Profil użytkownika
SexySheep
| Zamieszcza historie od: | 22 czerwca 2011 - 10:41 |
| Ostatnio: | 12 kwietnia 2012 - 23:55 |
- Historii na głównej: 3 z 3
- Punktów za historie: 2165
- Komentarzy: 9
- Punktów za komentarze: 28
Kilka lat temu zmarła moja babcia i jeszcze tego samego roku dziadek. Zostało po nich mieszkanie, rzecz jasna z całym umeblowaniem.
Po wszystkich sprawach spadkowych, ogólnym pogodzeniem się ze stratą bliskich nadszedł czas na porządki w owym mieszkaniu.
Zabraliśmy drobiazgi obdarzone sentymentem, rzeczy osobiste, wartościowe itp. Problem był z meblami, telewizorem i wersalkami. Tak się złożyło, że mój telewizor się zepsuł w tym czasie, kiedy szukaliśmy kogoś, kto by zechciał zabrać sobie meble. Ok - jedną rzecz mamy z głowy, tym bardziej, że dziadek kupił go całkiem niedawno i porządny sprzęt. Mieliśmy go zabrać później, po meblach.
Znalazła się rodzina, która straciła wszystko w wyniku napadu agresji kogoś z domowników - ot syn potrzaskał wsie meble. To byli znajomi znajomej siostry mojej cioci czy jeszcze tam dalej. Musieli tylko załatwić sobie jakiś transport i mogą meble darmo brać.
Przyjechali, zaczynamy ładować - ławę, wersalki, komodę, szafę. Pani ogólnie szczęśliwa, uradowana, łzy w oczach, że wdzięczna, że dziękuje nam. Przyszło dwóch panów co pomagali to ładować i biorą telewizor. Mówię im, że to zostaje. Panowie ok, zostawili, biorą co innego i lecą.
Przychodzi ta wielce wdzięczna [P]ani.
[P] A telewizor?!
[J] No on zostaje, dla państwa są meble i łóżka.
[P] Ale ja chce jeszcze ten telewizor! Wy sobie możecie kupić, a ja?! Jak ja mam bez wiadomości żyć?! Tak nam pomagacie?!
[J] Nie stać nas na nowy telewizor, mówiliśmy pani, że mamy meble, nie było mowy o telewizorze.
[P] Gó**o mnie to obchodzi! Ku**a! Ja chce ten telewizor! Jak moje dzieci maja bajki oglądać?! Nie chce od was nic!
Kazała oddać meble. To się nazywa wdzięczność.
PS.
Meble dostała rodzina, która straciła wszystko w pożarze. Do dzisiaj dziękują za każdym razem kiedy się spotkamy gdzieś na zakupach.
Po wszystkich sprawach spadkowych, ogólnym pogodzeniem się ze stratą bliskich nadszedł czas na porządki w owym mieszkaniu.
Zabraliśmy drobiazgi obdarzone sentymentem, rzeczy osobiste, wartościowe itp. Problem był z meblami, telewizorem i wersalkami. Tak się złożyło, że mój telewizor się zepsuł w tym czasie, kiedy szukaliśmy kogoś, kto by zechciał zabrać sobie meble. Ok - jedną rzecz mamy z głowy, tym bardziej, że dziadek kupił go całkiem niedawno i porządny sprzęt. Mieliśmy go zabrać później, po meblach.
Znalazła się rodzina, która straciła wszystko w wyniku napadu agresji kogoś z domowników - ot syn potrzaskał wsie meble. To byli znajomi znajomej siostry mojej cioci czy jeszcze tam dalej. Musieli tylko załatwić sobie jakiś transport i mogą meble darmo brać.
Przyjechali, zaczynamy ładować - ławę, wersalki, komodę, szafę. Pani ogólnie szczęśliwa, uradowana, łzy w oczach, że wdzięczna, że dziękuje nam. Przyszło dwóch panów co pomagali to ładować i biorą telewizor. Mówię im, że to zostaje. Panowie ok, zostawili, biorą co innego i lecą.
Przychodzi ta wielce wdzięczna [P]ani.
[P] A telewizor?!
[J] No on zostaje, dla państwa są meble i łóżka.
[P] Ale ja chce jeszcze ten telewizor! Wy sobie możecie kupić, a ja?! Jak ja mam bez wiadomości żyć?! Tak nam pomagacie?!
[J] Nie stać nas na nowy telewizor, mówiliśmy pani, że mamy meble, nie było mowy o telewizorze.
[P] Gó**o mnie to obchodzi! Ku**a! Ja chce ten telewizor! Jak moje dzieci maja bajki oglądać?! Nie chce od was nic!
Kazała oddać meble. To się nazywa wdzięczność.
PS.
Meble dostała rodzina, która straciła wszystko w pożarze. Do dzisiaj dziękują za każdym razem kiedy się spotkamy gdzieś na zakupach.
Dobroczynność
Ocena:
1233
(Głosów:
1249)
Sklep mięsny. Przede mną starsza pani kupuje, potem już moja kolej.
Starsza pani marudziła, że ona chce tej szyneczki ze środka z nowego kawałka bo ten już zaczyna przysychać, tamta jest za droga i tak dalej. W końcu ekspedientka namówiła ją na jakiś schab z czosnkiem. Zapłaciła i grzebie się z pakowanie zakupów, pieniędzy, itp.
W tym czasie zaczęto mnie już obsługiwać co by czasu nie tracić. Kupiłam dwa rodzaje wędliny, nietanich.
Zapłaciłam, babka wyszła zaraz przede mną. Idąc do sklepu czułam jednak, że o czymś zapomniałam. Zaglądam do torby...
Okazało się, że starsza pani-oszczędna bezczelnie zarąbała mi jedną szynkę.
Już się wyjaśniło czemu, jak na babcie o lasce, tak szybko szła po wyjściu ze sklepu i patrzyła czy spoglądam w jej stronę.
Starsza pani marudziła, że ona chce tej szyneczki ze środka z nowego kawałka bo ten już zaczyna przysychać, tamta jest za droga i tak dalej. W końcu ekspedientka namówiła ją na jakiś schab z czosnkiem. Zapłaciła i grzebie się z pakowanie zakupów, pieniędzy, itp.
W tym czasie zaczęto mnie już obsługiwać co by czasu nie tracić. Kupiłam dwa rodzaje wędliny, nietanich.
Zapłaciłam, babka wyszła zaraz przede mną. Idąc do sklepu czułam jednak, że o czymś zapomniałam. Zaglądam do torby...
Okazało się, że starsza pani-oszczędna bezczelnie zarąbała mi jedną szynkę.
Już się wyjaśniło czemu, jak na babcie o lasce, tak szybko szła po wyjściu ze sklepu i patrzyła czy spoglądam w jej stronę.
Sklep mięsny
Ocena:
476
(Głosów:
538)
Wczorajsze przedpołudnie. Robię obiad. Dzwoni telefon. Jakaś (B)abka i (J)a.
(B) Dzień dobry, czy jest pani X?
(J) Dzień dobry. Mama nie może podejść teraz do telefonu.
(B) Ale jest pani X?
(J) A o co chodzi?
(B) Ja nazywam się...
Zamiast tego usłyszałam w sumie jakiś bełkot. Poprosiłam o ponowne przedstawienie się, ale również nie zrozumiałam. W tym momencie poczułam zapach przypalonej cebuli, więc rozłączyłam się i pobiegłam do patelni. Minęła minuta i znowu telefon. Ten sam numer.
(B) Dlaczego pani się chamsko rozłączyła?!?! Ja jeszcze nie skończyłam mówić!!
Wyjaśniłam, że obiad mi się palił. Babka znowu swoje:
(B) Jest pani X?
Mnie już szlag trafił...
(J) Mama śpi po nocce i nie mam pojęcia o której wstanie.
(B) Czy pani ma w ogóle o czymś pojęcie?!
I się rozłączyła.
Do dzisiaj nie wiem kim była rozmówczyni, w jakiej sprawie dzwoniła i nie wiem o czym jeszcze mam pojęcie...
(B) Dzień dobry, czy jest pani X?
(J) Dzień dobry. Mama nie może podejść teraz do telefonu.
(B) Ale jest pani X?
(J) A o co chodzi?
(B) Ja nazywam się...
Zamiast tego usłyszałam w sumie jakiś bełkot. Poprosiłam o ponowne przedstawienie się, ale również nie zrozumiałam. W tym momencie poczułam zapach przypalonej cebuli, więc rozłączyłam się i pobiegłam do patelni. Minęła minuta i znowu telefon. Ten sam numer.
(B) Dlaczego pani się chamsko rozłączyła?!?! Ja jeszcze nie skończyłam mówić!!
Wyjaśniłam, że obiad mi się palił. Babka znowu swoje:
(B) Jest pani X?
Mnie już szlag trafił...
(J) Mama śpi po nocce i nie mam pojęcia o której wstanie.
(B) Czy pani ma w ogóle o czymś pojęcie?!
I się rozłączyła.
Do dzisiaj nie wiem kim była rozmówczyni, w jakiej sprawie dzwoniła i nie wiem o czym jeszcze mam pojęcie...
Nazwa niezrozumiała przez telefon
Ocena:
456
(Głosów:
594)
1
« poprzednia 1 następna »
