Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

RudaRakieta

Zamieszcza historie od: 14 stycznia 2016 - 21:12
Ostatnio: 27 listopada 2017 - 16:28
  • Historii na głównej: 29 z 40
  • Punktów za historie: 5778
  • Komentarzy: 26
  • Punktów za komentarze: 105
 

#80728

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótko i na temat. Pracuję w kawiarni o czym już pewnie pamiętacie. Pewna pani po tym jak złożyła u mnie zamówienie, dostała je i wypiła kawkę ze smakiem, złożyła skargę że to jest niemoralne i nieetyczne aby w miejscach publicznych pracowały osoby z piercingiem i tatuażami na wierzchu, bo pobożne osoby i dzieci na to patrzą.

Jeśli chodzi o mój piercing, posiadam kolczyk w wardze i w nosie, nie żeby cała twarz. Tatuaże... mamy firmowe koszulki polo, co za tym idzie mój tatuaż na przedramieniu siłą rzeczy jest na widoku.

Pani nie wyglądała na zniesmaczoną czy urażoną, jeśli to się kłóciło z jej poczuciem estetyki i przekonaniami religijnymi mogła po prostu wyjść, i tak byłam sama na zmianie, nie było szansy aby obsłużyła ją "normalna" osoba.

Ale nie, lepiej szukać w dupie smaku i problemów tam gdzie ich nie ma. A kawę jeszcze na pożegnanie zachwalała...

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (147)

#80547

(PW) ·
| Do ulubionych
O komunikacji miejskiej będzie.

Jak wszyscy wiemy, jest to często siedlisko wielu piekielności i absurdów.

Tak więc wsiadam do autobusu, kilka wolnych miejsc, niektóre "dwójki". Zajmuję siedzonko przy oknie i jadę sobie.

Na następnym przystanku dosiadła się pani koło 50-60, całkiem pokaźnych rozmiarów i z kilkoma tobołkami, którymi zawaliła i mnie i siebie. Trochę niekomfortowo, zwłaszcza że kilka "dwójek" jeszcze było, tyle że dalej od drzwi. Tak się złożyło, że musiałam wysiąść na przedostatnim przystanku. Grzecznie więc proszę panią o przepuszczenie, na co ona z wielkim fochem i pianą na pysku zaczyna mi czynić wyrzuty, że już bym mogła do tego ostatniego przystanku pojechać, młoda jestem, nogi mam zdrowe, to spacer mi nie zaszkodzi, a jej się nie chce wstawać i w ogóle niewygodnie jej będzie, bo ma te swoje siatki.

Wkur... wkurzyłam się, bo mi śpieszno było, zwłaszcza że od mojego przystanku do miejsca docelowego mam 3 min. drogi, a od ostatniego... 15.

Siłą się przepchałam, babsztyl się zapowietrzył jeszcze bardziej i coś tam drze bezosobowo na pół autobusu.

Co mnie obchodzi, że jej ciężko i że ma siatki? Mogła zająć puste miejsca, a nie się wbijać na chama, bo drzwi blisko...

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (144)

#80359

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś będzie o publicznym okazywaniu miłości.

O ile z przyjemnością patrzy się na pary trzymające się za rączki i kradnące sobie dyskretnie buziaczki czy przytulaski, o tyle perfidne lecenie w "ślinę" jest już nieco krępujące. Ale ok, i na to można spoglądać z przymrużeniem oka.

Pewna sytuacja, której byłam ostatnio świadkiem w metrze, dosłownie wryła mnie jednak w siedzenie. Ludzi było sporo, ale do tego tylko stopnia, że miejsca siedzące były zapełnione, natomiast mało kto musiał stać.

W pewnym momencie zobaczyłam ganiającą się po wagonie parę, przedział wiekowy, rzekłabym, 16-18. Kiedy w pewnym momencie chłopak dopadł dziewczę pod ścianą, zaczęła się scena niczym z pornola. Ogniste pocałunki, miętolenie tyłka i piersi, w pewnym momencie chłopak podciągnął bluzkę dziewczynie i zaczął namiętnie całować ją po brzuchu, jednocześnie badając rękami każdy centymetr jej ciała.

Oczywiście cały wagon bez problemu mógł podziwiać sytuację. Rozkosz malowała się na jej twarzy, widać zabawę mieli przednią, natomiast miny pasażerów były nie do opisania, w skrócie"wtf, co tu się odwala?!".

Sceny seksu nie doczekałam, miałam tylko jeden przystanek do pokonania. Nie żebym żałowała...

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (138)

#80109

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam koleżankę, niech będzie "Kasia".
Kasia jest mamą maleńkiej Oli. Często na spotkania zabiera córeczkę, bo jest samotną matką i nie ma z kim zostawić maleństwa.

"Piekiełko główne"? Komunikacja miejska, kolejka w sklepie, tudzież przejście dla pieszych. Prawie zawsze znajdzie się "dobra ciocia" która stojąc obok, wiek przeważnie 40-70 pcha łapy do wózka ze słowami "a titi maleńki okruszku" i tym podobne, macając, dając cukiereczki i obłapując wózek. Kasia jest zwykle zirytowana i zwraca uwagę, co spotyka się często z obrazą majestatu, no bo przecież "ja tylko pogłaskać chciałam" przy okazji zasypać litanią "jak ma na imię, ile ma lat, a jaka słodka, a jaka mała, a jakie fajne śpioszki" kij, że jesteśmy zajęte swoimi sprawami i Kasia sobie nie życzy aby jakaś obca baba pchała łapy do wózka.

Podobne sytuacje dopadały mnie, kiedy z jednym ze swych kotów zmuszona byłam jechać do weterynarza komunikacją miejską. Drze się toto wniebogłosy, ale tylko dlatego, że strachliwe z nich futrzaki, blokowe, to też trauma związana z transporterem wśród tłumów. Gdy tylko delikatnie uchylam wieczko aby pogłaskać i nieco uspokoić sierścia, obok znajduje się "pogodna dłoń" nie mogąca się powstrzymać przed pogłaskaniem biednego, płaczącego kotka, tu również grad pytań i "ohy ahy"... na delikatne "pani się zajmie swoimi sprawami i zostawi mojego kota w spokoju, bo się stresuje jeszcze bardziej" obraza.

Notorycznie jestem świadkiem osaczania małych dzieci i wszelkiej maści psów i kotów w wyżej wymienionych miejscach niezdrowym zainteresowaniem, nachalnym pchaniem łap i próbą dokarmiania tym, co się aktualnie ma pod ręką. Większość właścicieli, matek czy opiekunów z zażenowaniem stara się ostudzić entuzjazmy ciekawskich. Często kończy się fochem i tekstem "no ale ja chciałam dobrze, niewychowana młodzież".

Trzymajmy łapki przy sobie, nie każdy sobie życzy macania, zabawiania, dokarmiania i złotych rad. A na delikatnie odtrącenie nie reagujmy świętą obrazą majestatu...

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (167)

#80046

(PW) ·
| Do ulubionych
"Madka" roku :D

W kawiarni mamy taki mini kącik dla dzieci, gdzie stoją dwa kosze z zabawkami i stoliczek z kredkami i kolorowankami. Cel wiadomy, coby dorośli w spokoju mogli się skupić na swoich sprawach.
Często gęsto jest tak, że zostawiają po dzieciach bałagan, a my, jako że musimy to sprzątać, zabawki z koszy znamy na wylot. Nie jest ich jakoś super dużo, ale są całkiem pokaźnych rozmiarów, minimum 30 cm i doskonale przez każdą z nas rozpoznawalne.

Dziś odwiedziła mnie mamusia z pociechą. Wypiła kawkę i jednocześnie cały czas aktywnie uczestniczyła w zabawianiu dziecka, aż mi się miło zrobiło. Do czasu, aż zauważyłam że mama wychodzi trzymając dziecko za rękę, a dziecko pod pachą dzierży jedną z kawiarnianych zabawek.

Po zwróceniu uwagi matka udawała głupią, że niby nie zauważyła, i kazała dziecku odnieść maskotkę, co na to dziecko?
- Mamo ale mówiłaś że mogę sobie wziąć...

Spaliła buraka i niemalże wybiegła ciągnąc za sobą latorośl, już bez próby tłumaczenia...

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (180)

#79984

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakieś dwa tygodnie temu zapisałam się na siłownię. Generalnie dużo mnie kosztowało żeby przełamać swoją nieśmiałość i robić z siebie publicznego błazna, ale jako że wspieramy się nawzajem z przyjaciółką, to na tym etapie jestem szczęśliwym człowiekiem.

Zauważyłam kilka dni temu, że jakieś koksiki delikatnie podśmiechują się pod nosem z chłopca o figurze patyczaka, i przypomniało mi to historię mojej koleżanki.

Dziewczyna ma kilka kilogramów nadwagi, no ale w końcu stwierdziła że od tego chyba jest siłownia, żeby je zacząć zrzucać. Tak więc przełamała lody i ruszyła w bój. Pech chciał, że za chyba trzecim razem trafiła na dwie kopie Britney Spears, które ostentacyjnie wyśmiały dziewczynę... Przytaczać przykrych słów nie będę, bo nie do tego zmierzam. No koleżanka się zamknęła w sobie i nawet na taką parkową nie chce wychodzić.

Pewnie jest to rzadkie zjawisko, ale ciągle się gdzieś tam powtarza, jak już widzicie taką sytuację, reagujcie... jak "grubas" siedzi w domu i napierdziela w gry to źle, jak "grubas" wyjdzie z domu i próbuje coś z sobą zrobić to też źle bo "omfg, to takie nieestetyczne, że taka osoba trzęsie tłustymi wałkami na bieżni, no ja jestem taka zniesmaczona nie mogę na to "paczeć". Nie chcę tu wkładać wszystkich do jednego worka, podkreśliłam już wcześniej, że to pewnie nie zdarza się codziennie... Ale brońcie takich ludzi jak już widzicie coś takiego, dla nich to może być gwóźdź do trumny.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (180)

#80010

(PW) ·
| Do ulubionych
Przyjdź do kawiarni ze stertą dokumentów i laptopem, rozsiądź się wygodnie w fotelu. Klikaj w klawiaturę i jednocześnie rozmawiaj przez telefon, a na koniec opierdziel wszystkich dookoła, że TY TU PRACUJESZ, i żeby rozmawiali szeptem, a baristki niech najlepiej przestaną wiercić wyciskarką do soku i ekspresem, bo TY SIĘ NIE MOŻESZ SKUPIĆ W TAKICH WARUNKACH, POTRZEBUJESZ CISZY I SPOKOJU I WSZYSCY MAJĄ TO USZANOWAĆ.

Tak że jeżeli potrzebujecie popracować w ciszy, spokoju i skupieniu, to nie ma nic lepszego niż kawiarnia pełna rozmawiających gości, krzyczących dzieci i głośnego ekspresu do kawy...

Zapraszam.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 205 (209)

#79867

(PW) ·
| Do ulubionych
Na wstępie zaznaczę, że mój typ urody jakimś dziwnym cudem działa na wszelkiej maści ciemnoskórych panów niczym wabik.

O ile gwizdanie na ulicy, zagadywanie w autobusie albo zaczepianie w budkach z kebabem mogę jakoś przeżyć, tak tamta sytuacja na długo pozostawi niesmak.

Postanowiłyśmy z koleżanką wybrać się pewnego wieczoru na piwko do jakiejś przytulnej spelunki. Jako iż miał to być swojski, babski wypad, przywdziałam zwykłe jeansy, glany, wyświechtaną koszulkę o dwa rozmiary za dużą i delikatnie się pomalowałam. Ostatnią rzeczą, jaką można by o mnie wtedy powiedzieć, to że wyglądam jak półnaga lafirynda.

Wieczór mijał nam miło i przyjemnie, do czasu aż stolik obok usiadł pewien Polak ze swym śniadym kumplem.

Zaczęło się niewinnie, gapił się intensywnie, puszczał oczko, uśmiechał się. Mój brak reakcji najwidoczniej uznał za zaproszenie do dalszego flirtu, bo w mig znalazł się obok, wychwalając moją urodę i nachalnie namawiając na spotkanie.

Wszelkie prośby, zapewnienia że jestem zajęta, ignorowanie i groźby ze strony mojej i koleżanki spływały po nim jak po kaczce, w pewnym momencie, po kolejnym "spier***" zaczął kłaść mi rękę na udzie lub próbował mnie objąć.

W akcie desperacji poprosiłyśmy Polaka, aby zajął się kolegą i go zabrał, bo sytuacja przestała być śmieszna. Usłyszałam, że "mój kolega jest wolnym człowiekiem i może robić to, na co ma ochotę". Barman również miał wszystko w dupie, wzruszył tylko ramionami i stwierdził, że nie jego sprawa.

W momencie, kiedy amant poszedł za mną do łazienki, dostał po mordzie i wściekłe opuściłyśmy lokal.

Puenty nie ma. Tylko ja teraz się boję gdziekolwiek wyjść bez jakiegoś faceta przy boku, czy to mój narzeczony, czy chłopak koleżanki, bo nie chcę przechodzić po raz kolejny takiej sytuacji.

Nigdy więcej tam nie pójdę...

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (175)

#79157

(PW) ·
| Do ulubionych
Już dziś pisałam, ale mam historyjkę sprzed chwili.
Ciocia natura wpadła z comiesięczną wizytą, tak więc naszła mnie ochota na ziemniaczany przysmak.

Sklep mam pod blokiem, więc portfel w dłoń i biegnę. Na miejscu dokładnie oglądam półkę pełną chrupków, dokładnie opisanych, i widzę na przedostatniej niewielkie paczuszki lays'ów, a tuż pod nimi etykietki z logiem "lays" i cena 4,00. Na ostatniej półeczce były jeszcze cheetosy, ale nie miałam na nie ochoty.

Chwyciłam paczuszkę i podchodzę do kasy. Pan sprzedawca kasuje i słyszę... 4,90.

No chwila, zerkam jeszcze raz i cena jak byk na karteczce z logiem lays wynosi 4,00. Zahaczam więc o ten fakt i słyszę że: "no bo wie pani, to albo stara cena albo dotyczy cheetosów. No ja nie mogę nic z tym zrobić, nie ma opcji, że pani nabiję te chipsy za 4,00, bo z własnej kieszeni będę dokładał".

1. Już nie chodzi mi o to 90 groszy, ale pracowałam w handlu latami i wiem, że jak przy danym produkcie widnieje cena 5 zł, to klient MA PRAWO kupić to za 5 zł a nie za 6, mylić się rzeczą ludzką, osobiście po takich akcjach leciałam zmieniać cenę na prawidłową.

2. Jeśli cena widnieje na etykiecie dajmy na to mleka, to ostatnią rzeczą o jakiej pomyślę jest to, że dotyczy maślanki, w dodatku innej firmy. No kurka, jak mogłam się nie domyślić...

3. Dla tych co zarzucą mi, że pewnie jednorazowa sytuacja a ja się czepiam. Jestem w tym sklepie niemalże codziennie, i często zerkam na tą półkę, bo jestem na diecie i ze sobą walczę, paczuszki smakowe się zmieniają, cena nie.

Chipsów nie kupiłam.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (202)

#79152

(PW) ·
| Do ulubionych
Hej, dawno nic nie pisałam ale po obserwacjach dotyczących mojej pracy naszła mnie pewna refleksja dotycząca szanowania cudzego i swojego czasu. Pewnie każdy z nas ma takie sytuacje, zwłaszcza w pracy, że godzina "zakończenia zmiany" jest tylko godziną wymowną, a nawet jeśli nie, to spotykają nas sytuacje wywołujące gula na gardle.

Do sedna. Pracuję w kawiarni. Ma ona swoje określone godziny otwarcia, dajmy na to 10-19. Jak każda branża zresztą.

Moja szefowa to kobieta do rany przyłóż, fajna, kontaktowa, wyrozumiała babeczka, do tego zawsze frontem i z uśmiechem do klienta. Tak się składa że jest nas 3. Ja, szefowa i jeszcze koleżanka.
Do czego zmierzam ? Otóż szefowa będzie siedzieć w tej kawiarni dopóki są ludzie (zazwyczaj pracujemy pojedynczo na popołudniowych zmianach bo ruch jest mniejszy)... ok, rozumiem że ktoś wejdzie na dłuższe posiedzenie o 18.45 i pozwala mu w spokoju dopić kawę, też tak robię, ale nagminnie, kiedy w tym czasie ktoś wejdzie po 19 obsługuje go, robi kawki i siedzi czasem do 20.30, do ostatniego klienta.

Jej sprawa, szefuje to może. Gorzej kiedy trafi na mnie i na koleżankę. Godzina 19.02, ekspres wyłączony, kasa się rozlicza, sprzątanie rozgardiaszu itp., dosyć często wchodzą ludzie i chcą kawę, ciastko, cokolwiek. Po informacji że jest już po 19-stej i kawiarnia jest zamknięta spotykamy się z bulwersem,"no ale jak to?! jak jest koleżanka taka i taka to jest otwarte! Ja tu przyszłam na kawę! Mam pieniądze i żądam kawy!".
No sorry, kawy nie dostanie bo moje życie prywatne nie ogranicza się do mojej pracy zwłaszcza, że za siedzenie do 20-stej nikt mi nie zapłaci.

Nie powinno nas to interesować bo my nie musimy robić nadgodzin, 19, wyłączamy ekspres i możemy mieć w dupie wszystko, ale jest to męczące i funduje mega nerwy na koniec dnia. Jest to nagminna sytuacja.

W poprzednich pracach też się tak zdarzało, ja rozumiem, że polska mentalność jest nastawiona na wchodzenie w kakao za najniższą krajową, że uśmiech i czerwone dywany ponad wszystko, ale sorry, jeśli cokolwiek czego potrzebuję nie jest chlebem bez którego nie przetrwam poranka to nie wpierniczam się do lokalu w godzinie zamknięcia czy chociażby 5 min przed.

A później szefowa przychodzi i narzeka że późno wyszła, że wszystko ją boli, że się nie wyspała.

Jak mamy szanować czas innych skoro oni sami go nie szanują?

A często jest tak że za te dodatkowe pół godziny lub godzinę nikt Ci nie wypłaci, "no bo wyjątkowa sytuacja", luj, że trzeci raz w tym tygodniu... A stwierdzenie "że powinnam tu siedzieć do ostatniego klienta, bo ZA TO MI PŁACĄ" pozostawię bez komentarza..

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (170)