Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Scorpion

Zamieszcza historie od: 18 maja 2015 - 13:35
Ostatnio: 2 grudnia 2017 - 15:53
  • Historii na głównej: 68 z 107
  • Punktów za historie: 23842
  • Komentarzy: 159
  • Punktów za komentarze: -301
 

#80876

(PW) ·
| Do ulubionych
W moim mieście miała miejsce demonstracja tzw. "niby-nie-komunistów".

Banda bananowej młodzieży z roczników 97-02 latała i wydzierała się "UDERZ UDERZ W KAPITALIZM" i podobne hasła o tym, jaki to kapitalizm zły, okrutny i niedobry.
Niektórzy z nich otwarcie chodzili z flagami ZSRR i LGBT społem.
Tylko że:

-99.(9)% z nich ma smartfony, z których robili sobie zdjęcia i filmiki;
-wrzucali je poprzez Internet;
-na prywatny portal społecznościowy;
-mieli na sobie modne ciuchy czołowych, kapitalistycznych marek;
-a po wszystkim poszli sobie do sieci prywatnych barów szybkiej obsługi;
-co poniektórzy poszli do mojej, prywatnej restauracji.

Komuna to nie jakieś odległe czasy. Nie rozmawiamy tu o II Wojnie Światowej, rozmawiamy o czymś, co się wydarzyło 30 lat temu. Nie muszą pytać wymierających pradziadków, jak się wtedy żyło, wystarczy zapytać rodziców, którzy opowiedzą chętnie o tragikomediach jakimi były komitety kolejkowe, puste półki w sklepach, pakowanie się do Malucha w 5 osób i wyjazd nad morze, czy pałowanie przez milicję i ZOMO.

Najlepsze jest to, że dzieciak, który z czcią mówi o redystrybucji dóbr dla biednych, na co dzień śmiało korzysta z tego "morderczego kapitalizmu". A swoją drogą homoseksualiści w ZSRR kończyli w szpitalach psychiatrycznych i gułagach.

Dla mnie to nie jest już nawet piekielne - to jest po prostu dramat.

demonstracja

Skomentuj (66) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (210)
zarchiwizowany

#80875

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ktoś tutaj narzekał na brak parytetów, inna użytkowniczka płakała że jej nie dali awansu bo może zajdzie w ciążę i ucieknie na macierzyński...
To ja z drugiej strony.


Jestem kucharzem, po szkole gastronomicznej. Prowadzę biznes z paroma kumplami oficjalnie, a praktycznie sam muszę ogarniać ten burdel(nie czas to, ni miejsce, materiał na później).

Zaledwie parę lat temu pyzaty, uśmiechnięty od ucha do ucha Scorpionek po szkole gastronomicznej wyszedł na świat i co?
I od razu dostał serię kopniaków w dupę.
Wszędzie gdzie składałem początkowo CV-stołówki, jadłodajnie, ośrodki wypoczynkowe, odpowiadali mi, że wprawdzie CV mam super, zwłaszcza że dorabiałem sobie w gastronomii podczas edukacji, ale niestety oni szukają kobiety.
Składałem tam, bo szukali kucharza. NIGDZIE nie było napisane że kucharki. Oczywiście byli wielce rozczarowani, że jak na złość, płci na rozmowę kwalifikacyjną nie zmieniłem i nadal mam parówkę, a nie bułkę.
Czy jakoś płakałem z tego powodu? Nie. Popracowałem w paru restauracjach jako pomoc kuchenna, z czasem poszedłem wyżej, potem dorobiłem się szefa kuchni, aż wreszcie mam własny biznes.

Bo tak po prostu jest-kobieta wygląda lepiej na stanowisku usługowym. Tam gdzie trzeba coś przynieść, podnieść, gdzie liczy się siła, zatrudnia się faceta.
W istocie, czasem są od tego wyjątki i jak widzę że kobieta byłaby w stanie podnieść mnie i krzesło na którym siedzę jedną ręką, to wiem, że mogę spokojnie jej dać robotę w zaopatrzeniu, ale są to wyjątki.
Owszem, mógłbym płakać, że np. jak kobieta powie że lubi dzieci to jest wszystko spoko, ale jak facet powie to samo to ludzie od razu pod stołem wykręcają 112.
Tylko po co? Po co zawracać kijem rzekę?

Panie, Panowie, znacie zasady panujące na tym świecie, od 20, 30 nieraz i 40, 50 lat.
Nie jesteście tutaj nowi, więc może wystarczy tylko przewidzieć ewentualne następstwa i możliwości, a nie płakać, że jest tak, a nie inaczej?

życie social justice warriors

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (35)

#80766

(PW) ·
| Do ulubionych
W jednym z dyskontów jakiś czas temu była promocja, która w atrakcyjnej cenie oferowała zakup modeli samolotów z II Wojny Światowej. Modele te normalnie są o wiele droższe, a te jeszcze były z farbkami, pędzelkiem i klejem w zestawie.

Scorpion to fanatyk modelarstwa. Pół mieszkania zarąbane samolotami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi karabin w skali 1:35 i w szpitalu trzeba wyjmować, bo mają bagnety na końcach.
Nie dziwi więc fakt, że nasz zuch powędrował chyżo do marketu.

Stanąłem przed półką z modelami i zacząłem płakać.
Modele połamane, z pudełek powyjmowane farby i klej, pędzelka nie uświadczysz.
Podchodzę do kas, wzywam [K]ierowniczkę.

[K]-Słucham?
[J]-Jest taki problem... bo te modele, to one są połamane, porozkradane.
[K]-No i co z tego(sic!)?
[J]-No to z tego, że może jakiś rabat na uszkodzony towar...
[K]-Nie ma żadnych rabatów. Kupuje albo nie.
[J]-To może ja zbiorę zestaw z tych części co tu leżą...
[K]*wyszarpując mi farbki i klej z ręki* - NIE! NIE MA ZDEKOMPLETOWANIA TOWARU!
[J]-On już jest zdekompletowany.
[K]-Ale nie wolno. Panie Stasiu! *wołając ochroniarza* - Ten pan wychodzi!

I wyprowadzili mnie jak złodzieja.

W innych dyskontach to samo, wybrakowane, rozkradzione modele. Koniec końców, nie kupiłem, bo nie zamierzam wydawać na coś, co jest zepsute.
Napisałem za to skargę, gdzie wyraźnie opisałem sprawę, zachowanie kierowniczki i moje przemyślenia dotyczące przechowywania towaru. Dziś dostałem odpowiedź:

"Szanowny Kliencie,
Dbamy o to, byś w sklepie XXXXXX zawsze miło wspominał zakupy (ta jasne). Bardzo nam przykro z zaistniałej sytuacji. Niestety, sklep nie odpowiada za stan towaru po jego wyłożeniu (A KTO KUR*A? ŚWIĘTY MIKOŁAJ?) i nie jesteśmy w stanie nic poradzić na uszkodzenia mechaniczne spowodowane przekładaniem towarów(to po co macie obsługę?) przez klientów (oni tego towaru nie przekładali, oni po chamsku wynosili farby, kleje i pędzle pod nosem waszego ochroniarza).
Zachowanie kierownika sklepu było zgodne z naszymi standardami (a to zaje*iste standardy macie). Ma on prawo poprosić ochronę o wyprowadzenie klienta, który według subiektywnej opinii obsługi, stanowi zagrożenie". (Ja stanowię?!).

I teraz po tym grzecznym "spier*alaj frajerze, nie czepiaj się nas" nachodzi mnie tylko jedna myśl.
Dla dyskontów człowiek, który się czepia, który wymaga, jest niepożądanym bydłem. Ma być wiernym osiołkiem, który przyjdzie, zakupi i jeszcze klaśnie kopytkami, jak zostanie oje*any na te parę groszy przy kasie (zaniżanie cen na regałach, nie wydawanie całej reszty i inne rzeczy opisywane już na tym portalu).
Ale jakiś chytry Janusz co wyniesie pół sklepu i potem pochwali się "Pacz somsiad, mam kleju i farby bo wynieślim z synkiem hie hie"? Nie ma sprawy! Takich ochrona nie wyprasza.

dyskont

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (198)

#80765

(PW) ·
| Do ulubionych
OSP w naszym mieście, jeździ starym Krazem, który nawet malowanie ma z lat dawnej świetności, tj. lat 60-70-ych.
Wściekły pomarańcz odznacza jak i starodawne syreny ten wehikuł lat poprzednich, a kopci tyle, jakby sam się palił.

Powstała szybko petycja o nowy wóz dla naszych chłopaków, do prezydenta miasta. Państwowcy jeżdżą już na nowych Mercedesach i Renault, może coś naszym chłopakom skapnie?
Podpisało się pół dzielnicy, bo i pleban na kazaniu napraszał i chłopaki po domach latali, i każdy nie wiadomo jak się natężał.

Prezydent się zgodził!
Co za radość panowała wśród ogniowojów.
Do czasu przekazania. Okazało się że...
Ale po kolei.
Przyjechał Waszmość prezydent, zdjęć porobiono bez liku, dłoni uściśnięto tysiące, gazety opisały jakby on sam jedyny to auto z własnej kieszeni sfinansował...

Dostali Stara. Starego Stara, służącego niegdyś w PSP. Samochód ruina, odmalowany na masce, pod maską cały rudy. Rozrząd do roboty, opony do wymiany, oporządzenia pojazdu prawie brak, zbiornik na wodę przecieka...

Prezydent problemu nie widzi, bo przecież samochód przekazał. Lokalne gazety siedzą pod miotłą prezydenta, nawet o tym nie pisną.
A chłopaki? Dalej tyrają Krazem, a Star w garażu dogorywa...

OSP

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (137)
zarchiwizowany

#80795

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ktoś już napisał o WOSie w szkole, napiszę i ja.

WOS parę ładnych lat temu, czasy liceum, Polska weszła parę lat po akcji wydarzenia opisanego do UE.
Wiedza o Społeczeństwie? Nie. Wiedza o Propagandzie.
Podręcznik niebieski, z gwiazdkami. Ociekający wręcz chamskimi zabiegami indoktrynacji. Nauka hymnu UE na pamięć, po polsku i po niemiecku. Recytacja struktur UE.
Nazywanie po amerykańsku twórców UE "ojcami założycielami".
Może coś o ekonomii? Spoko.
45 minut wykładu o tym, że w sumie to walić ekonomię, bo przecież kasę na rozwój państwa to Unia da i jak się zakłada biznes/remontuje szkołę/buduje drogę to nie trzeba w ogóle pieniędzy, bo przecież UE zapłaci za wszystko.
O tym że trzeba mieć wkład własny i jak wypełnić wniosek, nie powiedziano.
Nauka o innych krajach niż w Europie? Owszem, ale z punktu widzenia Europy.
"O patrzcie dzieci"-mówiła nauczycielka, która równocześnie jest do dziś dyrektorką-"Korea podzieliła się dlatego, że NIE BYŁO JEJ W UNII".
Po takich zdaniach, które inni przyjmowali jak gąbka i kuli na pamięć jako prawdę objawioną(byleby zaliczyć na jak najwyższą ocenę)zacząłem traktować następne lekcje WOS jak swoisty kabaret.
Uwag miałem bez liku, ale moja mama zamiast krzyczeć, najpierw zapytała nawiedzone babsko o co chodziło, a potem sama się śmiała z jej "mondrości".

Na koniec liceum, mieliśmy na sprawdzianie opisać idealne państwo. Wszyscy opisywali...Unię Europejską. Ja opisałem Izrael.
Dostałem lufę.
Argumentacja? "Bo Izrael męczy biednych Palestyńczyków i nie szanuje zasad demokracji".
Otwarcie przy wszystkich w klasie, powiedziałem babsku, że jest antysemitką i nienawidzi Żydów.
Wizyta mojej rodzicielki, która postawiła tylko kropkę nad "i" załatwiła mi niejako "deal" z dyrektorką, który polegał na tym, że suma sumarum uwalę maturę z WoS nie przychodząc na nią, a ona w ramach tego zaliczy mi rok.

Nikt po "mondrościach" szanownej dyrektorki na kiju nie zdał matury z WoSu.
A ja od tego czasu jak tylko usłyszę nazwę tego przedmiotu, to nóż mi się w kieszeni otwiera.

szkoła

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -13 (25)
zarchiwizowany

#80350

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tak się zdarza, że najbardziej wyszczekani i "mondrzy", wiedzący co powiedzieć zawsze i wszędzie, są komentatorzy na piekielnych, którzy doświadczeń nie mają żadnych prócz siedzenia w piwnicy na garnuszku u mamusi i jechania z hejtami.

Ci osobnicy nie przeżyli żadnych sytuacji stresujących(bo czy można zaliczyć do stresujących sytuację, że mamusia zamiast kupić soczek pomarańczowy, wzięła jabłkowy) i nie wiedzą, że psychika ludzka zmusza człowieka do działania w konkretny, podświadomie zawarty sposób.

Dlatego np. gdy ktoś w komunikacji miejskiej zaczyna drzeć ryj, my sytuację ignorujemy, gdyż podświadomie wiemy, że ingerencja może dla nas skutkować kłótnią, szarpaniną, w najgorszym wypadku kosą między żebra.

Tak samo jest z sytuacją stresującą, gdy np. ktoś nam zajechał drogę i się awanturuje.
Zaraz jakiś pryszczaty grubasek zacznie pisać aż klawiatura będzie płonąć "A czemu nie zrobiłeś tego tak a tak? Mama! Pacz, on jest gupi bo to zrobił tak a tak, a ja mondry, bo zrobiłbym tak! Mama! Daj mi więcej kanapek bo się kończą! Mama! O pacz jak mi komentarze plusują! Mam rację!".
Nie zrobiłeś, bo chcemy jak najszybciej wyjść z danej sytuacji, która jest dla nas nieswoja. Nasze wewnętrzne "ja" chce powrotu do strefy komfortu, a nie pyskówki.
Wybór podczas danej sytuacji został już przez nas podjęty, zanim z tego zdaliśmy sobie sprawę.
Urzędniczym językiem mówiąc:ustawa weszła w życie bez wcześniejszej debaty.

Posiadając takową wiedzę, niezwykle mnie bawią takowi "eksperci". Pokazując, że wiedząc wszystko o zachowaniach społecznych, tak naprawdę nie wiedzą nic.

piekielni

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (35)
zarchiwizowany

#80161

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Rodzinny grill.

Wiem, że edukacja jest ważna. Wiem że wielu ludzi łudzi się nawet, że bez przedrostka "mgr" czy "inż" ich życie jest guzik warte, można się od razu zabić.

Ale nie rozumiem jaki to ma sens na grillu rodzinnym, kiedy przy wszystkich siedzisz i karcisz swoje dziecko, bawiąc się w wypominki najpierw dotyczące jego/jej edukacji, potem zachowania, a potem puszczasz wodze i lecisz z tematem od początku narodzin.

Kogo ma to zawstydzić?
W założeniu dziecko zawstydzone ma dążyć do poprawy "bo co ludzie powiedzo" i mieć następnym razem powód by spojrzeć rodzinie w oczy.

W praktyce zażenowanie z nutką wstydu czują wszyscy, bo prane są publicznie brudy o których nie masz najmniejszej ochoty słyszeć i które sukcesywnie psują atmosferę spotkania, nieraz na zawsze. A nie o to w zjeździe rodzinnym chodzi.

Nie róbcie tak.

rodzina

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (30)
zarchiwizowany

#80160

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Piekielnym będzie typ kobiety.

Mam dziewczynę, całkiem dobrze układający się związek i nie szukam nikogo na boku. Nie jestem aspołeczny-nie wysiedzę tygodnia bez spotkania ze znajomymi na mieście.
Staram się być miły do kobiet, jednak jest jeden typ kobiety, którego nie trawię.
Osobiście twierdzę że to kwestia egocentryzmu, ale pozostawiam wam pole do interpretacji.
Pierwszy raz zetknąłem się z tym typem na studiach.

Jesteście w nowym środowisku, chcecie się zsocjalizować, bo musicie spędzić ze sobą +/- 3 lata, zapraszacie ludzi na imprezę/kawę/ciastko/cokolwiek.
Odpowiedź od tego typu kobiety?
"Ale ja mam chłopaka."

Początkowo bawiłem się w wyjaśnianie, że nie będziemy na tej imprezie/piwie/ciastku/kawie sami, tylko razem z połową roku.
Na etapie gastronomika zacząłem reagować na to tekstem "Chcę cię zaprosić na zbiorową imprezę, a nie do małżeństwa z psem, domem i basenem".
Efekt?
"Scorpion, wredny cham!"

Oczywiście dalej retoryka za plecami typu "on się przystawia do wszystkich, mimo że ma dziewczynę".

Naprawdę trzeba być kawałem ch*ja, by takie pustaki nie myślały że je podrywam?

znajomi

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (117)
zarchiwizowany

#79971

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Piekielność zbiorowa:

Wszyscy chcą, byś był z nimi szczery, ale jak jesteś, to obrażają się i uważają Cię za dupka i ch... .

Przykład:

Zamawiałem często od tego samego dostawcy ryby do restauracji. No właśnie. Zamawiałem.
Pewnego dnia w sumie Pan Staszek wspomniał, że on i sprowadzić krewetki może i to po dobrej cenie.
Mała narada ze wspólnikami zaaprobowała pomysł.
Krewyetki przyszły, poszły na kuchnię i wyszły. Do kosza.

Tydzień później Pan Staszek dzwoni żeby szczerze odpowiedzieć co z tymi krewetkami, czy smakują klientom itp.
Odpowiadam zgodnie z prawdą, że kucharze klęli jak szewce przy oprawianiu, a same mięso smakowało jak gluty i mieliśmy na 20 dań 17 reklamacji, z dalszych prób serwowania tego "specjału" zrezygnowaliśmy.
Na co Pan Staszek stwierdził że jak tak, to "on nas kocha doodbytniczo" i ma nas gdzieś, a tak w ogóle jak się nam nie podoba jego towar to możemy sobie zapomnieć o dostawach.
Szukam rybaka.

prawda

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 45 (95)
zarchiwizowany

#76653

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mój wujaszek jest na mnie śmiertelnie obrażony.
Dlaczego?
Ponieważ... nie wysłałem mu laurki na święta.

Nie rysuję niczego odkąd opuściłem przedszkole(20 lat temu). Ostatnią jaką mu wysłałem, była w końcówce przedszkola i od tego czasu nie miał z tym problemu.

Demencja starcza?

rodzina

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -18 (38)