Tarija ♀
| Zamieszcza historie od: | 2 października 2011 - 12:48 |
| Ostatnio: | 17 maja 2012 - 17:28 |
| O sobie: | Ja nie wiem, pan Profesor zawsze o mnie mówi "ta roztrzepana w miniówce". W sumie to niezły opis. A, jeszcze lubię historię i RPG. Tu jest link do gry którą się ostatnio zabawiam na wykładach, więc jeżeli możecie to kliknijcie mi w linka, dostanę punkciaki a was nic nie kosztuje :) OSZFAK, OPUBLIKOWALI MNIE W CD-ACTION O_O. OSZFAK. SMUGGLER KOCHAM CIĘ. |
- Historii na głównej: 42 z 75
- Punktów za historie: 41480
- Komentarzy: 387
- Punktów za komentarze: 1747
Staram się utyć. To zrozumiałe, bo moje bmi wynosi 17,4 - bardzo mało. Nie chodzi o względy estetyczne, taka się sobie nawet podobam, ale z moim stanem zdrowia MUSZĘ mieć zapas tłuszczyku na nagłe wypadki.
Mam mnóstwo zaleceń dietetycznych - każdy lekarz mi czegoś zabrania, a coś nakazuje, więc w celu opracowania strategii nabierania wagi wybrałam się do dietetyczki. No i otrzymałam listę zakazów i nakazów, a także plan posiłków. Tenże zawisł dumnie na mojej lodówce.
Swojego czasu wpadła do mnie kuzynka. Właściwe to jej mama zwizytowała moją. Za kuzynka nie przepadam, ale cóż robić, wyciągnęłam ciastka owsiane i pijemy sobie kawusie. Posiedziałyśmy, pogadałyśmy. Otóż dziewczyna jest przysadzista i, nie bawiąc się w ładne słówka - tłusta.
Po wyjeździe Agusi zauważyłam brak planu na lodówce. No cóż.
Minął miesiąc, kuzynka wróciła. Stanęła przed drzwiami sapiąc jak lokomotywa. Pierś jej falowała gdy przedstawiała mi swoją spiskową teorię dziejów. Otóż ja, kierując się swoją osobistą do niej nienawiścią PODŁOŻYŁAM taką OSZUKANĄ dietę. A zrobiłam to, żeby ONA utyła, bo jej NIENAWIDZĘ, i chcę żeby wszyscy inni byli grubi, a ja jedna chuda.
Ale cholera, zazdroszczę. 12 kilo w miesiąc utyć? Chyba podjadała między posiłkami :), bo mi aż tak dobrze nie idzie.
Ot wyrwałam się z łoża boleści na które złożyła mnie choroba i popełzłam na zaliczenie przedmiotu. Wiadomo, nerwy, stres, ogólne osłabienie, gorączka... Ale nie ma zmiłuj.
No i trzeba było leżeć - w drodze powrotnej z egzaminu (zaliczone na 4!) zrobiło mi się bardzo słabo. Do przyjazdu autobusu ponad godzina. Podjęłam tedy decyzję, że zamiast telepać się na przystanku przejdę się do pewnego hipermarketu na "C" i kupię sobie jakiś wspomagacz sił witalnych - czekoladkę.
Dopełzłam na 2 piętro, zgubiłam się między regałami, zdyszałam, zmęczyłam, mroczki przed oczami, ale w końcu dorwałam czekoladę w cenie na którą mogłam sobie pozwolić.
Powoli postukałam na moich obcasikach do kasy. Stojąc w ogonku nerwowo przeliczałam gotówkę - całe 1,40 w 10 i 20 groszówkach.
Stoję, stoję... co tu dużo mówić - nie ustałam, zemdlałam.
Co się działo dalej można się dowiedzieć na ten przykład z monitoringu - współkolejkowicze i kasjerka rzucili się na ratunek, razem z panem z ochrony zabrali mnie na ubocze i zadzwonili po karetkę. Pięknie! Super!
Ale był też pan, stojący bezpośrednio za mną, który rzucił się za mną na ziemie jeszcze szybciej niż inni... żeby pozgarniać rozsypane drobniaki i uciec, pozostawiając swój wózek z zakupami - notabene wielki i wyładowany. Przypominam 1,40pln.
Ręce opadają.
Ojciec mój, do południa był w domu i mógł mnie zawieźć do felczera samochodem, bo łazić nie miałam siły. Ale o 12, jak przewrotna wersja kopciuszka - jechał do pracy.
Dzwonię do przychodni. O godzinie 8 rano. Numerek jest, na 17:35. No trudno, może jakoś dopełzam, albo matula mnie zaholuje.
Ale zaraz, zaraz, jest w moim mieście prywatna przychodnia, zakontraktowana z NFZ! Dzwonię. I co? Mogę iść choćby zaraz, no i wszystko w ramach funduszu.
Jako że chciałam być miła, dzwonię do państwowej, żeby się odwołać - w końcu może ktoś bezie chciał na moje miejsce wejść.
Pani rejestratorka wyraziła zdumienie na wieść że nie przyjdę.
- Poprawiło się?
- Nie, idę do przychodni XX.
- JAK TO?
- No bo tam jest wcześniej miejsce...
- TAAAK? A nie wie, że dla zdrowia warto czekać?
- ...
- Ja pani nie odwołuję, jeszcze pani wróci na kolanach tu! Ta z XX to jest partacz! Zarażą panią gronkowcem!
Nie wróciłam. W prywatnej jest ładnie, czysto i ludzie są mili, a lekarka zrobiła mi od ręki komplet badań. Za darmo. Bez ceregieli i dopraszania się. Da się? Ano da.
ZOZ
Pamiętam marmurowe i żelazne krzyże, które leżały na naszym podwórzu w tamtym okresie. Fajne miejsce do zabaw, prawda? Kiedy byłam mała, budowałam okazałe pomniki dla każdej rozjechanej żaby i zdechłego szczura, i z wielką werwą odprawiałam uroczyste msze żałobne. Lubiłam chodzić z dziadkiem na cmentarz i oglądać jak dyryguje młodszymi pracownikami. Czasem nawet pozwalał mi "popilnować ich", a ja, z dziecinna powagą przechadzałam się z rękami w kieszeni i ponaglałam ich do pracy.
Któregoś razu dziadzio był na cmentarzu ze mną i jednym z pomocników. Naprawiali uszkodzoną w czasie pochówku płytę, był to dzień pogrzebu, grób nie był jeszcze na trwałe zamknięty a tylko zakryty, a ziemia nie była całkowicie wsypana do środka, bo panowie którzy się tym zajmowali mieli dopiero dojechać na miejsce.
W tym momencie na cmentarzu pojawiła się rodzina zmarłego - córka i zięć.
Poprosili dziadka i pracownika, żeby podnieśli płytę i trumnę do góry. Powód?
- Bo zapomnieliśmy że tato w złotej obrączce pochowany. I garnitur taki dobry na pogrzeb miał, ale mu już dla robaków nie potrzebny.
Dziadek zsiniał, zzieleniał, i starał się coś powiedzieć. Ubiegłam go.
- Ale to pana tato będzie chodził w niebie goły? Zimno mu będzie.
Nastąpiła chwilka ciszy, po której Piekielna rodzinka próbowała się jeszcze doprosić ekshumacji zwłok, ale niestety mój dziadek już głos odzyskał i zaoferował im masaż odcinka lędźwiowego kręgosłupa szpadelkiem.
Najgorsze jest, że gdyby to oni płacili za pogrzeb a nie wdowa, to ich żądanie musiałoby zostać spełnione.
O miłości.
Miłość, jak wiemy, może się przydarzyć w każdym wieku, ale pierwsze i najbardziej ogłuszające uderzenie przechodzi się w młodości. Pamiętacie swojego pierwszego chłopaka? Pierwszą dziewczynę? Znam parę, która swój pierwszy związek zapamięta na BARDZO długo.
Piękniejszą część owego związku stanowi jedyna córka mojego sąsiada, hodowcy krówek. Ojciec jej jest tradycyjnym tatusiem i jedynaczki pilnował bardziej nawet niż rogacizny. I nie przepadał za młodzieńcami, wodzącymi wzrokiem za jej śliczną buzią.
Ale młodość ma swoje prawa i pewnej grudniowej nocy sąsiad posłyszał w swoim domu jakieś poruszenie. Po cichu wylazł z łóżka i wyjrzał na korytarz. I zobaczył... Jego jedynaczkę wymykająca się z domu, w kurtce narzuconej na piżamę. Zerknął przez okno, a tam, w świetle latarni, zamajaczyła mu męska sylwetka za bramą. Oj! Postanowił interweniować raz a stanowczo.
Jako iż pora była zimowa, nasza zakochana para ukryła się w stodółce. W stodółce tej oprócz siana i zboża garażowały również maszyny gospodarcze. Młodych ciągniki i kombajny nie interesowały, przycupnęli na pojemniku ze zbożem i rozpoczęli słodką pogawędkę zakochanych. I tak, ogrzewając się ciepłem własnych uczuć, On przychylił się by pocałować Ją.
Tego było sąsiadowi więcej niż dość. Włączył światła kombajnu na którym się ukrywał i rozpoczął dynamiczną przemowę na temat godnych obyczajów. Niestety, nasz amant wykazał się skrajną niecierpliwością i mówiąc kolokwialnie - spierdzielił.
Sąsiadowi się takie wzgardzenie jego wywodem nie spodobało i ruszył za nim. Kombajnem. Razem z drzwiami. Wprawdzie odpalenie maszyny zajęło mu ładną chwilę, ale szybko zmniejszył dystans. Co jak co, ale tę zimową przebieżkę po oblodzonej drodze i polu pokrytym śniegiem po kolana, zakończoną dopiero w lesie gdzie sprzęt nie mógł wjechać, młody chłopak zapamiętał do końca życia.
I wiecie co? Wrócił. Teraz on też jest moim sąsiadem. Ma śliczną córeczkę i drugą pociechę w drodze. I nawet czasem kombajnem jeździ po polu teścia.
Malinowe małe miasteczko
Konkretniej z niemieckiego sex-shopu.
Jako że niemieckiego nie znam, a google translator miał z ichnią stroną jakieś problemy, nie udało mi się znaleźć opcji "dyskretnej paczki".
Dla niezorientowanych - sklepy dla dorosłych pakują czasem produkty w ten sposób, że nie można powiązać paczki z branżą erotyczną.
Czekam, czekam... Chciałabym już położyć rękę na tej zabaweczce, bo jakoś głupio mi się z domu wychodzi...
Nareszcie! Kurier dotarł! Stoję sobie w drzwiach i czekam aż dogrzebie się przesyłki w aucie. No i znalazł. Szary papier, kształt cylindryczny, naklejka reklamowa sprzedawcy z adresem zwrotnym.
Kurier (niski gość z krokiem w kolanach) studiuje przez chwilę paczkę... potem mnie... i jeszcze raz paczkę...
- Hehe, hehe... To może ja zamiast tego zostanę? - Błysnął popsutymi zębami. - Prawdziwy facet zawsze lepij.
- Nie, dziękuję. Tata mi pomoże.
Pan kurier popatrzył na mnie dziwnie, zabrał pieniążki i pojechał w cholerę.
Zamówiłam latex w sprayu, bo mi się obcasy w butach pozdzierały. Ot, dzień jak co dzień.
Nie pamiętam pierwszego razu kiedy nazwano mnie grubasem, ani tym bardziej babochłopem. W sumie znam chyba wszystkie możliwe polskie synonimy słowa obojniak. Trochę później, gdy dla odmiany wychudłam do samej kości, zmieniło się to w nieco lękliwe "zwitter". A lękliwe, bo nad nerwami też nie za mocno panowałam, a ręka moja była ciężka.
Ale, nie wybiegajmy za daleko do przodu. Skupmy się raczej na młodej Tariji, lat jakoś 11 (coś koło tego, nie pamiętam), ważącej 64 kilo, mierzącej jakieś 160 cm. Często kładącej dłonie na policzkach żeby nie pokazywać meszku.
Tak zwany bilans medyczny.
Odbywał się on po pierwsze piątkami, po drugie nago. NAGO! Wam może się to wydawać mało piekielne czy straszne, ale takie jest, kiedy...
- Rozbieraj się. - Zawyrokowała piguła, wskazując Tariję paluchem wielkości bagietki. Cóż, trzeba było. Sweter, koszula, spodnie... Został ostatni bastion spodenek gimnastycznych, pod nimi tylko bielizna.
- Rozbieraj się!
Kurtuazyjny chichot koleżanek. Ot, Tarija miała to szczęście, że alfabetycznie była pierwsza na liście. No więc rozsupłuje te swoje szorty.
Pozwolę sobie nie opisywać reakcji dziewcząt, z którymi byłam wtedy w gabinecie. Każdy kto kiedykolwiek widział grupę okołogimnazjalistów znęcających się nad kimś, może to sobie wyobrazić, a małpie ryki ciężko oddaje się w piśmie.
- Dziecko, jak ty wyglądasz! Stań prosto! Kaśka! Zobacz to! Dziecko, ty masz włosy łonowe? Chryste panie, Kaśka, patrz! O Jezu! No co się chowasz! No prosto stój! Nie drzeć tam ryjów! Dziecko, ile ty ważysz! Ty widzisz jaki ty masz brzuch? Ty musisz schudnąć, bo jak w ciążę zajdziesz to cię te brzuszysko przewali, będziesz jak świnia po podłodze... No nie drzeć się, takie mądre jesteście! O, ja wam powiem, że wąsate to namiętne! O! Ale dziecko, ile ty masz lat? Ty nie jesteś cofnięta? Co ty tam między nogami! O Kaśka, widziałaś! Chryste, dziewucho, ciebie to nie obciera jak chodzisz? Boże! Ty na pewno nie jesteś opóźniona? Ona jest opóźniona, dzieci? No, to trzeba było mówić, co się nie przyznajesz? Dziecko, ty powiedz matce żeby ci tyle czekolady nie dawała! NO! Właź na wagę!
Jakoś mnie lekko mdli jak o tym piszę, więc sobie już daruję. Macie ogólny obraz.
Dziękuję tylko opatrzności, że nie było wtedy komórek z aparatem i jedyne czym później dysponowały moje koleżaneczki z klasy to ustny opis.
I nie, nie jestem opóźniona. I to było dawno. I tylko się garbię czasem, jak zapomnę że nie mam czego chować.
Ale wiecie co? Jedna z owych rozbawionych dziewoi nie rozpoznała mnie na ulicy z pół roku temu. A z pięć minut mnie prosiła żebym jej się dołożyła na piwo.
Pigularium szkoły niedużej miasta małego.
W dzisiejszym odcinku - L. i wiosna.
Ach, piękna jest wiosna w Mordorze! Jak wiecie, miasto to stoi na złożach gliny, w związku z czym gdy tylko pojawią się roztopy, wszędzie stoi woda po kostki.
Wszyscy mieszkańcy mają przy ogrodzeniach wykopane rowy. No, nie wszyscy. L. nie ma. Pani L. nie uznaje takich rzeczy jak rowy. Rowy śmierdzą. Pani L. kupiła działkę nie po to żeby na niej były rowy.
Ale wpadła na bardzo mądry pomysł! Gdy tylko zaczęło się robić wilgotniej obłożyła ogrodzenie folią. TA DAAAM! Genialne, prawda?
Zdaję sobie sprawę, że niektórzy głupoty na pierwszy rzut oka nie widzą. Otóż wodzie wsio ryba czy na powierzchni jest folia, bo przesiąka sobie spokojnie pod nią, i zbiera się na działce. A że od środka ma foliowe burty to i stoi dłużej.
W związku z powyższym u nas wody już nie ma, a L. śmiało mogłaby podjąć działalność gospodarczą jako hodowca karpi.
Na cóż więc wpadła genialna L?
Przekopała tunel od działki na ulicę. A że ulica jest podwyższona... Tak, teraz może już hodować nawet delfiny.
L. nie ma jednak duszy przedsiębiorcy i zdecydowała się pod osłoną nocy wypompować wodę na działkę sąsiada.
Sąsiad jak wiecie ma krowy, i za tę zbrodnię L. go nie lubi. Krowy za to nie lubią L. Wprawdzie na noc bydlątka zamknięte są w pachnącej siankiem i obornikiem obórce, ale krowa kiedy zaniepokoi ją dźwięk pompy przy ścianie może zacząć hałasować. A że dla sąsiada owe mlekodajne zwierzaczki to majątek, to nasłuchuje ich muczenia jak matka płaczu niemowlaka.
I tak biedna rodzinka L. musiała w środku nocy, wiadrami wynosić to co udało im się nalać. W końcu krowy teraz powinny spać, a pompa hałasuje.
Sąsiad nie stosował przymusu, tylko kulturalnie poganiał widłami. Ot, wiosna idzie, trzeba się rozruszać.
Mój Mordor z pierniczków.
Wbiegam na moich obcasikach do sklepu, włos rozwiany, brokat na powiekach, uśmiech od ucha do ucha i wyłuszczam sprawę.
- A to dla pani? - Zdziwił się pryszczaty nastolatek przy kasie. - Na pewno?
- No tak.
- Taaaaaatooo!!! A ja mogę tej pani przyjąć zamówienie?
- A co chce? - Zaburczał głos z głębi sklepu.
- Głowicę taką to a owaką!!!
Z trzewi lokalu wychynął grubiutki pan z wąsem i otaksował mnie od zaokrąglonego noska bucików aż po kolczyki w kształcie sówek i wydał wyrok:
- Niech przyjdzie z mężem!
Tak mnie to rozbawiło, że aż mi się nie chciało kłócić. Zamówiłam przez internet.
sklepy
I dziś, obserwowałam mamusię, która urządziła swojej dzidzi zabawę.
Schody idą do góry. Na trzecim od dołu stopniu postawiła dzieciaka, małego, jeszcze w pajacyku. złapała go z przodu za rączki, tak że był przodem do niej i tak go trzymała. Innymi słowy dzieciak "schodzi" po ruchomych schodach idących w górę.
Ale jednak schody okazały się za szybkie, a maminy refleks za wolny i młode zleciało na pysk na metalową kratownicę.
Ryk, płacz, zbiegowisko. A mi już nawet na facepalma sił brakuje.
« poprzednia 1 2 3 4 5 następna »
