Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

RudaRakieta

Zamieszcza historie od: 14 stycznia 2016 - 21:12
Ostatnio: 30 marca 2017 - 18:48
  • Historii na głównej: 11 z 22
  • Punktów za historie: 2878
  • Komentarzy: 16
  • Punktów za komentarze: 45
 

#75498

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam wszystkich.

Historia którą opiszę będzie dotyczyła zakupów. Co prawda brak w niej awanturujących się mamusiek czy moherów, tudzież wrednej pani kasjerki, ale dla mnie i mojego narzeczonego nie mniej piekielnie. Wybraliśmy się na zakupy do pewnego znanego i popularnego sklepu odzieżowego, głównie z myślą o tym, co by mężczyznę mego jakoś przyodziać.

Z butami i kurtką poszło całkiem sprawnie, problem pojawił się w kwestii spodni, koszulek i koszul. Biedny latał do przymierzalni kilka razy ze spodniami, z koszulkami nie było sensu bo wszystko na jedno hipsterskie kopyto. Koszule TYLKO slim, co za tym idzie facet większej postury wygląda w nich dosyć komicznie jak mu się na schabie rozchodzi.

Co do spodni, WSZYSTKIE fasony jakie wydawały się w miarę spełniające te proste wymogi mojego chłopa okazywały się i tak obcisłe i zwężane ku dołowi (długość i rozmiar były dopasowane). Oczywiście pierdyliard odcieni łososiowych, cytrynkowych, jutrzenkowych i pistacjowych.... jak już jakiś jeans to powycierany na żółto, kremowo, sraczko-buraczkowo...

A nam chodziło tylko o zwykłe, proste, czarne bądź granatowe jeansy dla faceta i klasyczną ciemną koszulę bez hipsterskich kratek, motywów kwiatowych czy motylków. Serio tak się teraz ubierają faceci XXI wieku ?

ps. Jeśli o mnie chodzi osobiście też obeszłam masę sklepów i NIGDZIE nie trafiłam na zwykłe jeansy dla kobiet z "prostymi" nogawkami. Wszędzie to rurkowe gówno odkrywające połowę tyłka...

Edit:
Widzę, że niektórzy mają wielki problem i wydaje im się, że dla mnie wielką zbrodnią i obraza majestatu jest ubieranie się przez innych w kolorowe, obcisłe ciuchy. Nie, nie jest. Zwisa mi to i powiewa. Po prostu drażniący jest fakt, że wśród tych fikuśnych modnych strojów całkowicie wypiera się proste klasyczne ubrania. I żeby kupić coś takiego trzeba się porządnie naszukać albo zamawiać w internecie co często wiąże się z obawami czy aby na pewno rozmiar dobry itp.

Skomentuj (165) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 259 (Głosów: 435)

#75137

(PW) ·
| Do ulubionych
Taki mały absurd losu. Załóż konto na "anonimowych", dodaj tam swoje "anonimowe" wyznanie, dosłownie (nikt nie wie o tym co tam opisałam jeśli chodzi o moich znajomych i rodzinę). Dostań wiadomość o treści "To wyznanie przeczytał już moderator, ale nie trafiło jeszcze do poczekalni. Możesz wysłać link do niego swoim znajomym. Jeśli zagłosują, jest większa szansa, że trafi do poczekalni, a nawet na główną."...

No przecież to takie logiczne, że zakładasz tam konto i opisujesz swoje przeżycia, żeby potem rozsyłać je do wszystkich ziomków i żebrać o "lajki" aby choć dostąpić łaski trafienia do POCZEKALNI :). Coś chyba poszło nie tak, rozczarowałam się Panie Adminie.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 254 (Głosów: 286)

#74000

(PW) ·
| Do ulubionych
Przed chwilą na facebooku zobaczyłam coś, co troszeczkę mnie zgorszyło i czego nie rozumiem. Dużo się słyszy o mamuśkach, pieluchowym zapaleniu mózgu itp. No ale luuuudzie.

Przez przypadek natrafiłam na zdjęcie mojej znajomej, na którym siedzi z koleżanką na jakimś przyjęciu (wnioskując po strojach i fryzurach), przy zastawionym wszelakimi smakołykami stole, pięknie obie wykadrowane i doskonale wszystko widoczne. Obie z cyckiem na wierzchu, karmiące swoje pociechy. Nie mam jej w znajomych, galeria niezabezpieczona, każdy może wejść i podziwiać "namlecznione wymionka".
Aż i mnie z wrażenia cycki opadły...

Należę do tej części społeczeństwa, która nie jest zwolenniczką ochowania i achowania nad "wystawianiem damskich krągłości" gdzie popadnie. Nawet jeżeli już, to widziałam jak kobiety zakrywają się chustami i było spoko.

Bądź zwolennikiem publicznego, ostentacyjnego karmienia piersią bez względu na miejsce i otoczenie - jest ok.
Bądź przeciwnikiem - i nagle wszystkim odpierdziela.

Skomentuj (70) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (Głosów: 343)
zarchiwizowany

#74364

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witajcie.
Przypomniała mi się historia, kiedy wraz z drugą połówką postanowiliśmy zaadoptować zwierzaka. Już jakiś czas mieszkaliśmy razem, oboje zawsze wśród zwierząt chowani, to i postanowiliśmy pójść o krok dalej i sprawić sobie futerkową pociechę. Stanęło na kocie. Oboje wtedy pracowaliśmy na pełny etat, dodatkowo ja na różne zmiany więc doszliśmy do wniosku że pies się będzie męczył. Wszystkie szczegóły dogadane, transporter z kocem zabrany, transport załatwiony no to jazda. Przyjechaliśmy do schroniska, miła pani pokazała Nam śliczną, malutką czarną kotkę o wielkich zielonych oczach. Zakochałam się, na dodatek Młoda zaczęła włazić mi na ręce i się przymilać. W tym momencie juz było pozamiatane, a znając siebie nie chciałam iść do kolejnych boksów bo najchętniej to bym wszystkie koty zabrała. Luby się uparł i zaciągnął mnie do kolejnych boksów. W jednym z nich zastaliśmy Kokoska, wielki, 5-cio letni kocur ze smutną przeszłością o pięknym, dymnym, milusim futerku (stąd imię Kokos, z zewnątrz czarny, pod spodem bielutkie futerko). I w tym przypadku się zakochałam. Decyzja nie była łatwa do podjęcia, bo nastawiłam się na jednego kota. Luby natomiast chował się z trzema futrami całe życie i razem ze swoją mama przegadali mnie, że jednemu smutno będzie, żebyśmy wzięli oba itd. Miętka jestem więc się zgodziłam. Przyszło do podpisywania papierów, pobieżne badania itp. Wszystko załatwione (uprzedzaliśmy wcześniej, że mamy tylko jeden transporter bo przyjechaliśmy z myślą o jednym kotku, wszystko było ok, proszę się nie martwić, da się to załatwić), idziemy odebrać koty. Tutaj przejął nas (P)iekielny pan. Wyłuszczamy sprawę, podajemy papiery, o sytuacji z transportem mówimy i się zaczyna wjazd na moją drugą połówkę:
-(P) Pan jest chyba niepoważny, co pan sobie myśli, że ja koty do jednego transportera włożę (no chyba nie, ustalaliśmy to)? Mężczyzna się znalazł, ja kotów w takich warunkach nie oddam, co narzeczonej też pan każe na podłodze spać (???!!!)? W ogóle nie sprawdzają komu te biedne zwierzaki pod opiekę dają.
Byłam tak zmieszana tą sytuacją, że nawet się nie odezwałam bo brakło mi słów.
Transporter i dodatkowy kocyk się znalazł (schronisko jest w stanie takowe wypożyczyć w razie potrzeby). Sierście mieszkają z Nami już 1,5 roku i niczego im nie brakuje, są szczęśliwymi i bardzo zadbanymi kotami.
Nie wiem co piekielnym panem kierowało, rozumiem że chce dla zwierzaków jak najlepiej ale tego się nie spodziewałam. Przecież nie zrobiliśmy tego specjalnie. Zamiast się cieszyć, że zbiegiem okoliczności dwa zwierzaki mają szansę na kochający dom, to wyskakuje z chamskimi pretensjami że z jednym transporterem po koty przyjeżdżamy.
Uprzedzając pytania, jak wspomniałam wyżej, kiedy już padła decyzja, że bierzemy oba koty, od razu poinformowaliśmy o sytuacji z transporterem. Po 2. pan piekielny również został o tym poinformowany, choć ciężko było wejść mu w monolog jakimi to złymi i nieodpowiedzialnymi ludźmi jesteśmy.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (Głosów: 28)
zarchiwizowany
Przypomniała mi się taka śmieszna historia :). Pewnej niedzieli wybrałam się z lubym na spacer. Jesteśmy dosyć charakterystyczni, zwłaszcza on, długie włosy, zarost, czarny kolor znakiem rozpoznawczym, takie metalowe klimaty. Mimo swego wyglądu jest tak spokojnym i łagodnym człowiekiem, że w życiu takiego nie spotkałam, ale jak trzeba to potrafi ripostą zarzucić, inteligentną. Tak więc, idziemy sobie pod rączkę, chyba akurat po mszy było bo co chwilę jakaś babcia z różańcem dreptała. W pewnym momencie jedna taka przystanęła, zlustrowała Nas od góry do dołu i w te tony (b-babcia, l-luby):
b: kto to widział ! Szatany jedne, czarne jak piekło ! Kto to widział żeby chłopak długie włosy nosił ! Wstydziłbyś się ! Obraza dla Boga !
Na to mój luby przystanął również, w oczy babci spojrzał i tak oto rzecze:
l: Babciu. A Jezus to jakie miał włosy ?
Takiego buraka i zmieszania na twarzy nigdy nie widziałam :D, babcia ruszyła w swoją stronę w zastraszającym tempie.
Kto Waszym zdaniem był piekielny ? Babcia, czy moja druga połówka :D ?

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -3 (Głosów: 39)
zarchiwizowany
Będzie o panci i jej piesku. Około 7 rano obudziły mnie krzyki, wciąż te same, z różnym natężeniem decybeli, ale myślę, że całe osiedle je słyszało skoro nawet moja druga połówka o kamiennym śnie się zbudziła. Krzyki brzmiały "Puśka, chodź tu!!!" I w te tony, przez 15 min (specjalnie patrzyłam na zegarek). Otóż pancia wypuściła pieska, a piesek w treść zasady hulaj dusza piekła nie ma-zwiał. Pancię już znam, nie jest to pierwsza taka sytuacja, różnią się jedynie godziny. Piesek nie wygląda na groźnego, wręcz przeciwnie ale jest średniej wielkości, baaaardzo rozbrykany, bez kagańca. Osoby które psów się boją lub ich nie lubią mogłyby mieć spory problem w momencie kiedy rozpędzone psisko biegnie wprost na nie w celu okazania uczuć. Tudzież zawsze taki może wybiec na drogę nie patrząc czy nic nie jedzie na wprost. Opcji na nieszczęśliwe zakończenie takiej sytuacji jest wiele. Teraz moje pytanie. Skoro pancia nie umie zapanować nad pieskiem, to czemu spuszcza go ze smyczy ? Jak wyżej, byłam świadkiem o ile dobrze pamiętam już czwartej takiej sytuacji.15-20-to minutowa batalia, krzyki i zszargane nerwy. No nie wiem jak to skomentować...

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (Głosów: 120)
zarchiwizowany
Dziś będzie krótko. Czasem wydaje mi się, że piekielnymi są sami piekielni. Nie są to sytuacje związane tylko i wyłącznie z tym portalem, ale też się zdarza, widziałam nie raz i nie dwa. Nie każda historia spotyka się z aprobatą, są słabsze, nie wstrzelają się w gusta jak np. znany i lubiany temat "kurierzy" (oklepany btw :)). Ale krytykować też trzeba umieć. Przytoczę przykład komentarza z pewnego portalu:
-"Dziwię się, że Twój facet Cię jeszcze nie kopnął w tyłek i nie wyprowadził się do innej kobiety. Tyle ich chodzi po ulicach, wolnych, zadbanych i bez stukniętej mamuśki na głowie."
Nie będę tutaj strzelać przykładami bo chyba każdy wie o co chodzi. A jak nie wie, to niech wejdzie gdziekolwiek w jakiekolwiek komentarze.

A moje najulubieńsze zachowanie komentujących jest w momencie, kiedy ktoś pisząc tekst, i różnych przyczyn (stres, pośpiech, zwykłe przeoczenie)zrobi błąd, literówka tudzież przecinek nie tam gdzie trzeba, to zaraz się pojawia fala hejtów żeby przysłowiowo "wypierdzielał do podstawówki uczyć się pisać", albo "przestudiował słownik poprawnej polszczyzny". Nie raz komentarze dotyczące głupiego "ż/rz" sypią się słupkami, nieważne że 10 osób wzwyż napisało to samo.
Serio tacy święci jesteście i niezależnie od sytuacji czy wkurzył was facet/kobieta, czy płonie dom, każde słowo wpisujecie z odpowiednim namaszczeniem i nie zdarza wam się zrobić błędu?
Może i mało piekielne, dla mnie natomiast irytujące.

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 5 (Głosów: 63)
zarchiwizowany
Witam wszystkich. Dziś będzie o bezdomnych przy sklepach. Nieopodal mojego bloku znajduje się sklep. Często do niego chodzę po jakieś drobne zakupy, to i wszystkie panie kasjerki mnie znają, nawet się czasem pogawędzić Nam uda. Równie częstym gościem jest pewien jak mniemam, bezdomny, siedzący przy drzwiach i proszący o jedzenie. Dobre serce mam, to raz mu coś tam kupiłam, ale jak zaczęłam go widywać z browarem w ręku w towarzystwie równie imponująco wyglądających i zachowujących się "Sebków", to dzień dobroci dla zwierząt z mojej strony się skończył.
Przejdźmy do sedna sprawy. Podczas jednej z wizyt w sklepie, stojąc już przy kasie i rozmawiając o pogodzie z kasjerką, wchodzi sobie klient i od razu pretensje do pani zza lady, że jak to tak, że bezdomny siedzi i ludzi przy wejściu zaczepia, że ona MA COŚ Z TYM ZROBIĆ, po czym ruszył między regały. Wtedy nieco zasmucona pani (nazwijmy ją roboczo) Kasia takim oto monologiem zarzuciła: "Pani Rakietko, my już nie wiemy co w tej sytuacji robić. Proszę się nie nabierać, że on o jedzenie prosi, bo nie raz któraś z Nas widziała jak wyrzuca w krzaki obok dopiero co podarowaną przez kogoś bułkę czy sałatkę. On już sobie taki system wyrobił, że niby o jedzenie prosi, a ludzie zabiegani to częściej pieniążkiem zarzucą. Jednym klientom to lata, a innym przeszkadza i nam robią awantury, że oni sobie nie życzą, żeby jakiś menel pod Naszymi drzwiami ich zaczepiał. Raz mu wyszłam zwrócić uwagę to mnie zwyzywał. I co by człowiek nie zrobił, to ten wraca jak bumerang".
Żal mi pani Kasi i innych pań ze sklepu. Przecież to nie ich wina, że przyjdzie taki i się pod nogami plącze. Jak dla mnie cała sytuacja jest piekielna, a kto po ile od siebie dokłada, oceńcie sami.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (Głosów: 35)

#73443

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam. Poruszę dziś dosyć kontrowersyjny temat, mianowicie strajki.

Mieszkam na ulicy Wiejskiej, tuż przy samym sejmie.
Ja rozumiem, że ludzie się wściekają i organizują protesty. Odkąd PIS doszedł do władzy, tego typu rozrywki mam przynajmniej dwa razy w tygodniu. Staram się nie zwracać na to uwagi, rozumiem frustracje i chęć postawienia na swoim.

Jednak właśnie teraz od około 3 godzin dostaję kociokwiku, ponieważ gwizdy, syreny, alarmy, krzyki, wuwuzele, tuby i bomby atomowe wwiercają się w mój mózg niczym wiertło. Pomimo zamkniętych okien, włączonego wiatraka i muzyki hałas jest nie do zniesienia.

Za kilka dni mam egzamin, ni cholery nie mogę się skupić na nauce. Naprzeciwko mojego bloku jest biurowiec, ludzie sobie pracują przy komputerach, generalnie trzeba pracować głową. Jak oni mają się skupić na swojej pracy? Albo nocni pracownicy, którzy muszą się wyspać po pracy. Tematu rodzin z malutkimi dziećmi już nawet nie będę poruszać, bo każdy wie z czym to się je.

Czy nie można takich demonstracji przeprowadzać z trochę większą kulturą i empatią? Piszę, ponieważ cichsze demonstracje też się zdarzają, da się? Da.
Serio to cokolwiek wnosi, że tabuny z trąbkami zatrują życie głównie mieszkańcom i pracownikom w obrębie tego cholernego sejmu? Bo nie sądzę, żeby politycy coś sobie z tego robili :/.
A ludzie mają ochotę walić głową w ścianę po kilku godzinach takiej "rozrywki".

Małe edit.
Pojawiło się (czego się spodziewałam) sporo hejtów w komentarzach. Dla sprostowania, nie jestem paniusią hrabianką, która sobie narzeka z braku lepszego zajęcia. Czytajcie ze zrozumieniem. Nie mam nic przeciwko demonstracjom, przywykłam. W tej historii poruszam sposoby jej przeprowadzania, a nie sam fakt, że takowe są.
A są uciążliwe nieraz baaaardzo. Komentarze typu "to się przeprowadź" - nie sram, za przeproszeniem, pieniędzmi, żeby było mnie na to stać. Podejrzewam, że moi sąsiedzi też nie.

Skomentuj (59) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 274 (Głosów: 348)
zarchiwizowany

#73553

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witajcie !
Ta oto historia będzie dotyczyć... odchudzania.
Należę do tego typu osób które nie są fit, nie brzydzą się chipsów, pizzy czy czekolady. Prostując jeszcze daną wypowiedź-nie jem tego na okrągło, gotuję zazwyczaj sama a słodkiego raczej nie tykam. Ale lubię sobie od czasu do czasu zaszaleć i zamówić kfc czy zjeść inny "szit" typu paluszki, popcorn itp.
Ostatnio zdałam sobie sprawę, że chyba jednak powinnam ograniczyć w znacznym stopniu, bo zmierza to w złym kierunku. Niestety u mnie w rodzinie od strony ojca nie ma szczupłych osób (cukrzyca,tarczyca), a że wdałam się do tatusia to pączkowatość wrodzoną miałam od początku. Nie jestem też osobą jakąś bardzo grubą, nie zajmuję dwóch miejsc w siedzących, ani nikt nie myli mnie z kobietą w ciąży w komunikacji miejskiej, jednak nie oszukując ani siebie, ani nikogo dookoła przez swoje głupie zachcianki przytyłam i nie czuję się z tym faktem dobrze, zwłaszcza, że w taką porę roku nie bardzo mam jak sie ukryć pod swetrem za dużym o dwa rozmiary.
Ok, krótka piłka, przechodzimy na dietkę. Super, świetnie, 5 posiłków dziennie, owoce, warzywa i jogurty naturalne w ruch, tylko obiad gotuję taki bardziej "tradycyjny" gdyż mój przyszły mąż nie tknie niczego co jest bez mięsa, a zupy 2 dni pod rząd nie zdzierży.
Zaczęło się naprawdę fajnie, motywację miałam, organizm zaczynał się powoli przyzwyczajać, ale jestem osobą o słabej woli i często słomianym zapale, więc trzeba mnie mocno wspierać i pchać do przodu. Gdzie więc piekielność ? Ano, po pierwsze pewnie we mnie samej, że za szybko się poddaję, a po drugie w moim wybranku serca. Jak tylko wspomnę zdesperowana, jak wiele bym dała za jeden kęs takiego kurczaka, albo chipsa, to dostaje opiernicz i odsyła mnie do sałaty. Za to on nie ma problemu żeby w kółko gadać o tym, że zjadłby burgery, pizzę itp. (tak btw, on nauczył mnie jeść śmieciowe żarcie, a jak już zaczniesz to ciężko całkiem zrezygnować), nie wspominając już o jedzeniu przy mnie chipsów, które nie raz znalazłam na jego biurku, ciasteczkach stojących obok mojego suchego chleba dla konia (czytaj wasa), orzeszki itp. Ja mu nie bronię.... niech sobie je aż mu uszami wylezie, ale dlaczego robi to przy mnie skoro wie, że ciężko mi na to patrzeć i się wściekam. Rozmawiałam z nim kilka razy na ten temat, poza tą jedną uciążliwą dla mnie wadą złoty z niego chłop.
Nie każdemu łatwo przychodzi przestawienie się na bycie fit, jeżeli macie wokół siebie takie osoby, to wspierajcie je i nie zagryzajcie przy nich słodkości, czy innych niezdrowych przekąsek, nawet nie wiecie jak to demotywuje.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -17 (Głosów: 41)