Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

RudaRakieta

Zamieszcza historie od: 14 stycznia 2016 - 21:12
Ostatnio: 19 maja 2017 - 16:46
  • Historii na głównej: 17 z 28
  • Punktów za historie: 3927
  • Komentarzy: 21
  • Punktów za komentarze: 58
 

#76496

(PW) ·
| Do ulubionych
Z tego co zauważyłam podobają się Wam smaczki z mojej pracy :) Dorzucę więc kolejny.

Jakiś czas temu siedzę sobie, czytam gazetę, no ale że za siedzenie mi nie płacą, to wyszłam zza biureczka, na którym stoi waga i zaczęłam porządkować trzepak stojący metr dalej. Tego dnia miałam na sobie biało-czarne ponczo, coby nie marznąć przy mniejszej aktywności ruchowej. Akurat wtedy było mi nieco za ciepło, więc odłożyłam owe ponczo. Układam sobie ten trzepak i woła mnie klientka:

- Zważ mi to. (Po kolei podaje mi różne ubrania z racji, żeby indywidualne ceny podać).
No to ważę wszystko po kolei. Dochodzimy do ostatniej rzeczy i w tym momencie baba wręcza mi moje ponczo....
- Yyy pani wybaczy, ale to akurat jest moja własność.
- Jak to TWOJA własność?! (od kiedy jesteśmy na ty?) To sobie leżało i ja mam prawo to kupić, a Ty masz obowiązek mi to sprzedać bez dyskusji!

Później akcja się potoczyła szybko, po burzliwej dyskusji odzyskałam ponczo, a babę wywaliłam ze sklepu, ot co.

Pewnie posypią się komentarze, że skąd ona miała wiedzieć, powinnam pilnować itp, i to moja wina, że ją w błąd wprowadziłam.
Zgodziłabym się z Wami w 100%, gdyby nie drobny szczegół. Ponczo było za ladą kasjerską, przewieszone przez oparcie krzesła. To już chyba ewidentnie wskazuje, że jest to czyjaś własność, bądź ktoś to sobie odłożył. Nie zauważyłam, że po nie sięgnęła gdyż byłam odwrócona plecami do kasy, a jego zniknięcia nie zarejestrowałam przez zwykłe rozkojarzenie.
Zadziwia mnie ludzka pazerność...

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 300 (Głosów: 326)

#76433

(PW) ·
| Do ulubionych
Witajcie Piekielni.
Dziś będzie historia o pewnym biednym, niewidomym człowieku i o mnie... kto okazał się piekielny, oceńcie sami.

Siedzę sobie w pracy przy kasie i rozmyślam o świętach. Wtem do sklepu przy wsparciu uczynnego przechodnia wkracza pan z laską niewidomego. Generalnie cała sytuacja mało ważna, wybierałam mu koszulę na święta. Pomijając fakt, że był tupeciarzem (no bo przecież skoro jest niewidomy to każdy ma wokół niego skakać), to jeszcze potwornie śmierdział i miał okrutnie brudne ubranie na które mierzył ową koszulę. Jakoś wytrwałam, starałam się być uczynną i życzliwą osobą, latałam wokół śmierdziela dobre 30 min przy czym minimum 2 razy zbierało mi się na wymioty.

Po tych 30 minutach udało się, wybrał koszulę, zapłacone, zapakowane. Prosi mnie jeszcze żebym mu pomogła wyjść ze sklepu. Ok, pomogłam, bierze mnie pod rękę i wyprowadzam go na zewnątrz. Wracam na stanowisko pracy ale odświeżacz powietrza nie może sobie poradzić z fetorem pozostawionym przez owego pana. Mówię więc kumpeli, że muszę wyjść na świeże powietrze, przy okazji skoczę do sklepiku obok bo nie miałam nic do jedzenia. Nawet kapci nie zmieniłam, zarzuciłam palto i wychodzę.
Przed sklepem stoi owy pan i mówi żeby go na przystanek odprowadzić.

Myślę - ok, to w końcu 20 metrów na wprost. Pan łapie mnie pod rękę i dreptamy z prędkością 1km/h na autobus. Dochodzimy, a ten do mnie że on na tramwaj chciał w taką a taką stronę i żeby z nim poczekać bo nie wie kiedy wsiąść. Ja oczy jak 5 zł i zgodnie z prawdą mówię mu, że jestem w pracy i wyskoczyłam tylko na 5 min po coś do jedzenia i nie jestem w stanie go odprowadzać i z nim czekać (zwłaszcza, że średnio ogarniam okolicę, a na oko licząc dojście do przystanku i wsadzenie w tramwaj jegomościa to około 20 min roboty).

Co zrobił biedny niewidomy pan ? Zaczął mnie szarpać za te nieszczęsne przedramię, wyzywać od egoistycznych gówniar, narzekać na znieczulicę polskiego narodu, że każdemu się zawsze śpieszy i najlepiej to żeby "matka mi zdechła w te święta" bo na więcej nie zasługuję skoro się zobowiązałam pomóc a teraz odmawiam.

Ludzie na tym przystanku patrzyli na mnie z mordem w oczach, ale nikt pomocy nie zaoferował... Jak zazwyczaj staram się podchodzić z dystansem do różnych sytuacji, tak teraz łzy mi pociekły.
W końcu wracając z tą nieszczęsną bułką, zawyta i zasmarkana widziałam jak ktoś pana w stronę tramwajów prowadzi.
Kto piekielny... ja? Niewidomy? Czy ludzie którzy pozwalają takim niesamodzielnym osobom poruszać się samemu po mieście? A potem oni mają pretensję do obcych, że są egoistyczni i znieczuleni...
Chciałam dobrze, wyszło jak zwykle...

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 223 (Głosów: 261)

#76295

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w lumpie. Ostatnio pisałam o dwóch typach klientek które doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Doszedł trzeci.
Obok kasy stoją kosze z rajstopami i bielizną. O ile większość rzeczy w takich sklepach jest używana itp, tak majtki czy rajstopy są przeważnie nowe i fabrycznie zapakowane. Nad koszem wisi wielka, bijąca po oczach kartka z napisem "PROSIMY NIE WYJMOWAĆ Z OPAKOWAŃ RAJSTOP". Co robi 90% klientek ? Rozrywa folię, kartoniki (przy okazji oczywiście dziurawiąc bądź zaciągając rajstopy). Nawet nie zadadzą sobie na tyle trudu, żeby choć zerknąć na rozmiarówkę na opakowaniu, lub spytać kasjerkę. I nie chodzi mi tutaj o delikatne wyjęcie z opakowania i oględziny, tylko normalne rozrywanie niczym paczkę chipsów.

Wczoraj akurat koleżanka stała obok takiego kosza i porządkowała sobie kasę. Podchodzi babsko i zaczyna miąchać w tych rajstopach perfidnie oddzierając górę opakowań jak zamknięta kopertę. Koleżanka się wk**wiła i zwraca stanowczo uwagę. Oburzona baba zaczyna wymachiwać rękami w naszą stronę z tekstem:

- TO JAK JA MAM TO KUPIĆ ?! JA MUSZĘ WIEDZIEĆ JAKI TO ROZMIAR, KOLOR (kolor był widoczny przez folijkę), JA W CIEMNO TYLE PIENIĘDZY WYDAWAĆ NIE BĘDĘ!! (uwaga, koszt takich rajstop to około 3-5zł).
- Rozmiary są na opakowaniu, kolor również widać, jeśli nie była pani pewna trzeba było spytać którąś z nas.
- ALE JA MAM PRAWO TE RAJSTOPY OGLĄDNĄĆ PRZED ZAKUPEM !! PANIE ZE MNĄ NIE DYSKUTUJĄ!
- A jak pani wejdzie do normalnego sklepu to też pani po kolei wszystko z opakowania wyciąga?
- "...."
Wyszła, rajstop nie kupiła, ratować opakowania ja musiałam, choć i tak już wyglądały jak psu z d. wyjęte...

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 240 (Głosów: 256)

#76162

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w lumpeksie. Generalnie lubię swoją pracę, klienci zwykle są mili i o dziwo nie zostawiają po sobie bałaganu na sklepie. Jak wszędzie jednak zdarzają się piekielne perełki, ale póki co wygrywają dwa typy pań:

1. Panie które opatulone w puchowe kurtki, szaliki, czapki i 50 swetrów podchodzą do mnie z bluzeczkami, sweterkami, sukienkami pytając, czy to będzie na nie dobre. Na moją delikatną sugestię, że najlepiej będzie skorzystać z przymierzalni i samemu przekonać się co do prawidłowości rozmiaru zwykle słyszę, że im się nie chce, czasu nie będą marnować i żebym ja im powiedziała. Rentgenu w oczach póki co nie mam więc rozkładam ręce w niemocy. Wtedy panie najczęściej się obrażają i podważają mniej lub bardziej brutalnie moją kompetencję. Nie jest to pojedynczy przypadek, dziennie miewam kilka takich klientek.

2. Panie które podchodzą do mnie i żądającym tonem zaczynają monolog:
- potrzebuję miętowego sweterka z bawełny zapinanego na guziki z dekoltem w serek rozmiar 38 a i żeby jeszcze miał wytłaczany wzorek na przodzie.
Na moją delikatną sugestię, w jakim mniej więcej miejscu mogą takowego szukać i życzę miłych zakupów, odchodzą oburzone i obrażone bo przecież moim obowiązkiem jest żeby im to znaleźć i podać do ręki.

Jak wyglądają lumpeksy każdy wie. Miszmasz totalny, podział na jakieś główne działy typu damski, męski, kurtki, spodnie. Sprzedawca nie ma obowiązku latać za jednym klientem i spełniać jego zachcianek jak w zwykłym odzieżowym butiku.

Polityka sklepu nie zakłada wciskania ludziom wszystkiego jak leci byleby sprzedać. Chcesz, kupujesz, nie chcesz to nie, jak nie wiem czy się w coś zmieścisz albo czy ci w tym do twarzy to się nie wypowiadam.

Kiedy możemy i wiemy jak to zrobić, staramy się pomagać, ale pamiętajcie, że lumpeks jest lumpeksem. Główną rolą pań tam pracujących jest obsługa kasy, dokładanie towaru, pilnowanie sklepu i porządku na nim, a nie bawienie się w doradców modowych i pomagierów do szukania i noszenia zakupów.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 210 (Głosów: 218)
zarchiwizowany

#76116

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Piekielne są babcie idące o kulach z prędkością 0,5km/h ŚRODKIEM chodnika. W taki sposób, że ni to z lewej ni to z prawej wyminąć ich nie sposób. Ignorujące coraz to bardziej natarczywe "przepraszam" ze strony innych użytkowników kostki brukowej. Pomstujące na temat niewychowanej młodzieży w momencie gdy człowiek traci cierpliwość i manewrując lekko szturchnie takową w bok lub balkonik. A jak już idą w parach to bywa dużo ciekawiej. Nic tylko jeszcze czerwony dywanik rozłożyć...

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (Głosów: 138)

#75938

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historię o żebraku ze smartfonem, przypomniała mi się podobna historia. Swego czasu w drodze do pracy często mijałam mężczyznę z na oko 8-letnim chłopcem siedzących przed sklepem z kubkiem i tabliczką w stylu "zbieram na jedzenie". Ubrani byli schludnie, normalnie, jak przeciętny obywatel. Nie to jednak przykuło moją uwagę.

Zawsze obok nich stały duże butelki pepsi, nestea czy innego napoju z "górnej" półki, czasem dzieciak szamał 7-daysa bądź laysy. Cóż, coś w stylu Janusza biznesu. Ot, artykuły pierwszej potrzeby jak widać :).

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (Głosów: 202)

#75498

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam wszystkich.

Historia którą opiszę będzie dotyczyła zakupów. Co prawda brak w niej awanturujących się mamusiek czy moherów, tudzież wrednej pani kasjerki, ale dla mnie i mojego narzeczonego nie mniej piekielnie. Wybraliśmy się na zakupy do pewnego znanego i popularnego sklepu odzieżowego, głównie z myślą o tym, co by mężczyznę mego jakoś przyodziać.

Z butami i kurtką poszło całkiem sprawnie, problem pojawił się w kwestii spodni, koszulek i koszul. Biedny latał do przymierzalni kilka razy ze spodniami, z koszulkami nie było sensu bo wszystko na jedno hipsterskie kopyto. Koszule TYLKO slim, co za tym idzie facet większej postury wygląda w nich dosyć komicznie jak mu się na schabie rozchodzi.

Co do spodni, WSZYSTKIE fasony jakie wydawały się w miarę spełniające te proste wymogi mojego chłopa okazywały się i tak obcisłe i zwężane ku dołowi (długość i rozmiar były dopasowane). Oczywiście pierdyliard odcieni łososiowych, cytrynkowych, jutrzenkowych i pistacjowych.... jak już jakiś jeans to powycierany na żółto, kremowo, sraczko-buraczkowo...

A nam chodziło tylko o zwykłe, proste, czarne bądź granatowe jeansy dla faceta i klasyczną ciemną koszulę bez hipsterskich kratek, motywów kwiatowych czy motylków. Serio tak się teraz ubierają faceci XXI wieku ?

ps. Jeśli o mnie chodzi osobiście też obeszłam masę sklepów i NIGDZIE nie trafiłam na zwykłe jeansy dla kobiet z "prostymi" nogawkami. Wszędzie to rurkowe gówno odkrywające połowę tyłka...

Edit:
Widzę, że niektórzy mają wielki problem i wydaje im się, że dla mnie wielką zbrodnią i obraza majestatu jest ubieranie się przez innych w kolorowe, obcisłe ciuchy. Nie, nie jest. Zwisa mi to i powiewa. Po prostu drażniący jest fakt, że wśród tych fikuśnych modnych strojów całkowicie wypiera się proste klasyczne ubrania. I żeby kupić coś takiego trzeba się porządnie naszukać albo zamawiać w internecie co często wiąże się z obawami czy aby na pewno rozmiar dobry itp.

Skomentuj (165) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 261 (Głosów: 437)

#75137

(PW) ·
| Do ulubionych
Taki mały absurd losu. Załóż konto na "anonimowych", dodaj tam swoje "anonimowe" wyznanie, dosłownie (nikt nie wie o tym co tam opisałam jeśli chodzi o moich znajomych i rodzinę). Dostań wiadomość o treści "To wyznanie przeczytał już moderator, ale nie trafiło jeszcze do poczekalni. Możesz wysłać link do niego swoim znajomym. Jeśli zagłosują, jest większa szansa, że trafi do poczekalni, a nawet na główną."...

No przecież to takie logiczne, że zakładasz tam konto i opisujesz swoje przeżycia, żeby potem rozsyłać je do wszystkich ziomków i żebrać o "lajki" aby choć dostąpić łaski trafienia do POCZEKALNI :). Coś chyba poszło nie tak, rozczarowałam się Panie Adminie.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 257 (Głosów: 289)

#74000

(PW) ·
| Do ulubionych
Przed chwilą na facebooku zobaczyłam coś, co troszeczkę mnie zgorszyło i czego nie rozumiem. Dużo się słyszy o mamuśkach, pieluchowym zapaleniu mózgu itp. No ale luuuudzie.

Przez przypadek natrafiłam na zdjęcie mojej znajomej, na którym siedzi z koleżanką na jakimś przyjęciu (wnioskując po strojach i fryzurach), przy zastawionym wszelakimi smakołykami stole, pięknie obie wykadrowane i doskonale wszystko widoczne. Obie z cyckiem na wierzchu, karmiące swoje pociechy. Nie mam jej w znajomych, galeria niezabezpieczona, każdy może wejść i podziwiać "namlecznione wymionka".
Aż i mnie z wrażenia cycki opadły...

Należę do tej części społeczeństwa, która nie jest zwolenniczką ochowania i achowania nad "wystawianiem damskich krągłości" gdzie popadnie. Nawet jeżeli już, to widziałam jak kobiety zakrywają się chustami i było spoko.

Bądź zwolennikiem publicznego, ostentacyjnego karmienia piersią bez względu na miejsce i otoczenie - jest ok.
Bądź przeciwnikiem - i nagle wszystkim odpierdziela.

Skomentuj (70) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (Głosów: 346)
zarchiwizowany

#74364

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witajcie.
Przypomniała mi się historia, kiedy wraz z drugą połówką postanowiliśmy zaadoptować zwierzaka. Już jakiś czas mieszkaliśmy razem, oboje zawsze wśród zwierząt chowani, to i postanowiliśmy pójść o krok dalej i sprawić sobie futerkową pociechę. Stanęło na kocie. Oboje wtedy pracowaliśmy na pełny etat, dodatkowo ja na różne zmiany więc doszliśmy do wniosku że pies się będzie męczył. Wszystkie szczegóły dogadane, transporter z kocem zabrany, transport załatwiony no to jazda. Przyjechaliśmy do schroniska, miła pani pokazała Nam śliczną, malutką czarną kotkę o wielkich zielonych oczach. Zakochałam się, na dodatek Młoda zaczęła włazić mi na ręce i się przymilać. W tym momencie juz było pozamiatane, a znając siebie nie chciałam iść do kolejnych boksów bo najchętniej to bym wszystkie koty zabrała. Luby się uparł i zaciągnął mnie do kolejnych boksów. W jednym z nich zastaliśmy Kokoska, wielki, 5-cio letni kocur ze smutną przeszłością o pięknym, dymnym, milusim futerku (stąd imię Kokos, z zewnątrz czarny, pod spodem bielutkie futerko). I w tym przypadku się zakochałam. Decyzja nie była łatwa do podjęcia, bo nastawiłam się na jednego kota. Luby natomiast chował się z trzema futrami całe życie i razem ze swoją mama przegadali mnie, że jednemu smutno będzie, żebyśmy wzięli oba itd. Miętka jestem więc się zgodziłam. Przyszło do podpisywania papierów, pobieżne badania itp. Wszystko załatwione (uprzedzaliśmy wcześniej, że mamy tylko jeden transporter bo przyjechaliśmy z myślą o jednym kotku, wszystko było ok, proszę się nie martwić, da się to załatwić), idziemy odebrać koty. Tutaj przejął nas (P)iekielny pan. Wyłuszczamy sprawę, podajemy papiery, o sytuacji z transportem mówimy i się zaczyna wjazd na moją drugą połówkę:
-(P) Pan jest chyba niepoważny, co pan sobie myśli, że ja koty do jednego transportera włożę (no chyba nie, ustalaliśmy to)? Mężczyzna się znalazł, ja kotów w takich warunkach nie oddam, co narzeczonej też pan każe na podłodze spać (???!!!)? W ogóle nie sprawdzają komu te biedne zwierzaki pod opiekę dają.
Byłam tak zmieszana tą sytuacją, że nawet się nie odezwałam bo brakło mi słów.
Transporter i dodatkowy kocyk się znalazł (schronisko jest w stanie takowe wypożyczyć w razie potrzeby). Sierście mieszkają z Nami już 1,5 roku i niczego im nie brakuje, są szczęśliwymi i bardzo zadbanymi kotami.
Nie wiem co piekielnym panem kierowało, rozumiem że chce dla zwierzaków jak najlepiej ale tego się nie spodziewałam. Przecież nie zrobiliśmy tego specjalnie. Zamiast się cieszyć, że zbiegiem okoliczności dwa zwierzaki mają szansę na kochający dom, to wyskakuje z chamskimi pretensjami że z jednym transporterem po koty przyjeżdżamy.
Uprzedzając pytania, jak wspomniałam wyżej, kiedy już padła decyzja, że bierzemy oba koty, od razu poinformowaliśmy o sytuacji z transporterem. Po 2. pan piekielny również został o tym poinformowany, choć ciężko było wejść mu w monolog jakimi to złymi i nieodpowiedzialnymi ludźmi jesteśmy.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (Głosów: 28)