing, posiadam kolczyk w wardze i w nosie, nie żeby cała twarz. Tatuaże... mamy firmowe koszulki polo, co za tym idzie mój tatuaż na przedramieniu siłą rzeczy jest na widoku.

Pani nie wyglądała na zniesmaczoną czy urażoną, jeśli to się kłóciło z jej poczuciem estetyki i przekonaniami religijnymi mogła po prostu wyjść, i tak byłam sama na zmianie, nie było szansy aby obsłużyła ją "normalna" osoba.

Ale nie, lepiej szukać w dupie smaku i problemów tam gdzie ich nie ma. A kawę jeszcze na pożegnanie zachwalała...

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 83 (151)

#80547

(PW) ·
| Do ulubionych
O komunikacji miejskiej będzie.

Jak wszyscy wiemy, jest to często siedlisko wielu piekielności i absurdów.

Tak więc wsiadam do autobusu, kilka wolnych miejsc, niektóre "dwójki". Zajmuję siedzonko przy oknie i jadę sobie.

Na następnym przystanku dosiadła się pani koło 50-60, całkiem pokaźnych rozmiarów i z kilkoma tobołkami, którymi zawaliła i mnie i siebie. Trochę niekomfortowo, zwłaszcza że kilka "dwójek" jeszcze było, tyle że dalej od drzwi. Tak się złożyło, że musiałam wysiąść na przedostatnim przystanku. Grzecznie więc proszę panią o przepuszczenie, na co ona z wielkim fochem i pianą na pysku zaczyna mi czynić wyrzuty, że już bym mogła do tego ostatniego przystanku pojechać, młoda jestem, nogi mam zdrowe, to spacer mi nie zaszkodzi, a jej się nie chce wstawać i w ogóle niewygodnie jej będzie, bo ma te swoje siatki.

Wkur... wkurzyłam się, bo mi śpieszno było, zwłaszcza że od mojego przystanku do miejsca docelowego mam 3 min. drogi, a od ostatniego... 15.

Siłą się przepchałam, babsztyl się zapowietrzył jeszcze bardziej i coś tam drze bezosobowo na pół autobusu.

Co mnie obchodzi, że jej ciężko i że ma siatki? Mogła zająć puste miejsca, a nie się wbijać na chama, bo drzwi blisko...

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (146)