Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

RudaRakieta

Zamieszcza historie od: 14 stycznia 2016 - 21:12
Ostatnio: 16 lutego 2017 - 20:52
  • Historii na głównej: 10 z 19
  • Punktów za historie: 2465
  • Komentarzy: 10
  • Punktów za komentarze: 25
 

#76623

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś będzie z innej beczki.
Wojna internetowa między "grubasami" i "wieszakami" trwa w najlepsze i nigdy nie podąży ku końcowi.
Nie wtrącam się, mam ważniejsze sprawy na głowie, ale kilka razy zauważyłam pewne ironiczne zachowanie wśród naszego narodu.

Mianowicie jakieś tam grubsonki źle używające czegoś do ćwiczeń, ruszają się w tańcu niczym słoń w stroju baletnicy, otyłe babeczki na rurce zestawiane z kurczakiem z rożna. No i w sumie zgodzę się z tym, że to wygląda nieraz całkiem komicznie na zdjęciach. Ale bardzo dużo ludzi perfidnie robi sobie z tego podśmiec*ujki.
Jak grubas nic nie robi to go hejtujecie, jak zacznie coś robić to się nabijacie. To co taki człowiek ma niby zrobić? Zamknąć się w pokoju i z niego nie wychodzić żeby nie prowokować ludzi swoim wyglądem, bez znaczenia czy biegając i trzęsąc wałkami, czy wcinając maca?

Uprzedzając Wasze komentarze... nie jestem grubaską próbującą podnieść swoje poczucie własnej wartości. Ktoś mi bliski walczy z nadwagą, dlatego tego typu zachowania, zarówno w sieci jak i w życiu codziennym są po prostu obrzydliwe i bezduszne. I wiem jak bardzo wpływają demotywująco na otyłych ludzi, którzy zaczynają wierzyć, że cokolwiek nie zrobią będzie źle, więc najlepiej nie robić nic.

Skomentuj (55) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (Głosów: 243)

#76496

(PW) ·
| Do ulubionych
Z tego co zauważyłam podobają się Wam smaczki z mojej pracy :) Dorzucę więc kolejny.

Jakiś czas temu siedzę sobie, czytam gazetę, no ale że za siedzenie mi nie płacą, to wyszłam zza biureczka, na którym stoi waga i zaczęłam porządkować trzepak stojący metr dalej. Tego dnia miałam na sobie biało-czarne ponczo, coby nie marznąć przy mniejszej aktywności ruchowej. Akurat wtedy było mi nieco za ciepło, więc odłożyłam owe ponczo. Układam sobie ten trzepak i woła mnie klientka:

- Zważ mi to. (Po kolei podaje mi różne ubrania z racji, żeby indywidualne ceny podać).
No to ważę wszystko po kolei. Dochodzimy do ostatniej rzeczy i w tym momencie baba wręcza mi moje ponczo....
- Yyy pani wybaczy, ale to akurat jest moja własność.
- Jak to TWOJA własność?! (od kiedy jesteśmy na ty?) To sobie leżało i ja mam prawo to kupić, a Ty masz obowiązek mi to sprzedać bez dyskusji!

Później akcja się potoczyła szybko, po burzliwej dyskusji odzyskałam ponczo, a babę wywaliłam ze sklepu, ot co.

Pewnie posypią się komentarze, że skąd ona miała wiedzieć, powinnam pilnować itp, i to moja wina, że ją w błąd wprowadziłam.
Zgodziłabym się z Wami w 100%, gdyby nie drobny szczegół. Ponczo było za ladą kasjerską, przewieszone przez oparcie krzesła. To już chyba ewidentnie wskazuje, że jest to czyjaś własność, bądź ktoś to sobie odłożył. Nie zauważyłam, że po nie sięgnęła gdyż byłam odwrócona plecami do kasy, a jego zniknięcia nie zarejestrowałam przez zwykłe rozkojarzenie.
Zadziwia mnie ludzka pazerność...

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 294 (Głosów: 320)

#76433

(PW) ·
| Do ulubionych
Witajcie Piekielni.
Dziś będzie historia o pewnym biednym, niewidomym człowieku i o mnie... kto okazał się piekielny, oceńcie sami.

Siedzę sobie w pracy przy kasie i rozmyślam o świętach. Wtem do sklepu przy wsparciu uczynnego przechodnia wkracza pan z laską niewidomego. Generalnie cała sytuacja mało ważna, wybierałam mu koszulę na święta. Pomijając fakt, że był tupeciarzem (no bo przecież skoro jest niewidomy to każdy ma wokół niego skakać), to jeszcze potwornie śmierdział i miał okrutnie brudne ubranie na które mierzył ową koszulę. Jakoś wytrwałam, starałam się być uczynną i życzliwą osobą, latałam wokół śmierdziela dobre 30 min przy czym minimum 2 razy zbierało mi się na wymioty.

Po tych 30 minutach udało się, wybrał koszulę, zapłacone, zapakowane. Prosi mnie jeszcze żebym mu pomogła wyjść ze sklepu. Ok, pomogłam, bierze mnie pod rękę i wyprowadzam go na zewnątrz. Wracam na stanowisko pracy ale odświeżacz powietrza nie może sobie poradzić z fetorem pozostawionym przez owego pana. Mówię więc kumpeli, że muszę wyjść na świeże powietrze, przy okazji skoczę do sklepiku obok bo nie miałam nic do jedzenia. Nawet kapci nie zmieniłam, zarzuciłam palto i wychodzę.
Przed sklepem stoi owy pan i mówi żeby go na przystanek odprowadzić.

Myślę - ok, to w końcu 20 metrów na wprost. Pan łapie mnie pod rękę i dreptamy z prędkością 1km/h na autobus. Dochodzimy, a ten do mnie że on na tramwaj chciał w taką a taką stronę i żeby z nim poczekać bo nie wie kiedy wsiąść. Ja oczy jak 5 zł i zgodnie z prawdą mówię mu, że jestem w pracy i wyskoczyłam tylko na 5 min po coś do jedzenia i nie jestem w stanie go odprowadzać i z nim czekać (zwłaszcza, że średnio ogarniam okolicę, a na oko licząc dojście do przystanku i wsadzenie w tramwaj jegomościa to około 20 min roboty).

Co zrobił biedny niewidomy pan ? Zaczął mnie szarpać za te nieszczęsne przedramię, wyzywać od egoistycznych gówniar, narzekać na znieczulicę polskiego narodu, że każdemu się zawsze śpieszy i najlepiej to żeby "matka mi zdechła w te święta" bo na więcej nie zasługuję skoro się zobowiązałam pomóc a teraz odmawiam.

Ludzie na tym przystanku patrzyli na mnie z mordem w oczach, ale nikt pomocy nie zaoferował... Jak zazwyczaj staram się podchodzić z dystansem do różnych sytuacji, tak teraz łzy mi pociekły.
W końcu wracając z tą nieszczęsną bułką, zawyta i zasmarkana widziałam jak ktoś pana w stronę tramwajów prowadzi.
Kto piekielny... ja? Niewidomy? Czy ludzie którzy pozwalają takim niesamodzielnym osobom poruszać się samemu po mieście? A potem oni mają pretensję do obcych, że są egoistyczni i znieczuleni...
Chciałam dobrze, wyszło jak zwykle...

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 218 (Głosów: 254)

#76295

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w lumpie. Ostatnio pisałam o dwóch typach klientek które doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Doszedł trzeci.
Obok kasy stoją kosze z rajstopami i bielizną. O ile większość rzeczy w takich sklepach jest używana itp, tak majtki czy rajstopy są przeważnie nowe i fabrycznie zapakowane. Nad koszem wisi wielka, bijąca po oczach kartka z napisem "PROSIMY NIE WYJMOWAĆ Z OPAKOWAŃ RAJSTOP". Co robi 90% klientek ? Rozrywa folię, kartoniki (przy okazji oczywiście dziurawiąc bądź zaciągając rajstopy). Nawet nie zadadzą sobie na tyle trudu, żeby choć zerknąć na rozmiarówkę na opakowaniu, lub spytać kasjerkę. I nie chodzi mi tutaj o delikatne wyjęcie z opakowania i oględziny, tylko normalne rozrywanie niczym paczkę chipsów.

Wczoraj akurat koleżanka stała obok takiego kosza i porządkowała sobie kasę. Podchodzi babsko i zaczyna miąchać w tych rajstopach perfidnie oddzierając górę opakowań jak zamknięta kopertę. Koleżanka się wk**wiła i zwraca stanowczo uwagę. Oburzona baba zaczyna wymachiwać rękami w naszą stronę z tekstem:

- TO JAK JA MAM TO KUPIĆ ?! JA MUSZĘ WIEDZIEĆ JAKI TO ROZMIAR, KOLOR (kolor był widoczny przez folijkę), JA W CIEMNO TYLE PIENIĘDZY WYDAWAĆ NIE BĘDĘ!! (uwaga, koszt takich rajstop to około 3-5zł).
- Rozmiary są na opakowaniu, kolor również widać, jeśli nie była pani pewna trzeba było spytać którąś z nas.
- ALE JA MAM PRAWO TE RAJSTOPY OGLĄDNĄĆ PRZED ZAKUPEM !! PANIE ZE MNĄ NIE DYSKUTUJĄ!
- A jak pani wejdzie do normalnego sklepu to też pani po kolei wszystko z opakowania wyciąga?
- "...."
Wyszła, rajstop nie kupiła, ratować opakowania ja musiałam, choć i tak już wyglądały jak psu z d. wyjęte...

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 236 (Głosów: 250)

#76162

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w lumpeksie. Generalnie lubię swoją pracę, klienci zwykle są mili i o dziwo nie zostawiają po sobie bałaganu na sklepie. Jak wszędzie jednak zdarzają się piekielne perełki, ale póki co wygrywają dwa typy pań:

1. Panie które opatulone w puchowe kurtki, szaliki, czapki i 50 swetrów podchodzą do mnie z bluzeczkami, sweterkami, sukienkami pytając, czy to będzie na nie dobre. Na moją delikatną sugestię, że najlepiej będzie skorzystać z przymierzalni i samemu przekonać się co do prawidłowości rozmiaru zwykle słyszę, że im się nie chce, czasu nie będą marnować i żebym ja im powiedziała. Rentgenu w oczach póki co nie mam więc rozkładam ręce w niemocy. Wtedy panie najczęściej się obrażają i podważają mniej lub bardziej brutalnie moją kompetencję. Nie jest to pojedynczy przypadek, dziennie miewam kilka takich klientek.

2. Panie które podchodzą do mnie i żądającym tonem zaczynają monolog:
- potrzebuję miętowego sweterka z bawełny zapinanego na guziki z dekoltem w serek rozmiar 38 a i żeby jeszcze miał wytłaczany wzorek na przodzie.
Na moją delikatną sugestię, w jakim mniej więcej miejscu mogą takowego szukać i życzę miłych zakupów, odchodzą oburzone i obrażone bo przecież moim obowiązkiem jest żeby im to znaleźć i podać do ręki.

Jak wyglądają lumpeksy każdy wie. Miszmasz totalny, podział na jakieś główne działy typu damski, męski, kurtki, spodnie. Sprzedawca nie ma obowiązku latać za jednym klientem i spełniać jego zachcianek jak w zwykłym odzieżowym butiku.

Polityka sklepu nie zakłada wciskania ludziom wszystkiego jak leci byleby sprzedać. Chcesz, kupujesz, nie chcesz to nie, jak nie wiem czy się w coś zmieścisz albo czy ci w tym do twarzy to się nie wypowiadam.

Kiedy możemy i wiemy jak to zrobić, staramy się pomagać, ale pamiętajcie, że lumpeks jest lumpeksem. Główną rolą pań tam pracujących jest obsługa kasy, dokładanie towaru, pilnowanie sklepu i porządku na nim, a nie bawienie się w doradców modowych i pomagierów do szukania i noszenia zakupów.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 207 (Głosów: 215)

#75938

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historię o żebraku ze smartfonem, przypomniała mi się podobna historia. Swego czasu w drodze do pracy często mijałam mężczyznę z na oko 8-letnim chłopcem siedzących przed sklepem z kubkiem i tabliczką w stylu "zbieram na jedzenie". Ubrani byli schludnie, normalnie, jak przeciętny obywatel. Nie to jednak przykuło moją uwagę.

Zawsze obok nich stały duże butelki pepsi, nestea czy innego napoju z "górnej" półki, czasem dzieciak szamał 7-daysa bądź laysy. Cóż, coś w stylu Janusza biznesu. Ot, artykuły pierwszej potrzeby jak widać :).

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (Głosów: 198)

#75498

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam wszystkich.

Historia którą opiszę będzie dotyczyła zakupów. Co prawda brak w niej awanturujących się mamusiek czy moherów, tudzież wrednej pani kasjerki, ale dla mnie i mojego narzeczonego nie mniej piekielnie. Wybraliśmy się na zakupy do pewnego znanego i popularnego sklepu odzieżowego, głównie z myślą o tym, co by mężczyznę mego jakoś przyodziać.

Z butami i kurtką poszło całkiem sprawnie, problem pojawił się w kwestii spodni, koszulek i koszul. Biedny latał do przymierzalni kilka razy ze spodniami, z koszulkami nie było sensu bo wszystko na jedno hipsterskie kopyto. Koszule TYLKO slim, co za tym idzie facet większej postury wygląda w nich dosyć komicznie jak mu się na schabie rozchodzi.

Co do spodni, WSZYSTKIE fasony jakie wydawały się w miarę spełniające te proste wymogi mojego chłopa okazywały się i tak obcisłe i zwężane ku dołowi (długość i rozmiar były dopasowane). Oczywiście pierdyliard odcieni łososiowych, cytrynkowych, jutrzenkowych i pistacjowych.... jak już jakiś jeans to powycierany na żółto, kremowo, sraczko-buraczkowo...

A nam chodziło tylko o zwykłe, proste, czarne bądź granatowe jeansy dla faceta i klasyczną ciemną koszulę bez hipsterskich kratek, motywów kwiatowych czy motylków. Serio tak się teraz ubierają faceci XXI wieku ?

ps. Jeśli o mnie chodzi osobiście też obeszłam masę sklepów i NIGDZIE nie trafiłam na zwykłe jeansy dla kobiet z "prostymi" nogawkami. Wszędzie to rurkowe gówno odkrywające połowę tyłka...

Edit:
Widzę, że niektórzy mają wielki problem i wydaje im się, że dla mnie wielką zbrodnią i obraza majestatu jest ubieranie się przez innych w kolorowe, obcisłe ciuchy. Nie, nie jest. Zwisa mi to i powiewa. Po prostu drażniący jest fakt, że wśród tych fikuśnych modnych strojów całkowicie wypiera się proste klasyczne ubrania. I żeby kupić coś takiego trzeba się porządnie naszukać albo zamawiać w internecie co często wiąże się z obawami czy aby na pewno rozmiar dobry itp.

Skomentuj (165) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 258 (Głosów: 434)

#75137

(PW) ·
| Do ulubionych
Taki mały absurd losu. Załóż konto na "anonimowych", dodaj tam swoje "anonimowe" wyznanie, dosłownie (nikt nie wie o tym co tam opisałam jeśli chodzi o moich znajomych i rodzinę). Dostań wiadomość o treści "To wyznanie przeczytał już moderator, ale nie trafiło jeszcze do poczekalni. Możesz wysłać link do niego swoim znajomym. Jeśli zagłosują, jest większa szansa, że trafi do poczekalni, a nawet na główną."...

No przecież to takie logiczne, że zakładasz tam konto i opisujesz swoje przeżycia, żeby potem rozsyłać je do wszystkich ziomków i żebrać o "lajki" aby choć dostąpić łaski trafienia do POCZEKALNI :). Coś chyba poszło nie tak, rozczarowałam się Panie Adminie.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 253 (Głosów: 285)

#74000

(PW) ·
| Do ulubionych
Przed chwilą na facebooku zobaczyłam coś, co troszeczkę mnie zgorszyło i czego nie rozumiem. Dużo się słyszy o mamuśkach, pieluchowym zapaleniu mózgu itp. No ale luuuudzie.

Przez przypadek natrafiłam na zdjęcie mojej znajomej, na którym siedzi z koleżanką na jakimś przyjęciu (wnioskując po strojach i fryzurach), przy zastawionym wszelakimi smakołykami stole, pięknie obie wykadrowane i doskonale wszystko widoczne. Obie z cyckiem na wierzchu, karmiące swoje pociechy. Nie mam jej w znajomych, galeria niezabezpieczona, każdy może wejść i podziwiać "namlecznione wymionka".
Aż i mnie z wrażenia cycki opadły...

Należę do tej części społeczeństwa, która nie jest zwolenniczką ochowania i achowania nad "wystawianiem damskich krągłości" gdzie popadnie. Nawet jeżeli już, to widziałam jak kobiety zakrywają się chustami i było spoko.

Bądź zwolennikiem publicznego, ostentacyjnego karmienia piersią bez względu na miejsce i otoczenie - jest ok.
Bądź przeciwnikiem - i nagle wszystkim odpierdziela.

Skomentuj (70) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (Głosów: 342)

#73443

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam. Poruszę dziś dosyć kontrowersyjny temat, mianowicie strajki.

Mieszkam na ulicy Wiejskiej, tuż przy samym sejmie.
Ja rozumiem, że ludzie się wściekają i organizują protesty. Odkąd PIS doszedł do władzy, tego typu rozrywki mam przynajmniej dwa razy w tygodniu. Staram się nie zwracać na to uwagi, rozumiem frustracje i chęć postawienia na swoim.

Jednak właśnie teraz od około 3 godzin dostaję kociokwiku, ponieważ gwizdy, syreny, alarmy, krzyki, wuwuzele, tuby i bomby atomowe wwiercają się w mój mózg niczym wiertło. Pomimo zamkniętych okien, włączonego wiatraka i muzyki hałas jest nie do zniesienia.

Za kilka dni mam egzamin, ni cholery nie mogę się skupić na nauce. Naprzeciwko mojego bloku jest biurowiec, ludzie sobie pracują przy komputerach, generalnie trzeba pracować głową. Jak oni mają się skupić na swojej pracy? Albo nocni pracownicy, którzy muszą się wyspać po pracy. Tematu rodzin z malutkimi dziećmi już nawet nie będę poruszać, bo każdy wie z czym to się je.

Czy nie można takich demonstracji przeprowadzać z trochę większą kulturą i empatią? Piszę, ponieważ cichsze demonstracje też się zdarzają, da się? Da.
Serio to cokolwiek wnosi, że tabuny z trąbkami zatrują życie głównie mieszkańcom i pracownikom w obrębie tego cholernego sejmu? Bo nie sądzę, żeby politycy coś sobie z tego robili :/.
A ludzie mają ochotę walić głową w ścianę po kilku godzinach takiej "rozrywki".

Małe edit.
Pojawiło się (czego się spodziewałam) sporo hejtów w komentarzach. Dla sprostowania, nie jestem paniusią hrabianką, która sobie narzeka z braku lepszego zajęcia. Czytajcie ze zrozumieniem. Nie mam nic przeciwko demonstracjom, przywykłam. W tej historii poruszam sposoby jej przeprowadzania, a nie sam fakt, że takowe są.
A są uciążliwe nieraz baaaardzo. Komentarze typu "to się przeprowadź" - nie sram, za przeproszeniem, pieniędzmi, żeby było mnie na to stać. Podejrzewam, że moi sąsiedzi też nie.

Skomentuj (59) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 274 (Głosów: 348)

1