Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

SamanthaFisher

Zamieszcza historie od: 12 lutego 2014 - 13:53
Ostatnio: 25 maja 2017 - 14:38
  • Historii na głównej: 6 z 6
  • Punktów za historie: 2251
  • Komentarzy: 60
  • Punktów za komentarze: 274
 
Odbieram telefon.
[Damski Głos]: Dzień dobry, czy z panią Samanthą można?
[Ja]: Tak, słucham.
[DG]: Dzwonię z fimy Generali. Mam dla pani świetną promocję na ubezpieczenie na życie, za jedyne 55 złotych miesięcznie będzie pani mieć... [i tu 5-min wywód na temat cudowności i wspaniałości oferty], proszę mi tylko powiedzieć gdzie pani mieszka, i kiedy ma pani czas, to przyjadę do pani i porozmawiamy o konkretach oferty.
[Ja]: Nie jestem zainteresowana. Proszę mi powiedzieć, skąd ma pani mój numer?
[DG]: Numer mamy z bazy numerów.
[Ja]; Doprawdy? A cóż to za baza?
[DG]: No, taka baza, odgórna.
[Ja]: Ale skąd?
[DG: Z OLX.
[Ja]: Proszę pani, jeśli podałam numer w ogłoszeniu to nie po to, żeby dzwonili do mnie natręci z ubezpieczalni, a po to, żeby sprzedać swoje nienoszone szmaty. Po co mi ubezpieczenie, za które mam płacić, jak ja chcę zdobyć pieniądze, nie je wydawać i nie chc..
[pani się rozłączyła]

Tak, jestem pewna, że ta osoba dzwoniła rzeczywiście z ubezpieczalni, bo skontaktowałam się w tej sprawie. Nie rozumiem praktyki firm ubezpieczeniowych i tego, kto wpadł na tak genialny pomysł. Nie wiedzą do kogo dzwonią, jaki status materialny ma dana osoba. Nie mam pretensji do osoby dzwoniącej, ale nie podoba mi się polityka firmy. I jedno jest pewne - z usług firmy Generali za takie pozyskiwanie klienta na pewno nie skorzystam.

Generali i OLX

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 183 (Głosów: 201)
Co można zastać zmieniając miejsce zamieszkania na blok z wielkiej płyty?

1. Rozsmarowane psie odchody na domofonie. Na wszystkich guzikach, na głośniku i wyświetlaczu. Po co? Tego nie wie nikt, w każdym razie unikam dotykania domofonu i innych części wspólnych jak mogę.

2. Windy w bloku są dwie - jedna większa i druga mniejsza. Większa znajduje się od strony wejścia, jest tam kamera, dlatego w większej zazwyczaj nic się nie dzieje. Za to mała winda jest siedliskiem wszelkiego syfu. Standardem jest postawiona na podłodze butelka po piwie napełniona moczem, standardem są również wyrzucone śmieci do windy - od typowych odpadów domowych po zniszczone biustonosze. Obok małej windy znajduje się działający zsyp na śmieci.

3. Blokowanie zamka w drzwiach do budynku tak, że każdy może wejść do środka bez użycia domofonu. Może to nie jest do końca piekielne, ale...

4. ...drzwi wejściowe do piwnicy nie są zamykane i nie widać wejścia do piwnicy w kamerze, dlatego zalęgli się tam bezdomni, alkoholicy i bezdomni alkoholicy. Wchodząc do środka smród jest nieziemski, piwnica jest zadymiona od tytoniu, pełno plam od moczu, wszędzie leżą ludzkie odchody i odpady. Wyłamują zamki z drzwi do boksów piwnicowych i sobie siedzą w ciepłym.

5. Wypuszczanie zwierząt domowych na klatkę schodową. Zwierzę sobie pochodzi, poniucha i załatwi potrzebę, a potem na klatce idzie się zaczadzić. Parę razy powiedzieliśmy głośno "Co tu tak je.. pachnie", paru sąsiadom ponarzekaliśmy, że jacyś popaprańcy smrodzą na klatce, także teraz przynajmniej idzie tam oddychać. Płytko, bo płytko, ale lepsze to niż bezdech.

6. Panie sprzątające. Spółdzielnia zatrudniła parę starszych kobiet do sprzątania klatek i wind, bo podobno lokatorzy się nie wywiązywali z obowiązków. Panie sprzątające mają opracowany swój "super" system - wylewają wiadro wody na podłogę, przecierają mopem i voila, czysto, po czym powtarzają czynność na każdym kolejnym piętrze. Tym samym mopem myją każde piętro i windy, mopa nie wypłukują, także wszystkie brudy z niższych pięter przenoszą się na wyższe. Mniej więcej do 3-4 piętra jest największy syf i smród, im wyżej tym mniej, ale po każdym sprzątaniu na każdym piętrze później śmierdzi tak samo. Rozmowa z panią sprzątającą nic nie daje, bo "jej się nie opłaca jechać na parter do pomieszczenia gospodarczego, bo nie ma czasu". No tak, nie ma czasu należycie wykonywać swoich obowiązków, ale ma już czas siedzieć na schodach z drugą panią sprzątającą i plotkować.

I nic z tym wszystkim nie idzie za bardzo zrobić. W bloku jest ponad 100 mieszkań, mieszkają różni ludzie. Pisma do spółdzielni nic nie dają, a do dzikich lokatorów w piwnicy była wzywana policja - bez większego efektu. Chyba czas przywyknąć, a może macie jakiś pomysł co z tym zrobić? :)

bloki z wielkiej płyty

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (Głosów: 140)

#63248

(PW) ·
| Do ulubionych
Ludzie narzekają na kolej. W pewnym sensie im się nie dziwię, ale w większości to oni stwarzają wokół komunikacji szynowej nieciekawą aurę.

1. Toalety w pociągu. Plamy na majestacie. Tylko czy to jest aż tak wina przewoźnika, że wchodząc tam zastajemy istne pobojowisko? Wiele rzeczy można tam zobaczyć, m.in:
- porozrzucane ręczniki papierowe
- papier toaletowy wrzucony do muszli
- zasikane podłogi (swoją drogą ludzie mają naprawdę słaby celownik, bo nie tylko spotyka się mocz w bezpośrednim towarzystwie muszli klozetowej, ale też przy zlewie czy drzwiach; i tu nie mam pewności, czy ktoś po prostu nie zrobił tego na podłogę, czy chociaż starał się trafić do środka sedesu)
- błoto na pękniętej desce (zapewne jakiś bystrzak butami stawał, no i pękło, chociaż nad sedesem był pojemnik z jednorazowymi papierowymi nakładkami na deskę)
- otwarte cały czas na oścież okno przy minus 15 stopniach
- zużyte tampony/podpaski w muszli/zlewie/naklejone na ścianę Rozumiem, że w WC w wagonie Wersalu nie ma, ale to nie jest wyczynem olimpijskim, by zrobić po sobie choć względny porządek.

Jakby ktoś pytał dlaczego nie ma papieru w WC:
- pewna miła, starsza pani bez żadnych ceregieli po prostu go wyniosła, na pytanie dlaczego to robi, odpowiada, że nie po to płaci za bilet, żeby na tym nie skorzystać
- z niewiadomych przyczyn teleportował się do wnętrza muszli
- został rozwinięty po całym pomieszczeniu toalety

2. Chłód w przedziałach zimą. O ile można zrozumieć zimno z powodu awarii ogrzewania wagonu, to zimna z głupoty ludzkiej już nie idzie tak łatwo zrozumieć.
- pijanej grupie jest "cholerrrrrnie k... gorąco", więc otwierają zimą okna w korytarzu, a na prośby o zamknięcie nie reagują, bo jest "cholerrrrrnie k... gorąco"
- niezamknięte okno w WC. Rozumiem, że czasem trzeba przewietrzyć, ale wietrzenie przez 6 godzin jazdy już podchodzi pod znęcanie.

3. Oczekiwanie na skomunikowany pociąg. O ileż to biadolenia wtedy! Jakby spisano znormalizowaną czcionką każde słowo krzykacza-narzekacza, to wyszłoby spokojnie z osiem stron A4. Poczynając od określeń własnego pośpiechu i każdej cennej minuty zamieniającej się w złoto, kończąc na wykonywanym zawodzie/częściach ciała ludzi przesiadających się. Jakież to zło, że trzeba poczekać. Tylko ciekawe czy krzykacz-narzekacz śpiewałby tak samo, gdyby to on był w ich sytuacji, gdzie byłby to jego ostatni pociąg w kierunku domu tego dnia (była 18), kolejny miałby około 5 rano. Nie sądzę, że byłoby mu tak radośnie czekać ponad 10 godzin na dworcu w niedużym, nieznanym sobie mieście. A pociąg, w którym krzykacz-narzekacz siedział, nadrobił bez problemu opóźnienie na trasie tak, że dojechał o planowym czasie przyjazdu do swojej stacji docelowej.

4. Brud w przedziałach.
- zasada "jak spadło to spadło, niech leży, bo ktoś przyjdzie i posprząta"
- standardem jest trzymanie obuwia (czy to klapek, czy uwalony łajnem glan) na siedzeniach
- pani przewijała dziecko na stoliku (!) przy oknie, no i pampers jak kanapka wg. prawa Murphy'ego spadł "posmarowanym w dół"
- rozlało się picie, którego nie trzeba w żaden sposób ścierać, a rozetrzeć butem po całej podłodze zostawiając przy tym radośnie kleistą plamę
- pani w makijażu tak pełnym, że gdyby go zmyła byłaby o jakieś 3 kilo lżejsza, ocierała się twarzą o szybę tworząc wielobarwne arcydzieło sztuki abstrakcyjnej, które nazwałabym "wschód fluidu o eyelinerowym poranku"
- pan sobie kichnął "z niespodzianką" w zasłonkę

5. Brudne dworce
- roznoszący się wszędzie zapach moczu, czego chyba nie muszę wyjaśniać
- dokarmianie gołębi na peronach (głównie w Poznaniu) jest dla dużej grupy ludności stałym punktem programu wielu oczekiwań między połączeniami, bo gołębie takie biedne i to nic, że okolice peronów aż świecą gołębimi odchodami
- ekipa młodzieży okołogimnazjalnej jadącej z obozu przejeżdża przez dworzec centralny w Warszawie. Czy spożywają dany przez panie opiekunki prowiant? Nie! Wyciągają z niego pomidory (w całości) i rzucają na dworzec, a niech ci z Warszawki wiedzą, że miasto do nich przyjechało!

I jak tu potem się dziwić, że podróże koleją są tak niewątpliwie radosnym przeżyciem dla wielu stałych i nowych pasażerów?

kolej

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 310 (Głosów: 510)

#58116

(PW) ·
| Do ulubionych
Parę lat temu pojechałam na koniu w teren. Wzdłuż Warty znajdowała się długa, prosta i piaszczysta ścieżka - wprost idealne miejsce na zagalopowanie. Jednakże zadzwonił telefon i się rozmyśliłam.

I całe szczęście, że zadzwonił.

Paręnaście metrów dalej, w poprzek drogi, został rozciągnięty stalowy drut. Strach pomyśleć, co by się stało, gdybyśmy ruszyły galopem i w pełnym pędzie wpadły na tą pułapkę.
Poranienie, połamane kości czy śmierć na miejscu? A to tylko dlatego, że sąsiadowi wchodziły dzikie zwierzęta na pole i postanowił się odgrodzić w tak nietypowy sposób. Stalowym, dość grubym drutem na mało uczęszczanej, ale jednak publicznej drodze, gdzie jeżdżą ludzie motorynkami na ryby, rowerzyści i jeźdźcy. Sprawa została zgłoszona, jednakże zanim jakiekolwiek służby zdążyły zadziałać, drutu już nie było.

droga nad Wartą

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 493 (Głosów: 595)

#58097

(PW) ·
| Do ulubionych
Wystawiłam w internecie ogłoszenie dotyczące czasowej opieki nad moim koniem (tzw. współdzierżawy). Zaznaczyłam wyraźnie, iż proszę o kontakt wyłącznie osoby pełnoletnie z doświadczeniem licząc, że jakimś sposobem uniknę nieprzyjemności. Niestety, nie udało się.

1. Notorycznie zgłaszały się dziewczyny 12-16 lat "ale ja mam doświadczenie i umiem!". Dobrze, że umiesz, ale to nie jest szkółka i nikt nie będzie cię pilnował jak będziesz się zajmować koniem. Spadniesz i co ja twojej matce powiem? Pełnoletność świadczy o tym, że sam odpowiadasz za swoje czyny - a koń to tylko zwierzę i nigdy nie wiesz jak może zareagować w danej sytuacji.

2. Wiadomości typu "ile bierzesz za lekcję". Wyraźnie było napisane, że chodzi o opiekę, a ja nie prowadzę szkółki jeździeckiej. Chodziło o opiekę w dni, kiedy sama nie miałabym czasu i możliwości się nim zająć, więc przeprowadzanie jazd nie wchodziło w rachubę.

3. Standardem były pytania "za ile sprzedasz?". Kolejny raz uświadomiło mi to, że ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem.

4. Zdarzały się pytania o sprzęt, który był na zdjęciach. Po moich odpowiedziach, w których otrzymywali linki do IDENTYCZNEGO sprzętu w sklepie jeździeckim, był wielki foch. Dlaczego? Bo on/ona chciał/a właśnie TEN, nie może być taki sam, musi być koniecznie TEN. No niestety, nie musi.

5. Osoby, które umawiały się na spotkanie, aby zobaczyć konia i się nie pojawiały były standardem. Zrozumiałabym, gdyby zadzwonili wcześniej i odwołali wizytę, tym bardziej, że często musiałam zrezygnować ze swoich wcześniejszych planów, "bo my tylko dzisiaj możemy".

6. Osoby, które były zdecydowane, aby się zająć koniem, ale gdy słyszeli magiczne słowo "umowa", uciekali w te pędy do RPA. Oczywiście, powierzę obcemu człowiekowi wartościowe zwierzę bez żadnego prawnego zabezpieczenia, urodziłam się wczoraj.

7. Dziewczyny piszące "hej, udostępnisz mi konia do sesyjki?". Zdarzyła się pani, której zamarzyła się sesja na koniu... nad morzem. Oczywiście według niej ja powinnam pokryć wszelkie koszta, w tym transportu (który wyniósłby ponad 600 zł), nie otrzymując przy tym nic, bo w końcu jestem organizacją charytatywną.

8. Szczytem był pan, który jak zobaczył okazyjną cenę zaczął pytać o przyjmowane leki (w tym odrobaczające) i szacowaną wagę konia. A cóż to za pan? Pan chciał pod osłoną nocy "pożyczyć" sobie mojego konia do rzeźni. Na szczęście nie pozwoliły mu na to dwa dumnie biegające na posesji owczarki.

Po tym wszystkim zrezygnowałam. Wolałam żeby koń stał i bezczynnie jadł trawę.

internet i własne podwórko

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 692 (Głosów: 746)

#58087

(PW) ·
| Do ulubionych
Wraz z powolnym zbliżaniem się przedwiośnia, następuje odwilż jeździeckiej głupoty.

Hobbystycznie zajmuję się treningiem koni. Przyjechał w związku z tym pan, który był zainteresowany przyuczeniem do siodła "swojej klaczki". Zanim się zgodziłam, zadałam kilka rutynowych pytań. Co się okazało? Pan chciał rozpocząć trening z rocznym (!) koniem. Gdy mu powiedziałam, że to niemożliwe, usłyszałam długą jak rzeka Nil wiązankę o moim braku profesjonalizmu i bezczelności. W końcu on płaci - on wymaga.

Gwoli wyjaśnienia - konie do minimum 3 lat należy pozostawić w spokoju, aby mogły dorosnąć i dojrzeć do rozpoczęcia jakiejkolwiek pracy, czy to w bryczce czy pod siodłem. Za wczesne użytkowanie może doprowadzić do tego, że układ kostny konia już w wieku 10 lat będzie w krytycznym stanie. To tak samo, jakby przedszkolakowi dać motykę i kazać iść pracować na polu.

Najsmutniejsze jest to, że ktoś skuszony wizją pieniądza zrobi to, nie zważając na bezpieczeństwo, komfort i zdrowie zwierzęcia. Bo w końcu "koń musi na siebie pracować".

prywatne

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 469 (Głosów: 553)

1