Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 
Profil użytkownika

Tarija

Zamieszcza historie od: 2 października 2011 - 12:48
Ostatnio: 17 maja 2012 - 17:28
O sobie:

Ja nie wiem, pan Profesor zawsze o mnie mówi "ta roztrzepana w miniówce". W sumie to niezły opis. A, jeszcze lubię historię i RPG.
http://chatolandia.pl/wp-content/uploads/2011/05/WE-DONT-NEED-NO-EDUCATION.jpg
-----------------------------
http://www.youtube.com/watch?v=XcJU6zsNWyM
-----------------------------
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=AJJYaAVg1I8

Tu jest link do gry którą się ostatnio zabawiam na wykładach, więc jeżeli możecie to kliknijcie mi w linka, dostanę punkciaki a was nic nie kosztuje :)
http://wawawars.pl/register/7315/

OSZFAK, OPUBLIKOWALI MNIE W CD-ACTION O_O. OSZFAK. SMUGGLER KOCHAM CIĘ.

  • Historii na głównej: 42 z 75
  • Punktów za historie: 41480
  • Komentarzy: 387
  • Punktów za komentarze: 1747
 
poczekalnia
15 maja 2012, 18:48 przez Tarija (PW) | było | Do ulubionych
Uczelnia. W przerwie między zajęciami wyległam na trawnik (moja uczelnia ma stacje terenową w rezerwacie), i wystawiam się na odrobinkę słonka. Przysiada się dziewczyna z pierwszego roku, którą znam z widzenia.

- Tarija?
- Mhhhmmmmmmmmm?
- Dlaczego ty taka chuda zawsze jesteś?
- Bo wycieli mi pół tarczycy i dużo leków biorę, w szpitalu dużo leżę.

Chwila ciszy

- Tarija?
- Tiaa?
- A gdzie to się wycina i za ile? U plastyka? Czy tak normalnie u lekarza?

Kurtyna.

"Gupota" ludzka.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 295 (Głosów: 335)
poczekalnia
14 maja 2012, 19:43 przez Tarija (PW) | było | Do ulubionych
Stukam sobie moimi obcasikami po Ratusz Arsenał, i nagle dostrzegam MÓJ autobus wjeżdżający na przystanek. Złapałam tedy ciaśniej torebkę i ruszyłam w drobbing (taki jogging tylko na szpilkach) w kierunku żółtego pojazdu. Drzwi dopadłam skokiem prawdziwej gazeli, cudem unikając przycięcia płaszcza.

Cóż, mój popis akrobatyczny spodobał się dziecku siedzącemu razem z mamą na ostatnich siedzeniach autobusu. Zaczął klaskać i pokrzykiwać: "pani zrobiła hop, pani zrobiła hop!". Urocze. Niestety, minęło kilka minut a radość młodego człowieka ulotniła się bez śladu, zastąpiona chęcią ponownego ujrzenia nieoczekiwanego widowiska. "Zrób hop! Zrób hop" agitował młody terrorysta.

Mężczyzn, niezależnie od wieku, potrafię ignorować. Niestety, tej właściwości zabrakło matce młodego władcy marionetek. Nieco zawstydzonym tonem zapytała: "Czy mogłaby pani coś poskakać?"
"...Nie?"

Cóż, kobieta nie namawiała mnie już do dalszych występów gimnastycznych, niestety, jej dziecko postanowiło przejść do żądań artykułowanych porządnym wyciem, szlochem i kopaniem w krzesła.

Tak minęły nam 4 przystanki. Wycie dziecka przeszło w histeryczne wrzaski, twarz nabrzmiała mu soczystą czerwienią, rzucił się z podwyższenia na ziemię i kopiąc w nogi współpasażerów tarzał się po ziemi.

"Przepraszam, mogłaby pani nad nim jakoś zapanować?" - zadała ciążące wszystkim pytanie pewna babinka.

"Bo..."jęknęła upokorzona matka"bo to tej kurfy wina że nie chce skakać!"

Urocze staccato bachorello trwało jeszcze 20 kilka minut. Do samego przystanku końcowego moje, podmiejskiej linii.

Kupię sobie pieruńską skakankę i następnym razem dzieciaka powieszę.

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 346 (Głosów: 404)
14 maja 2012, 9:53 przez Tarija (PW) | Do ulubionych
Z życia coraz mniej niedoważonej dziewczyny:

Staram się utyć. To zrozumiałe, bo moje bmi wynosi 17,4 - bardzo mało. Nie
chodzi o względy estetyczne, taka się sobie nawet podobam, ale z moim stanem zdrowia MUSZĘ mieć zapas tłuszczyku na nagłe wypadki.

Mam mnóstwo zaleceń dietetycznych - każdy lekarz mi czegoś zabrania, a coś nakazuje, więc w celu opracowania strategii nabierania wagi wybrałam się do dietetyczki. No i otrzymałam listę zakazów i nakazów, a także plan posiłków. Tenże zawisł dumnie na mojej lodówce.

Swojego czasu wpadła do mnie kuzynka. Właściwe to jej mama zwizytowała moją. Za kuzynka nie przepadam, ale cóż robić, wyciągnęłam ciastka owsiane i pijemy sobie kawusie. Posiedziałyśmy, pogadałyśmy. Otóż dziewczyna jest przysadzista i, nie bawiąc się w ładne słówka - tłusta.

Po wyjeździe Agusi zauważyłam brak planu na lodówce. No cóż.

Minął miesiąc, kuzynka wróciła. Stanęła przed drzwiami sapiąc jak lokomotywa. Pierś jej falowała gdy przedstawiała mi swoją spiskową teorię dziejów. Otóż ja, kierując się swoją osobistą do niej nienawiścią PODŁOŻYŁAM taką OSZUKANĄ dietę. A zrobiłam to, żeby ONA utyła, bo jej NIENAWIDZĘ, i chcę żeby wszyscy inni byli grubi, a ja jedna chuda.

Ale cholera, zazdroszczę. 12 kilo w miesiąc utyć? Chyba podjadała między posiłkami :), bo mi aż tak dobrze nie idzie.

Skomentuj (66) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 995 (Głosów: 1065)
zarchiwizowany
11 maja 2012, 22:48 przez Tarija (PW) | było | Do ulubionych
Będę miała wziernikowanie. Muszę brać środki przeczyszczające.
Chirurg idiota zapisał takie, które należy rozpuścić w min 4 litrach wody.
Ważę 48
kilo, i w tej chwili wypiłam już 3 litr, dzięki czemu mogę oddychać tylko kiedy siedzę, a pije to świństwo przez słomkę żeby nie zwymiotować.

Serio, to jest okropny ból dla osoby mojej postury. Płaczę i piję, Nawet w rozpiętych spodniach nie mogę siedzieć, musiałam całkiem zdjąć.

A żebyś się konowale sam tak przemęczył.
Mam jeszcze 20 minut na ostatni litr, trzymajcie kciuki, i życzcie temu sadyście żeby mu żona jeża urodziła.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 9 (Głosów: 65)
poczekalnia
6 maja 2012, 22:50 przez Tarija (PW) | było | Do ulubionych
Jestem od kilku ładnych lat osobą w pobliżu granicy niedowagi. Zwłaszcza od kiedy chore jelita wykreśliły z mojej diety mąkę, cukier i czekoladę. To oznacza że mam mało zapasowego tłuszczu, i sytuacje awaryjne, jak zatrucia, pobyt w szpitalu, jakakolwiek gorączka, długotrwały stres natychmiast zamieniają mnie w osobę nieco za szczupłą.
Czasem wygląda to dobrze, czasem wydaję się mocno wycieńczona.
Akurat teraz wyrobiłam sobie trochę mięśni na brzuchu i po wyjściu ze szpitala mam 58 centymetrową talię. Tak, można mnie spokojnie objąć jednym ramieniem, ale niedługo to pewnie nadrobię, sezon na truskawki za rogiem. :)

Ale do rzeczy. Dwie niesamowicie otyłe nastolatki z rodzicami w barze szybkiej obsługi. Siedzą stolik dalej. Czekając na brata popijam colę zero i czytam książkę.
Pani matka zauważa mnie pierwsza i już po chwili cztery świnki wesoło jadą sobie po mojej sylwetce, nie próbując ściszyć nawet głosu. Lecą ładne słowa jak "anoreksja", "poje*anie", "zboczeńcy", "kretynka". A także wyważone opinie: "patrz, kurka, od tych reklam wszystko, posrane takie, to wszystko z reklam", "a gdzie toto ma cycki", "ja to bym tak nie chciała, to nawet zjeść nie zje jak człowiek tylko ciągle dieta i dieta", "chce być modelką tylko dupy za mało daje, one wszystkie jadą na dupie, bo komu się to podoba", "tak, bo to geje chcą, ci projektanci, oni nienawidzą PRAWDZIWYCH kobiet".
Świnkowata rodzina wstając wywala przede mną swoje niedojedzone resztki, a ojciec familii rzecze głośno:
- Zeżryj sobie, po normalnych ludziach, bo takiej to cię nikt nie będzie chciał.
Córeczki chichoczą z wyższością.

Wiecie co? Ludzie lubili mi dokuczać z powodu tuszy gdy byłam gruba, a teraz robią to samo bo jestem szczuplaskiem. Widziałam wszystko z każdej strony barykady i powiem jedno - kochane dziewczyny, pieprzcie wagę, miejcie taką jaka WAM się podoba, bo nie da się zadowolić tych wszystkich biednych, zakompleksionych ludzików, którzy po prostu MUSZĄ komuś dowalić żeby czuć się lepiej.

gastronomia

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 285 (Głosów: 335)
18 kwietnia 2012, 16:11 przez Tarija (PW) | Do ulubionych
Leżę w szpitalu. Znowu.

Ot wyrwałam się z łoża boleści na które złożyła mnie choroba i popełzłam na zaliczenie przedmiotu.
Wiadomo, nerwy, stres, ogólne osłabienie, gorączka... Ale nie ma zmiłuj.

No i trzeba było leżeć - w drodze powrotnej z egzaminu (zaliczone na 4!) zrobiło mi się bardzo słabo. Do przyjazdu autobusu ponad godzina. Podjęłam tedy decyzję, że zamiast telepać się na przystanku przejdę się do pewnego hipermarketu na "C" i kupię sobie jakiś wspomagacz sił witalnych - czekoladkę.
Dopełzłam na 2 piętro, zgubiłam się między regałami, zdyszałam, zmęczyłam, mroczki przed oczami, ale w końcu dorwałam czekoladę w cenie na którą mogłam sobie pozwolić.

Powoli postukałam na moich obcasikach do kasy. Stojąc w ogonku nerwowo przeliczałam gotówkę - całe 1,40 w 10 i 20 groszówkach.

Stoję, stoję... co tu dużo mówić - nie ustałam, zemdlałam.

Co się działo dalej można się dowiedzieć na ten przykład z monitoringu - współkolejkowicze i kasjerka rzucili się na ratunek, razem z panem z ochrony zabrali mnie na ubocze i zadzwonili po karetkę. Pięknie! Super!

Ale był też pan, stojący bezpośrednio za mną, który rzucił się za mną na ziemie jeszcze szybciej niż inni... żeby pozgarniać rozsypane drobniaki i uciec, pozostawiając swój wózek z zakupami - notabene wielki i wyładowany. Przypominam 1,40pln.

Ręce opadają.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 952 (Głosów: 1014)
16 kwietnia 2012, 14:54 przez Tarija (PW) | Do ulubionych
Pochorowałam się i musiałam odwiedzić lekarza.
Ojciec mój, do południa był w domu i mógł mnie zawieźć do felczera samochodem,
bo łazić nie miałam siły. Ale o 12, jak przewrotna wersja kopciuszka - jechał do pracy.

Dzwonię do przychodni. O godzinie 8 rano. Numerek jest, na 17:35. No trudno, może jakoś dopełzam, albo matula mnie zaholuje.

Ale zaraz, zaraz, jest w moim mieście prywatna przychodnia, zakontraktowana z NFZ! Dzwonię. I co? Mogę iść choćby zaraz, no i wszystko w ramach funduszu.

Jako że chciałam być miła, dzwonię do państwowej, żeby się odwołać - w końcu może ktoś bezie chciał na moje miejsce wejść.

Pani rejestratorka wyraziła zdumienie na wieść że nie przyjdę.
- Poprawiło się?
- Nie, idę do przychodni XX.
- JAK TO?
- No bo tam jest wcześniej miejsce...
- TAAAK? A nie wie, że dla zdrowia warto czekać?
- ...
- Ja pani nie odwołuję, jeszcze pani wróci na kolanach tu! Ta z XX to jest partacz! Zarażą panią gronkowcem!

Nie wróciłam. W prywatnej jest ładnie, czysto i ludzie są mili, a lekarka zrobiła mi od ręki komplet badań. Za darmo. Bez ceregieli i dopraszania się. Da się? Ano da.

ZOZ

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 634 (Głosów: 714)
14 kwietnia 2012, 20:38 przez Tarija (PW) | Do ulubionych
Mój świętej pamięci dziadek był murarzem, a po osiągnięciu bardzo statecznego wieku został "przygarnięty" przez miastowego kamieniarza. Pomagał w stawianiu nagrobków, naprawiał je, wykonywał drobne prace, nadzorował młodszych pracowników.

Pamiętam marmurowe i żelazne krzyże, które leżały na naszym podwórzu w tamtym okresie. Fajne miejsce do zabaw, prawda? Kiedy byłam mała, budowałam okazałe pomniki dla każdej rozjechanej żaby i zdechłego szczura, i z wielką werwą odprawiałam uroczyste msze żałobne. Lubiłam chodzić z dziadkiem na cmentarz i oglądać jak dyryguje młodszymi pracownikami. Czasem nawet pozwalał mi "popilnować ich", a ja, z dziecinna powagą przechadzałam się z rękami w kieszeni i ponaglałam ich do pracy.

Któregoś razu dziadzio był na cmentarzu ze mną i jednym z pomocników. Naprawiali uszkodzoną w czasie pochówku płytę, był to dzień pogrzebu, grób nie był jeszcze na trwałe zamknięty a tylko zakryty, a ziemia nie była całkowicie wsypana do środka, bo panowie którzy się tym zajmowali mieli dopiero dojechać na miejsce.

W tym momencie na cmentarzu pojawiła się rodzina zmarłego - córka i zięć.

Poprosili dziadka i pracownika, żeby podnieśli płytę i trumnę do góry. Powód?

- Bo zapomnieliśmy że tato w złotej obrączce pochowany. I garnitur taki dobry na pogrzeb miał, ale mu już dla robaków nie potrzebny.

Dziadek zsiniał, zzieleniał, i starał się coś powiedzieć. Ubiegłam go.
- Ale to pana tato będzie chodził w niebie goły? Zimno mu będzie.

Nastąpiła chwilka ciszy, po której Piekielna rodzinka próbowała się jeszcze doprosić ekshumacji zwłok, ale niestety mój dziadek już głos odzyskał i zaoferował im masaż odcinka lędźwiowego kręgosłupa szpadelkiem.

Najgorsze jest, że gdyby to oni płacili za pogrzeb a nie wdowa, to ich żądanie musiałoby zostać spełnione.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 628 (Głosów: 702)
zarchiwizowany
26 kwietnia 2012, 19:32 przez Tarija (PW) | było | Do ulubionych
Jestem w szpitalu i ciągle śpię.
Śpię tak dużo że przegapiam posiłki.
Nie jadłam nic od wczorajszego śniadania, chleba z dżemem.
Budzę
się tylko do wc.
Dziś był obchód, lekarz opierdzialił mnie że zaćpię się lekami przeciwbólowymi, że nie mogę ciągle o nie prosić.
Ale jakkolwiek miałam je dostawać, w razie potrzeby, to nie prosiłam o nie.
Najwidoczniej pielęgniarki miały za dużo pracy?
Nie wiem. Po co dawać mi takie rzeczy w innym wypadku?

służba_zdrowia

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 15 (Głosów: 47)
zarchiwizowany
21 kwietnia 2012, 13:42 przez Tarija (PW) | było | Do ulubionych
To co się stało to czysty pech. Przecież tu nie ma niczyjej winy, po prostu pech. A tak fajnie żarło! Prawo jazdy zaliczył za pierwszym razem, z bratem co prawda gorzej, kombinował na Litwie, ale jak już wyrobił, to pierwsze co, we dwóch sprowadzili z Niemiec samochód. Kolegi brat załatwił. Bezwypadkowe, czarne BMW. Zrobili tuning optyczny i w ogóle.

Czasy nastały piękne. Podjeżdżali pod "mokrą" to cizie same wskakiwały na pal. Żadna się nie oparła. Samochód, zegarki, telefony, wszystko jak trzeba. Kobiety to lubią, a oni? Oni lubią kobiety.

No i wracali wieczorkiem, jechali sobie powoli przez miasto, i wypatrzyli na pasach zgrabną dupencję. No to co? Chcieli pożartować. Przygrzali porządnie, i chcieli wyhamować i zatrąbić przed samymi pasami. Z piskiem. Kiedy jechali, to cizia nawet nie spieprzała z pasów, stała i gapiła się na nich jak ogłuszona owca.

No i pech, zapomnieli, że padało trochę i jezdnia śliska. Ale spoko, nic się nie stało, stuknęli lekko, leciutko, tyle że upadła na tyłek, nawet nie na plecy, oparła się o maskę i poleciała z powrotem do tyłu, na dupę. Trochę się wystraszyli i spierdzielili na chatę.

No i za co? Za co niby? Nie ich wina że lalka wyszła półtora godziny temu ze szpitala i z miejsca dostała jakiegoś ataku czy migotania serca czy coś tam. I żeby było jeszcze fajniej, to po tych pasach szła do samochodu którym miała ją odebrać z przystanku uczynna sąsiadka, policjantka. Wbili im na chatę 2 godziny później.

Pech. Żeby nie to serce, to jeszcze pól biedy, ale teraz dziumdzi będzie w szpitalu powyżej 7 dni, i ciągle nie wiadomo ile w końcu.

A tak się fajno żyło.

Ulica

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (Głosów: 334)